Artykuł
O pokucie
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

Pierwodruk: Pisma X. Hieronima Kajsiewicza, tom I: Kazania przygodne, Berlin 1870, s. 61-70. Przedruk: Hieronim Kajsiewicz, O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2009.

 

Czyńcie owoce, godne, pokuty…

Już bowiem siekiera do korzenia jest przyłożona
(Łk III, 8-9)

 

Niejeden z was był może naocznym świadkiem, jak w chwili odsłonięcia cudownego obrazu Bogarodzicy w Częstochowie, pobożny a gęsto skupiony lud nasz rzuca się krzyżem na ziemię i, wielki płacz zawodząc, przeciągłe jęki wywołuje z murów rozległej świątyni. Cudzoziemiec, stojący na boku, wzruszony w głębokościach ducha swego tym językiem serca, dostępnym każdemu, mówi do siebie: „Jak ten lud musi być nieszczęśliwy!” I Aniołowie niebiescy, jakoby zapłakani, powtarzają w górze: zaprawdę, lud ten bardzo nieszczęśliwy. Oto nabożeństwo prawdziwie uroczyste, jakie dziś przystoi Polakom, jakiego bym wpośród nas życzył, na jakim bym poprzestał. Poprzestałbym chętnie na cichym zadumaniu się, rozmyślaniu, skupieniu i rozrzewnieniu ducha. Tak sprzeczne wspomnienia i uczucia tak się tłumnie cisną. Każdy czuje dziś, mocniej niż kiedykolwiek bądź, że połową tylko serca żyje; że druga daleko, daleko, a obie tak się gwałtownie a niewidomo przyciągają. Każdego dziś milczenie myślące i mówiące; rad bym i ja milczał. Ale jeżeli chcecie, bym mówił, i tak licznym zebraniem się waszym dodajecie mi ochoty i wyzywacie niejako na słowo, mówić będę, ale mówić o tym, czym duch mój wezbrany, czego pełen: o pokucie. Miejsce samo woła do pokuty. Mury ciemne, wilgotne, przysiadłe tej kaplicy przypominają – nieprawdaż? – na poły więzienie, na poły katakumby podziemne pierwszych Chrześcijan. Obrazy jakie? Po prawicy Chrystus przybijany do krzyża: zda mi się jeszcze słyszeć razy młota, i jęk cichy, dźwięczący, srebrny Zbawiciela. Nade mną, nad Ołtarzem, Chrystus Pan na krzyżu; u stóp jego Magdalena1 we łzach: jawnogrzesznica, ale już pokutująca, już oczyszczona, już święta. Po lewicy Zbawiciel, ciało przynajmniej w grobie, dusza zstąpiła głęboko do otchłani: żal i nadzieja Bogarodzicy tam go ściga. A ten Ołtarz w głębi? Co na nim? Serce Zbawiciela przebite boleścią, miłością płonące, w którym biskupi nasi schowali Polskę pierwszą, przed samym jej upadkiem, schowali najlepiej i na lepsze czasy.

Uczynię zatem z wami, o bracia, rachunek sumienia narodowego, spowiedź niejako publiczną. Chwalić was nie będę, bo i obcy nas i samiśmy się już dosyć, bodaj nadto może, nachwalili, a najczęściej kosztem inszych, niestety, nieraz odsłaniając przed obcymi domowe nędze nasze. Niech się chwali i weseli, kto może, ja nie widzę z czego. Po chwilach przelotnej i wątpliwej chwały, długie oto lata cierpienia i niesławy; widzę mój naród na krzyżu i takim go noszę w sercu, widzę przyszłość zasuniętą gęstymi obłokami i krwi pełnymi. Jawne, sterczące grzechy narodu, dotychczas nie poprawione, lezą mi w oczy i serce bodą. Na nie się tedy obracam, na nie, źródło i powód trwania wszystkich nieszczęść naszych; nie sfolguję im, jakiekolwiek i gdziekolwiek są, otworzę w goryczy usta moje; ja, proch i pył kościelny, ja dzieciuch Pański, grzeszny i ostatni służka w domu jego, przecie mówić będę. Dzień sam, wigilia św. Andrzeja2, namiętnego miłośnika i Apostoła krzyża – wszystko, wszystko woła do pokuty. Od dawna się już zbierałem na tę wyprawę, i dotychczas serca mi nie stało. O! nie tak to łatwo grzesznemu wytykać grzechy innych; nie tak łatwo gromić z miłości i żalu, jak z pychy i nienawiści. Miłościwy niech mi Pan będzie w dzień sądu mojego! Jemu samemu polecam pocieszenie dusz pokutujących, a pójdę ścigać zbłąkanych rozproszeńców z domu Izraela, pójdę wydzierać im własność Bożą i narodową, w cierpieniach, których za naród nie ofiarują Bogu. Do nich mam sprawę, na nich wołam: czyńcie owoce godne pokuty, bo już siekiera jest przyłożona do korzenia.

Panie mój! Jeżelim Cię kiedy prosił, abyś kierował mymi ustami, tedy goręcej proszę dnia tego i godziny: racz sprawiać słowa moje i serca tych miłych braci, aby rany, które im zadać mogę, za wdzięcznym a wonnym namaszczeniem Twojej łaski, stały się im ku zbawieniu. O co Cię błagam, za przyczyną świętej a boleściwej matki Twojej!

Kiedy naród jaki, opatrzony we wszystkie warunki fizyczne, potrzebne do istnienia, i mający za sobą długowieczne doświadczenie, upada, najracjonalniej każdy wniesie: więc musi być w tym narodzie zaród złego, który osłabił lub wytrawił siłę jego żywotną. Ślizga się bowiem po powierzchni, kto się czepia okoliczności zewnętrznych i na nie wszystko spędza. Cóż dopiero, jeżeli spojrzymy ze stanowiska wiary i Opatrzności! Jak zakorzenione i uparte być musi zepsucie w narodzie katolickim, gdy go Bóg w gniewie swoim podawał w ręce ludów niekatolickich! Przepowiadał wam to wielki Skarga3, przepowiadali inni ludzie z ramienia Bożego, długo grozili. Dziś już grozić nie trzeba: już się groźby spełniły… Zostaje jedynie obawa ostatecznej niepokuty, ostatecznego opuszczenia ze strony Bożej. Aby od pierwszego was odwieść, a od drugiego ochronić, jeszcze wołamy na was: pokutujcie, bo siekiera do korzenia jest przyłożona.

Kiedy choroba jest wewnętrzna, tedy i leki powinny być wewnętrzne, czego dotychczas nie chcieliście zrozumieć i jeszcze nie chcecie. Zawszeście chcieli siłą i przebojem wydobyć się spod chłosty, nie usuwając jej przyczyn; a przeto wciąż idziecie przeciw woli Opatrzności i podwajacie wasze cierpienia. Naród, jak człowiek, jest wprawdzie wolnym, ale jeżeli nie wczas lub źle użyje swej woli, grzeszy i cierpi karę, aż póki użycie onej nie spotka się z chwilą łaski i wyroków Bożych. Cóż po tym, że powiadacie: pomimo pozorów zaczepności bronimy się tylko; wolno człowiekowi napadniętemu, skrępowanemu przemocą, wolno podług wszelkiego prawa, przy każdej pogodzie próbować, azali nie zdoła pęt skruszyć, wolności swej i własności odzyskać. Choćby i tak było, zostaje jeszcze całe, wielkie, przeważne zadanie, zadanie wieczności. Naród nie jeden człowiek; naród podbity, długi stanowi szereg więźniów, przykuwanych do siebie jednym łańcuchem. Wszelki wysiłek, wszelkie poruszenie nieużyteczne, okropny, bolesny jęk wyrwie z piersi wszystkich współtowarzyszy. Tak człowiek jak naród nie tworzą wypadków. W ich odgadnięciu, w ich dobrym użyciu, leży zasługa i mądrość, a do tego trzeba czystego bardzo sumienia, wyrzeczenia się siebie, szukania większej chwały Bożej i pożytku bliźnich. Wolność, nadużycie wolności, czyli grzech i podnoszenie się z grzechu przez pokutę i zadośćuczynienie: oto treść dziejów tak ludzi jak narodów. Nie rozumieją lub nie chcą tego rozumieć drążkowi politycy, i dlatego tak krótko widzą; nie rozumieją palca Bożego w kierowaniu narodami, dlatego tyle błędów i tyle cierpienia.

Dlatego i powstanie listopadowe, pomimo tylu najczystszych pojedynczych poświęceń, nie miało za sobą błogosławieństwa Bożego. Nie sił fizycznych, ale siły moralnej zabrakło. Ale Bóg i złe umie na dobre obrócić. Nie wiedząc, co czynicie, odśpiewaliście nieszpory do św. Andrzeja. Czas i dnie wielkich wypadków nie są bez znaczenia. Św. Andrzej, pierwozwaniec Chrystusowy, jest Apostołem Słowian i rzecznikiem ich przyrodzonym w niebie. Od dziesięciu wieków prawie straszny dualizm religijny dzieli kraje słowiańskie, a Polska i Ruś, potem Moskwa, jego wyobrazicielki i zapaśnice. Od dawna już Polska zaniechała swego powołania: jednoczenia odszczepieńców do całości kościelnej. Bóg dopuścił, iż nacisk zaczepny… wraca nas koniecznie na stanowisko historyczne; bez tego, bylibyśmy je ostatecznie opuścili, a błądzili po zużytych ścieżkach obcego zachodniego liberalizmu. Propaganda… na szerszej dziś niż kiedykolwiek postawiła się stopie, wywiera się na północną i wschodnią Europę, mniejszą i środkową Azję, Abisynię i Egipt, Sycylię i Korsykę samą. Naród nasz pierwsze ma miejsce w tej walce, świat cały zajmującej. Oby tylko wytrzymał, oby zrozumiał, że się wielka rzecz zaczęła. Myśleliście wyłącznie o stronie politycznej waszej sprawy, Bóg ją teraz obrócił na stronę religijną; a człowiek nie jest panem kłaść zadania w ludzkości, musi je przyjąć jak położone. Mało i źle żeście chcieli; Bóg może i zdaje się chcieć dać wam więcej, choć inaczej, abyście mu tylko byli wierni. Broniąc religii, nic nie tracicie, możecie zyskać tylko.

Religia katolicka, bracia moi, była i jest podstawą całego życia umysłowego, moralnego i historycznego Polski. Powiecie, że i innych narodów katolickich. Prawda, ale na jednym tle wymalowane różne młode narodowości europejskie odmienną przyjęły barwę i kształty. Życie Polski tym wyłączniej spoczywa w katolicyzmie, iż on jeden był spójnią tego kruchego ciała, w którym indywidualność zawsze przemagała, a poza rodzinę nie wychodziła. On zastępował tę sklejność i organiczne instynkty, których zarówno z innymi ludami nie posiadamy; on zastępował ten zbiorowy rozum narodu publiczny, który, nigdy weń nie bogaci, dziś z osłabieniem wiary zupełnie zatraciliśmy. Katolicyzm przy tak odrębnym naszym urządzeniu społecznym, wiązał nas jedynie z resztą zachodniego świata i przyniósł nam to wychowanie, co nas czyni wyższymi nad wszystkie inne ludy tegoż plemienia. Bo jeżeli wszędzie i zawsze wielkie myśli z serca płyną, tedy najbardziej u nas pobożność, zapał płynący z wiary zastępował wszystkie niedostatki rządu i rozumu. Narodowość nasza jest więc jak obraz na murze malowany, weń wpity, wrośnięty. Dopóki mur cały, jakkolwiek by obraz uszkodzony, wszystko da się naprawić; ale skoro się mur obali, a dziś już jest podważony, wszystkie wasze teorie, cały patriotyzm nie zbawi narodu, Polska przestanie być Polską. A gwałtem chcecie bronić samego obrazu, co niepodobna; a co najgłówniejszego, bierzecie zawsze za podrzędne. Nie od dzisiaj już tak grzeszycie. Od XVI wieku ubiegacie się za śmieciem Zachodu, stroicie się i pysznicie poważnie starzyzną germańskich i romańskich ludów… Pokazał się nareszcie filozofizm francuski, ten rozum nierozumu, to twierdzenie nicestwa, i toście przyjęli. I iluż jeszcze starannie pielęgnuje i opornie go broni! Teraz młodzież ciśnie się do dymnika niemieckiego panteizmu. Truje się w najlepszej wierze tym niedokwasem zdrowego rozsądku, tym rozczynnikiem wszelkiego poświęcenia, wszelkiego natchnienia, wszelkiego obyczaju. W samą porę przynoszą nieszczęśliwemu krajowi nieugięte fatum, kiedy on najbardziej potrzebuje wierzyć w Opatrzność, dającą się przebłagać. W samą porę ten świerzb nowych systemów i religii. Wczas uciekać z pola, aby szukać nowej taktyki do walki, kiedy naród stoi pod ogniem działowym męczeństwa. W samą porę dzielić siły, jako byśmy ich mieli za wiele. Wyborny sposób szukać wiecznie prawdy, aby nigdy nie pełnić obowiązku.

Bracia moi! Z grzechów to naszych wyrosło, śmieszkami się tego nie pozbędziecie. Wyrzuty te i rany na ciele ojczystym zdradzają zepsucie soków żywotnych siły narodowej, wszystko to pochodzi z niewprowadzania w życie religii waszej. Urządziliście sobie wiarę, jakiej nigdzie nie ma na świecie. Z małym wyjątkiem katolik polski, szczególniej człowiek, mający się i miany za bardziej oświeconego, spowiada się jakkolwiek raz około Wielkiej Nocy, nie dopełniając przez rok cały przepisów ani Bożych, ani kościelnych; a po spowiedzi zaczyna od zbytków stołowych, od mów przeciwko wierze i obyczajom, od gier i procesów niesprawiedliwych, od niedotrzymania słowa i zobowiązań, od uciemiężania słabych i poddanych, i tym podobnych drobnostek; i tak znowu trwa rok cały, aż do drugiej Wielkiej Nocy. Kto inaczej robi, bigot jest i fanatyk. A cóż mówić o tym trądzie naszym moralnym i kołtunie: rozwodach. Przedmiot żalu i wstydu dla Kościoła i wiernych, dla obcych przedmiot tryumfu i pogwizdu. Poszliśmy w przypowieść i pogardę. Na bujnych ziemiach ruskich, z większym dostatkiem, nie cnoty, ale grzechy bujniejsze. Tak i dary Boże w przekleństwo sobie obracamy.

Wielki Boże! Jaki dziw potem, że kiedy w tylu krajach religia wzrasta, u nas upada. Jaki dziw, że Bóg dopuszcza klęsk i prześladowania. Co Bogu i co ludziom po takich katolikach i po takim katolicyzmie? Widzimy ich zagranicą w tych okropnych czasach, żyjących z dnia na dzień jak ofiary pod nóż rzeźniczy, nie chcących nawet myśleć o swym położeniu, bawiących się, jak gdyby Sas4 u nas, tu Ludwik XV5 panował. I Sasa nie ma, nie ma od dawna, a Polska jeszcze nie wytrzeźwiała. Miał Polak zostać mądrym po szkodzie, a tu mniej mądry jeszcze. Widzimy tyle młodzieży zarozumialej i płochej, ze czczym sercem i umysłem goniącej za zbytkiem a rozkoszami; widzimy rozsławiających imię Polski za kulisami teatrów, po domach gier i gorzej jeszcze, stających przed sądem, idących do więzienia, nie za wiarę ani za ojczyznę… ale za długi. Jakże wytrzymają tak ciężkie próby! Mówiliśmy o Kościele unickim6; zostawił on trochę nasienia, trochę krwi męczeńskiej, obudził on sumienie dzieci swoich przed kilkudziesięciu laty, w podobny sposób nawróconych, ale sądził, że mu wolno ugiąć się powierzchownie. Teraz burza spada na Kościół łaciński, już na Rusi blisko przychodzi wybierać między wyrzeczeniem się wiary przodków a majątkiem i ojczyzną, przyjdzie kolej na inne części Polski. Duchowieństwo rozpędzają lub głodem morzą. Mówią o zamiarach targnięcia się na Ostrą Bramę, na Częstochowę, to ognisko serc, tę stolicę duchową katolickiej Polski i Słowiańszczyzny. Aby wytrwać, trzeba by gorliwości pierwszych chrześcijan, gęstej i gorącej modlitwy, uczęszczania do św. sakramentów, żywej pamięci na obecność i sądy Boże, pogardy bogactw i życia. Czy im dostarczy tej siły ów letni, materialny katolicyzm, jaki sobie stworzyli? Mrowie przechodzi, myśląc o liczbie odstępców, o rzadkich wyznawcach i męczennikach. Oto siekiera przyłożona do korzenia

A wy, bracia moi, którzyście popchnęli naród do tej toni, który dziś was, nie oszukujcie się, w chwilach rozpaczy, porywania mężów, dziatek, ściga może nieraz swym złorzeczeniem i przekleństwem – o czym myślicie? Jeżeli macie jakie powołanie, to pewno to, abyście raz wprowadzili katolicyzm w życie, abyście świecili narodowi przykładem, i kiedy on dzisiaj daje świadectwo prawdzie, abyście podnieśli błagalne ręce ku Niebu, w skrusze i pokajaniu. Nie żyjąc życiem narodu, jesteście kupą piasku, którą wiatr w rozmaite rozwiewa garstki, a piasku mniej coraz i coraz lichszy. Kłócicie się o zasady. Ale jeśli tymczasem braknie gruntu, na którym je zasiewać chcecie, na co się one wam zdadzą? Cóż tak pilnego – czy zaginą książki, z których je wzięliście, i pisma wasze? Czy prócz was i po was nikt się ich nie dopyta? Wolno tak myśleć wam, ludziom postępu? Jużeście wszystko powiedzieli, każdy pochwycił jedną myśl, na jednej strunie gra od lat dziesięciu, jedno ma tylko oko: na widzenie, co chce widzieć; jedno ma tylko ucho: na słyszenie tego, co mu się podoba.

Wystawiliście dzienniczki jak owe rozbójnicze zameczki w Średnich Wiekach; kto wam się nie opłaci, obedrzecie go z imienia i poczciwości. Niczego nie szanujecie, przewyższyliście rychło w nadużyciach dziennikarstwo zachodnie, szlachetnie bezpieczni, że obrażony nie zechce obcym się sądem spierać i pod Jagiełłową cisnąć was ławę. Piękne zadatki dobrego używania wolności w waszym kraju! Sączycie żółć zimną, znak zepsutego serca, krzywicie zwiędłe wargi do śmiechu, wojujecie śmiesznością. Czy śmieszność kogo poprawi? Czy rzecz publiczna, aby krokiem naprzód postąpiła? Przeciwnie. Jaki pożytek z dowiedzenia sobie nawzajem, żeście wszyscy, żeśmy wszyscy niewiele warci? Boć takie następstwo z sądów naszych prawnie wyciągnąć mogą nieprzyjaciele nasi, ach! i już wyciągnęli. Czy to wszystko z zasad płynie? Gdyby tak było, każdy uczciwy człowiek powinien się zarzec zasad wszelkich i na zawsze. O, gdyby o zasady tylko chodziło, to byście dawno zbliżyli się i porozumieli, ustąpili każdy coś ze swego, przynajmniej nie przeszkadzali sobie nawzajem. Jest coś innego na dole: pycha i zazdrość, która wszelką jedność i miłość niepodobną czyni. Pycha, nawet nie pycha, bo ona się wielkich rzeczy czepia, górno chodzi, na wysokie się kasze, ale, jak ją Skarga zowie: „szara Pyszka”. Zdrobnieliście, politykując na piasku, w powietrzu zawieszeni bez żadnej podstawy, straciliście już instynkt do wielkich, do jakkolwiek praktycznych rzeczy; w wielu umysłach skrzywionych, śpiących na jawie, prawda marzeniem, marzenie prawdą. Gdybyście czysto szukali dobra powszechnego, nie byłoby tylu ochotników do władzy. Chęć władzy, to choroba powszechna, mania emigracyjna. Władza nad czym i nad kim? Nad pajęczyną, nad dymem? Każdy chce ojczyzny, ale podług siebie i z sobą; zawsze tak u nas bywało. Działacie, jak mówicie (już ten wyraz, jak wiele innych, zużyty nadużyciem i w śmieszność podany), działacie, nie ażeby co zrobić, ale aby się krzątać, wołać głośno, podpisać, wydrukować; działacie, aby drugiemu przeszkodzić, aby się nie dać ubiec wypadkom. Pilno wam o te wypadki, a ja, pragnąc ich z jednej strony, z drugiej drżę z obawy, by was niegotowych nie zaskoczyły. Boże mój! Jak was takimi znajdą wypadki, czego się tu dobrego spodziewać! O, pokutujcie, póki czas! Nie czekajcie, aż by Pan podniósł swą prawicę i oświadczył się, że już więcej nie będzie czasu. A już siekiera do korzenia przyłożona.

Jest przyrodzone człowiekowi w razach wielkiego nieszczęścia zapominać o przesądach umysłu, o urazach serca. Wszystkie narody w niebezpiecznych razach uciekały się w duchu pokuty a modlitwie do Boga o pomoc i przebaczenie. Czy to robicie? Niektórzy zapewne. Ale większość jak żyje? Panie! Daj mi siłę powiedzieć. Jedni, popisując się zbytkiem swoim, urągają nędzy głodnych i schorzałych braci; brak tylko staropolskich moździerzy wiwatowych dla zagłuszenia ich skargi i jęków. Są całe szkoły karciane, tracące czas, sumienie i zdrowie na obdzieraniu wzajemnej nędzy. Dziwny sposób do życia! A o niepowściągliwości tak powszechnej co powiem? O! niech milczenie moje, wstyd ust moich niech wszystko powie. I tacy zwą się męczennikami, wyznawcami świętej sprawy, zwą się katolikami, patriotami.

O, skończył się już, skończył taki patriotyzm robaczywy! Nowy się zaczyna, patriotyzm z poświęcenia. Długo Pan pozwolił operować nad biednym narodem ludziom, nie mającym w sercu, na czole znamienia krzyża, ale dziś Pan widocznie sam się wdał w rządy. Do szkoły swojej Pan mój naród powołał. Nie znalazł innego środka na zbawienie człowieka jeno krzyż; nie ma środka, prócz krzyża, na opamiętanie grzesznego narodu. Wszystkie uczynki dziś mierzą się krzyżem; gdzie tego piętna nie ma, to pieniądz fałszywy; jakiekolwiek nosi światowe godła, na nic się nie zda Bogu ni ojczyźnie. Najlepszy dziś patriota, kto jest najczystszym moralnie człowiekiem, najgorętszym chrześcijaninem.

Naciągnął Pan mój naród na krzyż, jak strunę na lutnię – on, Boski lutnista – naród mój najmłodszy z katolickich, Beniaminka narodów – i stroi go do Boskiej swej harmonii, co raz to próbuje: struna jęczy przeraźliwie… ach! czuję, jak jęczy, ale jeszcze nie doszła, a dojść musi albo pęknie. Polska wytrzyma próbę albo upadnie; emigracja się nawróci lub marnie zginie. Prorokiem nie jestem, co potem będzie, nie wiem, ale to wiem pewno, że bez poprawy wewnętrznej nic dobrego być nie może, lub, co gorsza, a czego nie daj, Boże, będzie powód nowych ostatecznych nieszczęść narodu, bez korzyści i nawet bez chwały. Dlatego nam tak pilno, bracia moi, dlatego mówimy do was, jak gdybyśmy mówili po raz ostatni. Gdyby naród miał obietnicę trwałości jak Kościół, pogwizdywałbym bezpiecznie na wszystkie wysiłki nieprzyjaciół naszej wiary. Gdyby czasy nie były tak ciężkie, bylibyśmy cierpliwsi; ale oto naród się rozkłada, wszystkie w nim zarody śmierci, życie tak słabe. Pytamy się nieraz: czyśmy już opuszczeńce Pańscy, czy Bóg nas odepchnął ostatecznie za tak długi brak pokuty? Wszystkie nieszczęścia nas otoczyły dokoła, jak wody wielkie przejadają się w trzewia i w koście. Jakby wałem z żaru otoczył Pan jak owada; żadnej pokuty. Tymczasem wiara upada, odstępców bez liku, między wami już kosztem wiary żebrzą o powrót do domów. Dlatego nam pilno – zachodzimy w głowę jak do was mówić, jak obudzić z letargu; oto już grabarze we drzwiach – a obudzić nie możemy. Biada nam grzesznym! Nad tym kwilić i narzekać będę z Prorokiem (Mich. I, 8, 9), uczynię lament jak młode strusięta. Przeto że nic nieuleczone są rany jej, gdyż doszły aż do Judy, a dosięgły do bramy ludu mego, aż do Jeruzalem. Już mi się żyć przykrzy; nie chcę patrzeć na hańbę i utratę wiary i upadek mego narodu. Panie! Weź mnie z tego żywota, nie jestem lepszy od ludu mojego. Ale póki żyję, wołam i wołać będę: czyńcie godne owoce pokuty, oczyśćcie sumienia wasze w skruszeniu serca i złamaniu ducha, padnijcie na kolana, módlcie się, wołajcie w niebogłosy, może się zmiłuje. Pokutujcie! Pokutujcie!! Pokutujcie!!!

 

 

 

Przypisy

1  Św. Maria Magdalena – postać biblijna wspominana w ewangeliach, towarzyszyła Jezusowi podczas nauczania, była też obecna przy śmierci Chrystusa na krzyżu, a także była świadkiem jego zmartwychwstania.

2 Św. Andrzej Apostoł (?-ok.70) – postać biblijna, brat św. Piotra; rybak, jako pierwszy został powołany przez Jezusa z Nazaretu do grona apostołów.

3              Piotr Skarga (1536-1612) – ksiądz, jezuita, pisarz; nadworny kaznodzieja Zygmunta III Wazy, pierwszy rektor Akademii Wileńskiej (1579-1584), jeden
z głównych przedstawicieli kontrreformacji w Polsce. Zwolennik wzmocnienia władzy królewskiej. Autor słynnych Kazań Sejmowych, poświęconych zagadnieniom związanym ze sprawowaniem władzy w państwie.

 

4 Chodzi o panowanie królów z saskiej dynastii Wettinów: Augusta II (1697-1733) i jego syna Augusta III (1733-1763). Podczas ich rządów doszło do pogłębienia, widocznego już od połowy XVII w., kryzysu państwa.

5 Ludwik XV (1710-1774) – król Francji od 1715 r., pochodził z dynastii Burbonów; mąż Marii Leszczyńskiej, córki Stanisława Leszczyńskiego; w 1733 r. poparł wybór swego teścia na króla Polski.

6 Kościół unicki (unici) – chrześcijanie Kościołów wschodnich, którzy przyłączyli się do Kościoła katolickiego, uznając jego jurysdykcję wraz z prymatem papieża; Kościoły te zachowały zarazem pewną autonomię m.in. dotyczącą liturgii.

 

Najnowsze artykuły