Artykuł
Filip Musiał, Antykomunizm - racja stanu II RP
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

 

Wstęp do antologii tekstów W obronie niepodległości. Antykomunizm w II Rzeczypospolitej OMP, IPN, Kraków 2009.

 

Na pytanie, czym był antykomunizm w II Rzeczypospolitej, odpowiedzieć można krótko – racją stanu. W czasie, gdy Polska podnosiła się z rozbiorowego upadku, Rosję ogarnęła bolszewicka rewolta. Komunizm – dotąd utopijne marzenie głównie zachodnioeuropejskich myślicieli – stawał się na oczach Europy praktyką rosyjskich rewolucjonistów. Bolszewickie państwo, dążące do zaszczepienia komunizmu na całym kontynencie, szybko zaczęło spoglądać w stronę Polski. Odzyskana po ponad wieku niewoli niepodległość Rzeczypospolitej znalazła się w niebezpieczeństwie.

Młode państwo sprostało wyzwaniu, które zdaniem wielu zdawało się je przerastać. Czerwony potop nie zalał Polski. Determinacja polskich wojsk i społeczeństwa uratowała przed komunistyczną inwazją także resztę Europy. Nie była ona wyimaginowanym zagrożeniem, w wielu bowiem krajach – a zwłaszcza w Niemczech – rewolucjoniści z przekonania i zwykli agenci sowieccy czekali z nadzieją na upadek państwa stanowiącego ostatnią zaporę w marszu bolszewików na zachód. Przeszkodę wyjątkowo dla nich niedogodną. Już bowiem u zarania odrodzonej Polski antykomunizm okazał się jednym z fundamentów jej tożsamości kulturowej i politycznej. Przez cały okres istnienia II Rzeczypospolitej przejawiał się on w praktyce politycznej, znajdował wyraz w postawach społecznych i miał intelektualną podbudowę w licznych książkach i artykułach, pisanych niekiedy przez najwybitniejszych uczonych i publicystów tamtych lat.

I

Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920 ukazała Polakom prawdziwe oblicze rodzimych komunistów, dążących wówczas do zniszczenia niepodległości i utworzenia na ziemiach ojczystych kolejnej republiki „kraju rad”. Gdy w obliczu ofensywy bolszewickiej, która latem 1920 r. dotarła pod Warszawę, wszystkie liczące się siły polityczne Rzeczypospolitej współpracowały w Rządzie Obrony Narodowej, komunistów w nim nie było. Czekali oni na zapleczu frontu, po bolszewickiej jego stronie, pewni, że zwycięstwo rosyjskie pozwoli im zainstalować w Warszawie, w pełni podporządkowany Kremlowi, Tymczasowy Rewolucyjny Komitet (Polrewkom).

Elita intelektualna II Rzeczypospolitej nie miała złudzeń, że ideologia komunistyczna (nazywana najpierw socjalistyczną) jest narzędziem polityki międzynarodowej Kremla, umożliwiającym mu zakulisowy wpływ na sytuację poza własnymi granicami. Inspirowane przez Moskwę lewicowe i lewackie ugrupowania co prawda nie stały się w Polsce międzywojennej wiodącymi siłami na scenie partyjnej, niemniej stanowiły naturalne zaplecze dla polityki wschodniego sąsiada. Wykorzystywał je w grze politycznej do osłabiania przeciwnika, prób wpływu na tzw. opinię publiczną, czy wręcz paraliżowania działań politycznych przez inspirowanie zamieszek, strajków itp. Nie zmieniało się to nawet wówczas, gdy dochodziło do krótkotrwałych okresów poprawy stosunków polsko-sowieckich.

Skupione w międzynarodówce komunistyczne partie europejskie były faktycznie agenturalnym zapleczem Kremla – KPP nie stanowiła wyjątku. Czym innym było jednak sympatyzowanie i współdziałanie z Sowietami, gdy żyło się w państwach bezpośrednio przez nich nie zagrożonych, czym innym w przypadku polskim. II Rzeczpospolita – z powodów geopolitycznych, ale i ideowych – była dla Rosji Sowieckiej wrogiem, z którym rozprawa stanowiła jeden z zasadniczych celów polityki Kremla. Dlatego sprzeciw wobec komunizmu (bolszewizmu) w dobie dwudziestolecia międzywojennego nie był jedynie intelektualną zabawą filozoficzną, ale wynikał z dążenia do obrony niedawno odzyskanej niepodległości. Obawy myślicieli II Rzeczypospolitej wkrótce się zmaterializowały w postaci sowieckiej agresji z 17 września 1939 r., a później dwukrotnej okupacji wschodnich ziem Polski, zakończonej ich oderwaniem i włączeniem do ZSRS, wreszcie ziściły się poprzez zainstalowanie nad Wisłą, na niemal półwiecze, rządu całkowicie zależnego od Kremla.

II

Rewolucja bolszewicka w Rosji otworzyła nowy rozdział w polskiej refleksji o komunizmie. Dotąd – mniej więcej od połowy XIX wieku – polscy myśliciele definiowali go jako zagrożenie dla duchowej tożsamości społeczeństwa. Krytykę tej ideologii kierowali przede wszystkim w stronę aspektów kulturowych, dopiero w dalszej kolejności zajmując się konsekwencjami ekonomicznymi, społecznymi czy politycznymi ewentualnego zmaterializowania utopijnej doktryny. Choć kwestię tę podejmowało wielu myślicieli, polityków, publicystów, historyków, literatów, wśród nich m.in. Wojciech Dzieduszycki, Józef Gołuchowski, Walerian Kalinka, Henryk Kamieński, Zygmunt Krasiński, Paweł Popiel czy Aleksander Świętochowski – nie rozpatrywano jej powszechnie. Znacznie więcej uwagi poświęcano – co naturalne – kwestiom związanym z próbami odzyskania niepodległości, stosunkiem do rządów zaborczych i problemami społecznymi, dla których rozwiązania nie szukano na ogół w myśli Karola Marksa i jego wyznawców. O komunizmie nie mówiło się w XIX wieku dużo także dlatego, że niechęć wobec niego stanowiła tak naturalny odruch, że nie trzeba było specjalnie do niej zachęcać. Polacy nie wydawali się szczególnie podatni na wpływ ideologii, która w kilku krajach europejskich poczynała cieszyć się w drugiej połowie stulecia coraz większą popularnością. Owszem, wielu myślicieli obawiało się radykalizmu rewolucjonistów, ale jego źródeł upatrywano raczej w liberalnym wolnomyślicielstwie, względnie w absolutyzowanym demokratyzmie. Warto jednak podkreślić, że gdy już decydowali się przedstawić skutki ewentualnego zastosowania w praktyce idei komunistycznych, ich wizje były niemal profetyczne. Słusznie też obawiali się zwłaszcza komunizmu wyrosłego na gruncie rosyjskich tradycji politycznych, prawnych i kulturowych…

Powstanie tuż za polską granicą sowieckiego imperium, które już podczas budowania zrębów państwowości II Rzeczypospolitej śmiertelnie jej zagroziło, spowodowało, że w latach 20. i 30. XX wieku rozważania nad komunizmem stały się jednym z głównych nurtów polskiej dyskusji intelektualnej. Myśliciele II Rzeczypospolitej wskazywali na rewolucję październikową jako wstęp do zanegowania dotychczasowego dorobku cywilizacyjnego. Obserwując budowę czerwonego imperium, rzadziej analizowali komunizm jako ideologię, skupiając się raczej na opisie sowieckiej rzeczywistości. Dostrzegali zatem, że komunizm to nie wizja nowego doskonałego społeczeństwa, ale technika sprawowania rządów przy pomocy brutalnych środków, nie idea powszechnej równości, ale system totalitarnej władzy oparty o „wszechtrwogę”.

Krytyka komunizmu w myśli II Rzeczypospolitej była wielostronna. Podejmowali ją ekonomiści – Adam Heydel, Adam Krzyżanowski, Ferdynand Zweig, teoretycy prawa – Ignacy Czuma, Stanisław Kutrzeba, Władysław Leopold Jaworski, duchowni Kościoła katolickiego – kard. August Hlond, ks. Józef Pastuszka, bp. Jan Stepa, abp. Józef Teodorowicz, ks. Stefan Wyszyński, filozofowie – Jerzy Braun, Jan Karol Kochanowski, socjologowie – Florian Znaniecki, Ludwik Kulczycki, przedstawiciele polskiej szkoły sowietologicznej – Wiktor Sukiennicki, Stanisław Swianiewicz, publicyści – Artur Śliwiński, Jan Berson, Stanisław Mackiewicz, a nawet lekarze – Napoleon Cybulski. Głos zabierali także działacze wszystkich ważniejszych stronnictw politycznych. Wnikliwe krytyczne analizy pisali socjaliści, chcący zamanifestować odrębność swej doktryny od komunizmu: Ignacy Daszyński, Bolesław Limanowski, Mieczysław Niedziałkowski, Leon Wasilewski. Dużo uwagi złowrogiej idei i jej wcielaniu w życie w Sowietach poświęcali endecy: Roman Dmowski, Zygmunt Wasilewski, Stanisław Grabski, Bohdan Wasiutyński. Była ona konsekwentnie krytykowana przez konserwatystów i liberałów. Nie milczeli i piłsudczycy, na czele z samym Józefem Piłsudskim – zdeklarowanym antykomunistą.

Historia myśli politycznej II Rzeczypospolitej jest więc w znacznej mierze dziejami antykomunizmu. Był on czymś więcej niż prostą, propagandową odpowiedzią na sowieckie zagrożenie. Analizując komunizm w wydaniu bolszewickim, polscy uczeni i publicyści prowadzili wysokiej klasy studia politologiczne, prawnicze, ekonomiczne czy socjologiczne. Pisali głębokie teksty filozoficzne i błyskotliwe eseje publicystyczne. Nie poprzestawali na negacji odrzucanej teorii i jej praktycznych zastosowań. Krytykując komunizm, rozważali idee, w które on godził – wolność, sprawiedliwość, praworządność. Antykomunizm był bowiem znacznie bardziej twórczy niż twierdzą dziś niekiedy jego kontestatorzy. Oczywiście, nie brakowało artykułów i książek nieudanych, topornych, stawiających błędne tezy, wszak nie każdy antykomunista musiał być od razu wybitnie utalentowany i nieomylny. Nawet jednak z tym zastrzeżeniem, intelektualny dorobek antykomunizmu II Rzeczypospolitej imponuje rozmachem i jakością, niemającą wielu odpowiedników w osiągnięciach myśli politycznych innych państw. Polacy, jak rzadko kto, dobrze zrozumieli i opisali sowiecki komunizm. Szkoda, że także, jak mało kto, go doświadczyli…

III

Zaprezentowany wybór nie wyczerpuje problematyki myśli antykomunistycznej w dobie międzywojennej, a jedynie ją sygnalizuje. Wiele z publikowanych w nim tekstów jest w dzisiejszej Polsce nieznanych, zapomniani są również często ich autorzy. To bolesny – miejmy nadzieję nietrwały – skutek kilkudziesięcioletniego cenzurowania dziejów polskich, karczowania z kart historii myślicieli antykomunistycznych i niepodległościowych. Nie przypadkiem część reprezentantów dzisiejszej „elity” intelektualnej – przemawiający do nas z ekranów telewizorów czy pouczający z pierwszych stron gazet – lepiej zna „dzieła” Lenina, czasem nawet Stalina, którymi nierzadko zaczytywali się z upodobaniem. Nieobce im są pamiętniki przywódców PRL-u np. Władysława Gomułki, czy kokietujących system literatów, choćby Marii Dąbrowskiej. Zachwycają się przenikliwością myśli nawróconych komunistów – takich jak Leszek Kołakowski czy intelektualistów, którzy byli „ofiarami heglowskiego ukąszenia” – jak Czesław Miłosz. Bądź jednak zdają się nie pamiętać o ważnej części dorobku niepodległej II Rzeczypospolitej, jakim była myśl antykomunistyczna, bądź bagatelizują jej osiągnięcia, bądź redukują je do wybranych, ideowo im pokrewnych myślicieli, innych przedstawiając co najwyżej jako reprezentantów antykomunizmu będącego wyrazem wstecznych prawicowych fobii i obsesji.

Polska przedwojenna została pogrzebana na polach bitew kampanii wrześniowej, w masowych grobach Katynia, w lochach Pawiaka i Szucha, w Palmirskim lesie. To, co udało się uchronić przed okupacyjnym terrorem, zostało zmiażdżone przez sowiecki walec i dekady panowania niesuwerennej dyktatury. Celem Związku Sowieckiego i współpracujących z nim polskich komunistów było wypalenie gorącym żelazem wszystkiego, co wiązałoby się z antykomunistyczną tradycją II Rzeczypospolitej, zerwanie tym samym ciągłości polskich tradycji intelektualnych. Działania te w znacznej mierze powiodły się, a ich skutki są tym bardziej trwałe, że w wolnej Polsce dzieje rodzimej myśli politycznej interesują ledwie niewielkie grono pasjonatów. Wydajemy ten tom z nadzieją, że ów proces da się jednak – krok po kroku – odwrócić. Nie sposób bowiem zrozumieć polskiej myśli politycznej XX wieku, bez znajomości jej antykomunistycznego nurtu.

 

Najnowsze artykuły

Literatura a życie polskie

Stefan Żeromski

Data dodania: 2017-11-27

Kongres Wiedeński

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27

Skarbiec Historii Polski - przedmowa

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27