Artykuł

Dwie podróże Józefa Becka. Publicystyka niemiecka polskich konserwatystów w pierwszej połowie 1939 r.

Data dodania: 2018-12-01
Data dodania: 2018-12-01

Przełom lat 1938/1939 stanowił wyzwanie dla konserwatywnych publicystów, szczególnie tych zajmujących się omawianiem polskiej dyplomacji oraz zmianami na arenie międzynarodowej. Wyzwanie to wiązało się z rosnącą potęgą Niemieckiej Rzeszy po tym jak jej władze najpierw dokonały Anschlussu Austrii, a następnie przyłączyły na konferencji w Monachium tereny sudeckie należące do Czechosłowacji. Fakty te wystawiły na próbę dotychczasowe przekonanie, zgodnie przyjmowane przez wszystkie odłamy polskiego obozu zachowawczego, o konieczności pokojowego współdziałania z zachodnim sąsiadem[1]. Granice czasowe tekstu wyznaczają dwie ważne podróże dyplomatyczne ministra Józefa Becka między którymi doszło do zmian na mapie Europy Środkowej i likwidacji Czechosłowacji przez co doszło do złamania postanowień wypracowanych w Monachium w 1938 r. Pierwszą z nich polski minister spraw zagranicznych odbył do Berchtesgaden, z którą wiązano w prasie nadzieję na poprawę stosunków z hitlerowski państwem. Celem drugiej był Londyn, a wynikiem okazały się być dwustronne gwarancje polsko-brytyjskie z 6 kwietnia 1939.

Rok 1939 rozpoczynał się w redakcjach od prób oceny stosunków polsko-niemieckich i sytuacji Polski na arenie międzynarodowej, po zmianach na mapie Europy jakich dokonano na konferencji monachijskiej. Na wzrost zainteresowania polityką wobec zachodniego sąsiada wpływały również dwie wizyty: Józefa Becka w Niemczech oraz Joachima von Ribbentropa w Warszawie. Jan Moszyński redaktor „Czasu” w swoim podsumowaniu noworocznym pisał o kluczowej roli Polski w Europie. Przez swe położenie geograficzne, była ona narażona na wszelkie zmiany w układach sił zarówno na wschodzie, jak i zachodzie Europy. Stosunki z Niemcami uznawał za poprawne, jednakże ostrzegał przed dynamizmem polityki niemieckiej, szczególnie, iż nie mógł przewidzieć jego kierunku. Polska dyplomacja, w obliczu wzrostu potęgi hitlerowskiego państwa, powinna skupić się na zabezpieczeniu swoich interesów, a najważniejszym zadaniem miało być osiągnięcie wspólnej granicy z Węgrami. Mimo coraz bardziej napiętych stosunków z Niemcami i brakiem równowagi, redaktor „Czasu” ostrzegał przed próbami wyrównania sił poprzez sojusz z ZSRR[2].

Wzmocnieniem tezy o panowaniu normalnych stosunków między państwami były wizyty ministrów spraw zagranicznych. Przy okazji przyjazdu Ribbentropa do Warszawy podkreślono na łamach „Czasu” fakt, iż miał on miejsce w piątą rocznicę podpisania polsko-niemieckiej deklaracji o nieagresji. Deklarację z perspektywy czasu oceniano jako duży sukces polskiej dyplomacji. Na jej podstawie doszło do normalizacji stosunków gospodarczych, wzmożono stosunki kulturalne, przy czym sama deklaracja nie narzucała żadnych krępujących postanowień, czy planów przeciw ZSRR[3].

Potwierdzenie swoich twierdzeń oraz, i co chyba ważniejsze, rozwianie obaw dotyczących możliwych kierunków niemieckiej ekspansji redakcja przeniesionego do Warszawy dziennika znalazła w mowie Adolfa Hitlera wygłoszonej w Reichstagu 30 stycznia. Najważniejszym jej elementem była ostra krytyka zachodu oraz zażądanie od Anglii i Francji kolonii, co wiązano z trudnościami gospodarczymi III Rzeszy. Pragnienie nowych nabytków terytorialnych miało odsuwać groźbę agresji Niemiec na wschód i Ukrainę. Dodatkowo sam kanclerz w swej mowie, co zostało wyróżnione w artykule, potwierdzał tezę o spokoju na granicach z Francją i Polską. Przy czym pewien niepokój wzbudziło w publicyście nieporuszenie przez kanclerza kwestii ZSRR, co stanowiło absolutne novum[4].

Starając się nakreślić swoim czytelnikom klimat panujący w ówczesnej Europie, Józef Winiewicz, redaktor związanego z wielkopolskimi konserwatystami „Dziennika Poznańskiego”, pisał o stanie wielkiego napięcia i Trzeciej Rzeszy jako górującej nad kontynentem. Próbował odgadnąć w swojej publicystyce o czym Beck rozmawiał z Hitlerem i miał nadzieję, iż negocjacje dotyczyły pozostawieniu wschodu Europy jako wolnego od wpływów niemieckich. Oskarżał on równocześnie państwa zachodnie, które w celu odsunięcia zainteresowań niemieckiego kanclerza od kolonii, starały się skierować niemiecką ekspansję na teren między Bałtykiem a Morzem Czarnym. Wyłuszczając zadania polskiej dyplomacji widział dwa cele. Po pierwsze pełną samodzielność prowadzenia polityki zagranicznej przez Polskę i nie poddawanie się dyktatowi Niemiec, po drugie ochrona praw mniejszości polskiej w Rzeszy. Uważał on za konieczne dalsze prowadzenie polityki względem zachodniego sąsiada opartej na pokojowym porozumieniu, lecz nie za cenę praw Polaków mieszkających w Niemczech. Mimo tych skaz oraz trudności ówczesne stosunki między państwami uważał za poprawne, a Polska miała być ważnym partnerem dla Hitlera[5].

Wedle redakcji oczekiwanie na mowę Hitlera wywoływało na kontynencie stan gotowości i nerwową atmosferę. Zachód miał dostrzec, iż zagrożenie wojenne przeniosło się z Europy Środkowej na tereny leżące nad Morzem Śródziemnym i Czarnym, gdzie splatały się interesy mocarstw zachodnich oraz Niemiec i Włoch. Redakcja „Dziennika Poznańskiego” dostrzegała, iż mowa może przynieść odprężenie gdyż państwa totalne pragnęły pokoju, lecz jedynie w przypadku gdy zaspokojone zostaną ich potrzeby gospodarczo-terytorialne. Przy czym nie chciano przewidywać czyim kosztem odbędzie się „nowe Monachium”, choć odrzucano wówczas możliwość wybuchu konfliktu zbrojnego[6]. Kanclerz w opinii redaktora „Dziennika” miał opowiedzieć się za pokojem, a opisujący jego mowę uznał jego żądania za umiarkowane. Przyznano nawet słuszność argumentacji niemieckiego przywódcy, który zażądał kolonii, nazywając ją „teorią socjalizmu w stosunkach międzynarodowych”, czyli sprawiedliwości w podziale dóbr światowych, przeciw egoizmowi mocarstw[7].

Najostrzej z krytyką polskiej dyplomacji uderzyło wileńskie „Słowo” redagowane przez Stanisława „Cata” Mackiewicza. Atakowano nie tylko działania Józefa Becka, lecz również inny dziennik konserwatywny „Czas” za propagowanie niezależnej polityki zagranicznej nieopierającej się ani na Trzeciej Rzeszy, ani na Francji[8]. Mackiewicz uważał w tym czasie Niemców za hegemonów w Europie Środkowej. Austria została zaanektowana, natomiast Czechosłowację przedstawiał jako państwo zwasalizowane. Dodatkowo Polska nie miała wspólnej granicy z Węgrami, co uniemożliwiało jej zbudowanie wspólnego frontu i wzmocnienia swojej pozycji. Parafrazując powiedzenie przypisywane Piłsudskiemu Mackiewicz stwierdzał, iż Beck miał wysiąść z tramwaju na przystanku przegrana[9].

W przeciwieństwie do innych dzienników konserwatywnych stan stosunków między Polską a Niemcami Mackiewicz oceniał jako kryzysowy i nie zmieniały tego nawet wizyty ministrów obu państw. Kryzys ten szczególnie groźny był dla Polski, o wiele słabszej od Niemiec, dla które czas działał na niekorzyść. Nie wierzył w pozytywne zapewnienia organów rządowych dotyczących przyjazdu Ribbentropa do Warszawy, gdyż nie rozwiązano podczas niej najbardziej palących kwestii: Gdańska, który redaktor uważał już za miasto niemieckie, granicy z Węgrami oraz sprawy mniejszości narodowych. Doceniał przy okazji rolę Francji w polityce międzynarodowej, która mogła stanowić pewną przeciwwagę dla Niemiec, co pozwoliło mu zaatakować polską dyplomację, za antyfrancuskie momenty podczas rozmów z przedstawicielami Rzeszy[10].

Nie bez echa w „Słowie” przeszła styczniowa mowa Hitlera w Reichstagu. Mackiewicz charakteryzował ją jako antyzachodnią, lecz dawała ona Polsce pewne możliwości w kreowaniu stosunków polsko-niemieckich i wzmocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Po pierwsze Polska mogła przyłączyć się do bloku anglo-francuskiego przeciw Niemcom, lecz było to dla Mackiewicza nielogiczne. Drugą opcją było pośredniczenie w rozmowach Rzeszy z Zachodem, tak by skierować jej ekspansję np. na ZSRR i zmniejszenie zainteresowania niemieckiego koloniami. Ostatnią możliwością była neutralność, której pragnął Beck, lecz przyłączenie kolonii wzmocniłoby i tak ogromną potęgę Trzeciej Rzeszy[11]. Mimo swego germanofilstwa i sympatii dla kanclerza Mackiewicz obawiał się nieproporcjonalnego wzrostu siły względem Polski. Rzesza mogła już narzucać swoje zdanie nawet Francji, czy Anglii, co nie dawało szans Polsce na podjęcie rozmów na równorzędnych warunkach. Wszelkie problematyczne kwestie Beck powinien rozwiązywać przed konferencją w Monachium, natomiast rok 1938 uznał „Cat” za katastrofę. W 1939 r. autor nawoływał do likwidowania spraw spornych, a w zamian za wspieranie polityki niemieckiej za konieczne uważał otrzymanie przez Polskę kompensat niwelujących różnicę sił, gdyż dalsze odkładanie tych spraw na rzecz „melancholijnych spotkań” pozwalało wyłącznie na wzmacnianie zachodniego sąsiada[12].

W marcu 1939 r. kanclerz zszokował światową opinię publiczną, co odbiło się również donośnym echem również w polskiej prasie. Najpierw wykorzystał tendencje separatystyczne Słowacji, która ogłosiła niepodległość 14 marca 1939, następnie 15 tegoż miesiąca, czescy politycy Emil Hácha oraz František Chvalkovský oddali „los narodu i kraju czeskiego w ręce wodza Rzeszy Niemieckiej”[13], pod „opiekę Niemiec” oddała się 23 marca 1939 r. także Słowacja, tego samego dnia przyłączony został do Rzeszy Okręg Kłajpedy. W międzyczasie Polska 16 marca uzyskała długo oczekiwaną wspólną granicę z Węgrami.

Środowisko konserwatystów związane z „Czasem” winą za upadek Czechosłowacji obarczało jej przywódców oraz samo państwo, które prowadziło zbyt ambitną politykę i nie chciało w żaden sposób uregulować spornych spraw z sąsiadami. Doceniano, iż w tak doniosłym momencie polska dyplomacja nie pozostała bezczynną i doprowadziła do wspólnej granicy z Węgrami. Jednakże sukces ten nie przysłaniał zmian w Europie Środkowej, które były skrajnie niekorzystne dla Polski[14].

Doceniając doprowadzenie do wspólnej granicy z Węgrami, odrzucano krytykę części pism, które uważały Węgry za poddane Trzeciej Rzeszy, nieprowadzące niezależnej polityki. Redaktor Jan Moszyński przekonywał, iż Węgry podobnie jak Polska chcą prowadzić w pełni samodzielną politykę, odrzucając zależność od Niemiec. Z tego względu sukces Węgier, traktował jako sukces Polski i możliwość prowadzenia wspólnej, opartej na przyjaźni, i co ważne, prowadzonej przez państwa będące podmiotami na arenie międzynarodowej polityki[15].

Dokonując na łamach „Czasu” próby oceny kolejnych zmian terytorialnych dokonywanych przez Trzecią Rzeszę zwracano uwagę na pozorność wzmocnienia hitlerowskich Niemiec. O sile państwa, bowiem stanowić miała wedle redakcji gospodarka i społeczeństwo. A miliony, które trafiły w granice Rzeszy, były czynnikiem obcym, który mógł zbuntować się w razie wybuchu konfliktu zbrojnego. Drugim elementem osłabiającym Niemcy było oburzenie międzynarodowe po złamaniu układów monachijskich, które porównywano do naruszenia neutralności Belgii podczas Wielkiej Wojny i liczono na możliwość zbudowania szerokiej koalicji antyhitlerowskiej. Narodowy socjalizm miał natomiast żyć w świecie iluzji i przeceniać swoje siły. Po złamaniu paktów Hitler miał stracić zaufanie nie tylko państw dotychczas neutralnych, ale także swoich dotychczasowych zwolenników[16].

Niezwykle ciekawą analizę w przeddzień zniknięcia Czechosłowacji z mapy Europy przeprowadzono na łamach „Dziennika Poznańskiego”. W Europie panować miał wówczas stan podobny do wojny. Co więcej, już nie sama wojna, lecz jej groźba pozwalała na dokonywanie zmian terytorialnych. Charakterystycznym dla redakcji również było, iż zarządzenia gospodarcze i ograniczenia życia społecznego, które dotychczas miały miejsce podczas wojny, były wówczas stanem permanentnym w czasach pokoju. Było to wynikiem niezadowolenia państw centralnych wynikające z tego, że choć nie zostały pobite to spadły na nie ogromne obciążenia. Autor w swojej analizie stanu napięcia w Europie pisał, iż niekoniecznie wojna musi wybuchnąć miedzy państwami totalnymi a demokratycznymi, ważniejsza dla niego była „ewolucja narodowo-społeczna i walka o surowce”[17].

Zajęcie ziem czeskich w redakcji przyjęto z dużym spokojem, jako zakończenie złudzeń jakoby po konferencji monachijskiej Czesi byli niezależnym narodem. Dostrzeżono znaczącą zmianę w polityce Hitlera, który doprowadził tą aneksją do sytuacji, w której Rzesza przestawała być narodowo jednorodnym obszarem[18]. Podobnie jak w przypadku „Czasu” częściową winą za upadek państwa czechosłowackiego obarczano rządzących nim oraz społeczeństwo, którego demoralizacja była przyczyną słabości kraju[19].

Redakcja „Dziennika” w swoich analizach przyszłej polityki niemieckiej na ziemiach czeskich skupiała się na gospodarce niemieckiej, która wedle redaktora czasopisma miała opierać się na stałym wzroście produkcji, lecz jak sam piszący oceniał, nie mógł on trwać bez końca[20]. Stały wzrost produkcji przemysłowej w Niemczech doprowadził do trudności gospodarczych i przerostu niektórych gałęzi przemysłu, szczególnie zbrojeniowego. Stan ten pogłębiał brak rynków zbytu dla niemieckich produktów, dlatego zasadniczym pytaniem stawianym w poznańskiej gazecie było to czy takowy uda się otworzyć na terenach Czech i Moraw. Wskazywano jednak na duże problemy, jako że tereny te były wysoko uprzemysłowione, więc sukces polityki Hitlera był bardzo ograniczony i sprowadzał się do zdobycia dostępu do nowych surowców. W przyszłości jak starano się przewidywać problemy gospodarcze mogły wywołać kolejne nerwowe ruchy kanclerza na arenie międzynarodowej[21].

W wileńskim „Słowie” w doniesieniach dotyczących zajęcia ziem czeskich oraz ogłoszenia niepodległości przez Słowację podkreślono, iż wydarzenia te dokonywały się przy aprobacie i braku reakcji Zachodu[22]. Jako pierwszy wydarzenie to omówił redaktor Stanisław „Cat” Mackiewicz. Nie krył on swojego podziwu dla działań Hitlera i wyjątkowości zaistniałych faktów. O unikatowości zaistniałych wydarzeń miało świadczyć doprowadzenie do wykreślenia niepodległego państwa z map świata w ciągu zaledwie kilku godzin, a ściślej ujmując na jednym spotkaniu. Natomiast respekt przed kanclerzem u Mackiewicza budziła ogromna dynamika i przeprowadzenie zmian granic bez oddania choćby jednego wystrzału[23]. Tak jak w poprzednich i w tym dzienniku wysuwano zarzuty przeciw Czechom i czeskim politykom, gdyż nie znalazł się wśród nich nikt kto starałby się o obronę niezależności państwa[24].

Mimo wyczuwalnego respektu przed dokonaniami Trzeciej Rzeszy dużo bardziej widoczny jest nastrój klęski w publicystyce Mackiewicza. Nawet wspólnej granicy z Węgrami, nie uznawał on za sukces, gdyż było to wynikiem działania niemieckiej, a nie Polskiej, dyplomacji[25]. Jak sam pisał „w obecnym położeniu Polski upatruję największe niebezpieczeństwo, w czym całkowicie zgadzam się z endekami, ludowcami i socjalistami”[26]. Nieudolna polityka Józefa Becka, który doprowadził do niewspółmiernego wzrostu potęgi Niemiec względem Polski i nieumiejętność likwidacji najbardziej zapalnych punktów spowodowała, iż niemożliwym do zrealizowania była doktryna wspólnego działania z Niemcami, której tak długo bronił Mackiewicz. W ostatnim numerze przed osadzeniem w Berezie stwierdzał on: „Plan którego broniliśmy tj. plan wspólnego frontu Polski i Niemiec przeciw Rosji przy życzliwej neutralności demokracji zachodnich został zdruzgotany [podkr. S. M.]”[27].

W przeciwieństwie do kasandrycznych przewidywań Mackiewicza, z dużym spokojem do kwestii zajęcia ziem czeskich podchodzono na łamach redagowanej przez Jerzego Giedroycia „Polityki”. Kryjący się za pseudonimem „Franciszek Czerwiski”, Adolf Bocheński pisał o niemieckim imperializmie jako konieczności dziejowej. Oczywiście dostrzegał on niebezpieczeństwo znacznego wzrostu potęgi zachodniego sąsiada, jednakże kolejne przyłączanie mniejszości narodowych zmniejszało w jego opinii imperialistyczne możliwości Trzeciej Rzeszy, gdyż każde z państw miało ograniczoną zdolność asymilacji narodowości obcych. Jako przykład podawał Polskę, dla której wręcz niebezpiecznym by było przyłączanie kolejnych, obcych, ziem. Dlatego Polska nie powinna stawać na drodze niemieckiemu imperializmowi, o ile ten nie działał na jej szkodę, a wzmacniać swoje sojusze oraz możliwości komunikacyjne ze światem na wypadek wojny. Polemizował również z „Catem” ukazując pozorność dotychczasowych wzmocnień Niemiec, szczególnie że w przypadku konfliktu zarówno Austria jak i Niemcy sudeccy stanęliby po stronie Hitlera, a wspólna granica polsko-węgierska likwidowała możliwość sojuszu Rzeszy z Ukrainą[28].

Reakcją na zmiany terytorialne dokonywane w Europie Środkowej przez Niemcy były starania polskiej dyplomacji o poparcie Wielkiej Brytanii. Stosowne rozmowy odbywały się w dniach od 4 do 6 kwietnia 1939 r. i zakończyły się wydaniem komunikatu 6 kwietnia o wzajemnych zobowiązaniach pomocy i współpracy[29].

Choć redakcja „Czasu” nadal uważała, iż Polska powinna przestrzegać deklaracji o nieagresji z 1934 r., to podkreślono, iż po zerwaniu układów monachijskich przez Hitlera nikt nie odważy opierać się swojego bezpieczeństwa na umowach z Trzecią Rzeszą. Dlatego wyjazd Becka na rozmowy w Londynie zyskał pełną aprobatę redakcji[30]. Komunikat o udzieleniu gwarancji przez Wielką Brytanię uznano jako przyczynek do uspokojenia sytuacji w Europie. Redaktor „Czasu” stwierdzał, iż w zaistniałej konfiguracji międzynarodowej niemieccy przywódcy nie będą chcieli zaryzykować zbrojnego konfliktu. Nie oznaczało to niedostrzegania takowego niebezpieczeństwa, wręcz przeciwnie, w obliczu zagrożenia niemieckiego i odrzucenia koncepcji porozumienia z zachodnim sąsiadem, należało, wedle redakcji, skupić się na wzmocnieniu sił społecznych, a nawet próbach porozumienia z „emigrantami brzeskimi”[31]. W bardzo zbliżony sposób do londyńskich rozmów ministra Becka podchodziła redakcja „Dziennika Poznańskiego”. Jako uzupełnienie analiz przeprowadzanych na łamach „Czasu” należy zwrócić uwagę na uwypuklenie aspektów gospodarczych. Jak twierdził redaktor „Dziennika” Józef Winiewicz wojna była nieopłacalna dla wszystkich stron konfliktu. Podobnie panujący wówczas stan napięcia wojennego szkodził gospodarczo całej Europie, dlatego uważał za prawdopodobne, przyjęcie podobnej formuły jak w Monachium i rozwiązanie najbardziej palących problemów kanałami dyplomatycznymi[32].

W wileńskim „Słowie”, którego redaktor  został osadzony w Berezie Kartuskiej, wyjazd Józefa Becka do Londynu komentował zastępujący go Aleksander Bocheński. Pisząc przed wyjazdem, widział on położenie Polski jako daleko lepsze od tego w jakim znajdowała się Czechosłowacja przed rozbiorem. Zachód w jego opinii nie ufał już zapewnieniom Hitlera i nie miał zamiaru poświęcać swoich sojuszników na wschodzie za cenę pokoju. Dla Polski widział trzy możliwe scenariusze na przyszłość: 1) udział w koalicji na tyle silnej, by raz na zawsze odsunąć niebezpieczeństwo niemieckie 2) wejście w system sojuszów obronnych i wzajemnych gwarancji z mocarstwami demokratycznymi (co byłoby powrotem do systemu wersalskiego, który skończył się katastrofą), 3) politykę równowagi i „pozostawienie Niemcom wolnej ręki tam gdzie sojusze i nasze interesy nie są wmieszane (np. kolonie)”[33]. Dwie pierwsze możliwości wydawały mu się niemożliwe do zrealizowania. Trzecia budziła obawy przed kolejnym wzmocnieniem się Trzeciej Rzeszy, lecz to do niej skłaniał się autor, przy czym konieczna byłaby odpowiednia rekompensata dla Polski, niwelująca dysproporcję sił polsko-niemieckich[34]. Wydaje się, iż londyńska wizyta Becka, choć stale krytykowana, uwidoczniła redakcji bardzo wyraźnie możliwość wybuchu wojny i ataku Niemiec na Polskę. Redagujący pismo pod nieobecność „Cata” Bocheński, pisał: „nie wierzymy także, że Niemcy nas nie zaatakują”[35]. Koniecznością więc było wzmocnieni sił wewnętrznych oraz wzrostu potęgi Polski, czego nie mógł jej zapewnić udział w żadnym bloku politycznym. Polska, choć co zostało wcześniej zaznaczone było mało prawdopodobne, mogła zostać, jako słabszy sojusznik, poświęcona na rzecz pokoju, jak miało to miejsce z Czechosłowacją w Monachium. Równocześnie w poczet sojuszników Zachodu mógł zostać wliczony Związek Radziecki, element skrajnie niepewny, który w innej konfiguracji zmieni front zostając sojusznikiem niemieckim. Autor zalecał więc oczekiwanie na dalszy rozwój kontaktów z Niemcami i równoczesne starania o kompensaty dla Polski. Dwustronny pakt z Wielką Brytanią uważał za zabezpieczenie, bez konieczności podporządkowania się polityce określonego bloku ideologiczno-politycznego[36].

Redakcja „Polityki” spokój Polski widziała w jej wewnętrznej sile i korzystnemu położeniu geopolitycznemu. Hitler miał obawiać się wywołania otwartego konfliktu, który zmieniłby się w wojnę na dwa fronty, lecz jak przewidywano, brytyjskie zaangażowanie w sprawy Polskie nie osłabi nacisków politycznych i rezygnacji z żądań niemieckiego kanclerza[37]. Przy czym wzbraniano się przed pomysłem wojny zaczepnej sprowokowanej przez Polskę, gdyż jedynym skutkiem byłoby osłabienie się względem ZSRR. Dodatkowo cele możliwej wojny widziano wyłącznie na wschodzie i na terenach zamorskich jako strefy polskich wpływów, a nie w nabytkach terytorialnych. Dlatego stwierdzano, iż Polska mogła włączyć się do wojny tylko gdy wymagały od niej tego podpisane traktaty, lub honor, lecz nie polityka bloków ideowych wobec których powinna zachować neutralność[38].

Na łamach związanej z Janem Bobrzyńskim „Naszej Przyszłości” jak zauważał autor opracowania pisma nie odnoszono się bezpośrednio do wydarzeń zachodzących w 1939 r., jednakże nie oznaczało to nie dostrzegania zagrożenia płynącego z za zachodniej granicy[39]. Co bardzo charakterystyczne na łamach powyższego pisma już od początku 1939 roku zaczęto analizować możliwość porozumienia niemiecko-sowieckiego. Ocena takiej konfiguracji międzynarodowej była jednoznaczna: „nic gorszego nie może nas spotkać. Wszelkie plany ekspansywne nowoczesnej swastyki, wszelka agitacja nowoczesnego rosyjskiego bolszewizmu są niczym w porównaniu do stabilizacji prusko-rosyjskich stosunków […], porozumienie Berlina z Moskwą (czy na razie z Kijowem) na platformie stabilizacji stosunków »małorosyjskich«, czy białorosyjskich w ogóle równałoby się zagładzie Polski”[40]. Zagrożeniu temu nie przeszkadzały różnice ideologiczne państw, które redakcja uznawała za pozorne. Przeczono tezie jakoby nazizm, czy faszyzm miały obronić Europe przed Związkiem Radziecki, gdyż ustroje te miały rodowód marksistowski i wszystkie czerpały z jednej doktryny socjalistycznej, czyli „zakucia człowieka w wieczną niewolę społeczną i usunięcia Boga, jako pojęcia niewygodnego dla osiągnięcia tego celu”[41]. Dopiero z pewnym opóźnieniem, gdyż w numerze z maja-czerwca dostrzeżono gwarancje brytyjskie jako czynnik wpływający pozytywnie na położenie Polski. Porozumienie z Anglią dawało możliwość obu państwom do współdziałania na rzecz pokoju oraz „sparaliżowania szaleńczego rozmachu zdobywczego potomków krzyżackich”[42]. Przy czym należy zaznaczyć, iż mimo stałego zajmowania się zagrożeniem niemieckim, redakcja starała się przekonać społeczeństwo, iż prawdziwa groza, gdyż doprowadzająca do rozkładu społeczeństwa płynęła ze wschodu[43].

Ostateczny krach koncepcji polityki konserwatystów względem Niemiec nastąpił po jednostronnym wypowiedzeniu przez Hitlera polsko-niemieckiej deklaracji o nieagresji podczas przemowy w Reichstegu 29 kwietnia 1939 r. Pomimo wspierania przez konserwatystów porozumienia z zachodnim sąsiadem, to uznano, iż polityka kanclerza prowadzi świat do katastrofy. Polska w żadnym wypadku nie powinna ulegać niemieckim żądaniom, szczególnie, iż mogła liczyć na pomoc mocarstw zachodnich[44]. Nawet uznawane za najbardziej germanofilskie pisma jak „Słowo” i „Polityka” stwierdzały, że przemówienie Hitlera zakończyło okres niedomówień w polityce zagranicznej, a nazistowskiemu przywódcy nie chodziło nawet o Gdańsk, czy autostradę, a jedynie o zastraszenie Polski. Dlatego też polski MSZ powinien twardo stać na stanowisku nienaruszalności polskich interesów i granic, grożąc rozpoczęciem walki w ich obronie[45].

Polityka prowadzona przez niemieckiego kanclerza i reakcje konserwatystów publikowane na łamach ich pism w kwietniu i początku maja 1939 r. należy uznać za koniec koncepcji dopuszczających możliwość pokojowego współistnienia z zachodnim sąsiadem. Środowisko związane z „Czasem” uznawało słuszność polskiej polityki zagranicznej i kontynuowało jej wspieranie, co też znalazło odzwierciedlenie w postanowieniach Rady Naczelnej Stronnictwa Zachowawczego[46]. Na przeciwnym biegunie można osadzić „Słowo” z redaktorem Stanisławem Mackiewiczem dla którego 1939 r. był podwójną katastrofą, intelektualną, gdyż załamała się jego wizja współdziałania z Trzecią Rzeszą, a także osobisto-zawodową i osadzeniem tego wielkiego publicysty w Berezie Kartuskiej.

 



[1] Na temat stosunków polsko-niemieckich i recepcji Niemiec wśród polskich konserwatystów zob. np.: E. Czapiewski, Konserwatyści a hitleryzm, „Sobótka 1984, nr 2; Tenże, „Słowo” wileńskie o Anschlussie Austrii, „Acta Universitatis Wratislaviensis” 1988, nr 36; J. Faryś, Konserwatyści a polska polityka zagraniczna 1918-1939, „Zeszyty Naukowe Akademii Rolniczej w Szczecinie” 1979; Tenże, Koncepcje Polskiej polityki zagranicznej 1918-1939, Warszawa, s. 341-344, B. Gałka, Konserwatyści w Polsce w latach 1935-1939, Toruń 2013, s. 332-343; J. Gzella, Między Sowietami a Niemcami: koncepcje polskiej polityki zagranicznej konserwatystów wileńskich zgrupowanych wokół „Słowa” (1922-1939); Toruń 2011, s. 397-423,

[2] Jan Moszyński, Refleksje Noworoczne, „Czas” (dalej „C”) 1939, nr 1, s. 1.

[3] Tenże, Wizyta w piątą rocznicę, „C” 1939, nr 26, s. 1.

[4] Tenże, Mowa Adolfa Hitlera, „C” 1939, nr 32, s. 1, 3; Tenże, Trzecia Rzesza tworzy „Grossraumwirstschaft”, „C” 1939, nr 33, s. 1.

[5] J. W. [Józef Winiewicz], Hitler-Beck, „Dziennik Poznański” (dalej „DP”) 1939, nr 6, s. 1; Tenże, Przegląd partnerów, „DP” 1939, nr 9, s. 1; Tenże, Cena której Berlinowi nie zapłacimy, „DP” 1939, nr 12, s. 1.

[6] „Duch lęku unosi się nad światem”, „DP” 1939, nr 25, s. 1.

[7] J. W. [Józef Winiewicz], …więc pokój, „DP” 1939 nr 26, s. 1.

[8] Atak łączył się z postulatami niezależnej polityki zagranicznej wysuwanej przez „Czas” w opozycji do Stanisława Mackiewicza oraz Stanisława Strońskiego. Zarzucano im, iż oparcie się o jedno z mocarstw, czy to Francję, czy Niemcy doprowadził do uzależnienia się Polski od któregoś z nich. Doprowadziłoby to tylko do pozornego współdziałania, a w rzeczywistości do wykorzystywania Polski w rozgrywkach międzynarodowych. Zob. Niezrozumiały opór, „C” 1938, nr 279, s. 1; (jm.) [Jan Moszyński], Dwa błędne kierunki, „C” 1938 nr 357, s. 1, 3. 

[9] Cat [Stanisław Mackiewicz], Kiedy p. Beck wysiada z tramwaju, „Słowo” (dalej „S”) 1939, nr 1, s. 1.

[10] Tenże, W sprawach polsko-niemieckich, „S” 1939, nr 28, s. 1.

[11] Tenże, Mowa Hitlera, a polityka polska, „S” 1939, nr 31, s. 1.

[12] Tenże, Mowa Hitlera, a polityka polska, „S” 1939, nr 31, s. 1; tenże, Katastrofa polityczna Polski w 1938 r., „S” 1939, nr 54, s. 1.

[13] Cytat za M. Kamiński, M. Zacharias, Polityka zagraniczna II Rzeczypospolitej 1918-1939, s. 262. Szerzej na temat polskiej polityki zagranicznej w okresie przemian w Europie Środkowej, zob. tamże, s. 227-254.

[14] A. G., Nowa sytuacja w środkowej Europie, „C” 1939, nr 75, s. 1 i 3.

[15] (jm.) [Jan Moszyński], Wspólna granica, „C” 1939, nr 76, s. 1.

[16] Tenże, Pyrrhusowe zwycięstwo, „C” 1939, nr 80, s. 1; Bilans strat i zysków, „C” 1939, nr 85, s. 1.

[17] S. Mosser, Narody już dziś żyją w stanie nieustającej wojny, „DP” 1939 nr 59, s. 1.

[18] J. W. [Józef Winiewicz] Słabym i wspólna granica nie pomoże, „DP” 1939, nr 63, s. 1.

[19] J. Gutsche, Charaktery, „DP” 1939, nr 71, s. 1.

[20] J. Winiewicz, Zmotoryzowane Niemcy, „DP” 1939, nr 42, s. 1.

[21] A. L. Przekleństwo rogu obfitości, „DP” 1939, nr 67, s. 1.

[22] Sz. Węgrzy wkroczyli na Ruś podkarpacką, „S” 1939, nr 73, s. 1.

[23]  Cat [Stanisław Mackiewicz], „S” 1939, nr 74, s. 1.

[24] Tamże; J. Rawita-Gawroński, Czesi, „S” 1939, nr 83, s. 3.

[25] Tamże.

[26] Tenże, Los Polaków w rękach prezydenta, „S” 1939 nr 76, s. 1.

[27] Tenże, Dwie doktryny polityczne w Polsce, a praktyka polityczna min. Becka, „S” 1939, nr 80, s. 1. Informację o wywiezieniu Stanisława Mackiewicza do Berezy podano na pierwszej stronie w ocenzurowanym numerze z dnia 23 marca, zob. „S” 1939, nr 81, s. 1.

[28] Franciszek Czerwiski, Bilans strat i zysków polskiej polityki zagranicznej, „Polityka” (dalej „P”) 1939, nr 6, s. 1-3.

[29] M. Kamiński, M. Zacharias, dz. cyt., s. 269. Szerzej na temat starań o sojusz polskiej dyplomacji o wsparcie ze strony Wielkiej Brytanii zob. M. Kornat. Polityka Zagraniczna Polski 1938-1939, Gdańsk 2012, s. 304-368.

[30] (jm.) [Jan Moszyński], Po deklaracji premiera Chamberlaina, „C” 1939, nr 92 s. 1.

[31] Tenże, Odpowiednia chwila, „C” 1939, nr 97, s. 1.

[32] Józef Winiewicz, Polityczna Wielkanoc, „DP” 1939, nr 83, s. 1.

[33] Al. Bocheński, Hitler mówi. Beck wyjeżdża, „S” 1939, nr 92, s. 1.

[34] Tamże.

[35] Tenże, Notatki polemiczne, „S” 1939, nr 95, s. 3.

[36] Tamże

[37] A. Trzaska, Przegląd zagraniczny, „P” 1939, nr 9, s. 3.

[38] Co to jest „polityka 1934 r.?”, „P” 1939, nr 7, s. 1, 8.

[39] Włodzimierz Mich, Publicystyka polityczna „Naszej Przyszłości” 1931-1939, Lublin 2009, s. 247-251.

[40] Sekc. Dla Spraw Zagr. Zw P. M. P., Polski Gdańsk a nowy najazd białej Rosji, „Nasza Przyszłość” (dalej „NP”) 1939, nr 68-69, s. 62-63.

[41] Sekc. Dla Spraw Zagr. Zw P. M. P, Wskrzeszone upiory, „NP” 1939, nr 70, s. 14-15.

[42] Sekc. Dla Spraw Zagr. Zw P. M. P, Baczność na wschód!, „NP” 1939, nr 71-72, s. 16.

[43] W. Mich, dz. cyt. s. 255-256.

[44] A. G., Dwie polityki, „C” 1939, nr 120, s. 1; A. Kl., Po tamtej stronie siedzą na drzewach…, „DP” 1939, nr 99, s. 1.

[45] Bohdan Łączkowski, Są dwa rozwiązania, „P” 19393, nr 11, s. 1; J. M [Józef Mackiewicz], Z Hitlerem nie można – polemizować, „S” 1939, nr 117, s. 1. s

[46] J. Faryś, Koncepcje polskiej polityki zagranicznej, Warszawa 1982, s. 355.

Najnowsze artykuły