Artykuł
Geopolityka I Rzeczypospolitej
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Przemysław Żurawski vel Grajewski

Pierwodruk: Przeklęte miejsce Europy? Dylematy polskiej geopolityki, (red. J. Kloczkowski), Kraków 2009

 

 

Historia Rzeczypospolitej Obojga Narodów obejmuje ponad dwa stulecia, które ubiegły między radosnym rokiem jej narodzin – 1569, a tragicznym rokiem jej zgonu – 1795. W okresie tym państwo polsko-litewskie nie zmieniając w sposób zasadniczy swego położenia geograficznego[1] zdążyło być zarówno mocarstwem na skalę przynajmniej środkowo-wschodnioeuropejską, jak i bezwolnym polem bitwy, po którym w XVIII w. – niczym po bezpańskich pustkowiach przechodziły obce armie, tocząc obce wojny. Potęga, a potem słabość Rzeczypospolitej były oczywiście w znacznej mierze funkcją ewolucji jej wewnętrznego systemu politycznego, o której napisano już setki, jeśli nie tysiące dzieł, jednakże czynnikiem rozstrzygającym o jej losie (także jako okoliczność wpływająca na jakość jej elit, a zatem i jej wewnętrznego życia politycznego) była geopolityka w najszerszym rozumieniu tego słowa. Rzeczpospolita nie przechodziła bowiem tragiczniejszych, czy też bardziej anarchizujących kolei losu w ramach swych dziejów wewnętrznych niż inne wielkie narody europejskie. Nie przeżywała wyniszczających wojen religijnych niczym Rzesza. Rokosze szlacheckie, czy magnackie nie przekraczały swą gwałtownością, ani czasem trwania, angielskiej wojny króla z Parlamentem, czy francuskiej frondy. Królewięta kresowe nie były bardziej niezależne od króla niż książęta Rzeszy od cesarza, stereotyp anarchicznych Polaków i miłujących porządek Niemców jest więc łatwy do obalenia, zważywszy, że to ci ostatni żyli w 300 różnych państwach, dopóki przemoc napoleońskiej Francji nie zredukowała ich liczby do 30. Podaję ten przykład dla zilustrowania głównej tezy do jakiej będę starał się przekonać czytelnika, który zechce sięgnąć po niniejsze rozważania. Jest nią twierdzenie, iż przy wszystkich znanych i poważnych wadach ustrojowych I Rzeczypospolitej to nie te jej choroby wewnętrzne, które dotąd najczęściej wskazywane były jako przyczyna jej upadku – wcale jak widać nie cięższe i nie straszniejsze niż te nękające inne narody, lecz geopolityka rozstrzygnęła o jej losie. Nie znaczy to oczywiście, że wyzwaniom stawianym przez siły zewnętrzne nie można było na żadnym ich etapie przeciwstawić się skuteczniej niż uczynili to nasi przodkowie oraz, że źródła klęski należy doszukiwać się wyłącznie w presji sąsiadów. Wprost przeciwnie, była nim bowiem nieumiejętność, czy też niemożność rozwiązania problemu kozackiego, zarówno wytworzonego przez geopolitykę, jak i po 1648 r. w rozstrzygający sposób w przełomowym momencie o niej decydującego. Trzeba przy tym pamiętać, że pogląd, jakoby dzieje Polski i Litwy od początku nosiły w sobie zarodek klęski rozbiorów jest równie nieprawdziwy, jak teza, że historia Francji od swego zarania zmierzała do Austerlitz lub wprost przeciwnie - do Sedanu, a przeznaczeniem słynnego wagonu kolejowego stojącego w lasku w Compiegne było wyłącznie świadkowanie kapitulacji wojskowej Niemiec w 1918 r. lub na odwrót – stanie się jedynie miejscem, gdzie przypieczętowano „upadek Marianny” w roku 1940.

Autor nie podziela tezy o przekleństwie geopolitycznego położenia Polski wciśniętej między Niemcy a Rosję, determinującym tragizm jej dziejów. Polska leży bowiem, o czym wszyscy doskonale wiemy, między Niemcami, a Litwą, Białorusią i Ukrainą i dopiero wraz z nimi – na przykład w formie politycznej jaką była Rzeczpospolita Obojga Narodów - opiera się swymi granicami o owych dwóch wielkich sąsiadów. Żyjąc zaś między nimi i nigdzie z tego miejsca się nie ruszając, jest zdolna osiągnąć zarówno status mocarstwa, jak i zupełnie przestać istnieć. Jej pozycja międzynarodowa i kondycja zależą bowiem od dwóch rzeczy – od stopnia konsolidacji politycznej i zgodnego współdziałania w obronie swych podstawowych interesów do jakiego zdolne są narody zamieszkujące obszar dawnej Rzeczypospolitej oraz od potęgi jej sąsiadów - ich pozycji na europejskiej i światowej scenie politycznej i od wzajemnych relacji między nimi, czyli od geopolityki.

Opisanie geopolityki I Rzeczypospolitej wymaga podkreślenia dwóch faktów podstawowych. Po pierwsze, pojęcie to nieznane było w epoce, o której mówimy. (Termin – geopolityka stworzony został bowiem dopiero w 1899 r., kiedy to po raz pierwszy użył go w swoim artykule naukowym szwedzki badacz stosunków międzynarodowych i polityk Rudolf Kjellen). Nie funkcjonowało zatem w debacie politycznej, a rozważania o nim nie były elementem procesu decyzyjnego ani w państwie polsko-litewskim, ani u jego sąsiadów. Nie znaczy to oczywiście, że nie zdawano sobie sprawy ze znaczenia zmian sytuacji międzynarodowej i układu sił między sąsiadami a Rzecząpospolitą. Oczywiście waga tego czynnika w różnych okresach była różna. Po drugie przedział czasowy, którego dotyczą niniejsze rozważania to aż 226 lat – dwa wieki z okładem – dziewięć pokoleń – stulecia, w których świat wokół Rzeczypospolitej w najrozmaitszych swych aspektach – demograficznym, społecznym, gospodarczym, ideologicznym, kulturowym i technologiczno-cywilizacyjnym zmienił się w bardzo istotny sposób, co oczywiście silnie wpływało na geopolityczne położenie unii polsko-litewskiej. Ewolucja sytuacji wokół Polski i Litwy, jej wpływ na pozycję międzynarodową wspólnego państwa nie tylko Polaków i Litwinów, ale także - używając dzisiejszej terminologii: Ukraińców, Białorusinów, Łotyszy, a w pewnych okresach także Niemców gdańskich, pruskich i inflanckich i podejmowane próby jego oddziaływania na otaczającą rzeczywistość będą więc głównym przedmiotem niniejszych rozważań. Interesować nas będą odpowiedzi na pytania o to jaki był horyzont geopolityczny ówczesnych elit Rzeczypospolitej rozumiany jako granica zainteresowań politycznych, a nie kulturowych. Jak on ewoluował? Jakie zewnętrzne i wewnętrzne podmioty polityczne oddziaływały na położenie międzynarodowe Polski i Litwy? Jak ich zmienne relacje z Krakowem, Wilnem i Warszawą, a także wzajemnie między sobą wpływały na położenie Rzeczypospolitej? Jak na swe otoczenie, przy użyciu jakich metod i z jakim skutkiem usiłowało oddziaływać państwo polsko-litewskie, lub też działający z jego terytorium aktorzy pozapaństwowi sceny politycznej? Jakie epoki geopolityczne możemy wyróżnić w dziejach owego państwa i co było czynnikami charakterystycznymi dla każdej z nich? Autor niniejszych rozważań nie jest badaczem dziejów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nie rości sobie zatem pretensji do odkrywania nieznanych faktów z jej historii, lub do naukowej reinterpretacji jej dziejów. Prezentowany tekst jest zatem raczej rodzajem intelektualnej zabawy historyczno-filozoficznej i pretekstem do formułowania tez ogólnych, dotyczących natury gry międzynarodowej, w której uczestniczą od wieków Polacy wraz z innymi narodami – spadkobiercami dziedzictwa Jagiellonów.

         Rzeczpospolita Obojga Narodów pojawiła się na mapie Europy w wyniku presji geopolityki. U zarania procesu jej powstawania legło wszak zagrożenie krzyżackie skutkujące układem z Krewy. Przypieczętowaniem jej narodzin była zaś Unia Lubelska, do której elity litewskie pchnęła groza najazdów moskiewskich. Podobne źródło miała też decyzja Gottarda Kettlera z 1561 r. oddająca Inflanty pod protektorat Polski i Litwy. W owej epoce – tzn. w drugiej połowie XVI w. Rzeczpospolita musiała przede wszystkim stawić czoło presji Moskwy, która już od blisko 100 lat głosiła program „zbierania ziem ruskich” i powiewała sztandarem „trzeciego Rzymu” - prawosławnego i „jedynego prawdziwego”, które to hasło - w sensie intelektualnym - złamane zostało dopiero przez Jana Pawła II, przypominającego światu i to w słowach wygłoszonych po ukraińsku w 2002 r., że to nie Moskwa jest Rzymem lecz „Kijów jest Jerozolimą wschodniej Słowiańszczyzny, a Dniepr jest jej Jordanem”.

Od schyłku XVI w. fakt, że ziemie litewsko-ruskie zamieszkane były w przeważającej mierze przez ludność prawosławną, i że za wschodnią granicą Rzeczypospolitej rozciągało się rozległe i ekspansywne państwo, mieniące się centrum i ostoją tego wyznania, silnie określał jeden z najistotniejszych elementów ówczesnego położenia geopolitycznego państwa polsko-litewskiego. Był to czynnik szczególnie wielkiej wagi, gdyż ówcześnie wszystkie inne ośrodki prawosławia albo znajdowały się na terytorium Rzeczypospolitej, albo też pochłonięte zostały przez imperium osmańskie i zredukowane do roli centrów religijnych narodów pozbawionych samodzielnego bytu politycznego. Odległe i przez to izolowane ośrodki wschodniego chrześcijaństwa w Gruzji, czy w osobnej, lokalnej formie w Armenii (choć rola kulturowa Ormian na Litwie i w Koronie była przez wieki wcale poważna) nie oddziaływały politycznie na sytuację w Europie Środkowowschodniej. Bez znaczenia w tym wymiarze była także znajdująca się we władaniu Habsburgów niewielka Ruś Węgierska. Z punktu widzenia geopolityki I Rzeczypospolitej możemy je więc pominąć w dalszych rozważaniach. Republiki kupieckie Pskowa i Nowogrodu Wielkiego upadły  pod ciosami Moskwy jeszcze w XV w., a resztki pamięci o dawnej świetności drugiej z nich zostały krwawo wymazane z mentalności ludności północnej Rosji przez opryczników Iwana IV Groźnego zaledwie rok po zawarciu Unii Lubelskiej. Geopolityka omawianej epoki nie dawała już zatem Polsce i Litwie szansy rozgrywania konfliktów międzypaństwowych za ich wschodnią granicą. (Pozostała oczywiście gra na konfliktach wewnątrz państwa moskiewskiego, z czego jak wiemy skorzystano w początkach XVII w. Był to jednak w skali dziejów epizod, a nie trwały element sytuacji geopolitycznej istniejącej na wschód od Rzeczypospolitej)

Zbudowana u swego zarania na fundamencie wspólnego oporu przeciwko ekspansji krzyżackiej wielonarodowa i wielowyznaniowa unia polsko-litewska (w swej istocie kulturowej będąca przecież unią polsko-ruską) musiała być państwem tolerancji religijnej. Inaczej by się rozpadła. Praktykowane przez Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie nawracanie mieczem nie mogło znaleźć i nie znalazło w dziedzictwie Jagiellonów licznej rzeszy naśladowców. Wprost przeciwnie, to z tego przecież doświadczenia wyrósł słynny Tractatus de potestate papae et imperatoris respectu infidelium Pawła Włodkowica. To na bazie takich właśnie doświadczeń wspólna praktyka zgodnego życia codziennego obok siebie katolików i prawosławnych rozwinęła się w ramach unii polsko-litewskej w sposób naturalny i stała się podstawą łagodnego przebiegu reformacji w Rzeczypospolitej. Pojawienie się, obok obu istniejących na jej obszarze tradycyjnych wyznań (katolicyzmu i prawosławia), nowych - protestanckich było zmianą li tylko ilościową, a nie jakościową i nie wywołało wstrząsów podobnych do tych, jakie targały przez ponad stulecie Europą Zachodnią. Geopolityka poprzedniej epoki (nacisk krzyżacki) stworzyła zatem podwaliny pod swoistą „geopolitykę wewnętrzną” - jeśli wolno posłużyć się takim terminem, która z kolei ukształtowała zasady wolności religijnej I Rzeczypospolitej. To stąd wzięło się słynne „Nie jestem królem sumień waszych” Zygmunta Augusta, stąd wiedzie swój początek Konfederacja Warszawska 1573 r. i dostojne słowa kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego: „Kiedy by to mogło być, abyście wszyscy byli papieżnikami (tzn. katolikami – P.Ż.G.), dałbym za to połowę zdrowia mojego, żebym drugą połową żyjąc, cieszył się z tej świętej jedności. Ale jeśli kto będzie wam gwałt czynił, dam wszystko swe zdrowie przy was, abym na tę niewolę nie patrzał".

Narodzona u schyłku kształtującej ją kulturowo epoki jagiellońskiej Rzeczpospolita miała w swym ręku stolicę prawosławia wschodniej Słowiańszczyzny – Kijów i racja stanu państwa polsko-litewskiego nakazywała, by właśnie ze względów geopolitycznych rolę tego centrum umacniać i pod żadnym pozorem nie dopuścić, by ośrodek owego wyznania przesunął się zagranicę. Zlekceważenie tego imperatywu przez nierozumiejącego kraju, w którym przyszło mu panować Zygmunta III Wazę, prącego do Unii Brzeskiej, tragicznie wpłynęło w kolejnych dziesięcioleciach po 1596 r. na spójność państwa, istotnie pogarszając jego położenie geopolityczne i dając Moskwie oręż ideologiczny niezwykle użyteczny w ingerowaniu w sprawy wewnętrzne Rzeczypospolitej. Pierwszym i najważniejszym elementem geopolitycznego położenia Litwy i Korony była bowiem jego kresowość – fakt, że to przez ziemie polsko-litewsko-ruskie przebiegała granica kulturowa świata łacińskiego i prawosławnego, granica oczywiście niewyraźna, nie będąca linią ciągłą, lecz raczej zespołem stanów przejściowych, czy to z uwagi na wymieszanie ludności, czy też ze względu na charakter samych wyznań z modelowym w tym zakresie przykładem unitów. Ośmielę się postawić tezę, iż ów wschodni wymiar kresowości świata łacińskiego był dla geopolityki Rzeczypospolitej znacznie ważniejszy niż jego wymiar południowy. Kresy ukrainne były wszak granicą nie tylko katolicyzmu, czy prawosławia, ale i chrześcijaństwa w ogóle. Dalej rozciągał się Dar al Islam – kraj islamu, jeśli nie w wymiarze religijnym (ten dotyczył jedynie Chanatu Krymskiego) to w każdym razie politycznym. Panujące nad nim bezpośrednio, czy też pośrednio Imperium Osmańskie było już zupełnie inną cywilizacją. Ponieważ jednak ów uskok kulturowy na południu był głębszy, ostrzejszy i bardziej oczywisty, zagrożenie płynące z tego kierunku miało charakter militarny, ale nie kulturowo-polityczny. Oddziaływanie ideologiczne islamu na porządek wewnętrzny Polski i Litwy bez ich uprzedniego podboju było niemożliwe. Nie istniało także pokrewieństwo etniczno-językowe między Turkami, a żadnym liczącym się odłamem ludności Rzeczypospolitej. Wpływy tureckie nie podminowywały więc krajów Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego wewnętrznie, zaś wpływy moskiewskie tak. Moskwa, co dobitnie wykazał potem wiek XVIII i XIX, była zresztą w stanie wykorzystać prawosławie i słowiańskość do pracy nad rozkładem wewnętrznym nie tylko Rzeczypospolitej, ale i Imperium Osmańskiego, sporo problemów przysparzając także Habsburgom.

Cesarstwo rosyjskie zaczęło być w myśli politycznej polskiej XIX w. (a zatem już po rozbiorach) postrzegane jako kombinacja trzech dwóch żywiołów – ugrofińskiego, słowiańskiego i turańskiego. Pierwszy z nich nie miał konkurencyjnego wobec Moskwy centrum integracyjnego. Nie mogły nim stać się ani zależna najpierw od Szwecji, a potem od Rosji Finlandia i Estonia, ani zdominowane przez Austrię i odległe Węgry. W tym ujęciu Moskwa posiadała zatem dwóch naturalnych konkurentów geopolitycznych – Rzeczpospolitą (uosabiającą ideę słowiańską w formie wolnościowej, federacyjnej i europejskiej) oraz Turcję (pretendującą do przywództwa w świecie turańskim). Owa wizja, jak wspomniano, była jednak spojrzeniem retrospektywnym, tłumaczącym post factum naturę relacji w trójkącie Rzeczpospolita-Moskwa-Turcja. W epoce gdy wielka gra między owymi podmiotami o losy tej części świata jeszcze się toczyła, tak tego nie widziano. W dobie potęgi państwa polsko-litewskiego moskiewska zdolność do wykorzystania prawosławia i etnosu ruskiego nie miała większego znaczenia, a oba te czynniki (religijny i etniczny) mogły być obrócone wektorem w drugą stronę i wykorzystane dla celów politycznych Rzeczypospolitej. (Wszak w 1610 r. królewicz Władysław Waza obrany został na tron moskiewski pod warunkiem przejścia na prawosławie). W epoce słabości państwa polsko-litewskiego stały się one jednak śmiertelnym dla niego zagrożeniem. Dość wspomnieć Radę Perejasławską (1654), czy gorącą u schyłku lat 1760-tych kwestię dysydentów – innowierców wiodącą, poprzez inspirowane przez Petersburg konfederacje słucką i toruńską, wprost do interwencji rosyjskiej, Konfederacji Barskiej i pierwszego rozbioru.

Geopolityka wynikająca z podziałów religijnych dała o sobie znać także w kontekście wojen polsko-szwedzkich, gdzie znów do wrogów Polski i Litwy należał instrument wewnętrznego podminowywania jej władztwa w spornych prowincjach. Dominujące wyznanie ludności czy to Inflant, czy Prus Książęcych powodowało ciążenie obu tych lenn Rzeczypospolitej do bliskiej im wyznaniowo protestanckiej Szwecji. Wątek wyznaniowy (symbolizowany choćby przez kalwinizm Janusza Radziwiłła) zaznaczył swą obecność także w czasie Potopu i przyczynił się do spadku poziomu tolerancji religijnej w zagrożonym najazdami innowierczych potęg państwie polsko-litewskim.

Pierwszym i najistotniejszym wnioskiem dotyczącym pozycji geopolitycznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów jest zatem wskazanie na jej położenie na skrzyżowaniu nie tyle różnorodnych etnosów (te bowiem w owej epoce nie miały jeszcze tak wielkiego znaczenia), ile na styku rozmaitych światów religijnych i na kresach łacińskiej Europy. Nadawało jej to w tym wymiarze cechy wspólne z Węgrami (wraz z Chorwacją) i z Rzecząpospolitą Wenecką, które także sąsiadowały zarówno ze światem prawosławnym jak i z Turcją, te pierwsze zaś miały w swym łonie spory odsetek różnowierców od prawosławnych Rumunów i Serbów, po licznych kalwinów wśród własnych elit przywódczych. Polskę i Litwę wyróżniał przy tym geograficzny rozmiar wschodniego sąsiedztwa.

 

W warunkach cywilizacyjno-technicznych i demograficznych wieków XVI i XVII problemem, którego rozwiązanie przekraczało możliwości ówczesnych państw (nie tylko Rzeczypospolitej) było zamknięcie i kontrolowanie (oczywiście w ramach ówczesnych standardów) granicy południowo-wschodniej, przebiegającej przez stepy nadczarnomorskie. Stojąc w Kijowie na zachodnim – wysokim prawym brzegu Dniepru, w owej epoce spoglądalibyśmy bowiem w step, który, mówiąc z pewną przenośnią, „tam się właśnie zaczynał i nigdzie się nie kończył”. W rzeczywistości w miarę gęste osadnictwo rolne sięgało w tej epoce do Czehrynia, dalej zaś były już Dzikie Pola, formalnie przedzielone granicą, ale faktycznie biegnące szerokim pasem Wielkiego Stepu aż do rubieży Mandżurii. Stabilizacja tego pogranicza była nie lada problemem nie tylko administracyjno-wojskowym, ale i geopolitycznym, tak w wymiarze obronnym (skuteczne odpieranie łupieżczych najazdów tatarskich), jak i w zakresie wykonywania własnego władztwa państwowego przez Rzeczpospolitą (powstrzymywanie grożących wojną z Turcją wypraw kozaków zaporoskich na posiadłości osmańskie). Geografia determinowała tu politykę. Otwartość granicy zachęcała do najazdów, najazdy nie dość, że zniechęcały do rozwijania osadnictwa, (które gdyby postępowało, zmieniłoby charakter kraju i umożliwiło normalną nad nim kontrolę), to na dodatek, wobec niewywiązywania się państwa z jego podstawowej funkcji, jaką jest zapewnienie obrony przed wrogiem zewnętrznym, skutkowały wytworzeniem się kozaczyzny - organizacji samoobrony ludności i generalnym obyciem tej ostatniej z wojaczką, co z kolei przyciągało rozmaite niespokojne duchy, utrudniało panowanie nad skorą do buntu prowincją i prowokowało konflikt z Portą Otomańską, a ostatecznie rozstrzygnęło o upadku państwa. Nieumiejętność rozwiązania problemu kozackiego w efekcie przyniosła bowiem wojnę domową pomiędzy Zaporożem i w ślad za nim resztą Ukrainy, a pozostałymi częściami Rzeczypospolitej, co w połowie wieku XVII sprowokowało najpierw ingerencję Krymu, potem niszczący Litwę najazd moskiewski i wreszcie wspartą przez Prusy i Brandenburgię inwazję szwedzką oraz siedmimogrodzką. Państwo polsko-litewskie, które stanęło wówczas po raz pierwszy wobec nieziszczonej na szczęście w tym czasie perspektywy rozbioru, obok wysiłku własnego, najpierw pogrążyła w odmęcie wojny domowej i obcych najazdów, a potem ocaliła właśnie geopolityka. Rzeczpospolita Obojga Narodów przetrwała, ale nieodwołalnie już naruszona została jej wcześniejsza pozycja międzynarodowa. Litwa i Korona znalazły się na równi pochyłej powiększającej się dysproporcji sił między nimi, a ich sąsiadami i nigdy już, aż do swego upadku, nie potrafiły tej tendencji w sposób zdecydowany odwrócić.

 

Wśród przyczyn kryzysu państwa polsko-litewskiego w połowie XVII w. wypada, obok wspomnianych już czynników, wymienić także wielką geopolitykę. Napięcie między Rzecząpospolitą a Zaporożem wypadło w momencie, gdy żadna ze stron nie czuła się zagrożona z zewnątrz, a zatem nie była skora do kompromisu. Przyjrzyjmy się więc bliżej sytuacji geopolitycznej Litwy i Korony w pamiętnym roku 1648.

Rok ten jest cezurą nie tylko dziejów Polski, ale i powszechnych. Zawarty wówczas pokój westfalski, pamiętany jako początek nowego – opartego na suwerenności państw – porządku międzynarodowego, kończył wojnę trzydziestoletnią, która od 1618 r. pustoszyła Rzeszę, angażowała Szwecję i Habsburgów, czyniła z Rzeczypospolitej pożądanego alianta, o którego zabiegał i Wiedeń, i Paryż, i stany czeskie. Obejrzawszy się na zachód ówcześni Polacy, którzy, o ile nie żyli na kresach wschodnich lub na Pomorzu, od 200 lat nie doświadczali wojny na swym terenie, widzieli więc kraj w kondycji pozwalającej zamiast nazwy Niemcy powiedzieć „nędza, bieda, mizeryja”, gdyż i tak każdy by łatwo zgadł o czym mowa. Obejrzawszy się na wschód widzieli barbarię, o której nawet kozacy zaporoscy, nie słynący przecież z wykwintnych manier, pisali jeszcze 22 lata później w obozie pod Cudnowem „Moskwa hruba duże” (Moskwa bardzo jest grubiańska). Mieli w pamięci świeże przewagi Rzeczypospolitej nad państwem carów i te spod Smoleńska z lat 1633-34 i wcześniejsze spod Kłuszyna (1610), czy z wojen Batorego. Od siedemdziesięciu lat każde starcie z Rosją nieodmiennie kończyło się zwycięstwem. W tej sytuacji trudno było o poczucie zagrożenia. W podobnych nastrojach pogrążone było Zaporoże. Skuteczne ingerencje Siczy w walki wewnętrzne na Krymie w latach 40-tych XVII w., a przede wszystkim walny udział kozaków hetmana Piotra Konaszewicza Sahajdacznego w zatrzymaniu inwazji tureckiej pod Chocimiem w 1621 r., wykluczały, aby posiadająca doświadczenie zwycięskiego starcia z jednym z największych mocarstw ówczesnego świata zbrojna zbiorowość ulękła się gniewu najpotężniejszych nawet magnatów i przyjęła potulnie los „w chłopy obróconego pospólstwa”, jaki dla niej planowano. Po Kircholmie (1605) i nieco bardziej uciążliwej, ale przecież zwycięskiej wojnie u ujścia Wisły z lat 1626-1629, mimo utraty większości Inflant (1622), nie obawiano się także Szwecji. Walka tej ostatniej o dominium Maris Baltici była istotną składową sytuacji geopolitycznej Polski i Litwy od połowy XVI w. przez cały wiek XVII i początek XVIII. Skutkowała ona rozmaitymi kombinacjami zmiennych sojuszy i konfliktów między państwem polsko-litewskim a Szwecją, Moskwą i Danią. Potężna i ludna Rzeczpospolita przed 1648 r. nie obawiała się jednak podboju ze strony biednego, kamienistego i słabo zaludnionego skandynawskiego sąsiada. Mógł on przyczyniać kłopotów, z którymi lepiej, czy gorzej sobie radzono, ale nie wywoływał grozy.

Doskonałe położenie geopolityczne Rzeczypospolitej – poczucie potęgi własnej i słabości sąsiadów zadecydowały więc o nieustępliwości obu stron konfliktu wewnętrznego. Zabrakło impulsu do konsolidacji polsko-litewsko-ruskiej, jakim w 1385 r. było zagrożenie krzyżackie, a w 1569 moskiewskie. Trudno przypuścić, aby czy to starszyzna i czerń kozacka - podejmując decyzję o powstaniu, czy też magnaci i dostojnicy Rzeczypospolitej - na czas politycznymi środkami nie zapobiegając wybuchowi - rozważali geopolityczne położenie Rzeczypospolitej na scenie europejskiej. Fakt jednak, iż tego właśnie z należytą starannością nie uczynili, zemścił się srodze na wszystkich narodach państwa polsko-litewskiego.

Geopolityka miała więc swój udział w kryzysie w jakim pogrążyła się Rzeczpospolita w drugiej połowie XVII w., ale, jak wspomniano, przyczyniła się także do jego przezwyciężenia i ocalenia państwowości polsko-litewskiej na kolejne ponad sto lat. Krym nie życzył sobie wzmocnienia Rosji i zmienił front. Moskwa podejrzliwie patrzyła na sukcesy Szwecji, z którą rywalizowała w rejonie Bałtyku, zaangażowanie szwedzkie w Rzeczypospolitej wykorzystała Dania i wystąpiła zbrojnie przeciw swemu północnemu rywalowi, wreszcie Habsburgowie, pomni świeżo zakończonych zmagań z protestantami w Rzeszy, których istotnym oparciem był Sztokholm, także nie byli jeszcze wówczas gotowi przypieczętować losu Rzeczypospolitej. Straty były już jednak nieodwracalne. Załamanie demograficzne i kulturowe porównywalne jest tylko do tego, jakie stało się udziałem Polski w zapomnianej dziś III wojnie północnej (1700-1721) i w II wojnie światowej. Odpadła na rzecz Moskwy lewobrzeżna Ukraina wraz z Kijowem, zmieniając geopolityczną równowagę sił na wschodzie. Warszawa utraciła też kontrolę nad Prusami. Wyludniona Litwa, a szczególnie Białoruś, zaczęła staczać się do roli ubogiej prowincji, a nie równoprawnego członu wspólnego państwa. Najtragiczniejsze było jednak załamanie cywilizacyjno-kulturowe. Synowie szlacheccy przestali studiować w Padwie i Bolonii (co w pokoleniu Zamoyskiego i Kochanowskiego nie było wszak tak rzadkie). Nie było już na to stać ich ojców.  Tłumy szlachty nieposesjonatów, których wsie poszły z dymem kolejnych wojen, stały się klientelą magnacką. Oligarchowie zaczęli zaś „dzielić się suknem Rzeczypospolitej” i nauczeni przykładem bezkarności możnych zdrajców, symbolizowanych w pamięci zbiorowej przez Hieronima Radziejowskiego i Bogusława Radziwiłła, brać pieniądze od obcych dworów.

Wnioskiem drugim płynącym z rozważań nad geopolityką I Rzeczypospolitej jest zatem wskazanie na polityczne skutki rozległości geograficznej wschodniego sąsiedztwa państwa polsko-litewskiego i zmienność w czasie – ewolucję znaczenia owej rozległości. Przestrzeń i pustki osadnicze kresów południowo-wschodnich wytwarzały próżnię geopolityczną w XVI, a szczególnie w XVII w. skutkującą niestabilną sytuacją wewnętrzną i groźbą konfliktów domowych w łonie państwa polsko-litewskiego, przyciągających obcych interwentów. Przestrzeń taka przy słabszych sąsiadach, przewadze technologicznej Rzeczypospolitej i większym potencjale demograficznym, pozwalającym na skuteczniejszą jej kolonizację, mogłaby być źródłem potęgi i odegrać w historii tej części Europy taką rolę, jaka w dziejach Stanów Zjednoczonych przypadła kolonizacji prerii amerykańskiej przez rzesze przybywających z Europy osadników. Rywalem Polski i Litwy nie byli jednak Indianie, lecz Moskwa i Turcja, poziom cywilizacji technicznej w chwili gdy rozstrzygały się losy tych ziem był siedemnastowieczny, a nie dziewiętnastowieczny, jak w wypadku USA, a  potencjał demograficzny Rzeczypospolitej załamał się po 1648 r. Na masowe osadnictwo z innych części Europy, nie można zaś było liczyć.

Uwarunkowania geograficzne sprawiły też, że to w tym regionie poważną rolę odegrali, jak powiedzielibyśmy dziś, aktorzy niepaństwowi. Do takich bowiem wypada zaliczyć Sicz Zaporoską przed 1648 r. (powstanie Chmielnickiego przekształciło kozaczyznę ukraińską w de facto państwo) i królewięta kresowe. Ich prywatne wyprawy czy to po łupy na Krym i do Turcji, czy też po wpływy na księstwa naddunajskie i także na Krym, możliwe były tylko dzięki owej próżni demograficzno-cywilizacyjnej, budującej ich samowolę i przyciągającej chętnych do szabli „ludzi luźnych”. Także najważniejsza i największa akcja aktorów niepaństwowych, działających z terytorium Rzeczypospolitej – dymitriada moskiewska w okresie rosyjskiej wielkiej smuty - wspólne dzieło magnacko-zaporoskiej „inicjatywy prywatnej”, możliwe były tylko w takich właśnie okolicznościach geopolitycznych, tworzących zarówno okazję (słabość państwa moskiewskiego) jak i chętnych do jej wykorzystania.

Opisany tu układ geopolityczny w XVIII w. zanikł. Składający się na mozaikę polityczną regionu w XVI i XVII w. świat Tatarów, kozaków, armii magnackich i lawirujących między Rzecząpospolitą a Turcją Mołdawii i Wołoszczyzny odszedł do przeszłości. Podbój i kolonizacja stepów nadczarnomorskich przez Rosję, upadek Chanatu Krymskiego i likwidacja Wojska Zaporoskiego zamknęły ową próżnię, jaka w poprzednich wiekach istniała na Dzikich Polach. Z rozmaitych sił politycznych oddziałujących na geopolitykę Rzeczypospolitej na jej kresach południowo-wschodnich w wieku XVIII pozostały już tylko Rosja i Turcja.

 

Mówiąc o Turcji, jako o czynniku kształtującym położenie geopolityczne państwa polsko-litewskiego trzeba także pamiętać o różnicy między tym czym było Imperium Osmańskie w wiekach XVI i XVII, a czym w wieku XVIII. W dwóch pierwszych wymienionych tu stuleciach władztwo Porty Otomańskiej zaczynało się tuż za Bratysławą (zwaną wówczas Pozsony lub Preszburgiem) i sięgało na wschodzie aż do Kaukazu i granic Persji, na południu rozciągało się na północno-wschodnie i zachodnie wybrzeża Półwyspu  Arabskiego, na zachodzie zaś obejmowało swymi wpływami Algierię. Imperium Osmańskie nie ustępowało wówczas swoją technologią wojskową i spoistością administracyjną mocarstwom europejskim. Było groźną i ekspansywną potęgą, a w latach 1670-tych stworzyło wręcz śmiertelne zagrożenie dla Rzeczypospolitej, pozbawiając ją Podola i usiłując narzucić status sułtańskiego lenna. Zagrożenie to złamane zostało wysiłkiem wojskowym Rzeczypospolitej pod Wiedniem i Parkanami w 1683 r., nieodwracalnie zmieniając geopolitykę na południe od jej granic. Turcja z mocarstwa ekspansywnego przeistoczyła się w słabnące imperium, które odtąd, aż do swego upadku, koncentrować się musiało już nie na nowych podbojach, lecz na, na ogół nieskutecznej, obronie stanu swego posiadania. Po kampanii podhajeckiej 1697 r. - ostatniej wojnie polsko-tureckiej - natura sąsiedztwa Rzeczypospolitej z Osmanami zaczęła się zmieniać. Oba państwa zagrożone imperialnymi apetytami Rosji przestały ze sobą wojować, a Wysoka Porta, jako jedyna, zbrojnie wsparła Rzeczpospolitą, gdy ta w 1768 r. po raz pierwszy zerwała się do walki z Rosją o niepodległość. Na słabości Turcji po 1683 r. skorzystała więc przede wszystkim nie Rzeczpospolita, lecz najpierw monarchia habsburska, a potem Rosja. Imperium Osmańskie w wieku XVII, stojąc u szczytu swej potęgi, było zatem groźnym sąsiadem Rzeczypospolitej, by w kolejnym stuleciu, gdy zaczęło chylić się ku upadkowi, przekształcić się w jej sojusznika, niestety zbyt już osłabionego, by być skutecznym.

 

Trzecim czynnikiem (obok opisanych powyżej – kresowości katolicko-prawosławnej na wschodzie i chrześcijańsko-muzułmańskiej na południu oraz demograficznej próżni stepowej na Dzikich Polach), budującym strukturę geopolitycznej architektury Europy w czasach I Rzeczypospolitej, były interesy dynastyczne. Uwaga ta dotyczy zarówno ambicji władców Polski i Litwy, jak i dworów ościennych. Z uwagi na ustrój wewnętrzny Rzeczypospolitej - będącej państwem szlachty-obywateli, a nie króla-dziedzica, znaczenie sejmu i elekcyjność monarchów, ambicje dynastyczne nie dominowały w geopolitycznym myśleniu jej elit przywódczych. Rywalizacja jagiellońsko-habsburska o panowanie w Czechach i na Węgrzech rozstrzygnięta została wcześniej, tzn. w drugiej i trzeciej dekadzie XVI w., a potem zdezaktualizowana przez ekspansję turecką. Rzeczpospolita u swego zarania nie posiadała zatem drastycznie sprzecznych interesów z domem habsburskim. Incydent wyprawy arcyksięcia Maksymiliana z 1588 r., zakończony potwierdzeniem polskiej potęgi na polach pod Byczyną, utrwalił ten stan rzeczy na następne kilka pokoleń, a utrzymujące się przez cały wiek XVII zagrożenie tureckie i szwedzkie raczej popychały oba państwa ku przymierzu, niż ku wzajemnym konfliktom. Mimo to, epizod byczyński uprawnia do wniosku, że geopolityka I Rzeczypospolitej kształtowana była nie tylko przez realia wyznaniowe i narodowe (wroga Habsburgom szlachta odrzucając kandydaturę Maksymiliana podkreślała, że „aż do gardł naszych nie chcemy Niemca”), ale także przez ambicje dynastyczne europejskich domów panujących. Tron Rzeczypospolitej nie dla wszystkich był jednak atrakcyjny, o czym z kolei świadczy historia, zakończonego ucieczką z kraju, krótkiego panowania Henryka Walezego.

Potęga polityczna i wojskowa państwa polsko-litewskiego, którego elity u schyłku XVI w. potrafiły skutecznie, z orężem w ręku bronić prawa do wolnej elekcji przed zakusami obcych potencji – o czym przekonuje nas właśnie bitwa pod Byczyną, spowodowała, że aż do czasu osłabnięcia Rzeczypospolitej w II połowie XVII w. to raczej ambicje jej władców, a nie obcych pretendentów, dominowały w dynastycznym wymiarze jej położenia geopolitycznego. Poczesne miejsce w tym aspekcie dziejów państwa polsko-litewskiego należy się Wazom, których pretensje do tronu szwedzkiego i nieudolna próba zdobycia korony carów komplikowały stosunki Polski i Litwy z jej sąsiadami północnym i wschodnim, choć przecież ich nie determinowały. Po kryzysie wojen kozacko-rosyjsko-szwedzkich nadszedł już jednak czas realizowania ambicji zagranicznych dworów. Pierwsze próby były jeszcze nieskuteczne. Zainteresowanie Wielkiego Kondeusza elekcją kandydata francuskiego zakończyło się wszak jego porażką i zwycięstwem idei „króla Piasta”, skutkującej obraniem na tron polsko-litewski Michała Korybuta Wśniowieckiego. Następny władca Rzeczypospolitej – Jan III Sobieski znów raczej sam snuł plany dynastyczne dla swych dzieci, szukając dla nich koligacji z domem austriackim i bawarskim, lub żywiąc nadzieję elekcji swego syna – Jakuba na tron polsko-litewski, ale projekty te nie wpłynęły istotnie na geopolityczne położenie państwa.

Ambicje osobiste władcy odcisnęły natomiast na losach Rzeczypospolitej najmocniejsze piętno w czasach panowania Augusta II Mocnego, wikłając ją w labirynt III wojny północnej, która przyniosła I Rzeczypospolitej ogromne zniszczenia i jak się okazało trwałą już degradację, poprzez sprowadzenie jej w wieku XVIII do roli przedmiotu gry międzynarodowej. Wojna ta w istotny sposób zmieniła geopolityczną strukturę Europy Środkowowschodniej. Doprowadziła do niebywałego wzrostu potęgi Rosji, która odnotowała szereg istotnych sukcesów: rozstrzygnęła na swoją korzyść dwustuletnią rywalizację ze Szwecją, pozbawiając tę ostatnią raz na zawsze statusu mocarstwa europejskiego i - poprzez podbój Inflant - wychodząc szerokim frontem na Bałtyk; zlikwidowała podmiotowość polityczną Zaporoża (W bitwie pod Połtawą w 1709 r. pokonane wszak zostały nie tylko wojska szwedzkie, ale i sprzymierzeni z nimi Zaporożcy hetmana Iwana Mazepy. Od tej daty, aż po rok 1918 nie istniał już na Ukrainie żaden samodzielny ośrodek woli politycznej ważący na układzie sił w regionie) i faktycznie zwasalizowała Rzeczpospolitą, która od czasu Sejmu Niemego (1717) stała się praktycznie protektoratem rosyjskim.

W nowym układzie sił – przy zmierzchu starych potęg (Szwecji i Turcji) sytuację geopolityczną wokół Polski i Litwy zaczęły kształtować relacje symbolizowane „przymierzem trzech czarnych orłów”. Oczywiście nazwany tym mianem traktat Löwenwolda z 1732 r. jest tu tylko swoistym signum temporis nowych czasów, gdy o losach Rzeczypospolitej zaczęły decydować późniejsze mocarstwa zaborcze – dwie stare potęgi (z których jedna – Rosja - była tradycyjnym wrogiem, druga zaś – Austria dotąd częściej sprzymierzeńcem, niż nieprzyjacielem) i jedna nowa – w postaci potężniejących Prus. Można by w tym miejscu dodać, iż przetrwanie tych ostatnich w XVII w. i ukierunkowanie ich ambicji państwowych były skutkiem zlekceważenia przez Zygmunta III Wazę i ówczesne elity polityczne Rzeczypospolitej w 1618 r. podstawowych reguł geopolityki, jakim było zezwolenie na objęcie tronu w Prusach Książęcych po wygaśnięciu tamtejszej linii Hohenzollernów przez gałąź brandenburską tej dynastii. Nie wymagało przenikliwości odgadnięcie, że będzie ona dążyć do połączenia terytorialnego swych posiadłości rozdzielonych Pomorzem Gdańskim – czyli jak wówczas mówiono – Prusami Królewskimi. Pierwsza próba realizacji tej polityki wymagała wyzwolenia się spod zależności lennej od Rzeczypospolitej, co osiągnięto w 1657 r. Osłabienie Polski i Litwy otworzyło w wieku XVIII przed tym małym państewkiem na wschodnich kresach niemczyzny możliwości ekspansji i awansu geopolitycznego o jakich w poprzednich wiekach nawet nie śniło się jego władcom.

Unia personalna Rzeczypospolitej z Saksonią nie złamała zaciskającej się pętli geopolitycznego okrążenia państwa polsko-litewskiego przez wrogie mu potęgi. Potencjał Saksonii był po temu za mały, a i intencje jej elektora, traktującego swe nowe władztwo jako zbiornik zasobów dla realizacji jego ambicji, nieczyste. (Polityka Wettinów osadzonych na tronie Rzeczypospolitej, jak pamiętamy, należała wszak do nurtu geopolityki dynastycznej). Jednocześnie była to epoka, w której po raz pierwszy w orbitę geopolitycznego układu sił wokół państwa polsko-litewskiego zaczęła na poważniej ingerować Francja czy to pośrednio – poprzez sojusz z Saksonią, czy też bezpośrednio – poprzez poparcie jakiego monarchia Burbonów udzieliła Stanisławowi Leszczyńskiemu. Wojna o sukcesję polską (1733-1735), w której po jednej stronie stanęły Francja, Hiszpania, Bawaria i stronnicy Leszczyńskiego, po drugiej zaś Austria, Rosja, Prusy, Saksonia, Dania i stronnicy Augusta III Wettina nadała geopolityce I Rzeczypospolitej wymiar prawdziwie europejski. Był to jednak wymiar tragiczny. Doświadczenie klęski i bezsilności jakie stało się w jej trakcie udziałem społeczeństwa szlacheckiego skutkowało zaś jego głębokim, wynikającym z poczucia słabości, pacyfizmem w kolejnych dziesięcioleciach. On zaś był z kolei przyczyną, dla której nie podjęto nawet prób wykorzystania rodzących się, a wynikających z geopolityki okazji czy to do zrzucenia dominacji rosyjskiej, czy choćby do aukcji wojska, jakich mogły dostarczyć wojny Rosji i Austrii z Turcją (1737-1739), rosyjsko-szwedzka (1740-1743), czy też trzy wojny śląskie (1740-1763) z największą z nich wojną siedmioletnią, będącą w istocie pierwszym konfliktem o zasięgu światowym. Rzeczpospolita w nich nie uczestniczyła, choć obce armie przemierzały jej terytorium i bezkarnie, przy bierności państwa polsko-litewskiego czerpały zeń potrzebne im zasoby materialne i ludzkie.

Pacyfizm ten przełamany został dopiero brutalnym gwałtem rosyjskim w wykonaniu ambasadora Repnina. Porwanie hetmana i biskupów było jednoczesnym uderzeniem w państwo i w religię dominującą, a że uczynione było przez obcą przemoc i pod hasłem obrony mniejszości innowierczych, wywołało czteroletnia wojnę partyzancką prowadzoną nie przez państwo polsko-litewskie, lecz przez jego obywateli – szlachtę. Wtedy to – na przełomie lutego i marca 1768 r. groza geopolitycznego położenia Polski i Litwy po raz pierwszy dotarła bowiem do świadomości szerokich rzesz szlachty, rodząc w jej umysłach ideę – jak wówczas mówiono - independencji. Wszak nigdy wcześniej nie wyobrażano sobie przecież, że Rzeczpospolita może przestać istnieć. Reakcją na owo zagrożenie było zawiązanie konfederacji w Barze na Podolu z celem ocalenia niepodległości i obrony wiary. Szybko stłumiona w swym ognisku, rozlała się ona po kraju wsparta przez zawiązywane w innych jego częściach konfederacje lokalne – powiatowe, gdyż „Niechwalebną rzeczą jest, gdyby się kto widząc krwie braterskiej niewinne rozlanie nie miał, jak tylko ku jej jak najprędszemu, należytemu zemszczeniu”.

Mimo, iż Konfederacja Barska zapamiętana została jako ruch patriotyczno-religijny, z silnym akcentem na drugi z tych przymiotników, sojusze z lat 1768-1772 przeczą stereotypom nakazującym postrzeganie natury tego konfliktu poprzez różnice, czy też pokrewieństwa wyznaniowe. Nie one, lecz geopolityka zadecydowała bowiem o tym, że katolickich konfederatów poparła muzułmańska Turcja, oni zaś skwapliwie pomoc tę przyjęli i z nadzieją oczekiwali na jej skutki. Sojusz przeciw Rzeczypospolitej zawiązały natomiast prawosławna Rosja, protestanckie Prusy i arcykatolicka Austria. Wsparcie francuskie dla Konfederacji nie miało zaś żadnych podtekstów religijnych, poświadczało natomiast długą już tradycję antyhabsburskiej współpracy turecko-francuskiej i wspomnianą, narastającą tendencję do ingerencji Francji w obszar geopolityczny I Rzeczypospolitej, co z kolei było wyrazem zmniejszania się „odległości politycznej” różnych części Europy i powiększania skali splatania się biegu wypadków w jej rozmaitych regionach w poprzednich wiekach znacznie luźniej ze sobą związanych. Pole bezpieczeństwa nowożytnych państw europejskich stawało się coraz rozleglejsze, sieć związków między nimi coraz gęstsza, a współzależność ich losów coraz bardziej oczywista. Scena polityczna z regionalnej – środkowo-wschodnioeuropejskiej stawała się ogólnoeuropejską.

Znalazło to swój wyraz w przemianach mentalnych i w standardach wykształcenia, jakie z początkiem oświecenia zaczęły przenikać do Rzeczypospolitej, rozpraszając powoli mroki „saskiej nocy”. Zwracając na to uwagę, dotykamy kolejnego wątku geopolityki I Rzeczypospolitej. Jej wymiaru świadomościowego. Zmieniał się on oczywiście na przestrzeni ponad 200 lat wraz ze zwiększająca się wiedzą ludzkości o otaczającym ją świecie. Trudno opisać tę ewolucję nie prowadząc badań materiału pamiętnikarskiego i epistolograficznego. Możemy jednak chyba zaryzykować stwierdzenie, że zainteresowania geopolityczne, rozumiane jako świadomość położenia międzynarodowego kraju, aż do XVIII w. ograniczały się, wyjąwszy ścisłe elity, do rozpoznawania bezpośrednich sąsiadów i ewentualnie wrogów naszych wrogów. W kanonie wychowania szlachcica – obywatela była raczej nauka tego „Jako koniem najechać, jako drzewem toczyć”, niż o tym jak wygląda mapa polityczna Europy. Odmienny pogląd na użyteczność tego rodzaju wiedzy szerzej propagowany był dopiero w ostatnich dziesięcioleciach istnienia Rzeczypospolitej, kiedy to znów wśród magnatów i lepiej sytuowanej szlachty powrócono, jeśli nie do studiów, to przynajmniej do edukacyjnych podróży zagranicznych. Mam nadzieję, że jeszcze z lektur szkolnych wszyscy pamiętamy, iż poznawanie świata w tym i kształtu europejskiej sceny politycznej zalecał wszak w Powrocie posła sam Julian Ursyn Niemcewicz, co jednak dla naszych rozważań istotne, czynił to poprzez wykpiwanie ich nieznajomości.

Rozwijający się system kształcenia ze Szkołą Rycerską na czele przygotował u schyłku XVIII w. młode i znacznie lepiej od uprzednich wykształcone kadry do ostatniej już rozgrywki jaka miała stać się udziałem Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wojna rosyjsko-turecka (1787-1792) i powiązana z nią rosyjsko-szwedzka (1788-1790) stworzyły nową okazję geopolityczną do zreformowania państwa i zrzucenia systemu dominacji rosyjskiej od 1768 r. mającego już charakter sformalizowanego gwarancjami imperatorowej protektoratu. Tym razem zdecydowano się „korzystać z pory w jakiej się Europa znajduje i z tej dogorywającej chwili, która nas samych sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów”. Był to wynik gry sił europejskich. Po stronie Rosji stanęła Dania uderzając na Szwecję i Austria przystępując do wojny z Turcją, wspieraną z kolei przez dyplomacje Anglii i Francji. Wsparcia politycznego Szwecji obok Wielkiej Brytanii udzieliły zaś także Holandia i Prusy. Rzeczpospolita znów stała się potencjalnie atrakcyjnym sojusznikiem. Rywalizacja geopolityczna z innymi mocarstwami skłoniła Katarzynę II do zgody na aukcję wojska koronnego i litewskiego w nadziei, że będzie ono użyte przeciw Turcji. Berlin zaś, rywalizujący o pozycję polityczną z Wiedniem i obawiający się wzrostu potęgi Petersburga, wsparł obietnicą sojuszu antyrosyjskiego wysiłek reformatorski podejmowany w Warszawie. Narodzony przy tej okazji pomysł planu zamiennego Ewalda Friedricha von Hertzberga, jak w soczewce skupiał istotę położenia geopolitycznego Rzeczypospolitej w ostatnich latach jej istnienia. W ramach owego projektu Rzeczpospolita miałaby scedować na rzecz Prus Gdańsk i Toruń, w zamian za co Prusy miały skłonić Wiedeń demonstracją zbrojną na Śląsku, w Galicji, na Węgrzech i w Niderlandach Austriackich do oddania Polsce Galicji i szukania rekompensaty za ową stratę w postaci nabytków w prowincjach tureckich. Temu ostatniemu sprzeciwiła się jednak Anglia, obawiająca się zbytniego osłabienia Imperium Osmańskiego i wzrostu wpływów Rosji w rejonie Cieśnin Czarnomorskich.

Koniec wojen rosyjsko-tureckiej i rosyjsko-szwedzkiej oraz wybuch wojny Austrii i Prus z rewolucyjną Francją pogrzebały sytuację geopolityczną, która stworzyła koniunkturę międzynarodową skutkującą reformami Sejmu Wielkiego. Połączone świeżym sojuszem antyfrancuskim Berlin i Wiedeń zdecydowały się dać wolną rękę Petersburgowi odnośnie do Polski i Litwy, dbając z lepszym (w wypadku Prus), lub gorszym (w wypadku Austrii) skutkiem jedynie o to, by i im przypadła należna część łupu. Rosja zaś stała się wkrótce cennym aliantem Wielkiej Brytanii zagrożonej ekspansją rewolucyjnej Francji i podstawą wysiłków czynionych przez dyplomację Albionu z zawsze tym samym starym zamiarem przywrócenia równowagi sił (balance of power) na kontynencie, w danym momencie historycznym zagrożonej hegemonią francuską. Geopolityka przypieczętowała tym samym los upadającej Rzeczypospolitej, której przetrwaniem, a i to jako doraźnej siły dywersyjnej na tyłach wrogów, zainteresowana była jedynie Francja, tocząca wojnę z pierwszą koalicją. Dawni wrogowie – Szwedzi i Turcy, którzy w XVII w. walnie przyczynili się do osłabienia Rzeczypospolitej, stulecie później jako nieprzyjaciele naszych nieprzyjaciół, świetnie nadawali się na sojuszników, byli jednak już jedynie cieniem swej niegdysiejszej potęgi. Dawny sojusznik – Austria popełniała zaś właśnie rozstrzygający o jej przyszłych dziejach błąd geopolityczny, zamieniając spokojne sąsiedztwo z Rzecząpospolitą na zbójecką spółkę z Prusami (które na rozbiorach i przypieczętowanym nimi przymierzu z Rosją budowały podstawy swej potęgi do późniejszej rywalizacji z Habsburgami w Rzeszy) i z Rosją (która w kolejnym stuleciu z idei pansłowiańskich uczyniła credo swej polityki państwowej, walnie przyczyniając się w jego drugiej połowie do wewnętrznego podminowania monarchii naddunajskiej i do jej ostatecznego upadku w 1918 r.).

 

Geopolityka I Rzeczypospolitej miała zatem kilka wymiarów: religijno-kulturowy, geograficzno-przestrzenny, etniczny, dynastyczny, świadomościowy i co brzmi może nieco dziwnie – wewnętrzny – tzn. oddziaływała na wewnętrzną scenę polityczną państwa polsko-litewskiego tak w wymiarze jego kultury politycznej, jak i problemów z jego stabilnością. Ten ostatni wymiar był przy tym rozstrzygający o decydującym momencie dziejów państwa, któremu nie udało stać się unią polsko-litewsko-ruską. Momentem tym zdaniem piszącego te słowa był zaś rok 1648.

Pozycja Polski i Litwy na scenie międzynarodowej w opisanym okresie ulegała głębokiej ewolucji, co pozwala nam wyróżnić pięć „epok geopolitycznych” w dziejach Rzeczypospolitej Obojga Narodów:

1.                 Epokę mocarstwowości (1569-1648), kiedy to potęga materialna kulturalna owej monarchicznej republiki wiązała się z występującą jednocześnie słabością jej sąsiadów: Rosji - zacofanej cywilizacyjnie, niszczonej wewnętrznie przez rządy sadystycznego szaleńca (Iwana IV Groźnego), a potem przez długi czas pogrążonej w Wielkiej Smucie i Niemiec - podzielonych na drobne zwalczające się państewka i doprowadzanych na skraj rozpaczy i ruiny materialnej i demograficznej, które im przyniosła wojna trzydziestoletnia. Turcja – stojąca wówczas, podobnie jak Polska i Litwa, u szczytu swej potęgi, wiązana była na innych frontach przez koalicje rozmaitych państw chrześcijańskich od Hiszpanii po Wenecję i Austrię. Musiała także borykać się z rywalizacją perską. W efekcie nie mogła rzucić przeciw Rzeczypospolitej wszystkich swych sił, a nawet ta ostatnia w 1620 r. wystąpiła przeciw niej pierwsza zaczepnie, choć nieskutecznie (klęska pod Cecorą). Była to też epoka podejmowania przez państwo polsko-litewskie, lub działające z jego obszaru podmioty niepaństwowe (magnatów lub Sicz Zaporoską) prób ekspansji zewnętrznej poprzez ingerencję zbrojną w Moskwie, na Krymie, czy w hospodarstwach naddunajskich.

2.     Epokę kryzysu państwa (1648-1660), zapoczątkowaną wspartym przez Krym powstaniem Chmielnickiego i osiągającą swe apogeum w okresie najazdów: moskiewskiego, szwedzkiego, prusko-brandemburskiego i siedmiogrodzkiego. W tymże to okresie z całą mocą ujawniło się znaczenie „geopolityki wewnętrznej” (tzn. układu sił w łonie Rzeczypospolitej między jej pierwiastkami katolickim i protestanckim - „na froncie szwedzkim” oraz polskim – łacińskim i ruskim – prawosławnym, skomplikowanego nakładającymi się na ów podział konfliktami natury społecznej - „na froncie moskiewskim”) i oddziaływania na nią „geopolityki zewnętrznej” czy to w formie braku gotowości do kompromisu wywołanej nieistnieniem poczucia zagrożenia zewnętrznego, czy też poprzez interwencje zagraniczne chwytających okazję sąsiadów.

3.      Epokę zbrojnej obrony podmiotowości Rzeczypospolitej (1660-1699), kiedy to ustabilizowano granice na wschodzie, łamiąc tymczasowo dalszą ekspansję moskiewską, ale godząc się z olbrzymimi stratami terytorialnymi na rzecz Rosji oraz stoczono dramatyczny konflikt z Turcją, najpierw tracąc na jej rzecz Podole, a potem je odzyskując i trwale łamiąc jej zdolność skutecznej ekspansji nie tylko przeciw Rzeczypospolitej, ale i generalnie w Europie. Był to też czas gdy Rzeczpospolita po raz ostatni pod Wiedniem w 1683 r. zademonstrowała swą mocarstwową zdolność skutecznej projekcji siły wojskowej poza własne granice.

     W całej drugiej połowie XVII w. położenie geopolityczne Polski i Litwy kształtowane było przy tym nie tylko przez nacisk korzystających z jej narastającej słabości nieprzyjaciół zewnętrznych i wewnętrznych (Moskwę, Szwecję, Turcję, Krym, Prusy, kozaczyznę Chmielnickiego i Siedmiogród), ale także przez antyszwedzki i antyturecki sojusz z Austrią i sprzeczność interesów wrogów Rzeczypospolitej nawzajem obawiających się wzmocnienia konkurentów.

4.     Epokę upadku (1700-1788), kiedy to Rzeczpospolita w wyniku III wojny północnej stała się podmiotem gry otaczających ją mocarstw i weszła w tryby trójkąta trzech czarnych orłów z dominująca rolą Rosji i wzrastającą mocarstwowością Prus, przy jednoczesnym wygaśnięciu sojuszu polsko-austriackiego i odwracaniu się roli Szwecji, a szczególnie Turcji jako rywalek imperium carów. Był to także czas zaniku próżni demograficzno-cywilizacyjnej na Dzikich Polach i znaczenia aktorów niepaństwowych oraz skoku technologicznego w dziedzinie administracji i wojskowości, który niekorzystnie wpłynął na bilans sił między państwem polsko-litewskim (a także Turcją) i szybko się modernizującymi oświeceniowymi monarchiami absolutystycznymi u jego granic.

5.      Epokę reform zakończoną nagłą śmiercią (1788-1795) pod ciosami zbrojnej przemocy sąsiadów, kiedy to splot konfliktów zbrojnych, w jakie uwikłana była Rosja, stworzył szansę na wyrwanie się spod jej zależności, a ich wygaśnięcie, połączone z początkiem wojen rewolucyjnej Francji, konsolidujących solidarność mocarstw zaborczych i dających im poparcie skonfliktowanego z Paryżem Londynu, przypieczętowało los Rzeczypospolitej, wymazując ją na 123 lata z mapy Europy, na którą miała powrócić dopiero w wyniku fundamentalnej zmiany konstrukcji geopolitycznej kontynentu dokonanej w rezultacie I wojny światowej.

 



[1] Trwałość położenia geograficznego jest faktem dla innych państw oczywistym i zastrzeżenie to może wydać się na pierwszy rzut oka dziwne. Polska jest jednak pod tym względem krajem w Europie absolutnie wyjątkowym zważywszy na jej wydatne przesunięcie na zachód po 1945 r.

Najnowsze artykuły

Gdzieś na antypodach czy jednak znacznie bliżej? (wywiad)

Rafał Habielski

Data dodania: 2017-06-26

O duchu rewolucyjnym. Wybór pism.

Hieronim Kajsiewicz

Data dodania: 2017-06-08