Artykuł
Marksizm-leninizm i realizm a idea niepodległości
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Stahl

 

Wybrane fragmenty pochodzą z: Marksizm-leninizm i realizm a idea niepodległości. Wykład na inauguracji roku akademickiego Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w dniu 25 listopada 1972, Londyn 1973, s. 11-15 i 17-20.

 

Ze stanowiska ideologii komunistycznej, stawiającej na pierwszym miejscu interesy gospodarcze, nie naródspołeczność, oparta na spirytualistycznym związku, któremu podporządkowane są rozbieżności materialne, rozwiązywane w duchu nadrzędnej wspólnoty narodowejale klasa jest najważniejszą społecznością historii, a klasa tej historii treścią. Niepodległe państwa w tej płaszczyźnie to zaledwie „nadbudowy” istotnej, międzynarodowej walki klasowej, której wszystko inne winno służyć, a które to „nadbudowy narodowo-państwowe” z biegiem dalszego rozwoju winne też znikać. Istotną zaś władząistotnej, najważniejszej społecznościczyli klasy, jestwedług tejże teorii marksizmu-leninizmunie państwo, lecz partia, jako czołowa reprezentacja klasy robotniczej. Centrala zaś tej międzynarodowej partii znajduje się w Moskwie i jestzwłaszcza w stosunku do narzuconych reżymów satelickichrzeczywistym ich rządem. To istotne dążenie do przyszłej likwidacji „nadbudowy narodowo-państwowej”, zawarte w sowieckiej doktrynie, nie jest podbijanym narodom do szerszej wiadomości jawnie i bez obsłonek podawane. Kiedy po rewolucji Lenin i Stalin wypracowali doktrynę zastąpienia dawnego centralizmu carskiegonowym, bolszewickim, obmyślili formułę, mającą stanowić taką obsłonkę. Wyraża się ona w zasadzie, że „kultura winna być narodowa co do formy, a socjalistycznaczyli komunistycznaw treści”. W imię tej, kryjącej istotny fałsz, zasady zbudowano totalną i centralistycznie rządzoną tyranię sowiecką, która jest formalnie nie tylko państwem opartym na wyborach, ale parlamentarną demokracją oraz rzekomo dobrowolnym związkiem kilkunastu narodowych republik. Republiki te mają nawet konstytucyjne rzekomo prawo odłączenie się od moskiewskiej centrali i wkroczenia na drogę zupełnej niepodległości. Kiedy rozważamy powojenną politykę Moskwy w stosunku do narodów europejskich, którym narzuciła ona reżymy satelickie, uznając formalnie ich niepodległość, a rządzące nimi politycznie za pośrednictwem organizacji partyjnej, nie wolno zapominać o przytoczonej wyżej formule leninowsko-stalinowskiej polityki narodowościowej. Jest to odmiana i w pojęciu komunistów sowieckich zapewne wstępna faza, realizacji tego samego dążenia, które przyświecało twórcom Związku Sowieckich Socjalistycznych Republik. Dążenia, za pośrednictwem którego poddali oni Moskwie te same narody imperium carskiego, których niepodległości przed objęciem władzy się domagali i o niepodległość tę rzekomo walczyli. Formuła „kultury, narodowej co do formy, a socjalistycznejczyli komunistycznejw treści”, której wyrazem i stroną polityczną jest niepodległość narodowa, co do formy, a komunistycznaczyli sowiecka, z centrali partyjnej na Kremlu kierowanaw treści, posiada duże znaczenie taktyczne oraz, jako przemyślana metoda inżynierii psychologicznej, stosowanej do podbijanych narodów. Chodzi o uzyskanie pożądanych rezultatów etapami i drogami pośrednimi, tam gdzie bezpośrednia i jawna akcja natrafia na zbyt duże opory. Metody takie pośrednie stosuje sowiecka inżynieria, psychologiczna zwłaszcza w stosunku do dwu kategorii tego, co marksizm-leninizm traktuje jako „nadbudowę” klasowych warunków ekonomiczno-społecznych: do religii i do świadomości narodowej. Jeśli chodzi o naród polski, Moskwa rozumie największe trudności, z powodu ugruntowanego katolicyzmu naszego narodu i silnej osobowości narodowej, połączonej z bardzo ważną, zakorzenioną od wieków awersją polską do Rosji.

Pośrednie skutki ideologicznego fałszu. Byłoby jednak błędem lekceważyć rozmaite pośrednie następstwa przemyślanych metod komunistycznych, torujących drogę dobrowolnej akceptacji tego, co jest przez społeczeństwo polskie odrzucane, kiedy występuje bez pseudo-narodowej i ideologicznej maski. Mamy tu na myśli psychologiczne następstwa tego, że faktycznie rządzona za pośrednictwem partii z Moskwy, Polska Rzeczpospolita Ludowa jest co do formy niepodległa. Pod dawnymi zaborami, kto był za niepodległościąmusiał też być oczywiście przeciw zaborom i sprawa ta była jasna, nie pozostawiała żadnej wątpliwości. Nie kazano Polakom uważać rocznicy zaborów za polskie święto narodowe, a pomniki władców, symbolizujących zabory, były w ogólnej pogardzie. Dziś rocznica 22 lipca, czyli powołania narzuconego Polsce przez komunistyczną Moskwę satelickiego reżymu, utrwala się jako polskie święto narodowe, a młode pokolenia równocześnie nie wiedzą często nic o rzeczywistych faktach i czynach historycznych, wartych czci narodowej. Tak, zdrowe instynkty patriotyzmu polskiego nie są wprost gwałcone, ale perfidnie kierowane na fałszywe tory, na co jeszczejak myślęnie zdołano wypracować skutecznej reakcji. Tą okrężną i perfidną drogą idea niepodległości polskiej, choć wprost nie atakowana, fałszowana jest co do swojej treści, albo co najmniej tej treści pozytywnej pozbawiona. Ta fałszywa idea niepodległości oraz fikcja niepodległego rządu stanowi też alibi moralne dla tych słabszych żywiołów społecznych, które przed nią kapitulują, chociaż na otwarte wyrzeczenie się idei niepodległości, czyli jej jawną zdradę nie zdobyłoby się. I tak te pozory głównie tolerancji religijnej oraz niepodległego państwa stanowią jakby psychologiczny pomost do godzenia się z narzuconą rzeczywistością systemu, wynikającego z marksizmu-leninizmu. Pomost do godzenia się z systemem, którego materialistyczna, ateistyczna ideologia dąży do likwidacji historycznych świadomości narodowychna rzecz międzynarodowej i klasowej tzw. proletariackiego internacjonalizmu, czyli na rzecz formacji zasadniczo, istotnie z polskościąsprzecznej. Temu procesowi ma sprzyjać upływ czasu i następstwa tych nowych warunków komunizowanego ustroju społeczno-gospodarczego, który winienwedług doktryny materialistycznejcałkowicie przemienić polską osobowość narodową.

Realizm sprzymierzeńcem sowietyzacji. Tu marksizm-leni­nizm znajduje sprzymierzeńca zarówno w zakresie praktycznej psychologii, jak i w płaszczyźnie swojej materialistycznej filozofii, w […] tak zwanym realizmie politycznym. Dodałem tu określenie „tak zwanym” i przymiotnik „polityczny”, ponieważ chodzi tu o pojęcie realizmu, z którym się nie zgadzamco później wyjaśnięi po wtóre dodałem przymiotnik „polityczny”, ponieważ ten sam termin realizmu w rozmaitych dziedzinach filozofii,
w metafizyce czy teorii poznania posiada znaczenie odmienne i z realizmem politycznym nie związane. Otóż realizm polityczny, jak jest przeważnie, alemoim zdaniemniesłusznie rozumiany, oznacza postawę dostosowania się do wytworzonej rzeczywistości, niezależnie od źródeł jej powstania oraz jej treści; dalej rozumienie polityki jako sztuki jego dostosowywania się. Taka postawa, chociaż nie zawarta w doktrynie samego marksizmu-leninizmu, odpowiada jego praktycznym celom, kiedy przyjmuje ją społeczeństwo narodów, poddanych komunistycznemu reżymowi. „Realizm” taki daje bowiem teoretycznie znośne usprawiedliwienie akceptacji komunizmu i pogodzenia się z tymi wszystkimi ustrojowymi oraz ideologicznymi przemianami, które on podbitym narodom, także naszemu, narzucił. Skoro „realizm” poucza, że należy się do każdej, również narzuconej, rzeczywistości przystosować, to staje się tegoż marksizmu-leninizmu sprzymierzeńcem, staje siętorującą drogę jego dobrowolnej akceptacjistrażą przednią. Takie pojęcie „realizmu politycznego” wynika też z materialistycznej teorii rozstrzygającego wpływu zewnętrznych warunków na świadomość ludzką. Według materializmu te zewnętrzne warunkiśrodowisko wytworzone dokoła człowiekadecyduje o świadomości jego, będącej jedynie funkcją i pochodną tegoż materialnego otoczenia. „Byt opredielajet soznanijeoto w języku Lenina formuła tego poglądu o możliwości kształtowania ducha ludzkiego za pośrednictwem materialnych warunków zewnętrznych, czyli przemiany tego ducha w konsekwencji narzucenia mu nowego, klasowego, komunistycznego ustroju. Sami komuniści więc ze swoim rewolucyjnym czy imperialistycznym programem nie myślą się do obcych ustrojów dostosowywać, według recepty tzw. realizmu politycznego. Liczą natomiast, że dostosują się do nich ci, którym swoje panowanie i ustrój narzucili. Otoczenie i warunki zewnętrzne z pewnością wpływają do pewnego stopnia na świadomość ludzką, i tym mocniej, im o słabsze osobowości chodzi. Przyznanie tym warunkom jednak wpływu całkowitego i rozstrzygającego zaprzeczyłoby doświadczeniom osobistym i historycznym, które dowodzą, że silne indywidualności ani silny duch narodowy nie załamują się pod naciskiem zewnętrznych warunków, narzuconych i trwających nawet przez okresy wiekowej niewoli. Doświadczenia historyczne narodu naszego czy innych, które wykazały tę siłę ducha, potwierdzają zarazem słuszność przekonania
o pierwszeństwie i wyższości pierwiastka duchowego nad materialnym i zewnętrznym. […] Przechodzę do końcowej części wykładu i chciałbym uzasadnić, dlaczego należy odrzucić realizm polityczny w rozumieniu wyżej przedstawionym i to ze stanowiska zarówno praktycznego naszej polityki, jak i z punktu widzenia naszej teorii. Realizm polityczny, wyrażony w programie współdziałania z przemocą rosyjskąjak dowiodły […] nasze doświadczenia historyczne od księcia Adama Czartoryskiego począwszynie okazywał się realny: rzekomo to współdziałanie prowadziło do całkowitego podporządkowania się Rosji i zmuszało do kapitulacji albo do rewolty i zerwania z nią. Jeszcze gorsze są perspektywy takiego realizmu dzisiaj, kiedy Rosja Sowiecka uznaje tylko satelicki stosunek do siebie i to nie tylko pod względem politycznym, lecz ideologicznym, a jakiekolwiek z nią „współpartnerstwo” jest właśnie nierealną mrzonką. Podobną mrzonką okazywała się pod hitlerowską okupacją „realistyczna” polityka Quisilingów, która głosiła dostosowywanie się do narzuconej przez totalizm rzeczywistości, a spotkała się z potępieniem ogólnym, także często dzisiejszych propagatorów „realizmu” w stosunku do reżymu komunistycznego. Jest z pewnością potrzebna krytyczna analiza i rewizja rozpowszechnionej teorii realizmu politycznego jako szacownej rzekomo ideologii, w imię której dyskwalifikowało się w przeszłości i próbuje dyskwalifikować obecnie dążenia do niepodległości narodu polskiego. Czy szacowność „realizmu” a dyskwalifikacja idei niepodległościowej odpowiada temu, co powszechnie a słusznie myśli się o polityce i politykach? Zastanówmy się, jakich polityków uważamy za wielkich, jakich imiona zapisuje historia każdego narodu złotymi zgłoskami? Przecież nigdy takich, którzy „dostosowywali się” do istniejącej, tym mniej od zewnątrz narzuconej, rzeczywistości. Przeciwnie, właśnie ci, którzy stawiali swojemu narodowi wielkie cele, przemieniające zastaną rzeczywistość, i umieli dobierać środki do ich realizacji, zdobywali miejsce w panteonie narodowym. […] Wszystko to dowodzi, że przyjęty podział polityki
i polityków ze stanowiska przeciwstawnego kryterium idealizmui realizmu jest płytki, nieistotny i błędny, a nie odpowiadający prawdzie naszych pojęć, choć niektóre autorytety za nim się opowiadają. Każda polityka bowiem musi być realną, gdy chodzi o ocenę rzeczywistości i dobór środków, prowadzących do stawianego celu, ale idealistyczna, gdy chodzi o same cele, zmierzające do twórczych przemian. Józef Piłsudski określany jest jako idealista i przedstawiciel romantyzmu w polityce, a przecież do przeciwnych celów umiał dobierać realne środki, czyli był zarazem wielkim realizatorem. Cele polityki mogą być bliskie albo odległe, łatwiejsze albo trudniejsze do osiągnięcia. Fakt jednak takiej trudności lub odległości ewentualnej w czasienie odbiera polityce charakteru realizmu, jeśli opiera się na realnej ocenie rzeczywistości i wskazuje na realnechoćby na razie tylko pośrednie i stopniowo prowadzące do celuśrodki, na kierunek przynajmniej dalekiej do celu drogi. Ocena przy tym rzeczywistości przez tzw. realistów, którzy widzą zwykle zewnętrzną powłokę otaczającego ich świata, jakże często zawodzi! Przed rokiem 1914 „realiści” nie umieli sobie wyobrazić Europy bez trzech mocarstw zaborczych i program niepodległości uważali za nierealną mrzonkę. Naprawdę ani ta ich rzekomo realistyczna ocena, ani wskazywane przez nich narodowi drogi postępowania nie okazały się realne. Realistami okazali się natomiast ci, którzyumiejąc dostrzec poprzez zewnętrzną fasadę głębszy nurt dziejowywskazywali narodowi jako cel niepodległość i umieli dobierać środki jej odzyskania, siłą zbrojną i celową polityką międzynarodową.

 

 

Najnowsze artykuły