Artykuł
Niebezpieczestwo niemieckie. Perspektywy przyszłości
Data dodania: 2018-11-14
Data dodania: 2018-11-14

Mówiliśmy już wyżej, że Niemcy głoszą się za „nasycone” i że politykę podbojów militarnych każą uważać ze swej strony za ukończoną. Istotnie, w tej chwili Niemcy nie mają może pilnej potrzeby dobywać na obszarze cywilizowanym oręża, ponieważ dokonuje się i tak, na drodze pokojowej, podbój świata przez kupców i kolonistów niemieckich. Podbój ten zaś jest daleko niebezpieczniejszy, trwalszy i wpływami swymi głębszy niż najazd wojskowy. „Żyjemy w czasach – pisze p. Marceli Dubois1 – w których, dzięki łatwości kombinacji spraw międzynarodowych, można stopniowo konfiskować niezależność ekonomiczną pewnego kraju, stłumić działalność przemysłową, rolniczą i intelektualną jakiegoś narodu, którego niepodległość ogłasza się zresztą urzędowo. Jest to po prostu oszczędność wojny dla narodu, prowadzącego handel zdobywczy. Niech nam dadzą w ręce administrację środków transportowych wielu prowincji, a nie będziemy potrzebowali ich zdobywać: taka jest, być może, dewiza niemiecka”...

Samo się rozumie przez się, i wyjaśnialiśmy już to powyżej, że podbój taki, zależny głównie od właściwości duchowych narodu niemieckiego, od jego wyrobienia przemysłowego i talentu kolonizatorskiego, nie byłby możliwy bez poparcia militarnego. „Gdy ktokolwiek z was będzie potrzebował mojej obrony, jestem tu zawsze” – woła Wilhelm II2 do Niemców w Jerozolimie3. „Ten okręt – oznajmia cesarz przy spuszczaniu pancernika Wilhelm der Grosse – niech uprzedza spokojnych obywateli, prowadzących handel lub przemysł, że wszędzie na świecie Państwo Niemieckie powinno im nieść pomoc”. A w mowie, wygłoszonej w lutym 1899 r., wyraża on tę samą ideę w następujący sposób: „Będziemy dążyli do tego, abyśmy, Germanie, trzymali się razem, jak tęgi blok. Niech o ten rocher de bronze ludu niemieckiego rozbije się tam, za morzami, czy tu, u nas w domu, każda fala, grożąca pokojowi”.

Czy widzicie teraz, co to za „tendencje pokojowe”, które każą ciągle myśleć o wojnie, co to za „nasycenie”, przy którym śni się nieustannie o przelewie krwi?

Biograf Wilhelma II, Paweł Liman4, z całą otwartością tłumaczy nam taktykę „posłannictwa cywilizacyjnego” Niemiec. „Wielkość Anglii w rzeczywistości polega na tym, że nie było ani jednej chwili w dziejach współczesnych, w której by ona nie walczyła. I czyż istotnie wielkie postępy kultury nie urzeczywistniają się wyłącznie mieczem?!”5. Inny pisarz niemiecki, Mittelstaedt, wyraźnie utrzymuje, że długo trwający pokój grozi Prusom „uśnięciem na laurach”. Cytowany powyżej Liman pisze jeszcze z niezbyt zrozumiałym zresztą wyrzutem pod adresem Wilhelma II: „Leży głęboka sprzeczność między ogłaszaniem nowej ery polityki światowej a proklamowaniem najgorętszej polityki pokoju. Nie na wzór państwa Habsburgów, drogą związków małżeńskich, lecz siłą orężną powstało Królestwo Pruskie; nie wskutek narad i traktatów, lecz na polu bitwy stworzone zostało Cesarstwo. Jeżeli ma się stać coś nowego i naród niemiecki ma wziąć udział w walce o świat, to musi on także znieść myśl o wojnie. Silną swą troską o naszą potęgę morską cesarz Wilhelm dowiódł, że jego oczy na taki obraz nie zamykają się”6.

Z całej działalności Wilhelma II widać, że myśl o wojnie europejskiej nie opuszcza go ani na chwilę. Jego mowy zaś dowodzą, że do tej myśli pragnie on usilnie przygotować cały naród. Wiemy także, że to przygotowanie już nastąpiło. Bebel7 na kongresie socjalistycznym zapewniał, że „towarzysze” będą bronili zagrożonej ojczyzny rękami i nogami. Co zaś on nazywa wojną zaborczą, a co wojną obronną, o tym dowiemy się zapewne wtedy, gdy wszyscy socjaliści staną pod bronią i ruszą na proletariat francuski, rosyjski lub częścią współplemienny – austriacki.

Dzisiejsza sytuacja europejska, jeżeli wziąć Niemcy jako główny punkt do obserwacji, przedstawia się tak: Niemcy opanowują dziś świat pod względem ekonomicznym, a połowa Europy jest już w ich cichym władaniu. Ale wzrastająca ludność i bez ustanku rosnący przemysł potrzebują wciąż nowych rynków zbytu. Dopóki one się znajdują łatwo, ekspansja przemysłowa Niemiec ma ujście i nie potrzebuje odwoływać się do pomocy potęgi militarnej państwa. Wszakże to korzystne położenie światowe może się zmienić, a nawet już się zmienia.

Cóż bowiem widzimy?

Widzimy występowanie na szeroką widownię światową dwu nowych potęg wytwórczych, wspartych organizacją wojskową: Stanów Zjednoczonych i Japonii. Stany Zjednoczone sięgają na teraz po dziedzictwo Anglii, ale i o Niemcach nie zapominają. Hasło: „Ameryka dla Amerykanów” nie jest hasłem politycznym, lecz ekonomicznym; i tutaj chodzi w gruncie rzeczy nie o ambicje polityczne w rodzaju „króla-słońca”, lecz o rynki zbytu. Pisaliśmy powyżej o tym, że Niemcy już je znaleźli w Ameryce Południowej i że nawet marzą o stworzeniu tam „nowych Niemiec”. Otóż widoczną jest rzeczą, że ten plan nie da się przeprowadzić bez walki, ale wątpić trzeba, czy ta walka wypadnie na korzyść niemiecką. Nie w najbliższej przyszłości, ale w każdym razie i nie w najdalszej perspektywie współzawodnictwo Stanów grozi Niemcom poważnymi stratami, a może i ostatecznym wyparciem ich z amerykańskich rynków zbytu.

Niewiele lepiej przedstawia się stan rzeczy w Azji.

Według naszego mniemania, klęska Rosji w wojnie rosyjsko-japońskiej była równocześnie klęską Niemiec. Prawdą jest, że osłabienie Rosji leży pod każdym względem w interesie Niemiec, że zaangażowanie się jej, w jak najwyższym stopniu, w sprawach Dalekiego Wschodu ułatwia Niemcom swobodę ruchów na kontynencie europejskim, ale to także wydaje nam się niewątpliwym, że tryumf Japonii godzi wprost i wyraźnie w interesy handlu niemieckiego na terenie wschodnio-azjatyckim. Rosja zawsze była polem dogodnym dla eksploatacji przemysłowo-handlowej niemieckiej. Widzieliśmy już, że nawet świeżo zdobyta Mandżuria wciągana była umiejętnie i systematycznie w sferę tej eksploatacji. W ogóle, im większe były wpływy Rosji na Dalekim Wschodzie, im większe terytoria w jej władaniu, tym rozleglejsze otwierały się pola działalności handlowej i wytwórczej dla Niemiec. Z drugiej strony potęga Rosji na Dalekim Wschodzie powstrzymywała dojrzewające odrodzenie się Chin. W ten sposób skojarzyły się interesy obu wielkich mocarstw na gruncie wschodnio-azjatyckim.

A dzisiaj?

Dzisiaj cała polityka wschodnio-azjatycka Niemiec może rozpaść się w gruzy. Kiao-czao8 staje się kosztowną zabawką. Obecnie jeszcze wyroby niemieckie mogą mieć w Chinach powodzenie, a nawet wypierać obce (angielskie), ale jutro przedstawia się w czarniejszych kolorach. Wystarczy przeczytać choćby dzieło Pinona9 i Marcillaca o Chinach10 lub książki Weulerssego11, Dumolarda12, Deppinga13 o Japonii, aby mieć wyobrażenie, jakie tkwią siły wytwórcze w tej rasie pracowitej, zręcznej, wytrwałej, w jednym odłamie tak potężnie już zbudzonej do życia, a w drugim gotującej się do nowej ery o nieznanych i niewidzianych może dotąd blaskach cywilizacyjnych. Czyż mogą Niemcy długo liczyć tu na podboje ekonomiczne? Czy rzeczywiście jest tu większy teren do działania, gdy obok dawniej już istniejących a lepiej uplacowanych współzawodników, Anglii i Stanów, przybywa nowy, tak młody i tak ambitny?

Jest więc czas zapytać: co będzie, gdy Niemcy zaczną być wypierane z dwu potężnych rynków zbytu: południowo-amerykańskiego i wschodnio-azjatyckiego?

Istnieje na to jedna tylko odpowiedź: muszą szukać odpowiednich kompensat gdzie indziej. Podkreślamy wyrażenie muszą, bośmy doszli do przekonania, na podstawie powyższych rozumowań, że siły rozrodcze i wytwórcze Niemiec są tak olbrzymie, iż nie mogą się pomieścić w granicach starej ojczyzny. Nowe rynki i terytoria – to dla nich conditio sine qua non, warunek życia i śmierci. Ale gdzież je znaleźć?

W oczach Niemiec dzisiejszych są one jeszcze niewątpliwie przede wszystkim w Europie. W Europie, to znaczy
w Austrii i Rosji.

Nie rozporządzamy danymi statystycznymi, które by pozwoliły z całą plastycznością odtworzyć stan współczesnego podboju ekonomicznego i kolonizatorskiego Rosji przez Niemcy. To, co wiemy wszakże, nie pozwala wątpić, że rynek handlowy i wytwórczy rosyjski jest w znacznym stopniu pod wpływem niemieckim. Tak samo zasługuje na pilną uwagę kolonizacja niemiecka w państwie rosyjskim, specjalnie w Królestwie Polskim. Widzieliśmy mapę kolonii niemieckich, sporządzoną niedawno przez jednego z urzędników Komitetu Statystycznego w Warszawie, i przyszliśmy do przekonania, że, o ile jest możliwy plan polityczny w akcji tak niedającej się reglamentować, jak kolonizacja kraju cywilizowanego drogą umów dobrowolnych, o tyle jest on tu przeprowadzany.

Wzdłuż granicy pruskiej, choć nie bezpośrednio do niej przylegając, ciągnie się dziesiątkami mil nieprzerwany prawie pas kolonii niemieckich, żyjących życiem własnym i posiadających stałą styczność z macierzą niemiecką. I gdzie indziej w naszym kraju silnie jest rozwinięta kolonizacja niemiecka. Pod żadnym pozorem nie można tego traktować inaczej, jak obliczone na wiele dziesiątków lat, ale stałe i konsekwentne usiłowanie zagarnięcia ziemi we władanie niemieckie. Dziś ten prąd jest słaby, bo ruch przemysłowy w Niemczech pochłania wszystkie dzielniejsze siły produkcyjne, ale gdy okoliczności się zmienią, powróci z całą mocą i tym skuteczniej, im odporność Polaków będzie mniejsza.

Złamanie potęgi Rosji musi być punktem ciężkości polityki niemieckiej w Europie.

Ktoś u nas słusznie powiedział, że „środkowa Europa z upragnionymi dla Niemiec drogami do Triestu, Rijeki i na bliski Wschód leży dzisiaj Niemcom u nóg”. Inaczej z Rosją. Po wojnie ostatniej potęga militarna Rosji obniżyła się znacznie, i jest to stan, w którym obecnie żadnych zmian Niemcy nie mogłyby sobie życzyć. Ale zachodzą objawy zapowiadające, że przy pewnym układzie stosunków wewnętrznych Rosja mogłaby wejść na drogę, która obiecywałaby jej nie tylko powrót do dawnej powagi politycznej na zewnątrz, ale przede wszystkim ogromne wyzwolenie tkwiących w niej sił cywilizacyjnych. Otóż dla Niemiec jest tu imperatyw bezwarunkowy, aby do takiej ewolucji stosunków w Rosji nie dopuścić.

„Można być przekonanym – pisało „Słowo Polskie” przed rokiem – że Niemcy nie dopuszczą Rosji do spokojnego przekształcenia swego przestarzałego ustroju i do odnowienia swej militarnej potęgi; nie dopuszczą, aby Francuzi mogli znowu liczyć na asekurację rosyjską przed napadem niemieckim”. Pogląd ten podziela także Chéradame14 w wydanej przed rokiem książce pt. Le monde et la guerre russo-japonaise. Ale są tu jeszcze inne czynniki, oprócz tych, które przytacza autor francuski. Niewątpliwie cezaryzm niemiecki musi się otoczyć „aureolą nowych zwycięstw”; zapewne Mittelstaedt ma słuszność, mówiąc, że jest rzeczą niebezpieczną dla oręża pruskiego, gdy on rdzewieje zbyt długo w pochwie, ale ekspansja niemiecka nie jest ściśle zależna od tych czynników, bądź co bądź niestałych i o zmiennej sile. Ona jest zależna – powtarzamy – od istniejących olbrzymich sił ludnościowych i wytwórczych Niemiec, tj. od czynników naturalnych, które nie przestaną z dnia na dzień działać, właśnie dlatego, że są naturalne. Żywiołowa konieczność pchać będzie Niemcy do szukania nowych podbojów w Europie, a przynajmniej do utrzymania tych zdobyczy, które uważają dla swego przemysłu za konieczne.

Odnowiona Rosja – to groźba zarówno dla przewagi politycznej Niemiec w Europie, jak dla rozwoju ekonomicznego; to zamknięcie olbrzymich rynków rosyjskich, powstrzymanie eksploatacji finansowej, zatamowanie planów kolonizatorskich. I rachuby na dziedzictwo po Habsburgach inaczej się przedstawiają, gdy Rosja jest silna i dobrze rządzona, a inaczej, gdy jest osłabiona ekonomicznie i finansowo. Wreszcie plany turecko-perskie, bardzo barwnie rysujące się w umyśle Wilhelma II i bardzo realnie przeprowadzane już przez kupca niemieckiego, mają o tyle tylko wartość, o ile się rachuje na bezsilność i krótkowidztwo polityki rosyjskiej.

Cały szereg interesów skupia się na punkcie stosunków niemiecko-rosyjskich, nakazując nie tylko może walkę o polityczny status quo, aby prowadzić dalej dzieło podboju gospodarczego i pokojowo-kolonizatorskiego, lecz i przyłączenie nowych terytoriów.

Gdyby nie odosobnienie Niemiec, kto wie, czy już nie w najbliższym czasie nastąpiłaby zmiana karty Europy. Ale odosobnienie jest lub może być faktem przejściowym, siła zaś ekspansywna Niemiec jest przejawem naturalnym. Wybuch musi nastąpić, bo gazy się nagromadzają. Teraz zachodzi pytanie, czy Rosja to zrozumie, czy żywioły kierujące losami państwa pojmą, że zbliża się jeden z najpotężniejszych momentów politycznej historii Rosji?

 

*  *  *

 

W żadnej może chwili naszych dziejów jedność interesów wszystkich trzech dzielnic polskich nie wystąpiła tak wyraźnie, jak obecnie. Pomijając jej objawy różnorodne, zatrzymamy się tylko na jednym, dzisiejszego tematu specjalnie dotyczącym.

Spodziewać się należy, że wszyscy czytelnicy nasi zdają sobie dokładnie sprawę z charakteru walki prowadzonej przez Niemców w zaborze pruskim. Jeżeli kiedykolwiek można było mieć jakieś nadzieje na zmianę kursu, to dzisiaj żywić ich już nie wolno: jest to walka eksterminacyjna w całym znaczeniu tego słowa, w której nie chodzi o racje państwowe, lecz o życie i śmierć. „Wszystko to, co miasto i kraj posiadają, zawdzięczają pracy królów pruskich” – powiedział Wilhelm w Poznaniu roku 1902. I cały naród radosnymi wiwatami przyjął słowa monarsze. Kilka lat przedtem w Toruniu ostrzega cesarz Polaków, aby się czuli zawsze pruskimi poddanymi. Inaczej „nie mogą liczyć na jego łaskę”. W sejmie pruskim przechodzą wszystkie ustawy zmierzające do osłabienia i wycieńczenia żywiołu polskiego. I nie ma żadnych widoków, aby polityka ta zmieniła swój kierunek, choć oczywiście w pewnych warunkach na parę lat może osłabić swoje tempo.

Jest w tej polityce myśl głębsza niż zamiar zniszczenia 4 milionów Polaków w Prusach: jest tu umacnianie się na pozycjach, aby sięgnąć dalej, do Królestwa, do Litwy i Rusi. Drang nach Osten wcale nie jest hasłem starym i przebrzmiałym: jest ono wciąż pobudką do akcji, żywotną i świeżo brzmiącą. Nie można sobie wyobrazić skutecznie opanowania Królestwa albo Śląska austriackiego i Galicji, gdy się ma u siebie 4 miliony osiadłej ludności tego samego szczepu
i tych samych tradycji. Nie można połykać, nie trawiąc. Gdyby chodziło o Polaków miejscowych, może by pięćdziesiąt kilka milionów Niemców zaprotestowało przeciw istnieniu stanów wyjątkowych w jednej części państwa, co rozzuchwala biurokrację i zatruwa atmosferę na całym obszarze politycznego i moralnego życia narodu. Ale gdy idzie o posuwanie się historyczne na wschód, wszelka przeszkoda musi być usunięta. Stąd przepowiednia arcybiskupa Stablewskiego15 wydaje się trafną: Niemcy nie usną spokojnie, dopóki nie sproletaryzują całej ludności polskiej w zaborze pruskim.

Czy to zadanie nie okaże się nad ich siły? Prezes Koła Polskiego, Szuman16, powiedział niegdyś w sejmie pruskim: będziemy się bronili usque ad finem [aż do końca]. Naród polski musi tej obietnicy dotrzymać święcie. Jest tu w grze nie tylko interes jednej dzielnicy, już sam przez się wielki i święty. De nos fabula narratur [o tobie mówi bajka]. Wszystko to, co Polacy czynią w Prusach dla uratowania się przed nawałą niemiecką, jest jednocześnie czynione dla nas. Każdy cios skuteczny, wymierzony w polskość tamtejszą, odbija się raną na naszym ciele. Im większe postępy będzie czyniła germanizacja w Poznańskim i na Śląsku, tym bliższa jest chwila, kiedy staniemy i my, w Królestwie, w obliczu najgroźniejszego nieprzyjaciela świata.

Zrozumienie fatalnej konieczności walki polsko-nie­mieckiej musi nas doprowadzić do poważniejszego traktowania naszych spraw wewnętrznych. Musi także wzmocnić nasze dążenia do zdobycia dla kraju ustroju autonomicznego. Tylko bowiem ten ostatni może nam dać w rękę środki do emancypacji ekonomicznej Królestwa spod przewagi Niemiec. Moim zdaniem, z tej właśnie strony waga kwestii autonomii Królestwa powinna być ze szczególną jasnością wykładana rozumnym przywódcom politycznego ruchu w Rosji, aby oni całkowicie i wszechstronnie zrozumieli: jaka jest tendencja polityczna chwili, jak nieuchronny jest konflikt niemiecko-rosyjski i jaka rola może tu przypaść w udziale krajom polskim, tamującym rozrost Niemiec ku wschodowi.

Publicyści europejscy niezliczoną ilość razy przekonywali już świat, że materializm niemiecki musi działać rozkładająco, że Niemcy znajdują się na drugiej pochyłości, wiodącej do upadku. Nie bawimy się w proroctwa, nie mówimy: tak albo nie. Nie patrząc w daleką przyszłość, widzimy tylko w teraźniejszości, że naród niemiecki rozwija się dzielnie i potężnie prawie na wszystkich polach działalności ludzkiej, że prężność jego jest niesłychana i że dlań najmniejsza siła oporu, a jednocześnie największa ponęta Kolchidy, leży właśnie na wschodzie. Nim militaryzm sprzykrzy się obywatelom niemieckim, na co się nie zanosi, i nim rdza materializmu skruszy żelazną pięść niemiecką, na co wypadnie czekać może parę stuleci, tymczasem możemy być pochłonięci i zniszczeni. To niebezpieczeństwo jest stokroć bliższe. Nie pocieszać się trzeba ani trwożliwie zamykać źrenice, lecz śmiało patrzeć w oczy niebezpieczeństwu, szukając poważnych, gruntownych, niechybnych środków ratunku.

 

1   Questions diplomatique et coloniales, 1898 [przypis z wydania oryginalnego; Marcel Dubois (1856-1916) – francuski geograf, wykładowca Uniwersytetu w Nancy i Uniwersytetu Paryskiego, współtwórca pisma „Annales de Géographie”].

2   Wilhelm II Hohenzollern (1859-1941) – ostatni niemiecki cesarz i król Prus (od 1888 r.). W polityce wewnętrznej występował przeciwko socjalistom i usiłował dokonać reformy państwa. W początkach panowania pozbawił władzy kanclerza Bismarcka. Na arenie międzynarodowej dążył do ekspansji kolonialnej Niemiec, w pełni popierał ich zaangażowanie w I wojnę światową. Abdykował w 1918 r., po tzw. rewolucji listopadowej. Resztę życia spędził na emigracji w Holandii.

3   Paul Liman, Der Kaiser, Berlin 1904, s. 276 [przypis z wydania oryginalnego].

4  Paul Liman (1860-1916) – niemiecki pisarz i publicysta, redaktor „Dresdener Nachrichten”, autor wielu publikacji o kanclerzu Bismarcku i cesarzu Wilhelmie II.

5   L. c., s. 273 [przypis z wydania oryginalnego].

6  L. c., s. 274 [przypis z wydania oryginalnego].

7   August Bebel (1840-1913) – niemiecki polityk i działacz socjalistyczny, współtwórca i wieloletni lider niemieckiej socjaldemokracji, oponent kanclerza Bismarcka.

8  Kiauczou (Jiaozhou) – koncesja niemiecka na terytorium Chin, dzierżawiona przez Niemcy w latach 1898-1914. Udzielenie sobie koncesji władze niemieckie wymogły, wykorzystując jako pretekst zamordowanie w 1897 r. dwóch misjonarzy niemieckich – Niemcy wysłały do tego regionu piechotę morską i zmusiły rząd chiński do wydzierżawienia go. Po wybuchu I wojny światowej Chiny wypowiedziały dzierżawę, zaś zatokę Jiaozhou zajęli Japończycy, którzy zwrócili ją Chińczykom w 1922 r.

9  René Pinon (1870-1958) – francuski historyk i publicysta, współpracownik „Revue des deux Mondes”, znany m.in. z potępienia rzezi Ormian, autor m.in. L’Europe et l’Empire Ottoman (1909), France et Allemagne 1870-1913 (1913), La reconstruction de l’Europe politique (1920).

10 Jean de Marcillac, René Pinon, La Chine qui s’ouvre, Paris 1900.

11  Georges Weulersse (1874-1950) – francuski orientalista, profesor Collège de France, autor wydanej w Polsce pracy Współczesna Japonia (1904; tytuł oryginału Le Japon d’aujourd’hui. Études sociales).

12  Henry Dumolard (1871-1954) – francuski badacz Japonii, w 1904 r. ukazał się w Polsce przekład jego książki Japonia pod względem politycznym, ekonomicznym i społecznym (tytuł oryginału: Le Japon: politique, économique et social).

13  Guillaume Depping (1829-1901) – francuski historyk i geograf, członek paryskiego Towarzystwa Geograficznego, autor m.in. książki Le Japon (1884). W 1904 r. ukazała się polska edycja: Japonia wczoraj i dziś.

14 André Chéradame (1871-1948) – francuski dziennikarz, zajmujący się m.in. zagadnieniami geopolitycznymi, autor m.in. L’Allemagne, la France et la question d’Autriche (1902), La question d’Orient. La Macédoine. Le chemin de fer de Bagdad (1903), Le monde et la guerre russo-japonaise (1906), La crise française. 1912 explique 1925 (1925) i Défense de l’Amérique (1941).

15  Florian Stablewski (1841-1906) – biskup rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański, prymas Polski w latach 1891-1906, poseł do sejmu pruskiego (1876-1891), krytykowany przez część polskiej opinii publicznej za nadmierną – zdaniem krytyków – ugodowość względem władz niemieckich.

16 Henryk Szuman (1822-1910) – polski działacz polityczny, prawnik, publicysta. Pracował w sądownictwie, w 1863 r. redagował „Dziennik Poznański”, wsparł powstanie styczniowe, za co został uwięziony przez władze pruskie – zwolniono go po wyborze go na posła. W parlamencie pruskim zasiadał od 1864 r. do śmierci. W latach 1870-1909 przewodniczył w nim Kołu Polskiemu.

 

 

Prezentowany fragment to rozdział VI (pt. Perspektywy przyszłości) książki Niebezpieczeństwo niemieckie, Warszawa 1907, s. 80-97.

 

*  *  *

Tekst opracowany w ramach projektu: Geopolityka i niepodległość – zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosownej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018.

 

Najnowsze artykuły

Znaczenie emigracji politycznej w polityce polskiej okresu zaborów

Radosław Żurawski vel Grajewski

Data dodania: 2019-01-15

Dramat i polityczność. Przypadek Słowackiego

Andrzej Waśko

Data dodania: 2019-01-15

O dyplomacji II RP (wywiad)

Mariusz Wołos

Data dodania: 2019-01-13