Artykuł
Przeciw prądowi. W sprawie obchodu grunwaldzkiego
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Władysław Studnicki

Pierwodruk: Kraków 1910.

 

Patriotyzm polski jakoś staniał bardzo i nie znaj­duje niemal innego wyrazu, jak obchody narodowe. Wspomnienie wielkich czynów przeszłości, wiara, że będą one dokonane w przyszłości, musi stanowić idealną treść uczucia narodowego. Gdzie wiary tej już nie ma, tam byt narodowy przestał już być skarbem, którego obrona jest obowiązkiem moralnym. Jeżeli uznamy, że do wielkich czynów w przyszłości naród nie jest zdolny, to możemy nawet życzyć, aby sam naród stał się wspomnieniem tylko. Uczucie narodowe jest tylko wówczas zdrowe, jeżeli kojarzy się z żądzą czynu narodowego, z dążnością naszą do wielkiego celu naro­dowego. Cele narodowe utraciliśmy, a z wielkiego czynu narodowego ogłoszono rezygnację. Mamy szcząt­ki patriotyzmu, sądzimy, że spłacamy im dług przez obchody narodowe.

Nie jesteśmy przeciwnikami obchodów narodo­wych wówczas, gdy noszą one zarodek czynu. Możemy więc obchodzić rocznice i jubileusze wypadków dzie­jowych naszych, które musimy odtworzyć nie na festy­nie obchodowym, ale w dziejach ludzkości, które muszą powstać z krwi naszej, o ile chcemy być narodem, o ile tkwi w nas wiara w wielkie czyny przyszłości. Takimi wypadkami są wielkie czyny narodu w dobie rozbiorowej i porozbiorowej: Konstytucja 3-go Maja, powstanie Kościuszki 1794 r., wyprawa na Moskwę w armii Napoleona w 1812 r., powstanie w 1830/1 r. i powstanie 1863 r. Najpierw odnosi się to do epoki którą kontynuować musimy. Rozpoczyna się ona od pokolenia Staszica i przemawia do nas jego słowy: „Przy tym zgwałceniu prawa narodów, przy rzeczypospolitej polskiej kraju podziale, ja zostałem niewolni­kiem króla pruskiego. Moje ciało spokojnie dźwiga jarzmo, ale dusza moja myśli wolno dotychczas. Już się uspokoiła miłość osobista, ale miłość straconego kraju, często mi zapytania czyni: jeżeli nie ma dla Polski ratunku?”

I to pytanie, rzucone w okresie Sejmu czterole­tniego, przechodzi z pokolenia w pokolenie i dziś staje przed nami nierozwiązane, zanikając często wobec apatii i prostracji ducha naszego ogółu. Serca nasze muszą i mogą jeszcze bić wespół z tym pokoleniem oraz pokoleniami, które z bronią w ręku dążyły do restytucji Polski. Serca nasze nie uderzą w tętno ry­cerzy grunwaldzkich. To nie my, to inni jacyś ludzie. My mamy z nimi niewiele więcej wspólnego, niż Grecy nowożytni ze starożytnymi. Kontynuować czyny ich jest niepodobieństwem.

Kontynuować zaś pracę twórców Konstytucji 3-go Maja możemy i wszelka praca skierowana ku demokratyzacji naszego społeczeństwa w celu wydobycia więcej sił z narodu – to kontynuowanie działalności twórców Konstytucji 3-go Maja.

Obchód powstania Kościuszkowskiego, wspomnie­nie powołania chłopów do walki o niepodległość, oczy­szczenie Warszawy od Moskali przez lud rzemieślniczy – to przypomnienie obowiązku, jaki na nas ciąży, zadań, które powinniśmy z czasem podjąć.

Obchód udziału naszego w wyprawie na Moskwę ma znaczenie. Tak sam ów fakt, jak i jego uczczenie dowodzi istnienia dążeń restytucyjnych w narodzie, istnienia pragnienia wykorzystania wojny Rosji z jej antagonistami. Dziś może żyć w nas myśl wyprawy na Moskwę.

Myśl o nowej wyprawie na Moskwę nie jest pró­żną igraszką wyobraźni naszej. Rosja jest bezprzy­kładnie osłabiona, nie odradza się, lecz przebywa przewlekły okres kryzysu państwowego. Rosja od wojny z Japonią ma już dwa fronty do obrony, a rozwój Chin stwarza dla niej potrzebę bronienia olbrzymiej granicy militarnej. Czy polityka Niemiec i Austrii nie pójdzie po linii najmniejszego oporu, nie skieruje swej ekspansji przeciwko Rosji? – nie wiemy. Ale nasza wroga postawa względem niej, nasz nie­przejednany stosunek względem Rosji – może być czynnikiem taką wyprawę wywołującym. Myślmy dniem i nocą o wyprawie na Moskwę, badajmy teren przy­szłej walki, rozpowszechniajmy militarne wiadomości.

Z tą wielką myślą polityczną, dla jej uzmysło­wienia i popularyzacji mamy prawo do obchodu wy­prawy na Moskwę.

Obchód powstania 1831 r. musi przypomnieć nam, że nie z braku sił fizycznych, sił materialnych ulegliśmy, ale dlatego, że nadzieja modus vivendi z Rosją, myśl ugody, którym hołdowali kierownicy powstania, para­liżowała nasze siły narodowe. Warto o tym wspomnieć, gdyż i dziś z niezrozumienia niemożliwości pomyślnego współżycia z Rosją – giniemy.

Powstanie 1863 roku, rozpamiętywane przy obcho­dzie, musi mówić nam, że naród, który nie zrobił powstania w chwili odpowiedniej, który nie wyzyskał wojny zewnętrznej Rosji, musiał powstać w chwili nieodpowiedniej.

Powstanie 1863 roku winno być rozważane z pun­ktu pożądania i możliwości walki zbrojnej w przy­szłości. Pamiętajmy, że postęp techniki nie jest czyn­nikiem, dającym wyłącznie naszym wrogom przewagę, gdyż daje nadzwyczajne środki partyzantom przy nieoczekiwanym napadzie na koszary, na pociągi prze­wożące wojsko itp.

Zapytuję teraz: zarodek jakiego czynu zawiera obchód grunwaldzki? Czy myślimy o przygotowaniu Grunwaldu Niemcom? Bezwarunkowo, nie. Najpierw nie Niemcy, ale Rosja jest głównym naszym antago­nistą. Rosja dzierży około 80%, Niemcy około 8% na­szego terytorium dziejowego. Zabór rosyjski, tak przez swą liczebność, jak i przez to, że zawierając Królestwo Polskie, zawiera znaczny kraj o zwartej ludności pol­skiej tylko z kilkunastu procentami domieszki innych pierwiastków (13% Żydów), może być terenem odbu­dowanego państwa polskiego i pierwszym ogniwem jego odbudowy. Zabór pruski, jako kraj mieszany, nie może być pierwszym zrębem państwa polskiego i ma małe szansę wejścia w skład jego w okresie dostępnym dla kombinacji politycznych.

O żadnej akcji zbrojnej, skierowanej przeciwko Prusom, nie myślą Poznańczycy, właściwie mówiąc oni nie prowadzą żadnej walki poza walką ekonomiczną. Dlatego to Poznańczycy cieszą się szczególną sympatią wszystkich naszych pokojowców. Ponieważ w za­borze pruskim kwestia polska staje na niższej już płaszczyźnie, niż w zaborze rosyjskim, przestała być sprawa polska zatargiem politycznym o byt odrębny od państwa pruskiego dzielnic polskich, a stała się kwestą polskiego i niemieckiego żywiołu w tych dzielnicach. Zwolennicy naszej politycznej likwidacji usiłują świadomość naszą zająć przede wszystkim zaborem pruskim. Tu zaznaczyć musimy, że wobec tego, że wszelkie objawy ucisku w zaborze pruskim ujawniają się łatwiej dzięki znacznie większej wolności prasy w zaborze pruskim niż rosyjskim – zarysowują się one bardziej w świadomości inteligencji naszej. Dodać do tego wypada, że prasa zaboru rosyjskiego pragnie w jak najbezpieczniejszy dla się sposób markować swój patriotyzm, więc, zmuszona do przemilczenia krzywd swej dzielnicy, rozpisuje się o ucisku w zabo­rze pruskim.

Romans polsko-rosyjski, propagowany przez endeków zaboru rosyjskiego, nie uwieńczony owocami koncesji narodowych dla Królestwa, wywołał legendę, że Rosja zniosła słaby ucisk narodowy w Królestwie, gdyby nie zależność jej od Prus. Cała legenda ma za podstawę, że wobec solidarności interesów zaborczych Rosji i Prus, nie leżą w interesach żadnego z tych państw znaczniejsze koncesje, czynione przez drugie państwo na rzecz swego zaboru. Wiemy, że Rosja w okresie od 1830 – 50 r. czyniła niejednokrotnie przed­stawienia Prusom przeciwko koncesjom dla Polaków, na początku ery konstytucyjnej protestowała przeciwko autonomii Galicji. W wielu formach ucisku narodowego Rosja uprzedzała Prusy, i ucisk Polski, jak i Finlandii, są uwarunkowane samym charakterem Rosji, jej tendencjami politycznymi i bynajmniej nie wymagają mentorstwa Prus, zresztą już rusyfikacja jest związana z interesami setek tysięcy biurokracji rosyjskiej w kra­jach polskich; z samego Królestwa pobiera ona tytu­łem pensji 25 milionów rb. rocznie. Zrzec się ani swych tendencji, ani interesów swej biurokracji w Pol­sce, Rosja nie może. Nie Prusy są przyczyną ucisku narodowego w zaborze rosyjskim.

Prasa stańczykowska w Galicji od 1897 r. aż do wojny rosyjsko-japońskiej włącznie krzewiła moskalofilstwo z różnych względów. Przypominam entuzjastyczne artykuły „Czasu” i „Przeglądu” na przyjazd Mikołaja II. do Warszawy i operowanie „Czasu” żółtym niebezpieczeństwem i wojną chrześcijaństwa z po­gaństwem podczas wojny rosyjsko-japońskiej.

Najpierw ugodowcy z Królestwa mieli wpływ na prasę stańczykowską, oprócz tego porozumienie rosyjsko-austriackie w Mürzstegu dawało możność dzienni­karzom i publicystom, obsługującym „Czas”, „Przegląd”, „Gazetę Narodową”, egzercytować się w lojalizmie dla Austrii i Rosji. Zdawało się też, że ruch wszechniemiecki w Austrii zmusi dynastię do szuka­nia ratunku w zbliżeniu z Rosją. Sfery kierujące polityką Austrii, gdy zamierzały zbliżenie do Rosji spodziewały się przeszkód ze strony Polaków. Wiedząc, że minister Polak może być użyty jako organ oddzia­ływania na Polaków, zrobiły ministrem Gołuchowskiego, ograniczonego duchowo syna rozumnego ojca. Nie za­wiodły się w swej rachubie na Gołuchowskim. Prote­gowany przez Gołuchowskiego, hr. L. Piniński, zostawszy namiestnikiem Galicji, uczynił swym organem „Gazetę Narodową”. Pismo to stało się przez cały czas namiest­nictwa Pinińskiego moskalofilskim. Stąd tzw. sfery miarodajne Galicji inaczej odnosiły się tu względem agitacji antypruskiej w Galicji niż antyrosyjskiej. Lecz dziś stosunki się zmieniają. Kto chce być lojalny dla Austrii, nie może przez lojalizm względem Rosji ope­rować dla niej Galicją, a nawet Austrią przez popie­ranie panslawizmu.

Jeżeli Niemcy potrzebują Austrii wobec swego antagonizmu z Anglią, to Austria wobec antagonizmu z Rosją potrzebuje Niemiec. Niemcy są dziś najbar­dziej potężnym państwem w Europie. Mogą ponieść porażkę na morzu od Anglii, lecz wobec antymilita­ryzmu, rozkładającego Francję, ów kraj rentierów, wobec osłabienia Rosji nie da się przypuścić jakaś koalicja antyniemiecka. Austria związana z Niemcami niemiecką dynastią, niemiecką stolicą, przewagą Niem­ców w głównym sztabie swej armii, oraz w korpusie oficerskim – nie może stanąć na biegunie antyniemieckim. Nie może uczynić tego i z tego względu, że znaj­duje się w antagonizmie z Rosją wskutek kwestii wschodniej, aneksji Bośni, panslawizmu Rosji, owej ideologii jej zaborów, skierowanym ku ludom słowiań­skim. W razie zaś wojny austro-rosyjskiej, Polacy nie mogą wybierać, po której stronie staną. Chłop i robo­tnik polski w zaborze rosyjskim wie już, co to jest mobilizacja, wie, jak mało wróciło z pośród tych, co poszli na wojnę w szeregach wojska rosyjskiego i dla­tego w razie mobilizacji pójdzie nie na punkt zborny, ale do Galicji. Chłop i robotnik Królestwa, nękani stanem wojennym, pomni swych krzywd, mają całymi latami w milczeniu znosić jarzmo rosyjskie, znosić pa­nowanie Rosji na bagnetach oparte. Lecz niech tylko te bagnety zachwieją się, z żywiołową siłą zwrócą się przeciwko Rosji w Polsce. Chłop nasz przestał już być Bartkiem Zwycięzcą, chociaż Bartek Zwycięzca staje się ideałem publicystyki naszej i nawet zdystan­sował Bartosza Głowackiego.

Czyny jednostek nie zawsze są celowe, częstokroć impulsywne, otóż impulsy grają olbrzymią rolę w ru­chach mas. Impuls naturalny mas naszych będzie anty­rosyjski w razie wojny Rosji z jej sąsiadami. Otóż ważne jest dla nas, aby i psychika innych dzielnic odpowiadała psychice mas zaboru rosyjskiego, żeby wszędzie panowała orientacja anty­rosyjska. Obchód Grunwaldzki uznaję za szkodliwy, gdyż osłabi w świadomości mas orientację antyrosyjską.

 – Prusacy tyle nam krzywd uczynili, popsujmy im trochę krwi tym obchodem – słyszałem nieraz.

Obchód jest demonstracją antypruską, ale demonstracją, która nie ma zarodku czynu, nie przestrasza wroga, tylko wywołuje w nim rozdrażnienie i pogardę.

Nie uznaję dogmatu: nie drażnijmy Niemców, nie drażnijmy Moskali itp. Jeżeli dla wzmocnienia naszych sił, dla przygotowania mas do akcji, dla urobie­nia świadomości, trzeba rozdrażnić wroga, drażnijmy go. Ale drażnienie dla sportu, dla narażania się na razy, na które nie mamy zamiaru odpowiedzieć – jest bez­sensem.

Poznańczycy drżą na myśl o obchodzie grun­waldzkim, nie da on im ani otuchy, ani zwiększenia sił w ich odporności biernej, do żadnej innej oni nie są zdolni i Poznańczycy będą płacić za grunwaldzkie szopki w Galicji.

Któryż z zaborów potrzebuje obchodu Grunwaldz­kiego ?

Nie potrzebuje tego zabór rosyjski, którego warunki wymagają zarysowania się w naszej świadomo­ści walki z Rosją.

Nie potrzebuje tego Galicja, gdyż to stwarza orientację, sprzeciwiającą się temu, co było czynnikiem koncesji dla Galicji – naszemu antagonizmowi wzglę­dem Rosji. Przeciwnie, demonstracja grunwaldzka będzie w sprzeczności z naturalną tendencją polityki zewnętrznej Austrii, może tylko zachwiać nasze stano­wisko w tym państwie.

Kto potrzebuje grunwaldzkiego obchodu?

„Nowoje Wremia” już ze względów politycznych ubolewało nad tym, że zdaje się obchód nie przyjdzie do skutku.

Potrzebują obchodu różni u nas ludzie, goniący za popularnością. Patriotyzmu pozostało u nas mało, ale jego szczątki domagają się uzewnętrznienia nie w czynach, a zabawach. Patriotyzm uznają u nas za rzecz szczytną i zaszczytną. Otóż udziałem w obcho­dach ludzie chcą zaznaczyć swój patriotyzm, zresztą dać znać o sobie. Chęć nie być przelicytowanym w patriotyzmie gra tu rolę olbrzymią. Spotykam raz jednego z przywódców demokratów krakowskich, do­wiaduję się, że jest członkiem komitetu obchodu, pro­szę więc go o urwanie łba tej szopce i tłumaczę mu względy polityczne kontra. Otrzymuję odpowiedź: „Tak, tak, zgadzam się, ale jeżeli my tego nie zrobimy, zrobią socjaliści, lub narodowi demokraci i nas zdystan­sują”. Licytacja in plus dla reklamy kramiku poli­tycznego, patriotyzm pozoru. Rozumiem to wszystko. Wiem, że obchód grunwaldzki będzie, gdyż tego wyma­gają ambicje jednych, bezmyślność polityczna drugich.

 

W obchodzie grunwaldzkim wezmą udział koła sokole. Powołała je do życia myśl narodowa. Bojowe pogotowie narodu może mieć, jako swe organy Towa­rzystwa sportowe, zwłaszcza o celach społecznych. Lecz duch Towarzystw sokolich uleciał już dawno, pozostały tylko pióropusze i czerwone koszulki. Sokół, gdyby miał myśl poważną, urządzałby u siebie wykłady nauk wojskowych, strzelanie tyralierskie z wyzyskiwaniem terenu, mógł być wskrzesicielem ducha bojowego w na­rodzie. Jest zaś zabawką, sportem niezbyt higienicznie uprawianym. Do czego one jednak służą, czy w ciągu roku bieżącego i ubiegłego zawitała tam kiedy głęb­sza myśl z zakresu narodowych zagadnień?

Sokoły istnieją w miastach i miasteczkach galicyj­skich dla rozproszenia ich nudy i obchody im też są potrzebne, bo organizacje sokole nuda by przeżarła. Bezmyślność polityczna Sokołów pozwalała ich używać na różne zloty z braćmi Słowianami.

Na obchód grunwaldzki przybędą Czesi zaświad­czyć o swym braterstwie broni. Dziwne to zaiste było braterstwo. W powstaniach naszych nie widzieliśmy zupełnie Czechów; wśród germanizatorów Galicji w okresie absolutyzmu był ich ogrom; wśród rusyfikatorów, sprowadzanych przez Rosję w charakterze nauczycieli języków starożytnych bardzo dużo.

Czesi w Austrii są dla nas najniebezpieczniej­szym żywiołem: czechizują Polaków na Śląsku austriackim i w Morawskiej Ostrawie, oplatają swymi ban­kami Galicję, jak pająk pajęczyną, podnoszą procent od wkładów w bankach i filiach swych w Galicji, utrudniając przez to uprzemysłowienie kraju. Całą akcję ruską gospodarczą, skierowaną ku wyparciu nas z Galicji wschodniej, podtrzymują Czesi swym kredy­tem, popierają swymi wpływami politycznymi.

Czesi są do najwyższej obrzydliwości zarażeni moskalofilstwem i wszelkie bratanie się z nimi uje­mnie wpływa na nasze zdrowie polityczne.

Na obchód grunwaldzki przyjadą Rosjanie, któ­rym różni Zdziechowscy urządzą serdeczne przyjęcie. Nie znam gazety, która by równie gorąco pragnęła obchodu grunwaldzkiego, jak „Nowoje Wremia”. – Już to samo nad wartością narodową dla nas tego ob­chodu powinno zastanowić.

Będziemy bawili się symulacją walki z Niemcami w Galicji, a tymczasem Galicja zachodnia niemal nie zna stosunków w Galicji wschodniej, zagrożonej przez Rusinów i nie spieszy jej z pomocą.

Walka o polskość i walka o samodzielność Galicji, to dwa najważniejsze zadania w tym kraju, co poza tym jest, to błahostką jest.

Gdy Rosja wyszła osłabiona z wojny i kryzysu państwowego, gdy zarysował się antagonizm austro-rosyjski – naszym zadaniem musi stać się dążność do rozszerzenia Galicji przez przyłączenie znacznej części zaboru rosyjskiego. Zrealizowanie tego zadania da nam i polskość i samodzielność kraju.

Lecz czy nasz ogół o tym myśli? Czy prasa nasza w tym kierunku pracuje? Nie, mamy tylko kilka bro­szur różnych autorów, będących jakby zapowiedzią nowego politycznego prądu. Lecz wszystko tonie w ogól­nej bezmyślności, apatii, błazeństwie.

Polityka zewnętrzna Austrii jest wypadkową kilku czynników: dążność dynastii, Węgrów, Niemców austriackich, Polaków, Czechów itd. Otóż, chcąc pewnego rezultatu, musimy wytężyć swą wolę, uczynić ją przede wszystkim jasną i oczywistą na zewnątrz. Ob­chód grunwaldzki jasność naszej linii politycznej kazi, a nawet nadaje jej fałszywy kierunek. Rzecz chara­kterystyczna, że idea obchodu grunwaldzkiego wyłoniła się podczas największego naprężenia stosunków austro-rosyjskich. Bezmyślność polska działa tu tak, jakby świadomie działała ręka rosyjska.

Pomnik Jagiełły zafundowany narodowi przez muzyka Paderewskiego jest jedną z przyczyn grunwaldjady. Jagiełło wart jest pomnika, lecz pomnik ten winien był postawić nie Paderewski, ale naród przez wdzięczność za przyłączenie Litwy, która nam dała tyle sił materialnych dla obrony naszego bytu, tyle sił duchowych dla naszego odrodzenia. Pomnik Jagiełły winien stanąć w Wilnie, wyzwolonym od Rosji.

Pomnika Jagiełły w Krakowie nie należy identyfi­kować z Grunwaldem, gdyż zasługi Jagiełły przerastają zwycięstwo grunwaldzkie. Jagiełło to symbol naszej unii z Litwą, owego jabłka niezgody Polski i Rosji, źródła antagonizmu polsko-rosyjskiego. Oddzielenie odsłonięcia pomnika Jagiełły od obchodu grunwaldz­kiego uznaję za politycznie wskazane.

Wiem, że nie uda mi się powstrzymać obchodu grunwaldzkiego, może w najlepszym razie odciągnę najgorętsze, najbardziej patriotyczne jednostki, które przez niewmyślenie się w nasze sprawy polityczne dały się wciągnąć do zamierzonego obchodu.

Miał bowiem rację Słowacki, gdy pisał, że naród nasz podobny jest do Prometeusza, któremu sęp wy­jada nie tylko serce, ale i mózg. Tyle lat to trwa, cóż dziwnego, że jesteśmy kaleki. Na tle naszego kalectwa duchowego urządzamy obchód.

Obchód się odbędzie, a symbolem jego jest nę­dzarz, wyciągający jedwabną nić ze starej sukni na dowód, że kiedyś był bogaty i chełpiący się ze swego dawnego bogactwa przed współmieszkańcami brudnej sutereny. Nie tylko politycznego, ale wszelkiego zmysłu estetycznego pozbawieni jesteśmy, gdy urządzamy szopkę grunwaldzką.

Po co podnoszę mój głos, który nie znajdzie echa, który rozlegnie się jakby w próżni, gdyż próżnią jest życie duchowe naszego społeczeństwa. Po co staje w szeregu zwyciężonych? Impuls narodowy do tego mnie zmusza. Nie mogę milczeć, bo nie chcę być wspól­nikiem w błazeństwie obchodu grunwaldzkiego, bo uznaję, że obowiązek obywatelski iść przeciwko prądom, sprowadzającym na manowce. Staję w szeregu zwycię­żonych; nie mieliśmy zwycięstw wciągu stu kilkudzie­sięciu lat naszej niewoli a mieliśmy zwyciężonych i tryumfującą podłość.

Najnowsze artykuły