Artykuł
Zygmunt Wasilewski o narodzie, cywilizacji zachodniej i dobie powojennej
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Spór o eugenikę 1918-1939

Pierwodruk: Zygmunt Wasilewski. Polityk-krytyk-regionalista, pod red. Marty Meduckiej, Kielce 2002, 25-38)

 

Urodzony w 1865 roku Zygmunt Wasilewski, z wykształcenia prawnik, z zainteresowań i wyboru życiowego publicysta i krytyk literacki, był ciekawą postacią. Politycznie debiutował w „Zecie”; rychło wiążąc się z Ligą Narodową, której pozostał wierny przez całe życie, uczestnicząc w działalności kolejnych struktur składających się na Narodową Demokrację. Oznaczało to ponad pół wieku politycznej aktywności, prowadzonej w różnych epokach i różnych klimatach intelektualnych. Podawanie biograficznych szczegółów w tym szkicu wydaje się niecelowe z uwagi na ryzyko powielenia informacji zamieszczonych w innych artykułach. Odnotujmy jedynie elementy najważniejsze. Podobnie jak i inne postacie z kręgu „niepokornych”, w Polsce Odrodzonej Zygmunt Wasilewski należał do postaci o ustalonej już pozycji i ściśle sprecyzowanym miejscu na politycznej mapie kraju. Jego poglądy, wykształcone jeszcze przed wojną, w swoim zasadniczym kształcie zmieniały się już bardzo mało. Działając aktywnie w obrębie środowiska, dryfującego ku ekstremizmowi, musiał określać swoje stanowisko wobec dokonujących się zmian, jak i ułożyć współpracę z ludźmi o wiele od siebie młodszymi, różniącymi się mentalnością, nie mówiąc o politycznych poglądach, tym bardziej zaś rozumieniu polityki. Nacjonalizm z pewnością wyznaczał płaszczyznę, na której możliwe było znalezienie wspólnego języka; nie zawsze jednak dokonywało się to w sposób bezproblemowy, a determinanty ideologiczne nie zawsze rozstrzygały sprawę. Ilustruje to w równej mierze casus Aleksandra Świętochowskiego, który w latach dwudziestych daleko odszedł od liberalnych klimatów pozytywistycznej doby, zbliżając się do Narodowej Demokracji – jak i losy tych związanych z obozem narodowym polityków, którzy po wojnie nie bardzo potrafili znaleźć sobie miejsce we „własnym” ruchu. Trudno w tym kontekście nie przypomnieć impasu, w jakim po wojnie znalazł się sam Roman Dmowski, to zaś, że samo zjawisko miało charakter szerszy, ilustrowały zmiany w kierownictwie obozu narodowego. Bezpośrednio po Wielkiej Wojnie dominowali w nim parlamentarzyści; później, w dobie przewagi polityków z grupy „młodych” – wielu z nich, jak np. Stanisław Rymar czy postacie należące do tzw. „grupy profesorskiej”, wybrało swego rodzaju emigrację wewnętrzną, formalnie pozostając w obrębie ruchu, w rzeczywistości jednak ograniczając własną w nim aktywność do minimum.

 Godnym uwagi faktem wydaje się, że Zygmunta Wasilewskiego problemy te jak gdyby zupełnie nie dotyczyły. Jego twórczość publicystyczna nie zdradzała ani daleko idącej aprobaty dla nowych prądów (co wśród polityków starszego pokolenia było bodaj najbardziej widoczne u Stanisława Kozickiego[1]), ani koniunkturalnej wrażliwości na bodźce zewnętrzne[2]. Jako redaktor czołowego dziennika dużego obozu politycznego, potem zaś jego organu teoretycznego, „Myśli Narodowej”, potrafił współpracować z ludźmi bardzo od siebie różnymi. Ta konieczna u dziennikarza, a pożądana i u polityka, umiejętność, jest jednak trudna do osiągnięcia, przy czym w przypadku osobowości obdarzonej umysłem spekulatywnym, o zacięciu ideologa, trudności te dodatkowo rosną. Często bywało, że kompromis trudniej było osiągnąć, gdy w grę wchodziły wzniosłe zasady. W przypadku Wasilewskiego prawidłowość ta jednak nie potwierdziła się. Spisując – na przełomie 1939 i 1940 roku – swoje wspomnienia podkreślał, że kierując „Myślą Narodową” starał się dawać w piśmie syntezę prądów dawnych z nowymi[3] i tak chyba było. Utrzymanie takiego stanowiska wymagało i giętkości, i taktu. Ujawniające się i powiększające z czasem rozbieżności najsilniej zaznaczały się w stosunku do kwestii ustrojowych, w szczególności w ocenach instytucji demokracji liberalnej; impas, w jakim znalazł się obóz narodowy po 1926 r., w sposób nieuchronny przyczyniał się do animowania różnorakich konfliktów wewnętrznych[4], elementem łączącym był natomiast z pewnością nacjonalizm.

 Upatrywanie w narodzie najwyższej wartości politycznej uznać można za cechę wyróżniającą wszystkie ruchy nacjonalistyczne[5], w praktyce wszakże prymat ów może być pojmowany bardzo rozmaicie. Przede wszystkim nie musi oznaczać absolutu, wartości najwyższej w sensie światopoglądowym[6], nadto istnieją różne możliwości definiowania tego, co składa się na istotę narodowej więzi. Jeśli idzie o stanowisko Narodowej Demokracji, to początkowo było ono dalekie od mitologizowania problemu. Przeważał pogląd, zgodnie z którym naród stanowił kategorię historyczną, co nie odbiegało daleko od poglądu dominującego w tradycji narodowej (chociaż wyrażane było przy użyciu odmiennej retoryki), nadto pozwalało objąć zainteresowaniem całość obszaru dawnej Polski[7]. Istotne także, że – jeśli abstrahować od refleksji na temat narodowych obowiązków oraz związanych z nimi nakazów etycznych – można zasadnie wskazywać na brak w dorobku środowiska przed rokiem 1918 głębszego i bardziej całościowego przedstawienia idei narodowej – o próbach podobnych ujęć mówić można dopiero po wojnie, w latach dwudziestych[8]. Z punktu widzenia tematyki referatu najistotniejsze jest oczywiście, że w bardzo znacznej mierze wiążą się one z twórczością właśnie Zygmunta Wasilewskiego.

 Jego rolę w tym względzie trudno przecenić, bez względu na to, że publicystyka Zygmunta Wasilewskiego źle wytrzymała próbę czasu. Czytelnika drażnić dziś będzie młodopolska maniera oraz zawiły styl. Współcześni Wasilewskiemu odbiorcy mogli jednak pod tym względem wybaczać więcej. Jeśli zestawić teksty Wasilewskiego nie z twórczością Romana Dmowskiego – który starał się, by jego teksty były zrozumiałe nie tylko dla ludzi wykształconych – ale z enuncjacjami powstającymi poza obozem narodowo-demokratycznym, w kręgach orientującej się na Piłsudskiego inteligencji radykalnej, to jeszcze nie wypada ona najgorzej. Talent publicystyczny Wasilewskiego pełniej niż w enuncjacjach o ambicjach ideologiczno-teoretycznych ujawniał się w polemikach. I tak np. starając się ośmieszyć sens postulowanego przez przedstawicieli obozu liberalnego racjonalistycznego traktowania przeszłości narodu i jego kultury dowodził, że kwestionowanie idealistycznego wyobrażenia o narodzie w istocie jest równoznaczne z niszczeniem narodowych więzi. Dzisiaj dominuje pogląd odmienny, co jednak w tym większym stopniu pozwala docenić siłę argumentacji Wasilewskiego, wykazującego niestosowność demonstrowania emocjonalnego dystansu wobec zagadnień, gdzie bardziej właściwe byłyby inne postawy. Człowiek taki – dowodził Wasilewski, podobny byłby „(...) racjonaliście, który by, patrząc na miłość dziecka, martwił się, że dziecko jest głupie i matkę „ubóstwia”, podczas gdy obiektywnie biorąc, to pospolita kobieta. Cóż łatwiejszego dla racjonalisty niż drwić z megalomanii kochanka, który w zwykłej dziewczynie znajduje „skarb”, mówi do niej „aniele” i t.p.; jakże głupi jest chłopiec ze wsi, który w mieście bogatym kolegom swoim opowiada o swoim domu niestworzone rzeczy, jako o raju; albo ten dorosły człowiek, który utrzymuje uparcie, że najpiękniejszym miastem w Polsce jest Włocławek, w którym on się kształcił!”[9]. Można nie sympatyzować z ogólną intencją wywodu, ale trudno odmówić mu finezji. W sytuacji, gdy w grę wchodzą kwestie wywołujące silne emocje – a do takich należy z pewnością problematyka narodowa[10] – niewątpliwie można wątpić w możliwość zajmowania w pełni racjonalnego stanowiska. Deklaracje, że jest inaczej mogą zasadnie budzić nieufność, podejrzenia o nieszczerość, zmanierowanie, pozę, a nawet gorzej: brak więzi emocjonalnej ze społecznością, w obrębie której się wzrastało... Tego rodzaju domysły łatwo jednak mogą doprowadzić zbyt daleko – w publicystyce Zygmunta Wasilewskiego obok finezyjnej argumentacji[11], sporo również takiej, która budzić może niesmak.

 Pogląd Wasilewskiego na istotę więzi narodowej znakomicie ilustruje fragment broszury jego autorstwa, wydanej w 1921 r. „Naród (...) – pisał w niej – jest istnością duchową ponad jednostką i pokoleniami, żyją w nim w tej chwili duchy ludzi, którzy już zeszli ze świata, tych, którzy teraz są na tej ziemi, i tych, którzy się jeszcze nie narodzili (...). Naród znajduje się w wichrze pędu dziejowego. Rozpala się w nim i płomienieje duchem. Naród – to nie statystyka i geografia, ale właśnie ta siła jego ruchu i płomienia duchowego. To nie tylko organizacja państwa, dobrobyt, siła obrony i trwania, ale to wszystko razem w potędze X wewnętrznego tworzenia, w ciągłej przeróbce na wartości duchowe...”[12]. Jeśli zestawić pierwszą część tej wypowiedzi z często cytowanym „credo” otwierającym Myśli nowoczesnego Polaka Dmowskiego, to widać tu zarówno zbieżności, jak i różnice. Zbieżności dotyczą samej idei ponadpokoleniowej więzi – istotną różnicą jest traktowanie przez Wasilewskiego owej więzi nie tyle w kategoriach poczucia obowiązku czy uczucia[13], ile bez mała jako jako realnego bytu[14]. Idzie zatem dalej. Nie mniej ciekawa jest druga część wypowiedzi. Jeśli odrzucić młodopolskie ozdobniki, zawarta w niej myśl sprowadza się do niezwykle silnego zaakcentowania znaczenia kultury, której atrakcyjność i siła traktowane są jako czynnik konstytuujący i cementujący więź zbiorową – w stopniu nie mniej istotnym niż inne wyznaczniki: geograficzne, polityczne, historyczne wreszcie. „Tyle narodów, ile oryginalnych cywilizacji, wystarczających do wydobycia ambicji historycznych. Te narody mają historię, które mają cywilizację, które opierają twórczość na wartościach dziedzicznych kultury duchowej”[15]. Ta myśl stanowiła własny, oryginalny wkład autora do doktryny całego środowiska. Warto też zaznaczyć, że trzymał się jej konsekwentnie, rozwijając ją i systematycznie rozbudowując.

 Powracającym motywem były refleksje nad zagrożeniami dla tej kultury. W zasadzie sytuował je na zewnątrz społeczności narodowej, podkreślając destrukcyjny wpływ wzorców obcych – niebezpiecznych nawet w warunkach własnej państwowości. Taki rozkładowy charakter nosić miała kultura rosyjska – rzecz znamienna, że o niemieckiej wyrażał się z respektem – przede wszystkim jednak akcentował niebezpieczeństwo ze strony Żydów. Właściwości języka Wasilewskiego nie ułatwiają zrozumienia, o co właściwie mu chodziło, a używana przezeń terminologia, zaczerpnięta od XIX-wiecznej socjologii, może dzisiaj prowadzić do nieporozumień. Dotyczy to w szczególności znaczenia słowa „rasa”. Nie mając wiele wspólnego z przypisywaną mu często dziś interpretacją antropologiczną w istocie używane było dość dowolnie[16]. Nie wydaje się celowe rozwijanie tu wątku, wyjaśnionego już w historiografii od dawna, przede wszystkim dzięki ustaleniom R. Wapińskiego. Jeśli jednak interpretacja antropologiczno-rasowa nie dostarcza klucza do zrozumienia przyczyn okazywanej przez Wasilewskiego wrogości, co pozostaje?

 Kluczem do zrozumienia jego stanowiska była okazywana przezeń, specyficznie pojęta troska o kształt narodowej kultury. Jej zachowanie w nienaruszonym kształcie było dlań warunkiem przetrwania narodu, zachowania przezeń jego tożsamości. Mogła ona się rozwijać, musiała nawet, jeśli miała zachować atrakcyjność i żywotność – ale tak, by utrzymać się w ramach określonego, właściwego jej styl. Styl zaś to nic innego jak zgodność z tradycją, z duchem twórczości już zastanej[17]. W warunkach szybkich przemian cywilizacyjnych powojennej doby zachowanie ciągłości narodowej kultury winno być przedmiotem szczególnej troski inteligenckich elit – co wymagało jednak, by elity te doceniały wagę narodowego dziedzictwa, którego były depozytariuszami, identyfikowały się z nim, a nade wszystko nie miały wątpliwości co do tego, co owo dziedzictwo stanowi. W przeciwnym razie perspektywa przekazania przyszłym pokoleniom kulturowego depozytu może być problematyczna. Czy wchodzący do kręgu elit, asymilujący się do kultury polskiej Żydzi mogli spełnić tego rodzaju oczekiwania? Tego rodzaju obawy tworzyły solidny grunt dla narastającej wrogości, szersze zaś ich tło wyznaczały realia społeczne, związane z bytowaniem obok siebie dwóch społeczności oraz konfliktami między nimi – w znaczniej mierze nieuchronnymi w warunkach powszechnej biedy. Truizmem byłoby dowodzić, że sprzyjał im także wyznawany przez Wasilewskiego system wartości – wspólny zresztą dla całego środowiska politycznego[18]. Ostrość sformułowań wynikała z diagnozy stanu zagrożenia. To dlatego teren ideowej konfrontacji widziano tak szeroko: w tym kontekście widzieć można m.in. podnoszone przez Zygmunta Wasilewskiego alarmy nad stanem współczesnej polskiej literatury – postrzeganym jako starcie dobrych tradycji literackich z barbaryzmem, nihilizmem i materializmem[19]. Dla dzisiejszego czytelnika sympatycznym akcentem mogłoby być odżegnanie się Wasilewskiego od idei rozstrzygania podobnych problemów środkami administracyjnymi[20], bardziej mieszane uczucia wzbudzi jednak zapewne przebijający przez wywody autora swoisty „żydocentryzm”. Warto przecież mieć na uwadze, że zbieżne opinie wypowiadały wówczas także postacie o poglądach nieporównanie bardziej umiarkowanych od Wasilewskiego[21]. Pesymizm co do szans przetrwania cywilizacyjnego dziedzictwa ludzkości, zagrożonego przez napór kultury masowej, był zresztą zjawiskiem szerszym, ujawniającym się nie tylko w obozie narodowym i nie tylko w Polsce[22].

 Tak więc odzyskanie własnego państwa nie położyło kresu obawom o przyszłość narodowej kultury. Nacisk rusyfikacyjny czy germanizacyjny skończył się wprawdzie, pojawiły się jednak czy raczej nasiliły problemy nowe, związane z procesami towarzyszącymi tworzeniu się współczesnych społeczeństw masowych. Trudno uznać za przypadek, że obóz narodowy zajął wobec nich stanowisko naznaczone podejrzliwością i niechęcią[23]. Z jednym wyjątkiem. Dostrzegano pogłębiającą się demokratyzację społeczeństwa, postrzegając ją jako proces nieuchronny i na dalszą metę pozytywny, co jednak nie przeszkadzało akcentowaniu różnorakich towarzyszących mu zagrożeń.

 Stanowisko Zygmunta Wasilewskiego uznać można za reprezentatywne dla środowiska, w dodatku wyrażane w sposób dość klarowny. Tocząc swą wojnę o kształt kultury polskiej, w swoim przekonaniu upominał się o właściwą strawę duchową dla społeczeństwa młodego cywilizacyjnie, którego warstwy ludowe w ograniczonym stopniu obecne w życiu zbiorowym, w znikomej mierze uczestniczyły w wymianie poglądów i idei. Wasilewski obawiał się, by rodzące się potrzeby kulturalne ludu nie zostały zaspokojone przez zalew tandety. Dostrzegając ograniczone możliwości działań typu administracyjnego, tym mniejsze zaufanie miał do mechanizmów rynkowych. Kluczową rolę przyznawał natomiast warstwie inteligenckiej. W licznych jego wypowiedziach publicystycznych powtarzały się apele do „ludzi na wyżynach” o zrozumienie ciążących na nich obowiązków, wzięcie kierowniczej roli w społeczeństwie i stosowną wyobraźnię twórczą [24]. „Skoro warstwy ludowe, nieuświadomione jeszcze narodowo – pisał u schyłku życia – uważamy tak powszechnie za skarbnicę surowca duchowego, to (...) niechże ten surowiec traktowany będzie jako cenny kruszec niezbędny do wytworów wyższej cywilizacji. Tam są główne elementy tradycji człowieka kompletnego, bez którego nie ma mowy o twórczości. Nie wolno człowieka prostego zbydlęcać przez odbieranie mu dziedzicznych, zdrowych podstaw dumy i umysłu, nie wolno zabijać w nim miłości i wiary, bo tam jest energia twórcza, nie wolno niszczyć w człowieku przywiązania do tradycji, bo tam są podstawy stylu, w jakim budujemy cywilizację, nie wolno grasować po niwach narodowych wrogom, głupcom i doktrynerom w charakterze wychowawców”[25]. Przelana na papier w początkach lat 40, gdy znany Wasilewskiemu świat leżał już w gruzach, opinia stanowiła swego rodzaju echo polemik, toczonych wytrwale z przedstawicielami obozu liberalnego oraz radykalnego przez wcześniejsze dziesięciolecia[26], a zarazem świadectwo sztywności poglądów Wasilewskiego.

 Relacja: lud – elity w rozumieniu Wasilewskiego nie sprowadzała się po prostu do sprawowania nad ludem opieki przez warstwę oświeconą. Winna ona nie tylko rozumieć właściwe potrzeby ludu, ale i „wyrastać z ludu”, odczuwać z nim ścisłą łączność. Jest to ważne także i dla elit – bez kontaktu z ludem twórczość ich zamiera... Nadto – podkreślał – atmosfera moralna wsi jest czystsza od miejskiej. Chłopi nie są cyniczni, pragną idei w życiu społecznym Tam właśnie, gdzie „typ polski jest czysty” winniśmy szukać charakteru narodowego, w tym i zgubionego etosu pracy, nie mniej ważnego od cnót rycerskich[27]. Ogólnie rzecz biorąc, społeczeństwo polskie przedstawia się lepiej, niż sobie wyobrażamy[28], ważne tylko, by nie pozwolić go zepsuć.

 Lud polski, idealizowany i wynoszony na piedestał, miał być przecież poddany dyscyplinie i trzymany w ryzach – w tym względzie poglądy Wasilewskiego odbiegły daleko od naiwnego „chłopomaństwa” przełomu XIX i XX wieku. W jednym z artykułów, pisanych w latach dwudziestych, wyjaśniał, że „Pogląd narodowy dzieli duchowość społeczną hierarchicznie, stosownie do kwalifikacji jednostki: 1) na myśl ogarniającą całokształt, myśl, która jest siłą kierowniczą, twórczą i 2) na masę, reprezentantkę energii biologicznej, instynktów. Pojęcie ludu w tym podziale jest przestronne i płynne, różni go tylko miara wyrostu umysłowego, a więc miara raczej ilościowa. Jakość typu jest ta sama i wyraża się w charakterze narodowym”. „Gdy warstwy górne wchłoną w siebie duszę ludu – pisał w innym miejscu – wtedy nie będą miały sensu uroszczenia klas nieoświeconych do osobistego kierownictwa sprawami publicznymi”. Sam chłop – dowodził – nie pali się do rządzenia krajem, to demagodzy go do tego popychają. Nie należy bałamucić chłopa rolą, do której nie dorósł. Lud jest siłą żywiołową i czynnikiem decydującym w życiu psychicznym – ale to nie znaczy, by mógł pełnić funkcje jego intelektu. To jest rola klasy oświeconej[29]. Podobna myśl pojawiła się w refleksji Wasilewskiego na temat nacjonalizmu. Jak podkreślał, nie jest on doktryną. „Jest to myśl, rodząca się z życia”, zmienna, ciągle tworząca się. Gdy powstały narody, powstały i patriotyzmy. Nacjonalizm powstał później – to akt świadomości organizującej naród. To światopogląd. Powstał, gdy byt narodu został zagrożony przez kierunki antynarodowe (np. socjalizm); rozwiązał problem stosunku jednostki do społeczeństwa, nakazując ludzkiej duszy zjednoczyć się z nim. „Nie ma zagadnienia społecznego, którego nie rozwiązałaby myśl ojcowska narodu”. Państwo jest tylko formą życia politycznego. Istotą żyjącą, tą, która się tą formą posługuje dla swoich celów, jest społeczeństwo i naród. „Tam, gdzie źródłem rozkładu jest ustrój państwa i sposób rządzenia, jedyny ratunek tkwi w społeczeństwie, w jego siłach żywotnych, w jego spójności, w łączących je węzłach moralnych, wreszcie w zdolnościach organizacyjnych, zamieniających siły rozproszone i pozbawione kierunku w jedną wielką siłę zbiorową, ku jednemu celowi skierowaną”[30].

 Poglądy na to, czym jest naród i co stanowi istotę zbiorowej więzi stanowiły rdzeń politycznego systemu Wasilewskiego, sztywny i niezmienny. Nie można tego powiedzieć o stosunku do innych kwestii, nawet doniosłych. Wypowiadając się na temat pożądanego ustroju państwa, Wasilewski dał wiele przykładów daleko idącej elastyczności. Podejmując polemikę z liberalizmem na płaszczyźnie światopoglądowej – taki wymiar miała krytyka Rousseau czy szerzej filozofii oświeceniowej – wobec instytucji demokracji liberalnej, przede wszystkim parlamentu, był zdecydowanie mniej krytyczny, chociaż można w jego publicystyce znaleźć także i opinie o przeciwstawnej, bardzo anty-parlamentarnej wymowie[31]. Wyjaśnieniem tych meandrów było przejęcie się przezeń i konsekwentne stosowanie zasady, zgodnie z którą rozstrzygające kryterium stanowi w każdym wypadku interes narodu. „W gruncie rzeczy – wyznał Wasilewski w jednym z felietonów – społeczności narodowej obojętna jest forma ustroju”. Ustrój każdy „tyle jest wart, o ile pomyślnie działa”[32]. Niewiele można dodać do tej opinii tytułem komentarza – chyba tyle tylko, że w takim pojmowaniu hierarchii politycznych wartości Wasilewski nie był odosobniony. Podobne wypowiedzi łatwo znaleźć w spuściźnie na przykład Romana Dmowskiego[33], ale tę listę łatwo można by wydłużyć. Można by ja traktować jako ilustrację praktycznego zastosowania zasad nacjonalizmu integralnego.

 W praktyce jednak, jako człowiek uformowany jeszcze w czasach poprzedzających karierę totalitarnych porządków, Wasilewski patrzył na wnoszone przez XX stulecie „nowinki” ze sporą dozą nieufności i – podobnie jak i inni politycy z jego generacji – skłonny był akceptować je jedynie warunkowo. Pod tym względem różnił się bardzo od współpracujących z nim młodych ludzi. Komentując zamach majowy, umieszczał to wydarzenie na szerszym tle, tworzonym przez powojenne przewroty i rewolucje. „Wydobyło się po wojnie spod spodu barbarzyństwo, które czeka na siłę przeciwnika, nie może zaś przyjąć walki ideowej. (...) Europa cywilizowana nie może się nadziwić, że prawo jest deptane; a znów Azja się śmieje, że ktoś oczekuje walki na gruncie parlamentarnym. To znowu zdziwienie, że złamana zasada demokracji; odpowiada na to śmiechem dyktatura. (...) Włochy (...) pierwsze zrozumiały, że na nowy typ dyskusji trzeba wynaleźć nową mowę, właściwie sięgnąć po dawno nie używaną i zaniedbaną”[34]. Bardziej jednoznaczną wymowę, jeśli idzie o dystans wobec nowych porządków i pomysłów miał inny tekst, opublikowany w tym czasie, a poświęcony roli ideologii politycznych. „Idea – pisał – potrafi zmienić zbiorowisko ludzkie w stado: jedni podobni do drugich...” Dzisiaj najmniejszą podziałką społeczną (jednostką) jest właściwie nie człowiek, lecz grupa. Człowiek „wypuścił z rąk cugle cywilizacji”, „technika (...) przerosła jego osobistą pojemność duchową. Człowiek „zmalał i utracił panowanie nad rzeczywistością”[35]. Obok tego rodzaju refleksji, dowodzących i umiejętności obserwacji, i humanistycznej wrażliwości[36], trafiały się w publicystyce Wasilewskiego także i rażące dzisiaj pochwały ruchów oraz reżimów faszystowskich, poza narodowym socjalizmem niemieckim[37], traktowanym przez Wasilewskiego z nieufnością i dystansem. Argumenty wolnościowe trafiały się czasem w polemikach z rzecznikami obozu rządzącego, stopniowo zresztą coraz rzadziej, biorąc zaś pod uwagę kontekst owych polemik, można wątpić, czy rzeczywiście były one odbiciem poglądu autora. Relatywnie mniej wątpliwości mogły budzić podobne argumenty tam, gdzie chodziło o zaznaczenie różnic, dzielących postulowane „państwo narodowe” od państwa realnego socjalizmu, czy po roku 1933 – od narodowosocjalistycznej Rzeszy. Gwoli ścisłości trzeba przecież zaznaczyć, że szczególnie dużo tego rodzaju rozważań nie było – gros publicystycznej energii autora pochłaniały rozmaite sprawy bieżące, w tym kwestia żydowska. Z perspektywy czasu można jedynie wyrażać żal z tego powodu; wydaje się zresztą, że sam autor nie był daleki od podobnej refleksji: zestawiając bowiem jego międzywojenną publicystykę z opiniami zawartymi w spisywanych po roku 1939 wspomnieniach oraz innych tekstach, widać znaczące różnice optyki. To, co się nie zmieniło, to sposób pojmowania narodowej więzi, natomiast dystansował się Wasilewski od ryczałtowych potępień dorobku kolejnych sejmów Polski odrodzonej, silnie zaznaczał też swój krytycyzm wobec systemów totalitarnych[38], jak i samej idei dyscyplinowania społeczeństwa w sposób mechaniczny, przez stosowanie przymusu. Bez wątpienia czas sprzyjał rachunkom sumienia, czy jednak nie mieliśmy tu do czynienia również z pełniejszym, gdyż wolnym od rachub natury taktycznej, wykładem sposobu myślenia oraz przedstawieniem ideowego credo? Trudno tu jednoznacznie się wypowiadać. Zauważmy przecież, że zawarte w owych późnych wynurzeniach propozycje układały się w całość nieporównanie bardziej logiczną i zwartą od tego, co można znaleźć w jego wcześniejszej publicystyce. Można jedynie wyrazić żal, że nie mogły już oddziałać na opinie swego środowiska. Wiek oraz stan zdrowia Wasilewskiego wyłączały go spośród grona aktywnych uczestników działań konspiracyjnych; zaszłe zaś po wojnie zmiany skazywały go – jak i innych ludzi jego pokroju – na milczenie[39].



[1] Problemy te porusza książka Mariana Mroczki Stanisław Kozicki (1876-1958). Biografia polityczna, Gdańsk 1999.

[2] Warto jednak przypomnieć w tym miejscu, że taki zarzut pod adresem Wasilewskiego się jednak pojawił, podniesiony w dodatku przez postać tej miary, co Roman Dmowski. Mam tu na myśli aluzję zawartą w wydanej przez niego pod pseudonimem powieści, w której przedstawiona została postać naczelnego redaktora pisma, pod wpływem napięcia załamującego się i zachowującego się tak, by nikogo nie urazić (Patrz: Kazimierz Wybranowski, Dziedzictwo, wyd. 3, Wrocław 1993, s. 215, 217-218). Sporo uszczypliwości – co w tym wypadku mniej dziwi – zawierał inny przypuszczalny literacki wizerunek Wasilewskiego, zawarty w powieści autorstwa socjalisty – Adama Struga (Wielki dzień. Kronika niedoszłych wydarzeń, Warszawa 1957, s. 121, 132, 134 i dalej).

[3] Z. Wasilewski, Życiorys 1865-1939, cz. III, Biblioteka Jagiellońska, akc. 179/78, k.97.

[4] Ibid.

[5] Współczesne rozumienie terminu „nacjonalizm” jest bardzo szerokie, inaczej niż przyjęło się w tradycji polskiej. Patrz: Ernest Gellner, Narody i nacjonalizm, Warszawa 1991, s. 69-75, 161-163. Por.: Rogers Brubaker, Nacjonalizm inaczej. Struktura narodowa i kwestie narodowe w nowej Europie, Warszawa-Kraków 1998, s. 27.

[6] Bogumił Grott, Nacjonalizm chrześcijański, Krzeszowice 1999, s.6-7, 21-42.

[7] [Roman Dmowski], Jedność narodowa, „Przegląd Wszechpolski” nr 6, z15 III 1895, s. 82. Patrz też: Roman Wapiński, Roman Dmowski, Lublin 1989, s. 73-74.

[8] R. Wapiński, Idea narodu w myśli społecznej i politycznej endecji przed rokiem 1918, [w:] Idee i koncepcje narodu w polskiej myśli politycznej czasów porozbiorowych, Warszawa 1977, s. 223.

[9] Z. Wasilewski, Dyskusje, Poznań 1925, s. 195.

[10] Roman Zimand, Uwagi o teorii narodu na marginesie nacjonalistycznej teorii narodu, „Studia Filozoficzne”, 1967, nr 4, s. 13.

[11] Patrz: K. Kawalec, Spadkobiercy niepokornych. Dzieje polskiej myśli politycznej 1918-1939, Wrocław 2000, s. 69.

[12] Cyt. za: R. Zimand, op. cit., s. 9.

[13] Dmowski pisał o poczuciu łączności z całym narodem polskim „na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia” (Myśli nowoczesnego Polaka, Lwów 1904, s. 1); warto w tym kontekście przypomnieć fragment monologu Konrada z mickiewiczowskich Dziadów („Ja kocham cały naród! objąłem w ramiona wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia”. Nie wydaje się, by zbieżność ta była przypadkowa; zakorzeniony pogląd, upatrujący w nacjonalizmie polskim formę antyromantycznej reakcji, wydaje się wątpliwy. Patrz też: K. Kawalec, Roman Dmowski, Warszawa 1996, s. 63-64.

[14] Patrz: Z. Wasilewski, E pur si muove, „Myśl Narodowa” 1935, nr 23, s. 338. „Naród powstaje, gdy zbiorowość ludzka uzyskuje poczucie własnej tożsamości, własną, ponadjednostkową świadomość” (tenże, O sposobie pojmowania psychiki narodowej, (mpis), Biblioteka Jagiellońska, akc. 181/78, k. 70).

[15] Z. Wasilewski, Dyskusje, s. 22. Por. tenże, O życiu i katastrofach cywilizacji narodowej, Warszawa 1921, s. 41.

[16] R. Wapiński, Idea narodu..., s. 225.

[17] Z. Wasilewski, Na widowni, „Myśl Narodowa” 1939, nr 23, s, 345.

[18] K. Kawalec, Narodowa Demokracja wobec przemian świadomości narodowej Polaków w latach 1918-1939, [w:] Wrocławskie Studia z Historii Najnowszej, t. VI, pod redakcją Wojciecha Wrzesińskiego, Prace Historyczne XXVII, Wrocław 1998, s. 34-36.

[19] Z. Wasilewski, Na widowni, „Myśl Narodowa” 1936, nr 28, s. 438-439.

[20] Kultury – wskazywał Wasilewski – nie da się narzucić, zbudować odgórnie. Powstaje ona żywiołowo, w poczuciu wolności (Atak na kulturę, „Myśl Narodowa” 1935, nr 2, s. 17-19).

[21] Z pewnością należał do nich luźno związany z obozem narodowym liberalny ekonomista, prof. Adam Heydel, a wypowiadał się zupełnie jednoznacznie, w formie dziś szokującej. „Dwa prądy – skarżył się w wydanej w połowie lat 30. książce – zalewają warstwę inteligencji z niespotykaną dotychczas siłą. Prąd idący od warstwy chłopskiej i Żydzi z ghetta”. Jak dowodził, wyzuci z tradycyjnego środowiska chłopi są na ogół nastawieni antytradycyjnie, psychologicznie jednak mają wiele cech wspólnych z kulturą szlachecką i w końcu, chociaż też nie zawsze, potrafią się z nią zharmonizować. Natomiast „Niemal wykluczona jest taka asymilacja u Żydów. Nabierają oni cech szczególnych, zbierając z całego świata to wszystko, co nowe, modne a radykalne. Dzięki swej ruchliwości, przedsiębiorczości i zdolnościom zaczynają nadawać ton życiu miast polskich. (...) Wystarczy wymienić nazwiska żydowskie w literaturze, prasie, teatrach (zwłaszcza teatrzykach), tłumaczeniach z literatury obcej i porównać to ze stanem przedwojennym, by zmierzyć siłę tego zalewu” (Adam Heydel, Myśli o kulturze, Warszawa 1936, s. 69).

[22] Dość powołać się na sztandarowe dzieło Oswalda Spenglera. W Polsce za reprezentantów katastroficznych poglądów uznać można m.in. prof. Mariana Zdziechowskiego oraz Feliksa Konecznego, a także – przynajmniej w pewnym okresie – Floriana Znanieckiego. W tym nurcie mieściła się także twórczość Witkacego. Najwcześniej na ten temat pisała Danuta Knysz-Rudzka, Teorie zagłady cywilizacji zachodniej (1913-1939), „Kultura i Społeczeństwo” 1964, t. 8, s. 105-112, 115-119.

[23] Kontrowersyjną, ale bardzo interesującą analizę tego zjawiska zawiera szkic Zenona Szpotańskiego O wolności myślenia, Kraków 1986, s. 200-203.

[24] Co uderza, to niezmienność tych poglądów. Por.: Z. Wasilewski, Brak wyobraźni twórczej, „Myśl Narodowa” 1925 nr 7 (46), s. 97-98; tenże, Na widowni, „Myśl Narodowa” 1937, nr 40, s. 630-631.

[25] Z. Wasilewski, O sposobie pojmowania psychiki narodowej, (mpis), Biblioteka Jagiellońska, akc. 181/78, k. 45.

[26] Por.: Z. Wasilewski, Polska-Europa-Ludzkość, „Myśl Narodowa” 1926, nr 25, s. 349; tenże, Gdzie siła zestroju?, „Myśl Narodowa” 1926, nr 28, s. 1-3; tenże, Rozbrajanie Polski, „Myśl Narodowa” 1925, nr 13, s. 2-5; tenże, Przeciwko Duchowi Świętemu, „Myśl Narodowa” 1933, nr 26, s. 389; tenże, Na dwa fronty, „Myśl Narodowa” 1933, nr 44, s. 652.

[27] Z. Wasilewski, Polski typ twórczy, „Myśl Narodowa” 1927, nr 20, s. 361-363; tenże, Gdzie szukać charakteru narodowego, „Myśl Narodowa” 1927, nr 19, s. 341-343; tenże, Na widowni, „Myśl Narodowa” 1930, nr 19, s. 297, 298.

[28] Tenże, Niedocenianie własnych wartości, „Myśl Narodowa” 1925, nr 8 (47), s. 113.

[29] Tenże, Kapitał żelazny, „Myśl Narodowa” 1926, nr 5, s. 65-66.

[30] Tenże, Na widowni, „Myśl Narodowa” 1938, nr 43, s. 662.

[31] Tenże, Polski faszyzm, „Myśl Narodowa”, nr 6 z 6 II 1926, s. 81-82. Por.: tenże, Kres liberalizmu, „Myśl Narodowa” 1926, nr 10, s. 145-146. Patrz też: tenże, Chimera demokratyzmu, „Myśl Narodowa” nr 7 z 13.II.1926, s. 97-98; tenże, Moralne podstawy przyszłości, „Myśl Narodowa” 1926, nr 11, s. 161-162. Podobne rozdwojenie zaznaczało się także w enuncjacjach innych postaci w tym czasie – patrz: R. Wapiński, Historia polskiej myśli politycznej XIX I XX wieku, Gdańsk 1997, s. 204-205. Szerzej na ten temat: Ewa Maj, Związek Ludowo-Narodowy 1919-1928. Studium z dziejów myśli politycznej, Lublin 2000, s. 282-283.

[32] Z. Wasilewski, Na widowni, „Myśl Narodowa” 1938, nr 8, s. 121.

[33] J. Drobnik, Diariusz, t. 1, Poznań 7 XII 1924 - 15 XI 1931, Biblioteka Narodowa, rkps akc. 11953/I, k. 44, 51-53.

[34] Z. Wasilewski, O uzgodnienie terenu, „Myśl Narodowa” nr 17 z 1 sierpnia 1927, s. 301-302. Szerszy komentarz do tej wypowiedzi; K. Kawalec, Spadkobiercy niepokornych..., s. 103.

[35] Z. Wasilewski, Odrodzenie, „Myśl Narodowa” 1926, nr 14, s. 209-210.

[36] Wolność – wskazywał w jednym ze swoich felietonów – polega na tym, aby w życiu było miejsce na odwagę cywilną... (Na widowni, „Myśl Narodowa” 1935, nr 44, s. 679).

[37] Tenże, Na widowni, „Myśl Narodowa” nr 31, z dn. 18 VII 1933, s. 453.

[38] Tenże, Życiorys 1865-1939, cz. III, Biblioteka Jagiellońska, rkps akc. 179/78, k. 107; tenże, O sposobie pojmowania psychiki narodowej..., k. 39.

[39] Już samo zacytowanie Wasilewskiego, i to w kwestiach odległych od polityki, budziło gwałtowne reakcje dyspozycyjnych postaci, oddelegowanych na „front” literacki... (Marian Mroczko, Stanisław Kozicki (1876-1958). Biografia polityczna, Gdańsk 1999, s. 306-307).

Najnowsze artykuły

Przegrana Francji i przyszłość Europy

Walerian Kalinka

Data dodania: 2017-07-26

O pośle i poselstwach

Krzysztof Warszewicki

Data dodania: 2017-07-18

Między Niemcami a Rosją czyli o Adolfie Bocheńskim (Wywiad)

Maciej Zakrzewski

Data dodania: 2017-07-13