Artykuł
O stanowisku kapłana względem sprawy narodowej polityki
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

Pierwodruk: Pisma X. Hieronima Kajsiewicza, tom III: Rosprawy, listy z podróży, Berlin 1872, s. 1-10. Przedruk: H. Kajsiewicz, O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2009.

 

Kochany Przyjacielu1!

Pytasz o moje zdanie w rzeczy tak śliskiej, a tak ważnej i codziennego zastosowania: jakie jest właściwe stanowisko kapłana względem sprawy narodowej a polityki? Jeżeli kiedy, to w tych naszych czasach, gdy wszystkie zasady podważone, prawdy w umysłach zaciemnione, i te same umysły zwichnięte, gdy w sercach namiętności rozburzone, kościół jest powołany i jedynie zdolny zbawić znów ludzkość, jeżeli jeszcze zbawioną być może, to jest zechce się dać zbawić, jeżeli środków do tego niezbędnych szczerze i odważnie się chwyci. O tym wątpi wielu światlejszych i pobożniejszych ode mnie; ja dzięki Bogu jeszcze nie zwątpiłem, i po okropnej chłoście, spodziewam się opamiętania i odrodzenia Europy, a w szczególności naszej Polski.

Ojczyzna nasza żyjąc od początku oświatą Zachodu, która się psuje, gdy inna obiecywana jeszcze nie weszła, przyjmuje dziś jej rozczyn. Wskutek podziału kraju odbiera nadto wychowanie w obcych językach, w obcym sobie duchu z rąk macoszych i podejrzanych, i przeto nieraz odepchnie co by było do wzięcia, przyjmie co by odrzucić wypadało. Dodać do tego żal gorzki w duszy, gorączkę ze zbytku cierpienia, pobicie ducha z chybionych wysileń, a w następstwie częsty zawrót głowy. Ważne tedy dla nas, arcyważne, aby kapłani mający być podług słów Zbawiciela światłem świata, szli jak kolumna ognista przed Izraelem w pustyni, jak latarnia morska świecili narodowi pasującemu się z zewnętrzną i wewnętrzną burzą, aby byli solą ziemi, zaprawą chroniącą naród od rozkładania się i zepsucia, a sami zwietrzeni nie pomnażali tego rozkładu, dodając zgorszenie złego przykładu.

Pojmujesz, kochany przyjacielu, iż z obawą nie ludzką, ale w sumieniu przystępuję do rozbierania podobnego przedmiotu. Co mnie ośmiela i upoważnia po części, to chęć szczera i czysta podzielenia się z młodszą bracią osobistym doświadczeniem. Świeckim będąc, żyłem w atmosferze politycznej, dostąpiwszy kapłaństwa, tą samą atmosferą zewsząd ciśnięty, musiałem i muszę jeszcze od lat wielu nowych moich obowiązków dopełniać. Musiałem i muszę opowiadać przyszłe życie braciom na wygnaniu gorąco tęskniącym za ziemską ojczyzną, sam tej tęsknoty niewolny. Pozwolił mi też Najwyższy świeżo zajrzeć, jak się też rzeczy boże i nieboże święcą w ojczyźnie, a w szczególności pod panowaniem niemieckim. Otóż przynoszę owoc moich spostrzeżeń i doświadczenia, otwieram sumienie, jakiem sobie w tej mierze utworzył; nie dając się za nieomylnego i zostawiając każdemu kapłanowi dobrej woli, by przyjął to i tyle, co i ile za słuszne i trafne osądzi. Sądzę, że w każdym razie chętniej wysłuchają jednego ze swoich, jak mistrzów świeckich często nieumiejących pacierza, a wdających się z dziwnym bezpieczeństwem i dziwniejszą jeszcze powagą w nauczanie kapłanów, co i jak mają czynić, a czego zaniechać.

Zaiste, jest za co dziękować Bogu, iż u nas stosunek między kapłanem a społeczeństwem nie jest jeszcze tak zimny i suchy jak w krajach, przez które przeszły i w których bezbożne rewolucje się udały, jak np. we Francji, gdzie kałuża krwi męczeńskiej, choć już skrzepłej, świątynię od świata mimowolnym u wielu wstrętem oddziela. Dziękować Bogu, iż u nas dziś jak dawniej wszędzie prawie kapłan jest pożądanym w rodzinie, że w każdym ważniejszym wypadku narodowym lud głównie swą ufność w kapłanach pokłada, ich do posług publicznych nagli, na wysłanników i zastępców swoich wybiera; jak to widzieliśmy zeszłego roku w Poznańskiem, Krakowie, nawet Galicji. Pocieszające to zapewne, ale ma swoje niedogodności i niebezpieczeństwa.

A naprzód: na całej przestrzeni ziemi polskiej nie ma zbytku kapłanów, powszechnie nie ma ich dosyć do posług czysto duchownych, w wielu miejscach jak w samym Księstwie2 straszny niedostatek. Podziwiałem ich pracowitość i gorliwość, w niedzielę i święta, w dwóch czasem i trzech miejscach, o godzinę i dwie odległych, sprawujących z kolei służbę bożą, A lud poczciwy i wdzięczny, własnego dobra duchownego niepomny, posługami obywatelskimi pasterzy swoich nadto obarcza. W takim położeniu rzeczy, nie sądzę by ich zawsze odmawiać wypadało, ale życzyłbym, aby się tylko w razie ważnej i nagłej potrzeby podejmowali i co rychlej starali się zastąpić mężami świeckimi pewnych zasad. I tak np. z rozkoszą i podwójną dumą Polaka i kapłana czytałem wymowne głosy ks. Janiszewskiego3 w Frankfurcie i Berlinie miane, a przecie radbym go widział na czele seminarium poznańskiego, gdzie by nie do rozmyślnie głuchych mówił i sposobił krajowi zdolnych, gorliwych kapłanów, których ciągły ubytek, upadkiem samej religii w tej prowincji grozi. Gdyby wszystkie posady duchowne dobrze były obsadzone, niechby księża i w izbach siedzieli, zwłaszcza zdolni i wymowni; bo opuszczać parafię dla słuchania niemieckiego kazania i wotowania tylko, doprawdy że nie warto.

Drugie niebezpieczeństwo grożące kapłanom przy zajęciach politycznych, jest osłabienie i utrata ducha kapłańskiego. Wychowanie duchownych u nas pod rządami niekatolickimi lub licho katolickimi nie jest zbyt silne; pracy około dusz jest tyle, że mało czasu zostaje na naukę i modlitwę. Kapłan jest jak matka karmiąca, która musi się wciąż pożywną strawą posilać, aby miała czym poić dziecko; jeżeli czytania rzeczy duchownych i rozmyślania zaniedba, słowo jego będzie bez treści, bez namaszczenia, bez siły; dźwięk brzmiący albo i niebrzmiący, a zawsze nieporuszający; światło niedostateczne lub jaskrawe i rażące, w każdym razie nie grzejące serc. Jeżeli do tych zajęć, a w Polsce nadto gospodarskich, raportów do władz bez końca, przyjdą jeszcze rady i sejmiki, jak ksiądz na wszystko czas znajdzie? Jak ducha w skupieniu utrzyma? A że nie ma ku temu obiecanej szczególnej łaski od Boga, owszem ewangelia i kanony wzbraniają mu mieszania się do rzeczy świeckich; tracąc ducha swego stanu, przy żyłce ludzkiej, a w szczególności polskiej, do zajęć politycznych ciągnącej, niestety, ksiądz mimowolnie prawie i nie postrzegając się, poświęci zajęcia swoje kapłańskie, w których przez świeckich zastąpionym być nie może, dla obywatelskich i politycznych.

Co gorsza, idąc dalej kapłan może nadwerężyć sumienie. W polityce, by czego dokazać, trzeba zwykle transakcji, ustępowania sobie co do zasad i osób, koalicji z ludźmi różnego, albo i żadnego nabożeństwa; czy ksiądz to może czynić zawsze bez niebezpieczeństwa sumienia, bez zgorszenia wiernych? Słyszałem, iż w wyborach do izb pruskich, ksiądz jeden dla przeprowadzenia kandydata swego zobowiązał się popierać kandydata strony przeciwnej mało sobie znanego. Przemówił nawet za nim, rzecz w podobnych razach bardzo zwykła i naturalna. Tymczasem jakiś poczciwy mieszczanin odzywa się: „a za co to my mamy tego pana wybierać, który na Pana Boga gazetę pisał”. Większość wyborców stanęła przy mieszczaninie. Czy wypadki podobne, powtarzając się, nie osłabią zaufania ludu w kapłanach, nie tylko o ile obywatelach, ale ile o kapłanach? Dotychczas lud nasz poczciwy niezdolny rozróżnić dokładnie dwóch tych charakterów w jednej osobie. Ma ufność w kapłanie, bo mu jest tłumaczem prawa i woli bożej, biskupem, papieżem prawie i nieomylnym: jeśli o jego omylności kilka razy się przekona, jeśli na przykład ksiądz mu z ambony zapowiadał, że powstanie się uda, a tu go Niemiec w więzieniu piętnuje i bije, co sobie o dobrodzieju swoim pomyśli? Dzienniczki dla ludu poznańskie i śląskie, nawet przez księży pisane, niezmiernie podnosiły jenerała Bema jako rycerza prawdziwie chrześcijańskiego; dziś kiedy lud ten wie lub posłyszy, że się Bem zbisurmanił4, jakie to na nim zrobi wrażenie? Lękać się trzeba, by tak nie stracił ufności w pasterzach swoich, jak to w wielu częściach Galicji już się widzieć daje. – W tej nieszczęśliwej prowincji, podług prawodawstwa józefińskiego5 rządzonej, ksiądz jest duchownym komisarzem policji.

Wielu kapłanów szczególniej młodszych, oburzonych takim skrzywieniem swego świętego powołania, chwyciło się gorąco przez opozycję patriotyzmu, czerpiąc niestety pobudki w zatrutych źródłach i nadstawiając ucha niebezpiecznym doradcom. Po rewolucji wiedeńskiej, korzystając z wolności słowa, zamiast wstrząsnąć silnie skrzywione sumienie tego grubego i obłąkanego ludu, zamiast pojednać go naprzód z Bogiem i z pokrzywdzonymi, zaczęli w wielu miejscach do rewolucji nawracać. I cóż się stało? Oto, że chłopi głośno przerywali mówiącemu pasterzowi, albo też hurmą z kościoła wychodzili. Tak, rzecz niesłychana, księża sami przez źle zrozumiany patriotyzm (boć im niezawodnie o Polskę chodziło) ludzi z świątyni pańskiej wyganiali; a biada narodowi, gdzie lud się raz odzwyczai kościoła, jak na przykład we Francji; wiek krwawej pracy nie zawsze go na powrót sprowadzi.

Do takich rezultatów przychodzą lub przyjść mogą księża, nadstawiając ucha politykom naszym bez Boga, dla których nic świętego. Wszystkiego oni nadużyją i zużyją; relikwiarz pochwycą z ołtarza byle mieć jeden nabój więcej na nieprzyjaciela. Przykładem, słowem i pismem robili oni i robią co mogą, aby wiarę w ludzie osłabić; ale widząc, że jeszcze nie wskórali zupełnie, że lud więcej księży jak kogo innego słucha, do nich się obracają i przez nich na lud w myśl swoją starają się działać. Piszą im nawet kazania, okólniki centralizacji, tu i ówdzie wykrzywionymi tekstami ewangelii szpikując; i byli niestety księża, którzy je deklamowali, krucyfiksem wywijając, a dowodząc, że Chrystus był demokratą; szczęśliwi, że ten, co kazanie pisał, później mówiącego pochwalił. Tak przed zdziwionym i zgorszonym ludem kapłan się nie wahał Stwórcy wszech rzeczy i Odkupicielowi wszystkich, miano namiętnego stronnictwa przypiąć, a to wszystko w imię patriotyzmu! O mili choć złudzeni współbracia! Postrzeżcie się dla Boga! Ludzie, którzy dobrej waszej wiary tak nadużywają, nie wierzą w Chrystusa. Posługując się wami, gniewają się w duchu, że tyle jeszcze wpływu na lud macie; dopiąwszy swego, pracować będą całymi siłami nie przebierając w środkach, jak to czynią od dawna we Francji, by wam wszelki wpływ na umysły i serca ludu odebrać.

Nareszcie nie jest kapłan wolny od namiętności. Jeżeli natury szlachetniejszej, a zbieraniu grosza i wygodom zmysłowym się nie odda, tym przystępniejszy będzie dumie. Niech się tylko zbytecznie, nieroztropnie i z upodobaniem wda w polityczne działania, koniecznie prawie przejmie ducha i namiętności stronnicze, bez których się w polityce nie obyć. Jakże ksiądz dopełni powołania swego Boskiego, zastępstwa Chrystusowego, jak będzie aniołem pojednania wśród zwaśnionych, gdzie znajdzie spokój duszy, bezstronność i miłość dla wszystkich? Niestety, może przyjść do tego, co się stało w wojnie domowej Ogińskich z Sapiehami6 w XVIII wieku: iż kapłan jednego stronnictwa, zwyciężonego przeciwnika

w niebezpieczeństwie życia o rozgrzeszenie proszącego, w policzek uderzył. Tak daleko może namiętność polityczna kapłana zaprowadzić! Dosyć smutnych napatrzyliśmy się obrazów żyjących: kapłan się bratać będzie z bezbożnikami i rozpustnikami, byle swoich mniemań, a bogobojnych i przykładnych ludzi mniemań przeciwnych, językiem prywatnie i publicznie szczypać.

To są zapewne nadużycia dowodzące wprawdzie niebezpieczeństwa, ale nie wykluczające jeszcze zupełnie kapłana od brania udziału w sprawie narodowej, i mieszania się niekiedy i w pewnej mierze do polityki. O tym mi z większą jeszcze oględnością mówić przychodzi.

Bóg jest najwyższym ładem i w ładzie tylko sobie podoba; kogo miłościwie wybierze do kapłaństwa, chce aby był kapłanem przede wszystkim. Świat dzisiejszy wyszedł z ładu bożego, dlatego w nieładzie się kocha; chce, aby każdy był do wszystkiego, a zatem właściwie do niczego. Wszyscy wszystkich zapędzają do służby narodowej, a nie baczą i nie pilą, by każdy w jakimkolwiek obranym stanie, urzędzie, sztuce, rzemiośle był doskonały, i tak nie czczą gawędą i marzeniem, ale uczynkami miłości swojej ku krajowi dowodził. Że świeccy wdają się w nieswoje rzeczy, to smutne; ale, że księdza odciągają od jego obowiązków a ciągną do zajęć bez zajęcia, do których pełno ochotników, braci trutni, to najsmutniejsze. Rozmyślny nieprzyjaciel religii inaczej by sobie nie poczynał. Wskutek tego nieładu pojęć i lenistwa, o wszelką pomoc doczesną, o polecenia, zachody, napastują księdza, choć już apostołowie na to diakonów postanowili, aby sami tylko modlitwy i słowa bożego pilnowali. Zajmują mu wiele czasu, chcąc go mieć uczestnikiem swoich zabaw, a na dobitkę jeszcze ciągną na sejmiki, na klubowe gawędy.

Otóż ksiądz powinien tym się zajmować, do czego go Chrystus Pan postanowił, czym się Apostołowie trudnili. Jest tedy naprzód człowiekiem modlitwy, ofiarnikiem, pośrednikiem między Bogiem a ludem, mającym się modlić za grzechy własne i ludu; dziękować, chwalić Najwyższego i prosić o wszelkie błogosławieństwo doczesne i duchowne z góry pochodzące, a którego się tylko modlitwą dostaje. Szczęśliwy naród, który ma wielu kapłanów, czyste dłonie i gorące serca ustawicznie do Boga podnoszących! Wiele oni złego od narodu odwrócą, wiele nań błogosławieństw ściągną; i przeciwnie, nieszczęśliwy naród, w którym duch modlitwy w kapłaństwie ustanie. Dalej mają księża jako rozdawnicy tajemnic Chrystusowych i pomocnicy jego kształcić sumienia. O! jakie pole dla kapłana w konfesjonale, nie na odpustach tylko przy natłoku, z pośpiechem z grubego obmywać dusze, ale spokojnie, powoli tępić w nich wszelkie zło, wszystkie wady osobiste i publiczne osłabiające nasze społeczeństwo, krzewiąc natomiast wszelkie cnoty; a cnotami stoją rodziny i narody.

Każda dusza ukształcona, rozwinięta dla Boga, jest zarazem drogim nabytkiem dla narodu. Gdyby kapłani nasi, jak zaczęli zbawiennie wytępiać pijaństwo w ludzie, wytępili zbytek, miękkość, rozpustę i te nieszczęsne, przeklęte rozwody w klasach wyższych; gdyby wytępili próżniactwo, niestaranność, nieład, niestałość, niekarność we wszystkich; zaprawdę uweselając niebo odrodziliby polskie społeczeństwo. Tego doprawdy przez dzienniki i sejmiki nie dokażą, ale przez gorliwe, światłe opowiadanie słowa bożego i udzielanie Sakramentów świętych. Jeżeli położenie kraju jest takie, iż bez ściągnięcia prześladowania ze strony rządu, może kaznodzieja wspominać wypadki narodowe pociągające lud do miłości kościoła i ojczyzny, niech to czyni, i owszem; ale zawsze trzeźwo, pod miarą i wagą świątyni. Pod rządem rosyjskim znowu winni wszelkich aluzji patriotycznych się wystrzegać, by dogadzając rozdrażnionemu uczuciu niektórych, nie odjęli sobie możności służenia wielu na własnej ziemi. Iluż kapłanów z podobnego powodu musiało się puścić na niepłodne wygnanie.

Podobnie winni kapłani, gdzie tylko mogą i o ile tylko mogą, pracować nad oświatą ludu, pilnować szkół i szkółek, a ucząc religii i wiadomości pożytecznych, wpajać cnoty rodzinne i społeczne, z ostrożnością znowu, jaką położenie polityczne kraju, stopień oświaty ludu i samo sumienie kapłańskie nakazuje. Mogą też i winni podług zdolności przykładać się piórem do rozszerzania oświaty, pisząc księgi religijne, obyczajowe, elementarne, i wszelkie użytecznej a poważnej treści; być nawet przewodnikami ludu w rolnictwie i dawać rady higieny. Mają nareszcie nie ustawać w dobrych uczynkach nawiedzając chorych, smutnych, potrzebujących, zakładając lub dozorując szpitale itd. Tak ksiądz będzie prawdziwie człowiekiem narodowym, ale po kapłańsku, po bożemu. Samo przywiązanie do kraju jak do rodziny, jest każdemu wrodzone, i przeto bez zasługi; jak każdy w swój sposób, tak ksiądz powinien je użytecznym uczynić, zapłodnić i uświęcić. Ma rodzinę, powinien ją kochać, w razie potrzeby podług możności wspierać; ale ani czasu należnego posłudze bliźnich na czułostki, ani grosza biednych na ich wygody obracać. Podobnie względem narodu; może i powinien być człowiekiem narodowym, ale przede wszystkim człowiekiem nadprzyrodzonym, kapłanem, apostołem; a im się więcej stąd okroi korzyści narodowi, tym lepiej, a okroi się tym więcej, im będzie lepszym i gorliwszym kapłanem.

Zakres księdza w polityce czynnej jest daleko ciaśniejszy. Nie mówię o wypadkach nadzwyczajnych, które z jednej strony politycznymi się wydają, choć głównie były religijne, jak na przykład: gdy z wyższego natchnienia Piotr pustelnik7 i św. Bernard8 wojnę krzyżową opowiadali, a św. Jan z Kapistranu9 Madziarów ze Słowianami przeciw Turkom prowadził. I dziś w wojnie sprawiedliwej kapłani towarzyszą rycerzom, zagrzewają ich do boju, rannym służą, umierających z Bogiem jednają; ale gdyby ksiądz chciał poświęconą dłonią broń przeciw nieprzyjacielowi nosić, grzech by to był i obrzydliwość. Zwykle do tego kwapią się księża brak ducha kapłańskiego i obyczajów podobnym patriotyzmem pokryć chcący; mnisi, którzy przed wojskiem lub głodem do klasztoru wpadli, a przy sposobności do obozu uciekają: tak tam potrzebni i na swoim miejscu, jak niewiasty. Nie mówię o potrzebach chwilowych, jak na przykład w roku zeszłym, gdy lud niektórych kapłanów w deputacjach do Berlina lub Wiednia posyłał, do komitetów dla utrzymania bezpieczeństwa publicznego zapraszał. W takich wypadkach przyjąć się godzi i często jest ścisłym obowiązkiem.

Nie przesądzam z daleka i chętnie przypuszczam, iż dla dobra ludu, dopóki nie nabędzie odpowiedniej nowym instytucjom oświaty i doświadczenia, księża winni (jak w Poznańskiem do Ligi) do rad gminnych lub miejskich zaproszeni należeć; ale jak skoro potrzeba ścisła ustała lub ustanie, mają kapłani z wielką ochotą od takich obowiązków się usuwać, by każdy widział, że z poświęcenia, a nie z upodobania do nich się wzięli. Do izby francuskiej 1848 roku kilkunastu biskupów i księży wybrano. Siedzieli tam dla pilnowania kwestii religijnej; ale już wtenczas niektórzy się usunęli, jak na przykład sławny kaznodzieja ojciec Lacordaire10, dla niezaniedbywania obowiązków kapłańskich i nienadwerężenia sumienia. W r. 1849 już ledwo kilku wybór przyjęło, a między innymi uczony biskup z Langres11 i to po zasięgnięciu rady, na rozkaz wyraźny Ojca świętego. To są wyjątki czasowe i miejscowe. Ogólnie mówiąc, położenie i stan duchowieństwa w społeczeństwie i polityce jaki był w średnich wiekach, wskutek przywilejów przez ludy same ofiarowanych i przyznanych, wskutek wielkich posiadłości duchownych i szczelnego spojenia kościoła i stanu, przeszedł i przeszedł niepowrotnie. Tym lepiej dla Kościoła, nie wiem, czy tym lepiej dla społeczeństwa; ale w każdym razie nie ma co o powrocie takiego stanu rzeczy myśleć, i wypada nawet pozorów ku temu unikać. Biskupi nie siedzą już po senatach, ani księża po trybunałach, i nie życzą sobie tych zaszczytów. Niemniej przeto zostaje kapłanom cała polityka teoretyczna, o ile jest umiejętnością, cała filozofia religijna polityki, częścią integralną teologii będąca. Zakon boży nie tylko obowiązuje jednostki, ale i społeczeństwa; nie tylko ludzi prywatnych, ale i publicznych. Umiejętność tedy polityki ma posiadać ksiądz, bo nieraz jako spowiednik musi oświecić człowieka publicznego bijącego się z swoim sumieniem; nieraz jako kaznodzieja musi powstać na grzechy publiczne i polityczne. Ma się, mówi Skarga12, mieszać ksiądz do polityki nie by się nią bawił i w niej sobie podobał, ale by grzech z polityki wypędzał. Tego właśnie politycy niereligijni nie lubią, i ile razy księdza do swojej polityki jak służalca nie zaprzęgą, wołają: „po co się ksiądz miesza do polityki?” Otóż ksiądz nie mieszając się do polityki dziennej, ulicznej, nie mieszając się do stronnictw, powinien z bezstronnością odwieczne zasady przez Boga społeczeństwu wytknięte wyznawać i bronić.

Niezłomny przy zasadach Bożych, niech będzie łagodnym względem obłąkanych, by im, opamiętanym, przystępu do siebie nie zagradzał.

Takie jest moje widzenie w tej rzeczy; pamiętam, iż w zdaniu sprawy twoim, o wypadkach poznańskich powiedziałeś: Ksiądz po kilku schodkach do ołtarza przystępuje, bo chodzi jak lud po ziemi, jednak wyżej od ludu, ku Bogu stoi. Istotnie ksiądz jest synem ojczyzny, jest obywatelem, jest człowiekiem narodu, ale wyżej od ludu i bliżej Boga stać powinien, którego służbie przede wszystkim ma się poświęcać. Nie trzymając miejsca swojego, łatwo ksiądz zejdzie na tuzinkowego polityka, łatwo się wda w złe towarzystwo, może jak Lamennais13 kościół zgorszyć i wiarę stracić; a w każdym razie pozbawić społeczeństwo niezmiernie ważnych, najważniejszych posług, jakie w zawodzie kapłańskim oddać mu może. Oby duchowieństwo nasze, tak patriotyczne, znalazło tę miarę, już ogólną, już to położeniu różnych części starej naszej ojczyzny odpowiednią; a nigdy chwały Bogu należnej i korzyści dusz nie zaniedbując, święcie i płodnie działało na korzyść narodu, który dziś tyle jego potu apostolskiego potrzebuje.

 

Pisałem w Paryżu, d. 20 listopada 1849.

 

 

Przypisy

 

1              www.zmartwychwstancy.pl/hieronim-kajsiewicz. html (odczyt: 2008-06-14). Tamże znajdujemy stwierdzenia, iż Kajsiewicz – „otwarty na otaczający go świat – był wybitnym kaznodzieją (nazywanym drugim P. Skargą), kierownikiem dusz, pisarzem religijnym i poetą, generałem zakonu, współzałożycielem niepokalanek. Czuł się [on] dobrze w roli przede wszystkim duszpasterza, inicjatora różnych dzieł apostolskich, wciągając w nie większe lub mniejsze grupy ludzkie”. Miał wreszcie Kajsiewicz, „wraz z ks. P. Semenenką CR”, stworzyć „podstawy pod filozofię i teologię narodu”.

2             Kajsiewicz ma na myśli Wielkie Księstwo Poznańskie, powstałe jako część państwa pruskiego po kongresie wiedeńskim, którego autonomię znacznie ograniczono już po powstaniu listopadowym, a zniesiono ostatecznie w 1848 r., po zrywach polskich 1846 i 1848 r. Wówczas władze pruskie wprowadziły nazwę Prowincja Poznańska. Choć jednak formalnie Księstwo już nie istniało, to jego stara nazwa wciąż była przez Polaków używana i tak też czyni Kajsiewicz.

3              Jan Chryzostom Janiszewski (1818-1891) – od 1871 r. biskup sufragan poznański, od 1848 r. poseł do parlamentu we Frankfurcie, następnie do sejmu pruskiego w Berlinie; protestował przeciwko uchwale o wcieleniu Poznańskiego do Rzeszy Niemieckiej.

4             Józef Bem (1794-1850) – generał, bohater walk powstania listopadowego i rewolucji w Wiedniu w 1848 r., naczelny wódz rewolucyjnych wojsk węgierskich 1848-1849, teoretyk artylerii. Po upadku rewolucji na Węgrzech, udał się do Turcji, wstąpił do armii sułtana i przeszedł na islam (jako Murad Pasza; stąd uwaga Kajsiewicza w tekście, że Bem się „zbisurmanił”).

5              Józef II (1741-1790) – cesarz rzymsko-niemiecki, do 1780 r. współregent z matką Marią Teresą. Był on przedstawicielem absolutyzmu oświeceniowego, kontynuował reformy rozpoczęte przez matkę włącznie z podporządkowaniem Kościoła państwu (tzw. józefinizm).

6             Kajsiewicz przywołuje wojnę domową, która miała miejsce na Litwie w 1700 r. Przeciwko dominacji rodu Sapiehów zbuntowały się magnackie rody Ogińskich, Wiśniowieckich, Radziwiłłów i Paców. Ostatecznie Sapiehowie ponieśli klęskę, tracąc swoją pozycję.

7             Piotr pustelnik, Piotr z Amiens (ok. 1050-ok. 1115) – mnich głoszący potrzebę pierwszej wyprawy krzyżowej; przewodził wyprawie ludowej w 1096 r., która została rozbita zaraz po przybyciu na ziemie tureckie.

8             Św. Bernard z Clairvaux (1090-1153) – od 1115 r. opat klasztoru Clairvaux, filozof, teolog, twórca mistyki kościelnej, propagator oraz organizator drugiej wyprawy krzyżowej w latach 1147-49.

9             Św. Jan z Kapistranu (1386-1456) – franciszkanin, słynący z mądrości i sprawiedliwości, a także z licznych inicjatyw mających na celu przeciwdziałanie zalewowi Bałkanów przez Turków.

10           Jean Baptiste Henri Lacordaire (1802-1861) – francuski ksiądz i pisarz religijny. W latach 1830-1832 redaktor postępowego dziennika „L’Avenir”, potępionego przez władze Watykanu za zbytnią postępowość i odstępstwa od nauczania Kościoła. W 1840 r. wstąpił do zakonu dominikanów. W 1848 r. został członkiem parlamentu francuskiego.

11            Pierre Louis Parisis (1795-1866) – biskup z Langres w latach 1835-1851, następnie biskup diecezji Arras.

12           Piotr Skarga (1536-1612) – ksiądz, jezuita, pisarz; nadworny kaznodzieja Zygmunta III Wazy, pierwszy rektor Akademii Wileńskiej (1579-1584), jeden z głównych przedstawicieli kontrreformacji w Polsce. Zwolennik wzmocnienia władzy królewskiej. Autor słynnych Kazań Sejmowych, poświęconych zagadnieniom związanym ze sprawowaniem władzy w państwie.

13            Félicité Robert de Lamennais (1782-1854) – francuski myœliciel i publicysta. W młodości zwolennik Rousseau, rychło jednak powrócił do wiary chrześcijańskiej, przyjął święcenia kapłańskie. W 1830 r. założył pismo „L’Avenir”, opowiadające się początkowo za uznaniem nieomylności papieża, uznające zarazem ówczesny system polityczny Francji i zasadę rozdziału Kościoła i państwa. Z czasem wszedł w konflikt ze Stolicą Apostolską i zerwał z kapłaństwem, stając się dla wielu konserwatystów symbolem tego, jak błędne i niebezpieczne są próby pogodzenia katolicyzmu z ideami radykalnymi w sferze politycznej, społecznej i kulturowej.

 

Najnowsze artykuły