Artykuł
Geopolityka i literatura romantyzmu
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Polityka zagraniczna pod znakiem romantyzmu

 

1. Wyjaśnienia

Spojrzenie na problematykę geopolityczną z perspektywy historii kultury musi być nieco odmienne od ujęć właściwych klasycznej historii politycznej. W centrum zainteresowania historyk kultury powinien bowiem postawić sprawy zazwyczaj pomijane zarówno przez badaczy dziejów politycznych, jak i przez większość literaturoznawców; sprawy postrzegane jednocześnie jako margines wielkiej polityki i jako jeden z kontekstów – mierzonych swoistą miarą – osiągnięć literatury, krytyki czy myśli filozoficzno-społecznej. Tymczasem to swoiste pogranicze polityki i kultury polskiej w epoce romantycznych zrywów niepodległościowych i Wielkiej Emigracji wydaje się z kilku powodów szczególnie atrakcyjne poznawczo i ważne.

Po pierwsze, w sekwencji przełomowych dla narodu wydarzeń polityczno-militarnych od konfederacji barskiej (1768-1772) poczynając, aż po wojny napoleońskie i kongres wiedeński (1815), los Polski raz po raz okazywał się funkcją zmiennego układu sił międzynarodowych, i to na przestrzeni obejmującej całą Europę – od Rosji i Turcji na wschodzie po Anglię na zachodzie. Po drugie, w społeczeństwie polskim tego okresu pojawiła się wyraźna świadomość znaczenia tych zewnętrznych uwarunkowań. Było to oczywistym skutkiem poszukiwania politycznego wsparcia zagranicą i prób wykorzystywania koniunktury międzynarodowej przez przywódców konfederacji barskiej, Sejmu Czteroletniego czy Legionów, a także wynikiem pierwszych masowych doświadczeń z emigracją polityczną i pierwszą falą zesłań na Sybir. W okresie między wybuchem konfederacji barskiej a utworzeniem Królestwa Polskiego w roku 1815 trzy pokolenia polskich elit politycznych i szerokie masy szeregowych uczestników historii otrzymały więc praktyczną i wyjątkowo bolesną lekcję geopolityki.

Drugim zjawiskiem wyróżniającym tę epokę, zwłaszcza w oczach historyka literatury, jest pojawienie się w kulturze, wraz z myślą Johanna Gottfrieda Herdera (1744-1803) i książkami pani de Staël (1766-1817), świadomości geokulturowego zróżnicowania kontynentu europejskiego. Zróżnicowanie to postrzegano jako zakorzenione w pierwotnym dziedzictwie plemiennym ludów romańskich, Germanów i Słowian, a więc jako zdeterminowane przez odległą historię, a zarazem jako rzutujące na teraźniejszość i przyszłość Europy. Historyzm, będący cechą kultury w pierwszej połowie XIX wieku, implikował też powszechne myślenie – nie tylko o literaturze – w kategoriach opozycji geokulturowych. W literaturze operowano więc opozycjami pomiędzy klasycznym Południem a romantyczną Północą, racjonalistycznym Zachodem a irracjonalnym Wschodem, wyróżniano specyficzne kraje i regiony, wcześniej peryferyjne, zaś w latach dwudziestych XIX wieku zyskujące nowe znaczenie: polityczne lub kulturalne. Tak postrzegano na przykład Grecję podczas powstania antytureckiego w latach 1821-1829.

Romantyzm zrywał zatem z typowym dla oświecenia uniwersalistycznym modelem myślenia o cywilizacji, skupiał swoją uwagę na wartości tego, co lokalne i swoiste dla poszczególnych narodów i krajów w dziedzinie historii i dorobku kulturowego. O ile oświecenie było w zasadzie centralistyczne w swoim postrzeganiu Europy – kontynentu, którego spoiwo stanowiła wspólna kultura wykształconych elit, oparta na języku francuskim – o tyle romantyzm tworzył stopniowo obraz Europy jako mozaiki języków, kultur, tradycji historycznych i państwowych. Działalność polskich elit politycznych na terenie międzynarodowym, zwłaszcza w okresie Wielkiej Emigracji, była wobec tego uwarunkowana podwójnie: realną sytuacją międzynarodową i swoistą kulturą epoki. Na ziemiach polskich wywierało to poprzez literaturę wpływ – trudny do zbadania, ale i trudny do pominięcia – na postrzeganie odwiecznego miejsca naszego narodu w Europie, a więc i pośrednio na konkretne koncepcje polityczne.

Romantycy, których stanowisko w tym względzie wyraził najlepiej Maurycy Mochnacki, lokowali Polskę na kulturowej Północy kontynentu. Zdaniem Mochnackiego kulturę Polaków w jej swoistości miałoby pozytywnie wyróżniać nie klasyczne dziedzictwo śródziemnomorskie, ale „starożytność słowiańska, mitologia Północy i duch średnich wieków”[1]. Formuła ta wyjęta jest co prawda z programowych rozważań nad poezją, ale poetyki nie traktowano wówczas w sposób wąsko estetyczny, tylko uważano ją za jeden z aspektów ogólnej teorii kultury. W tym szerokim kontekście myśl romantyczna miała swe możliwe do uchwycenia i sprecyzowania konsekwencje kulturowo-polityczne. I tak, kulturalna nobilitacja „ducha wieków średnich” pociągała za sobą zainteresowanie legendarnymi początkami państwa polskiego i epoką Piastów, kierowała więc uwagę ku przestrzeni kulturowej i geograficznej Wielkopolski i Małopolski. Z drugiej strony, u pisarzy związanych z ośrodkiem wileńskim, preromantyczny mediewalizm doprowadził do takiej sytuacji, że jako element polskiej tożsamości kulturowej zaczęły być traktowane dzieje średniowiecznej, pogańskiej Litwy – domeny Mendoga, Giedymina i Kiejstuta. Z kolei idea „starożytności słowiańskiej”, wylansowana w tym samym czasie przez Zoriana Dołęgę-Chodakowskiego, inspirowała romantyczne słowianofilstwo, które poprzez literacką „szkołę ukraińską” zapładniało w latach 1830-1848 polityczne koncepcje braterstwa polsko-ukraińskiego oraz, około roku 1848, skłaniało do poszukiwania możliwości współpracy z Czechami, później zaś ze Słowianami Południowymi.

Wreszcie trzecim polem godnym uwagi historyków jest znamienny dla całej epoki, od Sejmu Czteroletniego po powstanie styczniowe, bezpośredni udział pisarzy w działaniach politycznych, w tym zwłaszcza w działaniach politycznych na forum międzynarodowym. Oczywiście przypadki polityków parających się literaturą i pisarzy zaangażowanych w politykę, na przykład pełniących różne funkcje dyplomatyczne, są w historii dość częste. Na zachodzie Europy dotyczy to zwłaszcza czasów przed drugą połową XIX wieku, kiedy to profesja literacka i literatura wyodrębniły się ostatecznie pod wpływem rynku i prądów modernistycznych jako dziedziny autonomiczne. Na wschodzie Europy i w krajach przeżywających, jak na przykład Irlandia, odrodzenie narodowe pod koniec XIX stulecia, ten związek literatury i polityki trwał dłużej. Dla Polski szczególnym powodem zbliżenia pisarzy do polityki sensu stricto, w tym do polityki zagranicznej, były oczywiście rozbiory, które pozbawiły nas suwerennego państwa i od upadku insurekcji kościuszkowskiej pchały najaktywniejszych członków elit niepodległościowych na emigrację.

 

2. Koncepcje geokulturowego położenia Polski w Europie

Podstawą dla zrozumienia wszelkich koncepcji romantycznej polityki polskiej jest odpowiedź na pytanie, jaki konkretnie obszar geograficzno-kulturowy odpowiadał w świadomości pisarzy i polityków tej epoki pojęciu Polski. Otóż nawet pobieżny przegląd wypowiedzi na ten temat prowadzi do wniosku, że w okresie istnienia niesuwerennych form państwowości polskiej, takich jak Księstwo Warszawskie czy Królestwo Polskie, ograniczonych terytorialnie do okalających Warszawę części ziem dawnej Korony, powszechne i oczywiste było wyobrażenie Polski jako całości terytorium wyznaczonego granicami Rzeczypospolitej sprzed pierwszego rozbioru. Przekonanie to wyłania się zarówno z późnych dzieł Hugona Kołłątaja i Stanisława Staszica, jak i z nastawienia Polaków do wojny Napoleona z Rosją w roku 1812, którą – co odnotował po latach autor Pana Tadeusza – powszechnie witano jako wojnę wyzwoleńczą, mającą na celu, z polskiego punktu widzenia, połączenie Księstwa z Polską leżącą po wschodniej stronie ówczesnej granicy na Niemnie. Oczywistość, że na Polskę składają się ziemie wszystkich trzech zaborów, po roku 1815 dokumentował przede wszystkim fakt utrzymania na wschodnich „ziemiach zabranych” polskiego samorządu szlacheckiego, prawa cywilnego (Statut litewski obowiązywał tam do początku lat czterdziestych) oraz funkcjonowanie autonomicznego polskiego szkolnictwa w ramach Wileńskiego Okręgu Naukowego, z Uniwersytetem Wileńskim i Liceum Krzemienieckim na czele. Wychowankowie tych polskich szkół, spośród których rekrutowali się w ogromnej większości najwybitniejsi twórcy polskiego romantyzmu, na całe stulecie utrwalą przekonanie, że przyszłą Polskę należy sobie wyobrażać na wzór Polski historycznej: jako polityczną jedność terytoriów polskich, litewskich i ruskich.

W czasie powstania listopadowego wyobrażenie to powszechne było wśród polskich elit, choć po różnych stronach politycznego podziału przybierało różne formy. Już w pierwszych godzinach powstania listopadowego przedstawiciele Rządu Tymczasowego w rozmowach z księciem Konstantym wskazywali na konieczność włączenia „ziem zabranych” do Królestwa Polskiego, a nieco później wysłannicy rządu do Petersburga otrzymywali instrukcje, aby w rozmowach poruszać ten temat. Natomiast kierownictwo spisku dążyło od początku do rozszerzenia działań powstańczych na ziemie zabużańskie. Sprawy te akcentował Mochnacki w Powstaniu narodu polskiego, uważając rozciągnięcie wojny wyzwoleńczej na kresy za podstawowy warunek powodzenia całego niepodległościowego zrywu:

 

Rewolucja 29 wiedziała to dobrze, jeszcze przed wybuchnieniem swoim, że tylko przez zbrojne wtargnięcie do ziem zabranych, to jest: przez obrócenie przeciwko Moskwie całej kilkunastomilionowej ludności polskiej, całej zatem południowej (!) podstawy państwa, wywikłać się zdoła z rzędu wypadków nie mających przyszłości przed sobą, ułomnych w przedsięwzięciu, niepodobnych w skutku[2].

 

Wyobrażenie Polski rozciągniętej od południa, przez ukraińskie kresy, na litewską i żmudzką północ wyłania się też z Pieśni o ziemi naszej (1842) Wincentego Pola. Autor tego popularnego utworu, uczestnik powstania na Litwie, poeta i geograf, na przestrzeni całego okresu zaborów z pewnością najsilniej wpłynął na ukształtowanie się polskiej geografii patriotycznej. „A czy znasz ty, bracie młody / te pokrewne twoje rody? / Tych Górali i Litwinów, / I Żmudź świętą i Rusinów?” – pisał we wspomnianym poemacie. W ogóle, przed Sienkiewiczem to właśnie kultura okresu romantyzmu posiada największy udział w procesie przesuwania polskiego centrum kulturowo-politycznego na wschód. Maria Antoniego Malczewskiego (1825), dumki Józefa Bohdana Zaleskiego, poematy Juliusza Słowackiego – utrwaliły w polskiej wyobraźni obraz ukraińskiego stepu nie tylko jako scenerii polskich dziejów narodowych, ale wręcz jako krajobrazu swoiście polskiego, ojczystego. Podobna pod tym względem jest nawet twórczość Zygmunta Krasińskiego, którego ród pochodził przecież z Mazowsza, ale który akcję Nie-Boskiej komedii sytuuje częściowo w Okopach Świętej Trójcy (na Podolu), zaś wizje południowego pejzażu alpejskiego w Przedświcie (1843) konfrontuje z obrazem pokrytego śniegiem stepu jako symbolicznego ekwiwalentu przestrzeni swoiście polskiej: „Znasz zimowy step ten głuchy / Gdzie śpią w grobach ojców duchy?”.

Terytorialno-kulturowe granice Polski i polskości obejmujące w wyobraźni romantyków, od czasów Mickiewicza aż po czasy Piłsudskiego, Litwę i Ruś zakreślały, po pierwsze, samo swoiste rozumienie tych pojęć, po drugie zaś określały w sposób pierwotny i zasadniczy cały charakter niepodległościowego myślenia i działania pokoleń porozbiorowych. U początków i u kresu tego myślenia i działania było to samo: Rzeczpospolita jako państwo wielkie pod względem powierzchni, będące polityczną formą organizacji trzech wielkich narodów i kultur. Sąsiadami takiej Polski na wschodzie nie miały być Litwa i Ukraina, lecz Rosja i Turcja. Takie wyobrażenie Polski, które z góry niejako definiowało horyzonty romantycznej geopolityki polskiej, najlepiej syntetycznie ujął krytyk literacki Michał Grabowski. Uczynił to zresztą w tekście opublikowanym po rosyjsku i przeznaczonym dla czytelników rosyjskich, być może dlatego, że tłumaczenie tego Polakom byłoby uznane za powtarzanie rzeczy oczywistych. Grabowski, porównując zadania polskiej powieści historycznej do zadań, jakie stały wcześniej przed Walterem Scottem opiewającym w swoich utworach dzieje niewielkiej Szkocji, tak to formułował:

 

Szkocja i jej historia stanowią tylko niewielką część w rodzinie narodów europejskich, natomiast Polska nie jest odrębnym narodem, lecz wielkim systemem politycznym, łączącym w sobie los kilku narodów, i pod tym względem zajmującym obszerniejsze i bardziej poczesne miejsce. Do momentu wystąpienia Rosji na europejskiej scenie politycznej, to Polska reprezentowała cały północny wschód kontynentu, a literatura wyrażała jego życie wewnętrzne, ukazując byt narodów całej Europy Wschodniej na przestrzeni kilku stuleci[3].

 

Cytowany autor, który przez całe życie pozostawał politycznym lojalistą, uznawał, że Polska, o której mówił, upadła i została zastąpiona w swojej roli organizatora życia na północnym wschodzie kontynentu przez imperium rosyjskie. Ale romantycy o orientacji niepodległościowej, którzy nie chcieli się pogodzić z takimi realiami, dążyli do odbudowy tej właśnie Polski, o jakiej mówił Grabowski w czasie przeszłym –  która byłaby nie „odrębnym narodem, lecz wielkim systemem politycznym”. Z tego powodu ich próby wskrzeszenia przedrozbiorowej Rzeczpospolitej w roli organizatora politycznego całego regionu nieuchronnie nadawały ich działaniom wymiar międzynarodowy i horyzonty kontynentalne.

 

3. Polska a Rosja

Generacja powstania listopadowego, do której należeli wszyscy interesujący nas tu pisarze i działacze polityczni, była ostatnią, dla której przeciwnikiem na wschodzie w planach odbudowy Polski przedrozbiorowej była wyłącznie carska Rosja. Nie były nimi natomiast niepodległościowe ruchy narodowe Ukraińców i Litwinów, które krystalizowały się i wchodziły do gry w późniejszym okresie. Nasi romantycy nie przewidywali na ogół tego typu konsekwencji własnego programu budzenia kultur narodowych, jaką stało się, po latach, uformowanie się kulturowo-politycznego nacjonalizmu ukraińskiego i litewskiego. Własne propozycje, sprowadzające się do odbudowy Rzeczypospolitej oraz demokratyzacji i modernizacji stosunków społecznych w jej granicach, uważali za wystarczająco atrakcyjne także dla ukraińskiego i litewskiego ludu. Romantycy polscy, poza dyskusyjnymi wyjątkami, nie przewidzieli późniejszej erupcji niepodległościowych aspiracji wśród Ukraińców i Litwinów i nie przygotowali żadnej strategii odpowiedzi na tego typu sytuację. W tym zakresie poglądy poetów „szkoły ukraińskiej”, Mickiewicza, Słowackiego i innych członków emigracyjnego Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich okazały się z czasem utopijne, czego swoistym potwierdzeniem wydaje się być w następnym stuleciu klęska federacyjnych planów Piłsudskiego.

Inną sprawą jest jednak rozstrzygnięcie, czy były one utopijne w punkcie wyjścia, i czy gdyby Polska odzyskała niepodległość zapowiadanym w Panu Tadeuszu „cudem”,  w okresie Wiosny Ludów czy w wyniku wojny krymskiej, wspólne losy polityczne Polaków, Ukraińców i Litwinów nie potoczyłyby się zupełnie inaczej. Do optymistycznych założeń romantycznej myśli niepodległościowej należało dążenie do szybkiego pokonania imperium rosyjskiego, a więc i możliwość jego szybkiego, w granicach jednego pokolenia, upadku. Inaczej, bardziej realistycznie, zapatrywali się na to przyjaciele Michała Grabowskiego z tak zwanej koterii petersburskiej, ale to, co na ten temat pisano na emigracji, nie mogło uwzględniać trwania carskiej Rosji do roku 1917, a tym samym wszystkich, jakże negatywnych dla Polaków zdarzeń i procesów, jakie zaszły na kresach do wybuchu I wojny światowej i później.

Dlatego to z perspektywy Wielkiej Emigracji wydawać się mogło, że jednym przeciwnikiem Polski na wschodzie jest Rosja. Obraz Rosji był też wówczas drugim, obok programu restytucji przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, wyznacznikiem wszelkich polskich strategii politycznych. U genezy polskiego stosunku do Rosji, jaki wytworzył się w trakcie i po upadku powstania listopadowego, leżały dwa wielkie rozczarowania. Pierwsze z nich było rozczarowaniem do polityki Aleksandra I, który jeszcze w pierwszych latach po utworzeniu Królestwa Kongresowego wydawał się elitom polskim w Warszawie i w Wilnie mężem nieomal opatrznościowym – gwarantem rozszerzenia granic utworzonego przez siebie królestwa na „ziemie zabrane”, dającym nadzieję na odbudowę „jakiejś” Polski w sojuszu z Rosją oraz – być może – na liberalizację samej Rosji.

Drugim polskim rozczarowaniem wobec Rosji stała się klęska dekabrystów, a raczej klęska iluzorycznych oczekiwań polskich, że idee wolnościowe mogą w Rosji przetrwać egzekucję Rylejewa i jego towarzyszy, czy dać o sobie znać jakąś znaczącą odpowiedzią na polskie hasło „za waszą i naszą wolność”. Jakkolwiek hasło to zostało zauważone przez niektórych dekabrystów (pozostałych przy życiu) i przez młodego Hercena, do Polaków dotarły z Rosji przede wszystkim głosy wrogie, takie jak wiersze Puszkina (Oszczercom Rosji) i Wasylija Żukowskiego (Pieśń na wzięcie Warszawy) pisane przeciw polskim miatieżnikom[4]. Obu tym rozczarowaniom dał bezpośredni wyraz Mickiewicz w III części Dziadów. Utwór ten, a w szczególności będący jego częścią epicki Ustęp, przyniósł też najbardziej sugestywną w polskiej literaturze wizję ustroju rosyjskiego imperium, archetypiczny obraz rosyjskiej przyrody, analizę niewolniczej duszy rosyjskiego ludu i satyrę na oficjalną kulturę państwa carów jako powierzchowną imitację i niezamierzoną parodię zachodnioeuropejskiego oświecenia.

W późniejszych Wykładach z literatury słowiańskiej Mickiewicz zaakcentował z większą siłą wpływ niewoli mongolskiej na charakter Rosjan, kształtowanie się państwa moskiewskiego, jego ustrój oraz konieczność ekspansji zewnętrznej jako naczelną zasadę i cel jego istnienia. Nie sposób tu, oczywiście, nawet pokrótce streścić dotyczących Rosji koncepcji ani samego wieszcza, ani jego licznych kontynuatorów, takich – przykładowo – jak Zygmunt Krasiński, Henryk Kamieński czy, u kresu epoki, Apollo Nałęcz-Korzeniowski. Wystarczy tylko przypomnieć, że w głównym nurcie myśli politycznej polskiego romantyzmu Rosja przedstawiana była zawsze jako przeciwieństwo reprezentowanego przez Polskę typu cywilizacji, jej republikańskiego ustroju politycznego, celów i interesów politycznych, a zazwyczaj także, mimo podkreślanej często wspólnej przynależności obu narodów do Słowiańszczyzny – charakteru narodowego. Z Rosją taką, jaka objawiła się Polakom w okresie powstania listopadowego i po nim, nie można już było szukać żadnego porozumienia[5]. Żeby się o nie starać, koniecznym było uznanie się Polaków za ostatecznie pokonanych; i próby prowadzenia Realpolitik w wydaniu środowiska wspomnianej koterii petersburskiej wynikały właśnie co najmniej ze zwątpienia, jeśli nie z ostatecznego porzucenia nadziei na przyszłą niepodległość.

Dla przytłaczającej większości opinii publicznej w kraju i dla całej emigracji była to jednak postawa nie do przyjęcia. Z tego powodu wszystkie niepodległościowe inicjatywy polityczne epoki romantyzmu były inicjatywami wymierzonymi w carat i w jego interesy. A przeto sojuszników, poza niektórymi zesłanymi na Sybir rewolucjonistami rosyjskimi, znaleźć mogły wyłącznie wśród rządów i narodów pozostających w trwałym lub przejściowym konflikcie z Rosją. W trwałym konflikcie interesów z Petersburgiem pozostawała w tym okresie jedynie Turcja; w przejściowym sporze z imperium carów znalazły się w dobie wojny krymskiej mocarstwa zachodnie: Anglia i Francja. Mimo to zabiegi dyplomatyczne Hotelu Lambert i propaganda całej polskiej emigracji nastawione były stale na przekonywanie opinii publicznej i polityków reprezentujących Zachód, że Rosja jest poważnym zagrożeniem nie tylko dla Polski, ale także i dla nich. Takie były zasadniczo uwarunkowania polskiej geopolityki w pierwszej połowie okresu porozbiorowego.

 

4. Wobec Zachodu

Generalnie profrancuska orientacja niepodległościowej polityki polskiej w okresie od konfederacji barskiej do klęski Napoleona zaczęła być weryfikowana po roku 1815, kiedy to elita rządząca Królestwa Kongresowego zwróciła się ku ustrojowym wzorom angielskim i zaczęła poszukiwać możliwości polityczno-gospodarczej współpracy z Anglią[6]. Zwrot ten wynikał z uznania monarchii konstytucyjnej typu brytyjskiego za optymalny wzór ustroju państwowego, co było stanowiskiem wspólnym Adama Czartoryskiego i liberalnego stronnictwa „kaliszan”. Lata dwudzieste uznać więc można za prawdziwy początek dziejów polskiej orientacji na Anglię. Anglofilskie poglądy polityczne zbiegły się zresztą w czasie z początkiem intensywnej recepcji literatury angielskiej w zakresie obejmującym Szekspira, powieść brytyjską (Waltera Scotta) i poezję Byrona. Stereotypowy dla tego okresu obraz Anglii jako „wyspy wolności” oraz liberalny kult postaci Cromwella (wspólny powstańczej Warszawie i Paryżowi sprzed rewolucji lipcowej) doszły do głosu w Odzie do wolności Juliusza Słowackiego, napisanej w pierwszych dniach grudnia 1830 roku. W sierpniu roku 1831 autor tej ody ruszy do Londynu jako kurier dyplomatyczny, wioząc korespondencję dotyczącą sprawy pożyczki, o jaką zabiegał w Anglii Rząd Narodowy, nie zrealizowanej ostatecznie z powodu wcześniejszej kapitulacji. Echa angielskich doświadczeń Słowackiego trafią wkrótce potem do II aktu Kordiana.

Angielski epizod dyplomatyczny w biografii Słowackiego i jego literackie zainteresowania Anglią poprzedzały jednak publikacje i doświadczenia innych polskich autorów. Pierwszym i najważniejszym początkowo łącznikiem między Warszawą a światem literatury i polityki angielskiej (i amerykańskiej) został Julian Ursyn Niemcewicz, który do Anglii trafił (przez Szwecję) wraz z Kościuszką w roku 1797, po uwolnieniu z rosyjskiego więzienia. Niemcewicz był pierwszym polskim tłumaczem angielskich ballad romantycznych i utrzymywał literacko-polityczne stosunki w Anglii także w trakcie powstania listopadowego i po jego upadku. Już w latach dwudziestych powstały dwa interesujące opisy podróży po Anglii i Szkocji: Krystyna Lacha-Szyrmy i Karola Sienkiewicza, którzy byli nauczycielami domowymi Czartoryskich, a ich wyjazdy do jeszcze wtedy egzotycznej dla Polaków Wielkiej Brytanii miały na celu między innymi zebranie wiadomości o różnych realiach brytyjskich, od rolnictwa po literaturę, i uprzystępnienie ich polskiej opinii publicznej[7]. Miały więc wyraźne uzasadnienie w programie politycznym Adama Czartoryskiego. Wkrótce polskie rodziny arystokratyczne zaczęły wysyłać swoich synów na studia do Edynburga (Czartoryscy, Zamoyscy, Łubieńscy), a Zygmunt Krasiński zaprzyjaźnił się w Genewie z Henrykiem Reeve, który na początku swojej długiej politycznej kariery, w 1836 roku zwiedzał Kraków, rekomendując rządowi brytyjskiemu założenie w Rzeczpospolitej Krakowskiej konsulatu (do czego niestety nie doszło). Wcześniej o powstanie takiego konsulatu w Warszawie zabiegał w Londynie w imieniu Adama Czartoryskiego Niemcewicz, który w latach 1830-1832 spotykał się często z czołowymi politykami angielskimi (Grey, Palmenston), tuż przed upadkiem powstania nalegając na to, by rząd brytyjski uznał niepodległość Warszawy, po upadku zaś wydawał noty dyplomatyczne przeciwko łamaniu prawa narodów przez Rosję. Zabiegi te pozostawały nieskuteczne, w przeciwieństwie do działań skierowanych do angielskiej opinii publicznej, która sympatyzowała z Polską, czego dowodem było działanie Towarzystwa Literackiego Przyjaciół Polski, liczne publikacje i mityngi oraz praktyczna pomoc dla emigrantów[8].

Jak wiadomo, po upadku powstania główną sceną działania emigracji stanie się Paryż, a polityka rządu francuskiego i postawa Francuzów staną się na powrót najważniejszym zewnętrznym punktem odniesienia dla sprawy polskiej. Zanim jednak żołnierze i inni wygnańcy polscy na dobre dotarli nad Sekwanę, kilka miesięcy na przełomie lat 1831-1832 spędzili w krajach niemieckich. Powszechnie wiadomo, że był to okres wyjątkowej sympatii Niemców dla sprawy polskiej, udokumentowanej w literaturze „pieśniami o Polakach” – Polenlieder. Po polskiej stronie wyjątkowo ważną rolę w organizowaniu pomocy dla wychodźców, nawiązywaniu i podtrzymywaniu tych kordialnych stosunków odgrywał zaś, między innymi, najczynniejszy wówczas współpracownik generała Józefa Bema – Wincenty Pol, znakomicie znający z domu rodzinnego język niemiecki. Z właściwą sobie energią i skutecznością Pol, jako łącznik między Polakami i Niemcami, uczestniczył w organizacji i reżyserii triumfalnego przemarszu przez Niemcy i Francję, który dał sprawie polskiej tak potrzebną jej przychylność społeczeństw zachodnich[9]. Ważnym elementem propagandowo motywującym tę przychylność było ogólne przekonanie, panujące wśród Polaków i ich przyjaciół na Zachodzie, że powstanie polskie uratowało Francję przed zbrojną interwencją rosyjską. Nie wszyscy co prawda, poczynając od samych Francuzów, przekonanie to podzielali[10]. Przyczyniło się ono natomiast do ożywienia w tym okresie starego mitu Polski jako „przedmurza Europy” – mitu w ścisłym sensie geopolitycznego, który stał się kluczowym elementem rozwiniętego na emigracji romantycznego mesjanizmu naszych wieszczów.

Najkrótsze choćby omówienie udziału pisarzy emigracyjnych w nawiązywaniu kontaktów z francuską opinią publiczną i kręgami politycznymi nad Sekwaną po roku 1831 przekracza możliwości tego artykułu. Można tylko powiedzieć, że w emigracyjną dyplomację zaangażowani byli wszyscy, każdy po swojej stronie politycznych podziałów. Mickiewicz związał się początkowo z orientacją liberalno-katolicką, podzielając poglądy księdza De Lamennais’go i pisma „L’Avenir” oraz utrzymując kontakty z Karolem Montalembertem. Jako publicysta analizował w roku 1833 francuską prasę polityczną, określał cele i metody propagandowego oddziaływania na tamtejszą opinię publiczną, którego narzędziem miał być projektowany polski dziennik wydawany w języku francuskim. Temu pragmatycznemu stanowisku towarzyszyło początkowo oczekiwanie szybkiego wybuchu „wojny powszechnej za wolność ludów”, wynikające z oczywistego przecenienia skali nastrojów rewolucyjnych w krajach Zachodu. Przekonanie, że kontynentalna rewolta sprzymierzonych ludów (narodów) przeciwko porządkowi politycznemu utrzymywanemu przez monarchów jest jedyną drogą do odbudowy Polski, odbierało poecie wiarę w potrzebę jakichkolwiek zabiegów dyplomatycznych na dworach. Z drugiej strony jednak oznaczało, że – jak to ujmował – „sprawa wolności jest europejską”. I zgodnie z tym założeniem Mickiewicz prowadził całą swoją późniejszą działalność, próbując wywierać wpływ na politykę francuską (poprzez wykłady Collège de France), na politykę włoską (w okresie tworzenia Legionu[11], w roku 1848), i – w roku następnym – ponownie na sytuację we Francji, na łamach „Trybuny Ludów”, między innymi poprzez relacjonowanie i ocenę wypadków rewolucyjnych w kilku krajach europejskich.

Międzynarodowy charakter działalności Mickiewicza oraz wyjątkowo ostra i głęboko umotywowana moralnie (czego się na ogół nie docenia) kontestacja oficjalnej polityki i dyplomacji były stałymi elementami postawy politycznej poety, co najmniej od czasu wydania przezeń Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego (1833). Ale w jego stosunku do Francji i – ogólniej rzecz ujmując – całego Zachodu dostrzec też można pewną charakterystyczną dwoistość. Sojusznikiem Polski na Zachodzie jest, zdaniem Mickiewicza-publicysty, wyłącznie lud jako kategoria swoiście przez niego pojmowana. Natomiast elity Zachodu: gospodarcze, polityczne, a także – co warto podkreślić – intelektualne („mędrcy”) są przedmiotem jego stałej, ironicznej i nieprzejednanej krytyki. Z tego wynika pozorna, przeceniana czasem przez badaczy, sprzeczność między mesjanizmem polskim Ksiąg narodu i pielgrzymstwa a mesjanizmem polsko-francuskim z okresu Prelekcji paryskich. Dwoistość ta, która w rzeczywistości nie jest jednak sprzecznością, znajduje wyraźne odzwierciedlenie w dwóch różnych sposobach definiowania relacji między Polakami a narodami Europy Zachodniej. W jednym z tych ujęć kultura polska jest odbiciem i częścią integralną europejskiej, zachodniej cywilizacji związanej z chrześcijaństwem. W drugim Polska jako kraj słowiański, a zarazem historyczne „przedmurze chrześcijaństwa”, wierne zasadom ewangelicznym, ale osłaniające od wschodu Europę monarchów absolutnych, oświeceniowych filozofów i kapitalistów, jawi się jako zasadnicze przeciwieństwo Zachodu. Paradoks ten jest u Mickiewicza pozorny. Co prawda prowadzi go czasem do różnych wyrazistych sformułowań antyzachodnich, ale siła tych sformułowań wynika raczej z emigracyjnej nostalgii poety i nie pociąga za sobą planów ani nawet wyobrażenia przyszłej Polski jako oderwanej politycznie (czy kulturowo) od zachodu i południa kontynentu.

Podobna dwoistość postrzegania relacji Polska-Zachód występuje także w poglądach Słowackiego i Krasińskiego, u wszystkich trzech wieszczów pojawiając się zawsze w kontekście wypowiedzi zabarwionych mesjanistycznie. Najwyraźniej widać to w twórczości Krasińskiego. Emocjonalny i wizyjny Przedświt (1843) proklamuje sprzeczność między chrześcijańsko-rycerską Polską XVII wieku a zmaterializowaną, kupiecką Europą czasów nowożytnych. Ale w memoriałach politycznych Krasińskiego adresowanych do przywódców Zachodu Polska jest przedstawiana konsekwentnie jako forpoczta cywilizacji zachodniej na Wschodzie. I tak, zwracając się do Piusa IX, Krasiński przedstawia Polskę jako bastion katolicyzmu, zaś w pismach do Lamartine’a i Guizota podkreśla swoistość społeczną szlachty polskiej jako faktycznego w warunkach wschodnioeuropejskich odpowiednika francuskiego stanu trzeciego[12]. Podsumowując, bez wnikania w niuanse, można stwierdzić, że różnica między Przedświtem a memoriałami politycznymi jest u Krasińskiego różnicą między polityczną poezją a polityczną prozą. Wbrew rozpowszechnionemu stereotypowi, polityczną prozą romantycy także umieli się posługiwać.

 

5. W Turcji i na Bałkanach

Jak powszechnie wiadomo, ostatnim aktem politycznego zaangażowania Adama Mickiewicza był jego wyjazd do Turcji jesienią 1855 roku. Autor Pana Tadeusza był co prawda wyjątkowym poetą, ale jego doświadczenia polityczne nie nosiły znamion wyjątkowości na tle doświadczeń znacznej części literatów polskich jego epoki, zwłaszcza zaś emigrantów. Droga pisarza-konspiratora, pisarza-powstańca czy wreszcie pisarza-uczestnika misji dyplomatycznych i korespondenta (agenta) politycznego na terenie różnych krajów była czymś typowym dla całego okresu międzypowstaniowego. Z całej plejady takich postaci można tu wyróżnić trzy nazwiska wybitnych i zasłużonych dla literatury polskiej autorów, którzy swoje zainteresowania literackie łączyli z czynną działalnością polityczną na terenie Słowiańszczyzny południowej i Turcji[13]. Pisarzami tymi byli Michał Czajkowski (1804-1886), Roman Zmorski (1822-1867) i aktywny znacznie dłużej Zygmunt Miłkowski (1824-1915), znany pod pseudonimem Teodor Tomasz Jeż.

Michał Czajkowski, który w 1841 roku znalazł się w Konstantynopolu jako główny agent Hotelu Lambert na Wschodzie, miał przy pomocy nieformalnych stosunków, jakie nawiązał na dworze sułtańskim, przyczynić się do wybuchu wojny krymskiej. Pomagała mu w tym żona, zadomowiona już wcześniej nad Bosforem ekscentryczna córka Jędrzeja Śniadeckiego i młodzieńcza miłość Juliusza Słowackiego, Ludwika Śniadecka. Rola polityczna Czajkowskiego w tym okresie wymagałaby ponownego zbadania, jeśli jednak nie była ona tak wielka jak przedstawiał to on sam w pamiętnikach, to faktem pozostaje, że jego przejście na islam w roku 1850 zostało wymuszone przez naciski Rosji na całkowite usunięcie go Turcji[14]. Rosjanie zatem (jak również Austriacy) oceniali go wówczas jako polityka wpływowego i, z ich punku widzenia, niebezpiecznego. Podstawą dyplomatycznej skuteczności Sadyka Paszy na dworze sułtańskim była prawdopodobnie jego wschodnia mentalność (był polskim hrabią o korzeniach ukraińskich ze strony matki) i swoista orientalna ideologia polityczna, polegająca na idealizowaniu kozaczyzny i marzeniach o odbudowie Polski przy pomocy kozaków ukraińskich, jako monarchii zwróconej twarzą na wschód. Ideologię tę przelewał na papier w pisanych na emigracji powieściach i opowiadaniach, najpierw poświęconych tematyce ukraińskiej (Wernyhora, Ukrainki, Koszowata), później bałkańsko-tureckiej (Kirdżali Bułgaria). W czasie wojny krymskiej próbował realizować ją politycznie, z konia – jako dowódca pułków „kozaków ottomańskich”.

Inny agent polityczny Hotelu Lambert, Roman Zmorski, odbywający w latach wojny krymskiej misję w Serbii, należał do konspiratorów krajowych z tak zwanego drugiego pokolenia romantycznego, którzy działalność polityczną łączyli (a w razie potrzeby maskowali) z zainteresowaniami ludoznawczymi. Zmorski, który w Serbii w roku 1855 wykonywał polityczne zlecenia Hotelu Lambert, czynił to pod pretekstem badań nad literaturą serbską, które skądinąd rzeczywiście prowadził. Szczególnie zasłużył się przy tym jako tłumacz na język polski niezwykle wtedy modnych, ludowych pieśni Słowian południowych (w roku 1859 wyszło jego tłumaczenie serbskiego eposu O królewiczu Marku)[15]. Przykład Zmorskiego, a także innego poety krajowego, Ryszarda Berwińskiego, który po opuszczeniu Wielkopolski via Paryż dotarł do Konstantynopola i służył jako kapitan w pułku kozaków ottomańskich, wskazuje na pewną ciekawą prawidłowość. Obaj wymienieni poeci byli w kraju związani z radykalnymi kręgami demokratycznymi. Przez emigrację i zaangażowanie na Bałkanach bez oporów jednak wiązali się z Hotelem Lambert, który stanowił główny ośrodek emigracyjnej polityki zagranicznej, a na pewno dyplomacji.

Inaczej było jednak w przypadku Zygmunta Miłkowskiego, który po opuszczeniu zaboru i związaniu się z Centralizacją TDP został agentem Komitetu Centralnego Demokracji Europejskiej w Mołdawii i w następnych latach prowadził, często w przebraniu, działalność emisariusza w Serbii i Bułgarii, a w latach 1853-1855 próbował sformować własny legion przy armii tureckiej. Następnie działał w Galicji, a w czasie powstania styczniowego sformował oddział, który starał się wkroczyć do Rosji z terenu Rumunii, został jednak wcześniej rozbrojony przez Rumunów. Jeszcze w czasie wojny francusko-pruskiej działał jako turecki korespondent wojskowy w Paryżu[16].

Obfita twórczość powieściowa Tomasza Teodora Jeża jest najmocniejszym w całej polskiej literaturze wyrazem zainteresowania historią, kulturą i politycznym losem Słowian południowych. Z licznych utworów poświęconych tej tematyce wymienić można popularne do połowy XX wieku powieści: Szandor Kowacz, Uskoki, Narzeczona Hararmbaszy, Rotułowicze, Dachijszczyzna, Herzog słowiański – było ich zresztą więcej[17]. Ich autor doskonale rozumiał wielki problem związany z ówczesnym stanowiskiem Polaków wobec Bałkanów, polegający na niemożności opowiedzenia się po jednej ze stron w konflikcie węgiersko-serbskim, który uwidocznił się w okresie Wiosny Ludów[18]. Z jednej strony zjawiskiem masowym, zwłaszcza w Galicji, było poparcie dla Węgrów i udział polskich oddziałów w ich powstaniu. Z drugiej strony stanowisko prowęgierskie oddalało Polaków od współpracy politycznej z Chorwatami i Serbami i stało w sprzeczności z romantyczną ideą słowianofilską. Rozumiał to Zygmunt Krasiński, który w swoich listach, jako chyba jedyny, ubolewał nad zaangażowaniem Polaków w powstanie węgierskie, które miało grozić zerwaniem dobrych stosunków ze Słowianami południowymi. Polityczne zaangażowanie emigracji na Bałkanach wydało więc owoce raczej literackie niż polityczne, gdyż rychło okazać się miało, że politycznym gospodarzem idei słowianofilskiej na Bałkanach jest Rosja.

 

6. Konkluzja

Czy ta polityka zagraniczna, w której brali udział pisarze, była „polityką literacką”, to znaczy nierealistyczną? Nie zmieniła przecież polityki angielskiej po 1830 roku, nie ocaliła autonomii Krakowa po roku 1846, nie uzyskała niczego od Napoleona III, nie doprowadziła do realizacji żadnego z zakładanych celów w okresie wojny krymskiej. Odpowiedź na to wydaje się, mimo wszystko, nieco bardziej skomplikowana. W sytuacji, gdy realnie niemożliwe było odbudowanie Polski, czy to w oparciu o dyplomację, czy rewolucję, wartością było samo stawianie sprawy polskiej na porządku dziennym każdego z europejskich kryzysów[19]. Gdyby Polacy nie przypominali o sobie w każdej z romantycznych rewolucji, w kraju i zagranicą, późniejsza autonomia Galicji nie stałaby się w ogóle opcją, którą Wiedeń musiał brać pod uwagę. Doświadczenia z okresu Wielkiej Emigracji polegały na prowadzeniu polityki zagranicznej bez państwa. Nie było więc w tej polityce zawodowych dyplomatów i urzędników, których miejsce zajęli wykształceni, a gotowi na wszystko, romantyczni literaci.

W spadku po tej epoce pozostała też nowa kultura polityczna w zakresie relacji międzynarodowych. Jej cechą była powszechna świadomość, że polskie szanse na niepodległość zależą w zasadniczej mierze od korzystnych zmian w sytuacji międzynarodowej. Świadomość ta przeszła, między innymi za pośrednictwem publicystów takich jak Julian Klaczko, do polityki i prasy autonomicznej Galicji. Skutkiem tego, około roku 1900, na głośnym wiejskim weselu w Bronowicach, pewien tamtejszy gospodarz nazwiskiem Czepiec mógł się dopytywać przybyłego jako gość z Krakowa dziennikarza „Czasu” o sytuację polityczną… w Chinach.

 

prof. Andrzej Waśko, Wydział Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, były wiceminister edukacji narodowej, autor m.in. Zygmunt Krasiński: oblicza poety (2001), Romantyczny sarmatyzm: tradycja szlachecka w literaturze polskiej lat 1831-1863 (2001).



[1] M. Mochnacki, Pisma krytyczne i polityczne, opr. J. Kubiak, E. Nowicka, Z. Przychodniak, Kraków 1996, t. I, s. 57.

[2] M. Mochnacki, Powstanie narodu polskiego, Warszawa 1981, t. II, s 52.

[3] M. Grabowski, Wybór pism krytycznych, opr. A. Waśko, Kraków 2005, s. 239.

[4] Szerzej traktują o tym artykuły B. Białokozowicza, H. Cybienko i Z. Chołoninej zamieszczone w zbiorze Dziedzictwo powstania listopadowego w literaturach obcych, pod red. Z. Sudolskiego, Warszawa 1986.

[5] Obszernie omawia ten syndrom, na przykładzie poglądów Z. Krasińskiego, J. Fiećko w książce Rosja Krasińskiego. Rzecz o nieprzejednaniu, Poznań 2005.

[6] Zob. W. Lipoński, Polska a Brytania: 1801-1830. Próby politycznego i cywilizacyjnego dźwignięcia kraju w oparciu o Wielką Brytanię, Poznań 1978.

[7] Por. K. Lach-Szyrma, Anglia i Szkocja. Przypomnienia z podróży roku 1820-1824 odbytej…, opr. P. Hertz, Warszawa 1981; K. Sienkiewicz, Dziennik podróży po Anglii 1820-1821, z rękopisu wyd. B. Horodyski, Warszawa 2007.

[8] O sprawach stosunków polsko-angielskich w tym okresie informują wspomnienia i szkice Stanisława Koźmiana, zebrane w dwutomowej książce Anglia i Polska, t. 1-2, Poznań 1862.

[9] W. Pol, Pamiętniki, oprac. K. Lewicki, Kraków 1960.

[10] Świadczy o tym na przykład zapis rozmowy między ministrem wojny w rządzie Ludwika Filipa, Mikołajem Soultem a generałem Karolem Kniaziewiczem, zob. S. Kalembka, Wielka Emigracja. Polskie wychodźstwo polityczne w latach 1831-1862, Warszawa 1971, s. 37-38.

[11] Działalność Legionu przedstawia H. Batowski w książce Legion Mickiewicza w kampanii włosko-austriackiej 1848 roku, Warszawa 1956.

[12] Z. Krasiński, Pisma filozoficzne i polityczne, opr. P. Hertz, Warszawa 1999, s. 87, passim.

[13] Sprawy aktywności polskiej w tym regionie były, rzecz jasna, przedmiotem żywego zainteresowania historyków. Por. A. Lewak, Dzieje emigracji polskiej w Turcji (1831-1878), Warszawa 1935; J. Skowronek, Polityka bałkańska Hotelu Lambert (1833-1856), Warszawa 1976, K. Dach, Polsko-rumuńska współpraca polityczna w latach 1831-1852, Warszawa 1981.

[14] Por. M. Czajkowski (Mehmed Sadyk Pasza), Moje wspomnienia o wojnie 1854 roku, z rękopisu wydał, wstępem i przypisami opatrzył J. Fijałek, Warszawa 1962; J. Chudzikowska, Dziwne życie Sadyka Paszy. O Michale Czajkowskim, Warszawa 1971.

[15] Por. R. Zmorski, Nad Sawą i Drawą, Lublin 1956; E. Pieścikowski, Poeta-tułacz. Biografia literacka Romana Zmorskiego, Poznań 1964.

[16] J. L. Popławski, Życie i czyny pułkownika Zygmunta Miłkowskiego (T. T. Jeża), Lwów 1902.

[17] Twórczość „bałkańska” T. T. Jeża budziła w XX wieku zainteresowanie w Jugosławii, wyrażone m.in. w pracach S. Subotina, w tym w książce Romani Teodora Tomaša Jeża (Zygmunta Miłkowskog) o Jugoslovenima, Beograd 1966. 

[18] O tym problemie pisał m.in. H. Batowski w szkicu, Polacy, Chorwaci i Węgrzy w roku 1848-1849, Warszawa 1937.

[19] Podobną ocenę sformułował już S. Kozicki w swojej niesłusznie zapomnianej książce Dziedzictwo polityczne trzech wieszczów, Warszawa 1949.

Najnowsze artykuły