Artykuł
O charakterze zaborów moskiewskich
Data dodania: 2018-10-16
Data dodania: 2018-10-16

Kilka artykułów gazety „Journal des débats” o Moskwie i Porcie otomańskiej ogłoszonych niedawno z powodu interwencji cara w sprawie wschodniej[1], naprzód zdaje się oznacza tę rolę, którą monarchia lipcowa odegrać przedsięwzięła wobec katastrofy zagrażającej Konstantynopolowi. Ponieważ dziennik rozpraw jest organem ministerialnym rządu francuskiego, szczególnie co do spraw zagranicznych, warto by zastanowić się bliżej nad sposobem uważania państwa carów przyjętym od niejakiego czasu w tym piśmie. Zresztą dzisiejsze wypadki na wschodzie zaczynają nadawać polityce europejskiej charakter wyraźniejszy jak dotąd; wychodząc z tego punktu można by nawet z pewną ścisłością podciągnąć pod rachubę przyszłość niedaleką wielu krajów europejskich, mianowicie samej Moskwy i Francji. Uprzedzam jednak czytelnika, że tę materię tylko ze względu naukowego roztrząsnąć przedsięwziąłem. Polakowi w dzisiejszym stanie nie wypada inaczej pisać o polityce kraju, gdzieśmy przytułek znaleźli.

Dwa główne wyobrażenia zamykają wspomniane artykuły Dziennika rozpraw, szczególnie zaś z dnia 25 stycznia, z 4 lutego i 23 marca rb. W miarę jak postępowały wypadki na wschodzie, ministerium francuskie coraz widoczniej oznajmiało, co uczynić zamierza w najgorszym nawet razie. Nasamprzód, po zwycięstwie pod Koniach uważało Portę z tego punktu, że to państwo koniecznie upaść musi. Pierwszym pojęciem rządu francuskiego w tej mierze jest tedy ruina nieodzowna turecczyzny europejskiej i azjatyckiej. Rzecz z wielu miar uważania godna! Komukolwiek się nie szczęści, temu Francja natychmiast powiada z pośpiechem uprzedzającym jego polityczną zagładę: „musisz zginąć bez ratunku!”

To samo było z Polską, to samo dziś z Turcją. Następnie, uważało ministerium Moskwę, i przyznało bez ogródki, że nie kto inny, tylko car posiądzie łupy otomańskie. „Zapobiec temu nieszczęściu niepodobna, pisze Dziennik rozpraw”, ponieważ la Russie ne peut être entamée par personne, elle ne pourrait l’être que par une coalition: c’est un premier avantage. Elle menace tout le monde, c’en est un second[2]”. Drugim tedy pojęciem rządu francuskiego w tym zdarzeniu jest fatalizm potęgi moskiewskiej. Ministerium wierzy w jej wzrost niczym niepowściągnięty.

Wszędzie indziej podobne zeznania ze strony rządu nie uszłyby baczności narodu: we Francji jednak zaprzątniętej wewnątrz podrzędnymi kwestiami, ze szkodą polityki zewnętrznej, teraz całkiem zaniedbanej przez publicystów francuskich, minęły ledwo postrzeżone. Dla nas wszelako, spokojnych świadków tego, co się tu dzieje, dla Polski, czy to we Francji, czy w ojczystym kraju, obojętne być nie powinny.

W tym podwójnym widoku, co do Porty i Moskwy, jest wiele prawdy, ale także i krzywego sądu o rzeczach niemało, najwięcej zaś tego, co niestety nazwać trzeba rezygnacją polityki poczuwającej się do własnej niemocy, niegodnej rządu wielkiego narodu. Ludwik XIV[3] powiedział: bez mojej wiedzy nikt z armaty nie wystrzeli w Europie. Napoleon[4] czynami tego dowiódł. Język dzisiejszych dyplomatów Francji jest pokorniejszy. Nie ulega zaprzeczeniu, że w Turcji wszystko obumarło, czym trwają mocarstwa udzielne, szczególnie wschodnie. „Dziennik rozpraw” gruntownie to wyłożył. Zdaniem jego, cesarstwo tureckie było od początku raczej obozem niżeli krajem w Europie, bardziej najazdem jak rządem. Przyczyny dzielnego wzrostu za Solimanów, Bajazetów, Selimów wewnątrz ustały. Szabla Sobieskiego[5] położyła kres ostatni zewnętrznym zapędom islamizmu. Od tej chwili słabło to państwo na wszystkich punktach, tracąc dawniejsze nabytki ledwo nie co roku, w każdej wojnie, w każdym traktacie, od Eufratu do Dunaju, aż na koniec Moskwa, co przed stu laty nie widziała jeszcze brzegów Morza Czarnego, opanowawszy je prawie dokoła, zdobyła Erywań i Warnę, wreszcie przeszła Bałkany, i zatrzymała się nie przed potęgą Porty, ale europejskiego pośrednictwa pod samymi bramami Stambułu. Wyszumiał tedy fanatyzm religijny i zdobywczy, a polityczne, częścią społeczne nawet reformy teraźniejszego sułtana, w porze najkrytyczniejszej poróżniły władzę z narodem. Wpośród tych okoliczności pasza Egiptu podniósł oręż przeciw swemu panu itd. To wszystko „Dziennik rozpraw” słusznie ocenia.

Publicyści francuscy, ze strony opozycji, że o tym wspomnę nawiasowo, złudzeni jakimś poetyckim ideałem, widzą w paszy Egiptu[6] nową niby gwiazdę nad rozwalinami starego proroka. Sądząc że w zawody z Turkiem omdlałym, zmiękczonym idzie Arab pełen hartu i życia, z arabszczyzny chcą wyciągnąć, wyrozumować siłę zdolną orzeźwić i znowu natchnąć wschód cały! Wszystko to są na nieszczęście błahe urojenia. Czego nie masz w Turcji europejskiej, tego nie znajdziemy w Egipcie, prowincji ze wszystkich posiadłości otomańskich najmniej narodowej, najwięcej różnobarwnej, tego nie gniazda, ale kolonii synów Mohammeda, gdzie to czym niegdyś jaśniało plemię jego rodzinnych stepów, pierwej jeszcze zgasło niżeli w Turcji europejskiej i azjatyckiej. Wyprawa Napoleona, pisma uczonych, którzy ją dzielili, dały poznać Europie naturę i mieszkańców tego dziwnego kraju. Do buntu sposobił się wicekról Egiptu od dawna: najmował europejskich oficerów, ćwiczył swe wojsko podług regulaminu europejskiego, i do tego cywilną nawet administracją swego paszaliku zastosował. Zaprowadził u siebie gazety, teatry, parady. W tym wszystkim jest zapewne więcej europejskiej rachuby niżeli wschodniego szału i ducha pierwszych Kalifów! Że zniósł wojsko sułtana, że ma flotę, że się z energią wyraża, że z taktem postępuje, że mało zważa na dyplomatów francuskich i angielskich, to raczej przypisać trzeba wycieńczeniu Porty i niewielkiej wziętości dworów europejskich w tych okolicach, niżeli istotnej egipskiej przewadze. W żadnym względzie nie powinniśmy tedy uważać dzisiejszej walki jako rozwijanie się jednego pierwiastku życia na wschodzie z uszczerbkiem drugiego. Nie jest to fenomen rodzenia się jednej istoty ze śmierci drugiej, krótko mówiąc, nie jest to początek mniemanego państwa arabskiego, które by się ugruntować mogło na gruzach turecczyzny, ale po prostu jest to tylko rozkład na części elementarne tego, co było całością, wojna domowa towarzysząca każdej wielkiej w historii świata, każdej powszechnej rodów i plemion zagładzie. I suzerena i zbuntowanego wasala jednaki los czeka. Co ma przepaść w dziejach, zawsze pierwej z samym sobą wojuje. Ktoś trzeci obydwu pospołu pod moc swoją podbije, bo ogólny duch obumiera na wschodzie, a nie jedna tylko część jego.

Gdyby na przykład Litwa Koronie wojnę wypowiedziała, czyżby stąd wnosić należało, że jakiś nowy duch wstąpił w rzeczpospolitą Jagiellonów?

W paraleli obok niepochybnego upadku turecczyzny kładzie „Journal des débats” stan kwitnący Moskwy. Otóż tę drugą część obrazu przeładował! Idzie tu o gruntowne ocenienie potęgi carów, a przynajmniej o wskazanie, podług jakich zasad to czynić trzeba. Moskwy nikt nie pojmie, kto nie nawyknie uważać jej bardziej z tego względu, co chce, co zamierza, niżeli (jak czyni „Dziennik rozpraw”) w tym względzie jaka jest, i co może w rzeczy samej; albowiem nie ostatnie, ale pierwsze stanowi główny siłę tego mocarstwa. Tę myśl potrzeba jaśniej wyłożyć.

Moskwa ogromna geograficznie, mniejsza od Prus, Austrii, Francji i Anglii we względzie bogactw i środków materialnych, większa jest jednak od każdego z tych państw i pojedynczo i razem wziętych w sztuce wykonywania takich nawet przedsięwzięć, które daleko przechodzą jej prawdziwy siłę. Gabinet petersburski od lat stu nie to czynił, co mógł, ale to tylko, co mu inni przez niebaczność czynić pozwolili. Jego przewagą była dotąd jego wola, po części przesąd Europy względem tego, co by w Moskwie narodem zwać wypadało. Nie rozległość geograficzna, nie ludność, ale rząd stał się moskiewskim kolosem. Tylko despotyzm stanowi ogrom tego kraju. Prócz tej dziwnej, oryginalnej instytucji wszystko jest słabe i małe w państwie carów.

Moskwa od Piotra I[7] po dziś dzień była więcej rządem niżeli narodem w Europie. Jej najazdy wynikały z potrzeb władzy, nie z ducha ludu: jej nabytki tę szczególną, w historii świata nieznaną cechę noszą na sobie, że wprzód nim się stały integralnymi częściami kolosu, zawsze pierwej były kradzieżą popełnioną bez boju. Moskwa nigdy nic nie zdobyła; walczyła tylko dla utrzymania orężem tego, co sobie przywłaszczyła bez krwi rozlewu. To odróżnia zabory moskiewskie od rzymskich, germańskich, tureckich. Intrygować, podburzać, przekupywać, żeby wziąć, a potem bić się do upadłego, żeby nie stracić tego, co się raz wzięło: ten jest heroizm caratu, ten obyczaj moskiewskiej chciwości.

Nie są to bohaterowie dawnego świata, ani germańscy najezdnicy średnich wieków jak np. Goci, Longobardzi, ani fanatycy Mohammeda, których szał, których śpiew niebieskich hurysek do zwycięstw prowadził; lecz rozbójnicy bez entuzjazmu! Napady, zabory Attyli[8] miały daleko szlachetniejszy charakter.

Nigdy nic nie zdobyć, ale także nigdy nie stracić tego, co się stało częścią kolosu, nie prawem zdobyczy, lecz uporem w obronie wszelkiej politycznej kradzieży, jest drugą, nie mniej charakterystyczną cechą Moskwy. W co się obróciły zdobycze Karola XII?[9] Gdzie się podziały krwawsze i systematyczniejsze zabory Napoleona?

Najazdy bohaterskie jak sen mijają. Moskwa do dnia dzisiejszego bez geniuszu w bojach, bez sztuki w administracji cudzej własności, nie pozwoliła sobie odjąć ani jednej piędzi ziemi wziętej sąsiadom.

Zabór Turcji organizuje się tym samym sposobem, jak wszystkie poprzednie, lat przeszło pięćdziesięciu. Bunt egipski doprowadza do skutku dzieło carów zaczęte bez hałasu przez bunty greckie. Głęboka, systematyczna kabała w Petersburgu wymyślona, z Petersburga kierowana, ochwiewała Portę wewnętrznymi rozruchami, póki rzeczy nie doszły do obecnego stanu. Czyż nie tak i z Polską się działo? W tym zawsze jednakowym trybie postępowania polityka carów ma trzy oddzielne epoki. W pierwszej podburzają, zakładają miny w środku sąsiedzkiego kraju, który życzą sobie opanować. Jest to czas niewidomych wpływów, przekupstw, obietnic. W drugiej występują jawnie z interwencją: nasamprzód gwarantują, potem protegują nieszczęśliwego sąsiada, zawsze na jego własne żądanie. W Szwecji poddani wzywali pośrednictwa moskiewskiego, w Polsce król na czele wielkich panów, w Turcji sam sułtan. Jest to czas mamienia zachodnich dworów. Dyplomatyka moskiewska wśród tych okoliczności rozwija swe talenty w Europie; wysławia bezinteresowność cara, wspaniałomyślność, zamiłowanie pokoju. Zaczepnym poruszeniom wojsk jego nadaje słuszne pozory; zaś Berlin i Wiedeń częścią oszukać, częścią do pewnego udziału w rozboju wciągnąć usiłuje. Gdy tym kształtem zabór bez zwycięstw, bez rozlewu krwi, bez żadnego niebezpieczeństwa, w połowie do skutku przyszedł, wtedy dopiero, to jest w trzeciej i ostatniej epoce polityka moskiewska zaczyna być zachowawczą, konserwatorską. Wtedy to carowie uśmierzają bunty, zaludniają Syberię wichrzycielami porządku, jednym słowem rządzą krajem, który podług wyrazów ich gazety powinien się mieć za szczęśliwego, że straciwszy niepodległość pełną wewnętrznych zaburzeń, składa część cesarstwa wszech Rosji.

Póki Europa uważać będzie ich poddanych za naród, ich kraj za państwo, póty nie przestaną tym sposobem wzmagać się, zdobywać, grozić; póty będę strasznymi. Rząd tego kraju zależy od jego powiększania się, i nawzajem powiększanie się moskiewskiego ogromu zależy od jego rządu.

Absolutyzm moskiewski nie jest przemijającą jak gdzie indziej instytucją, której byt nic wspólnego nie ma z bytem narodu, której uchylenie mogłoby się stać dobrodziejstwem. Ci, co myślą inaczej, są zapewne filantropami godnymi szacunku, jakimi byli Pestel[10] i Bestużew[11], jakim jest i nasz Lelewel[12]; lecz bez wątpienia wszech Rosji nie znają. Odejmijmy Moskwie na jeden moment jej samodzierżcę, w tym samym momencie przestanie być ciałem politycznym. Tylko jedynowładztwo i wszechwładztwo caratu, jako fundamentalne jego prawa, początkiem swoim, rzeczą, organizacją sięgające tatarskich czasów, bo przez chanów tatarskich było postawione, utrzymuje w ryzie ten potwór geograficzny, graniczący z Szwecją i Stanami Zjednoczonymi, z Meksykiem i Prusami, z Austrią i cesarstwem chińskim, z Turcją i Indiami. Kto pierwszy w tym kraju zechce kontrolować zwierzchnią władzę, kto się jej będzie mógł na mocy prawa sprzeciwić, zada cios śmiertelny jej potędze. Od niego zacznie się era upadku Moskwy. Starożytni mówili: mocarstwa trwają tą samą sztuką, którą wzrosły. Moskwa wzrosła okolicznymi zaborami; sekretem jej grabieży była nieograniczona wola jednego. Co taki despotyzm rozprzestrzenił, swoboda nie zachowa.

Carat, ten potężny instrument zaborów, jest tam także jedynym środkiem zachowawczym. Dla tej przyczyny rewolucje pałacowe Moskwie nie szkodzą: uduszą Pawła, będzie Piotr itd. Lecz dla tej samej przyczyny, rewolucja mająca na celu ograniczenie woli panującego, rewolucja polityczna, jednym słowem zmiana natury rządu, rozbiłaby natychmiast kolos na drobne atomy. Jest więc patriotyzmem w Rosji niewola.

Carat nic wewnątrz zdobywać nie potrzebuje. Od Iwana Groźnego[13], który wytępił szczątki swobód słowiańskich w Nowogrodzie i Pskowie, oderwanych od rzeczypospolitej litewsko-polskiej, który nawet ślady wolności w nastajaszczej tatarskiej Moskwie przez Mogołów zachowanej zatarł; od Piotra I, który to na koniec, co zostało po Iwanie w niwecz obrócił, wszystko stało się własnością cara, o co by ogół mieszkańców kraju mógł się upomnieć jako o swoją własność. Co gdzie indziej jest bądź związkiem społecznym, bądź ludem, choćby nawet najdzikszym, osiąkło niejako we władzy i w rząd się obróciło. Gdyby się nas zapytano, co to jest Moskwa bez caratu? – nie umielibyśmy rozwiązać tej trudnej zagadki. Moskwa jest to car; car jest to Moskwa.

Carat nieczynnym być także nie może. Ponieważ nic wewnątrz zdobywać nie potrzebuje, tylko więc zewnątrz działać musi. To działanie absolutyzmu moskiewskiego objawia się w bezprzestannych zaborach.

Te charaktery odróżniają Moskwę od innych państw absolutnych tegoczesnej Europy. W Austrii i w Prusach, chociaż to są także różnorodne aglomeraty, nic podobnego nie widzimy; w żadnym z tych dwóch krajów ciało polityczne jako potęga nie zależy w takim stopniu od natury władzy, a władza od zewnętrznego ruchu, to jest od terytorialnego rozszerzenia kraju.

Austria i Prusy mogą zostać in status quo, mogą w pokoju wzmagać swą wewnętrzną siłę. Prusy osobliwie nie bez skutku usiłują zatrzeć różność między niektórymi, składającymi je częściami. Moskwa tego nie dokaże. Jej pokojem jest zawsze przygotowanie do wojny, a zatem do zmienienia własnego status quo. Co do Moskwy i Austrii, historia szczególnie ostatnich czasów to za maksymę uważać każe: że pierwszy gabinet całą mądrość swoją wysila w stosunkach zagranicznych, ostatni zaś w rządzie wewnętrznym. Moskwa ma umiejętną dyplomatykę z mniejszymi w tym względzie pretensjami od tak starej i przebiegłej kancelarii austriackiej, a najniezręczniejszą, najniegodziwszą administrację, mimo wszelkich usiłowań Aleksandra poprawienia machiny rządowej. Przeciwnie Austria (czego rozbiór Polski i podrzędny udział, jaki w nim miała, zawsze będzie uderzającym dowodem) w stosunkach zewnętrznych niepewne, błędne stawiająca kroki, nieraz, od Moskwy najczęściej, oszukana, zaledwie pojmująca naturę, ważność sąsiedzkich granic, daleko przechodzi niebezpiecznego sprzymierzeńca swego cara północy systematycznością w wewnętrznym rządzie, pomiarkowaniem, pewną nawet ojcowską starannością o dobry, materialny byt dziedzicznych posiadłości. Galicję tylko jedną poczytuje za dzierżawę. Tak Prusy jak Austria tracąc część kraju, świeższy lub dawniejszy nabytek, np. Prusy nadreńskie prowincje lub Poznań i Gdańsk, Austria Galicję albo Włochy, nie przestałyby być przez to znamienitymi mocarstwami, a przynajmniej czas niemały mogłyby egzystować bez tej lub owej, choćby też i znaczniejszej części. Co innego Moskwa! Z mniejszym od obydwu wspomnianych mocarstw usposobieniem do wcielania w siebie cudzej własności, z mniejszą biegłością asymilacji, owszem z tymi przywarami grubiańskiego rządu, które zamiast moskwicić obce kraje, tylko je coraz bardziej we własnej gruntują narodowości i umacniają w chęci odzyskania udzielnego bytu: niechaj jeden w tym ogromie uroni nabytek, niechaj jednemu ludowi wyłamać się dozwoli spod swego jarzma, wnet jako całość przepadnie. Pochodzi to z tej przyczyny, że władza w tym kraju do życia swego potrzebuje okolicznej ziemi i karmić się musi łzami jej ludów. Stagnacja w rozbiorach naraziłaby carat jako machinę rządową na to samo niebezpieczeństwo, któremu ludzkie ciało w zgniliźnie płuc podlega. Absolutyzm ten dostałby suchot bez zaborów; najmniejszy ubytek w tym względzie zagraża mu konsumpcją, na koniec śmiercią z głodu.

Moskwa ma apetyt krokodyla, ale żadnej strawności. Na tym opierają się nadzieje Polaków.

„Dziennik rozpraw”, który o tyle tylko na uwagę naszą zasługuje w tej mierze, o ile go za organ ministerialny poczytywać można, w innym świetle widzi kwitnące państwo carów. Zdaje się jemu, że to jest naród, z którym Francja jako z narodem w ścisłym przymierzu zostawać powinna. „Jakże zaprzeczyć Rosji, mówi, szerokiej i głębokiej narodowości (une nationalité vaste et profonde), prócz jednego punktu, gdzie jeszcze dymią ruiny (to jest zapewne Polski). Na 68 milionach ludzi, przeszło 60 milionów łączy poprzedzające ich związek polityczny braterstwo. Wspólność rodu, wiary i ducha nakazuje szanować politykom i wojskowym, ten niezmierny, warowny obóz, obejmujący dziewiątą część stałego lądu… gdzie rząd kocha cywilizację, ponieważ obawiać się jej nie ma jeszcze przyczyny, i na 700.000 mil kwadratowych rozlewa dobrodziejstwa pokoju domowego, nieznanego dotychczas w rocznikach świata”.

Jestże to język Francji? Czy to mówi statysta? „Journal des débats” pewnie w tym względzie wyraża opinię rządową. Rząd zostaje w ścisłej zgodzie co do stosunków zewnętrznych z większością izby. Izba powiada, że Francję reprezentuje; a ponieważ 30 milionów Francuzów temu nie zaprzecza, więc dotychczas tak być musi rzeczywiście. Jeżeli tedy Francja takie wyobrażenie o Moskwie powzięła, biada Europie, biada szczególnie Francji!

Nie wchodząc w rozprawę polemiczną z obcym dziennikiem, czyliż go nie mamy prawa zapytać, gdzie widzi w Moskwie tę narodowość szeroką i głęboką, gdzie widzi to pobratymstwo, tę wspólność rodu i ducha pomiędzy sześćdziesięciu przeszło milionami? W szkołach moskiewskich uczono dzieci podług geografii pana Ziabłoffskoi, że Moskwa składa się z kilkudziesięciu narodów, które nic wspólnego z sobą nie mają. Co to są prawdziwi Moskale, i wielu ich jest? Organ ministerialny w dzisiejszym nawet stanie wiadomości statystycznych powinien by wiedzieć, że ludność nastajaszcza moskiewska w guberniach: moskiewskiej, tulskiej, niże-nowogorodzkiej, kałuzkiej itd. dziesięciu milionów nie przechodzi; reszta ludności pod panowaniem carów zostającej, sześć razy większej, nie ma z nią nic wspólnego. Co do słowiańskiego pobratymstwa między wielu ludami tam osiadłymi, to by je chyba jak z Sanskrytu wyprowadzać należało, a lepiej jeszcze z arki Noego. Cóż pytam ma wspólnego z Moskalem, Polak, Rusin, Litwin, Łotysz, Czud, Fin, Baszkir, Kirgiz, Tatar, Pers, Wołoch, Kamczadał, Żyd, Niemiec, Ormianin, Ostiak, Kabardyniec, Czerkas itd. itd. ? Któż policzy różnojęzyczne mowy w tym kraju? Któryż z carów umiał kiedy na pamięć listę przynajmniej plemion, ludów, hord, tak różnych od siebie jak murzyn od Europejczyka, na które, według ministerialnego dziennika zlewają się „dobrodziejstwa domowego pokoju nieznanego dotąd w rocznikach świata”? Gdyby ta Polska, o której Francuzi tak wiele mówili i pisali, lepiej była znana publicystom francuskim, gdyby raz zadali sobie pracę zbadać tę ważną rolę, jaką kraj nasz gra w dzisiejszym systemacie caratu, nigdy by organa ministerialne francuskie bajek o Moskwie tak okrzyczanych od czasu Pradta[14] nie poważały się ogłaszać. Sami tylko Polacy 15-milionową europejską ludnością swoją (pod samym tylko berłem moskiewskim) stanowią w tym chaosie narodów masę najwięcej jednorodną, którą dziennik ministerialny obejmując ogół Moskwy, zaledwie raczył nazwać jednym punktem jeszcze dymiącym (sauf un point marqué par des ruines qui fument encore).

Lecz nie idzie tu o objaśnienie rzeczy dobrze pewnie i „Dziennikowi rozpraw” wiadomych! Gdzie polityka nakręca do swych widoków statystykę i spod bieguna bierze swe natchnienia, pisząc o interesach wschodnich, nie ma co wytykać uchybień statystycznych. Wolter[15], d’Alembert[16], Diderot[17] zachwalali Moskwę Francji w przeszłym jeszcze wieku. Filozofowie tedy monarchię Piotra i Katarzyny[18] Europie, cywilizacji za wzór wskazali. Rząd francuski, jak widać i dzisiaj poszedł za ich zdaniem. Moskwa w jego przekonaniu jest tym potężnym i szczęśliwym narodem, któremu nic oprzeć się nie zdoła. Sprawę Polski poświęcono tej opinii. Monarchia lipcowa i Turcji podobny los zapowiadając, zawczasu stara się, że tak powiem, ukonstytuować wobec stanu rzeczy mogącego nastąpić wskutek zajęcia Stambułu przez cara. Lecz być bardzo może, że ta druga ofiara ze strony rządu francuskiego, że ta druga ruina inne konsekwencje pociągnie za sobą w samej Francji dla monarchii lipcowej, jak upadek rewolucji 29 listopada.

 

Maurycy Mochnacki, O charakterze zaborów moskiewskich, [w:] Pisma rozmaite. Oddział porewolucyjny, t. II, Berlin 1860, s. 100-117, pierwodruk: „Pamiętnik Emigracji Polskiej”, 24 kwietnia 1833.

 

*  *  *

Tekst opracowany w ramach projektu: Geopolityka i niepodległość – zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosownej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018.

 

 



[1] Na początku lat 1830. doszło do wojny władcy Egiptu Muhammada Alego (zbuntowanego wasala tureckiego) Turcją, w której tą drugą – chwiejącą się wskutek niepowodzeń wojennych, zwłaszcza po klęsce w bitwie pod Konyą 21 grudnia 1832 r. – wsparła Rosja. 6 maja 1833 r. podpisano traktat pokojowy kończący wojnę egipsko-turecką – Muhammad Ali pozostał lennikiem Turcji, ale uzyskał panowanie nad Palestyną i Syrią. Znajdująca się w trudnej sytuacji, rozczarowana sprzyjającymi Egiptowi Wielkiej Brytanii i Francji, Turcja postanowiła związać się z Rosją, o czym stanowił traktat Unkiar-Iskielessi z 23 czerwca 1833 r. Oznaczał on de factou zależnienie Turcji od Rosji, znacznie wzmacniając tą drugą w rejonie Morza Czarnego także względem Wielkiej Brytanii i Francji, uzyskała bowiem wielki wpływ na cieśniny czarnomorskie. Wynikający z tego kryzys międzynarodowy zakończyło zawarcie konwencji londyńskiej 13 lipca 1841 r., która usunęła uprzywilejowanie Rosji w tym względzie.

[2] Moskwa przez nikogo zaczepioną być nie może, chyba by do tego trzeba koalicji: to jest pierwszej jej korzyścią. Grozi wszystkim, jest to druga jej korzyść (przypis autora).

[3] Ludwik XIV (1638-1715) – król Francji i Nawarry z dynastii Burbonów. Samodzielne rządy zaczął sprawować dopiero po śmierci kardynała Mazarina (1661). W polityce wewnętrznej przeprowadził szereg reform; usprawniona administracja królewska stała się oparciem dla absolutystycznej formy rządów. Podczas wieloletniego panowania prowadził aktywną politykę zagraniczną, toczył szereg wojen o prymat na kontynencie europejskim, walczył m.in. z Hiszpanią, Holandią, tzw. Ligą Augsburską oraz koalicją angielsko-habsbursko-niderlandzką w wojnie o sukcesję hiszpańską (1701-1713).

[4] Napoleon I Bonaparte (1769-1821) – francuski wojskowy i polityk. 9 listopada 1799 r. obalił rządy dyrektoriatu i objął władzę jako konsul, w 1804 r. koronował się na cesarza. Zapisał się w dziejach jako wybitny dowódca i reformator (kodeks Napoleona), ale też z powodu zaborczej polityki zagranicznej, która pogrążyła Europę na wiele lat w wojennym zamęcie, i despotyzmu, jakim charakteryzowały się jego rządy. Pokonany przez koalicję na czele z Anglią i Rosją, zmarł na zesłaniu, na Wyspie św. Heleny.

[5] Jan III Sobieski (1629-1696) – hetman wielki koronny (od 1668 r.), król polski (od 1674 r.). Brał udział w wojnach z Kozakami (powstanie Chmielnickiego), Rosją i Szwecją („potop szwedzki”), największą sławę zyskał jednak w kampaniach przeciwko Turcji. Związany był ze stronnictwem profrancuskim, także pod wpływem żony – Marii Kazimiery d’Arquien de la Grange (Marysieńki), dwórki królowej Francji Ludwiki Marii Gonzagi. Jego największy triumf – zwycięstwo nad Turkami pod Wiedniem (1683) – nie został należycie wykorzystany. Także rezygnacja z kursu profrancuskiego polityki i akces do Świętej Ligi, stworzonej przeciwko Turcji przez Austrię, Wenecję i papieski Rzym, nie przyniosły Polsce spodziewanych korzyści.

[6] Muhammad Ali (ok. 1769-1849) – turecki namiestnik w Egipcie, wicekról Egiptu w latach 1805-1848 i 1848-1849. Toczył walki z Francuzami i Brytyjczykami, podbił Sudan, przejął – choć tylko tymczasowo – panowanie nad Syrią. Przeprowadził reformę wojskową, utworzył egipską flotę, reformował również gospodarkę Egiptu. gospodarkę Egiptu. Z powodu prób uniezależnienia się od Turcji był z nią w konflikcie, którego apogeum były kampanie wojenne 1831-1833 i 1839-1840 r.

[7] Piotr I Romanow (1672-1725) – car Rosji od 1682 r. (cesarz od 1721), założyciel Petersburga (1703), triumfator – mimo początkowych niepowodzeń – w wojnie północnej ze Szwecją (1700-1721), dzięki której Rosja uzyskała dostęp do Bałtyku.

[8] Attyla (406-453) – wódz Hunów od 445 r., twórca imperium rozciągającego się od obecnej Danii i Renu po Bałkany i Morze Kaspijskie.

[9] Karol XII (1682-1718) – król Szwecji od 1697 r., jeden z najzdolniejszych dowódców swoich czasów. Największe zwycięstwa odniósł pod Narwą (1700), gdzie pobił wojska rosyjskie, i pod Kliszowem (1702), gdy zwyciężył armię saską Augusta II. Początkowe sukcesy w wojnie północnej i zajęcie znacznej części terytorium Polski umożliwiły Karolowi osadzenie na tronie polskim Stanisława Leszczyńskiego. Kres ekspansji szwedzkiej przyniosła klęska pod Połtawą, która przesądziła o ostatecznym triumfie w wojnie Piotra I. Karol XII zginął pod Fredrikshald w Norwegii.

[10] Paweł Pestel (1793-1826) – rosyjski wojskowy, uczestnik wojen z napoleońską Francją, jeden z najważniejszych ideologów i przywódców dekabrystów, skazany na śmierć i stracony.

[11] Aleksander Bestużew (1797-1837) – rosyjski poeta, prozaik, uczestnik spisku dekabrystów i powstania w grudniu 1825 r. – został skazany na 20 lat katorgi na Syberii. W 1829 r. wcielono go karnie do armii rosyjskiej, w której szeregach uczestniczył w tłumieniu powstania Czeczeńców (z ich rąk później zginął). Wybuch powstania listopadowego uznał za „zdradę warszawską”. Adam Mickiewicz odniósł się do niego w wierszu Do przyjaciół Moskali. Bestużew napisał m.in.: Śledztwo (1830), Porucznik Białłozor (1831) i Ammałat Bek (1832), Mułła-Nur (1836).

[12] Joachim Lelewel (1786-1861) – polski historyk i polityk. Uczył w Liceum Krzemienieckim, a w latach 1815-1818 i 1821-1824 na uniwersytecie w Wilnie, skąd został usunięty ze względu na – jak uzasadniano – wywieranie szkodliwego wpływu na młodzież. W czasie powstania listopadowego został prezesem Towarzystwa Patriotycznego oraz członkiem Rady Administracyjnej (później przemianowanej na Rząd Tymczasowy). Po klęsce powstania wyemigrował. Uchodzi za twórcę jednej z najbardziej wpływowych polskich szkół historycznych, w ocenie I RP wskazującej przede wszystkim na zalety jej ustroju i kultury politycznej (m.in. Polska, dzieje…, t. 1-20, 1856-1865).

[13] Iwan IV Groźny (1530-1584) – wielki książę moskiewski, car (od 1547 r.), sprawujący krwawe rządy autor wielkich reform administracyjnych, wojskowych i finansowych. Toczył zwycięskie boje z Tatarami, zakończone przyłączeniem chanatu kazańskiego, astrachańskiego i syberyjskiego. Prowadził także wojnę z Polską o Inflanty, zakończoną rozejmem w Jamie Zapolskim (1582).

[14] Dominique Dufour de Pradt (1759-1837) – francuski duchowny, dyplomata, biskup Poitiers, arcybiskup Mechelen, rezydent w Księstwie Warszawskim w 1812 r.

[15] Wolter, właśc. François Marie Arouet (1694-1779) – francuski myśliciel oświeceniowy, pisarz, publicysta, jeden z Encyklopedystów i twórców idei, które stanowiły ideowy fundament rewolucji francuskiej. Sławę przyniosły mu utwory literackie Henriada i Dziewica Orleańska. Napisał również m.in.: Listy o Anglikach (1726), Wiek Ludwika XIV (1739), Rozprawę o historii powszechnej i o zwyczajach i duchu narodów (1756) i Rozprawę o tolerancji (1763).

[16] Jean le Rond dAlembert (1717-1783) – francuski matematyk, fizyk i filozof, jeden z głównych przedstawicieli europejskiego Oświecenia, członek Akademii Francuskiej, od 1772 r. jej sekretarz; wraz z Denisem Diderotem inicjator powstania Encyklopedii, czyli słownika rozumowanego nauk, sztuk i rzemiosł.

[17] Denis Diderot (1713-1784) – francuski filozof i pisarz, czołowa postać francuskiego Oświecenia, redaktor naczelny i współautor Encyklopedii, autor m.in. Kubusia Fatalisty i jego pana (1765-1780) i Zakonnicy (1760).

[18] Katarzyna II (1729-1796) – córka niemieckiego księcia z dynastii Anhalt-Zerbst, żona cara Piotra III, po obaleniu którego objęła rządy jako cesarzowa Rosji (od 1762). Skutecznie umacniała potęgę Rosji i swe absolutystyczne rządy. Żywo angażowała się w sprawy polskie, ingerując w kwestie personalne i ustrojowe, posługując się w tym celu zarówno przekupstwem, jak i interwencją zbrojną. Przeprowadziła – w sojuszu z Austrią, a przede wszystkim Prusami – trzy rozbiory Polski, likwidując jej niepodległość.

Najnowsze artykuły

Znaczenie emigracji politycznej w polityce polskiej okresu zaborów

Radosław Żurawski vel Grajewski

Data dodania: 2019-01-15

Dramat i polityczność. Przypadek Słowackiego

Andrzej Waśko

Data dodania: 2019-01-15

O dyplomacji II RP (wywiad)

Mariusz Wołos

Data dodania: 2019-01-13