Artykuł
Amica Italia
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Amica Italia

Pierwodruk:  Warszawa 1926, s. 35-41, 131-166. Przedruk: Amica Italia. Polscy prawnicy wobec włoskiego faszyzmu 1922-1939. Wybór pism, (opr.) Maciej Marszał, Kraków 2004.

 

 

Rewolucja faszystowska z października 1922 r. nie była tylko buntem przeciw staremu porządkowi rzeczy we Włoszech (porządkowi parlamentarnemu, państwowemu, społecznemu), ruchem wyczerpującym się w jednym akcie dojścia do władzy i obezwładnienia przeciwników: rewolucja ta trwa wciąż, rozwija się konsekwentnie i zmierza wytrwale do stworzenia nowego porządku narodowego, odpowiadającego aspiracjom oraz ideologii tego pokolenia, które ją dokonało, tego typu Włochów – tych żywiołów narodu, co z nią się zsolidaryzowały i z nią współdziałają.

Uchwalone prawa obrony, o czym na ostatnim kongresie wspominał Mussolini, są zarazem prawami konstrukcyjnymi, nie tylko bowiem umożliwiają istnienie i działanie samego faszyzmu, lecz mieszczą w sobie zawiązki, podstawy tego wszystkiego, z czego ma się złożyć nowy układ narodowy.

Okiełznanie swawoli parlamentarnej nie tylko zapewniło zupełną swobodę działania władzy wykonawczej, reprezentującej państwo (w tym wypadku rządowi faszystowskiemu), lecz i uzdrowiło sam parlamentaryzm włoski, umożliwiło mu sprawowanie jego własnych czynności bez wnoszenia zamętu ustawicznego w życie państwowe, co było poprzednio, i zarysowało tę jego postać jaką powinien przybrać, tę jego rolę jaką powinien spełniać, jeśli chce być istotnie użytecznym czynnikiem w państwie i w narodzie.

W stosunku faszyzmu i Mussoliniego2 do parlamentu i rozwydrzonych zwolenników – praktyków czy teoretyków – jego absolutyzmu, nie tyle tkwiła chęć upokorzenia samej instytucji oraz tych stronnictw politycznych, które czepiały się jej jak deski własnego zbawienia, ile pragnienie podniesienia z upadku władzy wykonawczej upokorzonego przez niezdrowy parlamentaryzm rządu, a przez to samo zwiększenia uroku idei, reprezentowanego przezeń państwa.

Faszyści niejednokrotnie wyjaśniali, dlaczego na pierwszy plan w państwie wysuwają władzę wykonawczą. Oto są dobitne słowa w tej mierze B. Mussoliniego:

,,Władza wykonawcza jest władzą wszechobecną i czynną w życiu narodu, jest władzą, która co chwila znajduje się wobec zagadnień jakie ma rozstrzygnąć. Władza ta, rozporządzająca wszystkimi siłami zbrojnymi państwa, która codziennie wprawia w ruch skomplikowaną machinę administracji państwowej, nie może być zredukowana do roli drugorzędnej, do grupy manekinów, które tańczą tak, jak tego chce kaprys zgromadzeń prawodawczych”.

Był czas już na to, żeby w ten sposób określić zasadzę władzy wykonawczej i dać jej przewagę nad innymi w narodzie, doszło się bowiem – i to nie tylko we Włoszech – do tego, że najwyższą władzą w państwie stał się parlament, który umywał ręce od wszystkiego
i był nieodpowiedzialnym za największe szkody, jakie wyrządzał narodowi; najmniej zaś władzy posiadał rząd, który był za wszystko odpowiedzialny, a kroku nie mógł zrobić bez nieodpowiedzialnego parlamentu. Tego rodzaju stan rzeczy był nie tylko wcieleniem absurdu, lecz nadto wyrażał rozkład, niemoc i demoralizację zarówno parlamentaryzmu, jak i władzy wykonawczej.

Zgodnie z powyższym poglądem na rolę i zadania władzy wykonawczej w państwie rozwijała się praca ustawodawcza rządu narodowego faszystowskiego. Przekształcał się powoli parlament na instytucję pomocniczą, nie zaś zwierzchniczą w państwie, współpracującą skutecznie z rządem, a nie intrygującą wciąż przeciw niemu (ten proces przekształcania nie jest jeszcze ukończony); ograniczano i hamowano niekontrolowaną i nieodpowiedzialną działalność tych czynników politycznych i społecznych (jak np. prasa, organizacje masońskie itp.), tych organów państwowych (biurokracja), które stawały dotychczas ponad państwo, uznawały inną władzę niż jego władza, dążyły do celów obcych bądź wrogich mu, a interesy narodu podporządkowywały nieraz utopiom międzynarodowym i związanym z nimi wszelkiego rodzaju matactwom.

Uchwalenie prawa przeciw tajnym stowarzyszeniom, to było nie tylko bronienie państwa przed rozkładową działalnością, intrygą polityczną i międzynarodowym knowaniem masonerii, lecz i twórczość w dziedzinie państwowej i narodowej, usuwało się bowiem z niej potworny anachronizm, niweczyło złowrogą i fałszywą zasadę, która dla obywatela danego państwa – dla urzędnika, żołnierza, polityka itp. – uświęcała istnienie hierarchii władzy wyższej ponad tę, co reprezentowała jego naród i jakiej składał przysięgę na wierność – władzy tajnej, której celów i zamiarów był nawet nieświadom.

Nie wspominam tymczasem o tym, jak walka faszyzmu z masonerią odbić się może dodatnio na życiu duchowym Włoch, jak oczyści atmosferę umysłową półwyspu z zarazków propagandy beznarodowych i antynarodowych „ideałów”, mających w organizacjach masońskich swoje odwieczne źródło i skuteczne poparcie. Niewątpliwie prawo o tajnych związkach wpłynie uzdrawiająco na stosunki duchowe narodu, na wychowanie młodych pokoleń, etc., – przede wszystkim jednak będzie miało natychmiastowy skutek w dziedzinie ściśle państwowej tam, gdzie wpływ masonerii zagrażał najbardziej bytowi państwa, demoralizując przewrotną ideologią jego biurokrację, tj. tych, którzy jemu jednemu tylko winni posłuszeństwo, od niego jednego winni tylko odbierać rozkazy.

Godność, niezależność i bezpieczeństwo państwa, zarówno jak i godność oraz moralność tych, co mu bezpośrednio służą – wymagały wprost ustaw, z jednej strony skierowanych przeciw stowarzyszeniom tajnym, stawiającym na pierwszym miejscu istności abstrakcyjne jak ludzkość itp., na ostatnim zaś (w najlepszym razie) realne, jak naród i ojczyzna – z drugiej zaś określających wyraźnie stanowisko biurokracji w państwie i regulujących jej stosunek do niego. I prawo tego rodzaju zostało uchwalone!

Zakrzyczano naturalnie w obozie tych, co się nie wiadomo dlaczego uważają za jedynie powołanych obrońców praw „człowieka i obywatela”, że to wszystko pozbawia go wolności stanowienia o sobie, że jest zamachem na jego „ja” moralne etc.… Odpowiedziano słusznie, że to wszystko przeciwnie, każdego „człowieka i obywatela”, istniejącego w określonym państwie – cóż mówić o takim, który jest jego funkcjonariuszem – czyni i bardziej wolnym, gdyż wyzwala go z jarzma władzy tajnej, o której nie ma pojęcia, i bardziej moralnym, nie zmusza go bowiem do ustawicznego kłamstwa i krzywoprzysięstwa.

Nie jest wolna, nie jest moralna jednostka, która składa podwójną przysięgę raz państwu, od którego zależy, znów innej instytucji antypaństwowej, zwalniającej ją z pierwszej przysięgi oraz ze wszelkich zobowiązań, jakie ona nałożyła na nią. Tego rodzaju postępowanie, do jakiego masoneria uprawnia swoich członków, stoi w krzyczącej sprzeczności z prawdziwie ludzką moralnością nawet najbardziej „postępową”, „niezależną” i uniwersalistyczną. Od dwulicowej przewrotnej moralności ochrania biurokrację państwową włoską świeżo uchwalona ustawa regulująca jej stosunek do państwa.

„Przyjmując ustawę o biurokracji, rząd faszystowski – mówił Mussolini – złożył jej najwyższy hołd, postawił ją na jednym z sobą poziomie. Można traktować biurokrację jak masę sług i urzędników, którzy pracują mniej lub więcej chwalebnie – po czym znikają w mnogości obywateli. Można ją również traktować, wzorem niektórych ministrów starego porządku rzeczy, jako zbiór wspólników. My przeciwnie, uważamy biurokrację jako część integralną państwa. Biurokracja jest państwem, będąc tym, nie może w jego głębokim wnętrzu uchylać się od niego. Jeśli tak jest, jeśli jest to prawda – jak prawdą jest, że państwo reprezentuje rząd – widoczną jest rzeczą, iż pragnąc, żeby biurokracja odbierała główne dyrektywy od rządu, chcąc by ona uważała siebie za armię współpracowników, zmierzających do tego samego celu, składa się jej największą pochwałę i wynosi się ją na stanowisko o wiele wyższe od tego, na jakim utrzymywały ją stare rządy”.

Słowa powyższe nie tylko tchną zdrowym sensem, mieści się w nich ponadto sporo rzeczy nowych, szlachetniejszych i bardziej moralnych od tego żargonu masońsko-liberalnego, jakim broniono „wolność” biurokracji, wystawioną na szwank przez ustawę rządu narodowego.

Tymczasem ustawa ta odbiera tylko biurokracji państwowej swobodę oszukiwania własnego państwa, bezkarną wolność szkodzenia i zdradzania własnej Ojczyzny.

Nie jest więc to sprawa jednego stronnictwa, lecz sprawa całego narodu, jak faszyzm nie jest partią, lecz całym porządkiem rzeczy, nowym porządkiem narodowym.

Zgodnie z frazeologią demokratyczno-romantyczną świętym mianem „rewolucji” (małej czy wielkiej) chrzcimy tego rodzaju przewrót w stosunkach politycznych i społecznych danego narodu i państwa, który pociąga za sobą wywłaszczenie z mienia i władzy jednej klasy społecznej (zawsze posiadającej i mniej licznej) przez jakąś inną (mniej posiadającą i liczniejszą), a powinno to się odbyć na drodze gwałtu, z rozlewem krwi, z udziałem szerokich mas i z bronią w ręku, wśród wznoszonych barykad i tym podobnych dekoracji. Im więcej odebrano zwyciężonym, by dać zwycięzcom, im więcej zniszczono mienia prywatnego i publicznego, wszelkiego dorobku kulturalnego itp., im więcej rozlano krwi i wytworzono chaosu w rozmaitych dziedzinach życia, tym „większą” i wspanialszą była „rewolucja”, tym bardziej godną czci potomnych, pieśni poetów i pióra dziejopisów.

Taką była np. w znacznej mierze, z wyjątkiem tego, co stoi w związku z obroną Francji od najazdu obcego, Wielka Rewolucja Francuska, taką jest, jeszcze większa, rewolucja bolszewicka.

Wszelkie natomiast ruchy polityczne, które przeciwstawiają się powyższego typu rewolucjom – zwłaszcza jeśli powiodą się i udaremnią zamiary, a powściągną apetyty klasy „rewolucyjnej” – nazywają się, podług tejże nomenklatury demo-romantycznej, „reakcją” – czymś potwornym, zasługującym na pogardę umysłów postępowych i niezależnych. „Reakcja”, godna potępienia, nie zaś „rewolucja”, zasługująca na nieśmiertelną wdzięczność ludzkości – zachodzić ma wszędzie tam, gdzie przewrót polityczno-społeczny nie posiada charakteru wyłączności klasowej; kiedy różne siły i czynniki w państwie i w narodzie, reprezentujące ideę ładu i porządku oraz istotny interes zbiorowy, sprzymierzają się po to, by stawić czoła żywiołom rozstroju i chaosu, wywłaszczycielom jednych na korzyść innych, pogromcom „przywilejów”, którzy tworzą natychmiast szereg innych przywilejów (tzw. praw), tym razem na korzyść zwycięzców.

Z takich oto powodów przewrót dokonany w stosunkach politycznych i społecznych Włoch przez faszyzm, został okrzyczany w świecie jako złowroga „reakcja” i odmówiono mu uroczego miana „rewolucji” Tymczasem przewrót ten jest „rewolucją”, tylko innego rodzaju, taką, która zwyciężyła „rewolucję” klasową, „socjali-styczno-komunistyczno-liberalno-demokratyczną”, – a przywilejom, tj. „prawom” jednej klasy przeciwstawiła prawa i interesy całego narodu. Była to „rewolucja” dokonana przez zjednoczone siły i żywioły naro­dowe (król, wojsko, praca i kapitał narodowy, inteligencja wolnych zawodów, etc.…), które oparły się czynnikom i żywiołom klasowego wywrotu, uwiedzionym przez propagandę międzynarodową. Rewolucja ta była dokonana z bronią w ręku, przy udziale mas i nie obeszła się bez rozlewu krwi, pod tym więc przynajmniej względem odpowiada „klasycznemu” pojęciu rewolucji. Z tą tylko różnicą, że w tym wypadku rozlało się więcej krwi zwycięzców, niż zwyciężonych…

Była to rewolucja nacjonalistyczna, która zwyciężyła rewolucję socjal-komunistyczną, będącą już w marszu od paru lat we Włoszech i gotującą się do ostatecznego ataku, mogącego jej zapewnić przewagę na półwyspie.

Rewolucja faszystowska jeszcze się nie ukończyła, sztandar jej nie został jeszcze zwinięty, i trzyma go wciąż w mocnej dłoni główny jej wódz, Mussolini, jak to on sam oświadczył niedawno zebranym w Rzymie (w czerwcu 1925 r.) zastępom faszyzmu.

Rozejrzyjmy się więc cokolwiek w źródłach, drogach, orientacjach itp., posuwającej się naprzód i utwierdzającej się w życiu Włoch rewolucji faszystowskiej.

Wielka wojna umożliwiła rewolucję włoską. Bez niej nie byłoby najpewniej spotęgowania w szerszych masach ducha narodowego, uświadomienia sobie przez nie interesów narodu i czynnego przejęcia się nimi. Dzięki wojnie zwycięskiej, której jednak wyniki nie we wszystkim czyniły zadość obudzonym przez nią nadziejom Włochów, nie równoważyły wielkich ofiar, nie zaspakajały należycie zwiększonych po wojnie i żywiej odczuwanych ich potrzeb – formował się i zwiększał obóz narodowy, składający się z tych żywiołów, co wojny pragnęły, uświadamiały sobie jej znaczenie ogromne dla przyszłości narodu, a które wobec niedostateczności jej rezultatów zdawały sobie sprawę z ujemnych tego następstw i szukały sposobów zaradzenia złemu stanowi rzeczy w kraju.

Te same jednak skutki wojny, zawody i rozczarowania wywołane przez nie, podnieciły i do czynniejszych wystąpień zachęciły te wszelkie sfery polityczne i grupy społeczne, które na wojnę poszły niechętnie, zarówno jak i te, co wśród mas ludu włoskiego prowadziły od dawna propagandę i jednały je dla socjalistycznego przewrotu polityczno-społecznego i dyktatury proletariatu. Po paru latach, które zeszły na podjazdowych walkach i utarczkach pomiędzy tymi dwoma obozami, starły się one stanowczo w październiku 1922 r. – ze skutkiem wiadomym. Przewagę osiągnął obóz integralnego programu narodowego, czyli rewolucji faszystowskiej, odsuwając od władzy i kierownictwa w państwie żywioły mdłego uczucia patriotycznego, zezujące wciąż na lewo, i obezwładniając obóz uroszczeń klasowych i międzynarodowego wywrotu.

Siła fizyczna, liczba, organizacja bojowa, zmysł polityczny, natężenie uczuć patriotycznych, słowem to, co zapewniło zwycięstwo obozu narodowego, powstało w okresie powojennym razem z faszyzmem. Programy narodowe, świadomość dążeń i celów państwa narodowego, chociaż rozwijały się także z nim, dają się odnieść do innych źródeł, mianowicie do poglądów i ideałów nacjonalizmu włoskiego, który już przed wojną miał swoich wyrazicieli – w teorii głównie, mniej w praktyce, w życiu państwowym. Byli jednak i tacy, a wśród nich najwybitniejszy, premier Francesko Crispi3, patriota sycylijski, niegdyś konspirujący z Garibaldim4, a po zjednoczeniu politycznym Włoch, gdy stał się szefem rządu, usiłujący wzmocnić autorytet jego władzy, przystosować politykę wewnętrzną kraju do jego polityki zewnętrznej i powściągnąć demagogię parlamentarną, a to wszystko po to, by Włochy mogły spełniać należycie swoje zadanie dziejowe i wytrzymywać współzawodnictwo z innymi narodami.

Crispi został pokonany przez parlamentaryzm burżuazji liberalnej, coraz bardziej ulegającej naciskowi radykalizmu społecznego stronnictw skrajnych, dla których interes klasowy i aspiracje międzynarodowe więcej miały uroku, niż sprawy i interesy narodu.

Polityka interesu narodowego odzywała się niekiedy w dziejach Włoch sprzed wielkiej wojny, jak np. w czasie okupacji Libii itp., były to jednak bardzo słabe jej przejawy; rząd popierał ją bez mocniejszego przekonania, parlament raczej hamował ją i zaprzepaszczał wśród intryg partyjnych, opinia zaś publiczna nie była w tej mierze dostatecznie uświadomiona, na chwilę zapalała się i zachęcała do czynów śmielszych, wnet jednak ostygała i wątpiła o pożytku tej polityki.

Nie brak wszakże było i podówczas we Włoszech jednostek pojedynczych, a nawet grup politycznych, które zdawały sobie jasno sprawę z tego, jaką powinna być polityka rządu, jaki stosunek do niej parlamentu, jaka ideologia stronnictw jego większości, jaką w ogóle ideologia samego narodu, by interesy jego były należycie uwzględniane, potrzeby zaspakajane, stanowisko w świecie wzmocnione i przyszłość zabezpieczona. Wśród tych jednostek znane są już powszechnie imiona takich publicystów i polityków, jak E. Corradini5 (dzisiejszy senator), Federzoni6 (dzisiaj minister spraw wewnętrznych) i paru innych, którzy przez szereg lat formułowali i rozwijali program polityki narodowej, głosili ideologię nacjonalizmu włoskiego i reprezentowali ją wśród walk politycznych, odbywających się na półwyspie.

W pismach tych publicystów i myślicieli narodowych z czasów przedwojennych (i późniejszych) odnajdują się główne ideologiczne podstawy dzisiejszego faszyzmu, złożone są zasadnicze elementy jego programu narodowego, wytyczne polityki wewnętrznej i zewnętrznej.

Z wyjątkiem paru zasadniczych definicji, jak np. narodu jako istności przede wszystkim duchowych, wszelkie teorie i postulaty nacjonalizmu włoskiego nie noszą charakteru abstrakcji uniwersalnych, lecz są wyrazem rzeczywistości włoskiej, zrodziły się, jak powiada Corradini, „z dramatu narodowego”.

Nacjonalizm włoski wychodzi z następują­cych faktów rzeczywistych życia międzynaro­dowego i własnego narodu: po pierwsze, że wa­runki życia danego narodu układają się podług warunków życia innych narodów; po drugie, że dla niektórych narodów ta koordynacja jest subordynacją, tj. zależnością ekonomiczną i moralną, nawet wówczas, gdy nie istnieje dla nich zależność polityczna. A dalej: Włochy, właśnie, są jednym z tych narodów, które pozostają w zależności ekonomicznej i moralnej od innych, chociaż cieszą się od wielu lat niezależnością polityczną.

Zależność tego rodzaju jest nad wyraz uciążliwa i Włochy powinny – mogą i są obowiązane – od niej się uwolnić, jak uwolniły się od zależności politycznej, jeśli chcą rozwijać swoje wartości narodowe, materialne i duchowe oraz podnieść na równy poziom z innymi państwami państwo własne.

W tym celu, głosi nacjonalizm, jest rzeczą konieczną, by Włochy wytworzyły sobie jedną świadomość narodową, ducha solidarności pomiędzy obywatelami całego narodu, na podobieństwo tego ducha solidarności, jaki istnieje pomiędzy poszczególnymi jego klasami, np. robotnikami, których świadomość klasową wytwarzał socjalizm. Najważniejszą bowiem sprawą dla wszystkich są interesy narodu jako jednej całości; gdy one tracą – traci nie jedna, ta lub inna jego klasa, lecz wszystkie klasy; gdy one są krzywdzone i niezabezpieczone, krzywdzeni i niepewni losów swoich są wszyscy, tak ci, co uznają przede wszystkim interes danej klasy, jak ci, co uznają jeszcze coś większego prócz niego.

Walka klas w obrębie jednego społeczeństwa, fatalny i nieunikniony antagonizm klasowy, nie wyraża, jak nauczają socjaliści, istoty procesu dziejowego; bardziej zgodną z historią, trudniejszą do uniknięcia i niekiedy konieczniejszą jest walka pomiędzy narodami, współzawodnictwo międzynarodowe.

Stwierdzając tego rodzaju prawdy, nacjonalizm włoski przeciwstawił się stanowczo socjalizmowi, jako kierunkowi, który dbał tylko o obudzenie świadomości specyficznej jednej klasy narodu, o jej wyłącznie interesy, dążąc do wyniesienia jej ponad inne i uprawiając (jako stronnictwo) metodyczną i oficjalną opozycję przeciw wszelkim zamiarom i programom zwiększenia świadomości ogólnej narodu oraz wzmożenia jego potęgi materialnej i duchowej.

Enrico Corradini nazywa nacjonalizm włoski, w przeciwstawieniu do socjalizmu, stronnictwem specjalnie oddanym propagandzie „powiększenia” narodu włoskiego, wzmocnienia wszelkich jego sił, skądkolwiek, z jakichkolwiek warstw społecznych pochodzą, byle tylko służyły powyższemu najważniejszemu celowi (p. Nazionalismo e socialismo w książce Discorsi Politici).

Nacjonalizm zwalczał również te kierunki myśli politycznej, które reprezentowała we Włoszech burżuazja liberalna, dlatego iż z biegiem lat zatraciła ona do tego stopnia poczucie swojej roli w narodzie, że szła coraz bardziej na pasku stronnictw skrajnych i stała się szerzycielką socjalizmu sentymentalnego w społeczeństwie.

Nacjonalizm, tak samo, jak socjalizm jest pewną formą imperializmu, tylko, że pierwszy dąży do „powiększenia” narodu, drugi do „powiększenia” jednej jego klasy. Dodać tu trzeba, że nacjonalizm włoski, zwalczając zasady i metody działania socjalizmu, nigdy nie przybierał charakteru antyproletariackiego, owszem, pomijając to, iż klasę robotniczą traktował jako rezerwuar sił żywych i szlachetnych narodu, uznawał, że jest ona pozbawiona pewnej części bogactw, które jej mogłyby się należeć, lecz nie należą – twierdził jednak, że temu zaradzić potrafiłby lepiej imperializm narodowy, aniżeli klasowy.

Pierwszy bowiem dąży do zmiany tego systemu w stosunkach między poszczególnymi narodami, w którym jedne z nich są uprzywilejowane kosztem i ze stratą innych, co jest przyczyną ich proletaryzacji. Nacjonaliści włoscy nazywali nawet swój naród „narodem-proletariuszem” (znakomity poeta, Giovanni Pascoli7, wykrzyknął z powodu rozpoczęcia wojny libijskiej: „Oto poruszył się wielki proletariusz!” „La gran proletaria s’é mossa!”). Senator Corradini, przeprowadzając paralelę pomiędzy socjalizmem a nacjonalizmem, wyraził się raz, że „nacjonalizm pragnie być dla całego narodu tym, czym był socjalizm dla jednego tylko proletariatu” (Le nazioni proletarie e il nazionalismo).

Żeby móc urzeczywistniać program “powiększania” narodu, trzeba mieć państwo odpowiednie, oddane temu celowi, słowem trzeba, by państwo było także narodowe. Nacjonalizm włoski zwalcza przeto przeciwne pojęcia o państwie – teorie państwa liberalnego, demokratycznego, socjalistycznego, etc.…

Współczesne państwa, wyrosłe w atmosferze ideałów liberalnych, demokratycznych, socjalistycznych itp. XIX wieku, są wynikiem skrzyżowania się związanych z nimi interesów oraz aspiracji jednostki ludzkiej, klas poszczególnych, „ludzkości” etc., urzeczywistniają wolność osobistą, równość stanową, braterstwo międzynarodowe w obrębie danego narodu, rozmijając się najczęściej z jego istotnymi interesami i dążeniami, jako określonej całości, mającej swoje wyłączne, wyznaczone jej przez historię i geografię, stanowisko wśród innych narodów, które musi ochraniać i utrzymywać pod grozą zagłady.

Państwo tedy może być tylko narodowe, wszelkie zaś inne przyczepiane do niego przymiotniki (liberalne, demokratyczne, socjalistyczne etc.) są zaprzeczeniem jego istoty, godzą w to, do czego ono przede wszystkim jest powołane.

Nacjonalizm włoski stawia więc zasadę państwa, będącego widomą formą życia swego narodu, istniejącą i przystosowaną do niego – nie dla wolności jednostki, jak powiada liberalizm, nie dla demokracji, nie dla klasy i „powiększenia” jej, jak chcą socjaliści, lecz dla Włoch. Wolność jednostki, wyzwolenie proletariatu, równość demokratyczna itd., wszystko to, i inne piękne rzeczy, może wchodzić w program minimum państwa narodowego, którego programem maksimum – jest tylko naród.

I tylko takie państwo nie przeczy sobie, nie zdradza nikogo, ani wolności jednostki, ani interesów i praw tej lub innej klasy społecznej, ani przyszłości narodu.

Z pojęciem takiego państwa łączy nacjonalizm włoski odpowiadający jego istocie rząd, stróża i wykonawcę programu narodowego, kierownika odpowiedzialnego jego polityki wewnętrznej i zewnętrznej.

Rząd narodowy w państwie narodowym – znaczy rząd spełniający najlepiej, wiernie i niedwuznacznie jego zadania. Wszystko to, co w państwie, wszelkie jego instytucje oraz rodzaje władzy i organy jej (ciała prawodawcze, administracja, wojsko itp.), jeśli z powodów tej lub innej natury swojej, z rządem nie współdziałają, hamują bądź wręcz unicestwiają jego rolę w państwie, powinny ulec takiej zmianie, która by umożliwiła skoordynowaną pracę wszelkich sił jego, dała słowem rękojmię jego płodnej i twórczej działalności dla całego narodu.

Stąd negatywny stosunek nacjonalizmu włoskiego między innymi do rządów parlamentarnych, będących wytworem nieodpowiedzialnego parlamentu, zależnych od jego woli, raczej od gry demagogicznej jego licznych grup i stronnictw politycznych, więcej zajętych własnymi interesami prywatnymi i partyjnymi, niż dbałych solidarnie o interes narodowy.

Program państwowy, jego polityka wewnętrzna i zewnętrzna, reforma władzy prawodawczej i wykonawczej etc. – wszystko to było już wyraźnie zarysowane, zgodnie z powyższymi zasadami nacjonalizmu, w umysłach nacjonalistów włoskich, brakło im tylko poparcia szerszych mas narodu, w którym nieliczne tylko grupy posiadały świadomość ich wagi dla życia i przyszłości Włoch. Dopiero wojna wzmogła tę świadomość w masach, które w parę lat po niej, wskutek rozszerzającego się w kraju ruchu antynarodowego, agitacji żywiołów wywrotu międzynarodowego, niemocy własnych rządów itp., przechylały się coraz bardziej na stronę nacjonalizmu. Odbywa się to jednocześnie z powstaniem na półwyspie organizacji odporu i walki z żywiołami anarchii politycznej i wywrotowej akcji społecznej, tj. z powstaniem faszyzmu i wystąpieniem jego czynnym na widowni powojennego życia włoskiego. Nieduże stronnictwo nacjonalistyczne rozpływa się w ogromnym ruchu faszystowskim, ten natomiast uznaje za swoją jego ideologię narodową i daje jej czynne poparcie mas. Ideologia nacjonalizmu dała faszyzmowi myśli przewodnie, podstawy programu narodowego; faszyzm zaś tchnął w nacjonalizm ducha wiary i poświęcenia, ogień uczuć patriotycznych, stworzył „mit” narodowy, a także dał mu zastęp realizatorów jego programu, środki wcielenia go w życie, nie mówiąc już o tym, iż dał mu wodza niezaprzeczonego, uznawanego przez wszystkich. Połączenie tych wszystkich czynników wydało rewolucję włoską, albo, jak ją nazywają – faszystowską. […]

Po walnym zwycięstwie rewolucja faszystowska nie jest tą, która, podług zwykłego trybu rewolucyjnego, niesie przeciwnikom „zemsty grom”. „Gniew ludu” zaś, słuszny gniew oburzenia z powodu wszelkich bezeceństw dokonanych i dokonywanych w dalszym ciągu tu i ówdzie przez rozwścieklone klęską grupy bojowców, spełzłej na niczym „dyktatury proletariatu”, powściąga, jak może iście humanitarnie. Rewolucja włoska co najwyżej wymierza tylko zasłużoną karę tym, co na nią pracowali przez szereg lat, a to odsuwając jednych od udziału w rządach, innym zaś pętając ręce zbrodnicze i nakazując zaprzestanie propagandy wywrotowej – pod grozą natychmiastowej represji. Poza tym, ujmując władzę w swoje ręce, czyni szereg zarządzeń zabezpieczających ją, i ogranicza działalność tych instytucji państwowych, które, jak parlament np., wykazały w chwilach najbardziej krytycznych dla bytu państwa albo zupełną nieudolność, albo złą wolę.

Zamiast rozpędzić wszystko i wszystkich na cztery wiatry, zamiast zmiażdżyć opornych siłą fizyczną, jak to zwykle czynią szefowie rządów klasycznie rewolucyjnych, Mussolini upokarza tylko moralnie wylękłą Izbę, wygłaszając pierwszą swoją mowę w charakterze premiera nowego rządu włoskiego, o której sam słusznie powiada, że “historie parlamentarne nie pamiętają przemówienia bardziej anty-parlamentarnego” (p. artykuł Mussoliniego w tej sprawie w miesięczniku „Gerarchia”, czerwiec 1925 r.). Rząd Mussoliniego nie wydaje praw wyjątkowych, lecz żąda i otrzymuje od Izb zupełne pełnomocnictwa, co równa się zredukowaniu władzy i czynności parlamentu do minimalnych rozmiarów.

Gabinet nowego rządu jest wprawdzie z nazwy koalicyjny, wszystkie jednak główne ministerstwa dostają się faszystom, a przedstawiciele wszelkich „starych” stronnictw w nim nie uczestniczą. Charakter pierwszych zarządzeń rządu rewolucyjnego, jest wyraźnie anty-parlamentarny, anty-demokratyczny i anty-liberalny… A pomimo to – o zgrozo!, zauważmy to od razu – grom z nieba nie spada na „gwałcicieli” uświęconych bóstw i bożków z przybytku “praw człowieka i obywatela”, a rewolucja rozwija się normalnie i coraz więcej zagarnia terenu i pozyskuje opinię publiczną.

Ale też na wstępie rząd faszystowski zabezpiecza swój byt i ciągłość rewolucji, rozwiązując błyskawicznie frondujący i złożony z niepewnych żywiołów korpus „Gwardii Królewskiej” („Guardia Regia”) i stwarza dwa specjalne organy rewolucyjne – jeden koordynacji i ruchu: „Il Gran Consiglio”, drugi obrony i gwarancji zbrojnej, mianowicie „Milicję Ochotniczą Bezpieczeństwa Narodowego” („Milizia Volontaria per la Sicurezza Nazionale”).

„Otrzymałem całkowite pełnomocnictwa od Parlamentu, powiada Mussolini, wsparłem je wszakże natychmiast trzystoma tysiącami bagnetów”. I to wszystko się stało bez rozlewu krwi, bez oporu ze strony grup politycznych, odsuniętych od steru państwa, bądź rozwścieklonych z powodu, iż im wyrwano z rąk zwycięstwo, po którym miał być przez nie stwarzany „nowy ład” nie tylko we Włoszech.

Mussolini zaznaczył się od razu nie tylko jako znakomity wódz rewolucji, porywający za sobą masy i z niebywałą energią dążący do głównego celu, lecz i jako pierwszorzędny mąż stanu, jakiego dawno Włochy nie miały.

Pamiętam, jak na kilka miesięcy przed marszem na Rzym, w rozmowie z przybyłymi do Polski dziennikarzami włoskimi, dowiedziałem się od nich, (niejeden z nich jest dzisiaj posłem faszystowskim), że Mussolini jest to przede wszystkim „l’uomo di piazza” (człowiek z placu publicznego, przywódca wiecowy itp.), okazało się wszakże wkrótce, iż jest on ponadto niepospolitym „l’uomo di Stato”, mężem stanu w wielkim stylu, chociaż nie w stylu “demokra-tyczno-liberalno-parlamentarnym”. Temu właśnie rewolucja zawdzięcza swoje powodzenie, a Włochy swe zbawienie!

Dodać tu trzeba, że Mussolini jest w gruncie rzeczy lepszym „demokratą”, niż demokraci z urzędu, gdyż dba nie tylko o dobro jednej klasy społecznej, lecz całego, różnolitego ludu włoskiego i nie używa go za narzędzie własnej kariery; jest szczerszym „liberałem” od liberałów przysięgłych, nie klęka bowiem niewolniczo przed dość już zdemaskowanym bóstwem abstrakcyjnej Wolności (przez wielkie W.), lecz dąży do zapewnienia wszystkim takich wolności rzeczywistych, jak wolność pracy, posiadania, sumienia itp., bez których społeczeństwa nie postępują naprzód i uzależniają się od innych pod względem materialnym i duchowym; jest wytrawniejszym parlamentarzystą od tych czcicieli parlamentu, którzy poza nim nie widzą zbawienia, gdyż nie lubi czczego gadulstwa Izb prawodawczych, jest zwolennikiem rzeczowego i nieprzewlekłego załatwiania ważnych spraw państwowych, a poza tym gardzi intrygami zakulisowymi i demagogią parlamentarną.

Ponieważ jest tego rodzaju mężem stanu, politykiem obdarzonym niezwykłym poczuciem rzeczywistości, śmiałej inicjatywy i ogromnej zdolności wykonania rzeczy przedsięwziętych, a ponadto człowiekiem namiętnego ducha, miłującym gorąco, nie tylko w pięknych słowach, ojczyznę własną, pragnącym widzieć ją szczęśliwą i sławną; ponieważ dalej posiada on zaufanie i cześć swoich współpracowników, wiarę bezgraniczną zastępów faszystowskich, pragnących tego samego, co i on, rozumiejących rzeczy, jak on je pojmuje, – dlatego dzieło rewolucji włoskiej rozwija się logicznie, pomimo tych lub innych przyczyn, usiłujących bieg jej zagmatwać, plany jej i zamierzenia urzeczywistniają się energicznie i konsekwentnie i orientuje się ona świadomie w kierunku najważniejszych potrzeb narodu, zmierza do celów, wytkniętych mu przez przeznaczenie dziejowe i położenie w świecie. […]

Jeśli rewolucja faszystowska się utwierdza w życiu, to dlatego, że w swojej doktrynie i w swojej działalności, w istocie była i jest największym wysiłkiem współpracy wszystkich sił, uczuć i woli, na jaki naród włoski nigdy przedtem – chyba może w okresie walk o zjednoczenie polityczne – nie był się zdobył w ciągu wieków.

To, co faszyzm zrobił – i co wciąż robi – nie mogłoby się stać, gdyby był on tylko stronnictwem, a państwo, które stwarza, oparte było jedynie na nim. Zmiany i reformy, jakie rewolucja faszystowska wprowadza, nie dokonywałyby się bez gwałtów, rozlewu krwi, proskrypcji itp., gdyby ona była reprezentowana tylko przez sektę polityczną, a nie przez wielki historyczny ruch narodowy, wywołany pragnieniem odrodzenia Włoch i poparcia ich misji w świecie.

Stronnictwo faszystowskie jest sztabem głównym i przednią strażą tego ruchu oraz rewolucji włoskiej. Przoduje ono w tym ruchu, daje inicjatywę i opracowuje plany działania, do wykonania wszakże ich nie używa tylko sił wyłącznie partyjnych, lecz korzysta ze współpracy wszystkich, poruszonych przez siebie sił narodowych. Faszyzm zresztą od początku był czymś więcej niż partią – był zaprzeczeniem partyjności w dawnym stylu politykomańsko-parlamentarnym – i coraz mniej jest nią, w miarę jak utwierdza się w państwie i przenika w szerokie sfery narodu.

Stronnictwo faszystowskie jest przede wszystkim organem koordynującym czynności państwowe, dyscyplinującym i harmonizującym siły społeczne i tchnącym mocnego ducha świadomej woli w życie narodu. I oto dlaczego życie państwa i narodu włoskiego przybiera coraz widoczniej charakter „faszystowski”.

Orientująca się w tym kierunku działalność rządu rewolucyjnego zaznaczyła się między innymi stosunkiem faszyzmu do parlamentu i parlamentaryzmu, do konstytucji (tzw. Statutu) itp., w których przed faszyzmem wyrażała się urzędowo wola narodu, spoczywały jego prawa do życia i rozwoju.

Faszyzm uszanował instytucję parlamentu, chociaż nie był jego zwolennikiem, zadał jednak cios stanowczy partyjnemu parlamentaryzmowi, doprowadzając parlament do tego stanu, który umożliwiał sprawowanie jego czynności w zgodzie z duchem konstytucji
i potrzebami narodu; stworzył faszyzm taki tryb życia parlamentarnego, który dawał rządowi możność rządzenia bez ulegania demagogii parlamentarnej oraz intrygom zakulisowym. Powstała tą drogą stałość rządu, rękojmia ciągłości jego pracy, urzeczywistnienia programu, rozwijania myśli. Uszanowany został również duch konstytucji, jeśli zaś chodzi o jej literę, to faszyzm od razu stanął na tym stanowisku, że ze zmianą warunków bytu narodowego, musi i ona ulec odpowiednim zmianom,

„Żywię wielki szacunek dla Statutu – mówił Mussolini na kongresie czerwcowym 1925 r. – jak mam go dla wszystkich rzeczy, które reprezentują znamienne epizody dziejów włoskich. Statut wszakże nie może być hakiem, na którym winno się wieszać wszystkie pokolenia Włochów. Sam Cavour8 nazajutrz po ogłoszeniu Statutu powiadał, że może ulegać on zmianom. To samo utrzymywali następnie tacy, jak Minghetti9, Crispi, Bertani10 i wielu innych… Dzień po dniu – ciągnął dalej Mussolini – musimy gwałcić Statut. Biada mu, gdybyśmy go wynieśli na świeże powietrze. Statut z 1848 r. nie znał kolonii.

Być może, iż wielkorządca kolonii nie ma prawa zasiadać w Senacie (jest senatorem właśnie gubernator kolonii De Bono)? Być może, iż Jego królewska Mość nie ma prawa dowodzić siłą zbrojną powietrzną, skoro Statut nie znał także lotnictwa?

Z tego rodzaju faktów anachronistycznych mógłbym ułożyć cały różaniec. Przed 1848 r. instytucje nosiły charakter absolutystyczny. Po 1848 r. przybrały strój liberalizmu. Dlaczegóż więc dzisiaj, kiedy staliśmy się narodem czterdziestomilionowym, kiedy trzymamy w garści jeszcze gorące zwycięstwo, a wszyscy jesteśmy przejęci dreszczem nowego życia i nowych jutrzni – dlaczego teraz mamy przeczyć możliwości nagięcia się instytucji do niezgaszalnej rzeczywistości znaku liktorskiego?”

W ten sposób wódz faszyzmu nie tylko wykazywał niedorzeczność argumentów opozycji, lecz, drwiąc nielitościwie z jej obskurantyzmu i braku poczucia rzeczywistości, stwierdzał wolę faszystów słuchania jej głosu i liczenia się przede wszystkim z jej wymaganiami.

Rzeczywistość powojenna – włoska i międzynarodowa – domagała się od państwa tego, by rząd jego był sprawnie wspomagany przez wszystkie podległe mu organy. Wydane więc zostają nowe ustawy o biurokracji, kładące kres dotychczasowej niemoralnej sytuacji jurydycznej, pozwalającej na to, by urzędnicy państwowi byli jednocześnie przedstawicielami państwa i niewiernymi organami oraz przeciwnikami politycznymi jego rządu, żeby mogli go bojkotować, a nawet służyć jego wrogom.

W związku z tym rząd faszystowski przeprowadza w parlamencie ustawę o stowarzyszeniach i organizacjach tajnych, wymierzoną przeciw masonerii, tej instytucji, która z powodu swego charakteru międzynarodowego stawiała swych członków ponad własne państwo oraz zobowiązywała jego obywateli do służenia celom im najczęściej nieznanym, niezgodnym z tradycjami ich kraju i wolą ich narodu.

Reforma kodeksów i prawa o bezpieczeństwie publicznym dokonana została zgodnie z nową rzeczywistością, reforma ta przewiduje wszelkie środki zapobiegania i kary, umożliwiające skuteczną walkę z przestępstwem politycznym.

Rzeczywistość powojenna wymagała również, by organy opinii publicznej mogły należycie spełniać swoje wzniosłe zadania wobec państwa i narodu, i nie stawały się bezkarnie narzędziami wrogiej im działalności oraz demoralizacji społecznej. Stąd wynikło tymczasowe zastosowanie artykułu odpowiedniego prawa komunalnego i prowincjonalnego, dającego możność władzom administracyjnym ograniczania swobody prasy, powściągania raczej swawoli dziennikarskiej, narażającej państwo na materialne i moralne straty.

Odpowiednia ustawa o wolności prasy, złożona Izbom przez rząd faszystowski, zastąpi wkrótce powyższe przejściowe zarządzenie, To wszystko nie zawsze w zupełnej zgodzie z literą konstytucji, pozostaje jednak w zgodzie z jej duchem, nakazującym przede wszystkim ochronę bytu państwa i narodu.

Ale czego już wcale nie uwzględnia „Statut” włoski, którego nietykalność tak nagle stała się drogą przeciwnikom faszyzmu, to mianowicie tych instytucji, co są stwarzane przez rząd rewolucyjny w celu uporządkowania stosunków ekonomiczno-społecznych kraju, wzmożenia jego sił produkcyjnych oraz uzgodnienia głównych czynników potęgi narodowej. Ta dążność faszyzmu, jego zasady nacjonalistyczne oraz idee państwowe w tej mierze, wyrażają się w organizacji syndykalizmu faszystowskiego, którego rozwój niezwykły i przeciwstawienie się syndykatom socjalistycznym, jest jednym z ważniejszych zjawisk, towarzyszących rewolucji włoskiej. Syndykaty faszystowskie wcielają w stosunki ekonomiczno-społeczne włoskie zasadę nacjonalizmu – mianowicie zasadę paktu pomiędzy wszystkimi klasami narodu, ich współpracy, nie zaś ustawicznej walki w dziedzinie produkcji narodowej. Pakt może być naruszony tylko wówczas, współpraca czynników wytwórczości (pracy fizycznej i technicznej, kapitału etc.) może być zakwestionowana, kiedy do tego upoważnia interes produkcji narodowej, gdy to nie odbywa się z jej stratą. Rząd faszystowski zmierza do jurydycznego uznania organizacji syndykalizmu, opartego na powyższych zasadach, do ustanowienia odpowiedniej magistratury pracy, oraz przyznania tej ostatniej należnej reprezentacji w ciałach prawodawczych. Będzie to istotną „zdobyczą” klas pracujących, większą i głęboką a dodatnio odzywającą się w życiu ekonomiczno-społecznym kraju, niż te wszelkie zdobycze, które uzyskiwane były klasycznym demagogiczno-klasowym sposobem, na drodze nieustannych strajków, rozstroju produkcji, trwonienia kapitału i ubożenia robotników.

Polityka socjalna faszyzmu wiąże się ściśle z jego polityką emigracyjną, z tym, co rząd faszystowski robi, by zabezpieczyć pracę wychodźców włoskich od wyzysku obcego, znaleźć dla niej ujście odpowiednie, prawa zaś obywateli emigrujących ochronić przed rygorem praw miejscowych. (Znamienne są w tym względzie np. starania rządu, zmierzające do zawarowania praw obywatelstwa włoskiego emigrującym do Tunisu, gdzie Włosi, podług prawa francuskiego, skazani są na wynarodowienie). Polityka wszakże kolonialna wkracza w dziedzinę ogólnej polityki zagranicznej faszyzmu.

Poświęcamy jej osobne studium, ze względu na jej doniosłość międzynarodową oraz znaczenie dla stosunków włosko-polskich, tu więc zaznaczamy tylko jej idee przewodnie i charakter tak odmienny od tego, jakim się odznaczała polityka zagraniczna rządów przedrewolucyjnych.

Ta ostatnia była nie tylko bezprogramową, chwiejną, małoduszną i abdykującą, lecz i nienarodową, nieześrodkowaną na tym, co jest odwiecznym jej problematem, postawionym przez historię i geografię Włoch w związku z ich sytuacją międzynarodową. Polityka zagraniczna faszyzmu od razu zmieniła orientację powyższą, weszła z jednej strony na drogę upominania się o to, co słusznie Włochom się należało wskutek ich udziału w zwycięskiej wojnie oraz ofiar poniesionych, a bez czego zwycięstwo przeradzało się w porażkę narodową, – z drugiej zaś skoncentrowała myśl swoją na zagadnieniu centralnym polityki włoskiej, od którego rozwiązania zależy potęga państwa i przyszłość narodu. Energicznym wzięciem się do rzeczy polityka faszyzmu odzyskała to, co poprzedniczka jej – wyrzekająca się – utraciła, bądź wskutek swojej bezczynności utrzymywała w stanie ciągłego nie rozstrzygnięcia i możliwości zakwestionowania (kwestia Fiume, Dodekanezu, Dżiubalandu, pakt przyjaźni z Jugosławią itp.).

Jednocześnie polityka faszyzmu przygotowuje środki i wytwarza odpowiednią świadomość opinii publicznej, by móc poświęcić siły swoje naczelnemu zagadnieniu, jakie dzieje przed nią postawiły, mianowicie problematowi panowania Włoch na Morzu Śródziemnym i ich ekspansji śródziemnomorskiej. Chodzi tu właściwie, w dobie obecnej o to, by inne mocarstwa, jak Anglia np., wcale nie-śródziemnomorskie, nie miały tu tej miażdżącej przewagi, jaką mają dzisiaj nad Włochami, nie groziły bezpieczeństwu ich państwa i nie krępowały ich ekspansji narodowej, wywołanej ubóstwem półwyspu i ogromnym przyrostem liczby jego mieszkańców.

Do tego z całą świadomością i poczuciem odpowiedzialności za przyszłość Włoch dąży rząd faszystowski, to uwarunkowuje jego stosunek do innych mocarstw sąsiadujących i dalszych, jego zachowanie się wobec tych wszelkich związków, jakie wśród nich powstają, do wszelkich paktów gwarancyjnych, Ligi Narodów, arbitrażów, rozbrojeń, odszkodowań, etc., etc.…

Najwybitniejsi publicyści i politycy faszyzmu wyznają, że polityka zagraniczna rewolucji włoskiej znajduje się obecnie w swojej fazie przygotowawczej, posiadła ona jednak dzięki niej wybitnie narodowy program, jest czynną na tych punktach, które na widowni międzynarodowej zagrażają mu, i nie zaniedbuje popierania tego wszystkiego, co jak np. zwiększenie potęgi obronnej państwa itp., jest niezbędnym do jego urzeczywistnienia, zdając sobie nadto dobrze sprawę, iż nie da się to, w obecnych warunkach, zrobić od razu i że dziś częściowo tylko może być realizowane.

Wyraźne stanowisko Włoch wobec współzawodnictwa i współpracownictwa europejskiego i światowego zarysowało się dzięki faszyzmowi i jego polityce zagranicznej.

Jeśli teraz do tego wszystkiego, co rewolucja faszystowska dokonała już, bądź zamierza robić w dziedzinie polityki wewnętrznej i zewnętrznej Włoch, dodamy jeszcze to, jak rozumie ona wszelką twórczość duchową narodu, jak stara się zorientować jego produkcję intelektualną, żeby nosiła ona nieskazitelne cechy jego rasy, jego sławnych tradycji kulturalnych (reforma szkolna zmierza między innymi do tego celu) – to obejmiemy całokształt tych spraw, na jakich odcisnęła już ona swoje piętno, które są jej treścią i tchną jej duchem.

Wszystko to wiąże się z przeznaczeniem, z misją rewolucji faszystowskiej, która nie jest rewolucją „praw człowieka i obywatela”, nie jest również rewolucją „dyktatury proletariatu” – gdyż wszystko to już było w dziejach społeczeństw i narodów, wykazało swoje dobre i złe strony, a zakończyło się nie sromotą ludzkości, lecz rewolucją narodową, wlewającą w duszę narodu poczucie dumy, zwiększającą moc i powagę wobec innych, umożliwiającą jego pełniejszy rozwój i świetniejszą przyszłość.

Ci co byli sprawcami rewolucji włoskiej, co dziś trzymają jej sztandar w mocnych dłoniach i, pod znakami wielkiego starożytnego Rzymu, prowadzą dalej jej dzieło, wszczęli ją dlatego, iż zdawali sobie znakomicie sprawę… „perchč una gente impera e l’altra langue” („Dlaczego jeden lud (naród) potężnieje, a inny podupada”), nad czym zastanawiał się już ich nieśmiertelny poprzednik, mistrz nad mistrzami jedności narodowej.

Oni chcą, by ich naród potężniał, wówczas, kiedy inne upadają.

Nie chcą, by Włochy marniały!

 

 

 

Przypisy

 

1                     Władysław Jabłonowski (1865-1956), urodził się w Żabokrzyczu na Podolu. W latach 1885-1886 studiował embriologię i anatomię porównawczą we Lwowie, oraz w latach 1888-1891 filozofię i filologię na uniwersytecie w Genewie. Ponadto ukończył studia psychologiczne w Paryżu i Lipsku. W 1893 r. założył wraz z Romanem Dmowskim Ligę Narodową, a później Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne. Od 1912 r. redaktor „Myśli Polskiej”. W latach 1909-1912 poseł do III Dumy Państwowej, a w 1915-1918 członek sekretariatu Koła Międzypartyjnego. W latach 1916-1917 członek Tymczasowej Rady Stanu. W okresie międzywojennym zajmował się działalnością publicystyczną i polityczną. W 1919 r. poseł na Sejm Ustawodawczy, a w latach 1922-1935 senator. Reprezentował Senat RP na uroczystościach 700-lecia uniwersytetów w Neapolu (1924) i Perugii (1925). Znawca i propagator faszyzmu Benito Mussoliniego, odznaczony włoskim Krzyżem Komandorskim Orderu św. św. Maurycego i Łazarza. Podczas II wojny światowej mieszkał w Warszawie, a po zakończeniu wojny w Sopocie. Autor wielu szkiców i esejów poświęconych kulturze polskiej i europejskiej. Swoje teksty publikował m.in. w “Myśli Polskiej”, “Myśli Narodowej”, “Gazecie Warszawskiej”, “Głosie” i “Tygodniku Ilustrowanym”. Autor m.in. książek Amica Italia (1926), Mowy Mussoliniego (1927), Z biegiem lat 1890-1939. Wspomnienia o Romanie Dmowskim (1939).

2 Benito Mussolini (1883-1945), polityk, twórca i wódz włoskiego faszyzmu. Urodził się w Dovia di Predappio w rodzinie robotniczej. W 1900 r. rozpoczął działalność polityczną w kółku socjalistycznym, a w następnym roku zdobył dyplom nauczycielski i podjął pracę w szkole powszechnej. W latach 1902-1904 pracował jako robotnik w Szwajcarii, gdzie głosił poglądy anarchistyczne. Od 1908 r. poświęcił się całkowicie działalności politycznej w partii socjalistycznej. W latach 1912-1914 był redaktorem ukazującego się w Mediolanie socjalistycznego pisma Avanti. W 1914 r. porzucił pacyfistyczne przekonania i namawiał Włochów do aktywnego udziału w wojnie po stronie Ententy, za co został wyrzucony z partii socjalistycznej. W tym samym roku założył własne pismo socjalistyczne Il popolo d’Italia. W latach 1915-1917 walczył na froncie, gdzie został ciężko ranny. 23 marca 1919 r. założył w Mediolanie Fasci Italiani di Combattimento (Związek Włoskich Kombatantów), organizację głoszącą hasła radykalne i populistyczne. W maju 1921 r. Mussolini został wybrany posłem do parlamentu, a w listopadzie 1921 r. przekształcił organizację kombatancką w Narodową Partię Faszystowską. W końcu października 1922 r. zorganizował marsz na Rzym, po którym król Wiktor Emanuel III powierzył Mussoliniemu urząd premiera. W latach 1922-1925 zachował ustrój parlamentarny we Włoszech. Od 1925 r. sprawował nieograniczoną władzę dyktatorską jako wódz (duce). Od 1929 r. był ministrem ośmiu resortów i przewodził m.in. Wielkiej Radzie Faszystowskiej, Krajowej Radzie Korporacji, Najwyższej Komisji Obrony, Radzie Państwa, Sądowi Handlowemu, Radzie Wojennej, Najwyższej Radzie Statystyki, Stałemu Komitetowi do spraw Produkcji Zboża, Komitetowi do spraw Mobilizacji oraz 22 korporacjom, które powstały po 1934 r. Mussolini prowadził także bardzo aktywną politykę zagraniczną. W latach 1935-1936 prowadził wojnę abisyńską i rozpoczął zacieśnianie stosunków z hitlerowskimi Niemcami przez zawiązanie sojuszu zwanego “Oś Rzym – Berlin –Tokio”. W 1940 r. przystąpił do II wojny światowej po stronie hitlerowskich Niemiec. W lipcu 1943 r. Wielka Rada Faszystowska przegłosowała odsunięcie Mussoliniego od władzy i z nakazu króla został aresztowany. We wrześniu został uwolniony przez spadochroniarzy niemieckich Ottona Skorzennego i wywieziony do Niemiec. W tym samym miesiącu na jeziorem Garda w Saló stworzył Włoską Republikę Socjalną
i stanął na czele jej marionetkowego rządu. W kwietniu 1945 r. w trakcie ucieczki do Szwajcarii został schwytany przez włoskich partyzantów i rozstrzelany. Główną pracą Mussoliniego była Doktryna faszyzmu (1932).

Mussolini był głównym twórcą faszyzmu, doktryny, która była produktem głębokiego kryzysu społeczno-ekonomicznego występującego po I wojnie światowej. Faszyzm absolutyzował państwo czerpiąc inspirację z filozofii G. W. F. Hegla, rewolucyjnego syndykalizmu G. Sorela, elitaryzmu V. Pareto, historiografii imperialistycznej A. Orianiego, nacjonalizmu E. Corradiniego i idei wodzostwa charyzmatycznego F. Nietzschego. Mussolini w doktrynie faszyzmu negował całe dziedzictwo ideowo-polityczne XVIII i XIX w. Odrzucał indywidualizm liberalny i klasowy kolektywizm. Wyrażał gwałtowny sprzeciw wobec demokracji opartej na zasadzie suwerenności narodu, zakładającej parlamentaryzm i wolności obywatelskie. Myśl polityczną Mussoliniego cechował także radykalny antykomunizm i kult państwa. Państwo obwołał absolutem i bytem doskonałym, który istnieje sam i przez siebie. Podkreślał prymat państwa w odniesieniu do grup społecznych oraz jednostek. “Państwo – głosił – jest absolutem, wobec którego jednostki i ugrupowania są tylko relatywne”. Państwo oznaczało strukturę totalną, pochłaniającą bez reszty społeczeństwo. Dewizą Mussoliniego stało się zawołanie: “Wszystko w ramach państwa, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. W poglądach na gospodarkę Mussolini opowiadał się za korporacjonizmem polegającym na współpracy pracowników i pracodawców jednej i tej samej branży. Obiecywał likwidację bezrobocia, godziwe płace, ulgi dla kobiet i młodocianych.

3 Francesco Crispi (1818-1901), uczestnik walk o zjednoczenie Włoch, premier w latach 1887-1891 i 1893-1896.

4 Giuseppe Garibaldi (1807-1882), generał, przywódca walk o zjednoczenie Włoch.

5 Enrico Corradini (1865-1931), czołowy teoretyk włoskiego nacjonalizmu.
W 1910 r. założył Zrzeszenie Nacjonalistów Włoskich (Assciazione Nazionalista Italiana). Inicjator I (Florencja 1910) i II (Rzym 1912) Kongresu Nacjonalistów. Od 1911 r. redaktor pisma Idea Nazionale. Po „marszu na Rzym” (1922) otrzymał od Benito Mussoliniego godność senatora, a od 1926 r. zajmował stanowisko ministra stanu. Utrzymywał bliskie kontakty z polskimi politykami narodowymi, m.in. z Romanem Dmowskim i Stanisławem Kozickim. Autor wielu prac min. Juliusz Cezar (1902), Jedność i potęga narodów (wyd. pol. 1937), w których starał się ukazać Włochy jako spadkobiercę starożytnego Rzymu, a także propagował walkę z demokracją, liberalizmem i masonerią, głosił, że jednostka musi istnieć we wspólnocie narodowej, która jest wsparta siłą i autorytetem państwa. Niejednokrotnie nawoływał do wojny, która obudziłaby drzemiące siły narodowe i spowodowałaby faktyczne jego odrodzenie oraz doprowadziłaby do moralnej jedności. Był rzecznikiem kolonializmu twierdząc, że ekspansja kolonialna jest uwarunkowana istnieniem silnego państwa. Nacjonalizm wykluczał ustrój demokratyczny, liberalny, socjalistyczny. Według Corradiniego powinien istnieć tylko jeden ustrój – narodowy. W ramach tego ustroju zanika “suwerenność” obywateli, gdyż są oni tolerowani przez państwo tylko o tyle, o ile przysparzają mu siły. System parlamentarny na równi z demokracją wyborczą traktował Corradini jako przeżytek historyczny. Warunkiem odnowy kultury politycznej, odrodzenia społeczności narodowej i państwa, odbudowy władzy państwowej miała być likwidacja demokracji parlamentarnej.

6 Luigi Federzoni (1878-1961), polityk i dziennikarz, minister kolonii, minister spraw wewnętrznych (1924-1926), przewodniczący Senatu (1929-1939), członek Wielkiej Rady Faszystowskiej, prezes Akademii Włoskiej (1939-1944), skazany zaocznie na karę śmierci w tzw. procesie werońskim. Autor m.in. prac: L’Italia nell’Egeo (1913), La Dalmazia che aspeta (1913), A. O., il posto ala sole (1936).

7 Giovanni Pascoli (1855-1912), członek Włoskiej Partii Socjalistycznej, poeta włoski.

8 Kamil Cavour (Camillo Benso di Cavour) (1810-1861), hrabia, minister i premier Królestwa Sardynii w latach 1852-1858 i 1860-1861 i Królestwa Włoch w 1861 r.

9 Marco Minghetti (1818-1886), polityk, minister, premier w latach 1862-1876.

10 Agostino Bertani (1812-1886), lekarz, polityk, przywódca powstania sycylijskiego z 1848 r.

 

Najnowsze artykuły

Literatura a życie polskie

Stefan Żeromski

Data dodania: 2017-11-27

Kongres Wiedeński

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27

Skarbiec Historii Polski - przedmowa

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27