Artykuł
Drogi do wolności. Antykomunizm emigracji powojennej
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

I

 

Antykomunizm emigracji powojennej nie jest zjawiskiem łatwym do opisu i rekonstrukcji. Powodem, co zakrawa na paradoks, jest jej polityczny charakter. Przejawem niepodległościowej postawy emigracji, którą można utożsamiać z antykomunizmem był bowiem zarówno formalno-prawny kształt jej instytucji politycznych, jak i działalność partii politycznych oraz będące tego konsekwencją zróżnicowanie ideowe. Antykomunistyczna w istocie rzeczy była także jej – szeroko rozumiana – kultura, zarówno w sensie instytucjonalnym, jak i aksjologicznym. Krótko mówiąc antykomunizm poza krajem to emigracja we wszystkich swoich objawach i formach działania. W życiu politycznym, umysłowym, sferze wartości i tradycji.

Taka teza zobowiązuje do przynajmniej pobieżnego przedstawienia poszczególnych przejawów aktywności emigracji, co z kolei prowadzić musi do opisu zjawiska w szerszym spektrum. Ponieważ z powodów nie wymagających wyjaśnień jest to niemożliwe, niezbędne wydaje się zwrócenie uwagi przynajmniej na takie sposoby myślenia, które można uznać za charakterystyczne i swoiste. Nieuniknione jest także wspomnienie o różnicach, bowiem antykomunizm emigracji nie oznaczał, że myślała ona i mówiła w tej materii jednym głosem.

Nie ulega wątpliwości, że o charakterze emigracji przesądziła jej geneza. W niej odkryć można w zasadzie wszystko to, co złożyło się na sposób działania i myślenia po zakończeniu wojny. Nie od rzeczy będzie zatem postawienie kilku pytań: co było bezpośrednim i najważniejszym powodem tego, że emigracja zdecydowała się być emigracją, to znaczy działać po 1945 roku? Czy to, że w Polsce władzę objęli komuniści? Czy może to, że władzę objęli działający w obcym interesie uzurpatorzy? Spytać także trzeba o to, jaką rolę odegrały przekształcenia terytorialne jakim poddana została Polska oraz o kwestię natury geopolitycznej, to znaczy uzależnienia jej od ZSRR. Mnożąc wątpliwości można zapytać także o to, czy wszystkich wspomnianych wyżej spraw nie należy rozpatrywać łącznie, i czy w związku z tym wszystkie one nie wpływały na postawę i sposoby myślenia poza krajem. Jakiekolwiek by było, żadne z tych pytań nie jest retoryczne, gdyż tylko odpowiedź na wszystkie z nich pozwala w pełni dostrzec i zrozumieć zjawisko.

To, że do organizowania państwa na wygnaniu, składającego się nie tylko z instytucji politycznych, ale także społecznych i kulturalnych przystąpiono w lecie 1945 roku wydaje się sugerować, że czynnikiem sprawczym tych działań była przede wszystkim nielegalność władz krajowych. Tę konstatację wzmacniało także i to, że w roku 1945 Polska była, co prawda, krajem rządzonym przez komunistów, jednak jeszcze nie komunistycznym, o działającej jawnie opozycji, której przywódca pełnił funkcję wicepremiera. Argumenty na rzecz powyższego można, nawiasem mówiąc, odnaleźć w wypowiedziach polityków emigracyjnych. Liderzy PPS na obczyźnie uznawali wchłonięcie PPS przez PPR (co nastąpiło w grudniu 1948) za początek „jarzma komunistycznego” i budowy ustroju totalitarnego, odnosząc te spostrzeżenie tak do Polski, jak i innych państw uzależnionych od Moskwy[1]. A więc, wedle tej interpretacji, Polska stała się „komunistyczna” nie w roku 1945, a dopiero po objęciu przez komunistów pełni władzy. W pewnym stopniu przeczy temu treść Odezwy rządu Tomasza Arciszewskiego z 26 czerwca 1945 roku, w którym mowa jest o narzuceniu Polsce „ustroju społecznego, obcego jej pojęciom wolności, ładu prawnego i tradycji moralnych”[2].

Bez względu jednak na to, od kiedy datowano początek komunizmu w Polsce, a w związku z tym jaki był sprawczy powód kontynuowania działalności władz na obczyźnie (legalistyczny czy polityczno-doktry­nalny) można bronić takiej oto tezy: czynnikiem mającym zasadniczy wpływ na program emigracji i jej myśl polityczną była praktyka rządów komunistycznych w kraju, wynikająca z politycznego zakończenia wojny (Jałta)[3] oraz międzynarodowe położenie Polski. Ponieważ sprawcą tego położenia była sowiecka Rosja, emigracja kierowała się w swoich działaniach również przeciw niej. Nie ulega wątpliwości, że jej antykomunizm był w jakimś sensie także antysowiecki.

To o czym była mowa do tej pory uprawnia do postawienia takiego oto wniosku: antykomunizm emigracji objawiał się przez przeciwstawienie się (nie zawsze bezpośrednie) temu, co składało się na szeroko rozumianą politykę komunistycznej władzy. Przybierał wobec tego formę poszukiwania rozwiązań, które w wymiarze wewnętrznych i międzynarodowym zmierzały do przywrócenia Polsce i Polakom niepodległości i wolności. W istocie był zatem programem politycznym zawierającym cele i zadania, które ulegały zmianie, jednak w wymiarze nadrzędnym pozostały niezmienne od czasów bezpośrednio powojennych aż do momentu rozpadu systemu komunistycznego w Polsce w końcu lat 80-tych. W postawach antykomunistycznych poza krajem dostrzec można w związku z tym różne wątki: zarówno doktrynalno-ideologiczny, jak legalistyczny, geopolityczny a nawet historyczny. Ujawniały się one w miarę upływu czasu ze zmiennym natężeniem, na co wpływ miała sytuacja na emigracji a także wydarzenia w Polsce.

 

II

 

Postulat przywrócenia Polsce niepodległości był podstawowym imperatywem zarówno instytucji legalizmu, jak partii politycznych i większości Polaków, którzy w 1945 roku znaleźli się poza krajem. Zgadzano się co do tego, że w sytuacji w jakiej Polska znalazła się po zakończeniu wojny niepodległość oznacza wolność społeczeństwa oraz suwerenność państwa w wymiarze zewnętrznym. We wskazaniach programowych Stronnictwa Narodowego przeczytać można: „Pojęcie niepodległości obejmuje pojęcie suwerenności i prawa do rządzenia sobą”[4].

Wedle stanowiska przyjętego w 1945 roku kraj i emigracja podzielić się miały między sobą rolami politycznymi. Społeczeństwo w kraju miało pozostać wierne wartościom i w miarę możliwości, nie narażając się na represje, opierać się próbom zmieniania jego tożsamości. Emigracja natomiast miała w aktywny sposób działać na rzecz odzyskania niepodległości i reprezentować wobec świata zewnętrznego te aspiracje narodu, których nie mógł on wyrażać w sposób bezpośredni. W cytowanej już Odezwie rządu Arciszewskiego wystosowanej po ukonstytuowaniu się Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, zwracano się z apelem o zachowanie godności narodowej, solidarność i „nieskazitelność postępowania w życiu osobistym i zbiorowym”[5].

Bezpośrednio po zakończeniu wojny zwieńczeniem zadań stawianych sobie przez emigrację był z pewnością legalizm, pojmowany jako instytucjonalny wyraz woli, niepodległości i suwerenności a zarazem ciągłości państwa polskiego. Prawnym fundamentem tej konstrukcji była konstytucja z 1935 roku, co nie oznaczało, że stronnictwa emigracyjne, z wyjątkiem piłsudczyków, miały do ustawy stosunek jednoznacznie aprobujący[6]. Decydując się jednak na utrzymanie formy państwowej poza krajem, nie sposób było ani zmieniać, ani nawet kwestionować jej podstaw formalno-prawnych.

W przekonaniu londyńskich środowisk politycznych legalizm spełniał kilka funkcji na tyle ważnych, że stanowiących wystarczający powód jego utrzymywania. Przede wszystkim dowodził nieprawomocności rozwiązania sprawy polskiej w 1945 roku, a więc nielegalności władz krajowych, stanowił przedłużenie tradycji państwowej II Rzeczpospolitej, zaświadczał wreszcie polityczny charakter emigracji[7]. Był więc równoznaczny z racją stanu, czyli z niepodległością.

Wraz z upływem czasu legalizm, traktowany jako instrument polityki emigracji, zaczął nieco tracić na znaczeniu. Powodem była międzynarodowa legitymizacja rządów komunistów oraz dająca o sobie znać, jeśli można tak powiedzieć, jego nieefektywność. Już w kilka lat po wojnie rozwiązanie to okazało się bardziej formalne niż faktyczne. Do deprecjacji legalizmu przyczynił się także poważny konflikt polityczny wywołany sprawą sukcesji po zmarłym w 1947 roku prezydencie Raczkiewiczu. Efektem kryzysu było istnienie (od 1954 roku) dwóch konkurujących ze sobą ośrodków legalistycznych, uznających się za przywódcze i uosabiające idee suwerenności państwowej w warunkach wychodźczych[8]. Jeśli dodać do tego wydarzenia, do jakich doszło w kraju w Październiku 1956, od połowy lat 50-tych można mówić o jedynie symbolicznej roli legalizmu, w wymiarze tak formalno-prawnym, jak i jego rzeczywistego znaczenia politycznego. Sytuacji tej nie zmienił koniec konfliktu prezydenckiego, który zażegnany został w 1972 roku. Zarazem jednak legalizm, pojmowany jako podstawa prawna działania poza krajem, nie był poddawany w Londynie poważniejszej krytyce, pozostając dla sporej części emigracji widomym znakiem niezgody wobec krajowego ładu politycznego.

Nie dla wszystkich jednak ośrodek prezydencki pozostawał rozwiązaniem pozbawionym alternatywy. Swego krytycyzmu od początku lat 50-tych nie kryła „Kultura” Jerzego Giedroycia, która w rezultacie kryzysu prezydenckiego odmówiła wspierania idei legalizmu. Zdaniem zespołu miesięcznika, na obczyźnie nie było warunków do kontynuowania form państwowych opartych o konstytucję 1935 roku tym bardziej, że od momentu wybuchu wojny ustawa była obiektem dowolnych zabiegów interpretacyjnych. Prolongata sprzyjała – zdaniem miesięcznika – fikcji, wobec czego „Kultura” zaproponowała reorganizację struktur politycznych, polegającą na oparciu wszystkich instytucji emigracyjnych o zasady demokratyczne. Miała być to zmiana formalna, nie oznaczająca rezygnacji z celów politycznych, identyfikowanych z legalizmem[9].

 

III

 

Stanowisko „Kultury” oznaczało, że emigracja przestała mówić jednym głosem w sprawach metod działania. Już niebawem rozbieżności te pogłębiły się, jednak początkowo w podobny sposób postrzegano sytuację w kraju. Trudno jest sporządzić nawet najkrótszy rejestr oskarżeń formułowanych pod adresem władzy komunistycznej, gdyż obejmowały one zarówno genezę, jak i w zasadzie wszystkie jej aspekty. Emigracyjna opinia w zdecydowanej większości traktowała komunizm w kategorii wroga, a nie przeciwnika politycznego, czego efektem była negacja i odrzucenie. Taki stosunek do sytuacji w kraju widoczny była zarówno po wojnie, jak i w latach późniejszych (np. w 1956 roku). Krótko mówiąc, zmiany zachodzące w Polsce i kolejne fazy polityki partii komunistycznej, nie były uznawane za wystarczający powód do tego, by przestać uznawać komunistów za rządzących terrorem uzurpatorów, nie dysponujących społeczną legitymacją, operujących ideologią sprzeczną z polską tradycją duchową, świadomie niszczących więzi społeczne oraz kulturę poddawaną presji ideologicznej[10].

Nie znaczy to jednak, że stosunek do polityki komunistów pozostawał niezmienny. W okresie stalinowskim zwracano uwagę na zabiegi sowietyzacyjne mające na celu upodobnienie Polski do ZSRR. Przejawem takich praktyk była zwłaszcza konstytucja z 1952 roku, która przez środowisko piłsudczykowskie oceniona została jako rozwiązanie prowadzące do zespolenia Polski ze Związkiem Sowieckim[11]. Podobnie na sytuację w kraju zapatrywali się narodowcy w połowie lat 50-tych zwracający uwagę, że ustrój państwowy Polski został „niemal całkowicie” upodobniony do sowieckiego[12].

Różnice zdań przyniosły wydarzenia roku 1956[13]. Dla Londynu Październik nie okazał się wydarzeniem na tyle doniosłym by powodować zmianę celów, a więc także metod działania. Destalinizacja dość powszechnie postrzegana była jako zmiana dekoracji, a polityka Gomułki traktowana jako poszerzenie okrojonej autonomii. Opinia londyńska nie negowała tego, że z punktu widzenia społeczeństwa w kraju zmiany są pożyteczne, zarazem jednak była jak najdalsza od myśli o zakończeniu misji jaką emigracja wzięła na siebie w chwili zakończenia wojny. To co się stało nie zmieniło przyczyn, dla których zdecydowała się na bycie emigracją polityczną. Polacy w kraju nadal pozbawieni byli szans mówienia własnym głosem i we własnym imieniu, a Polska (okrojona terytorialnie) nadal pozostawała w orbicie Moskwy[14].

Odmienne stanowisko wobec wydarzeń w kraju zajęła „Kultura”, która już wcześniej nie kryła krytycyzmu wobec sposobu myślenia Londynu nie tylko w kwestii legalizmu. Uznała przemiany w kraju za znaczące, kładąc nacisk na poszerzenie sfery wolności społecznych. Zdecydowała się zatem udzielić poparcia Gomułce, uzależniając je jednak od prowadzenia przezeń polityki demokratyzacji i uniezależniania Polski od ZSRR.

Różnice w ocenie Października oraz metod działania na obczyźnie (o czym niżej) oznaczały wykształcenie się dwutorowego stosunku emigracji wobec kraju, a zatem koniec jej politycznej jednolitości.

 

IV

 

Praktyka rządów komunistycznych w kraju powodowała, że już w okresie bezpośrednio powojennym demokracja poczęła być, po części świadomie, po części zaś mimowolnie, wartością przeciwstawianą komunizmowi. Traktowana była jako narzędzie krytyki władzy komunistycznej, a zarazem projekt ustrojowy wolnej Polski. Ład demokratyczny stanowił kościec programu ośrodka legalizmu oraz największych ugrupowań politycznych poza krajem, stając się spoiwem myślenia i programu emigracji. Nie inaczej wypowiadała się na ten temat „Kultura”, czego bodaj najdonioślejszym przejawem był Manifest demokratyczny, który w imieniu zespołu miesięcznika przygotował o. Innocenty M. Bocheński[15].

Do obowiązku reprezentowania interesów polskiej demokracji poza krajem szczególnie powołana czuła się PPS. Socjaliści uznawali za swój pierwszy obowiązek walkę z mistyfikacyjnymi zabiegami partii komunistycznej, a więc definiowanie albo raczej redefiniowanie takich pojęć jak wolność, demokracja i socjalizm oraz uporczywie przypominanie, że socjalizm jest tożsamy z demokracją, czyli z antykomunizmem[16]. PPS uważała demokrację za powszechnie przyjęty „wyraz życia państwowego i narodowego Polski niepodległej”[17], a w związku z tym za niezbywalne prawo odebrane społeczeństwu przez partię komunistyczną. W większości swoich enuncjacji odnoszących się do sytuacji w kraju socjaliści zwracali uwagę, że ustrój Polski powojennej nie jest socjalistyczny gdyż stoi w sprzeczności z programem i celami socjalizmu. Dla PPS idea socjalistyczna była tożsama z parlamentarną formą władzy zbudowaną w oparciu o wolne wybory i kontrolującą instytucje wykonawcze oraz pełnymi wolnościami obywatelskimi[18].

Ważną rolę w programie PPS odgrywały zagadnienia gospodarcze. Socjaliści dopominali się rzeczywistego uspołecznienia kluczowych gałęzi przemysłu, zreformowania ustroju rolnego oraz rozwoju inicjatywy prywatnej w przemyśle i rolnictwie[19].

PPS odrzucała nie tylko praktykę władzy komunistycznej, ale także doktrynalne założenia polityki komunistów. Zdaniem Adama Ciołkosza, głównego ideologa partii, komunizm leninowski był sprzeniewierzeniem się tradycji marksowskiej oraz zaprzeczeniem „ideału wolności obywatelskiej i swobód demokratycznych”. Komunizm nie był, wedle Ciołkosza, radykalną wersją socjalizmu a jakością zupełnie osobną, nurtem totalitarnym posługującym się retoryką i symbolami socjalizmu[20].

Koncepcje ustrojowe PPS, w których rozwiązania demokratyczne odgrywały podstawowe znaczenie, nie były odległe od programów innych partii lewicy. W Deklaracji Porozumienia ugrupowań demokratycznych, wspólnej platformy politycznej PPS oraz PSL i SP, powołanej w 1948 roku, (w początkowym stadium kryzysu prezydenckiego) za podstawowy cel działania uznano „odzyskanie pełnej niepodległości” oraz wprowadzenie „ustroju rzetelnej demokracji”. Demokracji pojmowanej jako porządek oparty na praworządności, gwarantujący równe szanse rozwoju, wolny od dominacji jednej klasy. Rozwiązaniem umożliwiającym jego wprowadzenie w życie były wolne, pięcioprzymiotnikowe wybory, w efekcie których wyłoniony miał być sejm ustawodawczy. Jego zadaniem było uchwalenie demokratycznej konstytucji. Jeszcze przed jej wejściem w życie sygnatariusze Porozumienia gwarantowali szeroki katalog swobód obywatelskich w wymiarze politycznym, społecznym i gospodarczym[21].

Treść Deklaracji była dowodem znaczenia, jakie ugrupowania lewicy i centrum przywiązywały do rozwiązań demokratycznych traktowanych na równi z postulatem niepodległości w sensie państwowym. Dopełnieniem tych celów były wartości, które do myśli politycznej emigracji wniósł powstały w końcu wojny w warunkach wychodźczych Polski Ruch Wolnościowy, „Niepodległość i Demokracja”. Ugrupowanie to uczyniło z szeroko rozumianych praw człowieka podstawę swego programu, w znaczący sposób uzupełniając tym refleksję partii „historycznych”.

Jednym z podstawowych założeń NiD-u było przekonanie, że demokracja polityczna musi być uzupełniona ideą sprawiedliwości społecznej. Tylko wówczas państwo jest w stanie zaspokoić ambicje życiowe nowoczesnego człowieka[22]. Już bezpośrednio po wojnie wśród zasad programowych NiD-u znalazła się Karta Wolnego Polaka, stanowiąca w istocie szeroki katalog swobód obywatelskich i ich gwarancji. Nie tylko wolności politycznej i sprawiedliwości społecznej, ale również prawa do godnych warunków życia, rozwoju i samorealizacji. Pełna demokracja była – zdaniem ugrupowania – demokracją polityczno-gospodarczą, wynikającą ze współzależności zachodzących pomiędzy wolnością polityczną a sprawiedliwością społeczną[23]. Postulat wprowadzenia tak rozumianej demokracji uważał NiD za podstawowy i wynikający z polskiej racji stanu, uznając przy tym jakość życia człowieka za metodę trwałego zabezpieczenia egzystencji narodu[24].

Ugrupowania lewicowe, choć uczyniły z demokracji fundament swych programów, nie były jedynymi, które traktowały ją jako koncept o pierwszoplanowym znaczeniu. Przykładem służyć może program Stronnictwa Narodowego, które stało na stanowisku, że kwestia wewnętrznego urządzenia Polski może być rozstrzygnięta wyłącznie przez naród w wolnym kraju. Nie oznaczało to jednak, że narodowcy nie wypowiadali się na ten temat. Władza w państwie należąca do narodu, demokratyczne procedury wyborcze, poddanie władzy wykonawczej kontroli legislatywy, poszanowanie praw człowieka, to zasady, obecne w myśli narodowej, zakończeniu wojny, które uznać można za priorytetowe.

Narodowcy opowiadali się za moralną koncepcją społeczeństwa, prawem i obowiązkiem głoszenia poglądów, wychowywania dzieci i rozporządzania własnością. Przyrodzone prawa człowieka, rodziny i narodu przeciwstawiali walce klas, dyktaturze proletariatu i permanencji rozwoju komunizmu. Odrzucali mechanistyczne pojmowanie społeczeństwa, „kolektywizm” myślenia, wychowania i własności[25] oraz przedmiotowe traktowanie człowieka, uznając godność jego osoby i prawo do życia w sprawiedliwej rzeczywistości społecznej. Za doniosłe uważali zapewnienie równości startu życiowego i wyrównywanie dysproporcji materialnych, traktując – zresztą nie jako jedyni – sprawiedliwość społeczną jako niezbywalny element ładu społecznego[26].

 

V

 

Nie ulega wątpliwości, że dbałość o zachowanie duchowej tożsamości była kwestią mieszczącą się w podstawowym obszarze celów, stawianych sobie przez emigrację. Chrześcijaństwo i katolicyzm były utożsamiane z polskością oraz uważane za przejaw przynależności Polski do kręgu kultury zachodniej. Stosunki państwo-Kościół, a mówiąc precyzyjniej – polityka komunistycznej władzy wobec Kościoła, była uznawana za miernik stopnia represyjności systemu oraz napięcia oporu społecznego. Obie te sprawy były znacząco obecne w programach partii politycznych prawicy i centrum, przede wszystkim Stronnictwa Narodowego, ale także w myśleniu potocznym.

Chrześcijaństwo pojmowane jako zaprzeczenie materializmu było przez sporą część emigracji uznawane za klucz do świata i społeczeństwa opartego na zasadach etyki[27]. Niektóre środowiska polityczne, np. chadecja, postulowały przyjęcie chrześcijaństwa za podstawę wszystkich sfer życia publicznego – społecznego, politycznego i międzynarodowego[28]. Po zakończeniu wojny w Stronnictwie Pracy rozpowszechniona była koncepcja tzw. maksymalizmu chrześcijańskiego uznającego, że zasady nauki Chrystusa nie powinny być traktowane jedynie jako normy regulujące życie jednostek, a obejmować wszystkie aspekty życia indywidualnego i zbiorowego. Służyć eliminacji zła, niesprawiedliwości, wyzysku i krzywdy oraz być czynnikiem mobilizującym moralnie i fizycznie[29]. Takie rozumienie obecności chrześcijaństwa w przestrzeni społecznej uzupełnione było wynikającą z niej koncepcją człowieka rozumianego jako harmonijny związek ciała i ducha. Pełna realizacja osobowości człowieka nastąpić mogła w związku z tym jedynie przez jego równomierny i wszechstronny rozwój, zarówno w dziedzinie kulturalnej, jak materialnej[30].

Nieodległe od tego stanowiska były poglądy narodowców. Etyka katolicka, traktowana jako norma obyczajowa, powinna być obecna zarówno w społecznej i gospodarczej aktywności człowieka, jak i w jego życiu osobistym[31]. Winna być także, jak wolno wnosić z oświadczeń programowych, etycznym regulatorem życia politycznego.

Chrześcijaństwo traktowane było jako widomy przejaw historycznej łączności Polski z cywilizacją zachodnią. Wpłynęło na swoistość polskiej kultury a także indywidualność narodową, na którą, co wielokrotnie podkreślano, składały się tolerancja, godność jednostki oraz gotowość do ponoszenia ofiar w walce o wolność[32]. Przyjęcie chrześcijaństwa, i to przyjęcie go z Rzymu, było postrzegane jako akt wynikający z konieczności państwowej, który przesądził o losach Polski w następnym tysiącleciu, zarówno w wymiarze politycznym, jak kulturowym[33]. Było także czynnikiem mającym wpływ na swoistość polityki narodowej. Wedle Wojciecha Wasiutyńskiego, chrześcijaństwo działało ograniczająco na nacjonalizm, a po doświadczeniach II wojny etyka chrześcijańska stała się normą regulującą narodowy egoizm[34].

Nierozerwalność polskości i katolicyzmu oraz korzyści jakie odniosła Polska z tego związku, wiodły do optymistycznego na ogół pojmowania przeszłości. Nie tylko publicyści ale i historycy (Oskar Halecki) zwracali uwagę, że sukcesy jakie stały się w przeszłości udziałem Polski, jej zdolność przetrwania niepowodzeń i wkład jaki wniosła do kultury świata chrześcijańskiego były zasługą Kościoła.

Odrębne stanowisko w tej sprawie, zajęła „Kultura”. Dla zespołu miesięcznika milenium nie stało się okazją do aprobatywnej oceny historycznej roli Kościoła lecz krytycznej refleksji o przeszłości. Zdaniem Juliusza Mieroszewskiego, bilans tysiąclecia wypadał jednoznacznie negatywnie. Polska straciła bowiem wszystko to, co miała do stracenia. Nic nie pozostało z Rzeczpospolitej Obojga Narodów, idei jagiellońskiej i misji przedmurza. Erozji uległo także poczucie historycznego sensu państwowości polskiej[35]. „Kultura” nie przyłączyła się więc do chóru apologetów roli Kościoła w dziejach Polski, nie znaczyło to jednak, ze kwestionowała jego rolę. „Kultura zachodnia i rzymskie chrześcijaństwo – pisał w 1975 roku Juliusz Mieroszewski – stanowić muszą fundament wizji autentycznej Polski, która wyzuta z tych dwu elementów przekształcić by się musiała w bezpostaciową miazgę etniczną rozlaną na szerokim przedpolu (…) równin rosyjskich”[36].

Uderzające podobieństwa w ocenie mijającego tysiąclecia, aczkolwiek godne uwagi, nie były najważniejszym spoiwem myślenia Londynu. Od czasów bezpośrednio powojennych tamtejsze środowiska polityczne i opinia stały na stanowisku, że jakiekolwiek próby walki z Kościołem i religią oraz osłabiania chrześcijańskich korzeni polskiej kultury oznaczają świadome godzenie w polską tożsamość. Stronnictwo Narodowe zwracało uwagę, że Polacy są „dziedzicami i współtwórcami cywilizacji, której podstawą jest chrześcijaństwo”[37].W uchwałach zjazdu delegatów Stronnictwa, który odbył się w Londynie w 1955 roku czytamy, że jednym z podstawowych celów komunizmu jest zerwanie więzów Polski z cywilizacją zachodnią i narzucenia jej form ustrojowych o proweniencji sowieckiej[38]. Wierność religii, a także postawa Kościoła broniącego swych praw były, wedle rozpowszechnionej opinii, najskuteczniejszymi środkami oporu i walki z komunizmem[39].

Przekonania te, dostrzegalne w myśleniu i wyrażane w protestach wywoływanych represjami wobec Kościoła i religii, zostały podkreślone w czasie uroczystości milenijnych zorganizowanych w 1966 roku we wszystkich głównych skupiskach emigracyjnych. Obchody tysiąclecia chrztu Polski okazały się nie tylko manifestacją poparcia dla Kościoła w kraju. Były także wyrazem jedności duchowej emigracji[40]. Opublikowane wówczas książki, drobniejsza literatura okolicznościowa oraz publicystyka złożyły się na odrębny nurt w piśmiennictwie emigracyjnym.

 

VI

 

Charakterystycznym elementem myślenia politycznego poza krajem była geopolityka. Obszerność terytorium oraz przebieg granic z dwoma wielkimi sąsiadami dość zgodnie uznawano za czynniki w znaczący sposób wpływające na bezpieczeństwo Polski oraz określające jej pozycję w regionie.

Już po klęsce wrześniowej zarówno rząd, jak i partie polityczne były zgodne co do tego, że Polska nie może wyjść z wojny pomniejszona terytorialnie[41]. Przeciw zmianom na wschodzie protestowano po ogłoszeniu wyników konferencji jałtańskiej, a ówczesne dyskusje w tej sprawie w jednoznaczny sposób wykazały, że emigracja opowiada się za przebiegiem granicy wschodniej wedle linii ryskiej[42]. Oceny nie uległy w tym wypadku zmianie także w okresie późniejszym.

Kresy Wschodnie stanowiły dla ośrodka legalistycznego, stronnictw politycznych oraz opinii (pamiętać trzeba, że duży odsetek emigrantów pochodził z ziem wschodnich) obszar o wielowymiarowym znaczeniu. Politycznym, strategicznym, kulturalnym a także psychologicznym. Linia traktatu ryskiego pojmowana była jako sprawiedliwy i kompromisowy wyraz podziału spornego obszaru pomiędzy Polskę a ZSRR po wojnie 1920 roku[43]. Gwarantowała przynależność do Polski ziem związanych z nią historycznie, kulturowo i cywilizacyjnie, na których, dostrzegano atrybut niepodległości, zażegnujący niebezpieczeństwo ze strony Rosji. Można w tym myśleniu, stawiającym znak równości pomiędzy rozległością terytorialną a niepodległością, dostrzec kontynuację rozwiązań zaaprobowanych w dwudziestoleciu międzywojennym, a więc dowód traktowania przeszłości jako skarbnicy wzorów zachowań politycznych.

W Londynie granica ryska uważana była za aksjomat nie podlegający dyskusji. Liczne dowody w tej sprawie przynosiły polemiki wokół kwestii porozumienia z Ukraińcami toczone między innymi z „Kulturą”. W początku lat 50. Jerzy Giedroyc zaczął zwracać uwagę na konieczność przeorientowania polityki wschodniej emigracji, w imię pojednania z Ukraińcami. Za warunek jej powodzenia uznał konieczność pogodzenia się z utratą Kresów, traktowanych jako cena, którą warto zapłacić za utrzymanie niezależności wobec Rosji krajów regionu. Ceną tym atrakcyjniejszą, że silna pozycja Polski na Wschodzie wzmacniała jej pozycję wobec Zachodu[44]. Polityka wschodnia „Kultury”, zwana także programem ULB (od Ukraina, Litwa, Białoruś) okazała się wstępem do projektu nowej polityki wobec Rosji, kluczowego problemu Polski nie tylko po II wojnie światowej.

 

VII

 

Rozważania o poszukiwaniu poza krajem dróg wiodących do niepodległości będzie nie od rzeczy uzupełnić refleksją o metodach realizowania stawianych sobie celów.

W okresie bezpośrednio powojennym dość powszechnie uważano, że zmiana sytuacji wewnętrznej oraz położenia geopolitycznego Polski możliwa jest na skutek rewizji układu międzynarodowego wytworzonego przez porozumienia jałtańskie[45]. Temu przekonaniu emigracja pozostała wierna także w okresie późniejszym, co nie oznacza, że rozumiała je tak, jak po 1945 roku. Wiele wskazuje na to, że po wojnie niemal powszechnie liczono się z wybuchem konfliktu zbrojnego między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR[46]. Wojny, której rezultat miał być równoznaczny z kresem dominacji Moskwy w Środkowej Europie a tym samym końcem władzy komunistów w Polsce. Nie znaczy to jednak, że emigracja była jednomyślna co do stopnia zaangażowania Polski w ewentualny konflikt. Wolno sądzić, że poważna część opinii uznawała swego rodzaju neutralność za najlepsze rozwiązanie. Motywowano je stratami poniesionymi w II wojnie, ale także celami, którymi kierowały się mocarstwa zachodnie tylko pośrednio zbieżnymi z interesami Polski[47]. Stanowisko takie Juliusz Mieroszewski uznał za tożsame z brakiem postawy oraz za sprzeczne z interesem Polski[48]. Wedle publicysty „Kultury”, w konfrontacji zimno-wojennej miejsce Polski było po stronie Zachodu, bez względu na to co Zachód ma Polsce do zaoferowania, bądź chce jej zaoferować. Również jednak Mieroszewski z biegiem czasu począł wstrzemięźliwie podchodzić do dyskutowanych w Londynie pomysłów restytucji polskich sił zbrojnych na Zachodzie (wcześniej sam był ich orędownikiem) mających prowadzić do poważniejszego zaangażowania się w ewentualną wojnę. Rozwiązaniem, które proponował była składająca się z emigrantów środkowoeuropejskich Brygada Międzynarodowa, symbolizująca ambicje i nadzieje narodów regionu[49].

Dyskusje wokół stanowiska jakie zajmować winna Polska wobec rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR, i różnice zdań w tej sprawie, nie zmieniły jednomyślności emigracji co do konieczności stworzenia nowego ładu w Europie Środkowej. Podobnie jak problem granicy wschodniej, sprawa ta zaczęła być dyskutowana w czasie wojny i była kontynuowana po jej zakończeniu. Emigracja w swojej większości była zgodna, że państwa środkowoeuropejskie muszą dążyć do budowy federacji[50]. Taki związek, mówiąc w największym skrócie traktowany był jako gwarancja bezpieczeństwa, zarówno ze strony Rosji, jak i Niemiec. Pogląd taki wyznawała również „Kultura”, a w osobie Mieroszewskiego emigracja zyskała jednego z najgorętszych orędowników federalizowania środka Europy[51].

Warto przy okazji zwrócić uwagę, że koncepcja federacyjna nie była dla Mieroszewskiego wyłącznie godnym poparcia rozwiązaniem natury geopolitycznej. Napominał emigrację, by zaniechała myślenia o świecie zewnętrznym kategoriami interesu jednostkowego, to znaczy w sposób partykularny. Tak zwana „sprawa polska” powinna być traktowana jako element szerszego problemu, to znaczy wyzwolenia regionu. Izolowanie polskich aspiracji od sytuacji w Europie, a zwłaszcza w jej środku, pomijanie „interesu zbiorowego”, ideologizowanie i nacjonalizowanie polityki zagranicznej uznawał Mieroszewski za prostą drogę do braku sukcesu, zarówno przed, jak i po oczekiwanym odejściu Rosji na wschód[52].

Pomysłem, który w drugiej połowie lat 50. cieszył się sporą popularnością, zarówno Londynu jak i „Kultury” była koncepcja neutralizmu, którą publicystyka i niektóre ugrupowania podjęły za forsującą ją wówczas brytyjską Partią Pracy. Wycofanie się ZSRR z Europy Środkowej i wyjście tych krajów z Układu Warszawskiego, zaś Stanów Zjednoczonych z Niemiec i opuszczenie przez nie NATO, traktowano jako znaczące nadwerężenie powojennego status quo w Europie. W dobie odchodzenia Gomułki od polityki październikowej, neutralizm uznano za rozwiązanie mogące prowadzić do niepodległości i suwerenności a także stabilizacji międzynarodowego położenia Polski.[53] Nie bez znaczenia było i to, że pas neutralny w Europie, wydawał się rozwiązywać stary polski dylemat geopolityczny: z Niemcami, czy z Rosją? Zwracał na to uwagę Mieroszewski pisząc, że sytuacja taka pozwalałaby polskiej polityce niepodległościowej przestać być bajką o kanarku, który chce pożreć dwa czyhające na niego koty (czyli Niemcy i Rosję) a stawała przed kwestiami dużo bardziej realnymi, to znaczy poszerzeniem zakresu demokracji i poprawą warunków życia w kraju[54].

Nie wszyscy jednak chcieli wybiegać w przyszłość po to, by uwolnić się od problemów przeszłości. Niechęć do rozstawania się z koncepcjami przedwrześniowymi, a nawet tymi pochodzącymi sprzed I wojny, była widocznie obecna w myśli piłsudczyków i części środowiska narodowego. Ci pierwsi uznawali za nadal godną pamięci ideę prometejską, w pomyśle rozbijania Rosji widząc wybawienie dla Polski oraz innych państw regionu[55]. Natomiast część środowiska narodowego (grupa paryskich „Hory­zontów” Witolda Olszewskiego i Jędrzeja Giertycha) stawiała na odnowienie koncepcji orientacyjnej Dmowskiego z okresu poprzedzającego wybuch I wojny. Uznając Niemcy za największe niebezpieczeństwo Giertych deklarował traktowanie Rosji jako naturalnego sojusznika oraz „lojalne i szczere” pozostawanie w „systemie sowieckim”[56]. Rozwinięciem tej koncepcji był list otwarty do Nikity Chruszczowa, w którym ponowiono wolę współpracy z Rosją bez względu na różnice polityczne i ideologiczne[57].

Rok 1956 był nie tylko początkiem końca jednomyślności emigracji ale także wyraźnego ograniczenia aktywności Londynu. Bez obawy uchybienia prawdzie można powiedzieć, że ośrodek legalistyczny ograniczał się odtąd w zasadzie do prezentowania swego stanowiska. Postulatywność szła tu w parze z pogodzeniem się z faktem, że Londyn nie ma wpływu na to co dzieje się w Polsce, zarówno w odniesieniu do polityki władz, jak i (po 1976 roku) samowyzwalającego się społeczeństwa.

Zupełnie inaczej miała się rzecz z „Kulturą”. Przyjęta przez miesięcznik polityka ilustrowała programową odmienność wobec Londynu, była także dowodem zupełnie różnego pojmowania roli jaką pełnić ma emigracja polityczna, a także tego czym jest polityka. Jednym z najistotniejszych składników myślenia „Kultury” było przekonanie o konieczności pozostawania w kontakcie z rzeczywistością międzynarodową, utrzymywanie związku z krajem oraz traktowania sytuacji w nim jako kierunkowskazu wszystkich działań podejmowanych na obczyźnie. Zasadę tę uzupełniała pewność, że interesów narodowych nie wolno oceniać kryteriami ideologicznymi oraz przekonaniem, że w działaniu politycznym trzeba umieć zachowywać zasady, zmieniając poglądy[58].

W przekonaniu Mieroszewskiego polska emigracja powojenna zawiodła, gdyż nie potrafiła idei niepodległości przełożyć na język drugiej połowy XX wieku[59]. Zdawała się także zapominać, że gliną, jak pisał publicysta „Kultury”, z której można lepić obraz przyszłej, to znaczy wolnej Polski, jest „Polska Ludowa, komunizm i sytuacja geopolityczna”[60]. Ten sposób myślenia „Kultury” w dużej mierze przyczynił się do zakwestionowania polityki „legalistycznej”. Nie wynikało to tylko ze skonfliktowania ośrodka londyńskiego i jego bierności. Bardziej z tego, że punktem wyjścia myślenia Londynu było utożsamianie legalizmu z niepodległościową racją stanu. Dla „Kultury” natomiast, czynnikiem nadrzędnym, będącym nawiasem mówiąc wyrazem jej antykomunizmu, był zakres wolności w kraju. Najprecyzyjniej stanowisko to wyłożył Juliusz Mieroszewski, w liście do Giedroycia w grudniu 1950 roku: „W końcu nie jest naszym celem przywrócenie uznania rządowi w Londynie, tylko przywrócenie wolności w Polsce, do czego jedyną drogą jest współdziałanie ze wszystkimi, którzy z Rosją walczą, bez względu na to, czy walka toczy się w Korei, na biegunie czy w Europie”[61].

Zarysowana została tu zasada, które co prawda ulegnie zmianie w okresie późniejszym, tym niemniej pozostanie podstawą polityki „Kultury”. Dla Giedroycia i jego współpracowników akcja niepodległościowa oznaczała przede wszystkim wpływanie na sytuację w kraju w kierunku uznawanym za aktualnie pożądany i możliwy. W latach 50-tych było to równoznaczne, zgodnie z racjami wyłożonymi w liście Mieroszewskiego, z popieraniem wszystkich inicjatyw antysowieckich. Stąd wziął się pomysł sformowania Brygady Międzynarodowej, walczącej z komunistami w Korei.

W przeciwieństwie do londyńskich maksymalistów, zespół „Kultury” uważał, co wielokrotnie przypomniał Mieroszewski, że na drabinę trzeba wchodzić od szczebla najniższego, a nie najwyższego. Tym najniższym szczeblem było odpowiedzenie na – z pozoru oczywiste– pytanie: dlaczego trzeba być antykomunistą? Dlatego – odpowiadał Mieroszewski, że komunizm jest totalizmem, czyli, że jest niedemokratyczny, jest więc tym samym nie do pogodzenia z niepodległością. Trzeba zatem robić wszystko, żeby poszerzać zakres swobód. Taki cel przyświecał koncepcji ewolucjonizmu formułowanej przez Mieroszewskiego na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, wywodzonej z następujących przesłanek: po pierwsze, że rachuby na wyzwolenie od zewnątrz są mrzonką; po drugie, że obalenie komunizmu frontalnym atakiem od wewnątrz, było – czego dowodził przykład węgierski – zbyt kosztowne i w efekcie nie efektywne[62]. Po rozczarowaniu polityką Gomułki „Kultura” zdecydowała się na popieranie opozycji wewnątrzsystemowej, czyli rewizjonistów[63], a także stymulowanie rewindykacyjnych postaw społeczeństwa. W zmaganiach pomiędzy upominającymi się o swoje prawa a aparatem władzy „Kultura” dostrzegała możliwość sukcesu oponentów systemu choćby dlatego, że strona społeczna mogła zwiększać nacisk, władzy zaś trudno było (po 1956 roku) powrócić do polityki terroru[64]. Warunkiem niezbędnym do realizacji takiego założenia była społeczna aktywność, a więc przezwyciężenie istoty sowietyzacji, czyli bierności, która brała się nie tyle z akceptacji komunizmu, ile z poczucia własnej niemocy. Drogą wiodącą do sukcesu było zatem odzyskanie poczucia podmiotowości.

Wzmocnieniem i korektą koncepcji Mieroszewskiego była interpretacja rzeczywistości krajowej Leszka Kołakowskiego. Dowodził on, że system pozostawiony samemu sobie, będzie stawał się nie mniej, a bardziej represyjny. „Rozrost policyjnych metod rządzenia – pisał filozof – nie jest wynikiem zwiększonego oporu, lecz, przeciwnie, wynikiem jego braku”. Zatem „plastyczność” systemu, gdyż tak oceniał go Kołakowski, i jego reformowalność może oznaczać zmiany zgodne z oczekiwaniami, tylko wówczas, gdy poddany on zostanie społecznej presji[65]. Dowodem pozytywnych rezultatów koncepcji ewolucjonizmu Mieroszewskiego i Kołakowskiego były wypadki na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Zdaniem „Kultury” przyniosły one wymierne korzyści. Robotnicy udowodnili bowiem sobie samym, że są zdolni do zorganizowania protestu mającego wpływ na sytuację w kraju[66].

Ewolucjonizm nie był koncepcją wolną od odniesień międzynarodowych. „Kultura” zdecydowanie krytycznie odnosiła się do amerykańskiej polityki wobec Europy Środkowej, zarzucając jej traktowanie sytuacji w regionie jako trwałej i w związku z tym dystansowanie się od wspierania pomysłów demokratyzacyjnych. Ewolucja potrzebowała natomiast wsparcia z zewnątrz, pośrednich i bezpośrednich działań wzmacniających opór[67].

Założenia polityki ewolucjonizmu nie spotkały się z uznaniem w Londynie i zostały całkowicie zakwestionowane. Maksymaliści uważali, że podstawowym celem emigracji jest dążenie do obalenia komunizmu a nie jego poprawiania, wszelako i w tym względzie nie proponowali rozwiązań będących czymś więcej niż ponawianymi od lat postulatami[68]. Nie sposób nie wspomnieć tu choćby koncepcji Józefa Mackiewicza, jednoosobowej instytucji antykomunizmu poza krajem[69].

Nie było również zgody w sprawie polityki wobec Rosji, choć wszyscy poza krajem byli zgodni, że wolność Polski, to wolność od niej właśnie. „Kultura” i tutaj wyszła od przesłanki oczywistej. Jeśli nie możemy Rosji pobić, to musimy się z nią ułożyć, przy czym przeświadczenie, że Moskwa sama zrezygnuje z obecności w Europie Środkowej, uznane zostało za nonsensowne[70]. Giedroyc przyjął więc założenie, że w interesie Polski leżą działania prowadzące do przebudowy ustroju ZSRR, to znaczy jego zdemokratyzowania. Najkrócej mówiąc – droga do niepodległości Polski wiodła, zdaniem „Kultury”, przez demokratyczną Rosję[71]. Ten plan łączył się z polityką ewolucjonizmu. W efekcie zmian zachodzących w Polsce rodzimy model ustrojowy mógłby być efektywniejszy gospodarczo i ogólnie sprawniejszy od modelu sowieckiego. W tym „Kultura” widziała szansę wpływania na przemiany w ZSRR. Przemiany, które oznaczać miały koniec imperium a początek „wspólnoty, wolnych i niepodległych narodów”[72]. A zatem również początek końca komunizmu w Polsce.

Juliusz Mieroszewski jeszcze przed listem 34 intelektualistów, przed Marcem i Grudniem przekonywał, że zmiany w Polsce wywalczyć mogą inteligenci współdziałający z robotnikami[73]. Wierzył w sukces „solidarno­ści najemników”. W końcu lat 80. „Kultura” mogła mieć zatem powody do satysfakcji, biorąc pod uwagę sytuację w kraju i wyraźnie chylący się ku upadkowi Związek Radziecki. Satysfakcję, choć innej natury, wyrażaną w związku z tym w inny sposób, miał także Londyn, kończący swoją działalność z przekonaniem wywiązania się z obowiązków, których podjął się z chwilą zakończenia wojny.

 

Tekst ukazał się w książce „Antykomunizm po komunizmie”, pod redakcją Jacka Kloczkowskiego



[1]        A. Ciołkosz, Socjalizm walczący, Londyn 1948, s. 5.

[2]        Rząd Rzeczpospolitej do Narodu Polskiego (26 VI 1945 r.), cyt. za „Zeszyty Historyczne” 1987, nr 79, s. 229-232.

[3]        O tym jak emigracja odnosiła się do postanowień konferencji w 1945 i później pisze R. Habielski, Jałta w doświadczeniach emigracji, [w:] Jałta z perspektywy półwiecza, red. S. Nicieja, Opole 1995, s. 129-142.

[4]        Wskazania programowe Stronnictwa Narodowego, [w:] Stronnictwo Narodowe w walce o Polskę. Zjazd delegatów i mężów zaufania oraz zjazd kontynentalny, Londyn 1948, s. 27.

[5]        Rząd Rzeczpospolitej do Narodu Polskiego….

[6]        Niechęć do konstytucji kwietniowej deklarowały partie lewicy i centrum a także Stronnictwo Narodowe opowiadające się za modelem politycznym bliskim regulacjom Konstytucji 1921 r., por. J. Żaryn, Stronnictwo Narodowe na emigracji, [w:] Warszawa nad Tamizą. Z dziejów polskiej emigracji politycznej pod drugiej wojnie światowej, red. A. Friszke, Warszawa 1994, s. 80.

[7]        Por. J. Gawenda, Legalizm polski w świetle prawa publicznego, Londyn 1959.

[8]        O przyczynach i okolicznościach rozłamu patrz: R. Habielski, Kryzysy prezydenckie 1947 i 1954 roku. Ich antecedencje i następstwa, [w:] Warszawa nad Tamizą, s. 19-42.

[9]        Por. Oświadczenie, „Kultura” 1954, nr 11.

[10]       Por. np. T. Wolsza, Rząd na obczyźnie wobec wydarzeń w kraju 1945-1950, Warszawa 1998.

[11]       Liga Niepodległości Polski, „Biuletyn informacyjny” 1952, nr 12, Londyn, VI, s. 3

[12]       Pierwszy centralny zjazd delegatów Stronnictwa Narodowego, Londyn 1955, s. 43

[13]       Opinie na temat zmian zachodzących w Polsce zebrane zostały w tomie 1956. Polska emigracja a Kraj. Antologia źródeł, pr. zbiorowa pod red. M. M. Drozdowskiego, Warszawa 1998.

[14]       Por. np. artykuły A. Pragiera w londyńskich „Wiadomościach”, Przewrót warszawski nr 51 (1956) oraz Po październiku – listopad, nr 50 (1957) oraz broszurę
Z. Stahla, Czy zadania emigracji uległy zmianie?, Londyn 1957.

[15]       „Kultura” 1951, nr 9, przedruk: J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, opr. K. Pomian, Warszawa, 1994, s. 259-278.

[16]       Por. A. Ciołkosz, Socjalizm – ale jaki? [w:] Walka o prawdę. Wybór artykułów 1940-1978, Londyn 1983, s. 103.

[17]       A. Ciołkosz, op. cit., s. 11.

[18]       Alternatywa Socjalistyczna w krajach środkowo-wschodniej Europy, [w:]
Z. Zaremba, Dwa dokumenty, Paryż 1963 s. 41.

[19]       Por. Tezy ideologiczne PPS opublikowane zostały w miesięczniku „Światło” 1947, z. 2, szerzej omawia je A. Siwik, Polska Partia Socjalistyczna na emigracji
w latach 1945-1956
, Kraków 1998, s. 153 i n.

[20]       Por. A. Ciołkosz, Róża Luksemburg a rewolucja rosyjska, Paryż 1961 a także Od Marksa do Chruszczowa, Londyn 1962. Andrzej Friszke uznaje wykazanie sprzecznego z dziedzictwem socjalizmu charakteru komunizmu za jeden z naczelnych wątków pisarstwa Ciołkosza, por. A. Friszke, Myśl polityczna Adama Ciołkosza, [w:] Myśl polityczna na wygnaniu. Publicyści i politycy polskiej emigracji powojennej, red. A. Friszke, Warszawa 1995, s. 69.

[21]       Deklaracja Porozumienia Stronnictw Demokratycznych, Londyn 1948, s. 5.

[22]       Deklaracja ogłoszona podczas obrad Rady Politycznej, „Trybuna 1950, nr 31.

[23]       Tamże.

[24]       PRW NiD Zasady programowe, Londyn bdw, s. 13.

[25]       Por. Wskazania programowe Stronnictwa Narodowego, [w:] Stronnictwo Narodowe w walce o Polskę. Zjazd delegatów i mężów zaufania oraz zjazd kontynentalny, Londyn 1948, s. 29.

[26]       Tamże, s. 29.

[27]       Tamże, s. 31.

[28]       Oświadczenie Prezydium Stronnictwa Pracy (Paryż, czerwiec 1948 r.).

[29]       Stronnictwo Pracy. Zmiany i przeobrażenia. Londyn 1947, s. 8.

[30]       Tamże.

[31]       Wskazania programowe…, s. 29.

[32]       Por. np. W. Soroka, Tysiąclecie polskiego chrześcijaństwa dziedzictwem Ruchu Ludowego, „Jutro Polski” 1966, nr 515-516.

[33]       Jest to teza W. Wasiutyńskiego, Millenium. Tysiąclecie Polski chrześcijańskiej 966-1966, Londyn 1964, s. 7 i n.

[34]       Ten aspekt twórczości Wasiutyńskiego analizuje K. Kawalec, System polityczny Wojciecha Wasiutyńskiego, [w:] Myśl polityczna na wygnaniu. Publicyści i politycy polskiej emigracji powojennej, red. A. Friszke, Warszawa 1995, s. 61.

[35]       J. Mieroszewski, Wstęp, [w:] Dialog polsko-niemiecki w świetle dokumentów kościelnych, Paryż 1966, s. 7; por. także tenże Tysiąc lat i co dalej?, „Kultura” 1966, nr 7/8.

[36]       Tenże, Materiały do refleksji i zadumy, „Kultura” 1975, nr 4 (331).

[37]       Wskazania programowe…, s. 27.

[38]       Pierwszy centralny zjazd delegatów Stronnictwa Narodowego, Londyn 1955, s. 43.

[39]       Tego zdania był np. Z. Stahl, Marksizm-leninizm i realizm a kwestia niepodległości Polski, Londyn 1975.

[40]       Szerzej na temat obchodów milenijnych i toczonych przy ich okazji dyskusji na temat bilansu tysiąclecia R. Habielski, W światłach i cieniach przeszłości. Emigracja wobec Milenium, „Więź” 1998, nr 11, s. 140-157.

[41]       Najbardziej charakterystyczne wypowiedzi w sprawie Kresów i granicy wschodniej padły (w czasie wojny) w dyskusji wywołanej artykułem K. Pruszyńskiego, Wobec Rosji, „Wiadomości” 1942, nr 40 (134), por. W. Wielhorski, O nienaruszalności granic wschodnich, tamże 1942, nr 43 (137), R. Wraga, Maj i Cherry Brendy, tamże 1942, nr 49 (143) oraz List otwarty do Ksawerego Pruszyńskiego, „Myśl Polska” 1942, nr 35.

[42]       Por. np. O całość i niepodległość Rzeczpospolitej. Manifestacja społeczeństwa polskiego w Londynie w dniu 27 lutego 1945 r., Londyn 1945.

[43]       Por. np. opinie w tej sprawie Stronnictwa Narodowego, Stronnictwo Narodowe w walce o Polskę, s. 28.

[44]       W „Kulturze” wielokrotnie pisał na ten temat J. Mieroszewski, por. np. List
z Wyspy
, 1952, nr 10/60, Ziemie Wschodnie 1969, nr 3/258, Polska „Ostpolitik” 1973, nr 6/309.

[45]       Por. np. T. Bielecki, Wielka gra, „Myśl Polska” 1946, nr 99.

[46]       Dowodem służyć tutaj mogą wyniki ankiety rozpisanej na ten temat przez tygodnik „Lwów i Wilno” 1947, nr 43, por. także broszurę Z. Czarneckiego, Polska wojna – w trzeciej światowej, Londyn 1950.

[47]       Przejawem takie myślenia był esej M. Wańkowicza, Klub Trzeciego Miejsca, ogłoszony w „Kulturze” a następnie opublikowany w formie broszury (Instytut Literacki, Paryż 1949).

[48]       J. Mieroszewski, List z Wyspy, „Kultura” 1951, nr 2/3 /40/41.

[49]       Tenże, O międzynarodową Brygadę Europejską, „Kultura” 1951, nr 11/49.

[50]       Por. np. F. Gross, Polityka zagraniczna Polski, „Światło” 1947, z. 5, Z. Jordan, Niepodległość i federalizm, Londyn 1955.

[51]       J. Mieroszewski, O międzynarodową Brygadę….

[52]       Tenże, Psychologia Przełomu, „Kultura” 1951, 9(47).

[53]       O drugi etap na drodze do wolności Polski, odezwa PRW NiD, IV 1959 (ulotka w zbiorach autora).

[54]       O naturalizmie J. Mieroszewski pisał w następujących artykułach: Dramat „wyzwolenia”, „Kultura” 1955, nr 7/8/93/94, Najważniejszy z ważnych, tamże 1959, nr 6/140, Dwie „Algierie”, tamże 1960, nr 1/2/147/148 oraz Podstawy polityki neutralizmu, tamże 1960, nr 9/155.

[55]       Liga Niepodległości Polski, „Biuletyn informacyjny” 3.

[56]       J. Giertych, Droga kamienista, ale zawszeć droga, „Horyzonty” 1957, nr 8.

[57]       „Horyzonty” 1959, nr 43.

[58]       Mówił o tym Jerzy Giedroyc w rozmowie z Barbarą Toruńczyk, „Res Publica” 1981, nr 8.

[59]       J. Mieroszewski, Refleksje ćwierćwiecza, „Kultura”1966, nr 9/203.

[60]       Tenże, Mit a rzeczywistość, „Kultura” 1970, nr 9/276.

[61]       List Juliusza Mieroszewskiego do Jerzego Giedroycia z 17 XII 1950, [w:]
J. Giedroyc, J. Mieroszewski, Listy 1949-1956, cz. I, s. 108.

[62]       J. Mieroszewski, Lekcja węgierska, „Kultura” 1956, nr 12/110.

[63]       W 1966 Instytut Literacki opublikował List otwarty do partii Jacka Kuronia
i Karola Modzelewskiego, a na przełomie lat 60/70 trzy prace Władysława Bieńkowskiego m.in. Motory i hamulce socjalizmu (1969).

[64]       J. Mieroszewski, ABC polityki „Kultury”, tamże 1966, nr 4/222.

[65]       L. Kołakowski, Tezy o nadziei i beznadziejności, tamże, nr 6/285.

[66]       Tenże, Refleksje grudniowe, tamże 1971, nr 3/282, szerzej o stosunku emigracji do wydarzeń grudniowych pisze R. Habielski, Między Czerwcem a Sierpniem; emigracja wobec wydarzeń 1970 roku, [w:] Grudzień przed Sierpniem, Gdańsk 1996, s. 142-154.

[67]       Tenże, Kryzysy: sowiecki i amerykański, [w:] tenże Polityczne neurozy, Paryż 1967, s. 42.

[68]       Por. choćby recenzję A. Bregmana z Ewolucjonizmu J. Mieroszewskiego, Program nie do przyjęcia, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” 1965, nr 23.

[69]       Świadectwem poglądów J. Mackiewicza jest jego publicystyka (np. zebrana w tomie Droga Pani, Londyn 1984) oraz powieści. Antykomunizm pisarza interpretował W. Bolecki, Antypolityczny antykomunista. Sylwetka ideowa Józefa Mackiewicza, [w:] Myśl polityczna, s. 177-191.

[70]       To opinia J. Mieroszewskiego obecna w jego polemice z A. Bromke (Księgi ugody i diaspory Adama Bromke „Kultura” 1974, nr 10/325, można ją także odnieść do wspomnianych wcześniej pomysłów Jędrzeja Giertycha).

[71]       Por. J. Mieroszewski, Ustrój – geopolityka – niepodległość, „Kultura” 1966, nr 11(229), także Rosyjski „kompleks polski” i obszar ULB, tamże 1974, nr 9/324.

[72]       Tenże, Rosyjski „Commonwealth”, tamże 1961, nr 6/164.

[73]       Tenże, Stulecie, które minęło, tamże 1963, nr 10/192.

Najnowsze artykuły

Gdzieś na antypodach czy jednak znacznie bliżej? (wywiad)

Rafał Habielski

Data dodania: 2017-06-26

O duchu rewolucyjnym. Wybór pism.

Hieronim Kajsiewicz

Data dodania: 2017-06-08