Artykuł
Dyplomacja emigracji
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

 

Pierwodruk: Pisma Karola Sienkiewicza. Prace historyczne i polityczne, Paryż 1862, s. 303-307.

 

Działanie emigracji dyplomatyczne. – O co nam iść powinno. – Rewolucje. – Jak Francja jest dla nas. – Jaki duch powinien cechować emigrację.

 

Pomimo zgrozy, jaką prawie powszechnie, a niedorzecznie, przywiązujemy do wyrazu dyplomacji, misja emigracji naszej była i jest niczym innym, tylko misją dyplomatyczną. Tak jest, a nie inaczej. Skorośmy opuścili Polskę, aby do niej wrócić wskutek jakiejś zmiany lub siły europejskiej, chcąc nie chcąc, przybraliśmy na siebie dyplomatyczną szatę. – Dyplomatyzujemy tedy tu wszyscy, a większa nas część, ponoć tak, jak ów mieszczanin szlachcic, który nie wiedząc o tym, całe życie prozą gadał. W rozmaitości naszych dyplomatycznych systematów zbawienia Polski, dwa tylko wszakże upatrywać można było zewnętrzne środki. – Albo wstrząśnienie wulkaniczne całej Europy, przed którym by runąć musiała potęga Rosji – albo działanie bądź pojedyncze, bądź wspólne mocarstw, w celu ukrócenia przewagi rosyjskiej, do czego najpewniejszą byłoby rękojmią wskrzeszenie Polski. – Dla każdego Polaka szczerego, dla każdego, który kocha Ojczyznę jako cel ostateczny, a zasady swoje tyle tylko, ile doń zaprowadzić mogą, dla każdego takiego Polaka, każdy środek zbawienia Polski, skoro jaki ma gotowy siłę i rękojmią skutku, pożądany być powinien. –Krzywdy nam zadane przez naszych ciemiężycieli tak są zuchwałym pogwałceniem wszelkich boskich i ludzkich praw, iż każdy dla nas oręż świętym będzie, byleby był dość hartownym na skruszenie ich potęgi. – Byłby ten prawdziwym zdrajcą Ojczyzny, który by nie chciał i przeszkadzał, aby ręka mu niemiła zdejmowała z niej kajdany. – Rzecz więc o naturze i legalności środków europejskich naszego odrodzenia, nie jest i nie powinna być zadaniem polskim; – ale wielkim polskim zadaniem powinno być badanie o sile, o gotowości, o skuteczności tych środków; i tu jest punkt z którego rozstajnymi puszczamy się drogami. Jedni z nas więcej oczekiwali siły i gotowości i skuteczności po istniejącym porządku rzeczy; drudzy po rewolucji. – Niestety! Po kilku latach zgryźliwej i gorączkowej niespokojności, nie mamy czym w skutku, jedni nad drugimi tryumfować. – Tardiorasunt remedia quammala, wspólnie to przyznajemy. – Z tym wszystkim co do gruntu rzeczy, co do zasad i dalszych nadziei naszych, z całą mocą przekonania, któremu i zewnętrzne objawienia przychodzą na pomoc, nie przestajemy utrzymywać, że wzmocnienie rządów, z natury swojej nieprzyjaznych Rosji, pewniejsze dla nas rokuje nadzieje, niż ich osłabienie lub obalenie – niż rewolucje. Bo najpierw, a co już pierwszą zasadą musi być rachunku, rządy te egzystują i mają siłę w ręku; a jądro hipotetyczne rewolucji, jest dopiero w życzeniach pewnej klasy ludzi. – Jaka by jej była siła? Nie wiemy. Jaki by był jej kierunek? Nie wiemy. Wiemy to tylko, że rewolucjom, trudniej jest niż balonom, drogę naznaczać. – Możemy, idąc za popędem niecierpliwości, i słusznego nawet oburzenia na obecną atonią rządów, opuszczać ziemię na której zasiane ziarno nadziei naszych dotąd wprawdzie nie wschodzi, a sadowić się w krainie marzeń, w cudownych zamkach nadpowietrznych, które filozofów politycznych, jak wędrowców po pustyniach pozorami rzeczywistości i wspaniałości, często uwodzą? – Cisza zatrzymuje na chwilę unoszącą nas nawę; jeśli ją opuścimy i popróbujemy iść po morzu, nie dojdziemy przeto spieszniej do celu. Niezaprzeczalny, że we Francji, gdzie główne siedlisko nasze, atmosfera polityczna objawia ciągłą niespokojność i symptomaty burzy. Ale w tym tyle się tylko okazuje siły, ile potrzeba do utrzymania w ciągłej słabości rządu lipcowego, a przeto pomnożenia dumy i swawoli moskiewskiej.

Nie taimy tego, iż wskutek takiej teorii, byliśmy zawsze przeświadczeni, iż ugruntowanie monarchii lipcowej we Francji, rokowało nam rozumniejsze nadzieje, niż jej zburzenie. Owoce tych nadziei nie były wielkie; nie można wszakże powiedzieć, że żadne. Francja nie dała sankcji tym tyrańskim dziwactwom, które rozpasany w zemście najeźdźca, dokazuje na ziemi naszej. – Izby francuskie nie przestają utrzymywać sprawy naszej; – Francja daje nam przytułek i wolność ogłaszania praw naszych, pokrzepienia nadziei naszych. Wszakże nie taimy też i tego, iż nieraz widome symptomaty rzędu francuskiego, jeśli nie obalały wiary naszej, to często ją zasępiały, zawstydzały. Ciężko by to było usprawiedliwiać; tłumaczyć wszakże godzi się i należy. Rząd francuski, zrodzony wśród rewolucji, zdaje się mieć uderzoną imaginację anarchicznymi knowaniami, zdaje się zawsze widzieć przepaść, jak to zdawało się Pascalowi, otwartą pod stopami swymi. W takim usposobieniu, w obliczu jego, sprawa Polsku niemość się mu jasno okazywała, a względy domowego położenia nakazywały jak najmniej jej tykać, i emigrację jak najmniej za reprezentację polityczną uważać. Owszem, w ostatnich osobliwie czasach, zaszło wiele drobnych okoliczności, które miały pozór jak gdybyśmy już natrętnymi stali się gośćmi. W ostatniej dyskusji dyplomatycznej, przy budżecie, sprawa Polska blado wystąpiła; a w procesie toczącym się o czerwcowy królobójczy zamach, gdy pozwany zbrodniarz, na rekryminację wywołał imię Polski, prokurator generalny, użył pewnych wyrażeń, które w przekręconym tłumaczeniu, mogły rzucać potwarz na całą emigrację naszą, i niejako usprawiedliwiać domysły, o złej woli ku nam rządu francuskiego.

Słowa pana prokuratora, acz wyraźnie do pewnych tylko indywiduów skierowane, acz żadnym śledczym świadectwem nieudowodnione, żywo, może nawet zanadto, rozżaliły masę emigracji polskiej; protestacje bądź przez dzienniki ogłaszane, bądź wprost rządowi udzielone, przemówiły językiem naszej wiary. Odepchnęliśmy potwarczą impresję, do której słowo pana Martin du Nord[1], mogły dać powód, a które już, dziennik frankfurcki, skwapliwie za temat swoich płatnych kalumnii pochwycił. Nie możemy tu przemilczeć tragicznego wypadku, który miał się wydarzyć w Szwajcarii, gdzie rząd francuski upatrywał stolicę anarchicznych zamachów – wypadku, który dowodzi jak dalece królobójcza nauka przystępu w umysłach polskich nie ma. Jeden z naszych współziomków, który w nocy 15 sierpnia miał wiele figurować, zagnany do Szwajcarii, wszedłszy tam do spisku politycznego, gdy przyszła rzecz o królobójstwie, oparł się jak najmocniej podawanym w tej mierze projektom, i wkrótce przypłacając życiem swój upór, padł pod sztyletem sprzysiężonych. – Wypadek ten nie jest zapewne tajemnicą rządowi francuskiemu, a więc i Panu Martin du Nord[1].

Rozjątrzeni nieszczęściem, oddaleniem od ojczyzny, zawodem oczekiwań, nie dziw, że w wyrzekaniach niecierpliwości wywołujemy na oślep wszelkie zmiany. Lecz z drugiej strony zrzucamy z siebie skwapliwie miotane zarzuty, intrygi i anarchii: upominamy się czujnie o świętość misji naszej. Pragniemy dowieść, że jesteśmy i umiemy być cząstką istniejącej, udzielnej, acz ujarzmionej społeczności. Nie przyszliśmy i nie zamieszkaliśmy na cudzej ziemi, aby się obierać za przedsiębiorców i profesorów zaburzeń; – nie zapadliśmy do takiej rozpaczy, abyśmy mieli działać jak ów potępieniec, który idzie na rozstajne drogi, wywoływać szatanów do zamiany wieczności swojej za chwilę zadowolenia. – Ów zarzucany nam anarchizm, jest może niekiedy w słowach, w przekleństwach, w drukowanych szpargałach, ale w gruncie, ale w przekonaniu, ale w instynkcie narodowym, wcale nie jest. Ta zaraza byłaby dla nas śmiertelniejsza, jak przemoc najeźdźców naszych. – Jeśli mamy przed sobą wiele do zburzenia, do zburzenia jarzmo moskiewskie; mamy też przed sobą wyższe, świętsze powołanie odbudowania potęgi polskiej, wykarmienia, utrzymania, i puszczenia w życie wszelkich warunków społecznego bytu. – Rozsypany w proch nawet kolos Rosji, przed stopami naszymi, otworzy nam pole, ale nie da materiałów istnienia, jeśli ich w przekonaniu i w pogotowiu sami mieć nie będziemy. – Jeśliby jakaś rewolucja europejska, pomogła nam do obalenia przemocy, nie potrafimy skorzystać ze szczęśliwego trafu, jeśli wśród szału zniszczenia, trzeźwą głową nie weźmiemy się do dzieła odbudowania. – W takim duchu i w takim charakterze, w naszej misji dyplomatycznej objawiać się nam należało i należy, jeśli mandatu naszego skalać i zniweczyć, na pociechę Rosji, swawolnie nie zechcemy.

 

(Paryż, 1836 r., z Kroniki Emigracji Polskiej)



[1] Wiadomość o tym wypadku mamy z tak poważnego źródła, że jej nie wahamy się ogłosić, acz skądinąd nie słychać o niej.



[1] Nicolas Martin du Nord (1790-1847) – francuski polityk, prawnik i sędzia. Pełnił szereg funkcji politycznych. Był m.in. ministrem robót publicznych, rolnictwa i handlu (1835-1839) oraz ministrem sprawiedliwości i spraw religijnych (1840-1847).

Najnowsze artykuły

Literatura a życie polskie

Stefan Żeromski

Data dodania: 2017-11-27

Kongres Wiedeński

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27

Skarbiec Historii Polski - przedmowa

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27