Artykuł
Mowa z dnia 29 listopada 1840 roku
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

[w:] Mowy Księcia Adama Czartoryskiego od roku 1838–1846, Paryż 1846

Żaden naród, żaden człowiek nie może się spodziewać szczęścia, ani zasłużyć na nie, jeżeli z przeszłych doświadczeń korzystać nie umie.

Dzień, którego pamiątkę dziś obchodzimy, rozpoczął pasmo wypadków, które, oprócz chlubnych wspomnień, zostawiły nam liczne i ważne nauki. Nasze powstanie, w krótkim czasie, na małej w porównaniu przestrzeni kraju, dało nam poznać wszystkie prawie zmiany i formy rewolucyjne, które gdzie indziej przez lat kilka w obszerniejszych granicach się rozwijały. Spieszno poszły po sobie: pierwszy wybuch rewolucyjnego pożaru; potem przywłaszczona najwyższa władza; potem taż władza uprawniona; później Rząd Narodowy z pięciu członków złożony, bez jedności, bez siły, mający obok siebie osobna, niezależną hetmańską władzę, a zatem bez dostatecznego wpływu na środki odparcia zewnętrznego nieprzyjaciela, i zbyt słaby, aby poskromić wewnętrznych wichrzycieli, którzy zaraziwszy anarchią stolicę i wojsko, zniweczyli poprzednie silenia i popchnęli siebie i ojczyznę w ostateczną przepaść. Widzieliśmy konieczne skutki, tych wszystkich przemian; a przez ten cały czas, Sejm, sam jeden powagą wszechwładności obdarzony, w ciągłych obradach, spodziewał się ocalić kraj najsroższą nawalnością miotany!

Po nieszczęśliwym rozwiązaniu rzeczy, łatwo wnosić, że znaczniejsi działacze w tym świetnym i smutnym dramacie, mniej więcej, w jeden sposób lub w drugi, i najczęściej z bardzo szczerymi intencjami, wszyscy prawie grzeszyli, mylili się, nie zrobili tego wszystkiego co należało. Lecz trudno by było i nie można by bez długich wywodów wymierzyć każdemu z nich sprawiedliwą czy naganę, czy przebaczenie, czy nawet pochwałę. To pewne, żeśmy nie zginęli przez oręż nieprzyjacielski. — Wojsko Polskie które opuściło swoje granice, i złożyło broń w ręce cudzoziemców, w dwójnasób było liczniejsze od tego, które rozpoczęło walkę. Nie upadliśmy dla braku sił materialnych, ale dla braku siły moralnej, która by tamtymi mogła zarządzać; dla braku ładu, jedności, zdolnego Rządu i wiary w sobie. Nieład bowiem i brak wiary idą zawsze razem; są na przemiany przyczyny i skutkiem, i wzmagają się nawzajem. Bezrząd niszczy wszelka wiarę na przyszłość; niewiara wątli potrzebny opór i wytrwałość; jest upadkiem siły moralnej.

Te najważniejsze podług mnie dla nas prawdy, radbym żeby nam były zawsze przytomne, żeby mogły przejść u nas w pieśń gminną i w narodowe przysłowia, i żebyśmy zamiast wiadomych słów czyniących ujmę rozsądkowi narodu, jak najczęściej sobie powtarzali: że Polska bezrządem nie stoi, lecz ginie. Ile razy Polska powstawała przez zapał i tysiączne ofiary, tyle razy ginęła przez jedne i też same przyczyny.

I teraz kiedy na całej ziemi Polskiej panuje znienawidzony porządek, strzec się i lękać znowu przychodzi, aby dla tego właśnie, że umysły pozbawione są wszelkiej przychylnej opieki, nie wylęgał się tym bardziej bezrząd moralny, aby przy najszlachetniejszych uczuciach, przy najpatriotyczniejszych życzeniach, nie krzewił się tym bardziej z jednej strony bezrząd w pojęciach, zasadach i opiniach, a z drugiej nieufność w przeznaczenie i siły narodu: dwie główne przyczyny upadku Polski i dwie główne przeszkody jej odrodzenia.

Przestrogi doświadczenia staja się tym droższe i potrzebniejsze, kiedy czas ich przystosowania nadchodzi. Opatrzność gdy chce sprzyjać komu, zdaje się zawczasu ostrzegać go poprzednimi znakami, że zbliża się czas koniecznej poprawy dawnych błędów, doskonalszego poznania obowiązków. — Ta pora stanowcza nie spada od razu na wzdychającego za szczęściem i wolnością; ale niech tylko każdy uważnie patrzy i słucha, a dostrzeże, jak nadchodzące okoliczności coraz dotykalniej mu wskazują, że ma się uzbrajać we wszystko, czego mu brakuje, i gotować się ciągle do czynu.

Tak się i z nami dzieje. Wypadki polityczne, które od kilku miesięcy dziwią i niepokoją Europę, zdawały się zapowiadać bliską, bezpośrednia wojnę. Ale to było tylko ostrzeżeniem; było jakoby głosem wołającym do nas: myślcie o sobie, ułóżcie się, poprawcie się, bądźcie gotowi, bo czas nadchodzi. — Istotnie czujemy wszyscy, że się zbliża, ale nikt nie potrafi przepowiedzieć, kiedy i jakim sposobem nadejdzie. Wszelako każdy Polak wystawiwszy sobie tę możność, a spojrzawszy na Polskę, nie obroni się podobno od żywej niespokojności na myśl, że gdyby rzeczywiście pora teraz nadeszła, nie znalazłaby nas tak przygotowanych, żebyśmy do sprawy przystąpili należycie przysposobieni.

Tą niespokojnością byli zapewne przejęci Szanowni Członkowie Sejmu Polskiego, kiedy osadzili, że dla dobra sprawy naszej zwołanie Sejmu może być potrzebne w teraźniejszych okolicznościach. Oddaję sprawiedliwość obywatelskiej ich troskliwości; ale wyznaję, że byłem i jestem przeciwnego zdania. Im wyżej cenię urok otaczający Sejmowe zgromadzenie, im więcej czuję, ile mocy i powagi głos Sejmu w czas usłyszany dodać może podnoszącej się władzy narodowej, tym mocniej jestem przekonany, że Sejm przedwcześnie zwołany, bez wyraźnego zachęcenia Rządu, pod którego opieka żyjemy, nic nie mógłby zrobić dobrego, wystawiłby się na przykrości niezgodne z jego powagą, i wreszcie zużyłby tylko ów urok, który jeszcze może być użyteczny sprawie Ojczyzny naszej.

Trudno by było w krótkim zarysie wystawić stan dzisiejszych stosunków politycznych. Nigdy zawilszymi i ciemniejszymi na przyszłość nie były. Widzieliśmy z głębokim żalem, jak dwa narody od których Polacy w swym nieszczęściu tyle dowodów współczucia odebrali, dwa narody najoświecieńsze i najwolniejsze, których ścisły związek był nadzieją Polski i wszystkich uciśnionych, a postrachem Moskwy, jak te dwa narody poróżniły się, i jak Anglia, w gruncie nieprzyjaciółka Moskwy, stała się teraz, przynajmniej na pozór i na czas, jej aliantką.

Rozbrat dzisiejszy Anglii z Francją jest triumfem, jest i siłą Moskwy. Jej interesem jest rozjątrzać te dwa narody przeciw sobie; aby się jeden i drugi ubiegał o jej przymierze; interesem dobrej sprawy i dobrze myślących jest widzieć ich nieporozumienia uśmierzone, widzieć ich związek znowu i skuteczniej skojarzony przeciw wspólnemu wrogowi Polski, Anglii, Francji i całej ludzkości. — Czy taki zwrot okoliczności jest bliski? czy przedłużony teraz pokój odnowi prawdziwa przyjaźń i zaufanie? tego w interesie Polski, Anglii, Francji i całej ludzkości życzyć przede wszystkim należy. Tymczasem widzimy tylko że trwoga wojny góruje wszędzie, że się jej więcej boją, niż niesprawiedliwości i upokorzenia, że zapominają wszyscy, iż żadne złe nie da się przemóc bez walki. My Polacy jedni nie lękamy się wojny; dla tego naprzód, że wojna tylko Ojczyznę wrócić nam może, dlatego znowu, że od lat dziesięciu Polska bezbronna, ujarzmiona, ze spętanymi rękoma, wytrzymuje wszelkie ciosy i wszelkie klęski wojny, i wzdycha do pomyślnej pory, aby wywrzeć na jaw ten święty ogień, który dotąd w sercu swoim karmi, lecz tłumi. Nienawiść, nieufność, chęć szkodzenia i wytępienia, wszędzie nieprzyjacielskie dążności, trwają ciągle; że nasi ciemięzcy rozumieją się zawsze w stanie wojny z nami, to świadczy całe ich postępowanie, ich wielkie ostrożności, ich srogości. Cała młodzież w dalekie strony pędzona, wywoź dzieci, zabór majtków, porywanie z domów Obywateli; srogie więzienie bez sądu, Sybir cały napełniony jeńcami, i tysiączne inne wszelkiego rodzaju i wymysłu okrucieństwa, nie są to działania zawziętej i najgorszej wojny?

Aby się od tak okropnego stanu oswobodzić, trzeba dwóch rzeczy: własnej siły i pomyślnych okoliczności. Cóż na ziemi udać się może bez tych dwóch warunków. Aby wejść prawdziwie w rachuby Europejskie, trzeba koniecznie pewności powstania w porze sposobnej i wybranej, powstania jednoczesnego i jedno chcącego, a biorąc się do tak wielkiego, chwalebnego, ale ciężkiego dzieła, trzeba aby Polska do dawnych, nowe dodała przymioty i zalety, których jej dotąd brakowało, i których brak psuł wszelkie jej usiłowania.

Wielu mniema, że to jest niepodobnym, że u nas nie może być w niczym jedności, że między nami nadto jest zagorzałych i zajadłych przeciw sobie stronnictw i opinii, które nigdy nie chcą i nie potrafią pójść razem w żadnej sprawie. Tak twierdzić, jest to skazywać Polskę na wieczną śmierć. Ja bym powiedział, że kiedy dom gore, kiedy burza grozi pochłonąć rozbity okręt, któż wtedy pyta o opinie domowników i majtków; ratować trzeba. Moim zdaniem, ludzie wszystkich opinii, byleby z dobrą wiarą, bez tylnych zamiarów, z karnością stawali do walki dla wypędzenia najeźdźców i zagruntowania niepodległości Ojczyzny, okażą się w oczach władzy krajowej i w oczach Polski całej, synami jednej matki, żołnierzami jednej sprawy, uczestnikami jednych triumfów. Wszakże między wojskowymi bywają rozmaite opinie, to nie przeszkadza, że każdy jest posłusznym i pełni swoją powinność uczciwie i gorliwie, jak honor każe, inaczej wojsko byłoby nikczemne i zawsze pobite. Otóż Polska powstająca i walcząca o niepodległość, nie powinna być czym innym, tylko uszykowanym obozem.

Są także, którzy mniemają, że próżno jest teraz myśleć o tym i zawczasu troszczyć się i niepokoić, że kiedy uderzy godzina, rzeczy pójdą same przez się, że wszyscy wówczas sami znajdą się gdzie trzeba, i że się znajdzie także jakiś przewodnik, który na gorącym razie chwyci władzę i zmusi do jedności i porządku. Zapewne kiedy inaczej być nie może, lepiej żeby w takim stanie rzeczy, nagle ktoś przywłaszczył sobie najwyższą władzę, jak żeby jej wcale nie było, choćby przyszło narazić się na różne rodzaje i stopnie terroryzmu. Jednakże zda mi się chwalebniej a nade wszystko bezpieczniej, kiedy siła moralna i jedność narodu nie wynika z gwałtownego i niepewnego narzucenia, a zatem z trafu chwilowo tylko, ale raczej jest skutkiem wyrozumowanych dążności ludzi oświeconych, instynktu mas, zdrowego rozsądku i przekonania wszystkich. — Naród tak usposobiony będzie miał niezawodnie wielką wyższość nad innymi, będzie umiał używać szerokich swobód pod tarczą silnej władzy, i potrafi zawsze wydobyć siebie z najgorszych położeń.

Niewiara we własne siły, która od samego początku gubiła nasze przeszłe powstanie, dziś jeszcze zgubnym swoim wpływem ostudza umysły. Są między nami tacy, którzy poczytują za marną iluzję myśleć o odnowieniu kiedykolwiek powstania narodowego; poczytują za iluzję kierowanie i usposabiania chęci i myśli Polskich ku temu celowi. Atoli według mego przekonania oczywistszą jeszcze jest iluzja rachować na to, że Europa, której oziębłość polityczną mogliśmy ocenić, zechce kiedykolwiek wskrzeszenie Polski wciągnąć do systematu swej polityki, jeśli sami Polacy nie dochowają narodowego życia, jeśli się nie usposobią do walki, jeśli się nie okażą przeważną i gotową siłą.

Co do mnie, usiłuję nie dać się uwieść żadnym iluzjom, nie dać się zniechęcić żadnym przeciwnościom i goryczom. W położeniu, gdzie zbieg różnych trafów mnie postawił, staram się wiernie a gorliwie służyć Ojczyźnie. Czując się jeszcze potrzebnym dla sprawy narodowej, mam za obowiązek dotrwać na tym stanowisku, póki sił stanie. Nie jest to, wierzcie, ani łatwym ani przyjemnym. Kto chce czynnie i sumiennie takiemu powołaniu odpowiedzieć, musi być przygotowany na ostre, nieprzychylne, często niesprawiedliwe sądy. Aby używać spokojności i być przez wszystkich dobrze widzianym, najbezpieczniej jest usunąć się od wszystkiego. Niema nad tę lepszej rachuby dla egoizmu w teraźniejszym stanie spraw naszych, gdzie tak mało jest bliskiej realności, tak mało skutków odpowiadających usiłowaniom, tyle prac zupełnie straconych, nie poznanych, sponiewieranych, nawet od swoich. Istotnie, w takim stanie rzeczy, dość czynnej trzeba woli, przejętej ważnością obowiązku, woli nie mogącej na sobie przemóc, aby patrzeć bezczynnie na okropne nieszczęścia kraju i braci, i nie szukać koniecznie środków ratunku, choćby się nawet z razu zdawały niepodobne; trzeba mówię, takiej i niemało poświęconej woli, aby w żadnym razie nie odstąpić od twardego stanowiska, od trudu, w którym często poparcia doznać, ani dobrego słowa nie zdarzy się usłyszeć.

Cóżkolwiek bądź wyznam, że jestem jakby naglony wewnętrznym przekonaniem, które mi pokoju nie daje, i mimo zdań przeciwnych i nieprzychylnych tłumaczeń, każe mi głosić i przy każdej sposobności powtarzać główne przyczyny klęsk Polski i jaką jest obecnie jej główna potrzeba. Czyny nasze są jarzmem krepowane; ale myśli, ale uczuć, ale chęci, życzeń, dążności nikt nie krępuje; są wolne. Nie potrzeba dowodzić jak wielka jest i twórczą siła tych duchowych własności. Do nich to ja obracam moje wołanie i zaklinam, aby się strzegły i chroniły od pokuszeń anarchii, aby odżywiły w narodzie wiarę w siebie i w swoją sprawę; aby dążyły do jedności, aby usiłowały mieć i uznawać choćby dla wprawy i przykładu nadal, jeden środek gdzie by wszystkich chęci i usposobienia mogły trafiać, i skupiały się dla uzdolniania go do skuteczniejszego prowadzenia spraw krajowych. — Nie chodzi tu wcale o marne tytuły, o żadne formalności ani rojenia na przyszłość, ale chodzi o teraźniejszą potrzebę żywotną, o wzmocnienie zbiorowego kierunku, — bez czego pamiętajmy, iż nigdy nie będzie należytej gotowości wewnątrz, ani przy pomyślniejszej porze wsparcia zewnątrz; więc ani silnego powstania, ani oswobodzonej Polski.

Jeżeli jest kto inny, który w sumieniu czuje podobny obowiązek wołania do narodu, bez straty czasu niech się da słyszeć, a jeśli da dostateczną gwarancją, że lepiej i pewniej poprowadzi rzecz narodu, wtedy wszyscy będziemy się garnąć do niego, pójdziemy za jego głosem, pomni że na jednego patrzeć trzeba, jeden punkt zasilać, że słowem, trzeba zawsze w jednym wcielić jedność i siłę moralną narodu. Ubogim zaiste nazwać by trzeba naród nie znajdujący w swoim łonie nikogo, na którego by oczy wszystkich mogły się zwracać, nikogo o kim by można wnosić, że się czuje słusznie powołanym do przewodniczenia mu w ciężkich i niebezpiecznych kolejach.

Jeśliby mnie kto zapytał, w czym podług mnie jest doskonałość socjalna: odpowiedziałbym, iż ja widzę w wolności bezpiecznej dla wszystkich, pod rządem silnym i stałym. — Polska przez swe oswobodzenie, powinna przynieść swobodę równą dla wszystkich bez wyjątku dzieci swoich; swobodę myślenia, pracowania, doskonalenia się, podnoszenia się w cnotach, bogactwach, znaczeniu politycznym, i w usługach dla Ojczyzny. Taką to równość, równość swobód, policzyć wcześnie możemy do spodziewanych dobrodziejstw wskrzeszonej Polski. Równość od dawna u nas znaną i cenioną, tylko że w jednej wyłącznie klasie, która od wieków przechowała i dotąd najstaranniej przechowuje narodowość i miłość Ojczyzny. Długie zamiłowanie wolności i równości przyczyniło się może najwięcej do zagruntowania w Polakach tego namiętnego przywiązania do swego kraju, które w innych ludach, w równym stopniu rzadko napotykać można.

Nie mówię ja tu o tej równości, której żądza w złych zakątach serca ludzkiego wylęga się, która zazdrością żyje, nienawidzi wszelkiej wyższości wychowania, talentu, zasług, majątku, szczęścia i nawet cnoty, która chce wszędzie rozkazywać, nigdzie słuchać, chce wszystko ścinać i zgładzać do swojego poziomu, i sama tylko niesforność, potwarz i zamęt nieufności płodzi. — Ta równość jest siostrą tyranii, i bez niej nic może się utrzymać. — Od niej zachowaj nas Boże; ale daj nam ową błogą równość zgodną z Twoim świętem prawem, równość która nie zawiści i niesnaski, ale braterstwo i jedność i zgodę zaszczepia; która w każdym człowieku brata widzi.

To mówiąc mam szczególnie na myśli najliczniejszą masę narodu, która własnymi rękami, własnym znojem uprawia żyzną ziemię naszą. Oni są Polakami jak my, kochają zagrody i niwy ojczyste jak my, są gotowi bronić i powstać za kraj przeciw najeźdźców jak my. Któraż klasa jest godniejszą uwagi, względów i wdzięczności naszej. Ktokolwiek jest w stanie wpływać na los tych tak licznych swych ziomków i bliźnich, poczytuje się szczęśliwym, jeżeli będzie mógł obracać wszelkie myśli i starania, aby ich oświecać, uszczęśliwiać, poprawiać ich dolę, upewniać ją ile można i zjednywać sobie ich zaufanie i wdzięczność. Może być dla chrześcijanina i dla Polaka, świętsze, potrzebniejsze, dodam, niewinniejsze ze wszechmiar, w czyich bądź oczach, zatrudnienie? Wiara, sumienie, roztropność, miłość kraju, wszystkie prawa ludzkie i Boskie zalecają to zarówno.

Pochlebiam sobie, że moje słowa jeśli dojdą do Polek, będą od nich przychylnie przyjęte. Kobiety wszędzie, u nas więcej jak gdziekolwiek, były zawsze podnietą zacnych postanowień, utwierdzeniem szlachetnych myśli, patriotycznych i religijnych uczuć; jeśliby kiedy u nas te piętna duszy ludzkiej mogły się ścierać i gasnąć, czysty ich płomień odżyłby znowu przez natchnienie i wpływ matek, żon, sióstr, wpływ błogi i przyrodzony, który uniesienia serca ze świętym obowiązkiem połączą. Nie godzi mi się skończyć, nie dobrze by było, gdybyśmy dziś rozeszli się, nie powiedziawszy nic o najwyższej i najświętszej jedności, która wszystkie inne w sobie zawiera, o jedności religijnej. Znają dobrze jej wielką siłę nasi ciemięzcę, i dla tego, to jawnie, to podstępem, to psując chwiejących się, to prześladując stałych, staraj się niszczyć i podkopywać wiarę nasze; dla tego też i my choćby nie dla innych jeszcze ważniejszych powodów, powinniśmy religii ojców gorliwie miłować i zachowywać.

Hańba ciężąca na kraj sprzeniewierzeniem się bezczelnym kilku niecnych Biskupów, została zmazana i obmyta jasnością cnót, dwóch najszanowniejszych świątobliwych Pasterzy, wygnanych ze stolic swoich, stałością bohaterska całego niemal duchowieństwa, na koniec zaczętym męczeństwem tego, który za to, że bronił praw Kościoła, że śmiał prawdę mówić, odwołać się do sądu Boga, porwany gwałtownie w nocy z łoża swego, może już życiem przypłacił swą stałość apostolską, albo w tajemnej, nie wiadomo gdzie, męczony jest niewoli.

Przez szczególną łaskę Opatrzności, ta wiara, która nam otwiera i zapewnia wieczność dozgonny, jest nam także na tej stronie życia nakazana przez najsilniejsze doczesne powody; bo zasłania nas od zgubnego przekształcenia, bo jest koniecznym i nierozdzielnym pierwiastkiem naszej narodowości. Pomnijmy jak księża nasi, z krzyżem w ręku towarzyszyli walecznym hufcom; nie żeby krwią, znieważać swoje święte powołanie, ale żeby pod ogniem nieprzyjaciela wzmacniać słabnących, nieść umierającym pociechę wiary; Tracąc wiarę przodków, wkrótce utracilibyśmy imię Polaków. Schizma na Moskalów, protestantyzm na Niemców by nas przeobraził. Pierwsza przemocą tylko działa, druga nęcić może filozoficznym polorem. Bierzmy co nam potrzeba ze światła obcego, z obcych nauk, ale nie dajmy się niemi zaślepić i zawojować; nie dozwólmy, aby Polska nasza, już nie na własnym pniu i nie z własnych soków, życie swe i postępy wyrabiała, i żeby się stała jak te rośliny na obcym tylko drzewie karmiące się i nie mające własnego życia.

Jedność wiary nie gnębi bynajmniej, ani zaprzecza wolności wyłącznym religijnym wyznaniom. Wiara prawdziwa nie może być bez wolności sumienia. Ja też mówię o tej niezmiernej większości ludu Polskiego, który z własnej woli i rodzinnego przekonania, trzyma się oburącz wiary ojców, i w niej znajduje zbroję przeciw niecnocie i zepsuciu wynarodowienia; łączy się przez niej w duchu prawdy i jedności z wielką katolicką powszechnością, w której świątobliwego opiekuna, przyjaciół i obrońców mamy.

Oglądając się wkoło siebie, mało niestety znajdziemy powodów, które by nas do polegania na obcych zachęcały. W zachwalonej nowej cywilizacji, gdzież są serca poświęcone? gdzie szlachetna odwaga dla cierpiących? gdzie bezwzględne i nieugięte oburzenie na niesprawiedliwość i grabież? gdzie dostrzeżeni politykę nie zajęta, jedynie lichym interesem ulatującego dnia, która by też swej przyszłość i dobro ludzkości za coś miała?

Nie tam więc zarzucajmy nasze kotwice, nie tam są nasze nadzieje, ale (nie mogę tego dosyć powtarzać) we własnym naszym usposobieniu, w poprawie siebie samych, we wzajemnej miłości, wspólnej odwadze, wytrwałości, karności, uporządkowaniu, a nade wszystko w jednym miłosiernym Bogu, wsparciu dusz prawych, źródle wszelkiego dobra i sprawiedliwości, który ślepe i błędne zabiegi ludzkie posuwa do swych nieprzejrzanych celów. Jego niewidzialna prawica, teraz bardziej niż kiedy, daje się czuć i poznawać, kiedy w postępowaniu mocarstw ziemi, razi nas albo sama niedołężność, albo niepohamowana chciwość, a wszędzie rosnące pomieszanie stosunków politycznych i socjalnych i ruch jakiś niewstrzymany wypadków, grożą zbliżającym się przesileniem. — Bądźmy razem, cierpliwi, czujni, przygotowani, a Jego wola zrządzi oczekiwaną porę dla godnych i umiejących z niej korzystać.

 

Najnowsze artykuły

Myśl polityczna u progu Wielkiej Wojny (wywiad)

Andrzej Chwalba

Data dodania: 2017-05-16

Szukałem w źródłach innej Polski (wywiad)

Krzysztof Kawalec

Data dodania: 2017-04-05

Fascynujący wiek XIX i pokusy historii najbliższej (wywiad)

Tomasz Gąsowski

Data dodania: 2017-04-05