Artykuł
Kwestia włościańska w Polsce
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

Wybrane fragmenty pochodzą z: Kwestja włościańska w Polsce podług właściwych swoich pierwiastków przed sąd opinji publicznej wytoczona i poprzedzona projektem, w jaki sposób chłopom w Polsce, a nawet w Rosji dopomóc można do nabycia własności gruntowej bez nadwerężenia zasad porządku publicznego, Lipsk 1849, s. 497-506 i 529-539. Przedruk: Antykomunizm polski. Tradycje intelektualne, (red.) B. Szlachta, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2000.

 

Wiadomo, że w najnowszych czasach tak nazwany socjalizm i komunizm bardzo głośno głowę podnoszą, i już nie tylko na polu intelektualnym, ale na polu bitwy do czynnej walki występują. Trudno się tu wdawać w rozpoznanie rozmaitych odcieni tych nowych nauk mających zbawić ród ludzki. Dosyć jest nadmienić, że ogólna dążność tych różnobarwnych systematów jest ta, że prawo własności indywidualnej powinno być podkopane, a natomiast własność zbiorowa całego towarzystwa zaprowadzona, i że każdy pojedynczy człowiek powinien mieć udział w owocach tej wspólnej własności podług różnych zasad, które ten tak lub inaczej, stosownie do systematu, do którego ma większy pociąg, stanowi. A zatem wspólna własność i podział majątków to są główne zasady, do których wszystkie odcienie socjalizmu i komunizmu podług różnych stosunków się odnoszą i które im przewodniczą. Zatem idzie u tych, co są konsekwentniejsi obalenie familii, czyli rozwiązanie węzła małżeństwa itd. […]

W tej zgubnej nauce, jak się sami jej autorzy z tym nie tają, zwłaszcza w Niemczech, umysł ludzki jak podła trzoda spędzony jest z duchowej krainy, i ze wszystkimi swoimi zdaniami wegnany w brudną kałużę materializmu. Jego pragnienia wszystkie mają ograniczać się do tej ziemi i nie sięgać dalej jak to doczesne życie. Jego raj tu tylko i nic więcej mu się nie należy. Patent do nieba, który z sobą na świat przynosi, ma mu być odebrany. Z nieśmiertelności ma być wyzuty. Miłość braterska, o której te systemy tyle rozprawiają i na której się opierają, ma służyć tylko za wędkę do złowienia szlachetnych i miłością pałających serc młodocianych, bo jednak religia prawdziwej miłości, religia chrześcijańska ma być odprawiona jako niepotrzebna. Z początku dla utorowania sobie tylko drogi do serc socjalizm i komunizm z religią chrześcijańską prowadzą się pod pachy, i z wielką okazałością zgodność swoją z jej świętymi przepisami wygłaszają. Ale skoro szpony swoje raz już głęboko w serca zapuściły, rzucają maskę i religię z umysłu ludzkiego wypychają. Dlaczego? Ponieważ religia chrześcijańska wskroś jest duchowa, ponieważ sięga poza obręb tego doczesnego świata; ponieważ kładzie silne pęta na nasze żądze, ponieważ trzyma wszystkie chuci ciała na wodzy; ponieważ naucza cierpieć; ponieważ poddaje rozum i wolę człowieka pod kierunek osobistego Boga, którego objawia; ponieważ chociaż miłuje ubogiego i nieraz surowo karci bogatego, uznaje i szanuje różnicę między ludźmi; ponieważ zamiast dogadzać ciału, uczy go w wielu w wypadkach trapić dla nabycia tym większej siły moralnej. Natomiast ta nowa ewangelia komunizmu i socjalizmu ogłasza emancypację ciała, a ponieważ u niej tym życiem wszystko się kończy, i przez to cała duchowa strona ginie, używanie doczesne u niej stanowi najwyższy cel życia. Ogłasza wolność, którą w ten sposób pojmuje, żeby nikt żadnemu przymusowi nie podlegał, żeby każdy szedł za swoim popędem i tyle tylko robił, ile mu się podoba; od towarzystwa zaś tyle odbierał, ile mu potrzeba. Miłość dobra ogólnego ma być tym regulatorem nieomylnym, który każdego niechybnie w karbach przyzwoitych utrzyma i do pracy skutecznie pobudzi.

Miejsce Boga osobistego i religii ma zastąpić fanatyzm do jakiegoś ogólnika ślepego, do jakiejś abstrakcji bezosobowej, tj. właśnie do tego dobra ogólnego i utopionego w nim interesu własnego. Ta skrzynka próżna, w którą abstrakcja wszystko kładzie, ta ma być wyłączną religią, gdyż ta nowa ewangelia doszła, iż istotą wszelkiej religii nic innego nie jest, tylko poddanie naszej osobistości i naszego interesu własnego pod jakiś wyższy ogół i nic więcej. Reszta zatem niepotrzebna. To zatonięcie indywidualności w ogóle jest zatem najwyższym przeznaczeniem człowieka. Ponieważ jednak taki jest koniec indywidualności, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ta indywidualność dla swej rozkoszy nie rwała z ogólnego dobra dla siebie co jej się zdawać będzie i używała, póki jest indywidualnością, bo jej się nic więcej nie należy. Ta nowa ewangelia w tym celu dla ułatwienia doczesnego używania rozprzestrzenia różne więzy, które dotychczas ludzi krępowały, znosi podług wielu apostołów małżeństwo, bo powiada, że małżeństwo w dotychczasowym porządku rzeczy jest tylko spekulacją pieniężną bez miłości albo niegodną człowieka niewolą, skoro miłość ustanie. Dlatego zostawia każdemu wolność zawierania związków, podług swojego upodobania i zostawania w nich tylko póty, póki mu się podoba. Rozwiązuje ona familię, bo powiada, że cała społeczność jest familią się kochającą; zrywa związek dzieci z rodzicami i w miejsce energii macierzyńskiej miłości, która dzień i noc czuwa nad kolebką niemowlęcia, stawia nawet nad pierwiastkowym jego wychowaniem ogólną miłość obcych do tego odkomenderowanych, której wodnistość każdemu w oczy wpada. Familia zaś musi być rozwiązana, bo sukcesja nie może być dopuszczona. Inaczej by rodzice niejedni majątek zbierali i dzieciom zostawili, przez co by znowu niektórzy zbytecznie wzbogacić się i innych uciemiężać mogli.

Wprawdzie różne są odcienia między socjalistami i komunistami, i nie wszyscy autorzy między nimi do takich ostateczności dochodzą. Ale to pewna, że ścisła konsekwencja wprost do tego prowadzi i że się takie przekonanie między zwolennikami tej teorii samo z siebie coraz więcej utwierdza. Socjalizm na pierwszy rzut oka zdaje się bardzo ograniczoną sobie zakreślić sferę i tylko do doskonalszego zorganizowania stosunków majątkowych zmierzać. Ale pryncypia, z których on wychodzi, są tego rodzaju, iż w dalszym rozwinięciu prawem konieczności obalić muszą całe nasze dotychczasowe zapatrywanie się na świat i na życie, przeistoczyć nasze dotychczasowe wyobrażenia o moralności i usunąć religię chrześcijańską, a nawet, co trudno uwierzyć, ogłaszać ateizm.[…]

Socjalizm i komunizm, jakeśmy wyżej widzieli i jak się sam do tego we wszystkich swoich odcieniach przyznaje, jest apoteozą materializmu, w którym tkwi wyłącznie. Stawia on się sam wyraźnie naprzeciwko spirytualizmu chrześcijaństwa. Ale i cały nasz dotychczasowy porządek społeczny tak prywatny jak i publiczny, tak socjalny jak i polityczny wskroś i w przeważającym stosunku naszpikowany jest materializmem. Cała nasza cywilizacja zdaje się coraz więcej przybierać kierunek, którego głównym celem rozkosze zmysłowości tylko więcej wyrafinowanej. Wszystkie usiłowania głównie w tym kierunku zdają się wyprężone. Mamy wprawdzie w prywatnym i w publicznym życiu bardzo często na języku Boga, religię, moralność, cnotę, oświatę i wszystko, co prawdziwie zdobi życie i podnosi jego godność. Ale iluż to jest między nami właśnie w klasie zamożniejszych i tych, co w ręku władzę trzymają albo jej są organami, takich, którzy to wszystko tylko na języku mają, ale ani w sercu ani we krwi po całym ciele krążącej. I dla nich cywilizacja jest apoteozą materializmu, rozkosz zmysłowa ostatecznym przeznaczeniem, bogactwo środkiem dojścia do rozkoszy, a władza czy w zawodzie absolutystycznym, czy w zawodzie liberalnym, środkiem dojścia do bogactw, zresztą tylko gnieceniem albo liberalnym kuglarstwem, szanowanie swobód udającym. Wszystkie te święte godła u niejednych są raczej zewnętrzną bronią w ręku zwinnego szermierza zręcznie nią machającego i od niedogodnych napaści się oganiającego, ale nie są to prawdziwe duchowe sprężyny wszelkimi poruszeniami serca kierujące.

Tak więc cywilizacja nasza niemało zamożnych, a może i większą ich liczbę, oraz niemało z tych, co władzę jakąkolwiek trzymają w ręku, stawia na takiej podstawie, która w niczym nie jest lepsza, jak podstawa socjalizmu i komunizmu, bo to jest także czysty materializm. Tylko ta zachodzi różnica, że ten ostatni materializm: władzy, majątku jest to materializm używający, rozkoszujący, gdy tymczasem tamten do używania, do rozkoszy wzdycha i na całe masy rozprzestrzenić je obiecuje. Ale taki materializm, co w niewielkiej liczbie wybranych używa, bardzo ma słaby posłuch wśród licznych tłumów, w których ten sam głód rozkoszy raz został wywołany. Sam rozkosz zmysłową poczytując za najwyższy cel życia, właściwie mówiąc żadnego nie ma argumentu słusznego na odparcie tych, którzy mu się do tych samych rozkoszy wpraszają. Chociaż się zewnętrznie ogania, czuje jednak wewnętrznie słabą swoją stronę i to sprawia, że socjalizm i komunizm powagą swoją i rozumowaniem swoim nawet i tych w ich własnym przekonaniu obala, których interes własny do najsilniejszego mu się opierania zmusza, bo że sami materialiści są, nic materialiście gruntownego przed własnym sumieniem odpowiedzieć nie są w stanie. Cała więc powaga przy tym ostatnim zostaje.

Jest to zatem słaba strona naszego dotychczasowego społecznego porządku, otwarta bresza w naszych fortyfikacjach towarzyskich zrobiona, przez którą, gdy socjalizm i komunizm do szturmu pójdą, wielka jest obawa, że z łatwością punkt stały zdobędą i z niego coraz dalej rozpościerać się będą, aż w końcu może zupełnie górę wezmą. Do tego przychodzi, że w epoce powszechnego wstrząsu zasad i powstającego stąd moralnego zamieszania wszyscy w swym zaślepieniu na tryumf zgubnych teorii pracują: absolutyści i liberaliści, ludy i rządy, bogaci i ubodzy, rozmaite stronnictwa najzaciętszą wojnę z sobą prowadzące w mniemaniu, że tym sposobem swych przeciwników zgubią, gdy tymczasem sobie zarazem sami grób kopią. Tej to okoliczności, że chorobą przemagającego materializmu zarażeni jesteśmy, przypisać to zapewne należy, że socjalizm i komunizm, skoro się raz w uczoną togę ubrał, u przyjaciół i nieprzyjaciół taką imponującą powagę zyskał i niejeden z najzaciętszych przeciwników, słysząc w tym języku tylko echo najskrytszych poruszeń serca własnego, także w materializmie zatopionego, jakkolwiek ten język przeciwko jego interesowi własnemu jest obrócony, zaniemiał jako ten, co nie znalazł odparcia w ustach swoich.

Jeżeli Boga, religię prawdziwą, moralność, sprawiedliwość, wyższe duchowe dążenia z życia ludzkiego wypchniemy albo jeżeli je tylko jako powierzchowne dekoracje w nim umieścimy, usunąwszy je z serca własnego, co ma trzymać towarzyski porządek? Może bagnety, władza fizyczna, gniecenie, ciśnienie, przekupstwo? To wszystko tylko do pewnego kresu działa, ale właściwie mówiąc coraz bardziej przeciwne siły wywołuje i wielkie katastrofy przygotowuje. Może materializm, który się zostaje jako fundament po usunięciu tych wyższych godeł i sztuczna jego organizacja, którą obiecują zastąpić tamte podpory?

Ale w społeczności mamy już dwa materializmy naprzeciwko siebie stojące: jeden używający, rozkoszujący; drugi wzdychający dopiero do rozkoszy, ale jej dotąd nie doznający; jeden każdej chwili to, czego pragnie mieć mogący, drugi coraz większym głodem sztucznie wywołanym trapiony i coraz zuchwalej zaspokojenia się domagający. Patrząc się na to położenie, przedstawia się widok jakby dwóch kamieni młyńskich, do siebie docierających, przez nieskończoną siłę żądz ludzkich w gwałtowny ruch wprawionych. Między tymi jest porządek społeczny. Można sobie nadzieję robić, jeżeli to tak dalej pójdzie, że nie będzie zmielony? Im więcej człowiek rozmyśla, im więcej zgłębia, tym więcej ma powodów do przewidywania w przyszłości wielkiego społecznego kataklizmu czyli potopu, dla braku, a przynajmniej dla lekceważenia prawdziwych moralnych podpór, o które się szczerze mało kto kusi. Spuszczają się na opasającą obręcz fizycznej władzy, przymusu. Zapewne obręcz w miarę potrybowania na naczyniu, które się rozsypać grozi, wzmocni je i w porządku utrzyma. Ale gdy zbyt bezwzględnie będzie trybowana, w końcu pęknie, pomimo że żelazna, pomimo że się zdawała dużo mocniejsza, jak słaby statek. O tym wielu politycznych bednarzy w górze, a wielu właścicieli ziemskich na dole zapomina.

Takie przewidywanie wielkiej katastrofy w przyszłości napełnia trwogą, gdyż nikt nie może ręczyć, kiedy świat spadnie i czyli jeszcze za naszego życia nie nastąpi. Pewnie nie może być rzeczą przyjemną paść jej ofiarą, chociaż się na nią nie pracowało ani zasługiwało; chociaż się ją, o ile słabe siły dozwalały, odwrócić usiłowało. W powszechnych klęskach, w powszechnych plagach indywidua giną bez litości, niewinni giną z winnymi, bo przed wielkimi rozmiarami wyższej sprawiedliwości niknie na tym świecie indywidualna niewinność. Tryumf złego, który się zbliżać zdaje, tym mniej ją szanować będzie. […]

Wprawdzie sprawiedliwość wyznać każe, że nie wszystko w socjalizmie i komunizmie jest złe, bo gdyby tylko samo złe w nim było, na chwilę ostać by się i nikogo by zwieść nie mogło. To tylko, co jest dobrego, może fałszywe teorie na czas jakiś podtrzymywać, póki przez próbę doświadczenia nie przejdą. Nie wszyscy też socjaliści i komuniści takie zgubne nauki ogłaszają, jakeśmy wyżej przytoczyli, bo jest jednak wielu między nimi, którzy się ze zdrowym rozsądkiem i z uczciwością do tego stopnia nie rozstali; którzy złe namiętności trzymają na cuglach i zapewne szczerze i w dobrej wierze o uszczęśliwieniu ludzkości marzą. Ale to uszczęśliwienie żadną miarą nie może nastąpić, bo cała zasada jest z gruntu fałszywa. Wszyscy zaś, jakkolwiek się od siebie różnią w swoich systematach i nawet zacięte walki między sobą toczą, na to się zgadzają, że materializm ubóstwiają, w materializmie tylko szczęście człowieka upatrują i na materialnej tylko drodze uszczęśliwić go usiłują, zawziętą wojnę wydając spirytualizmowi religii chrześcijańskiej za to, że zbyt mało jest dbały o rozkosze ciała i że zbyt ciasne więzy wkłada na wszelkie zmysłowe popędy. Z takiej zasady musi koniecznie wyniknąć, jako prosta konsekwencja ateizm albo przynajmniej coś bardzo do niego przybliżonego; a za nim wszelkie dążenia człowieka muszą być skierowane tylko do ziemi i do doczesnego naszego na niej pobytu. Kto cały zajęty jest emancypacją ciała i tę sobie za główny cel postawił, ten musi z oczu stracić ducha i jego w nieskończoność sięgające potrzeby. Tego nie obchodzi nieśmiertelność i to wszystko, co za nią idzie. Można wprawdzie samemu nie wyprowadzić wszystkich konsekwencji, które w takim systemacie leżą, ale one tam dlatego tkwią i same na jaw wyjdą, jeżeli nauka w różnych głowach fermentować albo życie przechodzić zacznie. Można oczy zamknąć na niejedną sprzeczność, ale ona dlatego sprzecznością być nie przestanie. Socjalizm i komunizm powstaje na spirytualizm religii chrześcijańskiej, że ten dla ducha potępia ciało i z natury wrodzone mu popędy przytłumia, zamiast je zaspokoić; a nie widzi tego, że aby mógł w praktykę przejść i istotnie same dobroczynne tylko wydać skutki, należałoby mu się podług mojego zdania posunąć do najbardziej wygórowanego spirytualizmu i do niego dopiero ludzi podnieść. Pod tym jedynie warunkiem mógłby raj na ziemię sprowadzić, gdyby to sami najmoralniejsi ludzie na świecie byli. Między świętymi byłby komunizm bardzo na swoim miejscu, jakoż świętych wspólne obcowaniecommunio sanctorumjest dogmatem naszej religii. Ale komunizm świecki nie chce nic wiedzieć o świętości, a jakiejże się moralności można spodziewać od nauki, której punktem wyjścia i ostatecznym celem jest wyraźny i głośno opowiadany materializm.

 

Najnowsze artykuły

Przegrana Francji i przyszłość Europy

Walerian Kalinka

Data dodania: 2017-07-26

O pośle i poselstwach

Krzysztof Warszewicki

Data dodania: 2017-07-18

Między Niemcami a Rosją czyli o Adolfie Bocheńskim (Wywiad)

Maciej Zakrzewski

Data dodania: 2017-07-13