Artykuł
Nasza bierność

Cykl: Skrzydła i pęta ducha polskiego

 „Myśl Narodowa. Tygodnik Poświęcony Kulturze Twórczości Polskiej”, 1926, nr 18

 

Mało kto tak pięknie i górnie wyraził się o naszym charakterze narodowym, jak historyk francuski Michelet[i], gdy kreśląc portret Kościuszki, zastanawiał się nad wyrazem jego oczu. Dostrzegł w nich oprócz iskier dzielności i zapału – dziwną łagodność. Zdaniem Micheleta Kościuszko nie różnił się pod tym względem i od innych bohaterów polskich, którzy byli jakby „świętymi”. Na dowód przytacza zdanie Turków, którzy doznawali nieraz dotkliwych ciosów polskiej karabeli – a jednak zauważyli u Polaków „wrodzoną łagodność i czułość” i stąd zwali ich „gołębiem narodem”…

Nie tylko Turcy, ale i Europejczycy dziwili się w XVI i XVII wieku, że naród wojowniczy, który przywykł do krwawych rozpraw na kresach, a jednak jeśli chodziło o sprawy wewnętrzne, a głównie o spory wyznaniowe – to był dziwnie łagodny i „gołębi”. Gdy zagranicą toczyły się trzydziestoletnie wojny religijne, gdy lały się rzeki krwi ludzkiej, podnoszono w Europie z uznaniem polską tolerancję i łagodność, dziwowano się, że w granicach nasze Rzeczpospolitej sąsiadowali ze sobą: katolik, prawosławny, luter, kalwin, arianin, muzułmanin, żyd. Na widok tej sielanki w Europie mówiono „dulcis est sanguis Palonarum” – „łagodna jest krew Polaków”.

Nuncjusz papieski widząc, że pomimo niezgodnej elekcji w r. 1576, nie doszło jednak w Polsce do wojny domowej, tłumaczy to tym, że łagodny naród polski nie da się absolutnie porwać do walk bratobójczych, gdyż jak sami Polacy (za wzorem Bony!) mówią o sobie, mają „sangue troppo freddo fatto di pivvo” (krew za zimna wytworzona z piwa)[1].

Niektórzy jednak żarliwsi katolicy tłumaczyli tę polską tolerancję w ten sposób, że na ogół jesteśmy powierzchowni, że brak nam silnego, własnego wyrobionego przekonania, prawdziwie głębokiej wiary, że nie przywiązujemy się gorąco do pewnego dogmatu, gdyż do niego nie doszliśmy samodzielnie i dlatego nie kochamy tego adoptowanego dziecięcia tak jak własnego.

Stąd książę Niwerneński, gorliwy katolik, mówi w r. 1574, że kiedy w XVI w. pytano Polaków o wyznanie wiary, odpowiadali, że wierzą w to, w co wierzy ktoś inny, czyli przez to dawali świadectwo, że własnego przekonania nie posiadają.

A więc pod pokrywką tolerancji kryć się miała tylko nasza niestałość[2] przekonań, zmienność – a przede wszystkim lenistwo ducha. Przypomina to uwagi Romana Dmowskiego[ii], który w wspomnianej książce „Myśli nowoczesnego Polaka” – wszystko to, cośmy dotąd nazywali tolerancją, humanitaryzmem, wspaniałomyślnością, bezinteresownością, nazwał gnuśnością i lenistwem. Jego zdaniem bowiem podstawą naszego charakteru – jest przede wszystkim bierność. Główna nasza wada, że byliśmy bierni. Czy nie dlatego, jak to ujął Szujski, że byliśmy „młodsi cywilizacyjnie”? odkąd przywalił nas w zaraniu naszych dziejów ogrom zachodniej kultury, odtąd nie tworzymy nic własnego, ale zapożyczamy wszystko z zachodu. Nie inaczej mówi w swej „Legendzie” Stan. Brzozowski, kiedy pomstuje na sielankowy, „rdzennie polski intelekt”, zanik mężnej, odpowiedzialnej woli, naszą „taflę zastoju” i bezwład.

Zdaniem Brzozowskiego nie chce się nam podjąć „twardego trudu zbiorowego”, ale z lekka jak motyl przelatujemy z kwiatka na kwiatek i ssiemy słodycz „cudzą”. Pewien różnowierca z w. XVI, widząc, że Polacy zmieniają szybko różne wyznania, są raz luteranami, potem kalwinami, a zarazem potem arianami, idąc za każdym nowym podmuchem „mody” zachodu, tak napisał: „Polska nadzwyczaj chciwa jest nowości. Czy to bowiem zwróci się uwagę na sprawy ducha czy ciała, to Polska niczego nie ma, czego by skądinąd nie wzięła. Gdyby np. każdy naród odebrał Polsce swoją modę strojów, to Polsce nic by nie zostało, w co by się mogła ubrać” (1565)[3].

„Cudze więcej niż swoje miłujemy” (1564). „Estera miramur, nostra abiicimus” „Polak do uczynności, do ludzkości bardzo skory a dobrotliwy i gościnny tak, że nieznajomych i cudzoziemców nie tylko rad w swym domu gości, ale ich nawet do siebie zaprasza i gotów im świadczyć wszelkie usługi”…[4]

Czy to umiłowanie rzeczy obcych, czy ta gościnność, miękkość, łagodność, tolerancja nie otworzyła nazbyt na oścież bram naszego kraju dla powrotnych fal Żydów i Niemców? Czy ten brak odporności względem cudzoziemczyzny nie podkopał naszych własnych miast?

Zachłanność Polaków na obce towary była przysłowiowa. „Kocha się, jak Polak w obczyźnie” – mówi nasze własne przysłowie. W XVI w. tak kochaliśmy się we wszystkich wyrobach włoskich, że jak pisze Bielski „by jedno rzekł włoski, by się też nań zastawić, kupi naród polski”. A włoskie przysłowie mówiło „Fa viaggio alla Palacca” tj. „podróżuję po polsku”, to znaczy trwoni pieniądze, kupuje wszystko, co kto mu podsunie, daje się oszukiwać. Pewien cudzoziemiec zauważa przy tym, że polska rozrzutność jest szkodliwsza, niż inne: podczas gdy bowiem rozrzutnik angielski kupuje wszystko w Anglii, to rozrzutnik polski wyrzuca pieniądze poza granice kraju, bo przemysł polski nie istnieje[5]. Podobnie pewien Anglik Morison[iii] podróżując po Polsce 1593 r. dostrzega, że Polacy „bogactw wielkich nie posiadają, gdyż obracają je na zakup towarów obcych z daleka sprowadzanych i dlatego drogich”[6].

Wielkopański ton okrywał pogardą wszystko, co parało się łokciem i wagą, wszelką rachunkowość i drobiazgowość mieszczańską, strącał do błota poniżenia swojski handel i przemysł. Imponowało nam wszystko, co obce, nie mieliśmy zaufania do własnych wytworów. Wszak i dziś kupiec nasz musi się wysilać, aby dowieść kupującym, że dany towar jest – „zagraniczny”.

Raz wraz wybieraliśmy na króla cudzoziemców (Wacław, Ludwik, Jadwiga, Jagiełło, Henryk, Stefan, Zygmunt III (pół-Szwed), Auguści). „Nasz przywarowy zwyczaj, iż my jako ubiorów i innych spraw cudzoziemskich używamy, tak i pana (króla) cudzoziemca przed swoim bardziej sobie smakujemy”.

Polska, jak mówił Starowolski (Robak sumienia) to „aurifodinae advenarum” (kopalnia złota dla cudzoziemców). Fala za falą cudzoziemców wlewała się w nasze granice, przyjmowana zawsze z otwartymi ramionami przez miękkie i czułe i gościnne nasze serca. Fala za falą kolonistów niemieckich, fala za falą Żydów, aż wreszcie fale wojsk saskich, pruskich i rosyjskich zagościły się u nas wraz z rozbiorami już na – trwałe i następca Kościuszki po Maciejowicach, Naczelnik Wawrzecki[iv] dostrzegł, że upadek Polski nastąpił dlatego „żeśmy zawsze chcieli być cudzymi[7]. Mają Polacy – pisze książę Niwerneński, towarzyszący Henrykowi Walezemu – takie złe o sobie wyobrażenie, że naśladują bezzwłocznie to, co poznają u innych”[8]. Podobnież pisze nunc. Ruggieri: „Lubo pojętni, nie wchodzą w głębsze poznanie rzeczy, łatwiej się uczą tego, co już odkryto, niżeli sobie zadają pracy, aby coś odkryć w naukach i sztukach i nie starają się przyjść w czym do doskonałości, może dlatego, że są oddani wygodnemu i wesołemu życiu. Rzemiosła są w Polsce też na bardzo niskim stopniu, bo Polacy używają po większej części samych rzemieślników niemieckich, których tylu do nich napłynęło, że w wielu miejscach nie usłyszysz innego języka tylko niemiecki”…[9].

Wygodne życie, lenistwo – oto jeszcze jedna przywara, związana z tradycją pańską. Mówi nasze przysłowie „ja pan, ty pan, a kto będzie trzodę pasł”. Każdy chce być panem, pracę składa na barki innych. W roku 1672 notuje pewien podróżnik: „Naród polski jest w ogóle niedbały i leniwy, który tylko najniezbędniejsze grunty uprawia. Stąd wynika, że większa część domów i kościołów zbudowana jest z drzewa. Niedbali też są chłopi…”. Mnóstwo widać żebraków[10], miasteczka pełne błota, zaniedbane drogi – oto obrazki, jakie podają nam w swych notatkach z podróży cudzoziemcy, zwiedzający Polskę 1791 i 1793 (Liske). Przysłowiowe w całym świecie były polskie drogi, a przede wszystkim dziurawe polskie mosty. Już w XV wieku osławiony był „pons in Polonia”, a potem powtarzano (r. 1671):

Polski most, niemiecki post,

Tureckie nabożeństwo,

Wszystko to razem błazeństwo…[11].

 

Ten dziurawy most, to symbol braku w nas uspołecznienia. Niech sobie ktoś idący za nami złamie nogę, my nie zrobimy wysiłku, aby wymóc naprawy owej dziury w moście: „Jakoś to będzie”!

Ale jednak z tej bierności, gnuśności, z której szydzili Niemcy, zwąc ją osławionym mianem „polnische wirtschaft”, wyleczyła nas gruntownie sroga-niewola. Niewola nieraz „paczy” charaktery, ale niektóre narowy też leczy. Śród głodu, nędzy i prześladowań – XIX w. musieliśmy się zabrać do gorączkowej pracy, aby ratować swój byt – a przede wszystkim – zachować w swych rękach ziemię. Niezwykle silne przywiązanie do tej ziemi, to była ta iskra, która miała Polaka odmienić, rozruszać, rozpalić. Ten niepokój o utratę ziemi, to niezwykłe do niej przywiązanie, które przenika każdego Polaka, uzbroiło włościanina poznańskiego w taką pracowitość i oszczędność, że w końcu zadał kłam niemieckiemu przysłowiu o polnische wirtschaft i obronił piastowską dzielnicę przed germanizacją. „Nie damy ziemi, skąd nasz ród” – te słowa pieśni wyrażają to ukochanie świętej matki ziemi – tak wyróżniające nas np. od Żydów.

To samo przywiązanie do matki-ziemi tchnęło dużo energii w ziemianina polskiego na kresach, szczególnie od chwili, gdy rząd rosyjski zaczynał go z niej wypierać. Ono dodawało ostrogi, ono uskrzydliło ojców naszych, że już i w dawnych wiekach zwabieni czarno-ziemną glebą Podola i Ukrainy poszybowali daleko na wschód. Jeżeli nie bierność[12], sielankowość, ale jakiś rozmach husarski cechuje naszą kolonizację na wschodzie, to niemałą rolę odgrywała ta gorączkowa pogoń ziemian – za ziemią. Gdy chodziło o tę czarną ziemię – znikała „gołębia łagodność”, a Turkom-najeźdźcom dawał się zaraz słyszeć złowrogi łopot skrzydeł husarskich, lecących pod – Chocim.

Na tle tego kresowego rozmachu, musimy przyznać, że tradycja szlachecka nie tylko pozostawiła nam po sobie pęta pańskich narowów, ale też przekazała nam i ducha rycerskiego. Szlachcic, to rycerz, to wojownik: wprawił całą Polskę w pewien animusz i dzielność tak, że Polak stał się w końcu jednym z najbitniejszych, najdzielniejszych, najwaleczniejszych, za ojczyznę umierających żołnierzy. Niczego się nie boi – „Strachy na lachy”. Inne narody sposobniejsze są do dyplomacji, my do miecza:

Polak do korda

Włoch do akorda[13].

 

Ale dziś już inne czasy, nie wystarczą skrzydła husarskie, ani sam pług. Wchodzimy w nową epokę wielkich miast, wielkich fabryk, elektryczności, benzyny. W epoce, w której królują aeroplany – a grożą gazy trujące – skrzydła husarskie – to skrzydła – Ikara. Musimy porzucić dawne pańskie narowy, a nałożyć sobie na ręce szlachetne pęta drobiazgowości, punktualności, słowności, pracowitości, systematyczności, obowiązkowości, aby w wyścigu narodów nie pozostać na haniebnym – szarym końcu.

 

Tekst zdigitalizowany i opracowany w ramach projektu Warto zacząć od tradycji. Program popularyzacji dziedzictwa polskiej myśli politycznej. Dofinansowano ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Patriotycznego.

 



[1] W. Sobieski, „Polska a hugenoci”. 181. Morawski „Nidecki” 212.

[2] „Polacy prędko i łatwo zmieniają się, są niestali w przyjaźni… będąc skłonnymi do zmian, żądają na każdym sejmie nowych praw… są niesłowni”, Bibl. warszaw.” 1887. IV. 176, 17, 8, 183.

[3] Watschke, Der Briefwechsel” 195.

[4] Bibl. pisarzy t. 11, 63. Jakób Górski (Ms. Czart. 1340, 57) Kromer Polonia.

[5] „Voyage en Pologne 1793 par un Livonien tradult de l’allemand”, Bruxelles, 1807, !.

[6] „Przewod. Nauk. Liter.” 1891 str. 510.

[7] Korzon. Zamknięcie „Dziejów wewn.” 12, 33.

[8] „Bibl. Warsz.” 1887, IV, 181.

[9] Rykaczewski, 127-8, 131. 169-170. To samo Marcin Kromer, „Polonia”.

[10] Liske. 79, 96-107, 293, 276, 319. Konopczyński. „Encykl. Akad.” II, 526-7. List poety Krasińskiego do ojca.

[11] Jan Żabczyc. „Przysłowia Ms. Ossolin.” (wiek XVII), porównaj Liske (Cudzoziemcy), str. 91. Podobnież 317. „Cóżby był Kraków na tym stracił, gdyby miał o 10 kościołów mniej, lecz za to mosty mniej nędzne”. Por. Wisłocki. „Incunabula”. 1900. 443.

[12] Jest kwestią sporną, czy wschodnie kresy ukróciły naszą bierność, czy też rozpleniły. Balzer. Z zagadnień ustrojowych 1920, str. 126 podnosi, że Polska na kresach wschodnich przestała być bierną, że Litwę i Ruś gospodarczo i kulturalnie zdobyła, że nauczyła tamte ziemie tego, czego się sama na zachodzie nauczyła, że właśnie tym ziemiom narzuciła własny oryginalny parlamentaryzm, swoją szlacheckość, że Lwów i Wilno w tej misji cywilizacyjnej nie były biernymi wcale zerami. Właśnie na kresach urosła pewna nasza samodzielność. W obliczu ludów „kolonizowanych” nabraliśmy zaufania w własne siły, umiłowaliśmy więcej własną mowę, słowem tam właśnie przestaliśmy być biernymi. Inaczej Dmowski: „Myśli” 212, pos. 63.

[13] Akord – układ, mowa.



[i] Jules Michelet (1798-1874) – historyk francuski, profesor m.in. Sorbony i Collège de France, członek Akademii Nauk Moralnych i Politycznych. Demokrata, głosił poglądy liberalne i antyklerykalne, sympatyk Polski. Autor m.in. książek Histoire de France (1833-1844) i Kościuszko, legenda demokratyczna (wyd. pol. 1851).

[ii] Roman Dmowski (1864-1939) – polski polityk, dyplomata, myśliciel polityczny, przywódca i ideolog polskiego obozu narodowego, jeden z twórców Ligii Narodowej (1893) oraz założyciel Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego (1897). Zasiadał w II i III Dumie Państwowej, gdzie działał na rzecz budowy autonomii Królestwa Polskiego w ramach Cesarstwa Rosyjskiego. W czasie I wojny światowej opowiedział się za orientacją prorosyjską, w 1917 r. z jego inicjatywy powstał Komitet Narodowy Polski w Paryżu. Stanął na czele Związku Ludowo-Narodowego, był członkiem Rady Obrony Państwa (1920) oraz ministrem spraw zagranicznych w rządzie Wincentego Witosa (1923). Po zamachu majowym założył opozycyjny wobec sanacji Obóz Wielkiej Polski. Napisał m.in.: Myśli nowoczesnego Polaka (1903), Niemcy, Rosja i kwestia polska (1908), Polityka polska i odbudowanie państwa (1925), Świat powojenny i Polska (1931).

[iii] Fynes Moryson (1566-1630) – angielski podróżnik, który w 1593 r. odwiedził I RP, autor An Itinerary: Containing His Ten Years Travel Through the Twelve Dominions of Germany, Bohemia, Switzerland, Netherland, Denmark, Poland, Italy, Turkey, France, England, Scotland and Ireland (1617).

[iv] Tomasz Wawrzecki (1759-1816) – Najwyższy Naczelnik powstania 1794 r. po klęsce pod Maciejowicami, w Królestwie Polskim minister sprawiedliwości.

Najnowsze artykuły

Dziesięcioro wskazań

Zygmunt Wasilewski

Domatorstwo

Stanisław Estreicher

Obrachunek

Erazm Piltz