Artykuł
Wpływy rewolucji bolszewickiej
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
X

Wykład na V kursie społecznym stowarzyszenia Akademickiej Młodzieży „Odrodzenie”w roku 1925

 

Jesteśmy świadkami dziwnego zjawiska. Zdawałoby się, że pojęcie „Barbarzyństwo rewolucji rosyjskiej” stało się powszechnym i weszło w skład naszej świadomości. Tyle się mówi i pisze o tępieniu w Bolszewji inteligencji, o zaniku nauki i literatury, o walce z religią; przytacza się dane statystyczne o upadku życia gospodarczego; naoczni świadkowie i męczennicy przeżyć bolszewickich stwierdzają, to wszystko w sposób pewny ponad wszelką wątpliwość. A jednak rewolucja bolszewicka wywiera jakiś wpływ pociągający na spory odłam zarówno mas ludowych, jak i warstwy inteligentnej nie tylko w krajach, bezpośrednio z Sowietami sąsiadujących, jak np. w Polsce, albo w krajach, licznymi węzłami związanych z niemi, jak w Niemczech, ale także w krajach o wysokiej kulturze, niemających z Rosją bolszewicką bezpośrednich stosunków, np. we Francji i Anglii. We Francji w końcu r. 1924 spodziewano się wybuchu rewolucji komunistycznej, a w wyborach do gmin liczba posłów jest coraz większa. W r. 1924 Trade – Uniony angielskie wysłały do Rosji delegację, celem zapoznania się na miejscu z całokształtem życia sowieckiego. Sprawozdanie, ogłoszone przez nią w druku, jest wielkim hymnem pochwalnym stosunków sowieckich. A trzeba dodać, że ci, którzy wyjechali do Rosji, nie byli to prości robotnicy, nie obyci z nauką i zagadnieniami współczesnej cywilizacji. Przeciwnie, w skład delegacji wchodzili przywódcy ruchu robotniczego, ludzie wykształceni, niektórzy z nich zajmowali wybitne stanowiska państwowe, byli angielskimi przedstawicielami dyplomatycznymi w Rosji carskiej. Co więcej, wpływ rewolucji bolszewickiej dostrzega się w krajach, które mają inną cywilizację niż nasza, w państwach Azji, Afryki, Ameryki.

Powstaje przeto pytanie, dlaczego rewolucja bolszewicka, minio tego, iż w państwie Sowietów dokonano tak wielkich zbrodni, iż prześladowano w dziki sposób religię, zniszczono życie rodzinne, gospodarcze, literaturę itd., wywiera wpływ pociągający? Obok tego wyłania się drugie pytanie: sam fakt rewolucji bolszewickiej musi wywrzeć wpływ na dzieje, czy wpływ ten będzie dodatni czy ujemny, czy rewolucja Leninowska jest początkiem nowej ery, jak twierdzi np. Edward Barth, czy tylko katastrofą i obłędem? Te dwa pytania nie są równoznaczne, ale pozostają z sobą w związku. Można bowiem przypuszczać, że przyczyny, które wywołują przychylność dla rewolucji bolszewickiej, przedstawiają trwalszą wartość.

I.

Często się mówi, że rewolucję robią i popierają ludzie anormalni i zdegenerowani. Zaprzeczyć nie można, że wśród przywódców rewolucji jest wielu ludzi umysłowo lub moralnie chorych, jak również, że do rewolucji przyłączają się jednostki zdegenerowane i wykolejone. Tak było z wielką rewolucją francuską, tak jest z rewolucją bolszewicką. Ale stwierdzenie tego faktu nie rozstrzyga zagadnienia. Pozostaje bowiem nadal pytanie, dlaczego umysły, skądinąd logiczne, ludzie posiadający kulturę, a nawet całe grupy ludowe są podatne na wpływ rewolucji bolszewickiej, mimo iż wśród jej przywódców, może na naczelnych stanowiskach są ludzie nienormalni?

Zdawałoby się, że najprostszym wytłumaczeniem tego zjawiska jest silna władza bolszewicka. Rewolucja bolszewicka nie jest niczym innym, jak dyktaturą, dorwaniem się mniejszości do władzy w społeczeństwie ciemnym i niezorganizowanym.

I rzeczywiście, obserwatora rewolucji bolszewickiej uderza przede wszystkim fakt silnej, zdecydowanej woli. Już blisko przez dziesięć las rząd bolszewicki i zarząd partii komunistycznej zmierzają do swego celu z niebywałą wytrwałością i jednolitością myśli, mimo starć wewnętrznych i chociaż na czele państwa sowieckiego stoi zarząd kolegialny, Bolszewja przedstawia się na zewnątrz jako jedna wola, i to wola bardzo silna, nielicząca się z żadnymi przeszkodami, nie tylko moralnymi, lecz także fizycznymi.

Jakie są znamiona tej dyktatury?

Najpierw wszędy obecność wojska i organów bezpieczeństwa publicznego, tj. żandarmerii i policji. Są oni wszędzie, jawnie lub tajnie, obecni. Niema obywatela, któryby temu nadzorowi nie podlegał; niema chwili, w której od niego był wolny, ani miejsca, na które by się ów nadzór nie rozciągał. Obywatel państwa sowieckiego przestaje być panem samego siebie, traci pewność siebie i ufność w swe siły, gdyż jest otoczony tajemną a kapryśną i złośliwą siłą, której poznać nie może ani zwyciężyć. Bo ta armia, policja i żandarmeria to nie wypływ społeczeństwa i jego umiłowanie, a przynajmniej siły, do których obywatele odnoszą się z przyjaźnią i ufnością, lecz to organy mniejszości, która nikomu nie ufa a wszystkim rządzi, zadufana w swój rozum, wolę i przemoc fizyczną.

Następnym znamieniem dyktatury bolszewickiej jest skupienie w rękach rządu głównych środków zaspokojenia potrzeb ogółu ludności. Bezpośrednim motywem takiego stanu rzeczy jest doktryna ekonomiczna. Kolektywizm znosi gospodarczą samodzielność poszczególnych gospodarstw prywatnych i wprowadza jedno gospodarstwo narodowe a uzgodnienie pracy poszczególnych gospodarstw drogą podziału pracy, umów, koordynującej działalności organizacji i państwa zastępuje centralnym zarządem. Ten zarząd centralny najłatwiej i najszybciej przechodzi w ręce rządu. Tym sposobem wytwarzanie dóbr i ich podział staje się zadaniem władz państwowych. Ta doktryna gospodarcza jest jednocześnie doskonałym środkiem dyktatury, jednej z najstraszniejszych i najboleśniejszych, jakie sobie można wyobrazić. Czyż może być bowiem coś bardziej groźniejszego i bardziej przygnębiającego, jak zależność obywateli od rządu partyjnego w zakresie pożywienia, mieszkania, odzieży itd. A przecież rząd bolszewicki ma bezpośredni lub pośredni wpływ na rozdział tych dóbr.

Środkiem, którym się posługuje rząd bolszewicki, jest nie tylko uzależnienie od siebie obywateli w dziedzinie materialnych potrzeb, ale także w zakresie potrzeb duchowych. Nie wszyscy badacze życia gospodarczego w Sowdepji zwrócili uwagę na to, że przemysłem, który został najwcześniej i całkowicie upaństwowiony, był przemysł papierniczy. Przemysł papierniczy? Dlaczego? Czyż nie był ważniejszym przemysł włókienniczy, metalurgiczny, węglowy, przewozowy? Jeden tylko może być powód tak szybkiego i całkowitego znacjonalizowania: kto jest właścicielem przemysłu papierniczego, ten ma w swoim rozporządzeniu całą propagandę w społeczeństwie, mianowicie prasę, broszury, odezwy, książki itd.

Rząd bolszewicki zupełnie mechanicznie odgrodził obywateli państwa sowieckiego od cywilizacji zachodniej: przerwał wszelkie stosunki, uniemożliwił wymianę myśli między wschodem i zachodem. Jednocześnie rozwinął niebywałych rozmiarów propagandę i akcję wychowawczą przez prasę, kino, teatr, szkołę, literaturę, Kościół. Niema prasy niebolszewickiej, tworzy się literaturę i naukę bolszewicką; teatr i kino przedstawiają obrazy z życia robotniczego i komunistycznego a zawsze antyburżuazyjnego; nawet cerkiew wytwarza odrośl bolszewicką, tzw., żywą cerkiew.

Obywatel bolszewicki z konieczności oddycha powietrzem, nasyconym zarazkami komunistycznymi. Komunizuje się mimo woli. Nie może się zdobyć na samodzielność sądu i oceny, bo niema punktu porównania. Opór może być tylko negatywny i instynktowny.

Tajemnicę, dlaczego bolszewicy tyle wysiłku poświęcają propagandzie, ujawnił Lenin. Powtarzał on z naciskiem, że „idea stanie się siłą polityczną, i w ogóle siłą, tylko wtedy, gdy weźmie w swe posiadanie masy”, gdy wejdzie do mózgów ludności, gdy te mózgi ją sobie przyswoją, choćby jej nawet dobrze nie rozumiały. Wtedy tylko masy będą wobec niej pełne entuzjazmu lub przynajmniej uległe.

Łącznie z wszędy obecnością siły militarnej i policyjnej, łącznie ze skupieniem w swoim zarządzie dóbr materialnych, łącznie z monopolem cywilizacyjnym, rząd bolszewicki posługuje się terrorem jednostkowym i zbiorowym, działalnością czerezwyczajki czeka, uprzywilejowaniem komunistów we wszystkich dziedzinach itp. środkami.

Kto wykonywa tę dyktaturę? Partia komunistyczna, która z pośród siebie wyłania rząd. Gdy się komunistom zarzuca, że koncentrują władzę w swoich rękach, jako partia, a nie jako robotnicy, otrzymuje się odpowiedź, że rzeczywiście tak jest, ale jednocześnie wyjaśnienie, że partia komunistyczna jest awangardą proletariatu, jest proletariatem uświadomionym i dlatego musi władzę sprawować. Gdy zaś odpowiadają socjalistom, dodają nie bez złośliwości: spełniamy jedynie program Manifestu komunistycznego Marksa i Engelsa z r. 1848, w którym powiedziano, że na czele wyzwoleńczego ruchu robotniczego stają komuniści, t. j. uświadomieni robotnicy.

Tak się nam bolszewizm przedstawia zewnętrznie. Otóż czy taki system rządów jest owym czynnikiem pociągającym w rewolucji bolszewickiej, czy jest tym pierwiastkiem o trwalszej wartości?

Nie ulega żadnej wątpliwości, że siła, moc, energia wywierają wpływ pociągający i podziw, nieraz hipnotyzują ludzi. Ileż to razy słyszy się w rozmowach prywatnych westchnienie: dlaczegóż to u nas ciągle się zmieniają ministrowie, premierzy, prezydenci, a tam od początku rządzą ci sami ludzie!

Mam jednak wrażenie, że „dyktatura”, „silne rządy” są to zjawiska mało dostępne dla umysłowości ludowej: masy pozostają w zbyt słabym kontakcie z bolszewickim systemem rządzenia, aby się nim mogły przejąć. Zjawiska te są bardziej dostępne dla jednostek, nawet dla masy inteligentnej, t. j. dla tych, którzy uświadamiają sobie myślowo braki i bezład demokracji współczesnej w dziedzinie państwowej i gospodarczej, a na tyle są mało wyrobione, że nie odczuwają słabych stron dyktatury. Jednostki te widzą, że parlamenty działają niesprawnie, że zwłaszcza nie mogą pokonać trudności finansowych, i tylko wyjątkowo zdobywają się na silne czyny, gdy niebezpieczeństwo dla państwa jest bardzo groźne; że warstwy średnie, a więc także i może głównie inteligentne, potraciły swe oszczędności i obniżyły swój poziom życiowy, zbiedniały, a niepewność egzystencji, która dotychczas ciążyła swym brzemieniem nad warstwami fizycznie pracującymi, teraz także na nich się zwaliła. Stąd powstaje pragnienie silnej władzy. Nie ulega też wątpliwości, że jednym z bodźców wystąpienia Mussoliniego było powodzenie dyktatury bolszewickiej. Co więcej, widać zupełnie wyraźne ślady naśladowania bolszewików w organizacji rewolucji przez Mussoliniego: wszędy obecność czarnych koszul, jaczejki – komórki, obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi, utożsamienie rządu z partia itd. Nikt jednak nie naśladuje terroru, głodzenia fizycznego i duchowego.

Atoli ten ograniczony wpływ nie jest długotrwały i jest bardzo niebezpieczny. W społeczeństwie prostym, niezróżnicowanym, dyktatura może się utrzymać przez długie lata. Ale w społeczeństwach, które stoją na pewnym stopniu cywilizacyjnym, które się już zróżniczkowały i z indywidualizowały, w których się rozwinął przemysł, bankowość, wymiana międzynarodowa itd., z dyktaturą rządzić nie można. Rządy dyktatorskie wywołują odruchy rewolucyjne (Niemcy, Węgry), szybciej lub wolniej ulegają ewolucji w kierunku reprezentacyjnym (Hiszpania, Włochy), a najgorzej jest, gdy się zamieniają na walkę generałów (Grecja, Portugalia).

W każdym razie rewolucja bolszewicka dowodnie wykazała zdumionym demokracjom liberalnym, że ich „niewzruszone zasady” podlegają skażeniu, że ich świętość i nietykalność była pozorną.

Taki nikły wpływ dyktatury bolszewickiej było łatwo przewidzieć, gdyż budowa zewnętrzna, rusztowanie nie może być czynnikiem decydującym. Takim czynnikiem może być tylko treść danego zjawiska.

II.

Przedmiotowa wartość jakiegoś ruchu i podmiotowa ocena, dokonywana przez jego kierowników, ich samoocena i podmiotowa cele nie zawsze idą w parze. Dlatego, kto chce wyrobić sobie należyty sąd o społecznej wartości jakiegoś zjawiska, nie może poprzestać na stwierdzeniu dobrej woli, dobrych zamiarów twórców ruchu, ale musi zanalizować jego składniki, stosunek do innych zjawisk, wpływ na psychikę ludzką, na życie polityczne i społeczne itd. Jednakowoż dla dalszych naszych wywodów wystarczy podanie definicji podmiotowej, tj., określenia, jakie bolszewicy sami o sobie dają, chociaż, z naciskiem to zaznaczam, określenie to uznaję za błędne.

Do czego zmierza rewolucja bolszewicka? Zdaniem jej twórców, do usunięcia wszelkich postaci wyzysku, do zbudowania cywilizacji, w której nie będzie żadnego wyzysku w żadnej dziedzinie współżycia ludzkiego. Jest to cel negatywny. Kto mówi, że zamierza usunąć wszelki wyzysk, zbudować cywilizację, w której nie będzie panowania człowieka nad człowiekiem, ten jeszcze nie określa, na jakich zasadach, jak będzie zbudowane to nowe społeczeństwo. Bolszewicy jednak uczynili próby pozytywne. Ale, rzecz naturalna, bo to wynika z zamiarów, zaczęli budowanie nowej cywilizacji od burzenia starej, i to możliwie gruntownego; okazali się w tym mistrzami.

Pierwszym terenem burzenia była dziedzina życia gospodarczego, ponieważ rewolucja bolszewicka pierwiastkowo miała być ruchem ekonomicznym: bowiem tzw. wyzysk rzuca się w oczy najsilniej w tej właśnie dziedzinie. Kapitalizm i związane z nim najemnictwo, według socjalistów, nie jest niczym innym, jak tylko wyzyskiem. Zwycięstwo bolszewizmu powinno być końcem kapitalizmu i najemnictwa. Wraz z kapitalizmem musi zginąć burżuazja, tj. ta warstwa, która jest wykładnikiem kapitalistycznego ustroju, która skupia w swoich rękach, już od XVIII w., władzę gospodarczą, polityczną i społeczną. Klasa ta żyje wyłącznie z wyzysku pracy najemnej. Burżuazję tę należy usunąć za wszelką cenę, nie cofając się nawet przed jej głodzeniem i wymordowaniem, jeśli będzie stawiała jakikolwiek opór względem nowej władzy i nowego ustroju. Mówią, że Zinowiew pierwszy zastosował terror masowy po zamordowaniu Urickiego. Gdy mu zwrócono uwagę, że stosując terror masowy, z konieczności prześladuje winnych i niewinnych, miał odpowiedzieć: „Ja nie prześladuję niewinnych, lecz tylko burżuazję”. Zawód burżuazyjny, „białe ręce”, wyższość umysłowa i gospodarcza stały się tym sposobem zbrodnią. Należy zresztą dodać, że ta nienawiść do burżuazji nie jest pochodzenia bolszewickiego, lecz jest wytworem myśli i ruchu socjalistycznego w ogóle. Socjaliści francuscy, a zwłaszcza niemieccy podzielili społeczeństwo na dwie klasy: wyzyskiwaną i wyzyskującą, pijącą krew robotnika; spopularyzowali pogląd, że jedynym środkiem ratunku i naprawy jest wytępienie warstwy burżuazyjnej. To też bolszewicy tępili burżuazję krwią i ogniem. Socjaliści francuscy z pierwszej połowy XIX w., a za nimi socjaliści niemieccy zaliczyli do burżuazji warstwę inteligentną, zawody wyzwolone, tych, którzy przedstawiają mózg współczesnego społeczeństwa; co więcej, obudzili do nich w całym proletariacie fabrycznym nienawiść i pogardę, jako do tych, których opłaca burżuazja, którzy za pieniądze, pochodzące od kupców, finansistów, przemysłowców itd., sprzedają własne sumienia, serca i rozumy oraz zupełnie świadomie, a przewrotnie utrzymują umysłowość i uczuciowość warstwy robotniczej w niewoli warstwy kapitalistycznej. To też bolszewicy, mordując burżuazję i pastwiąc się nad nią, mordowali inteligentów i pastwili się nad nimi. Wobec tych zaś, którzy pozostali przy życiu, Lenin w „Państwie Rewolucji” wypowiada groźbę, że jeżeli pankowie inteligentni nie będą chcieli zrozumieć, że się już skończyły czasy ich rządów i służby u burżuazji, jeżeli nie zechcą porzucić nałogów burżuazyjnych i służyć ludowi, to ten lud uzbrojony nauczy ich tego silną swą ręką.

Drugą dziedziną burzenia jest dziedzina życia państwowego, w szczególności parlamentarnego. Dlaczego bolszewicy wyrzucili parlament do składu rupieci, chociaż socjaliści podają się wszędzie za największych obrońców demokracji? Dlaczego, gdy dochodzą do władzy, wszędzie lekceważą instytucje demokratyczne i wykazują dążności despotyczne? Najpierw – pomijając względy oportunistyczne – dlatego, że parlament jest instytucją burżuazyjną. Burżuazja bowiem, robiąc rewolucję w XVIII wieku, stworzyła parlament, jako własny organ walki z arystokracją feudalną i despotyzmem rządów. Bolszewizm, niszcząc burżuazję, nie może oszczędzać wytworzonego przez nią organu. Po wtóre dlatego, że według socjalizmu państwo zasadniczo jest organizacją ucisku jednej klasy przez drugą, że temu prawu podlega nawet państwo socjalistyczne i że okres przejścia od państwa kapitalistycznego do komunistycznego, czyli pierwszy okres państwa komunistycznego, musi być okresem dyktatury proletariatu; program działania tych rządów dyktatorskich podali już Marks i Engels w Manifeście komunistycznym. Wraz z burżuazja musi zginąć, parlament i państwo burżuazyjne, właściwie nawet państwo w ogóle, gdyż wtedy dopiero zniknie wyzysk. Współcześnie parlament jest organem, którym się posługuje burżuazja, aby w życiu państwowym wyzyskiwać lud pracujmy.

Dalej, wielkim terenem wyzysku są kolonie. Jest to wyzysk jednych narodów przez inne, przede wszystkim ludów kolorowych przez białe kapitalistyczne, ale także narodów europejskich przez europejskie.

Jest jeszcze jeden rodzaj wyzysku, w dziedzinie moralnej, mianowicie wyzysk dzieci przez rodziców, żony przez męża, uczniów przez nauczycieli, a przede wszystkim ludzi przez Boga. I o tym wyzysku muszę wspomnieć, choć jest to bluźnierstwo. „Każdy bóg – pisał Lenin, 14 listopada 1913 r. do Maksyma Gorkiego – choćby był najczystszy i najdoskonalszy, jest kłamstwem. W krajach najbardziej wolnych... Ogłupia się lud i robotników właśnie ideą. Boga czystego, duchowego, zbudowanego całkowicie z duchowości. Jak każda idea religijna, tak samo każda idea boga, każde paktowanie z ideą bóstwa jest bezeceństwem, tolerowanym a często z przychylnością przyjmowanym przez demokratyczną burżuazję; idea ta przedstawia sromotę najbardziej niebezpieczną, zarazę najbardziej wstrętną”. Oto w jak bluźnierczy i obrzydliwy sposób piszą bolszewicy o religii i P. Bogu a w życiowej propagandzie postępują jeszcze gorzej.

Praca pozytywna obejmuje trzy dziedziny: życie gospodarcze, państwowe i cywilizacji duchowej.

W zakresie życia gospodarczego program jest prosty. Wprawdzie kapitalizm jest organizacją wyzysku, ale jego źródłem jest własność prywatna. Zamiast własności prywatnej należy przywrócić własność wspólną zarówno w dziedzinie produkcji, jak podziału. W dziedzinie produkcji organami własności wspólnej są: komitety fabryczne; związki zawodowe, które przestają być organami warstwy robotniczej dla ochrony i polepszenia warunków pracy a stają się organami państwa dla zarządu produkcją; wreszcie urzędy administracyjne. Wspólnymi siłami wytworzone dobra stają się wspólną własnością spożywczą wszystkich obywateli państwa. Podziałem tych dóbr zajmują się władze administracyjne, a przede wszystkim spółdzielnie, wśród których robotnicze są oczywiście uprzywilejowane. W ustroju tym niema nie tylko prywatnych właścicieli i kapitalistów, ale niema także kupców, pośredników: ich miejsce zajmują urzędnicy państwowi i prywatni funkcjonariusze.

W zakresie życia państwowego realizuje się zasadę, że władzę ma w swoich rękach i wykonuje lud. Lud roboczy rządzi. Przeprowadza się zasadę połączenia władzy ustawodawczej, wykonawczej, nawet sądowej w tych samych organach. Wszystkie władze są kolegialne i wybieralne, a właściwie wypływają z szeregów partii komunistycznej, gdyż na czele państwa komunistycznego muszą stać uświadomieni robotnicy, tj. członkowie partii komunistycznej. Nie może być wolności dla nie komunistów. Z władzy znosi się charakter czegoś wyjątkowego i uprzywilejowanego; władza nie jest władztwem, autorytetem, lecz czynnością, jak każda inna. W poszczególnych sowietach wydawano nakazy, aby wszyscy mieszkańcy danego okręgu kolejno sprawowali władzę: przez takie rozszerzenie władzy na wszystkich, przez takie jej rozprzestrzenienie straci ona charakter czegoś odrębnego, czegoś świętego i uprzywilejowanego.

Nowa cywilizacja ma być zbudowana na pracy: na pracy powinno się opierać całe życie społeczeństwa: gospodarka, nauka, literatura, teatr, sztuka, obyczaje itd.

Zasada św. Pawła: Kto nie pracuje, niech nie je, musi być rozszerzona: Kto nie pracuje, niech nie będzie obywatelem państwa sowieckiego, niech niema żadnych praw. Na wszystkich ciąży obowiązek i prawo pracy. Praca jest tytułem do otrzymania przydziału dóbr spożywczych. Nauka powinna badać pracę; jej dobro ma być miarodajne dla wszystkich ocen. Literatura i sztuka ma przedstawiać obrazy z życia robotniczego a nie burżuazyjnego. Historia przestanie być nauką o dziejach królów i dynastii, a stanie się nauką o wielkich reformatorach i ruchach społecznych oraz o źródłach i dziejach ucisku ludu. Przez pracę bolszewizm rozumie głównie, a może wyłącznie, pracę robotników, biednych włościan, tych, którzy się nie posługują pracą najemną. Tak np., ani biernego, ani czynnego prawa głosu nie mają przemysłowcy, kupcy i wszyscy ich pomocnicy, ci, którzy żyją z renty, księża świeccy i zakonnicy. Praca inteligencji zawodowej niema samoistnej wartości, lecz tylko o tyle, o ile służy proletariatowi.

Drugim znamieniem cywilizacji bolszewickiej jest całkowite zeświecczenie życia, pojęcie go i zbudowanie na podstawach nie tylko poza religijnych, lecz wybitnie materialistycznych, zgodnie zresztą z Manifestem komunistycznym. Ze wszystkich religii najgroźniejszą jest chrześcijańska, a z chrześcijańskich katolicka, jako ta, która najsilniej podkreśla zależność człowieka od Boga i pierwiastki nie tylko duchowe, ale nadprzyrodzone. Do książek zakazanych należy przede wszystkim Pismo św. a rehabilitacja Judasza jest rehabilitacją niewolnika i społeczeństwa, uciemiężonego przez Ewangelię. Łatwo przewidzieć, że dzieci wychowuje się bez religii, w duchu wyłącznie doczesnym.

Następstwem takiego stanu rzeczy musi być nowa moralność i nowe obyczaje.

Sprawozdanie, ogłoszone przez delegację Trade – unionów, podaje kilka przykładów nowych obyczajów. Mężczyźni nie odkrywają głów na powitanie, gdyż to pozostałość z czasów, gdy uznawano nad sobą pana. Robotnicy, włościanie, członkowie partii komunistycznej tytułują się towarzyszem, obcego nazywa się obywatelem a tylko dla członków rodziny i przyjaciół zachowuje się tytulacja z imienia i z imienia ojca. Nosi się oznaki zajmowanego stanowiska. Kobieta posiada całkowite równouprawnienie z mężczyzną i broni tego stanu rzeczy; obraziłaby się, gdyby jej mężczyzna drzwi otworzył, albo gdyby ją w przejściu puścił pierwszą.

Najbardziej znamiennym zjawiskiem cywilizacji bolszewickiej jest nowa rodzina. Niema ona wiele wspólnego ze współczesną rodziną, na którą obok religii, bolszewicy skierowali najsilniejsze ataki. Dlaczego? Bo ich zdaniem nie tylko rodzina burżuazyjna, ale rodzina w ogóle opiera się na wyzysku i uciemiężeniu. Mąż wyzyskuje żonę, rodzice wyzyskują dziecko. Ponieważ w rodzinie wychowuje się człowieka, przeto rodzina jest nieustannym źródłem uczuć niewolniczych i skłonności do wyzysku. I w tym dążeniu do stworzenia nowej rodziny rewolucja bolszewicka jest nieubłagana. Po r. 1920 rząd bolszewicki na skutek zmiany polityki gospodarczej poczynił duże zmiany w swych kodeksach, ale pozostawił nietkniętym kodeks, dotyczący życia rodzinnego, wydany, jak inne w r. 1918.

Jaka jest treść tego kodeksu?

Rodzina, tak jak ją pojmuje prawo przyrodzone i chrześcijańskie oraz, mimo wszystkich odchyleń i zboczeń, cywilizacja współczesna, jest związkiem nierozerwalnym i hierarchicznym; do jedności tej, celem jej mocniejszego podkreślenia, dołącza się jedność majątku.

Kodeks sowiecki dąży do usunięcia wszystkich tych znamion. Najpierw znosi sankcję religijną: ślub kościelny jest nieważny i nie ma żadnych skutków prawnych (art. 82). Kodeks dąży do rozbicia jedności uczuciowej i tego, co stanowi najbardziej znamienną cechę życia małżeńskiego i rodzinnego – przyjaźni. Nie tylko bowiem uznaje rozwody, ale nie stawia im żadnych granic Nie dość tego, że nie wylicza przyczyn, uprawniających rozwód, ale postanawia, że małżeństwo ustaje, gdy się obie strony na to zgodzą, a nawet gdy tego żąda jedna strona, przy czym do orzeczenia rozwodu nie potrzeba oskarżenia o przestępstwo (a. 87). Kodeks znosi jedność majątkową, gdyż postanawia, że każda strona zachowuje własność swego majątku a umowy, ustanawiające wspólność majątkową, są nieważne (art. 105). Wreszcie kodeks znosi ustrój hierarchiczny rodziny, postanawia bowiem dla obu małżonków zupełną swobodę postępowania i jednakową władzę względem dzieci, przy czym w razie sporu sąd orzeka, po czyjej stronie słuszność; pozostawia dzieciom całkowitą własność ich zarobku, tak iż rodzice nie mają prawa z niego korzystania, oraz ustanawia ich pełnoletniość na rok 16 dla synów i 18 dla córek, a w sprawach religijnych na rok 14. Rewolucja bolszewicka zmierza więc zupełnie świadomie do usunięcia życia rodzinnego, czego objawem jest również zakaz adoptowania. Dążność tę wzmacnia się jeszcze od zewnątrz. Rząd sowiecki stara się przenieść towarzyskie życie do klubów i tam zatrzymać robotników przez cały czas wolny od pracy. Dlatego też łoży duże pieniądze na życie klubowe, na organizowanie zabaw, wspólne wychowanie itd., a zarobki utrzymuje na wysokości, wystarczającej na pokrycie koniecznych tylko potrzeb.

Przedstawiwszy, do czego rewolucja bolszewicka dąży, powracam do postawionego pytania, czy jest coś w treści bolszewizmu, co pociąga do niego ludzi?

W zakresie cywilizacji nie można oczekiwać zbyt widocznych rezultatów, gdyż na ich uwidocznienie potrzeba czasu. Nadto dwie okoliczności każą powątpiewać o tej pracy cywilizacyjnej. Najpierw warstwa robotnicza rosyjska nie tylko nie posiada tej siły gospodarczej, wiedzy i energii, jaką rozporządzała burżuazja, gdy w końcu XVIII r. robiła rewolucję i brała władzę w swe ręce, ale nadto jest najsłabszą ze wszystkich warstw robotniczych w Europie. Po wtóre socjalizm, na którym wyrosła rewolucja bolszewicka, nie ma w sobie tych pierwiastków moralnych, które są potrzebne do tworzenia nowej cywilizacji; socjalizm nie wykazał dotychczas siły cywilizacyjnej, raczej przeciwnie. Patrząc najbezstronniej, nie można się dopatrzeć przyczyn, albo zjawisk, znamion np. w literaturze, teatrze, które by upoważniały do wniosku, że rewolucja bolszewicka stworzy nową cywilizację. Natomiast są znaki inne, bardzo groźne i zatrważające: fizyczne i moralne zwyrodnienie dzieci, szerzenie się wśród nich chorób wenerycznych, wypożyczanie i sprzedaż kobiet, strach życia, zanik wzajemnej ufności, radości i spokojnego śmiechu. Wskutek tego nowa cywilizacja nie pociąga i świat się przed nią broni. Nawet delegacja Trade-unionów orzekła, że to wszystko piękne, ale tylko dla swoistych Rosjan, a nie dla nich.

W dziedzinie politycznej niema, zdaje się, nic takiego, co by pociągało współczesnego człowieka. Pozbawienie wolności nie zachęca do entuzjazmu. Formy polityczne nie wykształciły się na tyle, aby można było wydać o nich jakiś sąd. Nie wiadomo, jaka instytucja zajmie miejsce parlamentu, opartego na powszechnym głosowaniu. Dyktatura najsilniej uwydatnia się w tej dziedzinie, wskutek czego bolszewizm nie mógł stworzyć własnych form egzystencji.

W dziedzinie gospodarczej rewolucja bolszewicka przeszła znaczną ewolucję. Po bohaterskim okresie komitetów fabrycznych z r. 1917 i powszechnej socjalizacji, już w roku 1918 rząd bolszewicki zniósł komitety, wprowadził do fabryk władzę dyktatorską, później zmobilizował robotników, stworzył armie pracy i poddał je karności wojskowej. Gdy i ten system, który zresztą był nie tylko potrzebą życiową, ale krańcowym wypływem doktryny socjalistycznej, że rząd centralny kieruje produkcją i podziałem, zawiódł zupełnie i nie poprawił sytuacji gospodarczej, wtedy, począwszy od początku r. 1919, bolszewicy zaczęli przechodzić do metod gospodarki kapitalistycznej. Dzisiejsze gospodarstwo bolszewickie to kapitalizm państwowy oraz system koncesji, celem przyciągnięcia obcych kapitałów. Ta całkowita przegrana gospodarki socjalistycznej miała bardzo zbawienny wpływ otrzeźwiający na socjalistów wszystkich krajów: program socjalizacji odłożyli oni do lepszych czasów, a teraz dają wolne pole kapitalizmowi i nawet pomagają w jego odbudowie.

Zdaje mi się jednak, że mimo tych niepowodzeń właśnie owa strona ekonomiczna rewolucji bolszewickiej pociąga ludzi. Co mianowicie? Rządy pracy, to, że warstwa robotnicza doszła do władzy i sprawuje ją w dziedzinie politycznej i gospodarczej, że jak w ustroju kapitalistycznym praca jest uzależniona od kapitału, który sprawuje funkcje kierownicze, tak w ustroju sowieckim praca zajmuje stanowisko główne a kapitał podrzędne. Prawda, w Sowietach wytworzyła się nowa arystokracja i burżuazja, robotnicy znajdują się nieraz w gorszym położeniu, niż w społeczeństwach kapitalistycznych, bo kapitalizm państwowy jest systemem gorszym, niż kapitalizm prywatny, a tym bardziej społeczny. Ale faktem pozostaje to, że owa nowa burżuazja uznaje swą zależność od warstwy ludzi fizycznie pracujących. Robotnicy rosyjscy nabrali przekonania, że w nowym systemie, w którym praca zajmuje pierwsze miejsce, będą wolni od wyzysku i dlatego znoszą cierpliwie wszelkie braki, nędzę i głód, owszem, bronią swej rewolucji. Takie przekonanie rozpowszechniło się także w innych krajach i stąd sympatia dla ruchu bolszewickiego.

Czy idea oparcia stosunków społecznych na pracy jest wytworem rewolucji bolszewickiej i czy może być przez nią urzeczywistniona?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw odróżnić trzy rodzaje rewolucji.

Rewolucja wojskowa właściwie rewolucją nie jest. Jest to bunt wobec państwa, rebelia, zamieniająca się często w walkę generałów przy mniejszej lub większej bezczynności społeczeństwa. Jest to obsadzenie swoimi ludźmi stanowisk i zapewnienie soldatesce pierwszego miejsca i przewagi nad resztą społeczeństwa; idea twórcza prawie nigdy nie kieruje tu czynami, zastępuje ją ambicja, awanturniczość, egoizm. Rewolucja polityczna ma zwykle na celu zmianę ustroju państwowego, rzadziej tylko zmianę ludzi na stanowiskach kierowniczych; udział w niej biorą przedstawiciele społeczeństwa, politycy, często wojskowi. Wreszcie rewolucja socjalna składa się z rewolucji politycznej i ekonomicznej. Jest to rewolucja socjalistyczna, środek gospodarczej i społecznej przebudowy społeczeństwa. Typem tej rewolucji jest bolszewicka.

Rebelia wojskowa nie zawiera w sobie żadnych pierwiastków twórczych, jest dziełem szkodliwym, tern niebezpieczniejszym, że może zacząć niekończący się cykl gwałtów i przewrotów, jak w Portugalii, Grecji i Meksyku.

Twórczość rewolucji jest negatywna, to znaczy, że może usunąć przeszkody dla rozwoju stosunków, dla zwycięstwa nowej idei. Ale rewolucja nie posiada w sobie twórczości pozytywnej, ani w dziedzinie politycznej, ani tym bardziej w dziedzinie gospodarczej. W tej właśnie dziedzinie rewolucja bolszewicka jest typowym przykładem. Ustawodawstwo i twórczość wyłącznie rewolucyjna z biegiem czasu, niekiedy jeszcze w okresie trwania rewolucji zanika, np. udział ludu w sądownictwie, cywilna konstytucja kleru, połączenie władzy ustawodawczej i wykonawczej, komitety fabryczne itd. Z rewolucji pozostaje to, co jest przygotowane do życia przez poprzedni rozwój. Rewolucja francuska wprowadziła równość wobec prawa, ale opinia i urządzenia już przed rewolucją były do tego przygotowane. Rewolucja francuska oddała władzę burżuazji, ale ta burżuazja wytworzyła się i przygotowała do władzy przed rewolucją i byłaby władzę wzięła w swoje ręce, choćby rewolucji nie było. Tak samo rewolucja bolszewicka nie wytworzyła idei oparcia stosunków społecznych na pracy, gdyż pogląd ten w ciągu XIX w., zdobywa sobie coraz więcej posłuchu i jest dziełem pisarzy i działaczy chrześcijańsko – społecznych, socjalistycznych i liberalno – społecznych a mógł powstać jedynie na gruncie cywilizacji chrześcijańskiej, gdy stosunki ekonomiczne i społeczne poczęły dojrzewać do takiej reformy. Ta praca przygotowawcza sprawia, że cywilizacja w pewnym momencie przybiera nowy charakter, ale dzieje się to bez i mimo rewolucji. Rewolucja może usunąć przeszkody, ale także może utrudnić realizację słusznej idei przez związanie jej z gwałtami i ruiną.

Z powyższego też wynika, że rewolucja nie jest koniecznym czynnikiem rozwoju dziejowego, zwłaszcza w społeczeństwach, w których ogół ludności ma stałą reprezentację w centralnym zarządzie państwa. Postęp dokonywa się wysiłkiem umysłów twórczych, prawych, woli i wyrównania interesów sprzecznych lub rozbieżnych. Niestety, rewolucje prawdopodobnie będą się powtarzać nie tylko dlatego, że są ludzie źli i przewrotni, których istotą jest negacja i bunt, że degeneraci i wykolejeńcy w pewnych okolicznościach mogą posiąść władzę, ale także dlatego, że wskutek konserwatyzmu i ciemnoty, czasami zwykłego egoizmu i obrony praw nabytych, pewna część społeczeństwa przeciwstawia się duchowi czasu i stwarza sztuczne przeszkody. Zadaniem inteligencji jest praca nad zmniejszeniem szans rewolucji. Warstwy inteligentne mogą przyśpieszyć wybuch rewolucji przez szerzenie poglądów, które muszą do niej doprowadzić, ale zwykle wtedy pierwsze padają jej ofiarą. To się stało za rewolucji francuskiej i bolszewickiej. Ale inteligencja może przeciwdziałać wybuchowi rewolucji przez wzmacnianie sprawiedliwości i miłości w społeczeństwie. Każdy ustrój społeczny jest częściowo sprawiedliwy i częściowo niesprawiedliwy, częściowo postępowy i częściowo zacofany. Inteligencja konserwatywna zwykle broni tego, co jest; liberalna szerzy zamęt i podgryza fundamenty współżycia i węzły łączności; socjalistyczna broni sprawiedliwości, nieraz zbyt jednostronnie i błędnie pojętej, a prawie zawsze sposobem demagogicznym i dlatego szkodliwym. Inteligencja katolicka ma najwięcej danych do słusznego sądu. Nie tylko przez wewnętrzną pracę duchową może swą wolę i umysł wyzwolić z pod panowania namiętności i szkodliwych przywiązań, ale nadto ma w Kościele jasne światło prawdy i niewyczerpane zasoby mądrości życiowej. Oby tę funkcję społeczną jak najchlubniej spełniała!

Rewolucja bolszewicka nie stworzyła idei oparcia stosunków społecznych na pracy, a czy może ją urzeczywistnić? Jak już wspomniałem poprzednio, klasa robotnicza rosyjska jest najsłabsza w Europie, bierna ona tych sił, jakie potrzeba do realizacji wielkich zamierzeń a nadto popełniła tyle błędów (system gospodarczy kolektywistyczny, świeckość cywilizacji, rozbicie rodziny, terror itd.), że nie znajdzie naśladowców. Nie widzę przyczyn, sprawiających, że warstwa robotnicza rosyjska stworzy cywilizację, która narzuci się Europie drogą kolejnych rewolucji i zajmie miejsce dotychczasowej cywilizacji.

III.

Nie ma danych, które by wskazywały, że rewolucja bolszewicka rozszerzy się na inne kraje, ale to nie oznacza wcale, że nie będzie ruchów rewolucyjnych, albo że zatrute wody ideologii bolszewickiej nie znajdą żadnego dopływu do Europy.

Walka zewnętrzna, policyjna, administracyjna może przynieść pewne korzyści, gdyż utrudnia propagandę. Społeczeństwo nie składa się tylko z ludzi mądrych, uczciwych, zadowolonych i szczęśliwych. Są w nim zawsze elementy podatne na agitację wywrotową, a nawet ludzie uczciwi, ale ciemni dadzą się wziąć na lep obiecanek, pójdą – i czyż ich za to winić można? – za podszeptem instynktu do poprawy bytu: a nuż nam będzie lepiej! Utrudnianie propagandy przez konfiskatę druków, nie przyjmowanie jej do kolportażu, nieudzielanie lokali na zebrania itd. niezawodnie jest pożyteczne. Ale z komunistów nie należy czynić bohaterów, ani można na tej akcji zewnętrznej poprzestać, gdyż siłą fizyczną nie zabija się idei. Nadto nasza walka musi być walką z ideami, z błędnymi poglądami a nie ludźmi; z ludźmi tylko o tyle, o ile są wyrazicielami idei i o ile niewskazanie szkodnika, nie zwalczenie go i pozostawienie na jakimś stanowisku byłoby szkodliwe dla samej sprawy, dla której walczymy. Walka z ludźmi utrudnia porozumienie i nawrócenie ich, zbyt się zbliża do mniej szlachetnych metod walki politycznej; zresztą zwalczenie człowieka nie jest jeszcze zwalczeniem błędnej idei. Co prawda, im poziom oświaty jest niższy, tym walka argumentów jest trudniejsza, tym łatwiej przyjmuje się przesąd i tym skuteczniejszą jest groźba, wywierana przez przeciwników ładu.

Walkę należy przenieść na grunt właściwy. Po pierwsze. Nieprzyjaciela trzeba pobić jego własną bronią. Rewolucji bolszewickiej należy wyrwać atut, którym się posługuje dla zyskania sobie sympatii, a który sobie nieprawnie przywłaszczyła. Terenem, którego w walce z bolszewickim ruchem atakować nie można, jest idea oparcia stosunków społecznych na pracy. Jest to duch czasu. Kto przejrzy przedwojenną literaturę społeczną, ten się przekona, że się stawał powszechnym pogląd: praca, jako wartość ludzka, musi mieć przewagę nad kapitałem i własnością, tj. nad rzeczami. Realizację tej zasady trzeba wziąć w swoje ręce.

Najpierw należy w świadomości ludzkiej odnowić, względnie utrwalić należyte pojęcie pracy nie tylko jako czynności gospodarczej, ale moralnej i religijnej. Trzeba pracy przywrócić te wartości, które pod wpływem materializmu życiowego utraciła. I tutaj pełnymi garściami możemy czerpać ze skarbnicy nauki chrześcijańskiej. Następnie należy zapewnić pracy należyte miejsce w dziedzinie produkcji i podziału z pomocą akcji pracy, udziału w zarządzie przedsiębiorstw i gospodarstwa narodowego, współdzielili związkowych, spółek pracowników z kapitałem itd. Należy rozbudowywać związki zawodowe i wykończyć ich budowę. Współcześnie wszystkie społeczeństwa są oparte na indywidualizmie, na stwierdzeniu, skąd kto pochodzi. Organizacja zawodowa przenosi punkt ciężkości na tytuł, co kto robi. Mussolini okazał się o całe niebo wyższym reformatorem od Lenina: Lenin zatwierdził zasady indywidualistyczne i wyciągnął z nich ostateczne konsekwencje, Mussolini ustawą z roku 1926 położył fundament pod zawodową organizację społeczeństwa. Przed nim uczynił to ustawodawca luksemburski ustawą, z r. 1924. W całej Europie, podobnie jak w Polsce, szerzy się ruch przeciw ciężarom reform społecznych. Źródłem tego ruchu mogą być motywy zupełnie słuszne, tj. racjonalność reformy, aby nie podcinać gałęzi, na której się siedzi. Ale źródłem może również być zwyczajny egoizm, dążność, aby wszystkie ciężary wojny przerzucić na pracę ludzką, obrona ciemnoty, niezaradność i konserwatyzm przemysłowców. Katolik, zajmując się tymi zagadnieniami, nie może na ślepo zająć stanowiska tego lub innego stronnictwa, ale powinien dokładnie zbadać, gdzie słuszność. Tutaj też należy przypomnieć, że chrześcijańskie prawo własności daje nienaruszalne uprawnienia, ale również nakłada obowiązki, które mają osłabić egoistyczny charakter tej instytucji. I gdy się mówi o świętem prawie własności, to nie należy zapominać, że ta świętość może się stać oskarżeniem na Sądzie Bożym i źródłem bolesnej odpłaty jeszcze na ziemi. Ale za to o dobrem użyciu własności, o dobrych uczynkach powinno się głosić, aby prądowi zepsucia, egoizmu i nienawiści przeciwstawić prąd dobrego zużytkowania dóbr materialnych.

Drugim środkiem walki z bolszewizmem jest podkreślenie pierwiastków chrześcijańskich współczesnej cywilizacji, przede wszystkim religijności w życiu publicznym i rodziny. Zaprzeczeniom prawdy trzeba przeciwstawić mocne jej stwierdzenie. Jeśli niema walki, niema potrzeby afirmacji poglądów, ale kto w okresie walki nie podkreśla zaczepionej prawdy, ten się cofa.

Przeto wobec fali laicyzmu i zeświecczenia, która wyszedłszy z liberalnej Europy, doszła do szczytu w Bolszewji i stamtąd powrotną falą wraca na Zachód, musimy podkreślić i wzmacniać chrześcijański charakter współczesnego państwa i cywilizacji. Ten opór wzrasta we wszystkich krajach i obecnie sytuacja jest taką, że nawet we Francji, w której liberalny Herriot zrywał stosunki z Watykanem i wypędzał zakonnice a wiązał się z Sowietami, biskupi mogli z powodzeniem ogłosić list pasterski przeciw t. zw. nienaruszalnym prawom świeckim. Potrzebę tej akcji i kierunek działalności wskazał Ojciec św. w encyklice Quas primas o Chrystusie Królu, o panowaniu Jezusa nad ludźmi i społeczeństwami. Tym sposobem stają naprzeciw siebie dwie chorągwie: religijna Chrystusa Pana i świecka bolszewicka. Nie może być obojętnych, gdyż ci, którzy się nie złączą z Chrystusem w momencie walki, tym samem przechodzą do obozu nieprzyjacielskiego. Zrozumiał tę walkę Mussolini i, mimo nie zawsze szczęśliwych posunięć życiowych, stanął po stronie Religii chrześcijańskiej. W wywiadzie, udzielonym profesorowi N. Wallez’owi w r. 1923 (ogłoszonym w La Révue catholique des idées et des faits 2.XI. 1923 n. 32), mówił o swojej ojczyźnie i katolicyzmie: „Siłę Italii, jej radości i najlepsze nadzieje na przyszłość zawdzięczamy katolicyzmowi. Katolicyzm dzięki swym naukom i nakazom zaparcia, pokuty, ofiary, umartwienia, dzięki swemu ascetyzmowi zmusza ludzi do walki z samymi sobą w głębi własnej duszy i na skutek tej walki, do rozwinięcia w sobie najgłębiej ukrytych mocy; albo dokładniej, katolicyzm skłania człowieka do przygotowania i do zapewnienia zwycięstwa najlepszym mocom, tym, które stwarzają bohaterów i świętych. Tak, jedynie dzięki katolicyzmowi my, włosi, zachowaliśmy tę dzielność duchową, tę płodność duchowa, tę szlachetność duchową, która uzupełnia, wyrównywa bogactwa materialne, których nam brak, i która zresztą czyni nas zdatnymi do ich zdobycia. Bez katolicyzmu czymże będziemy i czym byśmy byli? Niech Pan patrzy na większość ludów europejskich. Zbyt się one poddały manii używania, wskutek tego wyczerpały się, zmaterializowały. A jeśli są protestanckie, wraz z sobą pociągają do upadku nawet własną religię. Zachowują ją tylko jako formę, poza którą niema nic lub prawie nic religijnego. Nic bardziej znamiennego pod tym względem nad dzieje słowa „komfort”. Jest to wyraz italski; zachował on dla nas swe pierwotne znaczenie: radość ducha, radość serca, rozkoszny spokój całej duszy, zamiłowanie rzeczywistości nadziemskiej – oto komfort. Ale inne narody uczyniły z tego słowa synonim fotelu klubowego i waterklozetu! Tak, katolicyzm oddał Italii, jak oddaje wszystkim narodom, które zechciały przeniknąć się jego duchem, tę z niczym nieporównaną przysługę, że je czyni mężnymi, że je oczyszcza, że je wznosi ponad nie same przez zwycięską walkę, do jakiej je powołuje, przeciw grubym i złym skłonnościom... Z tego, co powiedziałem, może Pan wyciągnąć wnioski, co do motywów mojego stosunku do katolicyzmu. Współdziałanie z katolicyzmem. Popieranie hierarchii kościelnej przez Państwo... Materialne zasoby duchowieństwa muszą być przez Państwo powiększone. Nauczanie religii katolickiej musi być po parte przez Państwo... Urok krzyża musi być uznany i usankcjonowany przez Państwo. Przywróciłem krzyże w trybunałach i szkołach. Mam zamiar przywrócić go w parlamencie. Ale czym jest wiara bez obyczajów? Z surowością odnoszę się do każdego, ktokolwiek zamierza szerzyć przewrotność wśród mojego ludu, gdyż demoralizując go lub osłabiając, rozrywa się łączące go węzły. A rozbijać lud, to przygotowywać jego zgubę na tym świecie, to unicestwiać nasze wysiłki, aby Italia zajęła pierwsze miejsce wśród narodów... Niestety, katolicy nie rozumieją już tego języka mocy. Są oni przygotowani na wszystkie ustępstwa przez tołstoizm i inne doktryny, które, rzec można, były opracowane dla niewolników i przez niewolników. Niech więc katolicy czytają Ewangelię” i przypomną sobie wypędzenie przekupniów ze Świątyni Pańskiej przez Jezusa Chrystusa! Rzeczywiście byłoby to tchórzostwo nikczemne i wyzywające karę Bożą, gdyby obywatele państwa polskiego, prawie wszyscy chrześcijanie: katolicy, prawosławni, protestanci, ustąpili przed garstką niewierzących inteligentów lub minimalnych grup ludu, również niewierzącego, i pozwolili sobie narzucić ideę państwa świeckiego i cywilizacji laickiej.

Jednym z najdonioślejszych zadań w okresie walki państwa liberalno – bezreligijnego z państwem chrześcijańskim, jest obrona rodziny i doprowadzenie do zwycięstwa w tej sprawie. Podstawy państwa i cywilizacji, są dwojakiego rodzaju: główne i historyczne. Do głównych należy religijność, a w świecie chrześcijańskim sakramentalność, i nierozerwalność małżeństwa. Bolszewja, która pod pewnym względem stanowi szczyt rozwoju liberalnej i pogańskiej zasady, z całym impetem i planowością rzuciła się na rodzinę. Obrona musi być tak twardą, jak mocnym jest atak. Problemat rodziny i rozwodu ma głębsze znaczenie życiowe, z którego nie wszyscy sobie dostatecznie zdają sprawę. Życie uczciwe, zgodne z prawem przyrodzonym i nadprzyrodzonym, wymaga dużego wysiłku, pewnego bohaterstwa od małżonków, jak zresztą również od ludzi żyjących w czystości poza małżeńskiej. Do podjęcia tego trudu i wypełnienia obowiązków, związanych z pożyciem małżeńskim, do wzniesienia się na ten pewien poziom bohaterstwa, którego wymaga ojcostwo i macierzyństwo, do uczestniczenia w tych twórczych zamiarach, które Pan Bóg ma względem ludzkości, małżonków uzdalnia tylko religijne życie. I dlatego zagadnienie rozwodów nie istnieje tam, gdzie społeczeństwa są religijne. Rozwody powstały w okresie rozbicia się i upadku życia religijnego a współcześnie są najbardziej popierane w pewnych ośrodkach inteligencji zawodowej, tj. w tych środowiskach, w których życie religijne spadło na bardzo niski poziom. Ale stąd nie wynika, aby ludzie nie religijni lub pozornie religijni z pomocą różnych teorii i kruczków prawnych narzucali ludziom religijnym swe szkodliwe poglądy i obyczaje, a ludzi dobrych, ale słabych pchali do upadku zamiast ich wzmacniać. Niestety, w tej walce o sakramentalność i nierozerwalność rodziny Kościół samotnie zajmuje nieugięte stanowisko, gdyż inne wyznania chrześcijańskie wskutek swej wewnętrznej słabości, wskutek osłabienia lub zaniku życia religijnego ustąpiły przed naporem i otworzyły wrota dla wroga. Ale też wskutek tego, że walczymy samotni, że sami tylko mamy zaszczyt i zasługę stać pod sztandarem Jezusa Chrystusa, nasze stanowisko musi być tern mocniejsze i ofiarniejsze. Noblesse oblige.

Dzieło podrywania rodziny chrześcijańskiej, czyli przygotowywania gruntu pod bolszewizm, prowadzą nie tylko niewierzący, liberalni, socjalistyczni itp. prawnicy, ale także literatura piękna, kino, teatr. Stałym przedmiotem obrazów kinowych jest prostytucja cywilizowana, salonowca a prawie nigdy miłość zdrowa, miłość zgodna ze szlachetnością i obowiązkiem. Ten, kto stale czyta powieści i widzi obrazy, w których mu się wykłada, że szczęściem obdarza tylko zdrada małżeńska i narzeczeńska oraz cudzołóstwo i prostytucja, a małżeństwo utożsamia się z nieszczęściem i nudami, ten musi sobie wreszcie wyciągnąć wniosek: byłbym głupi, gdybym się krępował jakąkolwiek formą prawną i nie szukał szczęścia, gdzie je znaleźć mogę. Kobiety bardzo dużo czytają powieści. Można by powiedzieć, że tylko dla nich ta literatura istnieje. Czyż ta literatura nie zbrukała ich dusz, mimo ich woli i świadomości? Czyż ich nie uczyniła skłonnymi do zdrady i konkubinatowego współżycia? Czyż w nich nie osłabiła życia religijnego? Literatura ta jeszcze pod innym względem przygotowuje grunt pod bolszewizm. Jak bez przerwy przedstawia obrazy z niemoralnej miłości, a rodzinę przeciętnego inteligenta jako dom publiczny, tak przeciwnie zawzięcie milczy o życiu duchowym i religijnym swych bohaterów. Zresztą jest to konieczne, bo w takim środowisku nie może być mowy o religijności. Przewrotność polega tylko na tym, że takie opisy podaje się jako normalny stan współżycia. Niedawno w dzienniku narodowym jeden i ten sam pisarz drukował powieść obrzydliwą, w której dom polski przedstawił jako dom publiczny; wkrótce wydrukował inną powieść, która nic nie straciła na wartości artystycznej, a była powieścią dodatnią? Co się stało? Widocznie czytelnicy zaprotestowali, autor poszedł po rozum do głowy – i ukazała się inna powieść. Kwestia pieniędzy a nie przekonań. Otóż gdyby panie chciały takich literatów uczyć rozumu, toby oczyściły literaturę polską z ohydy seksualnej, kryminalistycznej itd., a zarazem przerwały kanał, którym bolszewizm płynie do naszego społeczeństwa.

Trzecim środkiem obrony jest praca nad poprawą gospodarczą, choćby z pomocą gospodarczej przebudowy społeczeństwa, jednym bowiem ze źródeł szerzenia się bolszewizmu jest bieda i nędza. Oczywiście wchodzić tutaj w szczegóły nie mogę. Muszę wszakże podkreślić, że obok odpowiedniej polityki gospodarczej odczuwa się również potrzebę podniesienia i udoskonalenia moralności gospodarskiej, która w czasie wojny wielkich doznała obrażeń. Nie można też bez żadnych ograniczeń twierdzić, że główna. przyczyną niezadowolenia i ruchów rewolucyjnych jest życiowy materializm i bezreligijność ludu. Pewną jest rzeczą, że pobożność nie usposabia łatwo do rewolucji oraz że ułatwia znoszenie ciężarów życia. Prawdą jest również, że lud, zarówno miejski, jak wiejski posiada wiele wad i jest skłonny do patrzenia na wszystko pod kątem dobrobytu. Ale zarzutu tego nie można uogólniać, a przede wszystkim zarzut ten nie powinien nam zasłaniać należytego widzenia rzeczywistości, ani być osłoną konserwatyzmu czy egoizmu. Zwrócę na dwie okoliczności uwagę. Jeżeliby, na dokładnej wadze zważyć zmaterializowanie robotników i inteligentów, nie wiem, która by strona przeważyła. A gdyby nadto wziąć pod uwagę ciasnotę mieszkaniową, warunki pracy, wysokość zarobków, warunki zamieszkania i dojścia do miejsca pracy, zarobkową pracę córek i żon, poziom wykształcenia itd., to nie wiem, która waga wykazałaby lepszy ciężar gatunkowy. I jeśli ci różnego rodzaju wyrobnicy chodzą do kościoła i spowiadają się, jeśli dają ofiary na kościół – a w pieniądzach i w naturze dają wielkie ofiary – jeśli wychowują dzieci, zachowują karność społeczną w mniejszym lub większym zakresie, zaprawdę, ci ludzie okazują wielkie umiłowanie cnoty chrześcijańskiej. Że zaś starają się poprawić swą dolę, zyskać znośne i trwałe warunki egzystencji, czyż można ich za to potępić? Zapewne, byłoby lepiej, by nieraz używali innych sposobów i środków, ale czy zazwyczaj za te złe metody nie są odpowiedzialni inteligenci, którzy zaniedbali sprawę, albo nauczyli lud walki klasowej i złych jej obyczajów?

Czwartym sposobem walki z rewolucją bolszewicką jest skupianie ludzi dobrych, skłanianie ich do obrony i pracy twórczej.

Rewolucję zawsze robi góra społeczna, a nie dół. Jej twórcami są inteligenci i członkowie rządu na niższych lub wyższych stanowiskach. Jej współtwórcami są ludzie słabi, ustępliwi, a przede wszystkim kompromisowi i chwiejni przywódcy społeczeństwa. Pozwalają oni rozróść się rewolucji i zorganizować. Camille Aymard (Bolchevisme ou Fascisme? 1925, s. 33) opowiada o tragicznej rozmowie dwóch Rosjan w r. 1920. Od trzech lat, mówił on, mieszkał w Paryżu, dokąd uciekł przed czeka, Aleksy Putiłow, wielki przemysłowiec i sekretarz stanu w ministerstwie finansów za Wittego. Gdy się dowiedział, że Skobielew, agitator socjalistyczny, który wraz z Kiereńskim organizował rewolucję r. 1905 i 1917, jest w Paryżu, prosił go o pośrednictwo, aby się mógł zobaczyć ze swoim rodakiem mimo, że Skobielew, za którego głowę dawniej rząd bolszewicki obiecał nagrodę, wtedy przeszedł na jego służbę i reprezentował Sowiety w Paryżu. Byli to dwaj wybitni przedstawiciele dwóch Rosji, cesarskiej i rewolucyjnej; ale obaj przede wszystkim Rosjanie, gorąco miłujący swój kraj. Gdy się spotkali, mówili o Rosji, przywoływali na pamięć różne wspomnienia, zeszli na Pamiętniki Wittego, które tylko, co się ukazały w druku. Skobielew po chwili wahania zwrócił się do Putiłowa: czy pan pozwoli, że go zapytam o pewną sprawę? Jeśli jestem nie dyskretny, niech pan nie odpowiada. Otrzymawszy przyzwalającą odpowiedź, Skobielew zapytał się: Jak się to stało, że rząd Wittego pozwalał na organizowanie się rozruchów i nic nie przedsiębrał, aby je stłumić w zarodku? Czy hr. Witte naprawdę nic nie wiedział, co się szykuje? Powierzę panu, odpowiedział Putiłow po chwili namysłu sekret, który dotychczas wiernie zachowywałem, sądząc, że nie jest on moją własnością. Ale teraz, gdy Witte nie żyje, gdy cesarz zamordowany, cesarstwo zniszczone, nie mam powodu do tajemnicy. Tak, dzięki ochranie wiedzieliśmy dokładnie o wszystkim, co się działo w organizacjach rewolucyjnych. Między sobą często rozprawialiśmy o tych sprawach, ale nikt z nas nie śmiał ani słowa wspomnieć prezydentowi rządu, który zdawał się o niczym nie wiedzieć. Pewnego dnia nadeszły wiadomości, jeszcze bardziej alarmujące. Ze wszystkich stron cesarstwa donoszono, że lada dzień zaczną się rozruchy. Przywódcy rewolucyjni nie kryją się ze swymi zamiarami, a na ulicach Petersburga popi otwarcie głoszą rewolucję. Na żądanie moich kolegów poszedłem tego wieczora o godz. 11 do Wittego. Zacząłem bez wstępu: Panie hrabio! Czy pan nie jest au courant tego wszystkiego, co się dzieje, i czy nic nie robi, aby przeciwdziałać? Pan wie zapewne, jak i my, że rozruchy w wielu miastach mogą się zacząć lada dzień? Hr. Witte popatrzał na mnie chwilę, następnie, jakby powziął decyzję, podał mi cygaro i poprosił, abym usiadł, sam zapalił papierosa i zaczął mówić. Mój przyjacielu, może nadeszła chwila, w której trzeba otwarcie do pana mówić. Wkrótce, może jutro, rewolucja wybuchnie w Rosji. Wiem o tym tak samo, jak wy. Co dnia, prawie co godzinę otrzymuję informacje. Znam program i menerów rewolucji. Jeszcze bym dzisiaj mógł ich wszystkich osadzić w więzieniu. Ale co by się stało pojutrze? Pan wie, jak i ja, że od czasu bolesnych doświadczeń w wojnie z Japonią, mistycyzm rewolucyjny przeniknął wszystkie środowiska. Nit tylko biedni, żebracy, włóczędzy, ci wieczni zalotnicy komunistycznej chimery, ale szlachta, popi, nawet otoczenie cesarskie publicznie pochwalają lub tajemnie popierają rewolucję. Gdybym ją złamał w zarodku, to wkrótce wybuchnie z nową siłą, i święta Rosja pogrąży się w chaosie i anarchii. Nie, mój przyjacielu, potrzeba, aby rewolucja wybuchła. Potrzebą, aby ci wszyscy z pośród burżuazji a nawet ci z pod stóp ołtarza i tronu, którzy sobie wyobrażają, że przewrót jest rzeczą szlachetną i piękną, powrotem do złotego okresu i sprawiedliwości społecznej, aby ci wszyscy własnymi oczyma zobaczyli smutną rzeczywistość. By zrozumieli dzikość zwierzęcia ludzkiego, wyzwolonego z więzów społecznych, muszą, patrzeć na zwycięski tumult, na palące się domy, na ludność, która grabi i pali. Zobaczywszy to, wtedy dopiero odwrócą się od rewolucji. Wiem, że lekarstwo jest pełne niebezpieczeństw. Gdy rozruchy wybuchną, nikt nie może sobie pochlebiać, że im postawi granice i że je wedle woli zatrzyma. Zwłaszcza niewinni własnym życiem będą płacić za życie rosyjskie. Setki, może tysiące ludzi zginie; my, a ja zwłaszcza, będziemy pierwszymi ofiarami, ale co to znaczy, jeśli się naród zbierze w sobie i świętą Rosję zbawi! Z dwojga złego, dodał, wybrałem mniejsze. Czynię to, co uznaję za swój obowiązek, reszta zależy od woli Bożej. A cesarz – zapytałem – czy cesarz wie także? Cesarz? Gdyby szedł za swoimi skłonnościami osobistemu, samby również popierał rewolucjonistów. On nie wie, gdzie go pcha jego przeznaczenie. Po kilku dniach wybuchły rozruchy. Pop Gapon, być może zdobyty przez ochranę, powiódł lud ku Pałacowi Zimowemu; kozacy, wierni rządowi, uczynili masakrę i na długo zagłuszyli ziarno rewolucyjne. Rozumiem – powiedział twardym głosem Skobielew, to, co było dla mnie zawsze tajemnicą. I obaj ci ludzie – kończy opowiadanie Aymard – rozeszli się, nie spojrzawszy sobie w oczy. Jeden przedstawiał obalony ustrój, który dla ocalenia ludu powinien był poświęcić kilku ludzi; drugi – nieświadomy idealizm słowiański, który dla ocalenia kilku jednostek poświęcił cały naród olbrzymi. Ludzie dobrzy są słabi, okazują pewną nonszalancję wobec zła. Albo są retorami. Mówią, że w grudniu 1924 r., gdy rząd francuski obradował, jak przeciwdziałać wybuchowi rewolucji, E. Herriot, wówczas szef rządu, po wysłuchaniu opinii, oświadczył z emfazą: Panowie, gdy się tłum zbierze, ja wyjdę i przemówię do niego! Ludzie rewolucji mówią i działają inaczej. Na pewnym zebraniu przemawiał szef rządu, Kiereński, któremu się zdawało, że mowami można rządzić. Po nim wszedł na trybunę Lenin i w gwałtowny sposób napadał na rząd i jego kierownika. Wtedy Kiereński przerwał Leninowi: Mam władzę, mógłbym cię, towarzyszu, kazać aresztować, ale tego nie uczynię, bądź również szlachetny, jak ja. Na to Lenin: Ty mnie nie zaaresztujesz, bo nie jesteś zdolny do czynu. Ale gdy ja posiądę władzę, nie tylko cię zaaresztuję, ale ci głowę utnę!

Otóż ludzi dobrych trzeba skupiać do oporu i do pracy twórczej, wszystkich ludzi dobrej woli i mądrych. W jakich organizacjach? Dwojakiego rodzaju są organizacje: społeczne i polityczne. Społeczne są donioślejsze, gdyż są głębsze, ale pod warunkiem, że będą oparte o mocne i jasne zasady. Muszą być ośrodki, w których się skupi to wszystko, co stanowi istotę przeciw rewolucji. Będą to punkty oświetlenia, nabierania energii i odskocznie, miejsca wytwarzania energii. Stronnictwa polityczne są również doniosłe, ale w innym zakresie. W stosunku do twórczej pracy katolickiej stronnictwa są różnego rodzaju. Jedne zmierzają do celów innych i opierają się na innych niż katolickie zasadach, np. na liberalno – radykalnej, nacjonalistycznej, socjalistycznej, na wierze w człowieka itd.; stronnictwa te nie są katolickie albo są okazyjnie katolickie. Inne kierują się zasadami etyki katolickiej, ale zmierzają do własnych celów, np. do celów agrarnych, wielkoprzemysłowych, dobrobytu robotniczego i ludowego'; są to stronnictwa połowicznie katolickie, ale takie, na które zawsze liczyć można. Inne zamierzają cały ustrój społeczny oprzeć na zasadach nauki katolickiej, te zasady wcielić w życie; posiadają one ambicję, by na podstawie zasad katolickich zbudować sobie ideę państwa chrześcijańskiego i ideę tę wprowadzić w życie; jest to typ najdoskonalszy, typ w jednej osobie polaka i katolika.

Obok pracy organizacyjnej należy przeprowadzić uświadomienie ideowe, wyjaśnienie pojęć i poglądów. Przede wszystkim trzeba wykorzenić ów mistycyzm rewolucyjny, bezmyślną wiarę, że rewolucja lub rebelia mogą same przez się poprawić stan rzeczy.

W każdym wieku są aktualne hasła i poglądy, mające charakter prawdy niezmiennej, a w gruncie rzeczy będące przesądem owego wieku, np. pogląd, że prawo małżeńskie musi być jednolite w całym państwie i dlatego śluby muszą być cywilne, że państwo ma być bezreligijne, gdy w rzeczywistości państwo religijne jest bardziej tolerancyjne niż państwo neutralne itd. Poglądy te, w które ogół wierzy, jak w dogmaty, trzeba wyświetlać i obalać.

W szerokich kołach rozpowszechniony jest pogląd, że rewolucję bolszewicką wywołali żydzi, celem opanowania świata chrześcijańskiego, a obrali Rosję, jako najsłabsze miejsce tego świata. Mniemam, że ten pogląd, w tak bezwzględnej formie wypowiedziany jest niebezpieczny dla celów walki z rewolucją bolszewicką. Jego następstwem jest osłabienie czynu przez skierowanie go na jeden tylko odcinek. Bije się całą siłą w żydów, a przeoczą się bezpośrednio lub pośrednio destrukcyjną pracę, wykonywaną przez nie żydów w najróżnorodniejszych dziedzinach. Co więcej, Wytwarza się ideę komunisty ideowego, broni się dziel literackich lub czynności wybitnie szkodliwych. Rewolucję bolszewicką wywołali raczej Niemcy, niż Żydzi, i to ze względów wojskowo – politycznych. Jej podłożem jest socjalizm, i tym się tłumaczy zarówno wielki udział żydów w samej rewolucji, jak jej charakter anty chrześcijański i okrucieństwo, czego zresztą nie brakowało w Rewolucji francuskiej. Żydzi należą do najwybitniejszych twórców i działaczy socjalizmu, który cały zieje nienawiścią i jest przesiąknięty filozofią materialistyczno – antychrześcijańską. Choć więc żydzi przyłączyli się do Rewolucji bolszewickiej i mocno ją poparli i choć ją rozszerzają, a w Polsce wśród komunistów stanowią bardzo wielki odsetek, nie można zamykać oczu na innych działaczy i inne teorie, a przede wszystkim na różne odłamy socjalizmu, które są wylęgarnią komunizmu. Wszak większość działaczy bolszewickich przeszła przez socjalizm polski. Drugim niebezpiecznym wnioskiem jest teoria o cywilizacji aryjskiej. Ponieważ żydzi zrobili Rewolucję bolszewicką, przeto należy im przeciwstawić cywilizację aryjską. Najpierw wiele poglądów, stworzonych przez aryjczyków, przygotowało grunt dla tej Rewolucji. Ale co to jest cywilizacja aryjska? Utożsamienie jej z cywilizacją chrześcijańską byłoby całkowicie błędne, bo cywilizacji chrześcijańskiej nie można utożsamić, z żadnym kierunkiem rasowym, bo nadto w cywilizacji chrześcijańskiej jest pewien zasób cywilizacji semickiej. Niekiedy cywilizację chrześcijańską przeciwstawia się jako niższą, nawet szkodliwą, cywilizacji aryjskiej, bliżej nieokreślonej. Oba stanowiska są błędne i w walce z Rewolucją bezsilne. Błędowi należy przeciwstawić prawdę, tj. cywilizację chrześcijańską a dokładniej jej niewzruszone podstawy.

 

 

Najnowsze artykuły