Artykuł
O politykę słowiańską
Data dodania: 2018-10-25
Data dodania: 2018-10-25

Niedawno minister spraw zagranicznych p. Skrzyński[1] w exposé wygłoszonym w Sejmie wspomniał o nowej polityce słowiańskiej, którą słusznie przeciwstawiał dawnemu panslawizmowi pojmowanemu jako panrusycyzm.  Polityka słowiańska to muzyka przyszłości – „panslawizm” to upiór przeszłości, który wyszedł z na zawsze zamkniętego grobu caryzmu. „Ta polityka słowiańska – mówił pan Skrzyński – której stawianie nie jest dziś problemem chwili, gdyby kiedykolwiek miała przybrać konkretne formy, znajdywałaby nie gdzie indziej, jak właśnie tu w Warszawie swoje pole. Warszawa musiałaby być jednym z centrów duchowego świata słowiańskiego”.

W stolicy Polski odrodzonej budzi się świadomość tego powołania, o którym mówił minister spraw zagranicznych. W zeszłym roku na zebraniach literatów warszawskich kilkakrotnie była omawiana zainicjowana przez grupę młodych poetów myśl zwołania w Warszawie ogólnosłowiańskiego zjazdu literackiego.

W końcu roku ub. powstało w Warszawie „Towarzystwo Słowiańskie”, do którego weszli prócz Polaków Rosjanie, Ukraińcy, Czesi, przedstawiciele Bułgarii i Jugosławii, i które urządziło parę bardzo ciekawych odczytów.

Stawiający pierwsze kroki w Warszawie ten nowy ruch słowiański nie cieszy się wielką popularnością. Budzi dużo uprzedzeń i zastrzeżeń, a źródłem obojętności i nieufności jest to, że w opinii szerokich kół inteligencji polskiej idea solidarności słowiańskiej kojarzy się ściśle z dawnym urzędowym panslawizmem rosyjskim i budzi dotąd wciąż myśl o „morzu rosyjskim, w którym się złączą rzeki słowiańskie”.

Czyż trzeba dowodzić, że idea solidarności narodów słowiańskich niekoniecznie ma przyjmować formę tego urzędowego panslawizmu rosyjskiego, czyli panrusycyzmu?

W samej Rosji, skąd ów panslawizm urzędowy był importowany do Czech i Serbii, idea słowiańska przybierała przecież i inną formę – formę federacji ludów słowiańskich wolnych i równych. O takiej federacji marzyła w Rosji jeszcze przed stu laty część tzw. dekabrystów[2], która utworzyła „Towarzystwo Zjednoczonych Słowian”. Taką federację głosili Hercen[3] i Bakunin[4]. Ten ostatni zwłaszcza, nieprzejednany wróg pangermanizmu, był zapalonym zwolennikiem panslawizmu, ale w rewolucyjnej jego formie.

„Razem ze wszystkimi słowiańskimi ludami – pisze Bakunin – będziemy dążyli do urzeczywistnienia świętej idei słowiańskiej: do stworzenia wielkiej i wolnej federacji wszechsłowiańskiej, w której każdy naród wielki lub mały, będzie wolny i w braterskim związku z innymi narodami. W tym związku nie powinno być żadnej hegemonii, lecz powinna być jedna i niepodzielna siła słowiańska”[5].

Oczywiście od tak idealnej federacji jesteśmy i dziś w dobie traktatu wersalskiego prawie tak że daleko, jak i za dni Bakunina. Ale dziś jedno zmieniło się przecież: upadły te dwa wielkie więzienia narodów, które Bakunin, tak samo jak i Mickiewicz, uważał za główne przeszkody do braterskiego porozumienia się ludów słowiańskich: Imperium Wszechrosyjskie i Cesarstwo Austriackie. Jeżeli mówić nie o jakiejś federacji słowiańskiej, lecz o wzajemnym porozumieniu się narodów słowiańskich i uzgodnionej polityce słowiańskiej wobec wspólnego wroga niemieckiego, to dziś droga do tego porozumienia jest krótsza i bliższa.

I dziś żaden naród słowiański, z wyjątkiem czeskiego, nie jest tak zainteresowany w utworzeniu tego wspólnego frontu słowiańskiego, jak właśnie polski, który zawsze był tak obojętny dla słowiańszczyzny. Bo wspólny front słowiański to przede wszystkim zażegnanie największego dla Polski niebezpieczeństwa – przyszłego sojuszu niemiecko-rosyjskiego.

Czesi, którym niebezpieczeństwo niemieckie zagraża w jeszcze większym stopniu niż Polsce, bo Niemcy jeszcze mniej mogą pogodzić się z istnieniem niepodległego państwa czeskiego, jak z sąsiedztwem Polski niepodległej, w przyszłej Rosji widzą sojuszniczkę swoją, ale antyniemiecki sojusz czesko-rosyjski jest nie do pomyślenia, jeżeli będzie istniało antypolskie przymierze niemiecko-rosyjskie. Jednego frontu słowiańskiego, nowej polityki słowiańskiej nie może być bez udziału tak Polski, jak i Rosji.

Dla niektórych polityków naszych przyszły sojusz niemiecko-rosyjski, wykluczający politykę słowiańską, jest aksjomatem niewymagającym nawet dowodów. W innym miejscu usiłowałem wykazać, że ten rzekomy aksjomat jest twierdzeniem wysnutym z faktów przeszłości, bez głębszej jednak analizy tych faktów i źródeł przyjaźni niemiecko-rosyjskiej.

Rosja, wyzwolona od zmory bolszewizmu, o ile zechce odzyskać niezależność polityczną i ekonomiczną, będzie zmuszona zerwać z Niemcami, dążącymi do ekonomicznego opanowania Rosji, szukać innego oparcia na drodze odbudowy swego życia ekonomicznego. Więcej uprzemysłowione kraje słowiańskie, jak Czechy i Polska, mogłyby służyć tym oparciem. Takiego rodzaju kombinacja zyskałaby pomoc Francji, która doniosłość takiego frontu słowiańskiego doskonale już dziś sobie uświadamia.

„Polityka słowiańska” zatem, choć nie jest jeszcze zadaniem chwili, jak słusznie mówił p. Skrzyński, nie jest jednak już jakąś mrzonką.

Zadaniem zaś chwili dla tych, którzy rozumieją potrzebę tej polityki słowiańskiej, jest torowanie drogi dla niej przez wzajemne zrozumienie ludów słowiańskich. „Towarzystwo Słowiańskie” w Warszawie, które postawiło sobie to właśnie zadanie, bardzo trafnie rozpoczęło swoją działalność od przepięknej prelekcji Mieczysława Limanowskiego[6] na temat „Mickiewicz i słowiańszczyzna”. Nie ma lepszego patrona dla idei słowiańskiej, jak Mickiewicz, i trudno w jednej prelekcji lepiej streścić ideę przewodnią paryskiego kursu literatur słowiańskich, jak to zrobił M. Limanowski.

I słusznie też powiedział prelegent, że dziś, kiedy wszystkie bratnie narody słowiańskie zaczynają nowe życie i nowe państwa budują, myśl słowiańska powinna wznieść się na te wyżyny, z których Mickiewicz nawoływał ludy słowiańskie do wzajemnego obrachunku sumienia. Oczywiście z tych wyżyn nie można kierować sprawami polityki bieżącej, ale z nich wzrok ludzki sięga dalej w przyszłość i widzi te rozleglejsze horyzonty, których potrzebuje i polityka realna, jeżeli chce być polityką twórczą, budującą nie na dzień dzisiejszy tylko.

 

Pierwodruk: „Tydzień Polski”, nr 7 z 17 lutego 1923, s.  8-9.

 

*  *  *

Tekst opracowany w ramach projektu: Geopolityka i niepodległość – zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosownej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018.

 

 



[1] Aleksander Skrzyński (1882-1931) – polski hrabia, dyplomata i polityk, członek konserwatywnego Stronnictwa Prawicy Narodowej, minister spraw zagranicznych (1922-1923, 1924-1926), premier (1925-1926). Był zwolennikiem integracji politycznej Polski z Europą Zachodnią. Napisał m.in. książki Polska a pokój (1924) i Liga Narodów jako punkt centralny polityki zagranicznej (1929).

[2][2] Spisek dekabrystów wiódł do krwawo stłumionego powstania (1825-1826) rewolucjonistów rosyjskich wywodzących się ze sfer szlacheckich, chcących obalić rządy carskie i przeprowadzić reformy społeczne

[3] Aleksander Hercen (1812-1870) – rosyjski pisarz i działacz polityczny, twórca doktryny tzw. rosyjskiego socjalizmu, przedstawiciel rosyjskiej opozycji emigracyjnej.

[4] Michaił Bakunin (1814-1876) – rosyjski myśliciel i działacz rewolucyjny, tłumacz, teoretyk anarchokomunizmu. Za wszczęcie rewolucji w Dreźnie w 1849 r. został uwięziony, a następnie zesłany na Syberię, skąd po 8 latach zbiegł. Resztę życia mieszkał na Zachodzie, gdzie kontynuował działalność polityczną

[5] M. Bakunin, Pełnoje sobranija soczinienij, s. 232 [przypis z wydania oryginalnego]

[6] Mieczysław Limanowski (1876-1948) – geolog, wykładowca akademicki, reżyser teatralny, syn Bolesława Limanowskiego. W czasie I wojny światowej przebywał w Moskwie. W II RP wykładał w Warszawskiej Szkole Dramatycznej, prowadził wraz z Juliuszem Osterwą teatr Reduta, pracował w Państwowym Instytucie Geologicznym. Od 1927 r. wykładał na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie

Najnowsze artykuły

Znaczenie emigracji politycznej w polityce polskiej okresu zaborów

Radosław Żurawski vel Grajewski

Data dodania: 2019-01-15

Dramat i polityczność. Przypadek Słowackiego

Andrzej Waśko

Data dodania: 2019-01-15

O dyplomacji II RP (wywiad)

Mariusz Wołos

Data dodania: 2019-01-13