Artykuł
Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu XIX wieku
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

Pierwodruk: Kraków 1931, Przedruk: S. Estreicher, Konserwatyzm krakowski. Wybór pism, Kraków 2012.

 

 

I. Upadek Krakowa z końcem XVIII w.

Okres rekonwalescencji

Przygotowujący się tak bardzo widocznie przez cały wiek XVIII upadek Krakowa dokonał się w przyspieszonym tempie od chwili, gdy Kraków odcięty został od reszty Małopolski, zabranej przez Austrię (1773). Przestaje on być wtedy środowiskiem jakiegokolwiek handlu. Pod jego bokiem wyrasta Podgórze (Josephstadt) założone dla zabicia Krakowa. Mury jego pustoszeją, a ludność spada do kilkunastu zaledwie tysięcy. Zamiera także życie duchowe, gdyż koncentruje się ono w Warszawie na świetnym dworze Stanisława Augusta, gdzie rozkwita malarstwo, architektura, nauka i poezja i dokąd ciągną z całej Polski ludzie utalentowani. W Krakowie działa w tym czasie jedynie płodny wierszorób Jacek Przybylski wraz z kilkoma swoimi przyjaciółmi, oraz wszechstronny esteta, muzyk  i poeta (w duchu wyszukanego włoskiego arkadyzmu) ks. Wacław Sierakowski – obaj ludzie mało utalentowani. Koła literackie warszawskie patrzą zresztą nawet i na te resztki życia duchowego i naukowego w Krakowie bardzo niechętnie, jak dowodzi zjadliwa polemika, którą toczy dowcipny Dmochowski i uczony Franciszek Siarczyński z literatami krakowskimi. Uderzyli oni na Przybylskiego – jedynego pod koniec XVIII wieku pisarza, który znał i popularyzował w Polsce literaturę, wychodzącą poza ramy pseudoklasycyzmu francuskiego (Camoëns, Milton, Pope, Gessner) – i wyśmiali nie tylko jego nowotwory językowe, ale i wszelkie próby rozpalenia w Krakowie ogniska literackiego (Zakus nad Zaciekami, Heautomastix, Urywek z bicza 1788-1789). Ognisko to istotnie szybko wygasa.

Po trzecim rozbiorze opuszczają Kraków obaj Śniadeccy[1], jedyni wybitni uczeni, jacy w końcu XVIII wieku na krakowskim bruku działają, wraz z kilkoma towarzyszami, a Kraków staje się odtąd taką samą pustynią pod względem umysłowym, jaką jest pod względem zaludnienia. Drobni kramarze, nędzni rzemieślnicy, przekupki i tandeciarze – oto co zostało z dawnego patrycjatu krakowskiego. Nie ma już dawnych rodzin włoskich, dodających tyle blasku krakowskiemu życiu kupieckiemu: Monteluppich, Lukinich, Delpacych, Cellarich, Pinozzich. Opuściły Kraków i swoje pałace rezydujące tu dawniej familie magnackie: Wielopolscy, Lubomirscy, Kazanowscy, Sołtykowie, Zebrzydowscy, Denhoffowie. Tak samo dawni patrycjusze: Betmanowie, Bonarowie, Morsztynowie i Szembekowie, wsiąkli już od dawna w sferę szlachecką. Z dawnych rodzin miejskich ostali się w Krakowie jedynie Hallerowie, Barszczowie i Cypcerowie; poza tym przetrwała garść rzemieślników, tandeciarzy i przekupek obok drugiej garści i to sporej – proletariatu żydowskiego.

Razem liczy Kraków na początku XIX wieku nie więcej jak 10 000 ludności wraz z przedmieściami. Domy są ruderami, okna zabite deskami, miasto nieoświetlone, na ulicach roi się od żebractwa, gmachy publiczne i kościoły stoją ruiną; oto obraz, jaki kreślą podróżnicy obcy zawadzający w tym czasie o Kraków, a zgodnie z nimi urzędowy referat (komisarza austriackiego przysłanego w r. 1799, aby zdał rządowi sprawozdanie, jak wygląda miasto pozyskane w trzecim rozbiorze przez Austrię). Są to czasy najgłębszego upadku Krakowa, jaki przeżył w ciągu tysiącletniej swej historii.

Połączenie Krakowa z resztą Małopolski zabranej już poprzednio przez Austrię, dokonane przez trzeci rozbiór (właściwie w r. 1796) a trwające aż do r. 1809, poprawia nieco ten stan rzeczy. Rząd austriacki stara się zaprowadzić jaki taki ład w Krakowie; tworzy wspólny dla Krakowa i Kazimierza magistrat; tworzy tutaj rząd gubernialny  i sąd apelacyjny wraz z całym szeregiem mniejszych urzędów; rozpoczyna brukować ulice; zabiera się do uzdrowienia miasta; nakazuje świecić latarnie w nocy. Połączenie  z „Galicją” ożywia także nieco handel krakowski. Osiadają nowe rodziny kupieckie, napływając bądź z Małopolski, bądź ze Śląska i Moraw, i próbują prowadzić na nowo handel na większą skalę. Ten bliższy związek z „Galicją” trwa niedługo, gdyż w r. 1809 Kraków zostaje połączony z Księstwem Warszawskim, a od Kongresu Wiedeńskiego (1815) staje się Wolnym Miastem, stojącym pod nadzorem trzech państw zaborczych. Ale i ta zmiana wychodzi mu znowu na dobre.

W r. 1811 otrzymuje Kraków prawo składu i różne inne przywileje, a w r. 1816, już jako Wolne Miasto, bardzo daleko idącą wolność handlową, która pozwala kupcom krakowskim prowadzić coraz zyskowniejszy handel ze wszystkimi trzema zaborami. Z Austrii i Prus importuje się duże ilości towaru, które potem kilkoma z góry ustalonymi traktami handlowymi rozsyła się do Warszawy, do Lwowa i do Wilna. Kwitnie coraz więcej handel cukrem, tytoniem i winami węgierskimi, a dużo firm handlowych utrwala w ten sposób swój dobrobyt. Wprawdzie nawet i w epoce Wolnego Miasta nie ma Kraków warunków na wielkie handlowe emporium, a tym mniej na ognisko fabrycznego przemysłu, ale w każdym razie poziom jego zamożności i porządek zewnętrzny zaczynają nieustannie wzrastać.

Podnosi się także życie duchowe. Uniwersytet, który po rozwiązaniu Komisji Edukacyjnej stracił wszelkie materialne podstawy bytu i któremu groziła w epoce rządów austriackich (1796-1809) germanizacja, zaś w epoce Księstwa Warszawskiego (1809-1815) przeniesienie go do Warszawy, do czego bardzo widocznie dążyły władze Księstwa – teraz utrwala w Wolnym Mieście swój byt i zaczyna się na nowo organizować. Nie znaczy to wcale, aby stan jego był wysoki: brak mu wybitniejszych uczonych, a targają profesorami wewnętrzne rozterki; toteż nie da się porównać jego poziomu i wpływu z rozkwitającym Uniwersytetem Wileńskim, zwłaszcza za czasów kuratorii Czartoryskiego. Ale w każdym razie przestaje przynajmniej podupadać i rozsprzęgać się wewnętrznie; lekcje odbywają się regularnie – a to już jest postępem. Obok niego organizują się niższe szkoły, a mianowicie liceum św. Anny, szkoła średnia złożona z sześciu klas i sześciu nauczycieli, oraz tzw. szkoła trywialna i kilka szkół parafialnych, odpowiadających dzisiejszym szkołom powszechnym.

Już w pierwszych latach Wolnego Miasta lub bezpośrednio przedtem zaczynają ukazywać się w Krakowie nowe dzieła naukowe: obu Sierakowskich, Trzcińskiego, Sołtykowicza, prace prawnicze Felicjana Słotwińskiego, astronoma Łęskiego, matematyka K. Hubego, lekarskie R. J. Czerwiakowskiego, historyczne Ambr. Grabowskiego, a zwłaszcza J. S. Bandtkiego, który przybył do Krakowa mając już za sobą cenne Wyobrażenia dziejów Królestwa Polskiego (1810) i rozwinął tu działalność prawdziwego erudyty. Zakwita drobne kwiecie poetyczne: zaczynają tu tworzyć w epoce wojen napoleońskich Wincenty Reklewski, autor pierwszych Sielanek (1811) i dwaj Brodzińscy. Zjawia się w osobie Konstantego Majeranowskiego ruchliwy publicysta (redaktor „Pszczółki” i „Muzy”) i popularny pisarz sceniczny, do dziś dnia należycie nieoceniony. Rozwija się i przez kilkadziesiąt lat utrzymuje „Gazeta Krakowska”, której powstanie przypada na bohaterski okres rewolucji kościuszkowskiej (marzec 1794), ale która regularnie zaczyna się dopiero ukazywać od r. 1796 (po sto numerów na rok). Powstają stowarzyszenia o celach kulturalnych, a nawet w r. 1817 na wzór warszawskiego Towarzystwo Naukowe, wydające corocznie tom prac literackich i naukowych. Przez kilka lat działa tu – jak zawsze pobudzająco na otoczenie – wielki Hugo Kołłątaj i tu drukuje swój Porządek fizyczno-moralny (1810), najwybitniejsze dzieło, na jakie się zdobyła polska nauka w zakresie teorii prawa natury (nieco za późno niestety, bo na pięć lat przed zjawieniem się dzieła Savigny’ego[2]). Osiedla się tu, choć przejściowo tylko, Woronicz; nie pisze tutaj poematów ani wierszy, ale prowadzi salon kulturalny i zdobi ściany biskupiego pałacu historycznymi obrazami Stachowicza. Wszystko to dowodzi, że Kraków zaczyna się z długoletniego upadku dźwigać. Obok salonu Woronicza otwierają tu Potoccy w r. 1822 salon „Pod Baranami”, huczny od zabaw, maskarad, koncertów, obiadów, stanowiących ważny czynnik podniesienia poziomu życia w Krakowie.

Mimo to jest Kraków i w pierwszych latach i przez okres Wolnego Miasta małym miasteczkiem, nieodgrywającym jeszcze w duchowym życiu polskim poważniejszej roli. Nie da go się porównać w latach dwudziestych stulecia już nie tylko z Warszawą, ale i z Wilnem, które jest ogniskiem poezji romantycznej, nauki polskiej, oraz nowych prądów umysłowych na skalę europejską. Żadna z prac poetyckich ogłoszonych w Krakowie nie da się równać z współczesnym poziomem naszej poezji romantycznej. Żadna praca naukowa – prócz może erudycyjnej Historii drukarń Bandtkiego (1815, 1821), Dykcjonarza Juszyńskiego (1820) i dziejów Akademii Sołtykowicza (1810) – nie stoi na wyżynie prac Czackiego, Lindego, Lelewela, Surowieckiego, Śniadeckiego, Strojnowskiego, Jundziłła, Skarbka, ogłaszanych w Warszawie i w Wilnie. Kraków jest jeszcze zawsze w tych latach partykularzem, zamkniętym ciasnymi granicami. Akademia Krakowska ma wprawdzie kilku pilnych pracowników, ale ani jednego uczonego, mogącego się równać z nazwiskami zagranicznymi. Robi też Kraków, podobnie zresztą jak Lwów w tym czasie, wrażenie rekonwalescenta po długiej, ciężkiej chorobie, który przebył wprawdzie kryzys, ale nie ma jeszcze sił dostatecznych, aby pracować na równi ze zdrowymi członkami rodziny i przyczyniać się wraz z nimi do ogólnego dorobku. Dopiero po r. 1830 następuje pod tym względem zmiana, a Kraków wysuwa się na wybitniejsze miejsce w duchowym życiu narodu.

 

 

II. Powstanie nowego mieszczaństwa krakowskiego.

Kraków ogniskiem ogólnopolskim

Zmiana powyższa polega zrazu na tym, że Kraków w latach 1830-1850, nie przestając być małym miastem, niedochodzącym do 40 000 ludności (nawet z przedmieściami), nie mając ani rozwiniętego na większą skalę handlu ani przemysłu – staje się centrem przyciągającym do siebie różnorodne żywioły z całej Polski, które mieszają się tu ze sobą, ścierają i walczą, godzą i pracują razem – a to wszystko pod ciśnieniem brutalnego ucisku, jakiego doznaje życie narodowe pod trzema zaborami: w Warszawie i na Kresach, w Wielkopolsce i na Pomorzu, również w Galicji za czasów Metternicha[3]. W epoce tego ucisku przedstawia się ówczesny Kraków jako względnie swobodna oaza, która przyciąga do siebie i stara się zjednoczyć w swoich murach Wielkopolan i Galicjan, Królewiaków i kresowiaków; a ich wszystkich zespolić razem z ludnością mieszczańską po części polską, po części pochodzenia niemieckiego, która na gruzach opustoszałego w XVIII wieku miasta pracuje łokciem i miarką, nawiązując jak może do tradycji średniowiecznego i renesansowego Krakowa.

Już w pierwszych latach Wolnego Miasta opustoszałe miasto zaczęło się na nowo zaludniać. Obok resztek dawnych krakowskich kupieckich rodzin (Barszczowie, Laśkiewiczowie, Cypcerowie, Morbicerowie, Delpacowie, Mą­czyńscy) zaczęły napływać nowe żywioły do Krakowa i zajmować coraz wybitniejsze w jego życiu gospodarczym i duchowym stanowisko. Pierwszą grupę tworzą rodziny pochodzenia niemieckiego, które z Moraw, Śląska, Czech, z Austrii, a nieraz z jeszcze dalszych okolic przybywają w początkach XIX wieku lub jak niektóre w końcu XVIII i tu szybko polszczeją. Wystarczy wskazać nazwiska Greblów, Kochów, Stehlilków, Modesów, Klugerów, Helclów, Wenclów, Walterów, Wolfów, Kirchmeyerów, Morbitzerów, Steinkellerów, Schwartzów, Fischerów, Halinów, Traitlerów, Friedleinów, Kramerów, Kopffów. Niektóre z tych rodzin przyciągnęły do Krakowa dobre warunki handlowe; ich protoplaści zakładają tu domy bankowe, handle winem en gros[4] (wino sprowadza się z Węgier i rozsyła po całej Polsce), księgarnie i drukarnie lub inne przedsiębiorstwa kupieckie. Ale nie brak i rodzin urzędniczych niemieckich lub rodzin ściągniętych dla pozyskania sił naukowych w odradzającej się Akademii Krakowskiej (Bandtkie ur. w Lublinie, Hubowie z Torunia, Estreicherowie już od r. 1778, z Igławy na Morawach).

Obok nich osiedlają się licznie w Krakowie również dla celów handlu inne rodziny mieszczańskie, ale polskiego – ba! czasem nawet szlacheckiego – pochodzenia: Bartynowscy, Ciechanowscy, Kwiatkowscy, Grabowscy (z Kęt), Bochenkowie, Czechowie, Trzcińscy, Małeccy, Sapalscy, Krzyżanowscy.

Powstaje w ten sposób nowe krakowskie mieszczaństwo o silnej przymieszce krwi niemieckiej. Zauważyć jednak należy, że mimo tak licznych rodzin pochodzenia obcego okazuje Kraków szybko zdolność asymilacyjną. Już w drugim, a cóż dopiero w trzecim pokoleniu, synowie rodzin niemieckich, francuskich, czeskich zamieszkali w Krakowie okazują się gorącymi Polakami i patriotami krakowskimi. Jan Matejko był Czechem z pochodzenia, a Polakiem w pierwszym pokoleniu, ale za to jak żarliwym! Józef Louis, który później otrzymał przydomek Wawel-Louis, był pełnym pietyzmu historykiem krakowskiej przeszłości i założycielem Towarzystwa Miłośników Krakowa. Niepodobna nawet spróbować wyliczenia nazwisk niemieckich należących do rodzin krakowskich. Ani we Lwowie, ani w Poznaniu, ani w Wilnie, ani w Warszawie nie ma może wśród mieszczaństwa tak wielkiego procentu przymieszki obcej, ale za to na wskroś spolonizowanej. W ten sposób powstaje szybko jednolita mieszczańska grupa ludności krakowskiej.

Obok niej zjawia się druga grupa, którą można raczej nazwać szlachecką z pochodzenia i pojęć swoich. Napływ rodzin szlacheckich szukających w murach krakowskich stałego schroniska jest już po r. 1815 widoczny, ale w epoce listopadowego powstania jest szczególnie obfity. Rodziny szlacheckie, i to zarówno z Galicji jak i z Królestwa, kupują tutaj domy, osiedlają się na stałe, kształcą tu swoje dzieci i prowadzą tu „salony”. Na pierwszym miejscu wymienić tu należy domy magnackie: a więc Wodzickich, z których jeden – Stanisław staje na czele senatu Wolnego Miasta; Potockich, którzy odziedziczywszy w tym czasie Krzeszowice, osiedlają się na stałe w r. 1822 w zakupionym przez siebie pałacu pod Baranami; wreszcie Małachowskich, Lanckorońskich, Michałowskich, Mieroszewskich, Popielów, Badenich, Wielopolskich, Morsztynów, Stadnickich, Tarnowskich, Zamoyskich. Za magnatami przyciąga do Krakowa długi szereg – jak zwykle – rodzin ziemiańskich i osiedla się przejściowo lub na stałe w Krakowie. Osobno należy wspomnieć liczne rodziny kresowe (z Litwy, Podola, Wołynia, Ukrainy), które zjawiają się w Krakowie wyjątkowo już w epoce Wolnego Miasta, ale za to masowo napływają po r. 1863, gdy na kresach wzmaga się prześladowanie.

Pomiędzy rodzinami mieszczańskimi a rodzinami szlacheckimi zamieszkałymi w Krakowie istnieje zrazu widoczny antagonizm i wzajemna nieufność. Powoduje to fakt, że rodziny mieszczańskie patrzą z podejrzliwością na sferę szlachecką, która przyzwyczajona jest traktować z góry warstwy zajmujące się łokciem i miarką. Stary ten pogląd, wyniesiony jeszcze z Rzeczypospolitej Polskiej, trwa i u jej pogrobowców przez całe dziesiątki lat, zanim ostatecznie zostanie zniweczony w ciężkiej walce o byt, która przetwarza w duchu demokratycznym całe nasze społeczeństwo pod koniec XIX wieku. Ustrój Rzeczypospolitej Krakowskiej narzucony przez opiekuńcze dwory pomaga w wysokim stopniu do utrzymania tego rozdziału. Senat Rzeczypospolitej koncentruje bowiem w nieusprawiedliwionej większości żywioły szlacheckie, a mieszczanie mają zrazu tylko oparcie w Izbie Reprezentantów, przez co wytwarza się pomiędzy obu organami i społeczny i polityczny rozdźwięk. Pamiętniki ówczesne opisują dokładniej objawy tego antagonizmu, który wybucha nieraz w bardzo ostrych, jak na małe miasteczko starciach. Również towarzysko istnieje znaczny rozdział: obie te warstwy ludności krakowskiej rzadko się stosunkowo zrazu stykają w życiu codziennym i raczej żyją z osobna. Ale czas robi swoje. Miasto jest zbyt małe, a interesy wspólne są zbyt wybitne, aby takie odosobnienie szlachty i mieszczan i takie niesłuszne przeciwstawienie mogło się długo utrzymać. Wytwarza się zresztą dość szybko sfera pośrednicząca, ani ziemiańska, ani kupiecka: inteligencja, stan średni, złożony z adwokatów, profesorów, lekarzy, urzędników, księży – do którego wsiąkają coraz to liczniej jednostki pochodzące bądź to z jednej, bądź z drugiej klasy społecznej i utrzymują dlatego z obiema życzliwy kontakt. W życiu małego Krakowa jest wpływ tego czynnika bardzo znaczny, a zwłaszcza powaga sfer uniwersyteckich dużo większa niż gdzie indziej. W ten sposób różnice się zacierają, następuje zbliżenie towarzyskie coraz częstsze i coraz skuteczniejsze; pojawiają się salony, w których przedstawiciele jednych i drugich kół nieustannie się spotykają. A przede wszystkim w walkach z rezydentami obcych dworów uświadamia się istnienie wspólnego interesu politycznego i potrzeba jednakowej taktyki.

Również i po upadku Wolnego Miasta, tzn. po r. 1846, kiedy Kraków zostaje wcielony do Austrii za zgodą Rosji i Prus, i kiedy zostają podjęte pierwsze próby jego germanizacji – jednoczą się coraz silniej wszystkie warstwy  w obronie polskości miasta. Obie bojkotują napływających dość licznie w epoce Bacha[5] urzędników niemieckich i czeskich, którzy mają własną resursę[6], własne zabawy, własne obyczaje – ale w ogóle nie odgrywają w Krakowie znaczniejszej roli (dużo mniejszą niż w ówczesnym Lwowie). Niebawem zaś albo emigrują z Krakowa albo tutaj szybko polszczeją. – Katastrofa, jaka spada na miasto w r. 1850 wskutek olbrzymiego pożaru, który zniszczył trzecią część ówczesnego miasta, zbliża oba odłamy do siebie; trzeba wspólnymi siłami odbudować spalone domy, zrestaurować zniszczone zabytki, ulżyć nędzy (opis katastrofy w dziele Kalinki Historia pożaru miasta Krakowa, 1850). – Tragiczne wypadki r. 1863 i następująca po nich walka o zdobycie swobód narodowych dla całego zaboru, zaprowadzenie samorządu miejskiego w Krakowie i okres autonomii w Galicji – są to wszystko etapy, w których różnice stanowe i towarzyskie coraz więcej się zacierają, a na ich miejscu powstaje poczucie łączności interesów i pewien wspólny typ psychiczny, odróżniający Krakowian od mieszkańców innych miast Polski.

Wyrazem tej ewolucji jest powstanie w Krakowie „salonów” jednoczących patrycjat miejski, inteligencję i ziemiaństwo osiedlone w Krakowie. Przykładem takiego salonu są „czwartki” Pawła Popiela, istniejące przez lat kilkadziesiąt (1835-1890), na których żywo są omawiane sprawy polityczne (w duchu zachowawczym), religijne (w duchu ówczesnego „ultramontanizmu”[7]), ale zarazem naukowe (zabytki krakowskie) i społeczne. Salon Popiela, wspominany z admiracją przez jego uczestników, trwa bardzo długo i dlatego także ma pierwszorzędne znaczenie. Ale nie brakuje takich salonów towarzyskich, literackich, politycznych i uczonych przez cały wiek XIX.
W ostatnim dziesiątku lat rolę takiego salonu odgrywają np. „niedziele” Ludwika Michałowskiego. Tu już ziemiaństwo jest w mniejszości; na pierwszym planie bryluje świat profesorski, malarski, literacki; dominują zaś kwestie artystyczne. Przez wszystkie te „salony” przewijają się przyjezdni, przybywający z całej Polski do Krakowa
 na krótszy lub dłuższy czas. Mają one dla kultury miasta i dla zespolenia różnorodnych jego składników w pewną całość nieporównanie większe znaczenie niż wszystkie karciarskie i końskie „kasyna” i „resursy”.

 

 

III. Typ psychiczny krakowski

W tej współpracy tak różnorodnych żywiołów wyrabia się w ciągu XIX wieku pewien typ psychiczny właściwy Krakowowi. Zbiera on w sobie pewne właściwości, czerpiąc je z różnorodnych elementów, współpracujących ze sobą w obrębie miasta. Patrycjuszowskie rodziny kupieckie, przeważnie handlowe i bankierskie, przynoszą mu w posagu wielkie zrozumienie dla podstawy gospodarczej życia, realizm w ocenie metod i faktów, rozumowe analizowanie zjawisk, a przede wszystkim krytycyzm w ocenie metod politycznych. Rodziny szlacheckie przynoszą wielki kult dla tradycji, swoją wierność dla religii katolickiej, konserwatywny sposób myślenia, przywiązanie do przeszłości i do języka polskiego, a przede wszystkim entuzjazm dla sprawy narodowej i zdolność do poświęceń. Rodziny kresowe, coraz to liczniej w Krakowie osiadłe, przynoszą związki z całą Polską i ujmowanie problemu polskiego jako interesu wszystkich dzielnic, a nie tylko jednej z nich. Duży wpływ na psychikę krakowską posiada fakt ogromnej stosunkowo przewagi, jaką w życiu tego małego miasta wywiera Uniwersytet krakowski, złożony z ludzi nauki, na wskroś intelektualnych, analizujących, raczej chłodnych jak kierujących się uczuciem. Wreszcie przybywa wpływ emigrantów, którzy pomiędzy rokiem 1830 a 1848 zjawiają się bardzo często w Krakowie i starają się założyć tu ogniska propagandy; przy czym zrazu przeważają emigranci czerwoni ze szkoły demokratycznej Centralizacji Wersalskiej, a później emigranci biali ze szkoły legitymistów i katolików francuskich[8]. Dwie nieudane rewolucje krakowskie (a zwłaszcza fiasko rewolucji z roku 1846[9]) sprawiają, że ci biali emigranci biorą ostatecznie górę i że Kraków dostaje się pod wpływ prądów zachowawczych i religijnych płynących z Francji. (Najsilniejszym tego wyrazem jest powstanie konserwatywnego dziennika „Czas”, założonego w r. 1848 przez Pawła Popiela, a redagowanego przez długie lata przez Manna i Siemieńskiego). „Czas”, organ konserwatywny, ziemiańsko-patrycjuszowski, związany z kulturą francuską, spokojny i krytyczny – urabia opinię krakowską przez długie lata i na odwrót jest tej opinii wyrazicielem.

W ten sposób powstaje typ psychiczny nowoczesnego Krakowianina, odróżniający go od przeciętnego Warszawianina, Lwowianina lub Poznańczyka. Przeciętny Krakowianin nie ma w sobie energii, ruchliwości, wesołości i żywości warszawskiej. Nie ma w sobie temperamentu  i rozczochrania właściwego ludności lwowskiej. Nie ma powagi i surowości poznańskiej. Odznacza go kultura intelektualna, polegająca na krytycznej powściągliwości, na braku skłonności do wybuchów i do emocji. Krakowianin wzięty zarówno w odosobnieniu, jak i w tłumie ma daleko większą skłonność do krytycyzmu i do sceptycyzmu, aniżeli go się spotyka w reszcie Polski. Jest chłodny i rzadko oklaskujący to, co widzi w teatrze lub to, co słyszy na wiecu. Ma wysokie wymagania i niełatwo czym się raduje. Swoi i obcy ganią w nim wskutek tego chłód, wybredność, czy żółciowość – ale podnoszą i dodatnie strony tej wady. Przedsięwzięcia artystyczne czy naukowe wyższej miary nieraz znajdowały w Krakowie swą publiczność, jakiej nie znalazły po innych miastach.

Ten wysoki poziom kultury intelektualnej jest wynikiem faktu, że sfery ziemiańskie oraz patrycjat miejski decydowały przez długie lata o gustach, o obyczajach, o sposobie życia w Krakowie, podczas gdy w innych miastach były one w znikomej mniejszości, a przewagę miały sfery plebejskie. Ma przeto Krakowianin pewne dodatnie strony, którymi góruje nad ludnością innych miast, a do nich należy także dodać patriotyzm ogólnopolski. Czasy, w których prezydent miasta Lichocki[10] niechętnie odnosił się do Powstania Kościuszkowskiego (1794), albo czasy, w których mieszczańscy patrycjusze Krakowa sympatyzowali z arcyksięciem Ferdynandem[11] (1809), gotującym się do wyprawy na Księstwo, przeminęły szybko bez śladu. Mieszczaństwo krakowskie staje się w ciągu wieku XIX piastunem przywiązania do tradycji i środowiskiem, w którym wszelkie hasła odrodzenia narodu, czy to za pomocą pracy organicznej, czy to w drodze zbrojnych powstań, budzą zawsze życzliwe echo.

Szczególne piętno nadaje psychologii Krakowa fakt, iż w małym tym mieście koncentruje się nieproporcjonalnie wielka ilość wybitnych ludzi, którzy w późniejszych swoich latach szukają tutaj spokojnego schronienia, a w murach względnie Wolnego Miasta znajdują je istotnie. Do takich należą generałowie z 1831 r.: jak Chłopicki, Skrzynecki, Dembiński, Franciszek Paszkowski, którzy na stałe lub na dłuższy czas osiedlają się w Krakowie. Do takich należą osobistości otoczone nimbem wygnania i prześladowań, jak Piotr Moszyński (um. 1879)[12], lub w późniejszych czasach wybitni kapłani i działacze religijni, wygnani przez Rosję. Do takich należą politycy jak Aleksander Wielopolski, Adam Potocki, Paweł Popiel. Tak samo poeci jak Wincenty Pol[13], Lucjan Siemieński[14], kasztelan Wężyk[15]. Powiadano z tego powodu, że Kraków jest „matecznikiem” Polski, do którego przybywają na starość wielkie lwy, orły i niedźwiedzie (choć czasem i lamparty), by tu złożyć swe kości. Wybitni ci ludzie cieszą się w Krakowie wysokim autorytetem i przeciwstawiają się bardzo często zapalonym agitatorom, próbującym organizować szersze masy ludności, aby je wyprowadzić na ulicę. Kraków jest kilkakrotnie widownią ostrych starć pomiędzy autorytetami, ujmującymi w swe dłonie kierownictwo wypadków, a pomiędzy ruchem, objawiającym się w zaburzeniach ulicznych (jak to ma zwłaszcza miejsce w wypadkach 1846 r., gdy prof. Michał Wiszniewski[16] próbuje opanować rewolucję i przeciwstawić się dyktatorowi Tyssowskiemu[17]). Z tych starć wychodzi zwycięsko pogląd, iż życiem publicznym powinny kierować pewne autorytety i pogląd ten dominuje w Krakowie nad psychiką ludności w drugiej połowie XIX wieku. Toteż wpływ mas ulicznych na opinię Krakowa jest w nim o wiele mniejszy, aniżeli np. we Lwowie; a na tym tle przychodzi niejednokrotnie do przeciwstawienia się opinii tych dwóch miast, która to różnica ma swoje głębsze źródło w zupełnie odmiennych czynnikach, z jakich opinia miasta powstaje.

Bywają oczywiście i ujemne strony nagromadzenia tylu ambicji i zasług na małej stosunkowo przestrzeni. Nie bywa czasem dla nich w Krakowie dostatecznego pola. Kandydatów na aktorów bywa zwykle za dużo, widzów bywa za mało. W połowie XIX wieku słyszy się narzekania na zbytek żółci i krytyki, uderzający przybyszów w porównaniu do wesołej (nawet w najgorszych chwilach) Warszawy i do łatwo bawiącego się Lwowa. W przeciwstawieniu do nich Kraków ma często opinię cichego, starego i nudnego.

 

 

IV. Tradycjonalizm krakowski. Kult i krytyka przeszłości

Z początku XIX wieku zwycięża wszędzie w Europie pogląd historyczny na istotę kultury ludzkiej; zwycięża więc pogląd, że kultura nowa musi nawiązywać do dawnej, a bynajmniej nie szukać nowych podstaw. Szkoła historyczna w prawie, nawiązanie do tradycji średniowiecznych w sztuce plastycznej (gotyk) i romantyzm w poezji, oto są główniejsze objawy tego zwrotu. Zaznacza się on w Krakowie od r. 1820 coraz silniej. Podczas gdy jeszcze na początku stulecia rozbiera się bez skrupułów stare mury miejskie, burzy kościoły, ratusz i inne gmachy, to już po roku 1820 widzimy coraz silniej występujący kult dawnych pamiątek. Zjawia się ich skrzętny badacz Ambroży Grabowski (1822), przyjaciel Reklewskiego i Brodzińskiego, pierwszych zwiastunów romantyzmu w Polsce. Zjawia się malarz Stachowicz, uwieczniający z zamiłowaniem sceny i postaci staroświeckiego życia krakowskiego. Konstanty Majeranowski, utalentowany dziennikarz, wskrzesza w „Pszczółce” pamięć dawnych obrzędów i obchodów oraz dorabia do nich w jak najlepszej wierze fantastyczne nieraz legendy, mające podnosić ich znaczenie. Nawiązuje się w Krakowie do słowiańskich obyczajów, sypiąc Kościuszce piękną mogiłę, zamiast stawiania nowoczesnego pomnika.

Żadne miasto polskie nie miało istotnie wśród swoich murów tak wspaniałych jak Kraków pomników przeszłości, toteż żadne nie mogło wytworzyć dla nich takiego kultu. Przez cały wiek XIX rośnie w Krakowie poszanowanie dla nich i zrozumienie ich wartości estetycznej i moralnej. Zwłaszcza w drugiej połowie XIX wieku restauruje się ważniejsze zabytki z większym lub mniejszym pietyzmem i ścisłością archeologiczną, jak Bibliotekę Jagiellońską (1860), Sukiennice (1879), wreszcie katedrę i zamek na Wawelu (pierwsza restauracja Zamku w r. 1830). Pojawiają się badacze tych zabytków, jak biskup Łętowski, Niemcy Essenwein i Wurzbach, Władysław Łuszczkiewicz, Józef Łepkowski, Stanisław Tomkowicz. Sztuka konserwatorska i restauracyjna dochodzi z wolna do coraz większej doskonałości, a restauracja przestaje być równoznaczna ze zniszczeniem dawnego pomnika historycznego.

Dla zbierania pamiątek przeszłości zostają uporządkowane lub na nowo założone bogate muzea i biblioteki w Krakowie – w pierwszym więc rzędzie Biblioteka Jagiellońska, królowa polskich książnic, obok niej Muzeum Czartoryskich (od r. 1874), Muzeum Narodowe, założone przez gminę w Sukiennicach i złączone z nim Muzeum Czapskich. Obok nich ileż mniejszych, cennych zbiorów prywatnych! Kolekcjonerstwo kwitnie bowiem obficie wśród ludności krakowskiej.

Równolegle z zamiłowaniem do zabytków rośnie zamiłowanie i zaciekawienie dla dawnych dziejów Krakowa. Po pracach Grabowskiego, Muczkowskiego, Łepkowskiego, Mecherzyńskiego i innych pojawiają się znakomite wydawnictwa źródłowe, poświęcone przeszłości miasta Krakowa, Uniwersytetu i katedry krakowskiej, a prym trzyma w nich jako wydawca Franciszek Piekosiński. W Towarzystwie Miłośników Krakowa pozyskuje Kraków w r. 1897 organizację, która pielęgnuje z zapałem wiedzę o jego przeszłości i rozszerza ją wśród mas. Żadne miasto polskie nie ma też dzisiaj tak doskonale wydanych źródeł historycznych i tak dobrze opracowanych swoich dziejów, pomimo że i gdzie indziej zjawiali się uczeni, śledzący przeszłość swoich ojczystych grodów, jak np. w połowie XIX wieku Łukaszewicz w Poznaniu, Wejnert w Warszawie itp.

Z zamiłowaniem podtrzymuje się w Krakowie stare obyczaje mieszczańskie i ludowe. W latach trzydziestych (1833) wskrzeszono na powrót Bractwo Strzeleckie z jego Strzelnicą i kurkiem, nadanym mu jeszcze przez Zygmunta Augusta. Rozwinięto i upiększono obchód Konika Zwierzynieckiego[18], gromadzącego corocznie w oktawę Bożego Ciała tłumy ludu na Rynku. Tak samo obchód Emaus. Przywrócono i uporządkowano słynne procesje krakowskie, odbywane przez cały miesiąc czerwiec po ulicach i placach miejskich. Nawet skromna szopka krakowska, odgrywana od wieków przez żaków, została upiększona i rozwinięta przez jednego z poetów krakowskich około r. 1830 (prawdopodobnie przez Edmunda Wasilewskiego) i przewyższyła odtąd swoją pięknością i popularnością wszystkie jasełka w całej Polsce. Powstają zupełnie nowe coroczne obrzędy i zwyczaje (Wianki, św. Mikołaj, Drzewko Bożego Narodzenia) – nieznane całkiem albo przynajmniej w tej postaci przed wiekiem XIX, ale chętnie nawiązuje do rzekomej dawnej tradycji.

Z chlubą i z celem politycznym na oku podtrzymuje się lub wskrzesza zwyczaj noszenia kontuszy, czamar i siermięg, choćby tylko przy uroczystych okazjach. W r. 1851 przywrócono starodawne stroje uroczyste (togi) dla rektora i profesorów uniwersytetu, wskrzeszono także niebawem dawne nabożeństwa akademickie do św. Jana Kantego, a od r. 1887 wprowadzono uroczysty obrzęd inauguracji z pochodem w togach. Zaczęto też pilnie przestrzegać święcenia dawnych rocznic historycznych, którym towarzyszyło odbywanie pochodów i nabożeństw, a na które zjeżdżali uczestnicy z okolicy i z całej Polski. Nigdzie bowiem w całej Polsce nie było tak dogodnych warunków dla urządzania wielkich obchodów, jednoczących w uczuciu kultu dla przeszłości cały naród. Rozpoczął je pogrzeb Józefa Poniatowskiego w r. 1817, sławna na długie lata uroczystość patriotyczna, opiewana w Śpiewach historycznych przez Niemcewicza. W drugiej połowie XIX wieku stają się te obchody specjalnością Krakowa, który umiał je świetnie reżyserować: pogrzeb Kazimierza Wielkiego, wywołany odkryciem jego grobu na Wawelu (1873), jubileusz Kraszewskiego (1879), rocznice Długosza (1880), Sobieskiego (1883) i Kochanowskiego, pogrzeb Mickiewicza (1890), złożenie trumien Pola, Siemieńskiego, Lenartowicza na Skałce, odsłonięcie pomnika Mickiewicza, obchód 500. rocznicy założenia Uniwersytetu (1900) – oto niektóre ze wspaniałych uroczystości krakowskich, na które gromadziła się cała Polska, a specjalnie ludzie pióra i nauki (zjazdy naukowe). Dla budzenia patriotyzmu polskiego we wszystkich, nawet odleglejszych kątach ojczyzny miały te obchody pierwszorzędne znaczenie. Były też podejrzliwie śledzone przez rząd rosyjski i pruski.

Ale kult przeszłości i chęć wyzyskania tkwiących w niej wartości dla użytku teraźniejszych pokoleń miał w Krakowie jeszcze głębszy podkład i jeszcze wyżej strzelające ognisko. Podczas gdy zrazu Warszawa i Wilno górują nad Krakowem wielkimi przedsięwzięciami historycznymi (Lelewel, Narbutt[19]), podczas gdy potem pierwsze miejsce stara się zająć Poznań (Teodor Morawski[20], Jędrzej Moraczewski[21] – wszak nawet Wieczory pod Lipą[22] pojawiają się nie w Krakowie, lecz w Poznaniu w r. 1845) i podczas gdy około połowy XIX wieku Lwów dzięki Bielowskiemu i Szajnosze staje się głównym ogniskiem wiedzy historycznej w Polsce – to za to w ostatniej ćwierci stulecia Kraków wyprzedza wszystkie inne miasta polskie na polu dziejopisarstwa. Powstaje tu głośna „szkoła historyczna krakowska”, reprezentowana przez Szujskiego, Kalinkę, Stanisława Tarnowskiego, Smolkę[23], Zakrzewskiego[24], Bobrzyńskiego i innych, która stawia sobie za cel mówić narodowi o jego przeszłości prawdę, bez żadnych obsłon i upiększeń, choćby „bolała jako chce”. Szkoła ta przeszczepia do Polski metodę historyczną, starającą się docierać wszędzie do źródeł i nie krępować się istniejącymi legendami. Pod hasłem: „historia jest mistrzynią życia”, rozpatruje ona dzieje kultury polskiej a zwłaszcza politycznej i literackiej, nie cofając się przed wykazaniem słabych stron rozwoju narodowego pod żadnym względem. Jest ona zdania, że naród polski popełnił doniosłe błędy w budowaniu własnego państwa, i że te błędy trzeba wyświetlić, jeśli psychika polska ma ulec poprawie na przyszłość. Za taki zasadniczy błąd uważa ona brak silnej władzy naczelnej w państwie, nadmierny indywidualizm i prywatę i im to przypisuje odpowiedzialność za rozbiory polskie. Sądy jej wywołały ostrą krytykę, a zwłaszcza Dzieje Polski w zarysie Michała Bobrzyńskiego (1879) uchodziły przez pewien czas za zbyt surowe i pesymistyczne w osądzaniu przeszłości narodu. Z biegiem lat sądy szkoły historycznej krakowskiej w ogromnej większości zostały jednak uznane za słuszne, upowszechniły się i stanowią dzisiaj niemal communis opinio całego społeczeństwa i świata naukowego. A nawet i ci, którzy je jeszcze i dzisiaj odrzucają i posuwają się do takiej skrajności, iż gotowi są w „złotej wolności” polskiej upatrywać powód do chluby, przyznają szkole krakowskiej ogromną zasługę na polu krytycznej rewizji zapatrywań na naszą przeszłość.

Równolegle do tych prac uczonych artyści krakowscy, natchnieni duchem historycznym, wiejącym z murów Krakowa, podejmują chętnie próby przypomnienia lub nawet apoteozowania doniosłych chwil historycznych i uwidocznienia związku przeszłości z teraźniejszością. Wyspiański próbował wprawdzie protestować przeciw temu historycyzmowi, który uważał (nie on jeden zresztą!) za hamulec w walce o przyszłość, ale jarzma przeszłości, jakie na niego tradycja krakowska nałożyła, nigdy z siebie nie zrzucił. Jaki wpływ miały dzieła Matejki na rozwój patriotyzmu w całym narodzie, precyzować bliżej nie trzeba.

W ten sposób staje się Kraków jednym z najważniejszych w Polsce, a może nawet najważniejszym ogniskiem, w którym pielęgnuje się wiedzę o przeszłości polskiej i kult starych obyczajów, jako najsprawniejsze narzędzia dla podtrzymania ducha polskiego i dla przetrwania ciężkich chwil niewoli. Z Krakowa promienieje przeszłość Polski na cały naród i to nie tylko z murów Rynku krakowskiego lub Wawelu, ale także z kart ksiąg napisanych w Krakowie, roznoszących w najodleglejsze zaścianki kresowe krytyczne, głębsze rozumienie naszej przeszłości. A więc nie przeszłości poetycko pojętej, wyidealizowanej, legendarnej i wymuskanej, ale takiej, jak ją pojmuje umysł i serce uczonego czy artysty, opartej na poznaniu prawdziwych faktów. Na tym to właśnie zerwaniu z sentymentem a przejściu do realizmu historycznego polega wysokie znaczenie Krakowa jako ogniska pielęgnującego tradycję polską.

 

 

V. Kraków ogniskiem życia religijnego

Kraków nie przeszedł w wieku XVIII (jak Warszawa), ani z początkiem wieku XIX (tak jak Wilno) przez okres Oświecenia. Zawiązano tu wprawdzie w r. 1815 lożę wolnomularską, ale trwała ona krótko, gdyż została w r. 1822 rozwiązaną i na życie duchowe miasta nie wywarła głębszego wpływu. Także i józefinizm[25] (z wyjątkiem okresu rządów administratora diecezji ks. Gałeckiego, wychowańca Uniwersytetu Wiedeńskiego, którego o józefinizm posądzano) nie zapuścił nigdy głębszych korzeni w Krakowie. Natomiast na stolicy biskupiej w Krakowie zasiadali przez cały wiek XIX ludzie wielkiej żarliwości religijnej jak biskupi Woronicz Skórkowski (od 1830), Łętowski (od 1840), kardynał Dunajewski (1880), a po jego śmierci (1894) ks. Puzyna. Były to wszystko oryginalne indywidualności, każda w innym typie, nieraz jak biskup Łętowski dziwnie oryginalne, ale wszystkim im było wspólne to, że umieli znakomicie zorganizować życie religijne Krakowa. Nawiązano do wielkiej pobożności ludu krakowskiego i do odwiecznych tradycji kościelnych małego Rzymu. Działano zarówno wśród prostego ludu, podtrzymując misjami jego wiarę, wznawiając dawne bractwa, pilnując przepychu nabożeństw i procesji, jak też pracowano wśród inteligencji i tzw. „wyższych” sfer osiedlonych w Krakowie. Duchowieństwo niższe, odgrywające w rewolucji 1846 i 1848 r. poważną rolę (w duchu radykalizmu patriotycznego), postarano się ująć w karby i odwrócić od pracy politycznej ku religijnej (reorganizacja wydziału teologicznego i seminarium duchownego). Ważną jest rzeczą, że w połowie wieku XIX zjawia się w Krakowie szereg ludzi świeckich natchniętych ówczesnym ruchem katolickim francuskim (Montalembert[26], Veuillot[27]) – ruchem starającym się poddać rewizji stosunek wierzącego katolika do wszystkich spraw publicznych. Ludzie ci występują i u nas w sposób bojowy przeciwko oziębłości w wierze, przeciwko hasłom liberalnym, przeciw próbom wprowadzenia małżeństw cywilnych i rozwodów na teren Rzeczpospolitej Krakowskiej (1844), a nawet przeszczepiają na grunt krakowski walkę o władzę świecką papieża i podejmują obronę nieomylności papieskiej. Do takich bojowników katolicyzmu należą: Walery Wielogłowski[28], Paweł Popiel, który przez pół wieku w tym duchu działa w Krakowie, Antoni Zygmunt Helcel – twórca krótkotrwałego stowarzyszenia Warownia Krzyża, a przede wszystkim ks. Zygmunt Golian[29], wymowny kaznodzieja, pociągający za sobą tłumy przedmieszczan i zwalczający na każdym kroku z prawdziwym fanatyzmem już nie tylko liberałów, ale i tzw. „moderantów”. Wskrzeszonych zostało lub powróciło do Krakowa kilka zakonów, a w pierwszej linii mądry i ruchliwy zakon Jezuitów (który około r. 1870 odbiera kościół św. Barbary i równocześnie zakłada na Wesołej główną swoją siedzibę, zanim się na nowo osiedli w starym swym Kolegium na Małym Rynku). Jezuici wydają kilku pierwszorzędnych kaznodziei i pisarzy, jak ks. Karol Bołoz Antoniewicz[30], twórca misji urządzonych wśród chłopów po rabacji[31], zmarły w r. 1852; jak wybitny filozof ks. Marian Morawski[32], lub jak historyk zakonu ks. Stanisław Załęski[33].

Pod wpływem tych znakomitych działaczy katolickich staje się Kraków w drugiej połowie XIX wieku najwybitniejszym w Polsce ogniskiem życia religijnego. Najpoważniejszy organ krakowski „Czas” jest redagowany w duchu zdecydowanie katolickim przez P. Popiela, Maurycego Manna, Ludwika Dębickiego[34]. W tymże duchu działa „Przegląd Polski” i założony w r. 1884 jezuicki „Przegląd Powszechny”. Nie udaje się próba zaszczepienia w Krakowie liberalizmu religijnego, jaką podejmuje dziennik „Kraj”, wychodzący w latach 1869-1872 pod redakcją Gumplowicza[35] a nakładem ks. Jerzego Czartoryskiego[36]. Sprawa Barbary Ubryk (1869)[37], do dziś dnia popularna jeszcze w straganowej literaturze za granicą, wywołała u ludności krakowskiej głośne rozruchy przeciwko przestarzałym pojęciom i urządzeniom klasztornym, ale nie okazała się zdolną do podważenia wpływu duchowieństwa na gruncie krakowskim. Walka podjęta przez kilku profesorów uniwersytetu pod hasłem obrony zapatrywań monachijskiego prof. Döllingera[38], potępiającego dogmat nieomylności papieskiej (1871), kończy się w opinii przegraną żywiołów liberalnych, a wpływ katolicyzmu wychodzi z niej zwycięsko. Podobnie jak niegdyś zamknął się Kraków przed hasłami Oświecenia, tak samo teraz w drugiej połowie wieku XIX zamyka się on przed hasłami agnostycyzmu i pozytywizmu, cieszącymi się równocześnie ogromnym powodzeniem w Warszawie. Pozytywistami nie są w szczególności Stańczycy, pomimo że nie są także klerykałami, tzn. zwolennikami podporządkowania życia państwowego władzy kościelnej i dochodzi z tego powodu nieraz do scysji z tzw. ultramontanizmem (X. Golian określał ich jako „moderantów”). Najwybitniejsi przedstawiciele filozofii na uniwersytecie krakowskim, jak Józef Kremer[39], Maurycy Straszewski[40], nie mówiąc już o ks. Stefanie Pawlickim[41], są wierzącymi katolikami i w tym duchu wywierają swój wpływ na kształcące się młode pokolenia.

Można też powiedzieć, że Kraków staje się istotną „warownią Krzyża”, aby użyć wyrażenia Antoniego Zygmunta Helcla. Nawet stronnictwa bardziej radykalne, które w ostatniej ćwierci XIX wieku organizują się na bruku krakowskim, jak demokraci polscy lub socjaliści i ludowcy, nie podejmują na większą skalę walki z katolicyzmem jako beznadziejnej. Konflikty radykalnych ludowców (jak np. ks. Stojałowskiego[42]) z episkopatem mają inne tło aniżeli religijne. Natomiast z Krakowa rozchodzą się hasła wierności Kościołowi i pielęgnowania tradycji katolickich w narodzie po całej Polsce. Kardynał Dunajewski, mający szczególne zaufanie Stolicy Apostolskiej, jest przez kilkanaście lat nienominowanym, ale faktycznym cichym legatem papieskim dla całej Polski, w którego ręku skupiają się nici prowadzące do Rzymu także i z zaboru rosyjskiego. Z Krakowa zostaje podjęta (głównie przez Jezuitów) heroiczna walka w obronie wiary chłopa podlaskiego, któremu rząd rosyjski brutalnym gwałtem narzuca prawosławie[43]. Przesiedleni z emigracji do Krakowa Zmartwychwstańcy – najpiękniejszy wykwit odrodzenia katolicyzmu wśród polskiego wychodźstwa – podejmują tu pracę wychowawczą i naukową (ks. Kalinka[44]), poświęcając przede wszystkim swą działalność sprawie Unii. W Krakowie osiedlają się wygnane z Królestwa Felicjanki, a z Wielkopolski Urszulanki (1876), ujmując w swe ręce pierwsze: opiekę nad ubogimi, drugie: wychowanie dziewcząt. W r. 1873 przybywają do Krakowa Pijarzy, wychowawcy młodzieży męskiej. W Krakowie osiadają i działają wygnane przez Rosję liczne ofiary prześladowań religijnych (biskup Krasiński, Hryniewiecki), podtrzymując nadal dawne swe stosunki z kresami Polski. Z Krakowa prowadzą XX. Misjonarze propagandę katolicką wśród wychodźstwa amerykańskiego. Z Krakowa wychodzi ruch mający na celu odrodzić katolicyzm wśród warstw wykształconych w całej Polsce (wiece katolickie od 1893, sodalicje, związki katolickich kobiet itp.). Powstają tu również na nowo lub zostają odbudowane z ruin wielkie dzieła pobożności katolickiej, jak Towarzystwo Dobroczynności, założone w r. 1818, Arcybractwo Miłosierdzia, nawiązujące do najpiękniejszych tradycji Skargi, zakład Helclów, zakład ks. Lubomirskiego, Józefitów (z fundacji znakomitego malarza Piotra Michałowskiego), stowarzyszenie św. Zyty i zgromadzenie tzw. Pelczarek. Dla podniesienia dewocyjnego nastroju wprowadza tu ks. Golian w latach sześćdziesiątych pierwsze w Polsce nabożeństwa majowe. Za śladem Ozanama[45] zakłada się tu Towarzystwo św. Wincentego à Paulo, skupiające w sobie „śmietankę towarzystwa” dla spełniania dzieł miłosierdzia. Tym dodatnim stronom życia religijnego  w Krakowie towarzyszyły oczywiście i pewne przywary ludzkie, idące stale w trop za cnotami, a przede wszystkim nadmierna skłonność do dewocji, którą podkreśla się trafnie w Polsce jako wadę specjalnie krakowską, a zwłaszcza jej sfer niewieścich. Na „dewocję” zjeżdżają chętnie do Krakowa (gdzie tak wiele kościołów i tak okazałe życie religijne!) kobiety z całej Polski, co wyciskało na towarzystwie krakowskim pewne szczególne piętno. Nie była natomiast pobożność krakowska XIX w. ani fanatyczna, ani wrogo usposobiona wobec innych wyznań. Przed fanatyzmem bronił jej wielki wpływ krytycyzmu właściwego ludności, a nawet tak gorący katolicy jak Paweł Popiel zajmowali wobec ludności żydowskiej, o ile ona szczerze wierzy w Jehowę i szczerze wiarę praktykuje (ortodoksi), stanowisko raczej wyrozumiałe, aniżeli prowokujące prześladowania. Temu to może należałoby przypisać, że ruch asymilacyjny żydowski, odgrywający w Warszawie w okresie 1850-1900 tak doniosłą rolę, ma w Krakowie w tym czasie dużo mniejsze powodzenie. Choć i tu trafiają się wyjątki (Oettinger, Warschauer).

W ten sposób stał się Kraków w ciągu XIX wieku najwybitniejszym ogniskiem życia religijnego w Polsce, oczywiście życia katolickiego. Brakło temu życiu większej miary teoretyka, ale w każdym razie oparte o wydział teologiczny uniwersytetu (ks. Pelczar, ks. Chotkowski) i o apologetyczne prace Jezuitów krakowskich (zwłaszcza pisma o. Morawskiego) – było ono w Krakowie mimo tego braku głębiej rozwinięte jak we Lwowie lub w Warszawie; i było bardziej ekstensywne jak w Poznaniu, skąd katolicyzm (zajęty wewnętrzną walką z protestantyzmem i germanizmem) nie mógł tak skutecznie na całą Polskę promieniować jak z Krakowa, mimo iż działała tam tak wybitna indywidualność, jak ks. Jan Koźmian[46]. W tym ruchu katolickim Krakowa przewodniczyły rodziny zamożne i szlacheckie w Krakowie licznie osiadłe; stąd słusznie pomawiano często ten ruch o charakter „arystokratyczny”, ekskluzywny. Dopiero pod sam koniec wieku (1897) pod grozą sukcesów socjalistycznych podjęte zostały w Krakowie pierwsze próby ożywienia ruchu katolickiego w warstwach rękodzielniczych i robotniczych – a to na podstawie haseł społecznych. Ale to już wykracza poza ramy wieku XIX, w którym (poza Leonem Rzewuskim[47]) nikt w murach krakowskich o tego rodzaju syntezie nie przemyśliwał. W każdym razie jeżeli w Konstytucji polskiej katolicyzm został uznany jako religia mająca pierwszorzędne w Polsce stanowisko[48], to w znacznej części jest to wynikiem tego faktu, że zdołano go z Krakowa skutecznie wzmocnić w całej Polsce i to w tym właśnie czasie, podczas którego pod zaborem rosyjskim i pruskim narażony był bądź na prześladowanie rządów, bądź na oziębłość własnych wyznawców.

 

 

VI. Znaczenie szkolnictwa krakowskiego.

Uniwersytet Jagielloński

Jednym z ważniejszych zadań Wolnego Miasta stało się od samego jego początku zorganizowanie szkolnictwa ludowego i średniego na tym małym obszarze ziemi, jaki do „Rzeczypospolitej” należał – zadanie w dużej mierze dobrze rozwiązane. Szkolnictwo to, z początkiem Wolnego Miasta nader nisko stojące, podnosi się znacznie za czasów kuratorii Załuskiego (1826-1830) a i po r. 1831 coraz wyżej się rozwija. Ciężej idzie małemu miastu z rozwojem Uniwersytetu Jagiellońskiego – podniesienie jego poziomu natrafia bowiem na ogromne przeszkody tkwiące w sytuacji finansowej i politycznej. Uposażenie Uniwersytetu po ostatecznej stracie jego majątków jest nad wyraz nędzne, nic też dziwnego, że liczba katedr spada przez pewien czas do dwudziestu i kilku, a profesorowie muszą łączyć po kilka przedmiotów w jeden (jeden profesor np. dla zoologii, botaniki, mineralogii). Gorsze jeszcze są trudności natury politycznej. Uniwersytetowi aż do roku 1866 bezustannie grozi od strony politycznej dwojakie niebezpieczeństwo, które z wysiłkiem tylko stara się od siebie oddalić. Jednym jest germanizacja kilkakrotnie podejmowana (rok 1802, 1846, 1851-1856), nigdy jednakże do ostateczności nie doprowadzona. Drugim był system rządów policyjnych, który dążył do tego w epoce Wolnego Miasta, aby Uniwersytet spadł do roli narzędzia rządowego: pozbawiono go autonomii, narzucono mu kuratorów, wydawano z góry rozkazy co do sposobów uczenia i co do powoływania nowych sił naukowych. Z tego rodzaju usiłowaniami prowadzi Uniwersytet w pierwszej połowie XIX wieku nieustanną walkę. Nie bywa ona wcale zwycięską. Uniwersytet przegrywa ją przy każdym starciu, co oczywiście jest hamulcem dla wszelkiego jego rozwoju. W epoce Bacha rząd austriacki pragnie szybko Uniwersytet zgermanizować i chwyta się w tym celu takich środków, jak odebranie katedr czterem profesorom w r. 1851 (Małecki, Helcel, Pol, Zielonacki). W tym to czasie pojawia się wymierzony przeciw Uniwersytetowi pamflet Waleriana Kalinki (Listy o Krakowie Pęcławskiego, 1850), malujący stan Uniwersytetu w barwach nadzwyczaj czarnych – do jego autorstwa Kalinka w późniejszych swych latach bardzo niechętnie się przyznawał, ale tkwiło w tym zjadliwym pamflecie ziarno prawdy.

Zmiana na lepsze nastaje dopiero w erze konstytucyjnej, kiedy najprzód faktycznie, a potem oficjalnie zostaje język polski w Uniwersytecie uznany za urzędowy i wykładowy, a autonomia, chociaż na razie w szczupłym zakresie, ustawami określona. Odtąd też może Uniwersytet przystąpić zarówno do pogłębienia swojego polskiego charakteru, jak do podniesienia swego poziomu.

W epoce Wolnego Miasta stan Uniwersytetu jest więc na ogół niski. Także zasięg jego wpływu jest słaby. Jest on zamknięty w ciasnych graniach miasta, a przypływ młodzieży z zewnątrz jest bardzo utrudniony. Najprzód dlatego, że wychodzą zakazy (1822), aby młodzież z Królestwa studiowała w Krakowie; a po wtóre studium odbyte w Krakowie nie przysposabia do szukania kawałka chleba gdzie indziej. Był czas, że liczba uczniów nie przechodziła 200. Dopiero od połowy wieku Uniwersytet może przyciągać uczniów bez przeszkód przynajmniej z Galicji, a liczba katedr jego zaczyna rosnąć. Zwłaszcza pod koniec wieku liczba katedr i uczniów jest bardzo duża (katedr około 100, uczniów ok. 3000).

Po r. 1870 staje już Uniwersytet na tej wyżynie, na jakiej nie stał może nigdy w swojej przeszło 500-letniej przeszłości.

Do grona profesorów bywają powoływane osobistości z całej Polski, a nie z samego Krakowa. Już w pierwszej bowiem połowie XIX wieku nauczono się w Krakowie przyciągania sił z zewnątrz (M. Wiszniewski był kresowcem wschodnim, Bandtkie przyszedł z Wrocławia) – ale teraz odbywa się to na wielką skalę.

Przyciąganie cudzoziemców, jak to czyniono z musu niegdyś w Wilnie, okazuje się z minimalnymi wyjątkami niepotrzebnym (ci, których na katedrę literatury niemieckiej sprowadzono, tj. Bratranek i Creizenach, szybko się zżyli z Krakowem i okazali wielkie do niego przywiązanie – Creizenach, powróciwszy na starość do Niemiec, zapisał wszechnicy całą swą cenną bibliotekę). Ogromną jest za to liczba uczonych polskich, których Uniwersytet powołuje z innych dzielnic. Można wskazać spośród nieżyjących nazwiska licznych Wielkopolan (ks. Chotkowski, Kazimierz Morawski, Milewski, ks. Pawlicki), Królewiaków (Ulanowski, Potkański, Rostafiński, Marian Baraniecki, Baudouin, Zakrzewski, Krzymuski, Malinowski, M. Sokołowski) lub kresowców (Cybulski, Mikulicz, Kopernicki, Tretiak, Zygmunt Wróblewski, Mańkowski, Janczewski). Jako normalny system powołania sił naukowych wprowadzony zostaje system habilitacji (i uczenia przez pewien czas w charakterze „docenta”), przedtem niepraktykowany, a wydaje on jak najlepsze rezultaty. Tym to okolicznościom zawdzięcza w dużej mierze Kraków, że ówczesne pokolenie profesorów – elita z całej Polski – staje na tej wyżynie, jakiej nie widziano w Krakowie od wieku XV. Pokolenie to obfituje w pierwszorzędne talenty organizacyjne i naukowe, a charakterystyczną jego cechą jest humanizm w duchu zasady nihil humani a me alienum esse puto[49]. Pojawiają się uczeni ogarniający szerokie horyzonty, utrzymujący kontakt z całą Europą, żywiący ciekawość dla problemów całej kultury i podnoszący przez to nader wysoko poziom nauki, nauczania i debat towarzyskich w świecie profesorskim (do takich należy Niemiec Wilhelm Creizenach, organizator zebrań towarzyskich zwanych „Die Zeitgenossen”). Ale na pierwszy plan trosk i ambicji ciała profesorskiego wysuwa się wiedza polonistyczna, na co się składają obsadzone przez wybitnych profesorów katedry historii polskiej (Szujski, Smolka), literatury polskiej (Mecherzyński, Stanisław Tarnowski), językoznawstwa (Malinowski, Baudouin) i prawa polskiego (Helcel, Bobrzyński, Ulanowski, Piekosiński). Z całej Polski ściąga się na katedry wybitnych uczonych, a w ten sposób staje się Uniwersytet atrakcją dla wszystkich, którzy pragną wiedzę o Polsce studiować. Ale równocześnie i w innych działach nauki staje Uniwersytet bardzo wysoko. Ma wybitnych uczonych w zakresie nauk ścisłych i nauk przyrodniczych, którzy kontynuując tradycje XV i XVI w., odkrywają nowe prawdy i kształcą nowych pracowników. Licząc się z potrzebami życia wciąga Uniwersytet w obręb swego nauczania zupełnie nowe działy, jak nauki rolnicze, które organizuje się zrazu jako osobne studium, potem jako osobny wydział. Podnieść należy także bardzo silny rozwój medycyny, która już w połowie XIX wieku posiadała kilku wybitnych reprezentantów, jak Birkowski, Sawiczewski, Majer, Skobel, Dietl, ale po r. 1870 przez pozyskanie całego szeregu zdolnych sił wykształconych w znakomitej szkole wiedeńskiej jeszcze wyżej się rozwija. Lekarze doktoryzowani w Krakowie osiadają niemal w całej Polsce, a mają opinię bardzo wybitnych.

System nauczania zostaje oparty nie tylko na wykładach, ale przede wszystkim na seminariach humanistycznych i laboratoriach przyrodniczych, w których młodzież samodzielnie pracuje (pierwsze seminaria prowadzą Smolka i Zakrzewski w zakresie historii, potem Bobrzyński na prawie). Jest to ważna zdobycz dydaktyczna, gdyż powoduje młodzież do pisania prac naukowych, których coraz więcej po r. 1870 się ukazuje. Seminaria i laboratoria otrzymują swoje lokale, biblioteki podręczne asystentów. Powstają gabinety archeologiczny i historii sztuki z pierwszorzędnej wartości zbiorami.

Ważną rzeczą jest rozwój Biblioteki Jagiellońskiej, którą wiek XIX zastał w ruinie, a zostawił przywróconą do znaczenia najbogatszej i najzasobniejszej w druki i rękopisy książnicy polskiej pracą Bandtkiego, Muczkowskiego, K. Estreichera, Wisłockiego i innych. Zreorganizowano także drukarnię uniwersytecką i oparto na tym źródle dochodu liczne i ważne wydawnictwa naukowe. Odnowiono podupadłą Bursę Akademicką i powołano do życia przy jej boku dzięki ofiarności społeczeństwa pierwszy Dom Akademicki. Dla młodzieży studiującej w Krakowie potworzono dużo stypendiów, które pozwoliły ukończyć Uniwersytet niejednemu zdolnemu a ubogiemu. Podkreślić należy, że Uniwersytet nie odcinał się od społeczeństwa, lecz zajmował się także pracą naukową, społeczną i narodową poza swoimi murami. Z łona jego wyszła inicjatywa do stworzenia ogólnopolskiej organizacji naukowej, tak świetnie urzeczywistniona w r. 1873 przez stworzenie Akademii Umiejętności. Zastąpiła ona dawne Towarzystwo Naukowe, niegdyś ściśle z Uniwersytetem złączone, ale mające lokalny charakter. Udało jej się podnieść naukę polską nie tylko w murach Krakowa, ale i w całej Polsce na europejski poziom, skoro postawiła od razu wysoką skalę wymagań dla swych wydawnictw. Na polu pracy społecznej należy wskazać na szeroki udział członków Uniwersytetu w pracach samorządowych (prof. Dietl był pierwszym burmistrzem miasta), w pracach sejmu krajowego i w pracy parlamentu w Wiedniu. Zarzucano nieraz, że zbyt wielu profesorów krakowskich odrywa się od zajęć naukowych dla posłowania do Lwowa i do Wiednia, ale byli oni tam niezbędni, przynosząc krajowi pierwszorzędny pożytek a chlubę wszechnicy (Dunajewski był najznakomitszym ministrem skarbu w Austrii 1880-1891; Helcel, Tarnowski, Szujski, Bobrzyński, Milewski, Zoll, Zatorski, Jordan, ks. Chotkowski, Madeyski i inni brali czynny udział w życiu politycznym – wszyscy w szeregach stronnictwa zachowawczego).

Można śmiało powiedzieć, że nie było żadnej akcji społecznej, humanitarnej, narodowej w ciągu ostatniej ćwierci stulecia, w której by członkowie Uniwersytetu Jagiellońskiego nie zajmowali przodującego stanowiska. Opieka nad młodzieżą, rozwój szkolnictwa, sprawy higieny publicznej, reformy administracyjne i prawne – to wszystko znajdowało w murach Uniwersytetu jeżeli nie swój początek, to przynajmniej silną podnietę. Także i młodzież akademicka okazywała w sprawach publicznych zainteresowanie i ruchliwość. Ona to podjęła i rozpowszechniła w społeczeństwie kult trzech wieszczów (słynne „Wieczory Mickiewiczowskie” w Krakowie w latach 1880-1900) i jej to głównie staraniem stanął na Rynku krakowskim pomnik wieszcza filareckiego. Czytelnia Akademicka i inne stowarzyszenia młodzieży były wprawdzie terenem zaciętych walk politycznych, w których ścierały się prądy radykalne i zachowawcze, antysemickie i liberalne, socjalistyczne a nawet komunistyczne (tak jak w okresie 1860-1863 „biali” i „czerwoni”), ale za to młodzież wychodziła z Uniwersytetu z dużą rutyną w sztuce życia publicznego i z dużym uświadomieniem co do dalszych dróg politycznych. Uniwersytet stawał się w ten sposób szkołą życia politycznego i społecznego.

W ostatnich 30 latach, tj. od czasu polonizacji Uniwersytetu Lwowskiego, rywalizuje Lwów z wszechnicą krakowską, ale mimo to Kraków posiada nadal pierwszorzędną siłę atrakcyjną dla młodzieży dwóch innych zaborów. Znaczna jej liczba przybywa dla studiów do Krakowa, kończy tu nauki i albo osiada w Galicji już na stałe, albo też powraca do miejsca urodzenia z dyplomem uniwersyteckim.

Uniwersytet nie jest więc wcale szkołą galicyjską, ale ogólnopolską. Ale nie on sam jeden ściąga do Krakowa młodzież z całej Polski. Obok niego także i szkoły średnie krakowskie posiadają dużą siłę atrakcyjną, a przede wszystkim gimnazjum św. Anny (czyli jak je w pierwszej połowie wieku XIX nazywano „Liceum”). Tak samo Instytut Techniczny (przemianowany w r. 1875 na Szkołę Przemysłową) cieszy się wielką frekwencją młodzieży pochodzącej z Królestwa i z kresów polskich. Studiujący tu młodzi chłopcy muszą figurować często w katalogach szkolnych pod fałszywymi nazwiskami (np. Litwin Stołychwo musiał się nazywać Stoliński).

Wreszcie i Szkoła Sztuk Pięknych założona w 1818 r., reorganizowana kilkakrotnie, odkąd jej kierownictwo objął Matejko (1872) przyciąga do siebie młodzież z całej Polski i odgrywa tym samym pierwszorzędną rolę w rozkwicie malarstwa i rzeźby polskiej na całym obszarze naszych ziem. Specjalne znaczenie ma założona w r. 1870 przez wybitnego kresowca szkoła Adrjana Baranieckiego (przy „Muzeum” otwartym dwa lata przedtem), w której wybitni profesorowie krakowscy wykładają dla panien, pochodzących przeważnie z kresów wschodnich. Dużo rodzin kresowych zjeżdża w ostatniej ćwierci stulecia do Krakowa specjalnie na to, aby w szkole Baranieckiego (popularnie „Baraneum”) kształcić swoje córki, a wychowanki tej szkoły wracając na kresy szerzą tam znajomość przeszłości, wyższą kulturę umysłową, przywiązanie do życia narodowego, jakie zaczerpnęły wśród murów Krakowa na całe życie. Podobną rolę – choć w mniejszym zakresie – odgrywają niektóre pensjonaty (np. p. Seweryny Górskiej w latach 1870-1897).

W ten sposób promienieje kultura krakowska na całą Polskę za pośrednictwem młodzieży, tutaj kształconej. Żadne inne miasto w Polsce nie może się pod tym względem równać w drugiej połowie XIX wieku z rolą, jaką odegrał w tej mierze Kraków. Wychowańców Krakowa spotyka się jeszcze i dzisiaj rozsianych po całej Polsce, a mało który z nich nie uznaje tego wpływu, przez jaki przeszedł w murach krakowskich i nie wspomina chętnie swych lat szkolnych przebytych pod Wawelem.

 

VII. Znaczenie Krakowa jako środowiska naukowego

W ciągu XIX wieku kilka miast polskich rywalizuje kolejno ze sobą, aby stać się centrum naukowego życia polskiego. Początkowo dzięki szczególnemu zbiegowi okoliczności puls życia naukowego bije najsilniej w Wilnie, dokąd ks. Adam Czartoryski ściąga cały szereg wybitnych sił (między innymi i z Krakowa). Później punkt ciężkości przenosi się do Warszawy. Przez jakiś krótki czas (w latach 40-tych) jest Poznań bardzo poważnym ogniskiem naukowym. Także i Lwów w epoce Szajnochy i Bielowskiego odgrywa na niektórych przynajmniej polach rolę pierwszorzędną.

Jednakowoż od chwili polonizacji Uniwersytetu, a zwłaszcza od chwili założenia Akademii Umiejętności w Krakowie, niewątpliwie Kraków chwyta w swoje ręce przewodnictwo w polskim ruchu naukowym. Są to czasy, w których w Poznaniu i w Warszawie (od czasu upadku powstania) nie można nawet myśleć o systematycznym uprawianiu nauki, gdyż rząd pruski i rosyjski nie dopuszczają do tego. Naukę mogą tam tylko uprawiać entuzjaści, którzy w inny sposób mają zabezpieczony swój byt, a nauka nie jest dla nich środkiem do życia. Liczba takich jest spora zwłaszcza w Warszawie i można między nimi spotkać nazwiska bardzo wybitne zarówno na polu nauk humanistycznych jak przyrodniczych; ale bądź co bądź Kraków ma warunki daleko bardziej sprzyjające i wskutek tego góruje w ostatniej ćwierci wieku nad Warszawą. Uczeni zamieszkali w Krakowie są w znacznej większości profesorami Uniwersytetu, kierownikami muzeów i bibliotek, a więc mają byt zabezpieczony. W Bibliotece Jagiellońskiej, na której wzrost składa się ofiarność całej Polski, uważającej ją za najbezpieczniejsze schronienie dla zabytków przeszłości, mają taką pomoc, jakiej nie daje wówczas żadna biblioteka polska. Dla korzystania z Biblioteki Jagiellońskiej spieszy do Krakowa co roku zwłaszcza w miesiącach letnich szereg przyjezdnych. Przybywa obok niej Muzeum Czartoryskich (1874), Narodowe (1880), Czapskich, Akademii Umiejętności i Baranieckiego (1868), szereg bibliotek fachowych, zakładów i laboratoriów przyrodniczych. Mało w którym europejskim mniejszym mieście istnieją tak dogodne warunki dla studiów. Co prawda głównie dla studiów polonistycznych.

Takie przesunięcie się Krakowa z ostatniego na pierwsze miejsce w ruchu naukowym Polski nie przychodzi nagle, ale ewolucyjnie, a więc powoli. W pierwszej połowie stulecia dzieła wychodzące w Krakowie nie mogą się równać swoją doniosłością z pracami profesorów wileńskich, ani z pracami uczonych warszawskich, pracujących za czasów Księstwa i Królestwa, ani nawet z doniosłymi pracami naukowymi, podjętymi w tym czasie na Emigracji. Twórczość Krakowa jest w tym czasie skromna, a znaczenie jego naukowe polega raczej na tym, że jest on ogniskiem księgarskim, stosunkowo dość wolnym od nadzoru i od szykan cenzury, z którego rozchodzą się różne zakazane książki po Galicji, Wielkopolsce i Królestwie. Księgarnie Greblów, Czecha, Ambr. Grabowskiego, Cypcera, Małeckiego, Friedleina (od r. 1829) sprowadzają kontrabandą książki poświęcone przeszłości polskiej (tak samo jak sprowadzają dzieła Mickiewicza lub Słowackiego), utrzymując stały kontakt z Bobrowiczem w Lipsku, z Kornem we Wrocławiu, z Januszkiewiczem w Paryżu, i przyczyniają się do rozszerzania ich nakładów w Polsce. Kraków ma więc w nauce i literaturze stanowisko raczej pośredniczące między Emigracją a resztą kraju, aniżeli twórcze. Usiłowania, aby stworzyć w Krakowie własną literaturę naukową, są niesłychanie trudne wobec szczupłości Wolnego Miasta i zamknięcia go granicami. „Rocznik Towarzystwa Naukowego” zapełniony bywa pracami o bardzo skromnej wartości, nawet po reformie tego Towarzystwa dokonanej w r. 1851 przez Józefa Majera, która poziom tego ciała naukowego niewątpliwie podniosła (za staraniem Wężyka wzniesiono dla niego własny dom). „Kwartalnik Naukowy”, założony przez Helcla i próbujący skupić poważne prace naukowe z całej Polski, wychodzi zaledwo przez dwa lata (1835-1836). Ten sam los czeka inne podobne próby.

Zmiana na korzyść rysuje się dopiero około połowy wieku. Zdobywa się w tym czasie naukowy Kraków na kilka dzieł wielotomowych, próbujących dać syntezę wiedzy w pewnej dziedzinie: w r. 1856-1859 wychodzi Historia wymowy Mecherzyńskiego; w r. 1840-1851 Historia literatury Wiszniewskiego – odznaczająca się gruntownością (z jaką nie można równać bezładnego Piśmiennictwa Maciejowskiego) a krytycyzmem górująca nad Literaturą Mickiewicza; ukazuje się w r. 1849-1852 Wykład filozofii Kremera, a w r. 1843-1856 tegoż słynne Listy z Krakowa. Ale mimo tych dzieł bądź co bądź wyjątkowych nie wybija się jeszcze Kraków na pierwszy plan naukowości polskiej. Staje się to dopiero po r. 1870.

Uczeni krakowscy zaczynają teraz stosować naukowe metody wyrobione od dawna na Zachodzie, ale dotychczas niemal nieznane w Polsce. Historycy kształceni na uniwersytetach w Niemczech (Smolka uczeń Waitza[50], Bobrzyński uczeń Sohma[51], Zakrzewski uczeń Rankego[52]) – analogicznie do Liskego[53] i Kętrzyńskiego[54] we Lwowie – szerzą pracami swymi dążność do docierania do źródeł, umiejętność krytycznego ich wydawania, rozbijania problemów naukowych na monografie i stronienia od zbyt szybkich choć efektownych uogólnień. Rolę, jaką w naukach historycznych grają „źródła”, gra w naukach przyrodniczych „eksperyment”, kryterium prawdy. Typ monografii, opracowującej wyniki oparte na źródłach lub na eksperymentach – i to monografii możliwie szczegółowej – zaczyna odgrywać odtąd w nauce polskiej pierwszorzędną rolę. Oczywiście byłoby przesadą twierdzić, że poza Krakowem i przed r. 1870 metoda monograficzna w Polsce nie była znana; owszem, monografie zjawiały się, ale sporadycznie. Uznanie monografii jako równowartościowej z pracami o ogólnej treści i rozpowszechnianie typu monografii naukowej jest pierwszorzędną zasługą uczonych krakowskich, a także Akademii skupiającej elitę uczonych polskich. Nie osłabia tego wcale fakt, że ukazują się w Krakowie także i dzieła syntetyczne, starające się ująć w całość wiedzę w pewnej dziedzinie oraz liczne podręczniki naukowe – ale gruntowne monografie i krytyczne wydawnictwa źródłowe są mimo to najcharakterystyczniejszym składnikiem tego dorobku, jaki do skarbnicy naukowej ogólnopolskiej dorzucił Kraków.

Ognisko naukowe, jakim jest Kraków, stara się być ogniskiem nie lokalnym, ale ogólnopolskim. Akademia powołuje do siebie uczonych z całej Polski, a także Polaków pracujących poza jej granicami. Organizuje się często zjazdy naukowe (historyczne, przyrodnicze itp.), które mają na celu świat naukowy polski zbliżyć i podnieść na jednakową wyżynę; także niezliczone fachowe towarzystwa naukowe, zawiązane w Krakowie, starają się pilnie o kontakt z resztą Polski i skutecznie rolę jednoczącą odgrywają.

Nikt nie może zaprzeczyć, że na rozwijającą się w ognisku krakowskim naukę wywiera nader silny (przez pewien czas dominujący) wpływ nauka niemiecka i to zarówno historyczna, jak i przyrodnicza. Nie bierze się jednak stamtąd gotowych „teorii” i „poglądów” (jak w epoce, gdy Kremer, Trentowski[55] lub Cieszkowski[56] przerabiali filozofię Hegla na nasz domowy użytek), ale tylko technikę pracy. Do Strasburga, Lipska, Berlina, Monachium jeżdżą niemal wszyscy początkujący pracownicy, szukając u wielkich firm naukowych niemieckich dopełnienia fachowego wykształcenia. Mniejszą siłę atrakcyjną wywiera Wiedeń – poza naukami medycznymi. Stosunkowo rzadkim zjawiskiem jest zrazu kształcenie się sił naukowych polskich w Paryżu (ale i tu są wyjątki, np. M. Sokołowski), a dopiero w wieku XX staje się ono wypadkiem normalnym (i to najpierw dla nauk przyrodniczych). Dzięki założeniu stacji naukowej w Rzymie, potem w Paryżu kontakt naukowy Krakowa z dwoma krajami łacińskimi bardzo znacznie się ożywia. Wyjątkowym objawem jest wpływ nauki angielskiej, zwłaszcza w dziedzinie nauk humanistycznych (ale już Wiszniewski był uczniem Oxfordu i Londynu). W dziedzinie nauk przyrodniczych wpływ nauki angielskiej staje się dopiero pod koniec stulecia coraz silniejszy.

W ten sposób emancypuje się Kraków spod długo ciążącej supremacji nauki niemieckiej, której co prawda bardzo wiele zawdzięcza.

Z nauką zagraniczną utrzymuje Akademia żywą styczność przez wymianę wydawnictw, przez drukowanie „Bulletinu” w kilku obcych językach, przez reprezentowanie nauki polskiej na różnych kongresach światowych. Po raz pierwszy fachowa polska nauka zaczyna sobie zdobywać pewne imię w Europie.

Gorzej jak zawodowa nauka stoi w Krakowie popula­ryzacja wiedzy. Pod tym względem Warszawa przewyższa w drugiej połowie wieku bardzo widocznie Kraków. Miał wprawdzie Kraków ładne tradycje w „Wydawnictwie dzieł tanich i pożytecznych” Franciszka Trzecieskiego (od r. 1867), ale tych tradycji nie rozwinął. Ten brak zapełniają po części dwa miesięczniki „Przegląd Polski” (od r. 1866) i „Przegląd Powszechny” (od r. 1884), ale pierwszy kładzie główny nacisk na politykę, a koło jego współpracowników jest bardzo wyłącznie pod tym kątem dobierane, zaś drugi – wydawany przez Jezuitów – na życie religijne społeczeństwa. Popularyzacji poświęcone są zresztą liczne „odczyty publiczne”, mające w latach 1870-1890 swoją świetną epokę.

W każdym razie stoi Kraków na czele ruchu naukowego polskiego i jego to głównie (choć oczywiście nie wyłącznie) zasługą jest, jeśli nauka polska w całej Polsce, mimo ucisku panującego poza Galicją, nie tylko się w drugiej połowie w. XIX nie cofnęła, ale owszem stanęła na nieznanej przedtem wyżynie. Zrozumienie dla wielkiej roli nauki w społeczeństwie rozchodzi się z Krakowa po całej Polsce. Warszawa, Poznań, Lwów, nawet niektóre mniejsze ośrodki (Toruń, Przemyśl, Tarnopol) organizują u siebie na nowo lub wskrzeszają z popiołów towarzystwa naukowe. Niektóre z nich rozwijają pod koniec wieku działalność bardzo doniosłą, starając się nie ustępować poziomem swoich prac poziomowi przyjętemu przez Akademię.

 

 

VIII. Znaczenie Krakowa jako ogniska literackiego

Na ogół poziom literatury pięknej w Krakowie jest w pierwszej połowie XIX w. nader skromny. Kraków jest raczej środowiskiem receptywnym niż wywierającym jakikolwiek wpływ na zewnątrz. W r. 1815 zostaje wprawdzie biskupem krakowskim Woronicz, ale wpływu swoją twórczością tu nie wywiera. Prąd romantyczny przechodzi w Krakowie bez większego echa, przynajmniej przez dłuższy czas, a Kraków odgrywa w ruchu romantycznym tylko tę rolę, że księgarnie krakowskie otrzymują kontrabandą dzieła wieszczów drukowane na Emigracji i rozszerzają je, korzystając z przywilejów Wolnego Miasta, w Galicji i w Królestwie. Wielkich talentów poetyckich Kraków nie wydaje. Pisarze działający tu przed r. 1850, nie wykluczając Edmunda Wasilewskiego stosunkowo najwybitniejszego, nie są znani reszcie Polski i nie wywierają na nią wpływu. Jedyny może Wężyk, który po r. 1831 osiada w Krakowie, cieszy się wielkim uznaniem w kołach klasyków i jest wśród nich znanym, ale właściwie twórczość poetycką (a wśród niej Okolice Krakowa) ma już za sobą. Dopiero w drugiej połowie XIX w. stosunki się polepszają. Osiada w Krakowie Wincenty Pol, stojący wówczas na szczycie swojej popularności, przybywa z Francji Lucjan Siemieński i tutaj tłumaczy Horacego i Odyseję, przesiedla się z Paryża Wielogłowski, wyrastają z gleby krakowskiej Szujski, Bałucki, W. L. Anczyc, Lubowski, Adam Bełcikowski i cały szereg małych talencików, próbujących w latach 1860-1870 skupić się około kilku efemerycznych pism literackich. Ale Kraków jest za ubogi, żeby ich móc wyżywić: znaczna ich część – jak Lubowski – przenosi się do Warszawy. Wreszcie po r. 1870 osiada i tworzy w Krakowie najświetniejszy ówczesny liryk polski Adam Asnyk. Wywiera on silny wpływ na młodszych poetów krakowskich. W ten sposób ożywia się ruch literacki w Krakowie, chociaż życie literackie nie dochodzi mimo to ani w przybliżeniu do tej świetności, jaką osiąga w tym czasie w Warszawie, gdzie działają wówczas poeci – jak Konopnicka, Faleński, Gomulicki – oraz świetna plejada wielkich polskich powieściopisarzy z Henrykiem Sienkiewiczem na czele. Ani Sewer-Maciejowski, ani Gruszecki, ani Mieczysław Pawlikowski (wielki, choć mało płodny talent), ani inni powieściopisarze, działający pod koniec stulecia przejściowo lub stale w Krakowie, nie wywierają tego wpływu co pisarze warszawscy. Bliziński kiedy osiedla się w Krakowie jest już starcem, a twórczość jego jest mała.

Nie ma też sił ani do stworzenia towarzyskiego ugrupowania literackiego (nie jest nim Koło Artystyczne i Literackie), ani dla stworzenia poważnego pisma literackiego. Dwukrotnie podejmowana próba wydawania „Przeglądu Artystycznego i Literackiego” (1882-1885 i 1896-1899), którego redaktorem jest K. Bartoszewicz, nie ma powodzenia wobec dość niskiego swego poziomu.

Dopiero około r. 1890 ruch literacki w Krakowie bardzo znacznie się ożywia. Powstaje „Świat” (1888-1895), pismo literackie bardzo starannie redagowane przez przybyłego do Krakowa Zygmunta Sarneckiego, gdzie debiutuje dużo piór młodych, które z czasem mają zdobyć sobie poważne stanowisko bądź to w poezji, bądź to w krytyce literackiej. Zostaje w nim otwarte okno ku współczesnej literaturze (Maeterlinck, skandynawcy, poezja parnasistów i impresjonistów francuskich), co tym większe ma znaczenie, ile że oficjalny przedstawiciel krytyki literackiej w Krakowie, Stanisław Tarnowski, nie miał nigdy dla współczesnej, właściwej końcowi wieku literatury głębszego zrozumienia. I to ani dla polskiej, ani też dla zagranicznej. Jego recenzje zamieszczane w „Przeglądzie Polskim” stały też albo w ostrej sprzeczności z tym, co znajdowało powodzenie w oczach młodszej generacji, albo ważniejsze objawy pomijały milczeniem. „Przegląd Polski” był w ten sposób odcięty od związku z młodszymi pokoleniami. Tymczasem po r. 1890 zjawiają się specjalnie w Krakowie liczne talenty poetyckie: przede wszystkim Kazimierz Tetmajer, obok niego K. M. Górski, L. Rydel, L. Szczepański, J. Żuławski, M. Szukiewicz, K. Zawistowska. Są to albo lirycy, albo lirycy i dramatopisarze. Prawie każdy próbuje sił swych w zakresie teatru: Tetmajer i Rydel, Szukiewicz i Żuławski, Kisielewski i Konczyński. Sukces sceniczny zaczyna być wielką ambicją młodych autorów.

Drogą przez Paryż (Vogüe) napływa do Krakowa zainteresowanie i znajomość wielkich arcydzieł rosyjskiego powieściopisarstwa (Dostojewski, Turgieniew, Tołstoj). Szerzy się znajomość francuskich romansopisarzy nowszych (Goncourtowie, Zola, Maupassant) i starszych, ale nowo odkrytych (Barbey d’Aurevilly, Stendhal). Z Paryża też przychodzi kult dla francuskich poetów lirycznych (Baudelaire, Leconte de Lille), starających się zerwać z romantyzmem Musseta, W. Hugo, Lamartina. Młodzież czytuje ze zdumieniem Maeterlincka, oburzającego na siebie starszych. Szerzy się kult Ibsena i innych autorów skandynawskich (Knut Hamsun), jako twórców najgłębszych, bo „symbolistycznych” (Budowniczy Solness). Mniejszym uznaniem cieszy się literatura niemiecka z epoki schyłku wieku, ale i ta ma swych wyznawców. W pojęciach panuje pewne wrzenie i krytycyzm wobec tego stanu naszej literatury, jaki charakteryzują dzieła Asnyka, Sienkiewicza, Prusa i innych koryfeuszy epoki pozytywizmu, społecznictwa i historycyzmu w literaturze. Toczą się między nami, wówczas bardzo młodymi, na ten temat namiętne dysputy na przyjacielskich zebraniach; a w Uniwersytecie na posiedzeniach Kółka Literackiego staramy się daremnie i beznadziejnie przekonać Stanisława Tarnowskiego o walorach współczesnej zagranicznej literatury. Zaznaczył on to zresztą potem w swoich Próbach rozstroju.

Wszystko to wskazuje na przygotowujący się zwrot. Inny jest jednak charakter tego zwrotu w Warszawie (Żeromski), inny w Krakowie. W Krakowie dokonał on się u schyłku wieku przez wystąpienie tzw. „Młodej Polski”, grona młodych pisarzy, skupiających siędookoła „Życia”, zmieniającego kilkakrotnie swą redakcję, ale zawsze ogniskującego młode siły poetyckie, malarskie i krytyczno-literackie. Nie jest to żadna „szkoła” połączona wspólnym programem albo wspólnym rodzajem talentu, czy choćby wspólnym przywódcą. Hasło „sztuka dla sztuki”, jakie głoszono w „Życiu”, przekreślił swoją twórczością sam Wyspiański, najwybitniejsza w tym kole indywidualność.

Łączy pisarzy „Młodej Polski” co innego: wielki kult dla sztuki i piękna, wielka pogarda dla podporządkowania ich kryterium utylitarnym, oraz dążenie do nadrobienia w literaturze polskiej tego dystansu, jaki ją dzieli od współczesnej kultury literackiej za granicą.

Stanisław Przybyszewski przywozi z Berlina i ze Skandynawii – obok swego talentu fascynującego młodych i obok swojej błyskotliwej oryginalności – różne efektowne hasła literackie (między innymi „nagą duszę”, „kult szatana”, „sztukę mydlarzy” itp.) i on to staje się przez czas pewien bojowym pisarzem młodej grupy. Toczy ona walkę zarówno z filisterstwem mieszczańskim (które zresztą niemal wcale się nie broni), jak i ze starszym pokoleniem, wychowanym na literaturze podporządkowanej idei patriotycznej lub społecznej. W restauracji u Turlińskiego naprzeciw teatru, w ostatnich latach stulecia, potem w cukierni Michalika zbiera się liczna gromada poetów, malarzy, dziennikarzy – w dużej mierze o charakterze bohemy – pośród której jak najjaśniejsza gwiazda świeci nazwisko Stanisława Wyspiańskiego, najwyższego i spod wszelkich wpływów wyłamującego się talentu.

Wyspiański jest najznakomitszym wykwitem literackiej kultury krakowskiej ostatnich trzydziestu lat. Jego kult dla zabytków krakowskich, jego stosunek do przeszłości narodowej, jego pojmowanie teraźniejszości i przeszłości nie dadzą się wytłumaczyć bez komentarza zaczerpanego z atmosfery krakowskiej. Ale najważniejsze jego dzieła (Wesele, Wyzwolenie) przypadają dopiero na początek wieku XX, a więc wykraczają poza omawianą epokę.

Cechą nowej literatury jest związek z współczesnymi prądami zagranicznymi, ale nie z przeżytym już realizmem i pozytywizmem literackim, lecz ze znajdującym się wówczas u szczytu powodzenia impresjonizmem, a potem neoromantyzmem. Niektórzy z pisarzy szukają kontaktu z literaturą skandynawską, inni z Maeterlinckiem (jak np. w niektórych swoich utworach Kazimierz Tetmajer i Rydel), inni wreszcie z nowymi pisarzami francuskimi. W każdym razie „Młoda Polska” stara się oderwać od dawnego romantyzmu, który podziwia, ale którego dorobku nie chce dalej przetrawiać.

Inną jej charakterystyczną cechą jest szukanie kontaktu z ludowością polską, a zwłaszcza z ludem krakowskim i podhalańskim. Wirtuoz formy Rydel odświeża swój język w gwarze ludu krakowskiego, tak samo i Wyspiański; Kazimierz Tetmajer pisze swoje świetne powieści i nowele góralskie gwarą podtatrzańską. Są to pierwsze śmielsze próby wprowadzenia gwary ludowej do literatury na większą skalę. Wiek XX idzie tą drogą coraz śmielej i nie myśli zaniechać pomnażania tego dorobku naszej literatury.

Dzieła Młodej Polski, a zwłaszcza Wyspiańskiego, wnoszą do literatury dużo nowych elementów: nowy język i nową formę, nowy stosunek do wielkich pytań metafizycznych; poruszają też stosunek do idei niepodległości w sposób nowy i śmiały, wstrząsający uczuciem całej Polski; budzą wskutek tego u jednych podziw a u drugich krytykę – stają się też najważniejszym w Polsce wydarzeniem literackim z końca ubiegłego a początku bieżącego stulecia. Na twórczość krakowską zwraca uwagę cała Polska, a Kraków staje jako równouprawniony wobec Warszawy, mimo że działają tam w tym czasie Żeromski, Reymont i Sieroszewski, obok innych starszych talentów. To górujące stanowisko Krakowa trwa aż do wielkiej wojny, która nakazała literaturze na pewien czas zamilknąć; zaś po jej ukończeniu Warszawa odzyskuje jako stolica państwa swoje kierownicze stanowisko w literaturze. W pewnej mierze dzięki talentom wyszłym bezpośrednio lub pośrednio z krakowskiej „Młodej Polski”.

 

 

IX. Znaczenie teatru krakowskiego

Znaczenie jego w życiu polskim XIX wieku można charakteryzować z dwojakiego punktu: jako placówki patriotycznej i jako placówki artystycznej. I pod jednym i pod drugim względem zajął teatr krakowski odrębne od innych polskich teatrów stanowisko. Warunki, jakie posiadało Wolne Miasto, były bądź co bądź dla teatru lepsze, aniżeli w Warszawie (po r. 1831), Poznaniu, Wilnie, Lwowie. Cenzura starała się wprawdzie szykanować repertuar zbyt narodowy, ale potrafiła to czynić tylko w ograniczonych rozmiarach. Sztuki na narodowych motywach oparte, gdzie indziej niegrywane albo rzadko grywane – Dmuszewskiego, Majeranowskiego, Kamińskiego – mogą na scenie krakowskiej dość łatwo się ukazywać (Dmuszewskiego Król Łokietek, Wanda; Kamińskiego Zabobon, Skalmierzanki, Pan Twardowski, Listopad; Majeranowskiego Kościuszko nad Sekwaną, Kazimierz Wielki, Rej z Nagłowic). Nie są to sztuki „patriotyczne” w naszym tego słowa pojęciu; bywają to nawet często przyswojenia ze sztuk niemieckich; wartość ich artystyczna jest żadna – ale już to samo, że wprowadzają na scenę kontusze i sukmany polskie, Napoleona i żołnierzy Napoleona, królów i pisarzy polskich – budzi wielkie wrażenie i działa patriotycznie. Tak samo działa wielki repertuar Fredry, bez przerwy w Krakowie pielęgnowany.

W jeszcze o wiele wyższym stopniu aniżeli za czasów Wolnego Miasta staje się scena ogniskiem patriotycznego repertuaru w drugiej połowie XIX w. Dyrektorowie teatru Skorupka, Koźmian, Glickson, Tadeusz Pawlikowski wystawiają sztuki przemawiające do uczucia narodowego zarówno z poczucia obowiązku, jak i z dobrze pojętego własnego interesu; mogą one liczyć na sukces u Krakowian i u przejezdnych. Dramaty Słowackiego dotąd niegrywane, bo w Warszawie wszystkie zakazane, wchodzą po raz pierwszy na deski sceniczne w Krakowie (a wyjątkowo tylko są ich premiery we Lwowie). Zwłaszcza wielka artystka krakowska Antonina Hoffmanowa chętnie je na swoje benefisy wprowadza, tak jak później Kotarbiński dramaty mesjaniczne. Konfederaci Mickiewicza w doskonałym przekładzie Olizarowskiego są po raz pierwszy grani w Krakowie. Dostawcami sztuk polskich są Józef Szujski (Halszka z Ostroga 1866 i inne), Wincenty Rapacki (Wit Stwosz 1879), J. Tuszowska (Przeor Paulinów 1874), Leopold Starzeński (Gwiazda Syberii 1881), Małecki (List żelazny 1854) i Kraszewski (Miód kasztelański 1868), lecz przede wszystkim Wł. L. Anczyc (Kościuszko pod Racławicami 1883, Emigracja chłopska 1876). Kościuszko budzi entuzjazm, wzrusza do łez, gromadzi tysiące widzów przejezdnych, nawet urzędników rosyjskich z Królestwa. Pod koniec wieku niektóre sztuki Zapolskiej, wizje Wyspiańskiego (Warszawianka), dramaty Rydla – oto podstawa repertuaru „patriotycznego”. Odgrywa on ogromną rolę w podtrzymaniu uczuć narodowych w całej Polsce. Jego pielęgnowanie jest wielką zasługą teatru krakowskiego.

Jako szkoła gry aktorskiej odgrywa Kraków zrazu drugorzędną rolę wobec Warszawy, która mając zamożniejszą i kilkakrotnie większą ludność, a do tego niezwykle miłującą teatr – skupia u siebie najznakomitsze polskie talenty aktorskie. Podział ról między obu miastami układa się od połowy wieku na tej podstawie, że zwykle aktor początkujący dostaje się z prowincji na deski teatru krakowskiego, a dopiero wyrobiwszy się w Krakowie (a często zestarzawszy się nawet) zostaje zaangażowany do Warszawy. Rzadka jest kolejność odwrotna, ale bywa (Władysław Szymanowski, Lubicz, Kamiński, Kotarbiński). Kraków zmuszony grać co tydzień premierę, jest znakomitą szkołą dla aktorów; chętnie odbywają tu oni swoje lata wędrówki lub uczniostwa. Łatwo i często dostają dobre role, o co w Warszawie trudno. Jest kilku dyrektorów teatru w drugiej połowie XIX wieku, mających opinię znakomitych reżyserów, kształcących talenty: Meciszewski, Skorupka, Koźmian, Tadeusz Pawlikowski. W ten sposób z Krakowa do Warszawy i na inne sceny wychodzą po odbyciu terminu całe szeregi doskonałych aktorów, z genialną H. Modrzejewską na czele: Chomińscy, Bendowie, Rychter, J. Królikowski, Ładnowscy, Aszpergerowa, Rapacki, Wojnowska, Żelazowski, Frenkiel, Stachowiczówna, Solski, Rygier. Jedna Hoffmanowa, godna i zacięta rywalka Modrzejewskiej, nigdy desek krakowskich nie opuściła. Znakomici aktorzy powracają nieraz lub zjeżdżają na gościnne występy do Krakowa.

Najznakomitszym z krakowskich dyrektorów jest niewątpliwie Koźmian[57], niezwykle ostry i stanowczy w stosunku do aktorów, ale dający im pierwszorzędną „szkołę”. Z Paryża, gdzie przebywał kilkakrotnie za III cesarstwa, przywiózł do Krakowa nie tylko znajomość tamtejszego repertuaru (Augier, Sardou, Pailleron, Feuillet), ale i rozmiłowanie się w nowoczesnym sposobie gry. Jest on przeciwnikiem gry pseudo romantycznej, krzykliwej, przesadnej, a zwolennikiem gry dyskretnej, realistycznej, spo­kojnej. W tym duchu urabia swój personel – a przez wprowadzenie na scenę wielkich arcydzieł naszej i obcej literatury dostarcza mu sposobności wydoskonalenia się. Mniej wybitną jest w tym kierunku działalność Pawlikowskiego, ale i on wyrobił lub należycie umiał wyzyskać kilka talentów (Siemaszkowa, Bednarzewska, Trapszówna, Kamiński).

Wreszcie wartość repertuaru! Po epoce grywania lichych sztuczydeł, wodewilów, melodramatów, komediooper, fars, jakimi jest zapełniony codzienny repertuar w epoce Wolnego Miasta (Fredro i Korzeniowski dawani są od święta), przychodzą w ostatnich 30 latach świetne czasy repertuaru krakowskiego. Skorupka i Koźmian wprowadzają na scenę Szekspira, Schillera, Słowackiego, Mickiewicza; grywają wszystkie współczesne nowości francuskie; pielęgnują tradycje sztuk Fredry. W latach 1870-1879 ogłaszane bywają w Krakowie przez Dyrekcję teatru konkursy dramatyczne (funduszów dostarczają dzięki stosunkom Koźmiana członkowie krakowskich arystokratycznych rodzin). Na konkursy te napływają z całej Polski interesujące sztuki. Nagrody biorą Narzymski, Bliziński, Faleński, Zacharjasiewicz, Świętochowski (Okoński), Bałucki, Anczyc, Tuszowska (Julian z Poradowa), Starzeński, Mellerowa. Ich dzieła wchodzą na stały repertuar sceny krakowskiej i stanowią nieraz jej chlubę. Komediopisarzami polskimi epoki Koźmiana są po części pisarze warszawscy (Zalewski, Lubawski), ale przede wszystkim Michał Bałucki, Krakowianin z krwi i kości. Jego komedie (Emancypowane, Radcy pana radcy, Dom otwarty, Klub kawalerów, Grube ryby) nie są dziełami wyższego i subtelnego humoru, ale zjednują sobie sukces śmiechu, a nadto przemawiają swojskością typów do publiczności krakowskiej. Potem sukcesy jego maleją, wreszcie zanikają.

W ostatnich dziesięciu latach stulecia nastaje w repertuarze zasadniczy zwrot: Tadeusz Pawlikowski nie jest zwolennikiem ówczesnej dramaturgii francuskiej, lecz przekłada nad nią repertuar skandynawsko-belgijsko-niemiecki, a więc jak wówczas mówiono „modernistyczny”: Hauptmana, Schnitzlera, Maeterlincka, Ibsena, Björnsona. Obok tego wprowadza na scenę hojnie poetów polskich od Wyspiańskiego poczynając (Kasprowicz, Rydel, Tetmajer, Zapolska, Żuławski i inni). Na żadnej z ówczesnych scen polskich nie gra się tak różnorodnego i tak nowoczesnego repertuaru. Pojawiają się także pierwsze próby wprzęgnięcia talentów malarskich do pracy nad dekoracją teatralną.

W ten sposób Kraków – jeśli nie doborem aktorów, to doborem repertuaru – wyprzedza wówczas wszelkie inne sceny polskie. Z dwóch dzienników krakowskich ma „Nowa Reforma” bardzo słabego i banalnego recenzenta, ale za to krytyki zamieszczane w „Czasie” w latach 1890-1900 stoją na nader wysokim poziomie. Pisują je stale Ignacy Rosner, K. M. Górski, Tadeusz Pawlikowski (przed objęciem dyrektury), Rudolf Starzewski, L. Rydel. W dawniejszych latach (1850-1870) pisywał recenzje w „Czasie” Lucjan Siemieński, do tej więc dobrej jego tradycji nawiązaną zostaje sztuka recenzji teatralnej obecnie. Żałować należy, że nie wydano tych recenzji osobno, jak to potem uczynił ze swoimi recenzjami drukowanymi w „Czasie” Boy. Premiery krakowskie są przez kulturalną publiczność licznie uczęszczane; w antraktach toczą się dyskusje estetyczne; poziom wymagań jest wysoki, ale też i teatr czyni im zwykle zadość. Publiczność krakowska na oko chłodna i nie tak zapalna jak warszawska „jaskółka” (zastępuje ją aż do r. 1893 „parter stojący”, gromadzący studentów) – oklaskuje sztuki poważniejsze i umie trafnie wyczuć ich wartość. Zmienia się to na niekorzyść dopiero w latach wojennych. Bardzo licznie uczęszczają do teatru krakowskiego zwłaszcza na sztuki „modernistyczne” żydzi.

Jest więc chwila, gdy Kraków przoduje innym polskim miastom pod względem rozwoju teatru. Rozwój powojennego teatru w Polsce nawiązuje do wielu jego tradycji. Znaczna część aktorów tu się rozwinęła. Stary repertuar krakowski bywa dotąd chętnie wznawiany w Warszawie. Sztuka dekoracyjna niewątpliwie wyszła z Krakowa. Nawet spory zastęp „ludzi teatru” krakowskich robił karierę i robi ją w Warszawie. Nie mam wcale zamiaru twierdzić, że cała dzisiejsza kultura teatralna Polski zawdzięcza swój początek Krakowowi, ale twierdzę, że stąd wyszła bardzo wielka, może nawet przeważna jej część. Trudno mi także nie podkreślić, że z Krakowa wyszła kilkutomowa historia scen polskich pióra Karola Estreichera, owoc erudycji i gorącego entuzjazmu dla artystycznego i narodowego znaczenia, jakie teatr w życiu Polski posiada.

 

 

X. Wpływ Krakowa jako środowiska artystycznego

Świetne tradycje artystyczne Krakowa z epoki gotyku i renesansu uległy zupełnemu zapomnieniu. Nowych dzieł artystycznych w Krakowie w ciągu wieku XVIII nie przybywało, po barbarzyńsku natomiast restaurowano dawne albo burzono. Z trudnością przychodzi rozdmuchać z początkiem XIX wieku spopielałe ognisko. Nie może tego uczynić ani skromna szkoła rysunku istniejąca przy gimnazjum św. Anny, ani nawet Szkoła Sztuk Pięknych, w r. 1818 założona. Malarze, rzeźbiarze i architekci krakowscy są w tym czasie naśladowcami i epigonami wymierających gdzie indziej prądów (pseudoklasycyzm, neogotyk, nazarenizm etc.). Wpływu na resztę Polski nie wywierają.

Dopiero około połowy wieku zachodzi w Krakowie zmiana na lepsze. Założone z inicjatywy Walerego Wielogłowskiego Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych (1854) urządza w Krakowie stałą wystawę, sprowadza dzieła polskich i obcych malarzy i szerzy kulturę artystyczną wśród publiczności. Osiada w Krakowie Piotr Michałowski i przynosi ze sobą wielki talent malarski i znajomość malarstwa francuskiego.

Ale przede wszystkim zjawia się około r. 1860 samorodny, żywiołowy geniusz Matejki, wychowany w murach Krakowa (wpływ Monachium nie ma u niego większego znaczenia) – a potężna jego indywidualność wyciska przez lat trzydzieści kilka (zm. 1893) swoje piętno na artystycznej kulturze miasta. Matejko przesiąkł historycyzmem krakowskim i z niego czerpie swoje soki artystyczne. W technice jest malarzem-realistą, niemniej w twórczości jego jest dużo romantycznej skłonności do pomysłów historiozoficznych. Cała Polska podziwia dzieła „Mistrza” nie tylko dla ich malarskiego przepychu, ale i dla gloryfikacji lub potępienia przeszłości, które Matejko stara się w obraz włożyć (Rejtan, Kazania Skargi, Hołd pruski, Racławice). Dzięki temu, że Matejko przez lat dwadzieścia stoi na czele Szkoły Sztuk Pięknych, popycha na swoje własne tory kilka pokoleń uczniów, fascynując je swoim wpływem nawet gdy nie mają jego talentu. Nie wszyscy oczywiście ulegają wpływowi temu bez reszty, ale to są wyjątki (Pochwalski, Stachiewicz). Zresztą obok Matejki i niezależnie od niego działają w Krakowie po r. 1870 Juliusz i Wojciech Kossakowie, podziwiani częściowo dla swych zalet malarskich, częściowo dla tematów podejmowanych – ale do wpływu, jaki ma w Polsce Matejko, nie dorastają. Niemniej dzieła Kossaków zdobywają ogromną popularność w innych zaborach Polski. Stachiewicz w latach 1880-1900 cieszy się pierwszorzędnym uznaniem w Warszawie jako ilustrator; Pochwalski osiada w Wiedniu i zdobywa sobie tam sławę jako portrecista. Z tym wszystkim przed r. 1893 nie dochodzi w Krakowie do poważniejszej reakcji przeciwko kierunkowi Matejki.

Dopiero około r. 1893 rodzi się u niektórych wychowańców krakowskiej „Meisterszuli” silna przeciwko wpływowi Matejki opozycja. Przykład kilku nader utalentowanych malarzy pochodzących z Królestwa, którzy wpływowi Matejki nie ulegli, oddziaływa i na Kraków (Chełmoński, Gierymscy, Witkiewicz). Malarze krakowscy po ukończeniu szkoły Matejkowskiej spieszą zamiast do Monachium coraz częściej do Paryża i tutaj otwierają się im oczy na nowe prądy artystyczne. Do Krakowa przybywa po roku 1877 Tadeusz Stryjeński, propagując z właściwym mu zapałem kult sztuki francuskiej i dopomaga w latach 1888-1898 młodym talentom (Wyspiański, Mehoffer, Hendel) do wyzwolenia się z realizmu i historiozofizmu krakowskiego. Podobną rolę odgrywa po r. 1898 F. Jasieński (Mangha), zapalony kolekcjoner i wielbiciel arcydzieł sztuki europejskiej i egzotycznej. W wielu kierunkach, piórem i słowem, stara się on przewietrzyć atmosferę artystyczną, która za czasów Matejki nie miała okien otwartych do Europy.

Od śmierci Matejki (rok 1893) nastaje też – w dużej mierze pod wpływem sztuki francuskiej – niespodziewany wielki rozkwit sztuk plastycznych w Krakowie. Młodzi artyści powołani przez Fałata na katedry w Szkole Sztuk Pięknych przynoszą ze sobą manierę pleneryzmu i impresjonizmu, przedtem na bruku krakowskim nieznaną. Są to prawdziwie wielkie talenty, jakimi żadne miasto polskie, a mało które w Europie, nie może się wówczas pochwalić: Fałat, Malczewski, Axentowicz, Stanisławski, Wyczółkowski, Mehoffer, Wyspiański, Laszczka, Ruszczyc – oto niektóre tylko nazwiska. Powtarza się tu znowu to samo zjawisko, co w dziejach Uniwersytetu: Kraków przyciąga artystów ze wszystkich dzielnic, a oni odpłacają mu się stworzeniem w Krakowie kultury artystycznej, której zasięg obejmuje całą Polskę.

Każdy z tych artystów posiada własną twórczą indywidualność i o „szkole” krakowskiej w ścisłym znaczeniu tego słowa nie ma mowy. Jest tylko szereg oryginalnych talentów, połączonych ze sobą przekonaniem, że sztuka to „wielka rzecz” i że jej nie można sądzić leżącymi poza nią kryteriami, choćby to nawet był patriotyzm. Z tego punktu widzenia jest to analogia do krakowskiej „Młodej Polski” w literaturze – a Wyspiański należy istotnie i tu i tam.

Stowarzyszenie artystów „Sztuka” podejmuje z Krakowa organizację elity artystycznej w Polsce, urządza też w kraju i za granicą szereg znakomitych wystaw (od r. 1897); i budzi nieraz zgorszenie w kołach rozumiejących jedynie artyzm epigonów Matejki – dość przytoczyć krytyki twórczości malarskiej Wyspiańskiego. Na ogół podnosi się ogromnie poziom sztuki w całej Polsce. Tylko krytyka i teoretyka na miarę Witkiewicza cały ten ruch nie wydaje. Najgłębiej stara się go ująć Mehoffer w kilku swych artykułach.

Impresjoniści polscy, jeśli można cały ten ruch tak określić, nie wyrzekają się bynajmniej stworzenia narodowej sztuki polskiej, tylko nie chcą jej zwężać do tematów patriotycznych. Niektórzy z nich są zdania, że „bajeczna kolorowość” i temperament nacji polskiej zachował się najlepiej wśród warstwy chłopskiej i jej motywy uważają za źródło, w którym artysta polski powinien odświeżać swoją twórczość. Do skrajności doprowadza to Włodzimierz Tetmajer, chłopoman w szlachetnym tego słowa znaczeniu – idący zresztą pod względem motywów chłopskich już za wzorem Chełmońskiego. Jest on malarzem życia chłopskiego, tak jak J. Kossak lub Brandt byli przeważnie malarzami obyczaju szlachty. Kult dla kolorowości i zamaszystości chłopskiej rozchodzi się odtąd z Krakowa po całej Polsce. Dwa małżeństwa „bronowickie” W. Tetmajera i L. Rydla, oba będące wątkiem mistrzowskiego „Wesela”, są zarazem symbolicznym ślubem sztuki polskiej z włościaństwem polskim. Oba wywołują głębokie wrażenie w całej Polsce.

Wielką zasługą tego ruchu jest stworzenie polskiego malarstwa witrażowego i dekoracyjnego, przedtem w Polsce XIX w. niemal zamarłego. Już Matejko dał przykład polichromii w kościele Mariackim, za nim rozwijają niebawem tę sztukę Mehoffer i Wyspiański – a próbuje także kilku innych (Wł. Tetmajer). Dążność ta rozchodzi się w szerokim od Krakowa promieniu. Wskrzeszone zostają różne rodzaje techniki i polska grafika, bardzo słabo dotąd rozwinięta w Warszawie, a w Krakowie prawie całkiem nieuprawiana. Za podnietą pism Ruskina i za przykładem Francji podjęte zostają starania właśnie wówczas o rozwój przemysłu artystycznego („Sztuka stosowana”), przygłuszonego wiedeńską tandetą „secesyjną”. Wspomnieć należy w tym względzie wielkie zasługi J. Warchałowskiego oraz niebawem potem K. Frycza. W krakowskim Muzeum Technicznym znajdują te usiłowania swoje ognisko i swe warsztaty. Podnosi się do wyższego poziomu artystycznego sztuka drukarska w Krakowie (drukarnia Uniwersytetu i drukarnia Anczyca).

Tylko rozwój architektury w Krakowie, mieście małym i niezamożnym, nie może dotrzymać kroku malarstwu, choć i pod tym względem nie brak pewnych usiłowań wyzwolenia się od banalnej i brzydkiej architektury wiedeńsko-berlińskiej (styl polskiego dworku). Rozwija się natomiast sztuka restauracji zabytków architektury (Stryjeński, Hendel).

Całym tym ruchem artystycznym góruje Kraków w końcu stulecia nad wszystkimi innymi ośrodkami kultury w Polsce. Zarzucano nawet wówczas, że pojawił się w Krakowie przerost estetyzmu i snobizmu artystycznego. Z murów krakowskich rozchodzi się ta kultura z wolna po całej Polsce, a szerzą ją wychowańcy szkoły krakowskiej bądź to jeszcze z epoki Matejkowskiej, bądź to z czasów Fałata, którym otworzyło się pole działania w innych środowiskach artystycznych, zwłaszcza po r. 1918.

 

 

XI. Kraków jako ognisko polityczne

Przez cały czas egzystencji Wolnego Miasta wrą w nim mimo jego małości bardzo ostre walki polityczne. Przyczyna tego leży w ustroju miasta, który dzieli władzę między Senat i demokratycznie złożoną Izbę Reprezentantów i to w ten sposób, że ta druga izba ma tylko małe i pozorne prawa. Wywiązuje się przeto pomiędzy nimi naturalny antagonizm. Senat stara się prowadzić politykę bardzo ostrożną, liczącą się ze słabością małej krainy i jej zależnością od rezydentów państw obcych. Natomiast radykalniejsza Izba Reprezentantów z faktem tym nie chce się liczyć.

Na tym tle przychodzi do ostrych konfliktów. Można je ująć jako ten sam spór, który równocześnie toczy się w Królestwie Kongresowym, a niebawem będzie się ciągle powtarzał w całej Polsce, a mianowicie spór, co jest dla „sprawy” lepszym: Czy pogodzić się z istniejącymi stosunkami, a natomiast starać się krzepić omdlałe społeczeństwo, szerzyć oświatę, wzmacniać zamożność? Czy też lepiej jest walczyć na każdym polu zacięcie o niepodległość Polski, konspirować i budzić nienawiść do zaborców, a po cichu gotować się do bliskich wypadków europejskich i do powstania, które będzie musiało przecież dać Polsce wolność? Zrazu walka ta toczy się głównie na terenie Królestwa Polskiego, a to, co się dzieje w Krakowie, jest tylko zupełnie ubocznym jej epizodem. Ale po upadku powstania 1831 r. Kraków, choć mały, wyrasta do roli bardzo doniosłego ogniska walki. Podczas gdy Senat prowadzi nadal swoją ostrożną politykę pracy organicznej i stara się jak najmniej drażnić rezydentów trzech obcych dworów, to u dołu, wśród mieszczaństwa i wśród studentów, wre. Zawiązują się tajne stowarzyszenia patriotyczne, których główne ogniska są bądź to w Galicji, bądź to nawet na Emigracji (Związek Węglarzy, Związek Synów Ojczyzny, Stowarzyszenie Ludu Polskiego). Przyjeżdżają do Krakowa emisariusze z zewnątrz na dłuższy lub krótszy pobyt czasu (Jan Alcyato, Seweryn Goszczyński, Szymon Konarski, Ludwik Mierosławski, Gorzkowski). Osiadają w Krakowie oficerowie z armii 1831 roku (Patelski), którzy agitują w duchu wznowienia walk o niepodległość. Zarówno wśród mieszczaństwa jak i wśród okolicznego ziemiaństwa (np. W. i Z. Jordanowie) jest pełno osób należących (jak wówczas mówiono) do „stronnictwa ruchu”; a ponieważ wszędzie poza Krakowem panuje daleko większy nadzór i ucisk, przeto Kraków staje się ważnym terenem jego działalności. Stronnictwo to – za hasłem rzuconym z Emigracji – pragnie pozyskać chłopa dla sprawy narodowej; idzie więc bardzo daleko w swej ludowości, to znaczy pragnie emancypacji włościanina i zniesienia przywilejów szlachty – słowem przedstawia się współczesnym jako radykalne zarówno politycznie jak społecznie (Edward Dembowski, który zginął od kuli austriackiej w wypadkach 1846 r.). Błędnie sądzą emisariusze, że z Krakowa będzie można niebawem rozpalić w całej Polsce pożar powstania.

Dwukrotnie w krótkim odstępie czasu, bo w r. 1846 i 1848 przychodzi istotnie w Krakowie (za wzorem współczesnych wypadków europejskich) do wybuchu lilipucich i z góry skazanych na niepowodzenie rewolucji. Przygotowanie obu rewolucji jest słabe, siły ich żadne, toteż po kilkudniowych powodzeniach zostają one opanowane i udaremnione. Miasto wraca do dawnego bytu, ale w dużo gorszych warunkach, gdyż resztki wolności oszczędzone jeszcze po r. 1831 zostają mu odebrane, a na to miejsce zaprowadzone rządy policyjne. To wielkie fiasko ruchów rewolucyjnych i upadek przekonania, że można liczyć na pomoc innych ludów w walce z zaborcami, sprowadzają za sobą w opinii krakowskiej zwrot na korzyść programu pracy organicznej. Zwolennicy jego rekrutują się wśród przedstawicieli patrycjatu miejskiego, zamożnego ziemiaństwa osiadłego w Krakowie i najwyższej inteligencji skupionej w murach Uniwersytetu krakowskiego. Przez przeciwników charakteryzowane jest jako arystokratyczne. Demokratyczne stronnictwo „ruchu” pracuje wprawdzie pod ziemią nadal, ale znacznie traci na siłach. Wpływ na opinię i kierownictwo losami miasta dostaje się odtąd na długie lata do rąk żywiołów umiarkowanych, zachowawczych i katolickich.

Narodziny stronnictwa zachowawczego w Krakowie, stosunek do Emigracji, udział Popiela, Helcla i Aleksandra Wielopolskiego w jego utworzeniu (około r. 1850) i w pierwszym sformułowaniu jego programu, a wreszcie pierwszy jego krok polityczny w r. 1860 – opowiedziałem pokrótce w broszurze pt. Konserwatyzm (1927). Ponieważ Kraków jest już w tym czasie złączony stale z Austrią, przeto jedyną szerszą polityką, jaką można w Krakowie prowadzić, jest polityka w ramach państwa austriackiego. Zachowawcy krakowscy, jak Antoni Zygmunt Helcel, znakomity historyk prawa, jak ks. Jerzy Lubomirski, Adam Potocki i inni, próbują oprzeć ją w r. 1848-1849 na występujących podówczas silnie tendencjach federalistycznych i narodowych w Austrii. Biorą udział w zjeździe ogólnosłowiańskim w Pradze w r. 1848, gdzie towarzyszy im długoletni przyjaciel Helcla Aleksander Wielopolski. Biorą też udział w sejmie kromieryskim i w innych usiłowaniach wprowadzenia do Austrii ustroju federalistycznego[58].

Niestety usiłowania te na dłuższy czas zawodzą i dopiero od r. 1860, tj. od chwili wydania patentu październikowego przez Agenora Gołuchowskiego zjawiają się znowu lepsze widoki dla rozwinięcia polityki polskiej w ramach państwa austriackiego[59]. Kraków staje się głównym ogniskiem politycznym, w którym program tej polityki zostaje obmyślony i na długie lata całemu zaborowi austriackiemu narzucony. Tylko rok 1863 jest epizodem, który odwraca uwagę od tego programu politycznego i skierowuje ją ku walce, jaka się toczy pomiędzy beznadziejnym powstaniem a pomiędzy państwem rosyjskim. Po upadku powstania „stronnictwo ruchu” traci jednak niemal zupełnie na znaczeniu, a wszelkie próby konspiracji i organizowania walki zbrojnej wśród warunków niedających żadnej gwarancji powodzenia, są z Krakowa stale zwalczane i to bardzo skutecznie.

Natomiast program polityki narodowej, polegający na pogodzeniu się z Austrią, zapuszcza w Krakowie głębokie korzenie. Wypracowują ten program pierwsi Antoni Zygmunt Helcel i Adam Potocki. Broni go zwłaszcza najwpływowszy i najpoważniejszy spomiędzy ówczesnych dzienników politycznych wychodzących pod zaborem austriackim – „Czas”, dookoła którego są skupieni w latach 60-tych utalentowani publicyści i politycy (Paweł Popiel, M. Mann, L. Siemieński, Chrzanowski). W przeciwstawieniu do hałaśliwej prasy lwowskiej, radykalnej na punkcie „niepodległości”, demokratycznej pod względem społecznym i sympatyzującej z liberalizmem – jest „Czas” organem obozu zachowawczego, głoszącego hasło pracy organicznej. Demokracji nie sprzyja, jest wybitnie katolicki. Próba wydawania w Krakowie dziennika liberalnego i demokratycznego, jaką był „Kraj”, nie powiodła się, a „Czas” aż do r. 1881 jest jedynym organem politycznym Krakowa. O ile mieszczaństwo lwowskie pod wpływem „Gazety Narodowej” jest gotowym narzędziem do wszelkich demonstracji i manifestacji patriotycznych, to mieszczaństwo krakowskie pod wpływem programu organicznego zwraca swą uwagę w kierunku wyzyskania samorządu miasta, zorganizowania szkół, restaurowania zabytków, uporządkowania warunków higienicznych, bruków, oświetlenia, wodociągów. Dwaj pierwsi znakomici burmistrze Krakowa (Dietl[60] i Zyblikiewicz[61], 1866-1881) przeprowadzają ten program znakomicie, a Kraków staje się przykładem, jakie program pracy organicznej przynosi korzyści. Niemal równocześnie rozwijają się w Krakowie liczne instytucje gospodarcze, mające służyć idei pracy organicznej, założone częścią przez sfery ziemiańskie, częścią handlowo-przemysłowe (Towarzystwo Rolnicze założone w 1845, Towarzystwo Wzajemnych Ubezpieczeń 1861, Izba Handlowa i Przemysłowa 1850, Miejska Kasa Oszczędności 1873, Bank Galicyjski 1869). Wielki krach wiedeński (1873)[62], w którym i mieszkańcy Krakowa ponieśli znaczne straty, zachwiał chwilowo, ale nie zdołał zahamować gospodarczego rozwoju ludności miasta.

W ten sposób wysuwa się Kraków na czoło tego kierunku politycznego, który upatrywał najbliższy etap życia politycznego w wyzyskaniu porozumienia z Austrią dla podniesienia społeczeństwa. I poza Krakowem również ma ten kierunek w społeczeństwie galicyjskim licznych przedstawicieli. We wschodniej części kraju reprezentują go tzw. Podolacy[63] z Kazimierzem Grocholskim[64] na czele, nie mówiąc już o tym, że jest to program znakomitego męża stanu Agenora Gołuchowskiego, który zaczął go realizować jako minister stanu w r. 1860, a zwłaszcza jako namiestnik Galicji. Jeżeli Kraków wysunął się pod tym względem na czoło, to dzięki szkole „Stańczyków”, tak nazwanej od Teki Stańczyka (pamfletu pióra Szujskiego, Tarnowskiego i Koźmiana), wymierzonego przeciw ostatnim, ale bardzo wpływowym Mohikanom „stronnictwa ruchu” w Galicji (1866).

„Stańczycy” byli zrazu jedną grupą w krakowskim stronnictwie konserwatywnym, ale później rozszerzono tę nazwę na wszystkie odcienie konserwatyzmu w Krakowie. Zaczęto obejmować tą nazwą i Pawła Popiela, który z właściwymi Stańczykami w wielu kierunkach się różnił, na Mikołaja Zyblikiewicza i na innych. Biorąc tę nazwę w tym obszerniejszym znaczeniu można scharakteryzować program stańczykowski w następujących punktach: 1) Potępienie konspiracji, demonstracji i zbrojnych powstań w warunkach, jakie istnieją dla Polski w końcu XIX wieku. 2) Dążenie do rozbudowania autonomii Galicji celem urzeczywistnienia najpilniejszych zadań pracy organicznej. 3) Porozumienie polityczne z Austrią i poparcie jej polityki, wymierzonej przeciw panslawistycznej Rosji (gdyż od tej strony grozi żywiołowi polskiemu największe niebezpieczeństwo). 4) Zabezpieczenie stanowiska Polaków w Ga­licji przez szukanie kontaktu z dynastią, z Węgrami, z zachowawczymi i katolickimi żywiołami niemieckimi (Hohenwart[65]), z partią Staroczechów[66]; natomiast ostra walka z biurokracją niemiecką i liberałami austriackimi, tak samo z ideą panslawistyczną. 5) Oparcie się na katolicyzmie a nie liberalizmie w rozwoju życia umysłowego narodu (tzw. wówczas „klerykalizm”). 6) Sceptycyzm wobec idei demokratycznej ze względu, że warstwy mniej wykształcone nie są przygotowane do decydującego wpływu na tok wypadków politycznych; natomiast wiara w pomyślne skutki rządów tzw. elity (warstwa magnacka, zamożniejsze ziemiaństwo, najwyższe sfery inteligencji). 7) Liberalizm gospodarczy polegający na powolnych reformach społecznych w przeciwstawieniu do socjalizmu i etatyzmu. 8) Oparcie patriotyzmu na tradycji, ale zarazem na prawdzie historycznej, a więc zaniechanie przez naukę gloryfikowania polskich błędów w przeszłości (tzw. pesymizm historyczny). 9) Wpajanie społeczeństwu potrzeby silnej władzy u góry, zamiast kultu indywidualnej wolności. 10) Pojednawczy stosunek do innych narodowości i wyznań, a więc niechęć do antysemityzmu i nacjonalizmu.

Program ten był oczywiście daleki od abnegacji z niepodległości Polski – w ferworze polemicznym bardzo jednak często podnoszono ten zarzut, posądzając jego twórców o osobisty oportunizm (ruble rosyjskie, ordery austriackie itp.). Należy to wyjaśnić.

Główną cechą taktyki polityków krakowskich jest realizm: nie podnosić postulatów niedających się urzeczywistnić; nie kierować się nigdy maksymalizmem politycznym; nie dbać o powodzenie wśród mas i nie chwytać się dlatego haseł popularnych, ale przynoszących w danej chwili szkodę; dążyć do celu stopniowo, nie cofając się przed kompromisem. Wszystkie te zasady były nowością w naszej taktyce, kroczącej dotąd z zamiłowaniem wprost przeciwnymi drogami. Żywioły emocjonalne, niewyrobione politycznie, a taką była olbrzymia większość polskiej inteligencji, nie rozumiały takiej realistycznej taktyki i stąd płynęły posądzenia, że to jest polityka wyrzekająca się Polski. Dużo trzeba było czasu, zanim kultura polityczna się podniosła.

Program stańczykowski w kilku ważnych swoich punktach zwyciężył około r. 1880 w społeczeństwie galicyjskim, w Sejmie i w Kole Polskim[67] na całej linii i dlatego uważano, że to Stańczycy rządzą Galicją, co dosłownie biorąc było zupełnie błędne. Nie przestano jednak nigdy w większości społeczeństwa protestować przeciwko pewnym jego punktom: stronnictwo podolskie burzyło się przeciwko szukaniu porozumienia z Rusinami; w wielu kołach oburzenie wywołało potępienie powstań (1863 r.) i krytyka przeszłości; zwalczanie wszelkich demonstracji patriotycznych nazywali przeciwnicy „gaszeniem ducha” narodowego; ale przede wszystkim zarzucano z wielu stron programowi wychodzącemu z konserwatywnych kół krakowskich jego antydemokratyczność i klerykalizm. W ścisłym tego słowa znaczeniu, oznaczającym „rządy kleru”, Stańczycy nigdy nie byli klerykałami – mówiąc więc o ich klerykalizmie trzeba rozumieć to słowo bardzo obszernie (podporządkowanie życia społecznego i oświaty etyce katolickiej). Mimo wszystko zalecana przez Stańczyków taktyka realizmu politycznego odniosła sukces; przyswoili ją sobie nawet tak gorący przeciwnicy Stańczyków jak demokraci (a później i socjaliści) krakowscy – co ich nieraz doprowadzało do pewnych starć z innymi członkami swoich grup. Sztuka realizmu w polityce polskiej jest w dużej mierze dzieckiem Krakowa.

W r. 1881 powstaje w Krakowie dziennik „Reforma” (potem „Nowa Reforma”), wychodzący przez lat trzydzieści kilka, którego naczelnym publicystą jest Tadeusz Romanowicz[68] ze Lwowa (nadto M. Pawlikowski, A. Asnyk, M. Konopiński, Rotter). Romanowicz polemizuje z temperamentem lwowskim z głównymi publicystami stańczykowskimi – z Szujskim, Tarnowskim i Koźmianem (Polityka Stańczyków 1882, Dwie opinie 1891); sekunduje mu jako lekka kawaleria Kazimierz Bartoszewicz[69] (Historia na usługach ludzi i stronnictw 1895; Polityka galicyjska 1888). Około „Nowej Reformy” grupuje się stronnictwo demokratyczne i zdobywa w sferach inteligencji i mieszczaństwa silny grunt. Nie jest to już demokracja konspirująca, jak jej poprzedniczka z pierwszej połowy XIX wieku. Przyjmuje ona program pracy organicznej; świetnym jego wykonawcą staje się nawet sam Romanowicz, wszedłszy do Wydziału Krajowego[70]; ale ze Stańczykami toczy ona zaciętą walkę o gaszenie ducha, o stosunek do powstań, o demokratyczne rozszerzenie systemów wyborczych do ciał reprezentacyjnych, o większe uwzględnienie żywiołu miejskiego w rządach krajem, o liberalizm w wychowaniu, o taktykę na terenie wiedeńskim, o stosunek do emancypującego się coraz wyraźniej spod przewagi ziemiaństwa chłopa. Walki te trwają lat dwadzieścia, a prowadzone są na gruncie krakowskim z dużą ostrością.

Z wolna jednak walka ta łagodnieje. Stare pokolenie Stańczyków i stare pokolenie demokratów ustępuje z pola. Spór o r. 1863 przestaje być aktualny. Młodzi Stańczycy (neokonserwatyści, czyli tak zwany Klub Społeczny, założony w r. 1895), którzy wstępują w życie pod hasłem kładzenia większego nacisku na reformy gospodarcze i społeczne, niż to czyniło starsze pokolenie Stańczyków, oraz młodsi demokraci zbliżają się do siebie na punkcie zrozumienia dla pracy organicznej. Zwłaszcza, że obie partie zagrożone zostają równocześnie ze strony socjalistów, którzy około r. 1890 wstępują na widownię w Krakowie, zakładają „Naprzód” (1892), organizują robotnika i odnoszą poważne sukcesy wyborcze (od chwili wprowadzenia głosowania powszechnego w 1897). Także założenie antysemickiego „Głosu Narodu” (1893) – a antysemityzmowi są przeciwni i Stańczycy i demokraci – musi ich skłaniać do stworzenia wspólnego frontu na tym odcinku problemów polityczno-społecznych.

Przez cały czas trwania ostrych starć między Stańczykami a demokratami, między „Czasem” a „Nową Reformą”, mają te walki dla życia politycznego pod zaborem austriackim pierwszorzędne znaczenie. One to nadają charakter polityczny Krakowowi, a przez to i reszcie Galicji. Wprawdzie Lwów góruje politycznie nad Krakowem przez to, że jest siedzibą rządu i Sejmu oraz Wydziału Krajowego, ale mimo to Kraków ma przeważną w rzeczach politycznych inicjatywę. Stąd wychodzą projekty ważniejszych reform (wniosek Dunajewskiego, względnie Zatorskiego o reformę gminy i powiatu; akcja o uprzemy­słowienie kraju; walka z lichwą; budowa szkół; sprawa indemnizacji[71]; rozwinięcie Rady Szkolnej Krajowej; uporządkowanie budżetu krajowego; podniesienie rolnictwa i chowu bydła; pośrednictwo pracy; uregulowanie emigracji, zreformowanie parcelacji i drobnej własności itp.).

Politycy, którzy wyszli ze szkoły krakowskiej (Dunajewski, Zyblikiewicz, Kazimierz Badeni[72]) zajmują przez długie lata pierwszorzędne stanowisko w rządzie wiedeńskim i krajowym. Także kontakt Krakowa z Warszawą i Poznaniem jest bliższy aniżeli Lwowa; w Krakowie zazwyczaj szukają schronienia emigranci, którzy z rządem pruskim i rosyjskim są w politycznej kolizji (konspiratorzy, organizatorowie oporu, działacze na polu tajemnego nauczania, niepodległościowcy). Stąd prowadzi się nielegalną agitację, tu drukuje i przemyca „bibułę”. Tu odbywają się zjazdy działaczy narodowych pod różnymi pozorami (jubileusze, kongresy naukowe, rocznice itp.). Tu szukają porady i oparcia wybitni działacze Królestwa i Wielkopolski u doświadczeńszych w życiu politycznym jednostek i stronnictw. Tu w „Czasie” i w „Nowej Reformie” ujawnia się fakty ucisku i prześladowań (korespondencje baronowej X.Y.Z. tj. Antoniego Zaleskiego w „Czasie”; listy Stanisława Krzemińskiego w „Nowej Reformie”). Z tego punktu widzenia można nazwać Kraków lat 1880-1900 obozem gromadzącym siły narodu.

Natomiast wszelkie próby przeszczepienia choćby zmodyfikowanego programu stańczykowskiego na grunt Wielkopolski (J. Kościelski 1892) i Królestwa (realiści 1898), wobec zupełnego braku odpowiednich przesłanek, okazują się z góry skazanymi na niepowodzenie (tzw. szyderczo „trójlojalizm”). Ani z Rosją, ani z Prusami do porozumienia na tej podstawie dojść nie można.

Rola polityczna Krakowa, jaką w Polsce w tym czasie odegrał, polega przeto na tym, że tu został najlepiej sformułowany i konsekwentnie rozwinięty zarówno przez konserwatystów jak demokratów program „pracy organicznej” i że stąd rozszedł się po Galicji, a częściowo po całej Polsce, zastępując program konspiracji, manifestacji i powstań. Około r. 1900 mało ma on w Polsce przeciwników. Dopiero potem atakują go neoslawiści[73] (zjazd w Pradze 1908) za jego austrofilizm, gdyż widzą warunki zdobycia autonomii dla Królestwa za cenę lojalności państwowej – oraz niepodległościowcy, propagujący krzewienie zbrojnego ruchu narodowego na wypadek wojny europejskiej jako rzeczy ważniejszej od pracy organicznej. Zmienione przez wybuch wojny widoki narodowej przyszłości nakazują istotnie chwycić się drogi zbrojnego ruchu – tym razem już nie beznadziejnego – a sporną może być tylko kwestia, czy w oparciu o mocarstwa centralne czy o Rosję? Względnie, w jakiej chwili należy temu ruchowi zbrojnemu oderwać się od jednej i od drugiej grupy zaborców.

W każdym razie Kraków staje się punktem przygotowania i punktem dla wypadu do walki zbrojnej przeciw Rosji (Oleandry), a biorą w tym zgodny udział – po raz pierwszy od r. 1863 – wszystkie grupy polityczne działające na terenie krakowskim. Nie ma tu prawie pod tym względem przeciwieństw, jakie się zarysowują w tym czasie we Lwowie, Poznaniu, Warszawie, gdzie orientacja szerokotorowa ma o wiele silniejsze oparcie[74]. Wieloletnia polityczna tradycja antyrosyjska, obawa przed dostaniem się w obręb prawosławia i bizantynizmu, nieufność do slawizmu we wszystkich jego postaciach – są w Krakowie tak silne, że Kraków staje się głównym może w Polsce ogniskiem propagandy legionowej przed wojną i w czasie wojny. Jest to naturalny epilog jego rozwoju politycznego przez przeciąg XIX wieku.

 

 

XII. Oddziaływanie Krakowa na kresy, Podlasie i Śląsk. Rola Zakopanego

Polskość, która w Krakowie ma tak silne swoje ognisko, promieniuje nie tylko w najbliższe okolice Krakowa, ale sięga także i na dalsze kresy i to zarówno wschodniej jak i zachodniej Polski. Cały szereg rodzin kresowych osiada w Krakowie bądź to dla kształcenia swoich dzieci w tutejszych szkołach (z których niektóre są specjalnie na kresowców obrachowane), bądź też z innych powodów. W ten sposób osiadają w Krakowie w ostatnich kilkudziesięciu latach stulecia liczne rodziny kresowe, jak np. Orłowscy, Buszczyńscy, Czetwertyńscy, Konst. Potoccy, Lipkowscy, Giżyccy, Kwaśniccy, Pietraszkiewicze, Radzimińscy, Pruszyńscy, Beauprowie, Brzozowscy, Baranieccy.

Ale są i inne związki z kresami. Kraków staje się ogniskiem propagandy religijnej na ziemiach przez prawosławie zagrożonych. Nie są dziś jeszcze znane szczegóły tej pracy misjonarskiej prowadzonej z Krakowa zwłaszcza na Podlasiu. Dużo o nich będą mogły powiedzieć archiwa OO. Jezuitów, gdyż oni przede wszystkim pracy tej się oddawali. Niemal każdy jezuita, przyjąwszy święcenia kapłańskie, w przebraniu świeckim apostołował na Podlasiu, chrzcił dzieci w obrządku katolickim, udzielał sakramentu małżeństwa i krzepił w wierze. Apostołowi takiemu groziło niesłychane niebezpieczeństwo, gdyż prawosławie na Podlasiu było pilnie strzeżone przez rząd rosyjski i przez popów schizmatyckich.

Na kresach zachodnich głównym przedmiotem propagandy płynącej z Krakowa jest życie polskie Śląska, a to zarówno pruskiego jak austriackiego. Odrodzenie narodowe Śląska, które rozpoczęło się około połowy XIX w., bardzo wiele Krakowowi zawdzięcza. Ślązaków zaczyna na nowo przyciągać Uniwersytet Jagielloński, a Śląsk dostarcza mu nawet kilku wybitnych sił naukowych. Już pierwsi działacze narodowi na Śląsku zarówno pruskim (J. Lompa), jak i austriackim (Stelmach) utrzymują z Krakowem potajemne stosunki w połowie XIX w., a „Gwiazdka Cieszyńska” (od 1852) zamieszcza dużo prac nadsyłanych jej z Krakowa. Ambasadorem sprawy śląskiej na bruku krakowskim jest profesor archeologii Józef Łepkowski, który na Śląsku pewien czas przebywa i redaguje „Dziennik Górnoszląski” (1848). On też popularyzuje w licznych swoich korespondencjach do „Czasu” sprawę śląską (Wiadomość o Szląsku, 1849). Jego dworek, naprzeciw dzisiejszego Collegium Novum położony, gromadzi bardzo wielu Ślązaków.

W drugiej połowie wieku organizują działacze polscy z obu Śląsków nieustanne gromadne wycieczki do Krakowa o cechach przez pół religijnych, przez pół narodowych, namiętnie zwalczane przez prasę niemiecką i policję pruską. Ale i na odwrót wysyłani bywają misjonarze religijni na Śląsk (Z wycieczki na Górny Śląsk, napisał „ksiądz z Krakowa”, 1889). Pierwszym takim apostołem galicyjskim na Górnym Śląsku (Opole) jest jezuita ks. Karol Antoniewicz w r. 1851 i 1852.

Oczywiście związek ze Śląskiem Cieszyńskim jest dużo bliższy; chłopa i robotnika górnośląskiego zbyt dużo od Polski przedziela. Z Krakowa zostają jednakże podjęte pierwsze naukowe badania nad gwarą i obyczajem ludu górnośląskiego (Lucjan Malinowski, Zarysy 1877).

W r. 1894 powstaje w Krakowie Towarzystwo Szkoły Ludowej, na którego czele staje najwybitniejszy z ówczesnych poetów polskich Adam Asnyk i bierze sobie za cel zakładanie szkół polskich zwłaszcza na kresach. Utrzymuje ono gimnazjum polskie w Białej, obliczone na młodzież ze Śląska, dla której samo gimnazjum polskie w Cieszynie, założone w r. 1895, nie wystarcza.

Towarzystwo to zakłada przede wszystkim liczne szkoły ludowe we wschodniej części Galicji, tj. tam, gdzie grozi dzieciom wynarodowienie w szkołach ruskich.

Również z Polakami w Ameryce utrzymuje Kraków żywe stosunki. Pośrednikiem jest przez dłuższy czas Erazm Jerzmanowski, wybitny przedstawiciel Polonii amerykańskiej, który pod koniec życia osiada pod Krakowem, a umierając tworzy dla Akademii Umiejętności hojną fundację. Życiem religijnym Polaków amerykańskich opiekuje się głównie zakon Misjonarzy, mający w Krakowie na Stradomiu główną swą siedzibę.

Obraz tego wpływu, jaki Kraków wywiera na bliższe i dalsze kresy polskie, byłby niekompletny, gdyby go nie uzupełnić wspomnieniem o roli Zakopanego. Po r. 1870 staje się Zakopane niejako filią Krakowa na czas miesięcy letnich. Gromadzi się tam inteligencja z całej Polski i szuka ze sobą porozumienia w sprawach politycznych, społecznych i artystycznych. Odbywają się tam narady i układają plany co do różnych wspólnych przedsięwzięć narodowych, w czym nad wyraz żywy udział bierze zwłaszcza inteligencja Warszawy z dr. Chałubińskim i dr. Baranowskim na czele. Zamożna a gorąco czująca Warszawa dostarcza nie tylko inicjatywy, ale najczęściej także (ona i Królestwo) finansuje koszta różnych wspólnych przedsięwzięć. Jednak i udział Krakowa jest w tych sejmikach polskich odbywanych w Zakopanem bardzo żywy, choćby z tego powodu, że inteligencja krakowska z powodu bliskiego sąsiedztwa przeważa liczebnie nad mieszkańcami innych miast i okolic. W przejeździe lub w powrocie z Zakopanego zatrzymuje się publiczność, która tam zdąża lub stamtąd wraca, dłuższy lub krótszy czas w Krakowie, zwiedza zabytki, rozkoszuje się sztukami patriotycznymi, granymi w Krakowie (jak dramaty Słowackiego, jak Kościuszko pod Racławicami Anczyca, Tamten Zapolskiej), oraz przywozi do siebie cały szereg podniet artystycznych i politycznych, które działają zapładniająco na podległe uciskowi dzielnice.

 

 

XIII. Rola Krakowa w przyszłości

Kraków rozwijał się w ciągu wieku XIX wśród bardzo niepomyślnych dla siebie warunków gospodarczych. Położony na pograniczu, w ciasnym kącie, był od zaboru rosyjskiego i pruskiego odcięty granicami politycznymi, a z Małopolską był tylko złączony niezbyt licznymi liniami komunikacyjnymi. Najbogatsza jej część ciążyła zresztą do Lwowa, który był siedzibą władz i Sejmu i miał wskutek tego w sobie wielką siłę atrakcyjną. Nie miał więc Kraków warunków, aby wytworzyć u siebie ani przemysłu na wielką skalę, ani handlu z okolicznymi prowincjami. Jedynym jego przemysłem, jak dowcipnie powiadano, były obchody narodowe.

Natomiast miał Kraków korzystne warunki moralne i polityczne. Cieszył się przez cały wiek względną swobodą polityczną, bo właściwie tylko w epoce Bacha podlegał surowym rządom policyjnym. Mógł też rozwinąć życie polityczne, naukę, artyzm, szkolnictwo w znacznie wyższym stopniu niż wszystkie inne miasta polskie – i rozwinął. Pod koniec stulecia tętno nauki i sztuki bije w Krakowie tak silnie, jak może w żadnym innym mieście polskim, nie wyłączając bogatej i ludnej Warszawy. Mimo że liczy tylko sto kilkadziesiąt tysięcy ludności, poziom jego kultury jest wysoki, a jego znaczenie dla życia narodowego pierwszorzędne.

Wielka wojna i powstanie państwa polskiego przez nią spowodowane zmieniły gruntownie warunki życia Krakowa. Warunki gospodarcze niewątpliwie się polepszyły, przynajmniej w zasadzie. Znikło bowiem wciśnięcie Krakowa pomiędzy granice trzech państw rozbiorowych. Odzyskał możność komunikacji z południkowymi częściami dawnego Królestwa. A choć one na razie jeszcze nie zostały rozbudowane (ani w formie kolei, ani w formie gościńców), ale niebawem powstać muszą. Stał się także siedzibą osobnego województwa i siedzibą kilku innych władz. Wszystko to są przesłanki pozwalające przypuszczać, że będzie się mógł rozrastać gospodarczo w tej samej mierze, jak inne ośrodki prowincjonalne, a więc Poznań, Lwów i Wilno.

Na niekorzyść zmieniły się natomiast inne podstawy jego rozwoju. Punkt ciężkości życia umysłowego musiał się przenieść z chwilą powstania państwa i coraz bardziej się przenosi do Warszawy. Tam jest siedziba władz centralnych i parlamentu, i tam zapadają decyzje o losach Polski. Tam wychodzi największa ilość książek, tam ciągną literaci i artyści jako do najłatwiejszego źródła zarobku i sławy, tam wychodzą pisma jako tako płacące, tam są najlepsze i najliczniejsze teatry, tam powstają bogato uposażone szkoły stołeczne. Warszawa staje się fabryką obyczajów, poglądów, mody, dowcipów, tak jak nią była za Stanisława Augusta, a znaczenie miast położonych na prowincji, jak Krakowa, Wilna, Poznania i Lwowa, nie może się z nią równać.

Zjawiają się też głosy, że znaczenie Krakowa dla Polski jest już przeżytkiem, który musi być zlikwidowany, a nawet dobrze byłoby temu dopomóc. Bywa Kraków przedmiotem paszkwilów, urągań i krytyk, przeciwstawiających mu bądź to Lwów, bądź to Poznań, bądź to zwłaszcza Warszawę jako ogniska patriotyzmu, wszechpolskości, nowożytności, podczas gdy on miał być zawsze i ma być dzisiaj rzekomo bagnem małomiejskim. Nie mam wcale zamiaru ani brać tych głosów więcej serio niż zasługują, ani tym mniej polemizować. Zdaje się, że na te paszkwile czy krytyki można patrzeć z dużym spokojem i ze zrozumieniem, że rola Krakowa w Polsce ani nie powinna, ani nawet nie może być przez żadne czynniki zlikwidowana.

Ma on jeszcze zawsze ważne zadania do wypełnienia, których żadne inne miasto polskie spełnić nie może. Jego wysoka atmosfera umysłowa posiada pewne wartości, których w całej Polsce bardzo brakuje, a więc rozwagę, krytycyzm, równowagę w sądzie – i dużo wody upłynie, zanim te przymioty Krakowa staną się w polityce i w gospodarce przymiotami całej Polski. Wysokie kulturalne wartości tkwią w jego atmosferze historycznej i religijnej, których żadne miasto nasze nie posiada w tym stopniu. Przede wszystkim kresy zachodnie, świeżo z Polską złączone, potrzebują silnego kontaktu z Krakowem, jako ze źródłem patriotyzmu i polszczyzny. Kto chce Śląsk złączyć węzłem wspólnej kultury z Polską, musi zbliżyć Śląsk do Krakowa.

Ma też Kraków dotychczas nie tylko dawne zabytki, świątynie, Wawel, których nikt nigdy „zlikwidować” nie potrafi, ale ma także muzea, biblioteki, szkoły, stowarzyszenia i instytuty, których siła atrakcyjna sięgać będzie zawsze na całą Polskę, a więc daleko poza granice województwa i nadawać mu charakter ogniska ogólnopolskiego. Zapewne można by je pozabierać, pokonfiskować, poprzenosić w całości lub częściowo – i pomysłów takich nie brakuje. Ale byłoby to równoznaczne z ich zatraceniem i trudno pomyśleć, aby zjawił się szaleniec, który by poszedł za tego rodzaju projektami.

Nie jest zresztą nigdzie powiedziane i nie ma żadnej potrzeby, aby Polska była krajem zcentralizowanym, jednakowo umundurowanym moralnie i umysłowo, o bogatym życiu umysłowym w stolicy, a o wysychających jego źródłach na prowincji. Wprost przeciwnie: jest ona złożona z krajów, a nawet można powiedzieć z plemion, mających za sobą długą charakterystyczną dla nich odrębność, która dawała się zawsze w historii wyczuwać i której nie ma żadnej potrzeby niszczyć. Ślązacy, Wielkopolanie, Pomorzanie, Kujawianie, Małopolanie, Mazurzy, wszystko to plemiona polskie, ale bardzo niejednakowe. Każda z prowincji polskich ma wskutek tego pewien własny charakter i każde miasto musi reprezentować pewien odmienny typ życia. Kraków posiada swój wybitny typ psychiczny, posiada swoje własne tradycje umysłowe i bardzo trudno przypuścić, aby to wszystko znikło pod niwelującym wpływem Warszawy. Jako ośrodek dużej prowincji ma wszelkie warunki do tego, aby koncentrować jej życie umysłowe, dawać wyraz jej potrzebom, zasilać ją swoją oświatą – słowem grać rolę stolicy regionalnej. Należę do tych, którzy wierzą, że przyszłość Polski nie pójdzie po drodze centralizacji, ale decentralizacji i że Polska ze swoim różnolitym składem narodowym i wyznaniowym musi posiadać nie jedno wspólne, ale kilka środowisk rozwijającej się kultury. Do stanowiska jednego z takich polskich środowisk kulturalnych będzie miał zawsze Kraków słuszne i ugruntowane prawa.

Dlatego też nie ma potrzeby wątpić, że mając wielką przeszłość, ma także piękną przyszłość przed sobą, a będzie ona zależeć od gospodarczego jego podniesienia przez wciągnięcie w jego sferę południowych okolic dawnego Królestwa, od pielęgnowania dawnych jego tradycji w zakresie życia duchowego i intelektualnego, od promieniowania z jego murów przeszłości narodowej na całą Polskę, a przede wszystkim tam, gdzie ta przeszłość była dotąd najmniej silnie działającą. Nie sądzę, abym tak ujmując rolę, jaką Kraków powinien odegrać w ciągu wieku XX, pozostawał w sprzeczności z faktami zebranymi powyżej, a charakteryzującymi rolę Krakowa odegraną w przeciągu wieku dziewiętnastego[75].



[1] Jędrzej Śniadecki (1768-1838) – lekarz, biolog, chemik i filozof, twórca polskiego języka chemicznego. Jan Śniadecki (1756-1830) – astronom, matematyk, filozof i geograf.

[2] Friedrich Carl von Savigny (1779-1861) – niemiecki prawnik, czołowy przedstawiciel szkoły historycznej, autor O powołaniu naszych czasów do ustawodawstwa i nauki prawa (1815).

[3] Klemens Lothar Metternich (1773-1859) – austriacki polityk, jeden z najbardziej wpływowych mężów stanu Europy pierwszej połowy XIX wieku, minister spraw zagranicznych i kanclerz Austrii, przez wielu konserwatystów polskich obarczany odpowiedzialnością za zainspirowanie rzezi szlachty w czasie tzw. rabacji galicyjskiej (1846).

[4] En gros (franc.) – tu w znaczeniu: hurtowo.

[5] Alexander von Bach (1813-1893) – polityk austriacki, minister sprawiedliwości (1848) i spraw wewnętrznych (1849), w latach 1852-1859 kierował rządem, forsując rozwiązania centralistyczne i germanizatorskie.

[6] Resursa – klub towarzyski.

[7] Ultramontanizm – w sensie ścisłym kierunek myślenia religijnego postulujący ścisłe podporządkowanie lokalnych kościołów katolickich decyzjom papieża. Tu bardziej w znaczeniu konserwatywnego katolicyzmu zwierającego szyki wokół papieża w sytuacji ofensywy liberalizmu i laicyzmu.

[8] Czerwoni i biali – nazwy nieformalnych stronnictw w trakcie powstania listopadowego, które na emigracji po jego upadku dały początek radykalnemu Towarzystwu Demokratycznemu Polskiemu (jego organem kierowniczym była Centralizacja Wersalska), a z drugiej strony bardziej zróżnicowanemu środowisku zachowawczemu skupionemu wokół Hôtelu Lambert.

[9] Rewolucja roku 1846 (powstanie krakowskie) – próba wzniecenia ogólnonarodowego powstania opartego na masach chłopskich, podjęta przez radykalnych działaczy związanych z emigracyjnym Towarzystwem Demokratycznym Polskim. Po kilku dniach zakończyła się całkowitym fiaskiem i została wykorzystana przez zaborców do likwidacji autonomii Krakowa.

[10] Filip Nereusz Lichocki (1749-1806) – syndyk miejski w Krakowie, radny, delegat na Sejm Czteroletni, wybrany w 1794 r. prezydentem Krakowa, został usunięty z urzędu przez Kościuszkę, ponownie wybrany na kadencję 1798-1802.

[11] Ferdynand Karol Józef Habsburg-Este (1781-1850) – arcyksiążę, austriacki feldmarszałek, dowódca armii austriackiej w okresie wojen napoleońskich.

[12] Piotr Moszyński (1800-1879) – marszałek szlachty wołoskiej, za uczestnictwo w spiskowej działalności niepodległościowej skazany przez władze carskie w 1826 r. na 12 lat zesłania w Tobolsku, po powrocie osiedlił się w Krakowie, gdzie zasłynął jako kolekcjoner i mecenas sztuki.

[13] Wincenty Pol (1807-1872) – ceniony poeta i geograf, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Brał udział w powstaniu listopadowym. Długo żywił przekonania demokratyczne, lecz gdy ledwo uszedł z życiem z chłopskich napaści na dwory w czasie rabacji galicyjskiej, zrewidował swe poglądy i zbliżył się do ideologii konserwatywnej.

[14] Lucjan Siemieński (1807-1877) – poeta, nowelista, krytyk literacki, publicysta, historyk; uczestnik radykalnej konspiracji, w 1838 r. zbiegł do Francji, gdzie związał się z Towarzystwem Demokratycznym Polskim; pod wpływem A. Towiańskiego i wielkopolskich zachowawców porzucił radykalne stanowisko, a po 1848 r. osiadł w Krakowie, gdzie związał się z konserwatywnymi środowiskami skupionymi wokół „Czasu” i „Przeglądu Polskiego”.

[15] Franciszek Wężyk (1785-1862) – pisarz, poseł na Sejm Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, prezes Towarzystwa Naukowego Krakowskiego.

[16] Michał Wiszniewski (1794-1865) – filozof, psycholog, historyk literatury, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1848 r. na emigracji.

[17] Jan Tyssowski (1811-1857) – działacz polityczny, uczestnik powstania listopadowego, jeden z przywódców powstania krakowskiego, w czasie którego przez tydzień pełnił funkcję dyktatora.

[18] Konik zwierzyniecki, inaczej lajkonik.

[19] Teodor Narbutt (1784-1864) – historyk, badacz dziejów Litwy, żołnierz armii carskiej w dobie wojen napoleońskich, autor m.in. Dziejów starożytnych narodu litewskiego (1835-1841).

[20] Teodor Morawski (1797-1879) – działacz polityczny związany z Towarzystwem Patriotycznym i z kaliszanami, poseł na sejm w Królestwie Kongresowym, minister spraw zagranicznych ostatniego Rządu Narodowego w czasie powstania listopadowego, po którym – mając zaoczny carski wyrok kary śmierci – udał się na emigrację do Francji. Tam związał się ze środowiskiem skupionym wokół ks. Adama Czartoryskiego. Morawski zajmował się także badaniem dziejów Polski, czego wyrazem była m.in. sześciotomowa praca Dzieje narodu polskiego w krótkości zebrane (1871).

[21] Jędrzej Moraczewski (1802-1855) – historyk, działacz polityczny i społeczny.

[22] Autorem Wieczorów pod Lipą był Lucjan Siemieński – zob. przypis 14 niniejszego tekstu.

[23] Stanisław Smolka (1854-1924) – historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie objął katedrę historii Polski, od 1890 r. był sekretarzem Akademii Umiejętności. Współpracował z „Czasem”, zasiadał w Izbie Panów. W czasie I wojny światowej współpracował z Naczelnym Komitetem Narodowym. W II RP objął profesurę na uniwersytecie w Lublinie. Napisał m.in.: Początki feudalizmu (1874), Mieszko Stary i jego wiek (1881), Szkice historyczne (t. 1-2, 1882-83), Kiejstut i Jagiełło (1889), Polityka Lubeckiego przed powstaniem listopadowym (t. 1-2, 1907).

[24] Wincenty Zakrzewski (1844-1918) – historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w latach 1890/1891 rektor tej uczelni, członek Akademii Umiejętności, uczestnik powstania styczniowego. Napisał m.in. Powstanie i wzrost reformacji w Polsce 1520-1572 (1870), Po ucieczce Henryka, dzieje bezkrólewia 1574-1575 (1878) i Stefan Batory, przegląd historii jego panowania i program dalszych nad nią badań (1887).

[25] Józefinizm – polityka oświeconego absolutyzmu wobec Kościoła katolickiego w monarchii habsburskiej za panowania Marii Teresy i Józefa II, polegająca na ograniczeniu władzy papieża nad Kościołem lokalnym i wprowadzeniu drobiazgowej kontroli władzy świeckiej nad Kościołem w zamian za uprzywilejowany status Kościoła państwowego.

[26] Karol Forbes de Tryon de Montalembert (1810-1870) – francuski publicysta, mąż stanu. Współpracował z ks. de Lamennais’em i Lamartinem w wydawaniu dziennika „L’Avenir”. W sporze tego pierwszego z papieżem, przyjął werdykt Stolicy Apostolskiej, potępiający de Lamennais’ego. Od 1831 r. zasiadał w Izbie Parów. Usiłował spoić katolicyzm z francuską formą demokracji. Był orędownikiem sprawy polskiej we Francji.

[27] Louis Veuillot (1813-1883) – francuski publicysta, propagator ultramontanizmu, redaktor pisma „Univers”. Napisał m.in. Le parfum de Rome (2 t., 1861), Jésus Christ (1875), Paris pendant les deux siéges (1776).

[28] Walery Wielogłowski (1805-1865) – polityk, działacz społeczny, wydawca. Walczył w powstaniu listopadowym, otrzymując order Virtuti Militari. Po insurekcji wyjechał do Francji, aktywnie włączając się w życie emigracji. W 1848 r. zamieszkał w Krakowie, gdzie otworzył znane wydawnictwo i księgarnię, zainicjował powstanie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, był posłem sejmu we Lwowie.

[29] Zygmunt Golian (1824-1885) – pierwszy kaznodzieja głoszący w Krakowie w XIX w. kazania bez kartki, radykalny ultramontanin, przeciwnik powstania styczniowego, gorący wróg liberalizmu. Polemizował także ze Stańczykami, uznając ich stanowisko w sprawach wiary i Kościoła za zasługujący na krytykę moderantyzm. Do najważniejszych jego prac należą: Słowo o prawdziwym zjednoczeniu, Nieprzyjaciele sprawy papieskiej w Polsce, Baczność katolicy, Rozbiór broszury: Papież i Polska, Kilka słów o doczesnej władzy Papieża.

[30] Karol Bołoz Antoniewicz (1807-1852) – jezuita, poeta pochodzenia ormiańskiego, absolwent prawa na Uniwersytecie we Lwowie, prowadził aktywną działalność misjonarską i kaznodziejską.

[31] Rabacja – antyszlacheckie zbrojne wystąpienia chłopów galicyjskich w lutym i marcu 1846 r., inspirowane przez lokalną administrację austriacką.

[32] Marian Morawski (1845-1901) – jezuita, filozof, jeden z najwybitniejszych neoscholastyków polskich i czołowy ultramontanin. Był twórcą i pierwszym redaktorem „Przeglądu Powszechnego”, jednego z najważniejszych pism schyłku XIX i pierwszych dekad XX wieku. W 1887 r. rozpoczął wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie był profesorem zwyczajnym (od 1891) oraz dziekanem wydziału teologicznego (1894-1895). Wydał m.in. Filozofia i jej zadanie (1877), Podstawy etyki i prawa (1891), Wieczory nad Lemanem (1893).

[33] Stanisław Załęski (1843-1908) – jezuita, publicysta, historyk. Współpracował m.in. z „Przeglądem Lwowskim” i „Przeglądem Powszechnym”. Napisał wiele prac historycznych, w tym Czy jezuici zgubili Polskę? (1872), Historia zniesienia zakonu jezuitów i jego zachowanie na Białej Rusi (1874-1875), oraz najważniejszą z nich: Jezuici w Polsce (5 tomów, 1900-1906).

[34] Ludwik Zygmunt Dębicki (1843-1908) – pisarz, dziennikarz i publicysta konserwatywny, autor m.in. Portretów i sylwetek z dziewiętnastego stulecia (1905-1907).

[35] Ludwik Gumplowicz (1838-1909) – socjolog i prawnik, profesor Uniwersytetu w Grazu (Austria), Polak żydowskiego pochodzenia, jeden z najwybitniejszych polskich socjologów swoich czasów. Zajmował się kwestiami rywalizacji między grupami etnicznymi (rasami), sformułował koncepcję powstawania państw. Opublikował m.in. System socjologii (1887) i Filozofię społeczną (1910).

[36] Inicjatorem wydawania w Krakowie dziennika „Kraj” – mającego stanowić liberalną konkurencję dla konserwatywnego „Czasu” – był książę Adam Sapieha (1828-1903). Pismo wychodziło w latach 1869-1874. Współpracował z nim m.in. Józef Ignacy Kraszewski.

[37] Sprawa Barbary Ubryk (1869) – ujawnienie przetrzymywania przez karmelitanki z krakowskiej Wesołej w zamurowanej celi przez ponad dwadzieścia lat chorej psychicznie zakonnicy, które wywołało kilkudniowe antyklerykalne zamieszki w Krakowie i ogromne poruszenie europejskiej opinii publicznej.

[38] Johann Joseph Döllinger (1799-1890) – niemiecki historyk i teolog, badacz dziejów Kościoła, autor m.in. książek Die Reformation (1846-1848) i Luter (1851).

[39] Józef Kremer (1806-1875) – filozof, estetyk, historyk sztuki, prekursor psychologii w Polsce, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, rektor UJ.

[40] Maurycy Straszewski (1848-1921) – filozof, historyk dziejów polskiej myśli filozoficznej, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

[41] Stefan Pawlicki (1839-1916) – ksiądz katolicki, zmartwychwstaniec, profesor, filozof i historyk filozofii, dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego (1888-1889 i 1892-1893) oraz rektor tej uczelni (1905-1906).

[42] Stanisław Stojałowski (1841-1911) – ksiądz, radykalny działacz ludowy, polityk, wydawca popularnych pism dla chłopów m.in. „Wieniec” i „Pszczółka”, za swoją działalność obłożony interdyktem i wielokrotnie aresztowany. Pod koniec życia pojednał się z władzami kościelnymi a politycznie zbliżył do endecji.

[43] Prześladowania unitów podlaskich władze carskie rozpoczęły po upadku powstania styczniowego, dążąc do wchłonięcia Kościoła unickiego w Królestwie przez Kościół prawosławny. Większość wiernych i księży unickiej diecezji chełmskiej decydowała się raczej przejść na obrządek łaciński (co również było zakazane i karane) niż na prawosławie. W 1875 r. ostatecznie zlikwidowano Unię w Królestwie, ale działania władz carskich zmobilizowały społeczeństwo polskie do wsparcia podlaskich unitów.

[44] Walerian Kalinka (1826-1886) – ksiądz, historyk, publicysta. W czasie powstania krakowskiego 1846 r. blisko współpracował z jego dyktatorem Janem Tyssowskim. Przebieg ówczesnych wydarzeń, a zwłaszcza rabacji galicyjskiej przekonał go o destrukcyjnym wpływie radykalizmu rewolucyjnego na stosunki społeczne, czemu dawał przez lata wyraz w wielu pismach publicystycznych. Po osiedleniu się we Francji został współpracownikiem Hôtelu Lambert, wraz z Julianem Klaczką redagował „Wiadomości Polskie”. W 1870 r. Kalinka przyjął święcenia kapłańskie. Ostatnie lata życia spędził w Polsce, organizując polską prowincję zakonu zmartwychwstańców, a we Lwowie bursę dla kleryków unickich. Zasłynął przede wszystkim jako autor fundamentalnych prac historycznych o upadku Polski w wieku XVIII i próbach jej odrodzenia w dobie Sejmu Czteroletniego (Sejm czteroletni, 3 t., 1880-1888, Ostatnie lata panowania Stanisława Augusta, 2 t., 1868), które stworzyły zręby krakowskiej szkoły historycznej.

[45] Antoine-Frédéric Ozanam (1813-1853) – francuski historyk literatury i filozofii, profesor Sorbony, działacz katolicki, twórca Stowarzyszenia Miłości, które przekształciło się w Stowarzyszenie Wincentego à Paulo.

[46] Jan Koźmian (1814-1877) – działacz społeczny, publicysta, redaktor, ksiądz, wydawca „Przeglądu Poznańskiego”, krytyk idei rewolucyjnych i antypolskiej polityki władz pruskich, obrońca świeckiej władzy papieża.

[47] Leon Rzewuski (1808-1869) – syn Wacława „Emira” Rzewuskiego, pisarz polityczny, uczestnik powstania listopadowego. W swoich pismach próbował pogodzić idee socjalistyczne z doktryną Kościoła katolickiego.

[48] Art. 114 Konstytucji marcowej z 1921 r. głosił: „Wyznanie rzymsko-katolickie, będące religią przeważającej większości narodu, zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań”.

[49] Nihil humani a me alienum esse puto (łac.) – nic co ludzkie nie jest mi obce.

[50] Georg Waitz (1813-1886) – niemiecki historyk i polityk, koncentrujący się w swych badaniach na średniowiecznych dziejach Niemiec, autor m.in. Deutsche Verfassungsgeschichte (8 t., 1844-1878) i Schleswig-Holsteins Geschichte (2 t., 1851-1854).

[51] Rudolf Sohm (1841-1917) – niemiecki historyk prawa, wykładowca uniwersytetu w Strasburgu, napisał m.in.: Institutionen des römischen Rechts (1883) i Die Entstehung des deutschen Städtewesens (1890).

[52] Leopold Ranke (1795-1886) – historyk niemiecki, autor m.in. Die römischen Päpste in den letzten vier Jahrhunderten (1834-1836) oraz monografii poświęconych historii Prus, Anglii i Francji.

[53] Ksawery Liske (1838-1891) – historyk, twórca lwowskiej szkoły historycznej, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, twórca Towarzystwa Historycznego i „Kwartalnika Historycznego”, dyrektor Archiwum Krajowego Aktów Grodzkich i Ziemskich we Lwowie, autor m.in. dzieł Bolesław Chrobry i Otto III w Gnieźnie (1869), Austria wobec trzeciego rozbioru Polski (1870), Konstytucja 3 maja i mocarstwa niemieckie (1873).

[54] Wojciech Kętrzyński (1838-1918) – właśc. Adalbert von Winkler, historyk, polityk i etnograf Warmii i Mazur, dyrektor Zakładu Ossolińskich we Lwowie.

[55] Bronisław Trentowski (1808-1869) – główny przedstawiciel tzw. „polskiej filozofii narodowej”, publicysta, pedagog. Początkowo zwolennik idei liberalnych i postępowych, po powstaniu krakowskim i rabacji galicyjskiej ewoluował ku poglądom bardziej tradycjonalistycznym, uznając szczególną rolę Kościoła i szlachty w Polsce jako ostoi narodowości.

[56] August Cieszkowski (1814-1894) – działacz polityczny i społeczny, filozof, autor m.in. Prolegomena zur Historiosophie (1838), Gott und Palingenesie (1842), Ojcze nasz (1847-1908), O izbie wyższej i arystokracji w naszych czasach, O kredycie i obiegu, członek Akademii Umiejętności.

[57] Stanisław Koźmian (1836-1922) – publicysta, polityk galicyjski, krytyk i reżyser teatralny, współtwórca konserwatywnego środowiska Stańczyków. Najgłośniejszą pracą Koźmiana, kontrowersyjną i szeroko dyskutowaną, była Rzecz o roku 1863, wydana w 1895 r. krytyka powstania styczniowego. Uznanie zyskała także wielostronna analiza polityki twórcy zjednoczonych Niemiec: O działaniach i dziełach Bismarcka (1902).

[58] Sejm kromieryski (1848-1849) – parlament Cesarstwa Austriackiego wybrany na fali Wiosny Ludów, który uchwalił pierwszą konstytucję Austrii (1849), wprowadzającą monarchię konstytucyjną, decentralizację władzy i daleko posunięte równouprawnienie narodów monarchii. Przez pewien czas przewodniczącym tego parlamentu był polski polityk liberalny Franciszek Smolka (1810-1899). Nazwa pochodzi od miejsca obrad – morawskiego Kromieřiža, do którego przeniosły się obrady po wybuchu rewolucji w Wiedniu i ogłoszeniu stanu wyjątkowego w mieście.

[59] Patent (dyplom) październikowy (niem. Oktoberdiplom) – konstytucyjny akt prawny wydany w 1860 r. przez cesarza Franciszka Józefa, federalizujący monarchię Habsburgów. Dzielił władzę ustawodawczą na ogólnopaństwową, wykonywaną przez cesarza przy współudziale Rady Państwa oraz krajową, wykonywaną przez cesarza przy współudziale sejmów krajowych, którym przysługiwało domniemanie kompetencji. Dyplom przewidywał przyjęcie swoistych „konstytucji”, czy „statutów” poszczególnych krajów monarchii. Już w lutym 1861 r. kolejny rząd zablokował pełną realizację dyplomu, którego głównym autorem był minister spraw wewnętrznych Agenor Gołuchowski.

[60] Józef Dietl (1804-1878) – lekarz, działacz społeczny i polityczny, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, poseł do Rady Państwa w Wiedniu, prezydent Krakowa (1866-1874).

[61] Mikołaj Zyblikiewicz (1825-1886) – prawnik i polityk, poseł do Sejmu Krajowego, zasiadał także w Radzie Państwa. W latach 1874-1881 był prezydentem Krakowa, zaś w latach 1880-1886 marszałkiem krajowym.

[62] Krach na giełdzie wiedeńskiej, w czasie którego w ciągu czterech dni w wyniku paniki wartość wszystkich akcji spadła niemal do zera. Krach nastąpił po kilku latach prosperity w Austrii i Prusach wywołanej rekonwalescencją obu krajów po wojnie 1866 r. i zwycięstwem Prus nad Francją (1871). W spekulacje na giełdzie było zaangażowanych wielu przedstawicieli elit monarchii, jak również wielu zwykłych obywateli.

[63] Podolacy – konserwatywne ugrupowanie polityczne, które uformowało się w latach 60. XIX wieku w Galicji Wschodniej, wyrażając interesy ziemiaństwa i program lojalizmu względem monarchii habsburskiej w ramach autonomii galicyjskiej.

[64] Kazimierz Grocholski (1815-1888) – konserwatywny polityk galicyjski, poseł na galicyjski Sejm Krajowy, prezes Koła Polskiego w parlamencie austriackim i członek wiedeńskiej Rady Państwa.

[65] Karl Sigmund von Hohenwart (1824-1899) – austriacki polityk konserwatywny, premier w roku 1871, który oparł swą politykę na kompromisie z Czechami i Polakami (m.in. utworzono ministerstwo ds. Galicji). W następnych latach był liderem konserwatywnych ugrupowań katolickich, współpracujących z partiami słowiańskimi w wiedeńskiej Radzie Państwa.

[66] Staroczesi – potoczna nazwa czeskiej Partii Narodowej założonej w 1860 r. przez liderów czeskiego odrodzenia narodowego (František Palacký, František Rieger). Partia dążyła do uzyskania autonomii Królestwa Czech w ramach monarchii Habsburgów i wraz z kolejnymi sukcesami (równouprawnienie polityczne Czechów, czeskojęzyczne szkolnictwo) uzyskiwała oblicze konserwatywno-liberalne. W roku 1874 r. grupa jej bardziej radykalnych działaczy utworzyła stronnictwo Młodych Czechów, które z czasem prześcignęło popularnością Partię Narodową.

[67] Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim (1867-1918) – frakcja parlamentarna grupująca początkowo wszystkich, a potem większość członków parlamentu w Wiedniu wybranych z ziem polskich, bez względu na ich przynależność partyjną. Odkąd do parlamentu zaczęli być wybierani posłowie socjalistyczni i ludowi, co do zasady nie wstępowali oni do kontrolowanego najpierw przez konserwatystów a potem endeków Koła. Koło Polskie było zazwyczaj drugą/trzecią frakcją w Radzie Państwa i odgrywało kluczową rolę w grach koalicyjnych.

[68] Tadeusz Romanowicz (1843–1904) – polityk i publicysta, główny przedstawiciel galicyjskiego demoliberalizmu. Swoje liczne artykuły i broszury publikował w wielu pismach galicyjskich, m.in. w „Tygodniku Naukowym i Literackim”, „Dzienniku Lwowskim”, „Dzienniku Polskim”, „Gazecie Literackiej”, „Nowinach”. W 1867 r. założył pismo „Gmina”. Zwieńczeniem działalności publicystycznej Romanowicza było założenie w Krakowie w 1882 r., razem z A. Asnykiem i T. Rutkowskim, dziennika „Nowa Reforma”. W ostatnich dwóch dekadach XIX wieku Romanowicz był pięciokrotnie wybierany reprezentantem Sejmu Krajowego Galicji. Od 1889 r. zasiadał w Wydziale Krajowym, a w 1901 roku odniósł swój największy polityczny sukces stając się członkiem Rady Państwa w Wiedniu. Główne prace: O stowarzyszeniach (1867), Środki podniesienia przemysłu w naszym kraju (1873), Sprawa polska i sprawa wschodnia (1876), Polityka stańczyków (1882), Dwie opinie (1891), Stronnictwo krakowskie o styczniowym powstaniu (1891).

[69] Kazimierz Bartoszewicz (1852-1930) – historyk, publicysta, satyryk, wydawca, autor m.in. Księgi pamiątkowej Konstytucji 3 maja (1891), Roku 1863. Historii na usługach stronnictw i ludzi (1895-1896) i Dziejów insurekcji kościuszkowskiej (1909).

[70] Wydział Krajowy (1861-1918) – organ wykonawczy Sejmu Krajowego Galicji, zarządzał instytucjami i majątkiem podległym Sejmowi, miał kompetencje kontrolne wobec samorządu gminnego.

[71] Indemnizacja – odszkodowanie za uwłaszczenie chłopów (1848) wypłacane dziedzicom w Galicji przez skarb państwa w formie obligacji wykupywanych przez rząd niemal do końca XIX w. Obciążenia budżetu związane z indemnizacją bardzo ograniczały środki na rozwój Galicji dostępne władzom autonomicznym, obciążały również wszystkich podatników, gdyż wprowadzono specjalny dodatek do podatku na pokrycie części kosztów indemnizacji.

[72] Kazimierz Badeni (1846-1909) – konserwatywny polityk galicyjski, od 1878 r. zastępca namiestnika, zaś w latach 1888-1895 namiestnik Galicji, premier Austrii w latach 1895-1897
(w jego rządzie ważne funkcje sprawowali inni Polacy – Agenor Gołuchowski junior był ministrem spraw zagranicznych, a Leon Biliński – ministrem skarbu)

[73] Neoslawizm – ogólnosłowiański ruch polityczny na przełomie XIX i XX w., animowany głównie w Austro-Węgrzech przez radykalnych działaczy młodoczeskich (np. Karel Kramář). Początkowo, w odróżnieniu od panslawizmu, zakładał równość i autonomię we współpracy narodów słowiańskich w walce z „pangermanizmem” i o federalizację monarchii Habsburgów. Dość szybko jednak znalazł się pod kontrolą polityków otwarcie prorosyjskich. Na pierwszym zjeździe neoslawistów w Pradze (1908) do ruchu przystąpił Roman Dmowski, szybko jednak Polacy i Ukraińcy wycofali się ze współpracy.

[74] Orientacja szerokotorowa tj. prorosyjska.

[75] Charakterystyka znaczenia Krakowa, jaką podałem powyżej, obejmuje okres czasu aż po r. 1900. Zaznaczyłem to wyraźnie w tytule mego odczytu. Dlatego nie mówiłem o zjawiskach politycznych, naukowych, literackich, artystycznych późniejszych niż r. 1900 – chyba że stanowiły one epilog zdarzeń XIX wieku. Tak samo nie wspominałem o ludziach, którzy wystąpili dopiero po r. 1900. Podkreślam to wyraźnie, aby nie dać sposobności do ewentualnych zarzutów, że o pewnych ważnych faktach lub wybitnych osobistościach z początku w. XX nie wspomniałem [przyp. Autora].

Najnowsze artykuły

Przegrana Francji i przyszłość Europy

Walerian Kalinka

Data dodania: 2017-07-26

O pośle i poselstwach

Krzysztof Warszewicki

Data dodania: 2017-07-18

Między Niemcami a Rosją czyli o Adolfie Bocheńskim (Wywiad)

Maciej Zakrzewski

Data dodania: 2017-07-13