Artykuł
Państwa wobec konferencji
Data dodania: 2018-10-26
Data dodania: 2018-10-26

Po ukończeniu traktatu z d. 30 marca 1856[1] nikt nie wątpił, że nastąpią nowe konferencje. Jakoż w roku 1857 zebrały się drugie. Były one w pewnym względzie niespodzianką, bo trudno było przewidzieć, aby granica besarabska, tak szczegółowo w traktacie określona, miała wywołać ich potrzebę. Wszakże kwestia Bołgradu[2] i ukazanie się na horyzoncie politycznym Wysp Wężowych[3] wymagały rozstrzygnięcia europejskiego trybunału. Po niejakiej opozycji zwołano konferencje i załatwiono te nieprzewidziane sprawy w bardzo krótkim czasie. Drugie konferencje przyszły do gotowego, w gabinetach ułożono punkty, reprezentanci mocarstw w Paryżu podpisali tylko protokół. Dwa posiedzenia wystarczyły do tej czynności.

Trzecie konferencje jakkolwiek zapowiedziane art. 25 traktatu paryskiego, zasiadają już od miesiąca i nie wiadomo, kiedy prace swoje ukończą. Tajemnica je otacza: wiadomo tylko, że przedmiotem rozpraw jest organizacja Księstw Naddunajskich[4]. Sprawa ta bez wątpienia trudniejsza jest i zawilsza od sprawy bołgradzkiej i Wysp Wężowych, ale nie to jest podobno główną przyczyną zwłoki, jakiej doznaje rozstrzygnięcie kwestii. Położenie państw jednych względem drugich głębokiej uległo zmianie od chwili zamknięcia drugich konferencji. Stanowiska ich nie są te same co były, porozumieć się przeto trudniej. Zaszły ważne wypadki, wystąpiły sprzeczne interesy, wyszły na jaw ukryte widoki, ukazały się pewne niedowierzenia, zgoła zmieniła się sytuacja polityczna, i jeżeli nie nadwerężyła zasad konferencji, to w każdym razie zachwiała ich podstawę.

Wpływ, jaki Francja bezsprzecznie posiadała w roku 1856, a nawet i 1857, zmniejszył się widocznie. Wpływ ten zawdzięczała ona polityce silnej a umiarkowanej i osobistej cesarza Napoleona[5] i naturalnej przewadze, jaką otrzymała przez wojnę wschodnią[6]. Tej przewadze zawdzięczała, że kongres odbył się w Paryżu, że minister francuski[7] konferencji przewodniczył. Zjazd stuttgarcki w r. z. i zamach 14-go stycznia r. b.[8] są to dwa wypadki, które niekorzystnie wpłynęły na stanowisko europejskie Francji. Zjazd stuttgarcki obudził nieufność Anglii. Zajęta powstaniem indyjskim[9] tolerowała go, ale niemniej osłabił on przymierze francusko-angielskie. Z drugiej strony, w zjeździe stuttgarckim widziała Europa cesarza Francuzów, lecz oraz przestała obawiać się Bonapartego. Zdawało jej się, może słusznie, że polityka osobista, niepodległa, a zatem groźna, ustępowała polityce dynastycznej, którą różne względy krępować mogą. Gabinety i opinia publiczna widziały w zjeździe stuttgarckim rękojmię pokoju, tym więcej, że zjazd ten poprzedziła wizyta w Osborne[10], która wprawdzie zapobiegła katastrofie stambulskiej, unieważniła wybory do dywanów w księstwach, przywróciła pawilony na domach posłów czterech mocarstw w Carogrodzie, ale zawsze była dowodem ubytku przewagi francuskiej, skoro do otrzymania tego rezultatu tak wielkiego środka użyć trzeba było. A i tak na nic się to nie przydało, skoro kwestia unii pomimo oświadczenia w „Monitorze”[11] przepadła, a jak piszą hr. Walewski dzisiaj nawet z propozycją wspólnej dla obu księstw chorągwi utrzymać się nie może. – Jeżeli więc zjazd stuttgarcki osłabił przymierze z Anglią, to zamach 14-go stycznia dotykalnie słabość tę udowodnił. Francja nic od Anglii uzyskać nie zdołała. Nie tylko zresztą w Anglii, ale wszędzie wpływ Francji ucierpiał na polityce cesarskiej od tego dnia prowadzonej. Uznanie niebezpieczeństwa ciągle zagrażającego przez utworzenie ministerstwa ad hoc, obostrzenie paszportów, zaprowadzenie ustaw wyjątkowych, nie wzmocniło bynajmniej Francji na wewnątrz, a nadwerężyło jej powagę na zewnątrz. Odbiło się i w chwili, gdy zwołane być miały konferencje. Ociągano się i jakby z przymusem zebrano się w Paryżu. Dowodem tego najlepszym, że konferencje o Czarnogórę wydobyto co prędzej spod francuskiego monopolu. Rzecz naturalna, że nie miło rozprawiać o pokoju w stolicy kraju, gdzie niebezpieczeństwo jest zagrożone, gdzie bezustanna obawa zamachu, od którego, jak doświadczenie uczy, nie zasłoni najczujniejsza policja. Spostrzegł się rząd cesarski i już w ciągu trwania konferencji usunął ministra i zniósł wydział bezpieczeństwa publicznego oddany w chwili trwogi wraz z wydziałem spraw wewnętrznych w ręce jenerała Espinasa[12]. Wymagania Francji od innych państw, to o wydalenie emigrantów, to o przedsiębranie surowych policyjnych środków, oddaliły sympatie od Francji, a oraz odbierały jej urok siły i potęgi. Malał ciągle wpływ francuski, ustępował wszędzie i we wszystkich prawie sprawach, a jeżeli w sprawie Czarnogóry utrzymał się na pozór, to naprzód dlatego, że zawieszenie broni po klęsce Turkom zadanej dogadzało wszystkim mocarstwom, a potem, że sprawa oddana pod konferencję odrębną, nie wiadomo jeszcze, jak wypadnie.

Z tego ubytku wpływu Francji korzystała szczególnie Anglia. Już dawno spostrzegła, że ważniejszą jest dla niej kwestia sueska aniżeli Księstw Naddunajskich. Odbiegła od polityki lorda Clarendona[13] na pierwszych konferencjach i związała się z Austrią i Turcją w tej sprawie. Widząc zaś Francję tak potulną w chwili powstania indyjskiego, w nagrodę za wizytę w Osborne zezwoliła na zjazd w Stuttgarcie. Przekonała się, iż Francja bez przymierza angielskiego obejść się nie może, przynajmniej w tej chwili, za pośrednictwem przeto Turcji sprzeciwiła się przekopowi sueskiemu, a sama zabrała Perim. Wciągnąwszy Francję we wspólną wojnę z Chinami, spokojniejsza o Indie, odmówiła żądaniu Francji co do prawa przytułku, składając wszystko na opinię publiczną i trudności gabinetowe. Torysi przyjąwszy testament Palmerstona[14] co do spraw wschodnich, stoją naprzeciw Francji w kwestii Księstw Naddunajskich i popierają życzenia Turcji. Wysłanie marszałka Pélissiera[15] na posła do Londynu wytłumaczyli z rzadkim taktem politycznym Anglicy, jako dowód chęci utrzymania przymierza ze strony Francji. Zgoła przymierze z Francją uważa Anglia jako trwające przez grzeczność (by cortesy), tak jak zwyczajem jest u niej nazywać pewnych członków wielkich rodzin lordami by cortesy, bo przecież lordami być by mogli. Aby zaś usprawiedliwić aż do pewnego stopnia postępowanie polityczne przeciwne Francji, od chwili do chwili wywołuje Anglia starą piosnkę o wylądowaniu wojsk francuskich na brzegi swoje, czyli o inwazji. Zmusza tym sposobem swą sprzymierzankę do zaręczeń, że się nie zbroi, że zachowuje przymierze, a każde takie oświadczenie osłabia Francję, a wzmacnia W. Brytanię. Na przypadek przymierza Francji z Rosją, zasłania się Austrią i Prusami, zostawiając sobie obronę morską, którą ciągle powiększa. Ta jedna ewentualność czyni ją od czasu do czasu dla Francji względną: inaczej postępowałaby jeszcze śmielej i otwarciej.

Prawdziwą sprzymierzanką Anglii w tej chwili jest Austria: polityka tych dwóch mocarstw w sprawach należących do konferencji idzie w jednym kierunku – Austria od czasu wojny wschodniej liczy same dyplomatyczne tryumfy. Ona podała ultimatum przyjęte przez Rosję. Nota rosyjska oświadczyła wyraźnie, że ustąpienie granicy besarabskiej było tyczeniem głównie Austrii. Najważniejsza dla Austrii kwestia, sprawa żeglugi na Dunaju, rozstrzygnęła się całkiem na jej korzyść. Konwencja podpisana przez państwa nadrzeczne nie będzie zdaje się poddaną konferencji, a co najwięcej, może się tylko powiększyć jakim dodatkowym protokołem. Od samego początku układów, bo nawet jeszcze na konferencjach wiedeńskich, przeciwna połączeniu Księstw pomimo opozycji wówczas wszystkich prawie mocarstw, widzi dziś bliskie zwycięstwo swej polityki. Anglię potrafiła zupełnie przeciągnąć na swoją stronę; w Turcji wpływ jej całkiem przeważny. Internuncjusz jej, baron Prokesch Osten[16], z nadzwyczajną zręcznością zdołał usunąć lorda Redcliffe[17] i objąć po nim spuściznę. Walka zacięta między p. Thouvunelem[18], posłem francuskim, a lordem angielskim, dziwnie mu posłużyła. Osobistość lorda wywoływała opozycję ciągłą i bezwzględną Francji. Postarał się zapewne p. Prokesch, aby przekonać Anglię, że odwołanie posła zwolni upór Francji i ułatwi interesy wspólne. Tak się też stało. Z odjazdem lorda Redcliffe’a osłabł wpływ Francji, a wzmógł się wpływ austriacko-angielski. W kwestii Księstw Naddunajskich interes Austrii zgadza się z interesem Turcji: oba mocarstwa nie chcą połączenia. W kwestii żeglugi naddunajskiej Turcja zupełnie powolną była Austrii, Austria znów nie sprzeciwia się Turcji w sprawie czarnogórskiej. Anglia znajduje swój interes w popieraniu polityki tureckiej, i stąd trzy te mocarstwa idą razem i występują przeciw widokom Francji.

Prusy również inne zajmują stanowisko teraz, aniżeli to jakie zajmowały na drugich konferencjach. Przyszły następca tronu ożenił się z córką królowej angielskiej[19]. Wszystko przemawia za przymierzem z Anglią, stoi tylko na przeszkodzie antagonizm naturalny z Austrią i niepewne dotąd stanowisko Rosji. Francji wszakże wiele na tym zależy, aby przeciągnąć Prusy na swoją stronę. Rozdwojenie Niemiec – dawna to napoleońska polityka: daje się czuć i teraz w pogłoskach o zachwianym Związku Niemieckim. W przypadku przymierza Francji z Rosją, Prusy przechyliłyby niezawodnie szalę. Ale na którą stronę? Dziś zaś, kiedy przymierza nie ma, a Rosja otwarcie nie przemawia, stanowisko Prus wobec konferencji nader jest trudnym i jeszcze bardziej niepewnym, aniżeli nim było w chwili kongresu 1856 r.

Że zaś Rosja trzyma się jakoby na uboczu, nie można się dziwić. Rozpoczęła ona ważne reformy, to prawda, ale nie idzie jeszcze za tym, aby już dlatego nie mogła prowadzić wojny, a tym więcej zabierać głosu. Głos Rosji zawsze jeszcze jest nader ważnym, chociaż przeważnym być przestał. Ale w trzecich konferencjach nie o nią chodzi. Jest ona w tak szczęśliwym położeniu, że korzystać będzie ze wszystkiego, cokolwiek nastąpi. Zresztą wypadki usprawiedliwiają coraz więcej jej politykę na Wschodzie. Europa musi wszelkich używać forteli, aby nie pójść tym samym torem, jakim Rosja iść chciała, a Turcję utrzymać, a nie podzielić. Nikogo już nie śmieszy wyrażenie: „chory człowiek”, bo zaiste daje on ciągłe dowody, że ciężką złożony niemocą. Nie chciano wpływu rosyjskiego nad Dunajem – będzie austriacki. Nie chciano protektoratu rosyjskiego w Księstwach: po wszelkich komisjach, dywanach, notach i konferencjach, zdaje się, iż statut przez Rosję Księstwom nadany, utrzyma się w zupełności. Nic lepszego reprezentanci mocarstw europejskich nie ułożą, a przynajmniej na nic innego nie zgodzą się. Może co do formy zajdą pewne zmiany, ale istota rzeczy ta sama zostanie. Krom tego, ciągłe nadużycia w fanatyzmie muzułmańskim mające swe źródło, a zdarzające się to w Stambule, to w Palestynie, to w Belgradzie; ciągłe rozruchy i powstania, to w Hercegowinie, to w Bośni, to na Kandii, przekonywają coraz dobitniej, że polityka rosyjska względem ludności chrześcijańskich pod berłem, a raczej pod mieczem, tureckim zostających, nie była bezzasadna. Rosja żądała patronatu nad chrześcijanami wyznającymi religię prawosławną; miała w tym bez wątpienia własne widoki wpływu swego i przewagi, ale miała oraz słuszne powody do stawienia tego żądania. Rosja wiedziała dobrze, że żaden hatt sułtański patronatu nie zastąpi. Hattiszeryf z Gulhany nie zmieni losu chrześcijan. Doświadczenie ją nauczyło, przez długie z Turcją stosunki, co być może, a co nie może. Podpisała w traktacie paryskim pochwałę hattihumajonu[20], ale nie łudziła się zapewne, jaki los czeka chrześcijan w Turcji po ogłoszeniu tej cywilizacyjnej ustawy. Europa przekonuje się co dzień więcej, czy wykonanie patronatu nad chrześcijanami może być powierzone w ręce tureckie. Rosja więc stoi na boku i po większej części milczy: ale milczenie to jest nader wymowne, a dla gabinetów bardzo kłopotliwe i zagadkowe. Dopóki szło o bezpośredni interes rosyjski, o granicę besarabską, o Morze Czarne, Rosja energicznie broniła swej sprawy na polu dyplomatycznym. Teraz, gdy idzie o Turcję, usunęła się od walki, odzywa się tylko w konferencjach. Zagadką jest, czego sobie ostatecznie życzy. Nikt z pewnością nie wie, co uważa dla siebie korzystniejszym: czy połączenie Księstw, czy utrzymanie statu quo czy interwencję mocarstw w sprawie chrześcijan, czy oddanie ich na łup muzułmańskich zwycięzców? Jeżeli przemawia półgębkiem za unią, to widocznie tylko dlatego, że takim jest życzenie mieszkańców. Lecz nie przechyla się stanowczo ani za Francją, ani przeciw Austrii: patrzy z udaną zapewne obojętnością na walkę wpływów różnych mocarstw w Stambule, zaufana, że wpływ jej na sprawy wschodnie jest tak naturalny, iż w każdym razie prędzej czy później przewagę swoją odzyska. Widzi zapewne chętnie osłabienie przymierza francusko-angielskiego, ale w postępowaniu jej, jak dotąd, przebija raczej antagonizm do Anglii, aniżeli sympatia ku Francji. Nie popiera polityki francuskiej w ten sposób, aby sądzić można, że ma na celu przymierze z tym mocarstwem, a baczy pilnie na sprawy niemieckie, tak iż zdawać by się mogło, że środek Europy więcej ją w tej chwili niżeli Wschód i Zachód zajmuje.

Położenie Sardynii jest także nierównie trudniejsze dzisiaj, aniżeli nim było na przeszłych konferencjach. Dopóki trwało przymierze francusko-angielskie, to jest dopóki polityka tych dwóch mocarstw szła zgodnie, stanowisko Piemontu było jasno wytknięte. Widzieć go można było zawsze po stronie mocarstw zachodnich. Ale teraz, gdy to czego chce Francja, Anglia nie chce, za kim ma pójść Sardynia? Co gorsza, oddanie parowca „Cagliari” i energiczna interwencja Anglii w tej mierze, zdaje się zniewalać Piemont do trzymania się polityki W. Brytanii. Wpływ Francji we Włoszech wypadkiem tym został osłabiony, to prawda. Ale z drugiej strony może zapominać Sardynia, że popierając politykę angielską działa na korzyść Austrii, z którą zerwała stosunki? Wprawdzie to ją pocieszyć może, że trzymając się dawniej państw zachodnich, działała także wspólnie z Austrią, bo wówczas Austria, Anglia i Francja w jednym szły kierunku. Zresztą owa trudność w wyborze stanowiska ważną jest tylko dla Sardynii, a raczej dla hr. Cavoura[21], gdy mu przyjdzie odpowiadać na interpelacje w parlamencie turyńskim. Na bieg sprawy nie może ona prawie żadnego mieć wpływu. Większość głosów nie rozstrzyga w konferencjach, a ostateczny wypadek zależeć zawsze będzie od zgody mocarstw pierwszego rzędu.

Turcja na koniec występuje w trzecich konferencjach w całkiem odmiennej postaci. Nie jest to już dawna Turcja, ale państwo otomańskie. Fuad Pasza[22] nosi fez, ale go nosi, jak to mówią, na bakier. Przemawia jako reprezentant europejskiego państwa. Domaga się statu quo dla Księstw w imię godności, nietykalności, niepodległości państwa, żąda lennictwa od Czarnogóry w imię praw sułtańskich, a raczej cesarskich. Jak adwokat najgorszej sprawy, opiera się na zapadłym wyroku, a nie na sprawiedliwości. Hołdowników państwa chce przerobić w poddanych, niepodległych zaś w hołdowników. Turcja opiera się na Anglii i Austrii, lekceważy prawie Francję; jakby dowód złożyć chciała swej europejskości zapomina, jakie jej zawdzięcza przysługi. Francja na próżno przypomina krew świeżo przelaną i wydane miliony. Turcja dowodzi, że wdzięczność nie ma miejsca w polityce. Przekonawszy się, iż niepodobieństwem jej jest wydobyć się spod obcego wpływu, przyjmuje bezwzględnie ten, w którym zdaje się jej, że największe znajdzie korzyści. Dla przeszkodzenia unii w Księstwach, w czym upatruje, a po części może słusznie, pierwszy krok do podziału, dla nietracenia dochodów, jakich jej dostarczają zdzierstwa hospodarów, ujmuje sobie Anglię, nie wydając firmanu na przekop Suezu i patrząc przez szpary na zajęcie wyspy Perim. Czyniąc zadość życzeniu Austrii, podpisuje konwencję o żeglugę na Dunaju, spodziewając się tym sposobem usunąć przeszkody w wykonaniu wymarzonego prawa lenniczego na Czarnogórze, i poskromić łatwiej bunty chrześcijan w Hercegowinie i Bośni. Bo sprawa chrześcijan to zawsze najważniejsza sprawa tu turecka, a którą W. Porta rada by zawsze ominąć na konferencjach. Poddaje się też najchętniej wpływowi tego mocarstwa, które się o wykonanie hattihumajonu najmniej dopomina. Zresztą już nieraz na tym miejscu stanowisko Turcji i położenie chrześcijan ocenianym było. Odwołać się tylko wypada, nie powtarzając tych samych uwag.

Obraz ten położenia państw wobec konferencji, jakkolwiek w pobieżnych skreślony rysach, usprawiedliwia to, co wyżej powiedzianym było o trudnościach, jakie towarzyszą czynnościom reprezentantów mocarstw europejskich zebranych w tej chwili w Paryżu. W podstawie konferencji zaszły widoczne zmiany. Nie chodzi teraz o Rosję, ale o Turcję, to jest toczy się sprawa Turcję głównie obchodząca; lubo prawdę mówiąc, jak dawniej, tak i teraz, nie chodzi o Turcję, ale o różne interesy i wpływy ze sprawą Księstw związane. W poprzednich konferencjach Rosja stawała przeciw Europie, teraz Francja, powiedzieć można, miejsce jej zajęła. Chce ona utrzymać, a raczej chce powrócić do wpływu, jaki miała jeszcze w roku przeszłym. Antagonizm nierównie większy przeciw polityce francuskiej niż rosyjskiej. Polityka rosyjska wiele bardzo w opinii zyskała, francuska wiele bardzo straciła. W przeszłych konferencjach przebijał jeszcze traktat z 15-go kwietnia zawarty między Francją, Anglią i Austrią, gwoli wykonania traktatu z 30-go marca. Był to niejako punkt oparcia w konferencjach. Dziś o tym traktacie mowy być nie może, bo Anglia z Austrią przeciw Francji działają. Można nawet utrzymywać, że nie ma wcale przymierzy, że polityka każdego państwa jest całkiem odrębna. Każde z nich działa na własną rękę: spotykają się w zdaniach swych tam tylko, gdzie wspólne ich spotykają się interesy, i o ile takowe się spotykają.

Zadanie to nie lada siedem państw w takim położeniu rzeczy sprowadzić do zgody, i to do takiej, aby solidarnie powzięły te same postanowienia. Tego mają dokazać trzecie konferencje: nie ich przeto wina, jeżeli dłużej trwają niż poprzednie. O ich wypadku na próżno stawiać domysły i tworzyć przypuszczenia. Wkrótce spadnie zasłona. Spomiędzy tych atoli, którzy się tej chwili doczekać nie mogą i przesądzają wyrok europejskiego trybunału, największe prawdopodobieństwo przemawia za tymi, co biorą za zasadę domysłów swych, że nikt wojny prowadzić nie może lub nie chce, że zatem wszystkie sprawy rozstrzygnięte zostaną zgodnie pod godłem: la paix á tout prix.

 

Pierwodruk: „Czas: dodatek miesięczny”, t. 10, [z. 3] (czerwiec 1858), str. 640-650

 

*  *  *

Tekst opracowany w ramach projektu: Geopolityka i niepodległość – zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosownej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018.

 



[1] Kongres paryski (1856) odbył się, by uregulować kwestie sporne leżące u podstaw wojny krymskiej. Brali w nim udział przedstawiciele Francji, Turcji, Anglii, Sardynii, Austrii i Rosji. Zwieńczyło go zawarcie 30 marca traktatu „o pokoju i przyjaźni”, na mocy którego m.in. Rosja miała przekazać południową Besarabię Mołdawii, zaś miasto Kars zwrócić Turcji. Księstwa Naddunajskie – Mołdawię i Wołoszczyznę – przyznano Turcji jako protektoraty, gwarantując im szeroką autonomię. Morze Czarne miało być zamknięte dla okrętów wojennych, zaś Rosję i Turcję pozbawiono prawa posiadania instalacji wojskowych na jego wybrzeżu. Na Dunaju miała obowiązywać wolna żegluga. Zobowiązano Rosję do demilitaryzacji Wysp Alandzkich

[2] Bołgrad – miasto na Ukrainie (okręg odeski), założone w 1821 r. przez bułgarskich osadników, wówczas należące do Rosji, w latach 1856-1878 pozostające w granicach Księstwa Mołdawskiego.

[3] Wyspa Węży, Ostriw Zmijinyj – wyspa na Morzu Czarnym, położona w pobliżu delty Dunaju, obecnie należąca do Ukrainy, wcześniej do Rumunii, która zrzekła się jej w 1948 r. na rzecz ZSRS.

[4] Księstwa Naddunajskie, czyli Hospodarstwo Mołdawskie i Hospodarstwo Wołoskie. W 1861 r. weszły w skład zjednoczonego państwa rumuńskiego.

[5] Napoleon III (1808-1873) – cesarz Francuzów (1852-1870), bratanek Napoleona I, wychowany na emigracji. W 1848 r. został wybrany prezydentem Republiki. W wyniku konstytucyjnego zamachu stanu (1851) i wygranego plebiscytu ogłosił się cesarzem (1852). Początkowo odnosił sukcesy gospodarcze i polityczne, jednak jego rządy zakończyły się przegraną wojną z Prusami, wzięciem do niewoli samego cesarza i jego detronizacją (formalnie w 1871, choć władzę stracił już w 1870 r.). Po zwolnieniu z niewoli resztę życia spędził w Anglii.

[6] Tj. wojnę krymską 1853-1856.

[7] Aleksander Walewski (1810-1868) – syn Napoleona I Bonaparte i Marii Walewskiej, wziął udział w powstaniu listopadowym, po którym wyemigrował do Francji, gdzie służył w armii, był dziennikarzem i publicystą. Za rządów swego kuzyna Napoleona III pełnił misję jako ambasador francuski w Toskanii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, w 1855 r. został także ministrem spraw zagranicznych – był nim do 1860 r.

[8] Dokonany przez włoskiego rewolucjonistę Felice Orsiniego na Napoleona III.

[9] Mann wspomina tu antybrytyjskie powstanie sipajów (żołnierzy indyjskich służących w wojskach Kompanii Wschodnioindyjskiej), do którego doszło w Indiach w latach 1857-1858. Mimo początkowych sukcesów powstańców, zostało ono stłumione. Władze brytyjskie postanowiły odsunąć Kompanię Wschodnioindyjską od steru brytyjskich interesów w Indiach, które poddano bezpośrednio władzy Korony brytyjskiej.

[10] 6 sierpnia 1857 r. w rezydencji królowej Wiktorii w Osborne doszło do spotkania brytyjskiej władczyni – której towarzyszyli premier Palmerston i szef dyplomacji Clarendon – z Napoleonem III i ministrem spraw zagranicznych Francji Walewskim. Dotyczyło ono kwestii związanych ze statusem Księstw Naddunajskich

[11] „Le Moniteur universel” – urzędowe pismo francuskie, wydawane od 1789 do 1901 r., do 1811 r. pod tytułem „Gazette nationale ou Le Moniteur universel”.

[12] Charles-Marie-Esprit Espinasse (1815-1859) – francuski wojskowy, który od 7 lutego do 14 czerwca 1858 r. pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych i bezpieczeństwa publicznego. Zginął w czasie bitwy pod Magentą podczas wojny z Austrią.

[13] George William Clarendon (1800-1870) – hrabia, brytyjski dyplomata i polityk, członek stronnictwa wigów i liberałów, minister w rządach Melbourne’a, Russella, Aberdeena, Palmerstona i Gladstone’a.

[14] Henry John Temple, wicehrabia Palmerston (1784-1865) – angielski polityk, premier Wielkiej Brytanii (1855-1858, 1859-1865), wielokrotny minister (m.in. spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych), związany początkowo z torysami, następnie z wigami.

[15] Aimable Pélissier (1794-1864) – francuski wojskowy, syn czeskiej kaprala Petera Peliseka, generał, marszałek Francji, jeden z najsłynniejszych dowódców wojny krymskiej.

[16] Anton von Prokesch-Osten (1795-1876) – austriacki generał, dyplomata, polityk, ambasador w Berlinie (1849-1852), od 1855 do 1871 r. ambasador w Stambule.

[17] Stratford Canning, 1. wicehrabia Stratford Redcliffe (1786-1880) – angielski dyplomata, poseł w Konstantynopolu (1825-1828, 1841-1858).

[18] Édouard Thouvenel (1818-1866) – francuski dyplomata, od 1855 r. ambasador w Konstantynopolu, minister spraw zagranicznych w latach 1860-1862.

[19] Żoną Fryderyka III (1831-1888), cesarza Niemiec i króla Prus w 1888 r. (po śmierci ojca Wilhelma I) była córka królowej Wiktorii Hanowerskiej – Wiktoria (1840-1901). Ich synem był następca Fryderyka III – Wilhelm II.

[20] 18 lutego 1856 r. został wydany edykt rządu otomańskiego, w którym sułtan Abdülmecid I zapowiadał równość w dostępie do edukacji, nominacjach na stanowiska rządowe i wymiarze sprawiedliwości niezależnie od wyznania.

[21] Camillo Benso di Cavour (1810-1861) – hrabia, jeden z głów­nych architektów zjednoczenia Włoch. Był premierem (1852-1859, 1860-1861) Królestwa Sardynii (Piemontu) i pierwszym premierem po zjednoczeniu Królestwa Włoch (1861).

[22] Mehmed Fuad Pasza (1814-1869) – turecki polityk, poeta, zwolennik modernizacji Imperium Osmańskiego, minister spraw zagranicznych (1852-1853, 1855-1856, 1857-1858, 1861, 1867-1869), wielki wezyr (1861-1863, 1863-1866).

Najnowsze artykuły

Znaczenie emigracji politycznej w polityce polskiej okresu zaborów

Radosław Żurawski vel Grajewski

Data dodania: 2019-01-15

Dramat i polityczność. Przypadek Słowackiego

Andrzej Waśko

Data dodania: 2019-01-15

O dyplomacji II RP (wywiad)

Mariusz Wołos

Data dodania: 2019-01-13