Artykuł
Korespondencja Jazłowieckiego z Diabłem-Stadnickim
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Korespondencja Jazłowieckiego z Diabłem-Stadnickim

Na podstawie: Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608, tom II, proza, wydał Jan Czubek, Kraków 1918.

 

 

 

VIII.

Jazłowiecki[1] do Stadnickiego.

 

Miłościwy Panie Stadnicki!

W sprawach Rzpltej równo się też z WMcią kładę. Pa­nie Boże się tego pożal, jakom votum WMci słyszał pod Lubli­nem, żeś WM. K. J. M., pana naszego i swego, zelżył. Nie wiem, co za rzpltą WM. znowu chcecie knować. Jam ci młody czło­wiek, alem od starszych słyszał, a przy tym i prawo nam to kładzie przed oczy, że król przysięga nam, a my wiążemy też się z KJMcią w przysiędze, obediencję przeciwko niemu na się biorąc. By na mnie tego nie włożono wielebnego senatorstwa, tedy nie moja by to była profesja mówić o tym; jednak iż tak jest, jako przyjaciel proszę, abyś WM. zaniechał tych rzeczy, bo to nie ladaco; łacniejsza z kim innym sprawa, aniżeli z KJMcią, pomazańcem Bożym. Nie jestem tak głupim ślachcicem i tym człowiekiem, żebym praw i wolności swoich nie miał wiedzieć, jednak nie widzę nic takiego przeciwnego; a to, kto nie kontent, kto sobie czyni sedycje, Pan Bóg to sam mu nagrodzi. Te ro­kosze, nie wiem, quo fine. Nie wszytkać tam Rzplta była pod Lublinem, ale siła nas ślachty jeszcze w Polszcze, co też tak dobrze szable ostre możem mieć, jako i drudzy. Czyni to te­stament jakiegoś nieboszczyka; wiemy, co się dzieje, iż chcą fakcje miedzy nami poczynić takie, jakie we Włoszech Gwelffów i Gibelinów były, czego w Koronie polskiej nigdy ślachecka cnota nie dopuszczała; a radbym też to wiedział, bom na żadnych elekcjach z młodych lat moich nie był, jeśliże, czego w Koronie polskiej cnota polska nie dopuszczała, pana zrzucić mieli, kogo byście WM. chcieli obrać za pana (tego złożywszy sub praetextu, że pactis conventis dosyć nie czyni). Jeśli 12 wojewod miałoby rządzić, jako kiedy była Ryksa w Polszcze, cośmy sobie królów po świecie szukali, żeby nami rządzili, jako po dwa razy, tedyby to była sprawa niepoczciwa. Bo Maslaus, który był seditiosus w Rzpltej i przeciwko KJMci niepoczciwe rze­czy chciał czynić, tedy niepoczciwością mu się też nagrodziło, bo przegrawszy bitwę z królem Kazimierzem, żołnierze, nie wodząc go do pana swego, kazali go obiesić, a tytuł mu napi­sali: „Alta petisti, alta tene”. Sic autem pessimi consilii pessimus auctor periit. Ci, co auctores są, prosiłbym osoby WMci, żeby im WM. perswadował, aby tego zaniechali, a sam WM. od tego supersedował, gdyż to WM. dobrze pamiętać możesz, co się działo na onym sejmie wujom WM, p. p. Zborowskim, a których proces ja czytałem wszytek, a to materia jest nie­mała i niemal takaż; choć tamci mniej winni byli, przecie ich pan Bóg pokarał, podobno za grzechy, że chcieli przeciwko nie­boszczykowi Stefanowi czegoś dowodzić. Stąd się WM. możesz porachować, bo więcej ci byli powinni Wmci, aniżeli mnie, gdyżem powinowactwa nie dosiągł z nimi; ja jednak jako bonus civis in republica, jako pierwej, tak i teraz żałuję tego. Więc i to WM. możesz sobie przypomnieć, co się WMci przed tym od tych tam ludzi stało. Jeśli co był JKM. winien, tedy go było privatim upomnieć, nie dyfamując go tak publice.

Zalecam się przy tym łasce WMci, mego Miłościwego Pana.

 

W Jazłowcu, 24 Junii, anno 1606.

 

Hieronim Jazłowiecki z Buczacza,

 wojewoda podolski, sokalski, czerwiński etc., starosta

 

 

IX.

Stadnicki do Jazłowieckiego.

 

Miłościwy Panie Jazłowiecki!

List, WMci ktoś tam zostawił w Łańcucie, który mi sam do Wojutycz[2] przyniesiono, z którego tom wyrozumiał, że pod wieczór jest pisany.

Maslausa iż obieszono, tym się trzeba bać wisieć i katow­skich rąk, którzy na to zarabiają. Jam nikogo nie zabił ani ka­zał zabijać, kryminałów nie miałem, nigdy na sejm ani mię o wieżę nikt pozywał na trybunał. W sprawach Rzpltej WM. się ze mną równo kładziesz; Boże, daj to, żeby jej WM. równo służył tak, jako ja. Nie uwodzę się za prywatnym, jedno za publicznym pożytkiem do tego czasu; toż o WMci rozumiem, co WM. powinieneś nie tylko z ślachectwa swego, ale i z po­winności senatorskiej, boś WM. przysięgą obowiązany zastawiać się o to, co by było szkodliwego Rzpltej naszej.

Knować Rzpltej nowej nie chcemy; stare prawa, stare swobody, które przez złe senatory a prywaty miłujące były tłu­mione, restaurować chcemy, do czego nam pan Bóg pewnie pomoże. Votum moje, że się WMci nie podoba, było tam siła tak zacnie urodzonych, jako i WM., a nie ganili mi tego. Nie powinienem ja też mówić to, co by się WM. podobało, jedno to, co by było z dobrem a pożytecznym Rzpltej, a przy prawie. — „Sprawa z królem trudna”. — Przyznawam temu, któremu król absolute panuje; jam ślachcic polski, nie jestem in absoluto dominio, jestem prawem okreszony; nie trudna mi sprawa z kró­lem, kiedy mi prawa nie trzyma: nauczył mię sam w przysię­dze swej, co mam czynić. Że nie wszyscy byli pod Lublinem, miedzy którymi też WMci nie było, nie przeszkodzi to nic ro­koszowi. Wiedziałeś WM. o tym zjeździe; czemużeś WM. nie przyjechał kontradykować, aby rokosz nie był? Szablę ostrą, że WM. masz, tysiąc ich tam na ową jedną szablę ostrą będzie ostrych. Raczże WM. z tą szablą ostrą i z tą kontradykcją swą stawić się na ten sam plac, jedno by tam nie szable trzeba, ale ledwo by się tam zeszła ona ośla kość, co jednym jej poci­skiem Samson 1000 Filistynów pobił, gdyż tam wielka kupa będzie wielkich ślachciców. O testamenciech niczyich nie wiem i wedle nich się nie sprawuję; przy prawie swym stoję i stać będę, niczego się nie strachając, ni nac się nie oglądając. Do fakcyej żadnej droga się nie ściele, jedno prywatę swą i afekt na stronę puścić, a bonum publicum wziąć przed się, łacna zgoda. A komuż się podoba panowanie tego króla? Tym, co im starostw a senatorstw nadał, a ci ćwiczyli go i radzili mu na upadek wolności naszej ślacheckiej; ciż, bo o ich skórę idzie, przy nim się opowiedają. Nie nowina w Polszcze, że złe króle zmiatano z państwa, nie nowina, że złe senatory ślachta ścinać kazała; każ WM. sobie przeczytać kronikę Długoszową, co się se­natorom szkodnikom Rzpltej pod Glinianami działo. Znać, że WM. złego autora czytał i w sprawach pp. Zborowskich pewniejszym ja autor, com był przy tym. Nigdy pp. Zborowscy przeciwko królowi nic nie wszczynali ani myśleli, o czym by dłużej przy­szło mówić, ale nie po temu czas. A to nie było tak cnotliwego natenczas, żeby się był kto ujął za to, bo się w nich prawa ła­mały ślacheckie; ale teraz nie jednej osobie, ani jednemu do­mowi, ale wszytkim się prawa łamią. A to Pan Bóg wzbudził senatora cnotliwego, za co Pan Bóg niech będzie pochwalon; nie supersedować, ale pomagać mu będę. Nie nieprzyjaciel, ale brat to mnie każdy, by mi najwięcej urazów dał, który dobro Rzpltej robi, prawa i swobody upadłe na nogi stawi. Co po życiu na świecie w niewoli? Co to za ślachcic polski taki, który dla prywatnego datku i pożytku publicum commodum et bonum reipublicae niszczyć chce i napiera się! Nie godzien taki ślachcic ślachcicem być zwań polskim. Dla Boga obacz się WM! Jeśli nie ślachectwo, tedy przysięga senatorska niech WM. ru­szy, w której jest: „Si quid nocivum scivero vel sensero, me opponam et avertam”. Na tych trzeba miecza co ostrzszego, którzy nie opponere, ale opprimere chcą rempublicam nostram.

Pewienem tego, że jako ja od WMci, przyjacielem będąc, wdzięcznie pisanie przyjmuję, tak i WM. ode mnie przyjmiesz, a w przyjaźni się nie odmienisz WM., bo quot homines, tot sensus, quot capita, tot sententiae. Przyjaźń w swojej mierze niechaj zostawa. Zatem się zalecam do łaski WM. mego M. Pana.

 

Datum w Wojutyczach etc.

 

Stanisław Stadnicki z Łańcuta,

starosta zygwultowski.

 

 

X.

Jazłowiecki do Stadnickiego.

 

Mości Panie Stadnicki!

Nie ktoś, ale sługa mój, komornik, równy WMci ślachcic, jeździeł do WMci z listem moim, a nie zastawszy, iż pilną drogę miał (do JM. Pana krakowskiego tam bieżał), nie, żeby prawa łańcuckiego miał się obawiać, list ten jednak oddał słudze WMci ode mnie.

Wolno refutować tym, którzy insolescunt albo co gratitudinem przymować nie chcą i wykładów listów naciągają, jako komu potrzeba, według czasu. Jednak przy mnie miałaby być eksplikacja, bo comkolwiek pisał, tedy bono zelo wszytko było tak dla dostojeństwa JKMci, jako i Rzpltej, a nie pod wieczór, jako WM. wykładasz, gdyż samo złe zdrowie wyjmuje mię z tego. Upewniam WM., żem rano pisał, mając kommizeracją, że WM. takie furie stroisz piekielne a niepotrzebne przeciwko panu swemu wespół i z kim inszym, który jest autorem tego, jakom w pierwszym liście pisał. Jednoć to WMci gniew uniósł, ale nie wiem, co by WM. w liście moim miało obrazić. Bo je­ślim Maslausa wspomniał, tedy to jest w krojnice. A do tego wszakeś WM. nie wojewodą ani książęciem mazowieckim, jako ten był, ani też autorem tych rzeczy, ale żeś WM. tego płotu kół, dlategom pisał do WMci; barziej by to autorowi służyło, aniż WMci. Jam przyjacielskim sposobem pisał do WMci; leć że to WM. niewdzięcznie przymujesz, cierpliwość we złą go­dzinę. Maslausa co potkało, to i takiego, co go naśladować bę­dzie chciał, może potkać, gdyż sieła ich zarabia, a to i crimen laesae maiestatis na swą szyję biorą i monetę fałszywą kują i inszych ekscesów wiele czynią z osławą Rzpltej — o Jezus, jakie crimina przeciwko prawu i cnocie! Kto to czyni, niech się z sobą porachuje. Pan Bóg dyshonorem takich karze i złą śmiercią. Kryminałów żeś WM. nie miał, lub to WM. na nie zarabiał, a to drudzy musieli supersedować dla strachów jakichsi; a dalej co się będzie działo, a co wiedzieć? Mnie z łaski Bożej criminaliter nigdy nie pozywano, ani ojca mego o dyffamacją pana swego, gdyż ni o czym nie myślę, chociam słabego zdrowia, jedno o łasce Bożej a służeniu dostojeństwu JKMci, pana mego, i Rzpltej, bo nie tylko żebym kogo miał zabijać, ale ani chomąt chudszym na szyję nie myślę wprawować, ani ślacheckich do­mów najeżdżać, ani też sług niecnot takich nie chowam, żebym im miał dopuszczać kogo zabijać, rozbijać, ponieważ swawolą im nie płacę, jeno pieniędzmi z dobrze nabytej majętności swo­jej i przodków swych, in summa ani tyrannice ani licentiose na świecie żyć chcę i wiem finem meum, że umrzeć muszę, ani perduelles naśladować będę i komu inszemu to zlecam. W sprawach Rzpltej nie zrozumiałeś mię WM.: nie in singulari jam to pisał, ale in plurali; co cnotę miłują, równo się z tymi kładę. Gdzie ta rządzić będzie, a Pan Bóg mię do pierwszego zdrowia przywróci, jakom pierwej okazyej nie omieszkiwał, i te­raz służyć panu memu będę. Kazałeś mi WM. pod Lublinem być. I sameś tam WM. nie miał co czynić, bo privata auctoritate jako się godzi włożyć co na kogo bez konsensu inszych? A przodkiem JKMci, pana naszego, z sejmu te rzeczy, jako było za starego Zygmunta, miały się prowadzić, nie spod Stężyce; a też Pan Bóg deponet superbos et exaltabit humiles. Leć iż złe zdrowie na tamtym placu mi stanąć nie dopuścieło, a co wiedzieć, na co to Pan Bóg uczynieł! Ale choćbym też był zdrów, iż privata auctoritate złożona ta sesja, tedy wolałbym był ra­czej służyć JKMci, aniż po tych terminach miał jeździć. A co mi WM. piszesz z strony równania się z WMcią, nie równam się z Mcią, boś WM. gloriosus miles, a jam, od P. Boga nawie­dzony, nie do wojny; wszakże wspomożeli mię P. Bóg, a zechceszli mi trąbki w nos kłaść albo je wprawiać, jeszcze mogę toż uczynić, co i drugi. Staroświecka nasza cnota jakoś nasłabiała, że drudzy chcą być sine Deo, sine rege, sine lege. Jest przecie i z łaski Bożej siła tak cnotliwych, którzy firmiter i zdro­wiem i majętnością swoją naprzód kościoła katolickiego, która wiara nie od 70 lat, ale od kilkunastu set lat zaczęła się, po tym króla, pana swego i Rzpltej nie odmieniać, ale defendować będą. Te prawa i swobody ślachcicowi polskiemu jednakowo służą, telko tym nie, którzy ich zażywać nie umieją, a zwłaszcza, którzy seditiosi, chciwi, niesprawiedliwi, właśnie jak pod jarmark, komu czego trzeba, tak pod rozruch drą, łupią, aby swych rzeczy do­pięli. I to podobieństwo do tego właśnie należy, co owo nad pro­sem stawiają kształt jakiś choć matanina, i jako się prędko to obali, tak też i tacy ludzie. A iż też to WM. dokładasz, że prawa WM. restaurować chcecie, na sejmie to wszystko bywać cum consensu regis et totius Reipublicae, a nie na prywatnych zjazdach. Nie wiem, co to tam za prymas, żeby nam wszytkim kazał się zjeżdżać do kupy, gdyż ja o żadnym inszym nie wiem, jeno o arcybiskupie gnieźnieńskim, i to i ten uczynić tego nie może, telko, kiedyby króla w Polszcze nie było. Rozkazujesz mi też WM. tam przyjechać. — Nikt mi rozkazować nie może, telko król polski; nie słucham WMci. KJMci zadawają, że pactis conventis nie dosyć czyni — więc uczyni. A iż konfederacja egzekucyej swojej nie bierze, tedy dopuszcza tego KJM., aby każdy wierzeł, jako chce. Insze rzeczy, co na KJM. kładą, własne bajki i dziecińskie sprawy, a w tych rzeczach authentice by trzeba dowodzić, a nie słowy przeciwko KJMci, jako z strony praktyk. O szable co WM. wspominasz, jam dobrym sposobem pisał z tej miary, że armata manu spod Lublina jechać tam mieli i udawali to, że przeciwko KJMci chcieli ich sobie ostrzyć, co by nie miało być. Ale iż WM. opak sobie obracasz i tysiącmi grozisz, nie groź WM.: i jam jeszcze w lemiesze swojej nie obrócieł i także ich mogę mieć, jako i WM., których nie będę obracał na krew swoję, ale ku posłudze JKMci i Rzpltej za okazją, by mię jedno Pan Bóg z miłosierdzia swego zdrowiem chorego opatrzyć raczeł. Przyjaciel, który mię jedno będzie umiał szanować, będę mu umiał służyć et e contra widzę, że mię pra­wda z WMcią powadzieła. Jam bibliej nie czytał, nie wiem, co to z Filistyny za sprawa; jednak nie według bibliej ci się sprawują, co tak wiele Filistynów na rokosz (jeśli go tak na­zwać) przywiedli. Panowanie JKMci wszytkim cnotliwym po­doba się, malekontentom nie w smak idzie, a wszytko; coć o za­sługach swych powiadają, którycheśmy jeszcze do tych czasów nie widzieli, wszakże już opowiedają się wiele ich i dalej będą ludzie cnotliwi przy panu swym. Piszesz też WM., żeć nie no­wina króla zmiatać. Mogłoby to być, kiedy by beł zły, a nie dał się naprawić. Także i to, że senatory ścinano pod Gliniany, i to mogłoby być, kiedy złych. Panie Boże daj, aby i teraz ich ści­nano tych, którzy te sedycje w Rzpltej czynią. Aleć powiem WMci prawdę, że i to nie nowina, że i król polski senatory, co kryminały sadzą, szlachtę niecnotliwą, prawem przekonaną, osą­dziwszy, daje ścinać. Skrypty panów Zborowskich czytałem pra­wie dobrze i mogę to rzec, że po hiszpańsku z nimi postępo­wano, i dobrym sposobem jam to był przypomniał, gdyż do­mowi temu z dawna rad służę i przodkowie moi. A dlategom to był WMci przypomniał, żebyś to był WM. przed oczyma miał; ale wszystko WM. ode mnie in malam partem przymujesz i choć WM. przypominasz, żeś WM. przy tym był, wierzę, aleś gdzieś WM. z daleka stał, jako ś. Piotr. Owo że KJM. clementer regnat, nie tyrannice, złością jego dobroć, nagradza się. To mi nadziwniejsza, że WM. wszytkich czci odsądzasz, a drugich wysławiasz, a nie wiem, qua audoritate; dla Boga, niech bę­dzie aequalitas! Pamiętaj WM. na to, że jeszcze WMci do Indyej nie wokują królem; w Łańcucie WMci mieszkać, jako i mnie w Jazłowcu, i ten senator, o którym WM. piszesz, co się na to odezwał, nie pomoże mu Pan Bóg, bo sprawiedliwej nie ma; swoboda każdemu mięła. Na przysięgę swą pamiętam lepiej, niż WM., bo nie wypowiedziałem obediencyej KJMci ani cum seditiosis plundrować chcę; zaczym rozumiem, że cnoty swojej nie zawiodę, która z tymi burdami, jako oliwa, gdy się z wodą zmiesza, nigdy pospołu nie będzie, ani w te bałamuctwa wdawać się chcę, ani o tych rzeczach świegotać, przesta­jąc na swojej kondycyej. Udają mię tam, abym miał zakazować listów od WMci przyjmować w majętności swojej. Tego, jakom żyw, nigdy nie czynieł nikomu i nie wiem, co to jest, że ten list, któryś WM. do mnie pisał, słudzy WMci kupcowi jakiemuś, co do Jazłowca na jarmark jechał, podrzucieli, a sami go nie chcieli oddawać, żem się ledwie o nim przez chłopca swego dopytał. Umiem ci ja posłańca każdego uszanować. Nie wiem, jako w Łań­cucie bywa, ale ja, by też najgłówniejszego nieprzyjaciela mego czeladnik do mnie przyjechał, nie tylko żebym go nie miał wdzięcznie przyjąć, ale i owszem dam mu z chęcią chleba i uszanuję go, bo sługa za pana nie powinien odpowiadać. Przeto źle mię ktoś tam udaje; jeśliż dlatego, że u mnie nie zaraz każdego do zamku puszczą, aż go opowiedzą, tedy czy­nię to dla słusznych przyczyn i więcej dlatego, że na Ukrainie mieszkam. Wszak i WM. w Łańcucie toż czynisz. W tym się tylko zgadzam z WMcią, że niegodzien taki zwan być ślachcicem, który za prywatami swymi idąc, dla datku publica opusz­cza. Panie Boże, złą śmiercią skarż go i takowejż peny godzien, który sub praetextu wolności sedycje stroi. Już taki pewnie na katowskie ręce przyjść musi i mniej ten winien, któremu się co czasem przyda, niżeli ten, co rzeczy złe umyślnie czyni.

Zatym się oddaję do łaski WMci etc.

 

6 Augusti, anno Domini 1606.

 

Hieronim Jazłowiecki,

wojewoda podolski.

 

XI.

Stadnicki do Jazłowieckiego.

 

Komornik WMci i równy WMci, nie mnie, bo Stadnicki żaden z kopy nie sługiwał, że jeździł, do mnie z listem, a nie zastał mnie, panu łańcuckiemu cnotliwy przygany żaden nie dawa. Zelum przeciwko panu i ojczyźnie nie piórkiem ani słowy, ale cnotliwymi postępkami jam zwykł w skutku oświadczać i tak trzeba każdemu, co się w cnocie kocha. Wierzę, że rano, ale po gorzałce (bo, skoro się oczy otworzą, nie omieszka ta do gęby) pisan ten list. Nie furiem stroił, alem oświadczał sta­ropolski, cnotliwy, ślachecki animusz i według prawa, publice, nie w Krakowie, opiwszy się, miasto pomocy, wesela, szkalo­wać pana i mówić to, co ślinka do gęby przyniesie, a po trzyźwu tego przeć nie zwykłem; nie przed moją furią nie wysiedział się tam król, z senatormi, posłowie, tak papieski, jako i inszych książąt[3]. Nie popisuję się, opiwszy się, z rozumem i z męstwem, bo się tego strzegę, bywszy z łaski Bożej rozumnym stworze­niem, żebym bestyej z siebie nie czynił dla kufla. Żem nie wo­jewoda, ta przyczyna, żem cnotliwy w Rzpltej naszej, a tymi czasy więcej województwa tym dawano, którzy ani rozumu, ani zasług w Rzpltej, ani dzielności, przez którą ludzie w Polszcze rośli, nie mają. Żem nie książę, starożytny ślachcic polski jednego przezwiska, nigdy go żaden z przodków moich nie od­mieniał[4]. I województwo nie od kilkudziesięciu lat poczęło by­wać w moim domu, jako to u drugich nowina, ale od kilkuset lat rzadko z domu mego wychodziło, i ja pewnie będę woje­wodą, skoro cnotliwych będą chcieć mieć w radzie i kiedy go­dność i cnotliwe zasługi będą miały miejsce, jakoż tego już z łaskiej Bożej blisko. Jestem kołem cnotliwych spraw, ale nie tych, którzy się w niecnocie kochają i przeciwne rzeczy prawom i wolnościom czynią. Zamków murowanych nie mam i sklepów w skałach, k temu daleko tych, co w Wołoszech mają sklepy; snadnie im pieniążki kować i dźwięk młotowy zataić, na stro­nie mieszkając, nie przy gościńcu, jako ja. Moje nakowadła do robienia pieniędzy, chwała Bogu, widywają ludzie cnotliwi, po Wiśle płynący do Gdańska. Pobereżników nie chowam i z zło­dziejskich wydzierków nie żywię siebie, ani czeladzi swojej. Dobrze by się porachować o crimina przeciw prawu i cnocie, dobrze by się porachować i o mężobójstwa. Ja młodzi ślacheckiej na głos w nocy nie strzelam, ja młodzi ślacheckiej mia­sto czapki z głowy kopiją żywota nie biorę, ja głowy Kopycińskiego na wety nie każę sobie nosić. Za to dano województwo, ozdobiono miasto tego, co by miano czci odsądzić. Zła śmierć pewnie nie minie takiego robotnika, bo krew niewinna zawżdy od Pana Boga pomsty woła. Ja po bracie swym nie odprzysiągłem się spadków, a przecięm, odprzysiągszy się ich, wszystko w ręku figlownie trzymał. Ociec mój cnotliwie w Rzpltej i we­dług prawa ślacheckiego żył, o dyfamacyją pana nigdy go nie pozywano, nikt tego prawdą nie dowiedzie. Nie sądzono ojca mego w Kamieńcu między złodziejskimi sprawami. Czyj to ojciec był, pytać by, co od Tatarów pod Czarnem Lasem, gdy z Moskwy szli, skór kozłowych, natkanych dziąg i pereł nabrał za to, aby ich wojsko koronne nie biło, choć na nie pogoda była, bo byli strudzeni i zwłóczeni, i przed żołnierstwem z wojska uciekł, choć hetmanem był, i tę niecnotę i zdradę gdy żołnierstwo postrzegło, rozsiekać go chciało. A nim za te pieniądze, od pogan wzięte, zamków murował, ani o sprawach Rzpltej poga­nom za upominki wieści dawał. Chomąt, bo na Podolu nie mieszkam, w domu swym nie mam; konie wozowe we śle za­przęgam, do wieże ślachciców poczciwych (nie tylko w cho­mąta zaprzęgać) miotać nie każę, za nimi, opiwszy się, po go­spodach miejskich z dobytą szablą nie biegam i rozsiekiwać ich nie każę, ani na to hajduków chowam. Zulickiego[5] by pytać, je­śli się strachu nie nabrał, i innych. O sługach cnotliwych p. Kopycińskiego zapytaj, czyli mu słudzy syna i z czyjego rozkaza­nia zabili. Chwalę propositum WMci, jakoż już się czas upamiętać, że WM. nie myślisz ślacheckich domów najeżdżać, ani rozbijać, bo lepiej się wczas upamiętać, gdyż gorzałeczka rada ludziom wieku skraca. Pod Lublinem należało mi być, bo tam robota była cnotliwych ludzi, tych, którzy się brzydzą niewolą i zgwałconemi prawy. Że się WM. ze mną nie równasz, dobrze to WM. czynisz, bo się tylko ze mną równają ludzie cnotliwi, ślachcice polscy, miłujący całość praw i całość swobód ślachec­kich, którzy umieją i pany swe szanować i zdrowie dla nich ważyć, gdy wedle prawa panują. Staroświecka cnota to była i za tę cnotliwi ślachcice polscy zawsze się ujmowali, Boga szczerze i według rozkazania jego, nie według wymysłów ludz­kich chwalić, praw, swobód cale bronić, pospolitemu dobru do­gadzać, a prywatny pożytek wzgardzać dla dobrego ojczystego, czego dziś senatorowie nowi, w których domach niedawno się senatorstwo poczęło, nie umieją, albo raczej nie chcą, bo im natura i afekt niecnotliwy nie dopuści czynić. Cnotliwi to są, co prawdziwe katoliki bronią. Niektórzy na się tytuł katolictwa chcą brać, a nimi nie są wiarą i owocami wiary; nie to ka­tolik, co się nim zowie, a żyje bydlęce, brzuchowi służąc; nie ten to katolik, co sty lat liczy katolictwo, ale to, co według wolej Bożej i rozkazania jego chwałę mu daje, według nauki Chrystusowej i apostolskiej żyje i samego według nauki jego za jedynego zbawiciela i pośrzednika wierzy. Nie chełpić się katolictwem, epikurski żywot wiodąc; w skutku trzeba wszytko oświadczyć każdemu, jako cnotę, tak i wiarę, nie w słowiech. A pismo mówi, że mężobójce i pijanice nie tylko nie są kato­likami, ale i królestwa Bożego nie osięgną. Porachować żeby się tedy z swym katolictwem. Równy ten takiemu katolikowi, który ma wiarę od 70 lat wszczętą. Moja wiara poczęła się od nauki Chrystusowej i apostolskiej, nie od kilkuset lat; ale cóż potym z pijanicą o wierze dyskurować, u którego Bóg kufel? To pra­wda, że na sejmie bywała naprawa, gdy się co przeciwnego prawu działo, i tam miejsce do domówienia, się ekscesów było; ale za panowania tego króla dla złych i niecnotliwych senato­rów, któregoś WM. płotu kół, miejsca mieć nie mogło, bo sejmy nie dla naprawy praw, ale dla poboru tylko składano. Jako nie­dawno Jazłowiectwo, tak też nie dziw, że dawnych robót WM. nie wiesz w Rzpltej naszej i to, co sobie arcybiskup przypisuje, prymastwo, kiedy się wszczęło i jako. Prymas u nas każdy cnotliwy senator, który według przysięgi swej avertit, guidquid sciverit et senserit nocivum Rzpltej. Prawie cnotliwego senatora odpowiedź: „Król nie czyni dosyć pactis conventis — więc uczyni!” A czemuż tego pan wojewoda podolski dawno nie po­parł, żeby uczynił? Czy to tego roku król poprzysiągł pacta? A jeśli im nie uczyni dosyć i nie będzie chciał czynić, cóż tu będzie pan wojewoda podolski czynił? W Jazłowcu będzie stę­kał. Dawno mówią: Szaszku, nie podejmuj się legawego pola! Raczej się lepiej wrócić do przezwiska pierwszego i według niego egzekucyą czynić, niżli, wziąwszy tytuł senatorski, zbraniać się sejmów i robót cnotliwych w Rzpltej. Szable swojej, że WM. nie chcesz na krew swoje obracać, czas też już tego tyraństwa przestać, boć się nigdy nią poganina, ani żadnego nieprzyjaciela koronnego nie skrwawiło; by tak wiele Tatarów albo Turków poginęło od WMci, jako ślachciców polskich, godno by wielkiej pochwały. Prawda mię z ni z kiem nie wadzi, ale kłamstwem i łgarstwem się brzydzę. Nie według Bibliej, ale według starego zwyczaju cnotliwych ślachciców polskich zwiódł cnotliwy senator na zwyczajny polski rokosz, albo raczej rugosz, którego się niecnotliwi senatorowie chronią. Pan po­doba się takiej cnoty ludziom, którzy dla prywatnego zysku publicum commodum pomazali i radzili mu psować; ale takie cnoty ludziom nie podobają się, którzy gwałcenia praw i swo­bód z cnoty wrodzonej cierpieć nie mogą. Trudnoż WM. miał wiedzieć cnotliwych zasługi, doma siedząc, a nigdy się tam nie stawiwszy, gdzie cnota w posłudze ojczyzny oświadcza się, ani chęci do tego mając. Z inszych siłu, którzy byli przy sprawie pp. Zborowskich, nie z daleka mię widzieli, ale tuż przy nich; jako w każdej sprawie ani Piotrem, ani Nikodemem, tak i w tamtej nie byłem i na każdym placu, gdzie się sprawy Rzpltej odprawowały, chorobym sobie nie zmyślał i ani neutralistą (bo takich w Atenach wieszali) byłem. „Clementer regnat król” marnym, nikczemnym ludziom, którzy ani Bogu, ani Rzpltej są godni, bo w dobrym rządzie mężobójcom i pijanicom nie tylko województwa dawać, ale przez ręce katowskie z świata schodzić kazać trzeba. Na przysięgę swą nie tylko le­piej, ale i na mniej WM. nie pamiętasz, bo kiedy byś WM. miał ją w poważaniu, ani byś pisał, ani byś czynił przeciwnych rze­czy jej. Nie kupcowi, ale komornikowi WMci, który z Krakowa jachał, list oddał kozak mój, bo mu był koń zachorzał, za co też ten komornik snąć do tarasa wrzucon. Nie było się nań o co gniewać, bo kto mówi, co chce, usłyszy, czego nie chce, toż i przez pismo; czemu żeś się WM. oń pytał przez chłopca, kiedy go kupiec nie oddawał? Otoć to wielkie bajki. Ja raczej piszę: jako i pirwsze, tak i to łgarstwo, na które już nie odpisować piórkiem, ale popierać według trybu kawalerskiego, albo po naszemu, ślacheckiego należy; gdyż to tylko małpom, a lekkim i nikczemnym ludziom swary czynić należy. U mnie za­wsze zamek otwarty, bo jako wszędzie, tak i w domku swym cnotliwie żyję i po piwnicach rzemieśników nieprzystojnych nie chowam i pobereźnicy nic mi nie przywiodą; nie mam się też czego chronić, albo hajduki na bronie dla straży zasadzać. Nie pytają u mnie przed broną, kto jest i skąd i po co, i radniej bym zamek mój i ze śkła miał, niźli z murów, żeby każdy widział moje cnotliwe postępki i życie w domu moim.

 

 

XII.

Jazłowieckl do Stadnickiego.

 

Niecnotliwy człowiecze, łańcucki krzywoprzysiężco i zdrajco pana swego, targnąłeś się na mię i na sławę moję pisaniem jakiemsi, które udajesz, żeś do mnie posłał. To nieprawda. Na­kładłeś na mnie kalumniej, czego ani cnotą, której nie masz ani miałeś, ani prawdą, która w uściech twoich nigdy nie po­stała, gdyż ojca swego diabła naśladujesz, bo cię synem jego ochrzcili ludzie, nie pokażesz; swoje zbrodnie, co sam czynisz, na mnie kładziesz, a moja cnota, jako złoto w ogniu, tak się wyczyszcza, bo choć ty przez gardło twoje fałszywie i niecnotliwie na mnie powiedasz, postępki moje inaksze są. Ty zaś, choć­byś też inaczej mówić chciał, tedy przyrodzenie twoje niecnotliwe tego nie dopuści. A kto w Polsce mógł być taki niecnota, jako ty? Tylko równego tobie widziałem Nalewajka, któremu co się stało, to, dali Bóg, i tobie. Nie nowinać przeciwko panu swemu, pomazańcowi Bożemu, wszetecznie mówić, posłuszeń­stwo wypowiedać, krzywoprzysiężcą być, ludzi cnotliwych i za­cnych, tak przy KJMci będących, jako i nie będących, na sła­wie, czci szczypać i szczekać, jako jadowity pies, paskwiliusze niecnotliwe wydawać, co czyniłeś nie sub praetextu libertatis, ale tylko, abyś mógł jako złodziej po jarmarkach cokolwiek ułapić. Uszy, nosy ludziom ślacheckim urzynasz, ślachtę zabijasz niewinnie (o czym dobrze wiedzą pp. Krzeszowie), paniom uczci­wym w maszkarach języki urzynasz, dla pożytku swego ojca twojej żony pojmałeś, ugodę uczyniwszy, najechałeś dom ślachecki Korniaktów, tam jakoś plondrował, o tym wiedzą wszyscy[6] Owa wiary i cnoty nikomu nie dochowałeś, w kłodzie urżną­łeś uszy i nos ślachcicowi zacnemu Gierałtowskiemu, siedmi ślachciców straciłeś dla domowej suspicyej, pieniądze kujesz i do Konstantynopola talery na frymark za czerwone złote od­syłasz, że twój sługa raz, jako pies z pęcherzem, uciekał, co go goniono z Konstantynopola aż do Wołoch. I teraz sklep by się nalazł pod ziemią murowany w Łańcucie i chłopi przykowani, którzy świata nie widzą, co pieniądze kują. Ale któżby twe nie­cnoty wyliczył? Z niecnotą nie chcę się dalej wdawać. Ryce­rzem się czynisz, a nie jesteś nim, i sam Pan Bóg serce odej­mie, kiedyć tego napotrzebniej będzie, i jakoś żyw, nigdy ża­dnego Turczyna ani Tatarzyna nie zabił, jedno ślachtę cnotliwą zabijasz. Jeśli się tym szczycisz, żeś coś dobrego w Agru uczy­nił, to nieprawda, bo uciekałeś pierwej z czaty, aniżeli drudzy Węgrowie, coś z nimi chodził. Kisz Andreasza pytać by o to kałauza, co z tobą chodził, że cię widzieć nie mogli, coś tak prędko i dobrze uciekał. O moich postępkach pytaj się we Wę­grzech, jakom się sprawował. Widzę, żeć się na to bierze, że na katowskie ręce przyjdziesz, jako rebellis et perduellis. Chcesz się ze mną równać: nie godzieneś tego. Abyś mi był rówien, biłbym się z tobą, by w jednej koszuli; ale żeś mi nie jest ró­wien, tedy cię tak bić będą, jako takich bijają, co gębą swą psią gębują i takowe zbrodnie, jako ty, robią, a coś psią gębą gębował albo pisał, będziesz musiał połykać. Wiedzą ludzie cnotliwe postępki moje, nie takie, jako twoje zbrodnie, wiedzą sławę moję, w której kocham się nie tak, jako ty; wiedzą, ja­kom się urodził, nie jako ty; wiedzą, jako nabyta majętność moja, a nie jako twoja, bo cię Łańcuckim nazwano niedawno, i za naszych wieków przez niecnotę tejeś majętności nabył. Szczy­piesz i ojca mego na sławie, co piszesz, jako człowiek niepraw­dziwy i niecnota; nie godzieneś mu był masztalerską służyć i ledwie katem, bez którego w wojsku być nie może. Mam ja listy, niecnoto, gdzie sławnej pamięci król August rozkazuje, aby tym Tatarom bitwy nie dawał ociec mój, którycheś ty widzieć nie godzien, ale ludziom cnotliwym będę je ukazował.

 

Hieronim Jasłowiecki,

wojewoda podolski.

 

XIII.

Stadnicki do Jazłowieckiego.

 

Popierdowski, co się zowiesz Jazłowieckim, a nie jesteś nim, nie należało już mnie tobie więcej odpisować, bo według trybu kawalerskiego, to jest, rycerskiego i ślacheckiego, póki tego z siebie nie zniesiesz, com ci na twoje pierwsze pisanie zadał, ty mię lżyć nie możesz, ani też zdradliwymi uszczypkami przeciwko mnie, którycheś ty zwykł zażywać, ani odpłatą, ani słowem takim, jakim się tobie ode mnie za twoje lżywym pisa­niem pierwszym dostało, postępować. Ale że nie wszyscy wie­dzą trybu i sposobu kawalerskiego, rycerskiego i ślacheckiego, tedy, aby prostszy nie rozumieli, aby przy mnie zostawać miało co, wyciskasz to na mnie, że muszę, czegom od młodości swej do tego czasu zwyczaju nie miał z namocniejszym i z nasłabszym nieprzyjacielem moim, piórkiem szermować. Zły a niecno­tliwy człowiecze, zdrajco poczciwości mojej, na twoje pisanie w pierwszym paragrafie niecnotliwe, uszczypliwe, kurewskie, bo kiedy byś był człowiekiem cnotliwym i rycerskim, tedy byś się takim pisaniem wszetecznym i targającym się łżywie na dobrą sławę moję, nie zniósszy pierwej z siebie tego, co nosisz, nie bawił, której żaden człowiek cnotliwy przygany nie dawał, ani dać może, tak ci odpisuję, jako i w pierw­szym liście, że łżesz, jako pies. Diabeł ojcem tych, którzy jego robotę robią i jego spraw niecnotliwych przeciwko Panu Bogu naśladują, to jest, którzy pijaństwem, mężobójstwem, wszeteczeństwem i innymi niecnotami, które wszytkie w tobie naj­dzie, bawią się. Mnie diabłem zową tylko skurwysynowie, a od takich, ja będąc cnotliwym człowiekiem, zelżon być nie mogę. Cnotę swoję wypolerowałeś tym pismem, co ją do złota przy­równywasz; niech sądzi każdy baczny i cnotliwy człowiek, jeśli ją nazwać cnotą. A z cnotyż to tobie przyszło, żeś mię uszczypliwymi listy nagabnął, zowiąc mi się przyjacielem i zawsze po mnie przyjaźni całej doznawszy? Ale nie mogłeś zataić nikczemności swej; chcąc sobie jakąkolwiek przysługę uczynić, nie umiejąc żadnej inszej posługi KJMci oświadczyć, jako inszy, którzy zdrowia i kosztu nie żałowali, chciałeś to sobie za przy­sługę mieć, niecnotliwym, łżywym, uszczypliwym pismem mnie obsyłać. Kto to tak głupi na świecie, żeby twojej nikczemności i lekkomyślności nie miał postrzec? Bo jeśliś nie chciał mieć baczenia na powinność ślachecką, która wyciska przyjaźń bez dania przyjaźni dotrzymywać, tedyś miał mieć baczenie na urząd senatorski, któryć się niegodnie dostał, a miałbyś jaką chęć do nieprzyjaźni ze mną (do którejem ci nigdy przyczyny nie dał), tedy nie kurewskimi swarami, ale tym, czym się go­dzi człowieku poczciwemu i ślacheckiemu, rozeprzeć się było ze mną. Jako wszytkie insze rzeczy, tak i to łżywie mi przyczytasz, abym ja paskwiliusze miał pisać; twoje to rzemiesło, nie moje. Rękę swoję wprawowałem od młodości nie w szermierstwo piórkiem, ale szablą; jako na małego, tak i wiel­kiego nieprzyjaciela mego nigdym się piórkiem nie targał. Takim, jakoś ty, równać się dopuszczam z Nalewajkiem, ale cno­tliwy każdy nic mi obelżywego zadać nie może. Dokończenie Nalewajkowe jakie było, takiegoż się ty spodziewaj; jeszcześ Kopycińskiego nie przełknął, jako inszych. Na te drugie para­grafy tym ci też płacę, że łżesz, jako nikczemny pies; że się nie umiesz w swoim poczciwym kochać, przeto się na uczciwe cudze targasz. Kiedy tego dowiedziesz, żem ja Gierałtowskiemu kazał uszy i nos urżnąć, tedyć przyznam, żeś wszystko prawdę pisał; ale jako to łżesz, tak i wszytko łżywie, potwarliwie i niecnotliwie piszesz. A czemuż to, nikczemny człowiecze, piszesz, a sam nie wiesz co, że sługa mój uciekał z Turek, fałszywą monetę odmieniwszy? A także to tam łacno przebieżeć, jako przez Polskę? Pytaj się tych, co tam bywają; każdyć to zada, że łżesz, toż i ja. Alboby to Turcy, gdyby szkodę mieli, zanie­chaliby jej w Polsce? Niech nagłupszy sądzi, tedy przysądzi nikczemność twoję i łżywą powieść. Piszesz, że przy sklepach są ludzie przykowani, co świata nie widzą, a pieniądze kują; jakoż je kują, kiedy świata nie widzą? O łgarzu niecnotliwy, czyś nie słyszał, że mendacem opportet esse memorem? Także i potwarcy trzeba być ostrożnym. Piszesz, że się rycerzem zowę. Łżesz, nie słyszałeś tego ode mnie nigdy, abym to sobie miał przyczytać; jeślim nim był, nie przyczytam sobie tego, ale Panu Bogu memu za to chwałę daję. Wiele ludzi zacnych i w Polszcze i w cudzych krainach przyznają to, że z łaski Bożej nie obracałem się tyłem do żadnego nieprzyjaciela. Pochwały też od takich, jakoś ty, nie potrzebuję, bo też od takich, jakoś ty, w ni w czym zelżon być nie mogę. Na Agrze com robił, jeszcześ ty się ślabizować uczył, kiedym ja tę robotę robił. Na świadec­two bierzesz Kisz Andreasza. Jeśli tam był (czemu nie wierzę, bom natenczas o tym przezwisku nie słyszał), wiem, żeć tego nie poświadczy, a też oprócz Tekelego Miklusza a Boczkaja Ja­nusza, nie wiem, by który miał być żyw w Węgrzech z tych, co katonami na Agrze byli, bo wszystkich Turcy wybili. Kisz Andreasz po polsku się wykłada Mały Jędrzej; a tyś mały Jaroszek, aleś wielki niecnota, bo bez wszelakiej przyczyny mej dania targnąłeś się na uczciwą sławę moję. A był że kiedy w niecnocie tobie równy przyjacielowi, jakoś ty mnie się ofia­rował, nieprzyjacielską robotę robiąc przez wszelakiej przyczyny? Każesz mi się pytać o swoich postępkach w Węgrzech. Nie trzeba do Węgier słać, dowie się i tu w Polsce, żeś nic inszego nie czynił, jedno co i tu kosterstwem i pijaństwem się bawisz a Turczyna w okowacheś tylko widział. Tobie, da Pan Bóg, nie mnie, bo na to zarabiasz, na katowskie ręce przyść. Odpi­sałem ci pierwej, z jakimi się równam ludźmi poczciwymi, umiejąc cnotę i poczciwość ślachecką zachować. Piszesz, żebyś się ze mną bił i w jednej koszuli, ale żem ci nie równy. Pra­wda, bom ja równy wszytkim poczciwym ludziom ślacheckim. Tak raczej napisz: „Biłbym się z tobą, ale nie śmiem, bym i trzy zbroje na się włożył”. Piszesz, że mię bić będą; a masz jeszcze tych, coś im Kopycińskiego z zasłupia zabić kazał? Nie da im, jako i tobie, Pan Bóg z to serca, aby się o mnie mieli kusić; nie boję się, jako ciebie, tak i tych, którebyś chciał naprawić na zdrowie moje zdradliwie. Dufam Bogu memu, który mię z wielu niebezpieczeństw wynosił, że mnie od twego niecnotliwego i zdradliwego przedsięwzięcia obroni. Tyś go­dzien tego, żebym cię bił, boś zarobił na to. Ale dotąd, póki tego z siebie trybem kawalerskim nie zniesiesz, com ci na twoje pierwsze pisanie zadał, nie jesteś mi rówien. Ale kiedy sobie postąpisz przystojnym obyczajem, tedy upewniam cię, że cię nie dam nikomu inszemu bić, ale cię sam będę bił, bo bym nie miał takiej uciechy z ciebie, kiedy by cię kto inszy miał bić, a, nie ja, za twoje niecnotliwe a łżywe potwarzy. Prawda, że wiedzą ludzie cnotliwi twoje postępki, i to prawda, żem się urodził nie tak, jako ty, bom się ja urodził z poczciwych, sta­rożytnych i zacnych rodziców obojga płci, z takich, którzy imion inszych familii nie brali na się, kontentując się zacnością przod­ków swych i domu swego, którzy nigdy nie byli fures alienarum familiarum, i herbów z przodków swych nie odprzysięgał, a przecie we wszystkiej majętności siedzę. Wiedzą i to, że poczciwie nabytą majętność mam; wiedzą i to, żem intercyz figlownych i zdradliwych o spadki nie ukazował przed depu­taty, jako ty; wiedzą i to, żem listów uszczypliwych, pod tytu­łem swym pisanych, a cudzą pieczęcią pieczętowanych, poczci­wym ludziom nie słał, jako ty. Łańcuckim nie zowę się, jedno Stadnickim; a ty się zowiesz Jazłowieckim, a nie jesteś nim jedno Popierdowskim, a Popierdowskim nie nowina masztalerzmi bywać i katy. Niecnotliwy, łżywy człowiecze, zdobić swoje nie­cnoty chcesz; ale trudno, mają ludzie rozum i widzą, kto cnotą narabia, kto fałszem. Kurwo wszeteczna, nikczemna, przestań kurewskich, wszetecznych swarów, a jeśli jest co krople krwie ślacheckiej w tobie, rzuć się do rzemiesła rycerskiego, nie zdradą z zasłupia, jakoś kazał zabijać ludzi, ani przez łotry, u których nie tylko cnota, ale i sumnienie przedajne.

Tym zamykam na twoje niecnotliwe pisanie, jako i pier­wej, że łżesz, jako pies. Pytaj się, jeśli nie wiesz, abo wiedzieć nie chcesz, czym i jako mentytę płacić trzeba temu, kto się czuje w czym, a chce u ludzi poczciwych za poczciwego być mian. Jeśli nie zniesiesz tego z siebie zwyczajnym trybem, mo­żesz nie tylko mnie, ale i kogo inszego lżyć. Abo przeczytaj sobie Alciatum[7], który był profesorem, jako każe i czym mentytę zno­sić, którąś ty ode mnie na wtóre pisanie, jako i teraz, odniósł[8].

 

VIII. Rpsy: Cz. 2729, nr 57, Nr 439, str. 245, Nr 101, str. 407; Dz. P. III, Nr 7, k. 298; Kr. Nr 254, k. 72’; S. Nr 172, str. 182; Łysk. D. 48, k. 523’; Racz. Nr 18, k. 326’; druk. Remb. 149.

 

IX. Rpsy: Cz. Nr 2729, nr 57b, Nr 439, str. 247; Dz. P. III, Nr 7, k. 298; Kr. Nr 254, k. 73, S. Nr 172, str. 183; Ciesz. Nr 7518, k. 17; Łysk. D. 48, k. 524’; Racz. Nr 18, k. 326’; druk. Remb. 150.

 

X. Rpsy: Ak. Nr 1047, k. 121’; Cz. Nr 439, str. 249, Nr 375, str. 93, Nr 369, str. 1119, Nr 101, str. 535; Dz. P. III Nr 7, k.298’; Mich. XIV, k. 117.

 

XI. Rpsy: Ak. Nr 1047, k. 124; Cz. Nr 2729, nr 58, Nr 439, str. 253; Nr 369, str. 1111; Oss. Nr 314, str. 55; Dz. P. III, Nr 7, k. 300; Kr. Nr 254, k. 73’; Racz. Nr 18, k. 327; Mich. XIV, k. 178; druk. Remb. 152.

XII. Rpsy: Cz. Nr 2729, nr 59, Nr 439, str. 258, Nr 102, str. 579; Dz. P. III, Nr 7, k. 301; Kr. Nr 254, k. 75’; Ak. Nr 1047, k. 91’; Łysk. D. 48, k. 536’; Racz. Nr 18, k. 328; druk. Remb. 156.

 

XIII. Rpsy: Cz. Nr 349, str. 260 i Nr 2729, nr 60; Dzik. P. III, Nr 7, k. 301’; Łysk. D. III, 48, k. 539; Oss. Nr 314, str. 58; Racz. Nr 18, k. 328’; Kr. Nr 254, k. 76; druk. Remb. 157.

 

Nagłówek w Oss.: „Odpis Stanisława Stadnickiego ze Żmigroda, sta­rosty zygwultskiego, na niecnotliwe, zdradzieckie, łżywe, kurewskie, niemęskie, chłopskie, nieślacheckie, lekkomyślne, nierycerskie pismo Popierdowskiego, co się zowie Jazłowieckim, wojewody podolskiego, czego nigdy nie był godzien ani jest, bo wojewodzie podolskiemu, który urząd jest se­natorski koronny, nie należy, jedno rzeczami poczciwymi, poważnymi, zacnymi, wielkimi bawić się, a ten kurewskimi swarami, pismem łżywym, uszczypliwym zabawę wziął przed się, rozumiejąc, że poczciwego człeka zelżyć miał, a sam siebie niecnotliwy człowiek lży, bo po pierzu ptaka, a chłopa po mowie znać” etc., etc.

 



[1] Hieronim Jazłowiecki, najmłodszy syn Jerzego, hetmana w. k., doświadczony wojownik w walkach z Tatarami, otrzymał świeżo (w r. 1605) województwo podolskie, um. na początku r. 1607. Ożeniony z Eleonorą, córką ks. Janusza Ostrogskiego, kasztelana krak., nie zostawił potomka i dom swój zakończył. Wdowa wyszła powtórnie za mąż, za Jana Jerzego Radziwiłła, kasztelana trockiego, wnosząc mu ogromne dobra Jazłowieckich.

[2] Wojutycze — wieś z pałacem Drohojewskich (w ziemi przemy­skiej), którą Diabeł-Stadnicki pod błahym pozorem zajechał i bezprawnie sobie przywłaszczył. (Por. Wł. Łozinski: Prawem i lewem, II2, str. 359).

[3] Por. str. 725.

[4] Jazłowieccy zwali się przedtem Buczackimi.

[5] „Zulickiego” Kr. Cz. Racz.; „Zalickiego” Oss.; „Zruckiego” Cz. Zulickich Zygmunta i Jana wymienia Niesiecki (X 194 „w Jazłowcu pogrzebieni leżą”).

[6] Cała ta sprawa przedstawiona na podstawie dokumentów przez Wł. Łozińskiego l. c. II, 342 nstp.

[7] Rpsy mają: Alciatum, Alciatem, Alciadem, „który był papieżem”. Ponieważ papieża z domu Alciates, Alciatus lub Alciades w ogóle nie było, przeto „papieżem” może polegać tylko na mylnym odczytaniu oryginału przez przepisywaczy. Domyślamy się, że tym przekręconym wyrazem było pierwotne „profesorem”, ile że słynny prawnik Andrzej Alciatus (ur. 1492, um. 1550) był istotnie profesorem prawa kolejno w Awinionie, Bourges, Pawii i Ferrarze i autorem dzieł treści prawniczej. Stadnicki ma tu na myśli jego traktat o pojedynku pt. „De singulari certamine”.

[8] W Cz. Nr 439 czytamy pod tym listem dopisek: „Dalszy zaciąg między temiż osobami śmierć pana Jazłowieckiego, wojewody podolskiego, zahamowała”.

Najnowsze artykuły