Artykuł
Stosunek prawno-polityczny Królestwa Polskiego do Rosji
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

I.

 

Sprawa stosunku prawno-politycznego Królestwa do państwa rosyjskiego nie była dotychczas u nas prawie wcale zasadniczo rozważaną, ani jako kwestia teoretyczna, ani jako kwestia polityki realnej. Dosyć powiedzieć, że w piśmiennictwie naszym nie ma ani jednej poważnej pracy tej sprawie poświęconej, bądź to naukowej, bądź publicystycznej.

O istocie stosunku prawno-politycznego Królestwa do Rosji pisali niejednokrotnie cudzoziemcy: Niemcy, Francuzi, Anglicy, wreszcie Rosjanie, znawcy prawa międzynarodowego i państwowego lub nawet mężowie stanu. Polacy tylko ubocznie tę sprawę poruszali i to niemal wyłącznie z historycznego, nie zaś z politycznego lub prawnego punktu widzenia. Mamy całą literaturę kwestii polskiej w państwie rosyjskim, złożoną z artykułów, broszur, dzieł wszelkiego rodzaju, nie wyłączając nawet fantazji prozą i wierszem. Ale brak w niej, zwłaszcza w ostatnich czasach prac, które by stronę prawno-polityczną tej kwestii uwzględniały. Jedyny bodaj wyjątek stanowi wydana w r. 1904 niewielka broszurka p. Stefana Zembrzuskiego pt. Rosja i Królestwo Polskie, która wprawdzie ma charakter historyczny, rozpatruje bowiem stosunek Królestwa do Rosji w epoce od 1815 do 1830 r., ale prawną zasadę tego stosunku wyjaśnia na podstawie sumiennie zebranego i doskonale skomentowanego materiału.

Nasza myśl polityczna i nasza działalność polityczna w innym zupełnie biegły i rozwijały się kierunku. Jeżeli dla swych teoretycznych czy praktycznych postulatów szukały uzasadnienia historycznego, to po nie sięgały nie do postanowień kongresu wiedeńskiego, które stosunek prawno-polityczny Królestwa do państwa rosyjskiego zasadniczo określają, ale do tradycji niepodległej Rzeczypospolitej, tradycji uświęcającej i jakby legalizującej prawo przyrodzone narodu do samodzielnego bytu. Łatwo byłoby wykazać, dlaczego nasza polityka narodowa taką być musiała, obecnie zaznaczymy tylko, że nawet w tych wypadkach, kiedy się sprzeniewierzała swej zasadzie przewodniej, zbaczała od swej linii, kiedy szukała dla siebie podstawy legalnej i dążyła do kompromisu z państwem rosyjskim, pragnęła uregulować swój stosunek do niego, to i wtedy nie mogła się opierać na gruncie prawnym. Uzasadniała więc konieczność kompromisu względami interesu wspólnego Polaków i państwa, kombinacjami polityki zagranicznej, sentymentami słowiańskimi itp. Odwoływała się do rozumu stanu, do sprawiedliwości, do łaski, czasem nawet do gróźb, ale bodaj nigdy nie odwoływała się do prawa, tym bardziej do formalnych aktów prawnych.

Jedynie w krótkim okresie od r. 1815 do 1830 sprawa stosunku naszego do Rosji opierała się na gruncie prawno-politycznym, stworzonym przez postanowienia kongresu wiedeńskiego i konstytucję, nadaną Królestwu w r. 1815. Głównym zadaniem polityki narodowej w tym okresie była obrona tej konstytucji przeciw samowoli cesarzy rosyjskich i zarazem królów polskich. Ta samowola w dwóch zaznaczała się kierunkach: w dążeniu do ograniczenia praw i swobód obywatelskich mieszkańców Królestwa i do zmiany stosunku kraju do państwa rosyjskiego. I obrona więc w tych dwóch kierunkach musiała być prowadzona.

Po powstaniu listopadowym konstytucja z r. 1815 przestaje istnieć. Mikołaj I wydał wprawdzie Statut Organiczny z r. 1832[1], normujący stosunek Królestwa na innej zasadzie, ale ten statut nigdy całkowicie nie wszedł w życie. Stosunek Królestwa do Rosji Statut Organiczny tak określa: „Królestwo Polskie przyłączone jest na zawsze do Cesarstwa Rosyjskiego i stanowi jego część nierozdzielną”. W rzeczywistości atoli Królestwo zachowało częściowo ustrój niejako autonomiczny, zachowało pewną, dosyć znaczną odrębność administracyjną, finansową, a nawet ustawodawczą, o ile o tej ostatniej może być mowa w państwie, gdzie jedynym źródłem prawa jest nieograniczona wola samowładnego monarchy.

Ta wola stała się odtąd jedynym regulatorem stosunku Królestwa do państwa rosyjskiego. Sprawa tego stosunku, jego zachowania i normowania, straciła, można powiedzieć, grunt realny. Przestała być zadaniem politycznym od chwili, gdy jej przeciwstawiono bezwzględną zasadę sic volo sic jubeo[2] władzy monarszej. Obrona legalna a tym bardziej walka o prawo była niemożliwą przy istnieniu systemu, który nie tylko każdy protest, ale każdy objaw samodzielności obywatelskiej uważał za przestępstwo polityczne, prześladował i surowo karał.

Nasza polityka narodowa odtąd polegać musiała na walce z przemocą bezwzględną, samowolną, nie liczącą się z żadnym prawem. Polityce przemocy można było przeciwstawić tylko politykę rewolucyjną, dążącą do odzyskania niepodległości za pomocą walki zbrojnej. Do innej polityki, nawet do ugodowej nie było warunków. Można było jedynie walczyć z przemocą lub cierpliwie ją znosić i nawet przystosowywać się do jej wymagań. Ale to drugie nie było wcale polityką. Myśl o jakimś kompromisie, o jakiejś ugodzie była w oczach rządu samowładnego takim samym zuchwalstwem, jak myśl o proteście, lub walce legalnej o autonomię Królestwa, o prawa narodowe Polaków.

Jeżeli musimy walczyć – tak rozumowano i logicznie rozumowano – z przemocą obcych rządów, to walczyć powinniśmy nie o te okruchy praw narodowych i samodzielności politycznej, które nam kongres wiedeński przyznał, ale o niepodległość naszej ojczyzny. Bo w ówczesnych warunkach odzyskanie niepodległości było równie możliwym, czy też równie niemożliwym, jak odzyskanie autonomii Królestwa.

Kiedy w Prusach i Austrii po r. 1848 stosunki wewnętrzne się zmieniły i oba te państwa otrzymały ustrój konstytucyjny, w polityce polskiej i w Galicji, i zwłaszcza w Poznańskiem zaznaczać się zaczyna dosyć wyraźnie dążenie do uregulowania stosunku prawno-politycznego tych prowincji polskich do państw zaborczych na zasadzie możliwie szerokiej autonomii. To dążenie, skombinowane zrazu z ogólno-narodową polityką rewolucyjną, stawiającą sobie za cel odzyskanie niepodległości, różnym podlega ewolucjom w obu zaborach, to się rozwija, to słabnie i nawet zamiera, i znów się odradza w zależności od zmiany warunków wewnętrznych w państwach, do których te ziemie polskie należą. W zaborze pruskim traci rację istnienia wobec centralistycznej i germanizacyjnej polityki Prus, przetrwało tam wszakże do ostatnich niemal czasów w postaci przeżytku politycznego, wyrażającego się w protestach posłów polskich i w powoływaniu się ich na postanowienia kongresu wiedeńskiego. W Galicji natomiast, od chwili gdy Austria stała się rzeczywiście państwem konstytucyjnym, sprawa unormowania stosunku prawno-politycznego tego kraju polskiego do państwa staje się głównym zadaniem polityki narodowej.

Natomiast w zaborze rosyjskim nie mogło zaznaczone wyżej dążenie wyrazić się realnie w polityce polskiej. Ani system rządzenia w państwie rosyjskim, ani system polityki rosyjskiej w Polsce od Mikołaja I do ostatnich czasów nie uległy zasadniczej zmianie. W państwie despotycznym, gdzie stosunek nie tylko podbitej, ale i panującej ludności do rządu nie opiera się na prawie, nie może być mowy i o uregulowaniu prawnym stosunku politycznego części tego państwa do całości.

Przywrócenie autonomicznej odrębności Królestwa było możliwym albo w drodze interwencji mocarstw, na uchwałach kongresu wiedeńskiego podpisanych, albo w drodze zgody dobrowolnej rządu rosyjskiego, a raczej decydującego w tym względzie czynnika — cara.

Możliwością pierwszej alternatywy łudzono się przez czas jakiś po r. 1831 w zachowawczych kołach emigracji. Rzecz jasna, że wobec ówczesnego stosunku Prus i Austrii do Rosji zaprotestować mogły tylko mocarstwa zachodnie, Anglia i Francja. Protesty czysto formalne, nie poparte żadną akcją dyplomatyczną, żadną demonstracją, nie wywarły wcale wrażenia. Wprawdzie i w kraju, i na emigracji pokładano nadal do r. 1863 nadzieje na interwencję mocarstw zachodnich, zwłaszcza zaś Francji napoleońskiej, ale te nadzieje łączono już z planami odbudowania niepodległej Polski nie zaś przywrócenia autonomii Królestwa, w tym mniej więcej zakresie, jaki miało przed r. 1830.

Wytrwale o tym myślał bodaj jeden wówczas tylko człowiek w Polsce, margrabia Aleksander Wielopolski[3], myślał z właściwym jego charakterowi zaciętym uporem. Ale i on, dopóki panował Mikołaj I, musiał rozumieć, że wyjednanie zgody cara na tę restytucję utraconych praw jest taką samą mrzonką polityczną, jak liczenie na interwencję mocarstw zachodnich.

Wojna krymska rozwiała, raczej powinna była rozwiać ostatnie na interwencję Anglii i Francji nadzieje. Jedynym objawem życzliwości Francji była poufnie udzielona pełnomocnikowi rosyjskiemu na kongresie paryskim[4] rada przywrócenia Polakom odebranych im po r. 1830 praw narodowych. Żadnych atoli formalnych zobowiązań ze strony rządu rosyjskiego nie żądano, a nawet, szczędząc jego drażliwość, zachowano ścisłą w tej sprawie tajemnicę.

Natomiast śmierć Mikołaja i wstąpienie na tron rosyjski Aleksandra II, który uchodził za zwolennika reform liberalnych, obudziło w pewnej mierze uzasadnioną nadzieję, że zmiana stosunków wewnętrznych w państwie rosyjskim musi wpłynąć na zmianę polityki rządu wobec Polaków.

Ogromna większość politycznie myślącego (należałoby właściwie powiedzieć — myślącego o polityce) społeczeństwa polskiego stała w stosunku do Rosji na stanowisku nieprzejednanym. Żywioły społecznie zachowawcze, politycznie umiarkowane, przeciwne były wprawdzie bezpośrednim przygotowaniom do walki zbrojnej, w planach na przyszłość liczyły raczej na komplikacje międzynarodowe, na interwencję europejską; w teraźniejszości skłonne były do korzystania ze zmian w polityce rządu rosyjskiego, do wyzyskiwania udzielanych narodowi koncesji, ale zasadniczo stały na stanowisku nieprzejednanym, którego najwierniejszym wyrazem są, nie wiemy czy autentyczne, doskonale atoli odpowiadające poglądom i przekonaniom tych żywiołów, słowa Andrzeja Zamojskiego. Zapytany mianowicie, co Rosja powinna zrobić, żeby zjednać sobie Polaków, szorstko i szczerze odpowiedział: „Alles vous en”[5]! Ta zaś otwarta propozycja, która przy odpowiednim jej skomentowaniu, godzić się mogła z zasadą odrębności prawno-politycznej Królestwa w związku jego z Rosją, oznaczała wówczas ustąpienie Rosji nie tylko z Królestwa, ale i z krajów zabranych, z Litwy i Rusi.

Taki był nastrój ówczesny żywiołów umiarkowanych; o nastroju żywiołów skrajnych, usposobionych rewolucyjnie, nie ma chyba potrzeby mówić. Poza tymi dwoma odłamami jednej w gruncie rzeczy opinii politycznej były jeszcze nieliczne zresztą żywioły lojalne, nie mające w społeczeństwie żadnego znaczenia, nie reprezentujące zresztą żadnych przekonań.

Pomimo to w takiej właśnie chwili, przy takim nastroju opinii postawiony został po raz pierwszy i jedyny w ciągu lat 75 program unormowania stosunku Królestwa do Rosji w drodze dobrowolnego porozumienia się rządu rosyjskiego z narodem polskim.

W istocie swej ten program, postawiony przez Aleksandra Wielopolskiego, dążył do przywrócenia tego stosunku prawnopolitycznego, jaki ustanowił kongres wiedeński i jaki istniał do r. 1830. Czy Wielopolski zmierzał do przywrócenia z czasem status quo sprzed r. 1830 w całej pełni, z sejmem i osobnym wojskiem – trudno na to pytanie stanowczo odpowiedzieć. Na razie, jako polityk realny, starał się możliwie rozszerzyć zakres odrębności prawno-politycznej Królestwa za pomocą częściowej zmiany stosunków i niewątpliwie dużo pod tym względem dokonał. A nawet udało mu się pozyskać zgodę rządu na zasadnicze reformy w zakresie administracji, samorządu miejscowego, szkolnictwa itd.

Odzyskanie samodzielności prawno-politycznej Królestwa – jak wspomnieliśmy – mogło nastąpić albo wskutek interwencji mocarstw, na kongresie wiedeńskim podpisanych, albo wskutek przekonania cara, że restytucja bodaj częściowa stosunku, istniejącego przed rokiem 1830, jest z tych lub owych względów dla Rosji pożądaną. Wielopolski, przeświadczony, że zarówno interwencja, jak walka legalna o utracone prawa jest niemożliwą, długo czekał na sposobność zwrócenia się do cara, ale gdy się jej doczekał, wystąpił od razu z gotowym programem.

Zdawało się, że warunki układają się bardzo pomyślnie dla urzeczywistnienia tego programu. Aleksander II był bądź co bądź indywidualnością dosyć wybitną. W młodości ulegał wpływom liberalnym, po wstąpieniu na tron nosił się z planami reform, które miały odrodzić Rosję. Za życia ojca odsunięty od bezpośredniego udziału w sprawach państwa, wyrobił sobie pewne przekonania, co się monarchom rzadko zdarza. Wzorował się zresztą nie na ojcu, ale na stryju Aleksandrze w pierwszych latach panowania.

Zamierzone na szeroką skalę reformy miały przede wszystkim na celu dopuszczenie społeczeństwa do czynnego udziału w życiu publicznym. Udział ten miał na razie zakres bardzo skromny, ale w dalszych planach stało znaczne jego rozszerzenie. Reforma ogólna stosunków wewnętrznych w państwie nie mogła też pominąć sprawy uregulowania stosunku ziem polskich do tego państwa.

W społeczeństwie rosyjskim panował nastrój podniosły, który się udzielał i sferom rządzącym. Wierzono, że zaczyna się dla Rosji nowa epoka rozkwitu, odrodzenia. W kołach liberalnych sprawa polska była nawet dosyć popularną.

Usposobienie samego cara, dążności jego najbliższego otoczenia, nastrój społeczeństwa rosyjskiego, wreszcie kombinacje dyplomatyczne sprzyjały kierunkowi pojednawczemu polityki rządu rosyjskiego w Polsce. Już wówczas bowiem i w Petersburgu, i w Paryżu zjawiała się myśl sojuszu rosyjsko-francuskiego, a koniecznym jego warunkiem musiało być zaspokojenie w pewnej mierze aspiracji Polaków.

Jednocześnie społeczeństwo polskie, gdy system rządzenia znacznie złagodniał, chociaż zasadniczo się nie zmienił, zaznaczać zaczęło swą żywotność narodową nie tylko w ciasnych szrankach legalnej działalności zbiorowej, ale i w protestach politycznych, przybierających charakter coraz bardziej burzliwy, pociągających coraz szersze masy. Te protesty, przeważnie w formie manifestacji zbiorowych, wykazywały rządowi niebezpieczeństwo, jakim grozi Rosji sprawa polska, przypominały konieczność jak najrychlejszego jej unormowania.

W tym stanie rzeczy dosyć łatwo zgodzono się na program Wielopolskiego, nie zwracając bodaj uwagi na konieczną jego konsekwencję – przywrócenia w możliwie pełnym zakresie stosunku istniejącego pomiędzy Królestwem Polskim a cesarstwem rosyjskim do r. 1830. Do urzeczywistnienia tej konsekwencji Wielopolski wytrwale i systematycznie dążył, biorąc za normę stosunku Statut Organiczny z r. 1832, nie zaś konstytucję z r. 1815, w ówczesnych bowiem warunkach o przywróceniu jej nie mogło być mowy.

Jakoż istotnie w ciągu krótkich swoich rządów Wielopolski znacznie rozszerzył uszczuplony przez Mikołaja I zakres samodzielności autonomicznej Królestwa. W sprawie odrębności prawno-politycznej Królestwa był on nieprzejednanym, walczył o nią z rządem rosyjskim z właściwym mu uporem. Stojąc na gruncie prawnym, odłączał sprawę Królestwa od sprawy polskiej na Litwie i Rusi, w słusznym zresztą przekonaniu, że uregulowanie stosunku Królestwa do państwa musi z konieczności pociągnąć za sobą zmiany doniosłe w położeniu narodowym Polaków w Krajach Zabranych[6].

Istniało wszakże głębokie nieporozumienie pomiędzy Petersburgiem a margrabią w pojmowaniu jego programu. Wielopolski był przekonany, że zarówno konieczność historyczna, jak interes narodu polskiego wymaga pojednania się z Rosją. Ale to pojednanie może nastąpić jedynie pod warunkiem zapewnienia narodowi polskiemu koniecznej samodzielności prawno-politycznej, która daje się pogodzić z interesem prawdziwym państwa rosyjskiego. Jemu chodziło przede wszystkim o trwałość tego stosunku, w którym widział jedyną nadzieję lepszej przyszłości swego narodu.

W Petersburgu zaś traktowano program Wielopolskiego jedynie jako trafną kombinację polityczną, pożądaną w danej chwili, bo uwalniającą rząd od kłopotów, jakie mu sprawa polska zarówno w polityce wewnętrznej jak zewnętrznej przyczyniała, i zadawalającą, jeżeli się tak wyrazić można, ambicje liberalne Aleksandra II.

Wielopolski nie umiał i nie mógł przekonać rosyjskich mężów stanu, że uregulowanie na zasadzie odrębności prawno-politycznej stosunku ziem polskich do Rosji jest dla niej pożądanym i również koniecznym. Nie mógł przekonać, bo i z rosyjskiego, i z polskiego punktu widzenia ta kombinacja nie była bynajmniej jedyną, jak się Wielopolskiemu wydawało w wyłącznym, niemal fanatycznym przejęciu się ideą polityczną, która powstała w jego głowie, jako wynik długoletnich rozmyślań i walk duchowych. I nie przekonałby ich nawet, gdyby puścił był wodze swej, tak bezwzględnie powściąganej fantazji, gdyby im ukazał w dalszej perspektywie plany, które już Czartoryski podsuwał Aleksandrowi I, plany, które z naszej strony przedstawiają się w postaci zjednoczenia wszystkich ziem polskich w związku z Rosją, a z rosyjskiej – w postaci korzystnych dla potęgi państwa nabytków terytorialnych, z widokami dalszego ich w kierunku zachodnim rozszerzania.

Bo polityka rosyjska, chociaż i w tę stronę w pożądliwych fantazjach zaborczych wzrok czasem zapuszcza, inne miała wtedy i później, ważniejsze i pilniejsze interesy i zadania. W inną stronę pchała ją tradycja państwowa i inne w ogóle, powodzeniem dotychczasowym uświęcone, zalecała jej metody działania. W historii Rosji stałym i wyraźnym jest dążenie do centralizacji państwowej i unifikacji narodowej. W tym duchu idzie świadoma myśl państwowa i bezwiedne instynkty narodu, idzie interes rządzącej w Rosji klasy urzędniczej.

I gdyby nawet udało się było Wielopolskiemu opanować ruch narodowy i program swój przeprowadzić, stosunek Królestwa do państwa rosyjskiego nie utrwaliłby się bynajmniej. Nawet przywrócenie w całej pełni takiego stosunku, jaki postanowienia kongresu wiedeńskiego i konstytucja z r. 1815 normują, nie uchroniłoby Królestwa od zamachów późniejszych na jego samodzielność, a żywiołu polskiego na Litwie i Rusi od zamachów na jego narodowość, jak nie uchroniło przed r. 1830. Bo nie uchroniły przecie podobne gwarancje Finlandii i prowincji nadbałtyckich od stosowania w tych krajach polityki rusyfikacyjnej, od bezwzględnego burzenia ich odrębności. Logika dziejów, właściwości ustroju państwa rosyjskiego kierują politykę jego wobec narodów podbitych na tę drogę, z której Rosją nie zejdzie, dopóki jej siła faktów do tego nie zmusi.

Program Wielopolskiego odrzuciło społeczeństwo polskie. Nie zsolidaryzowały się z jego myślą przewodnią te nawet umiarkowane i przeciwne ruchowi zbrojnemu żywioły, które oceniały doniosłość polityczną rozszerzenia autonomii kraju. Nie wchodzi zresztą w zakres tej pracy wyjaśnianie szczegółowe tych różnorodnych czynników, które w ówczesnych warunkach spowodować musiały niepopularność programu. Polityka narodowa polska poszła drogą, którą po r. 1830 wybrała, i nastąpiła katastrofa 1863 r. Rezultatem katastrofy było nie tylko obalenie programu Wielopolskiego, ale i tej odrębności Królestwa, której zakres zdążył on podczas krótkich swoich rządów znacznie rozszerzyć.

Zaczął się okres, trwający do dziś dnia, burzenia autonomii Królestwa, tępienia nie tylko resztek odrębności politycznej, ale i odrębności narodowej. Nie będziemy charakteryzowali polityki rosyjskiej i systemu rządzenia krajem w tym okresie, bo niejednokrotnie, dokładniej i obszerniej, a zwłaszcza dosadniej, niż byśmy to dziś zrobić mogli, istotę tej polityki i jej skutki określano. Ze ślepą zawziętością, z barbarzyńską żądzą niszczenia znoszono te nawet odrębne urządzenia Królestwa, które doskonale potrzebom państwa odpowiadały. Z tępieniem odrębności Królestwa, z rujnowaniem dorobku naszej pracy politycznej i kulturalnej, syzyfową zaiste pracą, w ciągle zmieniających się i tak trudnych warunkach gromadzonego – szło równolegle wprowadzanie urządzeń i zarządzeń nowych, według wzoru rosyjskiego, nieprzystosowanych do warunków naszego życia, nieodpowiadających ani jego typowi, ani poziomowi. Nie tylko niszczono warunki, w których życie narodu najlepiej rozwijać się mogło, ale przemocą wtłaczano to życie w warunki inne, które jego rozwój powstrzymywały lub wypaczały.

Ten system polityki rosyjskiej w ciągu lat 40 nie uległ żadnej zmianie. Zmieniali się cesarze na tronie rosyjskim i wielkorządcy na Zamku w Warszawie, ale w systemie nic się zasadniczo nie zmieniało. Były tylko krótkie przerwy w potęgowaniu systemu, rytmiczne upadki lub podnoszenia się energii jego wykonywania. Dopiero wprawdzie w ostatnim dwudziestoleciu rozwinął się ten system w całej pełni, ale już w pierwszych czasach po powstaniu, w działalności zwłaszcza Komitetu Urządzającego[7], w pomysłach Milutina[8] i Czerkaskiego[9], widzimy wszystkie znamienne jego rysy. Linie główne polityki rusyfikacji i „objedinienija” od razu zostały nakreślone, tylko przeprowadzenie ich wymagało dłuższego czasu.

Ten fakt, że system obecnej polityki rosyjskiej w Polsce bezpośrednio po stłumieniu powstania 1863 r. był w swej istocie, w swych głównych zarysach już gotowy i że go od razu stosować zaczęto i stosowano do ostatniej chwili z bezwzględnością i systematycznością, tak niewłaściwą charakterowi rosyjskiemu – ten fakt dużo mówi. A mówi mianowicie, że po stronie rosyjskiej nie widziano wcale konieczności oparcia stosunku narodu polskiego do Rosji na uznaniu jego narodowej odrębności i samodzielności prawno-politycznej Królestwa. To, co dla Wielopolskiego było jedyną możliwą normą tego stosunku, jedyną rękojmią jego trwałości, w Petersburgu uważano tylko za próbę zażegnania niebezpiecznego i niepożądanego dla państwa zatargu. Próba się nie udała, więc program Wielopolskiego przekreślono i powrócono do dawnego systemu polityki rosyjskiej, do jej tradycji i rutyny. Tylko ten dawny system zmieniono, a raczej rozwinięto, dano mu podkład narodowy. Bo od czasów Mikołaja I przybył do samodzierżawia i prawosławia, czy rozrósł się tylko trzeci filar państwowości rosyjskiej – „narodnost”. Stan zaś społeczeństwa polskiego po katastrofie 1863 r. pozwalał bezwzględnie ten system stosować i zadania jego rozszerzać.

 

II.

 

W grudniu 1863 r., kiedy już było pewnym ostateczne stłumienie zbrojnego ruchu, Mikołaj Milutin powołany został do Petersburga dla wygotowania projektów możliwie najściślejszego zjednoczenia Królestwa z Rosją. Już w styczniu roku następnego utworzony został w Petersburgu przy boku cara „Komitet do spraw Królestwa Polskiego”, ze szczególnym ze względu na swą nazwę zadaniem obmyślenia takiego systemu zarządu krajem, żeby odrębnych od rosyjskich spraw Królestwa Polskiego nie było wcale. Do pomocy mu stanął w Warszawie „Komitet urządzający”, znów ze specjalnym zadaniem zdezorganizowania przede wszystkim autonomii Królestwa. W dwa lata później zwinięto sekretariat stanu Królestwa Polskiego, w r. 1867 zniesiono Radę Stanu Królestwa, następnie Radę administracyjną i w ukazie carskim zapowiedziano zniesienie wszystkich władz centralnych krajowych i przekazanie ich czynności organom centralnym, ogólnopaństwowym. Jakoż niebawem z 4 komisji rządowych (ministeriów) zniesiono naprzód komisję oświecenia, zamieniono Szkołę Główną na uniwersytet rosyjski, w r. 1872 zastosowano do gimnazjów ustawę rosyjską. W marcu 1868 zniesiono komisję spraw wewnętrznych, w 1869 komisję skarbu, a raczej zastępujący ją od dwóch lat tj. od chwili skasowania odrębnego budżetu Królestwa – tymczasowy zarząd skarbowy. Najdłużej, bo do r. 1877 utrzymała się komisja sprawiedliwości, bo rząd obawiał się wprowadzenia do Królestwa ogólnorosyjskiej organizacji sądowej, uważanej za zbyt liberalną. Jednocześnie zwinięto istniejące w Warszawie IX i X departamenty Senatu. Zaprowadzono nie tylko organizację, ale i ogólną rosyjską procedurę sądową.

W tym samym okresie czasu zorganizowano ściśle według wzoru rosyjskiego wszystkie władze niższe, z wyjątkiem jedynie administracji powiatowej i gubernialnej, której wobec skomplikowanych zadań i wyjątkowego położenia kraju nie można było dostosować do zbyt prostego typu rosyjskiego. Ma się rozumieć, posady lepiej płatne, a z biegiem czasu i najniższe starano się obsadzić wyłącznie Rosjanami we wszystkich gałęziach służby publicznej. W r. 1865 wydano ustawę o duchowieństwie świeckim, poddającą je surowej kontroli i samowoli administracji, skasowano klasztory a sprawy wyznań obcych, do których zaliczono i panujące w kraju rzymsko-katolickie, przekazano departamentowi wyznań obcych w Petersburgu. W kilka lat później przeprowadzono, wiadomo jakimi środkami, „dobrowolne połączenie unitów” z prawosławiem. Robota burzycielska szła tak szybko, że już w r. 1871 można było zwinąć Komitet Urządzający, a w r. 1876 Kancelarię cesarską do spraw Królestwa Polskiego, tylko Komitet do spraw tegoż Królestwa przetrwał kilka lat dłużej, do r. 1881.

W r. 1876 po przeprowadzeniu organizacji sądowej dzieło „zjednoczenia” Królestwa z Rosją zostało dokonane. Pozostały tylko resztki odrębnych urządzeń, do czasu tolerowane. Już w r. 1874 można było znieść godność namiestnika i naczelny zarząd kraju objął generał-gubernator. Nawet nazwę Królestwa Polskiego usiłowano odtąd zastępować nazwą „Kraju Nadwiślańskiego”.

Zaczęło się teraz utrwalanie dzieła przez wytężoną rusyfikację. Usunięty z urzędów, sądów, szkół i w ogóle z życia publicznego język polski zaczęto tępić i prześladować nawet w sferze życia prywatnego. Po rusyfikacji władz rządowych przyszła kolej na instytucje prywatne, ale mające charakter publiczny, wreszcie na niemające nawet tego charakteru, jak różne towarzystwa przemysłowe, handlowe, dobroczynne itd. Po zburzeniu resztek odrębności prawno-politycznej, nastąpiło zniesienie odrębności administracji, wreszcie niszczenie odrębności narodowej nawet w jej czysto zewnętrznych objawach.

Nie dla scharakteryzowania polityki rosyjskiej i rosyjskiego systemu rządzenia w Królestwie, bo to nie jest naszym zadaniem, przytoczyliśmy powyższe fakty w pobieżnym wyliczeniu. Ten suchy wykaz nie daje pojęcia o warunkach, w jakich się burzenie samodzielności Królestwa i jednoczenie go z Rosją odbywało. A trzeba uprzytomnić sobie te warunki, tę atmosferę bezprawia i przemocy, która nad krajem ciążyła, tę taktykę pastwienia się i znęcania, straszenia i znieprawiania, żeby zrozumieć należycie bierność, z jaką społeczeństwo polskie znosiło bez oporu, nawet bez protestu obdzieranie go z praw i systematyczne unicestwianie jego indywidualności narodowej.

Oszołomione po pogromie 1863 r., obezwładnione grozą srożącego się nad nim terroru, pozbawione najlepszych sił, zgnębione materialnie w tej zwłaszcza warstwie, która głównie reprezentowała myśl narodową, tradycję i rutynę życia publicznego – społeczeństwo polskie w zaborze rosyjskim wpadło w zupełną bierność i bezmyślność polityczną. To nie jest bynajmniej przesada: każdy kto sięga pamięcią w czasy, które nastały bezpośrednio po powstaniu, przyzna nam słuszność. Zupełna apatia ogarnęła najlepsze właśnie w społeczeństwie żywioły, które po pogromie ocalały. Gorsze przystosowywały się do warunków, ale te żadnej myśli politycznej nie miały. Ten zanik myśli politycznej był zresztą objawem koniecznym, chociaż dziś wydaje się wielu tak nienaturalnym, niemal potwornym.

Polityka, dążąca do zdobycia niepodległości za pomocą zbrojnego powstania, doprowadziła do strasznego pogromu, pomimo wysiłków, zapału, energii, poświęcenia. Nadzieje na interwencję obcą zawiodły. Zemsta zwycięskiego wroga ciążyła nad krajem spustoszonym, zrujnowanym, wyczerpanym z sił. Taki fakt, jak uwłaszczenie włościan, którego doniosłość dla przyszłości narodu dziś oceniamy, wydawał się wówczas zabiciem wszelkich na tę przyszłość nadziei. „Chłop, przez rząd uwłaszczony, słuchający ślepo komisarza i naczelnika powiatu, to, niestety, finis Poloniae, bo tego chłopa nawet Kościuszko, gdyby zmartwychwstał, do walki za wolność nie poruszy”. Oto jak myśleli ludzie współcześni i nie pierwsi lepsi.

Nie tylko niemożliwość walki zbrojnej stawała się coraz oczywistszą, ale i złudność nadziei na interwencję Europy. W r. 1866 nastąpił pogrom Austrii przez Prusy, w r. 1870 pogrom Francji[10]. Zmieniły się zupełnie stosunki międzynarodowe a zmieniły na niekorzyść naszą.

Przeżytki poprzedniej epoki pocieszały się wspomnieniami, łudziły nadziejami, na Napoleona, a potem na Austrię, nawet na Bismarcka. Ludzie poważni i trzeźwi żadnej nadziei nie mieli. Ale i żadnej myśli politycznej.

Tej polityki, która po r. 1830 doprowadziła do r. 1863, nie można było prowadzić. Ale nie można było wrócić i do tej, którą zalecał program Wielopolskiego. Nawet polityka biernego wyczekiwania, która właściwie nie jest żadną polityką, a która odpowiadała powszechnemu przygnębieniu i apatii, przybierała jakiś charakter rozpaczliwy, beznadziejny. Bo cios po ciosie spadał i druzgotał wszystkie instytucje publiczne, z którymi społeczeństwo się zżyło, które w znacznej mierze były wytworem jego ducha, niszczył dorobek polityczny i kulturalny narodu. Nie można porównywać tej epoki z epoką po r. 1830. Wówczas zabrano społeczeństwu samodzielność polityczną, teraz je obdzierano z resztek samodzielności narodowej. Wówczas pozostawała nadzieja, podsycana wspomnieniami przegranej wprawdzie ostatecznie, ale opromienionej wielu świetnymi tryumfami, bohaterskiej walki, ożywiana echami powszechnego w Europie wrzenia. Teraz były tylko wspomnienia strasznej, rozpacz tylko budzącej klęski i żadne echa nie budziły nadziei.

Przez lat kilkanaście po r. 1863 społeczeństwo polskie nie tylko żadnej polityki nie miało, ale i żadnej myśli politycznej, zarówno w starszym, jak w młodszym pokoleniu, w tym, które żyło i działało przed r. 1863, i w tym, które młodzieńczymi, ale już orientującymi się w zjawiskach życia oczami patrzyło na katastrofę, odczuwało i zaczynało rozumieć jej skutki. To ówczesne młode pokolenie wydało cały szereg ludzi wybitnych, niezwykle nawet uzdolnionych, którzy zasłynęli w literaturze, w nauce i wielu innych dziedzinach pracy umysłowej lub działalności praktycznej. Otóż między tymi ludźmi nie ma ani jednego z głową polityczną, chociaż są tacy, którzy mają temperament polityczny, a nawet wybitne zdolności publicystyczne. Pochodzi to stąd, że wychowali się i dojrzeli w epoce zupełnej politycznej bezmyślności.

Niwa myśli i pracy politycznej tak długo leżała odłogiem, że wyjałowiała zupełnie i porastać ją zaczęły szkodliwe chwasty. Literatura polityczna tej epoki, o ile o niej może być mowa, składa się przeważnie z okazów patologicznych, jak głośna broszura radcy stanu Krzywickiego[11] lub rozmaite majaczenia słowianofilskie.

Kiedy dorastać zaczęło pokolenie, o którym powiedziano, że miało już nerwy wypoczęte, miało mięśnie prężące się do czynu, pokolenie, dla którego rok 1863 był tylko barwnym wspomnieniem lat dziecinnych, które wyrastało już w tym stanie rzeczy, jaki po powstaniu zapanował, to pokolenie, gdy budzić się w nim zaczęła ciekawość do spraw publicznych, znalazło się w strasznym zaiste położeniu. Tych myśli politycznych, które się w jego głowach wytwarzać zaczęły, nie było o co oprzeć, nie było u kogo zasięgnąć rady, ani wskazań. Pozwolę tu sobie przytoczyć wspomnienie osobiste. Gdy około trzydzieści lat temu, jako młodziutki, pierwszoroczny student prawa, nie mogąc znaleźć odpowiedzi na żywo zajmujące mnie pytania: co robić należy, jaką politykę powinno społeczeństwo polskie prowadzić? – zwróciłem się z prośbą o radę do bardzo mi życzliwego, członka b. Rady Stanu Królestwa, człowieka niewątpliwie wybitnego, otrzymałem taką odpowiedź: „Mój chłopcze! Myślcie wy młodzi sami, a chociaż wymyślicie jaką niedorzeczność, to będzie ona mądrzejsza od tego, co my wam powiemy. Ja jestem ślepy, bo nie widzę żadnej drogi dla narodu, ja jestem głupi, bo nie mogę sobie wymyśleć żadnej nadziei”. Machnął ręką i odwrócił się, żeby ukryć łzy, które mu w oczach stanęły.

Ten wyznał szczerze, co myśleli inni powołani do udzielania narodowi wskazań politycznych, którzy milczeli.

Mówi się teraz w niektórych pismach o ludziach, którzy jakoby „w ciągu lat 40 nie pracowali na próżno”, nawracając społeczeństwo do programu Wielopolskiego, wpajając w nie przekonanie, „że z Warszawy można się upominać jedynie o prawa narodowe Królestwa i że te prawa nie mogą sięgać poza zakres rozległej autonomii”.

To są po prostu drwiny z ludzi, którzy pamiętają ówczesny nastrój społeczeństwa. Było ono tak sterroryzowane i, co gorsza, tak zgnębione i upadłe na duchu, że nie tylko nie śmiało upominać się o cokolwiek, ale po prostu lękało się nawet myśleć o tym, jaki los je czeka, do jakiego rezultatu polityka rządu rosyjskiego prowadzi. Z radością wrócono by do tego stanu rzeczy, jaki istniał za rządów Wielopolskiego, a nawet do tego, jaki istniał za Paskiewicza[12]. Marzono chyba o tym, żeby rząd zaprzestał burzycielskiej roboty, pofolgował w ucisku, żeby dał odetchnąć społeczeństwu, ale nie o jakichś prawach, zwłaszcza o takich, które by „sięgały poza zakres rozległej autonomii Królestwa”.

Gdzież byli ci wyznawcy programu Wielopolskiego, co robili, żeby zapobiec burzeniu tego wszystkiego, co Wielopolski stworzył lub odbudował? Przecie dziś jest faktem wiadomym, że wykonawcy polityki rządu w Królestwie szli samowolnie dalej, niż ten rząd zamierzał, że my sami wyrzekaliśmy się praw, których nam nawet nie odbierano. Tak było w samorządzie gminnym, w sądownictwie, w szkolnictwie. Społeczeństwo w osłupieniu patrzyło, jak je obdzierano z praw i instytucji narodowych, i nie tylko nie przeciwdziałało tej robocie, ale samo ją nieraz ułatwiało.

I kogo trzeba było przekonywać o potrzebie miarkowania dążeń narodowych: czy starsze pokolenie, znękane, pogrążone w apatii, w sennym marazmie, czy młode, które wtedy tworzyło i głosiło program pracy organicznej, będący zaprzeczeniem wszelkich aspiracji politycznych, czy najmłodszych, wśród których budząca się myśl polityczna, reakcja patriotyczna w takiej oto wyraziła się formie, że najbardziej uświadomieni, bo przedstawiciele pierwszych kółek tajnych na uniwersytecie, zamówili w r. 1877 nabożeństwo żałobne za duszę zmarłego w tym czasie Wielopolskiego w naiwnym przekonaniu, że manifestują tym wystąpieniem swoje uczucie narodowe wobec rządu rosyjskiego i społeczeństwa polskiego?

Dopiero później dorobiono do programu pracy organicznej glosę, wyjaśniającą, że w zalecanej w nim „pracy u podstaw” tkwiła jakoby mądra i patriotyczna myśl przygotowania powolnego przez oświatę i dobrobyt sił w narodzie do działalności politycznej. I dopiero później znaleźli się rzekomi epigonowie Wielopolskiego, którzy zresztą dlatego jedynie musieli przekonywać społeczeństwo do jego programu, że wzięli z tego programu to wszystko, co stanowiło jego ujemną stronę, co było niepotrzebnym lub nawet szkodliwym dodatkiem, co wynikało z indywidualnych poglądów margrabiego, z właściwości tego niepospolitego, ale jednostronnego umysłu, z wad tego silnego, ale tak niesympatycznego charakteru. Pominęli natomiast istotę programu, mianowicie oparcie stosunku Polaków do państwa rosyjskiego na uznaniu samodzielności prawno-politycznej Królestwa, pominęli i to, co było duszą programu i co w oczach naszych wiele win i błędów Wielopolskiego odkupuje – mocne poczucie indywidualności narodowej polskiej. Nie Wielopolski, mąż stanu, naczelnik rządu cywilnego Królestwa, ale zrozpaczony i rozczarowany rozbitek epoki 1830 r., pogrążony w samotnych rozmyślaniach w Chrobrzu doktryner polityczny, szarpany wątpliwościami i uczuciem zemsty autor Listu szlachcica polskiego do Metternicha[13] – jest dla nich mistrzem i wzorem. Od niego wzięli sentymentalny i niemający dziś wartości politycznej frazes o „pojednaniu się” Polaków z Rosją, wyrzekanie się wszelkiej myśli o niepodległości, wreszcie lekceważenie opinii i uczuć narodowych.

To wszystko zjawiło się później. Przez kilkanaście lat po powstaniu nie polityka kierowała postępowaniem społeczeństwa, ale instynkt zachowawczy, zazwyczaj nawet nieuświadomiony. Ten instynkt kazał cierpliwie czekać i pracować, byle przetrwać, zalecał zamknąć się społeczeństwu w swej odrębności, a nawet wyłączności narodowej.

Kraj tymczasem wskutek pomyślnego zbiegu okoliczności i swego położenia geograficznego zaczął się po r. 1870 rozwijać ekonomicznie, wyrastał wielki przemysł, zjawiły się koniunktury korzystne dla rolnictwa, ożywił się handel. Rozwój ekonomiczny z konieczności wywołać musiał zajęcie się sprawami społecznymi a poniekąd i politycznymi. Ożywiony ruch narodowy w zaborze pruskim, wywołany walką kulturalną, odrodzenie życia narodowego w Galicji oddziaływały również na społeczeństwo polskie w zaborze rosyjskim, dodawały otuchy i nadziei.

Jednocześnie ucisk polityczny na czas jakiś zwolniał, w Rosji zaś w ostatnich latach panowania Aleksandra II ujawnił się wyraźny ruch opozycyjny i nawet rewolucyjny, a w sferach rządowych zarysowało się dążenie w kierunku liberalnym. Wreszcie wojna turecka poruszyła uczucia i umysły w Polsce, po tej zaś wojnie tak się ułożyły stosunki międzypaństwowe i takie powstały kombinacje polityczne, że sprawa polska pozyskiwała w nich pewne znaczenie, przynajmniej przestała być quantié négligeable.

Wtedy dopiero zjawił się pewien ruch polityczny, zrazu czysto teoretyczny, że tak powiem „papierowy”. Ukazywać się zaczęły różne programy i „wskazania polityczne”, bardzo zresztą ogólnikowe, w formie artykułów, broszur, nawet książek. Zaczęła się wymiana myśli politycznych w społeczeństwie.

Tymczasem dorastało i z każdym rokiem zwiększało się liczebnie to pokolenie, którego skłonności umysłowe i temperament parły je do zajmowania się sprawami politycznymi. Już około r. 1875 tworzą się na uniwersytecie warszawskim tajne kółka[14], których uczestnicy zaznajamiają się naprzód z literaturą polityczną, zwłaszcza patriotyczną polską. Wśród tej młodzieży, rwącej się do działalności realnej, wytwarza się dążenie do zajęcia się ludem, zwłaszcza wiejskim, do szerzenia w tej warstwie oświaty i uświadomienia narodowego.

W takiej chwili występuje na widownię ruch socjalistyczny, importowany do nas raczej ze Wchodu, niż z Zachodu. Pociąga on młodzież, bo daje ujście jej dążeniu do czynnej pracy politycznej. Oprócz wielu ujemnych, ma tę dodatnią stronę, że nie tyle bezpośrednio, swoich wyznawców, ile pośrednio, społeczeństwo samo zmusza do zajmowania się zagadnieniami i sprawami polityki narodowej.

Po krótkiej chwili wytchnienia danej społeczeństwu polskiemu, zaczyna się znowu okres wzmożonej już rusyfikacji. Polityka rosyjska przybiera wyraźnie charakter eksterminacyjny, otwarcie dąży do zabicia indywidualności narodowej. Ale już społeczeństwo było inne, zdolne do reakcji, jeżeli nie czynnej jeszcze, to duchowej. W organizmie narodowym dokonała się już przemiana materii, wytworzyły się w nim żywioły, w których budzi się myśl polityczna. Wobec grozy położenia już nie instynkt zachowawczy, ale myśl świadoma szuka dróg ratunku. Nawet ów instynkt przybiera postać polityczną, tzw. programu biernego oporu. Powstanie trójprzymierza i zaostrzenie się stosunku Austrii i Niemiec do Rosji rozwija w szerokich warstwach austrofilstwo na tle nadziei, że wielka wojna zmieni położenie polityczne ziem polskich.

W tym kierunku szły zwłaszcza żywioły, które później poszły za programem polityki ugodowej z rządem rosyjskim. Do tej polityki nie było warunków wobec zdecydowanie wrogiej postawy rządu. Młodzież pociągają prądy rewolucyjno-socjalistyczne.

Ale coraz silniej odzywa się w społeczeństwie poczucie, że musimy sami się ratować, że musimy liczyć na własne siły. To jest skutek przyrostu tych sił.

W takiej chwili powstaje „Liga Narodowa” (właściwie „Liga Polska”) z programem ogólnym polityki czynnej, walki codziennej, której przyświeca ideał narodowej niepodległości. Koło niej powoli skupiać się zaczynają żywioły, które później wytworzyły kierunek demokratyczno-narodowy. Te żywioły już w społeczeństwie istnieją, ale nie skupione i nieuświadomione. Raczej instynktownie niż świadomie, szukając źródła siły narodowej, społeczeństwo inteligentne zwraca się do ludu. Beletrystyka, dziennikarstwo, nawet nauka coraz częściej i żywiej zajmuje się ludem. Temu ruchowi trzeba dać tylko myśl polityczną.

Prawdziwie politycznych programów nie tworzy się z głowy. One powinny być tylko sformułowaniem i uświadomieniem istniejących już dążeń i interesów.

Liga Narodowa nie poszła zwykłym torem organizacji spiskowych, starających się skupiać w imię swych haseł jak najliczniejsze siły dla osiągnięcia konkretnego celu. Takiego konkretnego celu Liga nie miała, bo ani bezpośrednio ani pośrednio nie dążyła do wywołania zbrojnego ruchu. Przybrała od razu charakter polityczno-wychowawczy. Zadaniem jej pierwotnym było uświadamianie polityczne i organizowanie do pracy narodowej warstw inteligentnych i budzenie poczucia patriotycznego wśród ludu. Ta działalność rozwijała się powoli, ale stale, chociaż przez dłuższy czas rola Ligi i jej programu politycznego nie bardzo była widoczną w życiu. Program wszakże Ligi, nie pisany, ale wcielany w pracę realną, stał się punktem orientacyjnym, koło którego skupiać się zaczęła myśl polityczna narodu. Nie było jeszcze zorganizowanego stronnictwa, ale był już bardzo wyraźny w społeczeństwie kierunek demokratyczno-narodowy – i w metodzie politycznego myślenia, i w metodzie działania.

Teraz nadszedł czas sformułowania programu Ligi i rozszerzenia zakresu jej zadań. I program, i zadania polityki realnej rozwijały się równolegle z życiem, przystosowywały do jego wymagań, do zmieniających się warunków.

Zmiana monarchy na tronie rosyjskim[15] obudziła nieśmiałe nadzieje w społeczeństwie polskim na możliwość zmiany systemu rządzenia. Jak zwykle w podobnych wypadkach bywa, nastąpiło istotnie pewne zwolnienie w polityce bezwzględnego ucisku. Wtedy zaznaczył się w społeczeństwie polskim kierunek ugodowy, który istniał w stanie potencjalnym, ale w dotychczasowych warunkach nie mógł wystąpić. Inspiratorami jego i właściwymi twórcami byli zrosyjszczeni duchowo Polacy, którzy nie mieli nigdy poczucia narodowego lub je zatracili.

Ale opowiedziały się przy nim różnorodne żywioły, przede wszystkim te, duchowo słabe, które w siłę własnego narodu nie wierzą, a które zdążyły się już rozczarować w swoich nadziejach na Austrię. Następnie program ugodowy znalazł wielu zwolenników w tych grupach ludności, które ze względu na swe interesy osobiste lub klasowe szukać muszą jakiegoś modus vivendi z władzami rosyjskimi, z rządem.

Ta polityka nie miała nic wspólnego z programem autonomicznym Wielopolskiego, była raczej jego negacją. Sprawy stosunku Polaków do państwa rosyjskiego nie stawiała wcale na gruncie prawno-politycznym. Nie powoływała się na prawo, lecz odwoływała się do łaski. Jeżeli, jak ktoś słusznie określił, program Wielopolskiego był kapitulacją wobec wroga, a więc bądź co bądź umową obie strony obowiązującą, to program ugodowców był zdaniem się na łaskę i niełaskę, połączonym z upokarzającą prośbą o litość. Tkwiącemu w programie Wielopolskiego poczuciu państwowości polskiej, której surogatem miała być zupełna samodzielność prawno-polityczna Królestwa, program ugodowców przeciwstawiał: równouprawnienie Polaków z Rosjanami, a więc rozciągnięcie na Królestwo praw i urządzeń rosyjskich, „wejście Polaków do środka państwa”, czyli innymi słowy całkowite zespolenie polityczne.

Ale i na takich warunkach rząd rosyjski nie chciał „ugody”, gdy się zwłaszcza przekonał, że w społeczeństwie polskim ugodowcy nie mają silnego oparcia, że nie mogą przeciwdziałać skutecznie stronnictwom narodowym i rewolucyjnym, opierającym się na ludności wiejskiej i robotniczej i na przeważnej części inteligencji.

W walce z polityką ugodową i pokrewnymi jej prądami, oraz ze znieprawieniem umysłowym i moralnym, jakie ta polityka szerzy, kierunek demokratyczno-narodowy nie tylko wyjaśnił się i pogłębił, ale i rozszerzył znacznie zakres swego oddziaływania.

Nadszedł czas sformułowania polityki realnej stronnictwa demokratyczno-narodowego w zaborze rosyjskim.

Licząc się z warunkami istniejącymi, co nie oznacza wcale godzenia się na nie, trzeba było zarówno stanowczo wystąpić nie tylko przeciw polityce ugodowej, jak i przeciw polityce rewolucyjnej, pośrednio lub bezpośrednio zmierzającej do wywołania zbrojnego powstania. Bo niemożliwość powodzenia zbrojnego ruchu była i jest aż nadto oczywistą nie tylko ze względów militarnych, ale i ze względów politycznych, mianowicie układu stosunków międzypaństwowych. Pozostawała więc jedyna droga, jedyna polityka – walki z rządem rosyjskim o prawa narodowe, prowadzonej zarówno środkami i sposobami legalnymi, jak nielegalnymi, o ile stosowanie ich okaże się koniecznym. Ta walka oprócz bezpośredniego celu – wywalczania od rządu rosyjskiego ustępstw, rozszerzających zakres naszych praw narodowych, miała również ważny cel pośredni – organizowanie społeczeństwa i zaprawianie go, zwłaszcza warstw ludowych do zbiorowego działania politycznego. Uświadomienie i wciągnięcie do walki o prawa narodowe ludu dało stronnictwu demokratyczno-narodowemu siłę realną, z którą rząd rosyjski liczyć się musi.

Uznając, że jedynie niezależność państwowa jest tą formą bytu politycznego, która zapewnia narodowi swobodny i wszechstronny rozwój sił jego, ale licząc się zarazem z warunkami realnymi i z koniecznością nadania jednolitego charakteru walce o prawa narodowe, która łatwo przejść mogła w bezładną partyzantkę polityczną, już w pierwszym programie stronnictwa zaznaczono dążenie do samodzielności prawno-politycznej Królestwa i zabezpieczenia żywiołowi polskiemu w Krajach Zabranych praw narodowych, odpowiadających jego sile liczebnej, kulturalnej i społecznej i jego roli historycznej.

To dążenie w drugim wydaniu programu, gdy zadania naszego stronnictwa rozszerzyły się i skomplikowały, znajduje się już w postaci sformułowanego postulatu.

Wydawać się mogło kilka lat temu, że i ten cel bliższy nie jest bynajmniej realnym. Wypadki atoli ostatniego roku przekonały, że urzeczywistnienie tego celu nawet w bliskiej przyszłości nie jest niemożliwym. Z koniecznością nadania pewnej autonomii Królestwu godzić się już dziś zaczyna opinia rosyjska nie tylko w kołach opozycyjnych, i nie zasada już jest sporną, ale zakres jej zastosowania. Z drugiej strony wobec wzrostu anarchii w państwie rosyjskim, i opór ze strony rządu prawdopodobnie nie będzie zbyt silny, o ile nasze społeczeństwo zdobędzie się na stanowczą i solidarną politykę w tej sprawie.

Odróżnienie w postulatach naszych Królestwa od Krajów Zabranych na pozór wydawać się może sprzecznym z ogólnopolskim charakterem stronnictwa, z głoszoną przez nie zasadą jedności narodowej i praw historycznych.

Różne atoli względy i to nie tylko taktyczne, ale i zasadnicze przemawiają za tym odróżnieniem. A więc naprzód nie tylko rząd rosyjski, ale i opinia rosyjska stanowczo oddzielają sprawę Królestwa od sprawy Krajów Zabranych, które, bez żadnej zresztą zasady, uważają za „odwiecznie rosyjskie”, i opierają swe roszczenia do nich na prawach historycznych. Z tym względem bądź co bądź należy się liczyć, żądanie bowiem połączenia z Królestwem w jedną autonomiczną całość prowincji litewsko-ruskich spotkałoby się obecnie z jednomyślnym i zaciętym oporem ze strony narodu rosyjskiego.

Po wtóre Królestwo jest krajem niemal czysto polskim, w Krajach Zabranych zaś żywioł polski w znacznej znajduje się mniejszości. Jego kultura, jego siła społeczna dają nam pewną naturalną przewagę nad innymi żywiołami narodowymi, które wszakże mają niezaprzeczone prawo do rozwijania swej indywidualności. Z tych powodów nawet w niezależnym państwie polskim musiałyby mieć pewną odrębność prawno-polityczną. I do takiej odrębności muszą dążyć również w państwie rosyjskim. Gdy ją zdobędą, gdy żywioł polski utrwali się sam i wzmocni, a wzmocnić się musi gdy zniesione zostaną zakazy i sztuczne ograniczenia, zmieni się i określenie stosunku tych prowincji do Królestwa.

Pozostaje jeszcze nie mniej ważny wzgląd prawny. Dla nas jedynym kryterium w sprawie naszego stosunku do państwa rosyjskiego jest nasz interes narodowy. Ale Rosji ten interes nic nie obchodzi, ona ma swój interes własny, sprzeczny z naszym. Musimy więc postawić sprawę na gruncie prawnym. Wiemy doskonale, że prawo jest tylko sankcją siły. Ale i to wiedzieć powinniśmy, co już dawno Rousseau[16] powiedział, że le plus fort n'est jamais assez fort, s'il ne transforme pas sa force en droit[17]. Nie jesteśmy silni w stosunku do Rosji, tym bardziej więc swojej sile musimy nadać formę prawa. Żądanie autonomii Królestwa to żądanie rewindykacji stosunku naszego do państwa, którego rząd rosyjski nie miał prawa zmieniać. Prawnie Królestwo nie należy do Rosji. Zostało ono w r. 1815 połączonym z państwem rosyjskim, kiedy prowincje litewsko-ruskie zostały do niego przyłączone. Prawda, że to przyłączenie nastąpiło trzykrotnie drogą gwałtu i przemocy, że my nie uznajemy przedawnienia, które by ten zabór uświęciło. Ale z rosyjskiego punktu widzenia ten zabór jest legalnym, boć ostatecznie wszystkie państwa w podobny sposób powiększały swoje terytoria.

Podówczas gdy Królestwo ma formalną podstawę prawną żądania autonomii, prowincje litewsko-ruskie muszą motywować to żądanie względami przyrodzonymi: odrębnością składu plemiennego ludności, odrębnością stosunków społecznych i gospodarczych itd.

Podstawą prawną i historyczną stosunku Królestwa do państwa rosyjskiego są postanowienia Kongresu wiedeńskiego zawarte w akcie zamykającym ten kongres. Jak wiadomo, uczestnicy kongresu nie zgodzili się na pretensje Rosji do Księstwa Warszawskiego, która chciała je uważać za prowincję zdobytą. Zezwolili tylko na połączenie Księstwa z Rosją, jako państwa oddzielnego, co wyraźnie zaznacza §1 aktu:

 

Księstwo Warszawskie z wyjątkiem tych prowincji i obwodów (W. Ks. Poznańskie i Kraków), o których postanowiono inaczej, w artykułach następnych, jest połączone z Cesarstwem Rosyjskim. Będzie z nim złączone nierozerwalnie przez swą konstytucję, aby być w posiadaniu J. C. Mości, jego spadkobierców i następców na wieczne czasy. J. C. M. zachowuje sobie prawo dania temu państwu, mającemu odrębną administrację, rozprzestrzenienia wewnętrznego, jakie będzie uważał za stosowne. Przyjmie on wraz z innymi tytułami swoimi tytuł króla polskiego (itd.)

Polacy, poddani Prus, Austrii i Rosji, otrzymają reprezentację i instytucje narodowe, stosownie do sposobu egzystencji politycznej, jaki każdy z rządów, do których oni należą, uzna za pożyteczny i stosowny.

 

Ten drugi ustęp jest źródłem wszystkich mylnych lub tendencyjnie naciąganych zdań o stosunku prawno-politycznym Królestwa do Rosji. Na podstawie jego dyplomaci i prawnicy rosyjscy, jak Martens[18] i Korkunow[19], dowodzą, że cesarz rosyjski nadając Królestwu reprezentację i instytucje narodowe, „jakie uzna za stosowne”, mógł tę warunkową obietnicę cofnąć, konstytucję znieść i ustrój prawno-polityczny kraju zmienić. Korkunow zaznacza nawet rzekomą sprzeczność między drugim ustępem a pierwszym, w którym jest mowa, że Królestwo „jest połączone z Rosją przez konstytucję, aby być w posiadaniu J. C. M. i jego następców”, z czego wynikałoby, że konstytucja jest warunkiem sine qua non władzy cesarza rosyjskiego w tym kraju.

Tymczasem ten drugi ustęp, na którym Polacy w Poznańskiem opierają swoje prawo do odrębnych instytucji narodowych, dotyczy nie Królestwa, ale prowincji polskich, należących do Rosji, tj. Litwy i Rusi.

Kongres wiedeński, odrzuciwszy pretensje Rosji, orzeka następnie połączenie z nią części Ks. Warszawskiego, czyli dzisiejszego Królestwa, jako oddzielnego państwa (Etat). Warunkiem panowania cesarza rosyjskiego nad tym krajem jest nadanie mu konstytucji i zachowanie odrębnej administracji. Wyrażenie i w akcie kongresu, i w art. I konstytucji, że Królestwo na zawsze ma być połączone z Rosją, świadczy wyraźnie, że chodzi tu o unię dwóch państw równouprawnionych. Świadczy o tym i art. III Konstytucji, głoszący o dziedziczności tronu polskiego w dynastii, świadczy postanowienie o osobnej regencji, fakt, że Królestwo nie brało udziału w wojnach, prowadzonych przez Rosję itd.

Słowem jest to stosunek unii realnej, mniej nawet ścisły, niż ten, jaki łączył do ostatniej chwili Szwecję z Norwegią, toteż niektórzy pisarze mówią nawet o unii osobistej, polegającej jedynie na wspólności monarchy.

Nie jest to stosunek jednostronnego nadania, które można odebrać lub dwustronnej umowy, którą jedna strona może zerwać. Królestwo zostało połączone z Rosją na mocy postanowienia Kongresu, którego kompetencję Rosja uznała, na warunkach, które przyjęła. Stosunek ma sankcję prawa międzynarodowego, nie zaś państwowego rosyjskiego. My możemy nie uznawać tego stosunku, bo nas o zgodę nie pytano, ale zerwanie go przez nas w r. 1830 nie uwalniało wcale Rosji od jej formalnych zobowiązań. Tak rozumiały tę rzecz państwa, które przeciw pozbawieniu Królestwa konstytucji i zmianom w administracji kraju protestowały.

Czy postanowienia Kongresu wiedeńskiego i artykuły zasadnicze Konstytucji 1815 r. mają wartość polityczną? Niewątpliwie mają, chociaż jest to wartość idealna, jak wszelkich aktów mających sankcję prawa międzynarodowego lub państwowego, a pozbawionych egzekutywy. Właściwie i te rozporządzenia cesarskie lub nawet ustawy, przez Radę Państwa w Wiedniu uchwalane, które samorząd Galicji określają, mogłyby być faktycznie cofnięte i nic byśmy na to nie poradzili, gdybyśmy nie mieli siły do stawiania oporu. Ale państwo, zwłaszcza państwo prawne musi się liczyć z aktami i ustawami, określającymi jego stosunek do poddanych lub do podległych mu narodów: Rosja nie jest wprawdzie państwem prawnym, ale o uregulowaniu stosunku Królestwa do niej mówi się w przypuszczeniu, że takim państwem zostanie.

Artykuły preszburskie, Sankcja pragmatyczna[20] itp. akty, na których Węgrzy i Czesi opierają swoje prawa do samodzielności politycznej w monarchii habsburskiej, są dawniejszej daty niż konstytucja 1815 r. i postanowienia Kongresu wiedeńskiego, i przez dłuższy czas rząd austriacki nie liczył się wcale, a i dziś w pewnej mierze tylko się liczy z tymi aktami. A jednak ci praktyczni i nawet, jak Węgrzy, żywiący daleko sięgające aspiracje politycy nie lekceważą bynajmniej tej przestarzałej, ale nie przedawnionej podstawy prawnej swoich żądań narodowych. Finlandia powołuje się na swoją konstytucję z r. 1809, która także przez dłuższy czas była zawieszoną faktycznie, a następnie została zmienioną[21].

A teraz drugie pytanie: czy powoływanie się na postanowienia Kongresu wiedeńskiego i artykuły zasadnicze Konstytucji 1815 r. jest dla nas możliwym ze względów nie tyle politycznych, ile moralnych i uczuciowych? Przecie Kongres właściwie uświęcił w imieniu Europy czwarty rozbiór Polski, przecie Konstytucja 1815 orzeka połączenie na zawsze Królestwa z Rosją.

Co się tyczy Kongresu, to uznał on tylko fakt dokonany rozbioru Polski, ale bynajmniej go nie uświęcił. Utworzenie Królestwa i Rzeczypospolitej krakowskiej, postanowienie, pozostawione zresztą uznaniu monarchów, że Polacy poddani Rosji, Prus i Austrii, otrzymają reprezentacje i instytucje narodowe, prawo dane Polakom korzystania ze środków komunikacji, swobodnej wymiany płodów rolnictwa i przemysłu na całej przestrzeni dawnej Rzeczypospolitej – wszystko to świadczy, że większość mocarstw biorących udział w Kongresie rozumiała potworność podziału jednego narodu i pozbawienia go samodzielności politycznej i chciała choć w części to naprawić.

Ale nie o to właściwie chodzi. Nasze prawo do samodzielnego bytu nie potrzebuje żadnej sankcji. Jego podstawą i zarazem sankcją jest nasza wola. Ale jeżeli w imię interesu narodowego liczymy się z warunkami chwili, jeżeli ograniczamy naszą wolę zakresem możliwości, to powinniśmy wyzyskiwać to wszystko, co nam osiągnięcie zamierzonego celu może ułatwić. W obronie własnej, w sprawach prywatnych powołujemy się przecie wszyscy na ustawy, których niesprawiedliwość uznajemy – jeżeli one nas bronią. Sądownictwo rosyjskie w kraju polskim to chyba summa iniuria[22]. A przecie uciekamy się do tych sądów i do praw rosyjskich w obronie swego życia, czci lub mienia.

Jeżeli jest to godziwym i moralnym w sprawach osobistych, to tym bardziej w obronie praw i interesów narodowych. Każdy środek powinien być tu wyzyskany, żadnego zaniedbać nie wolno.

My wcale nie uzasadniamy prawa do niezależnego bytu, ani nawet do samodzielności postanowieniami Kongresu lub zasadami konstytucji 1815 r.; ale one dają naszym żądaniom pewną podstawę legalną, a to jest ze względów taktycznych bardzo ważnym. Nie mniej ważnym jest i to, że wszelkie akty lub ustawy, bez względu na ich prawomocność, dają dążeniom politycznym kształt określony, ujmują je w pewne normy. Program naszej polityki narodowej w zaborze rosyjskim musi być dynamicznym, my się w dążeniach i żądaniach swoich nie ograniczamy metą, poza którą przejść nie można, nie mówimy: dotąd a nie dalej, tyle tylko chcemy, a więcej nam nie potrzeba. Na tej drodze, po której pójdziemy usque ad finem[23], są wszakże etapy, są cele, do których na razie zmierzamy. Gdy się mówi, że takim celem jest możliwie szeroka, lub możliwie pełna autonomia czy samodzielność Królestwa, to takie wyrażenie nic właściwie nie tłumaczy. Ale gdy powiemy: „stosunek prawno-polityczny Królestwa do Rosji, w myśl postanowień Kongresu wiedeńskiego i Konstytucji 1815 r.” – to cel naszych dążeń i żądań jest wyraźny, jasny, określony. Mając zaś taki cel, łatwo ocenić możemy właściwości i skuteczność każdego poszczególnego środka lub sposobu działania. To znaczy bardzo dużo w polityce, która zaczyna wchodzić na grunt czynów realnych. Musimy zaś wiedzieć nie tylko czego żądamy, ale czym nasze żądania uzasadniamy. Nie możemy ich uzasadniać wobec strony przeciwnej naszym interesem. Bo żeby swój interes narzucić, trzeba mieć wielką siłę, którą gdybyśmy mieli, odebralibyśmy po prostu własną mocą, „co nam obca przemoc wzięła”. Ale nie możemy również uzasadniać naszych żądań i interesem państwa lub narodu rosyjskiego, i zbieżnością jego interesu z naszym. To byłoby nieszczerym, a więc bezskutecznym i ubliżającym dla nas. Więc pozostaje nam – uzasadniać dążenia nasze prawem, takim, jakie jest i z jakiego możemy korzystać.


 



[1] Statut Organiczny dla Królestwa Polskiego – akt prawny nadany w 1832 r. przez cara Mikołaja I w miejsce zniesionej po powstaniu listopadowym konstytucji. Statut znosił unię personalną, wcielając na trwałe Królestwo w obręb Rosji. Zniesiono sejm, ograniczone zostały kompetencje rządu, a wojsko polskie wcielono do armii rosyjskiej. Zapisy Statutu nie były dotrzymywane przez Rosjan po 1833 r.

[2] Łac.: Jak chcę, jak rozkazuję.

[3] Aleksander Wielopolski (1803-1877), myśliciel i polityk konserwatywny. W czasie powstania listopadowego brał udział w pracach Rządu Narodowego – z jego ramienia odbył bezowocną misję dyplomatyczną do Anglii. W Galicji współtworzył środowisko konserwatywne zwane „gronem krakowskim”, współpracował w nim m.in. z Antonim Zygmuntem Helclem i Pawłem Popielem. Po rabacji galicyjskiej 1846 r. wystąpił z listem otwartym do księcia Metternicha (Lettre d’un gentilhomme polonais sur les massacres de Galicie adressée au Prince de Metternich. A l'occasion de sa dépčche du 7 mars 1846), obarczając biurokrację austriacką odpowiedzialnością za wybuch zamieszek i opowiadając się za współpracą z Rosją. W praktyczny sposób mógł swe idee zrealizować na początku lat 60., gdy car Aleksander II udzielił mu dużej władzy w zaborze rosyjskim - od 1861 r. był członkiem, a od 1862 Naczelnikiem Rządu Cywilnego Królestwa Polskiego. Przeprowadził reformy społeczne (równouprawnienie Żydów, oczynszowanie chłopów), polityczne i edukacyjne, znacznie powiększając stan posiadania i możliwości polskie w dziedzinie administracji, oświaty i sądownictwa, ale jego rządy są oceniane zwykle przez pryzmat represji wobec oponentów (rozwiązanie Towarzystwa Rolniczego, branka, będąca bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania styczniowego) i stąd cieszą się złą sławą. Jego obrońcy – w tym wielu konserwatystów, ale również mający ambiwalentny do niego stosunek J. Piłsudski – zwracali uwagę na złożoność i trudność sytuacji, w której przyszło mu działać, a także na te poczynania margrabiego, dzięki którym poprawiały się warunki dla polskiego życia pod panowaniem rosyjskim, co zostało zaprzepaszczone przez wybuch insurekcji.

[4] Kongres paryski regulował sytuację międzynarodową po wojnie krymskiej (1853-1856), toczącej się między Rosją a Turcją i sprzymierzonymi z nią Anglią, Francją i Sardyną.

[5] Fr.: Wyjdźcie stąd.

[6] Obszary I Rzeczypospolitej włączone do guberni rosyjskich, wyłączone z terytorium Królestwa Polskiego. Obecnie na ich określenie używany jest termin „ziemie zabrane”.

[7] Komitet Urządzający – powołany w 1864 r. i działający do 1871 r. (początkowo głównie w celu przeprowadzenia reformy uwłaszczeniowej) centralny ośrodek rosyjskiej władzy centralnej w Królestwie Polskim, kierowany przez polityków o antypolskich (zwłaszcza antyszlacheckich) poglądach.

[8] Nikołaj Milutin (1818-1872), sekretarz stanu ds. Królestwa Polskiego i członek Komitetu Urządzającego w Królestwie Polskim.

[9] Włodzimierz Czerkaski (1824-1878), rosyjski polityk i arystokrata, w latach 60-tych członek Komitetu Urzędującego; zajmował się kwestiami religijnymi, w tym faktycznie doprowadził do likwidacji autonomii cerkwi unickiej oraz wykonywał carski ukaz o kasacji klasztorów katolickich.

[10] Chodzi o wojnę austriacko-pruską i francusko-pruską. Zwycięstwa w nich (rozstrzygnięcia zapadały w bitwach odpowiednio pod Sadową w 1866 r. i pod Sedanem w 1870 r.) otworzyły Prusom drogę do odegrania kluczowej roli w procesie zjednoczenia Niemiec. 

[11] Kazimierz Krzywicki (1820-1883), urzędnik administracji carskiej, współpracownik Aleksandra Wielopolskiego, za jego rządów dyrektor Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, nadzorujący m.in. reformę systemu oświatowego. Jego wydana w Dreźnie rusofilska broszura Polska i Rosja w 1872 r. była szeroko dyskutowana; środowiska patriotyczne zarzuciły Krzywickiemu narodową apostazję.

[12] Iwan Paskiewicz (1782-1856), rosyjski arystokrata i generał, dowodził armią pacyfikującą powstanie listopadowe, namiestnik Królestwa Polskiego w okresie popowstaniowym. Prowadził politykę rusyfikacji Królestwa i faktycznej likwidacji pozostałości autonomii.

[13] Lettre d’un gentilhomme polonais sur les massacres de Galicie adressée au Prince de Metternich. A l'occasion de sa dépčche du 7 mars 1846, wystąpienie margrabiego Aleksandra Wielopolskiego po zamieszkach chłopskich w Galicji (1846), w którym obarczył odpowiedzialnością za nie biurokrację austriacką i opowiedział się za współpracą Polaków z Rosją.

[14] W powstawaniu jednej z pierwszych tajnych organizacji zwanej „Synowie ojczyzny” w r. 1877 aktywny udział brał Popławski.

[15] W 1894 r. carem Rosji został Mikołaj II Romanow, który przejął tron po swym zmarłym ojcu Aleksandrze IIII.

[16] Jan Jakub Rousseau (1712-1778), francuski filozof, autor koncepcji woli powszechnej i umowy społecznej (Umowa społeczna, 1762). Jego idee cieszyły się wielką popularnością w Polsce u schyłku I RP. Na prośbę Michała Wielhorskiego Rousseau napisał Uwagi nad rządem Polski (1770). Zdaniem dziewiętnastowiecznych konserwatywnych krytyków ustroju I RP, francuski myśliciel gloryfikując go, utwierdzał Polaków w złym pojmowaniu wolności i niezrozumieniu roli silnej władzy dla sprawności funkcjonowania państwa.

[17] Cytat z I części Umowy społecznej Jana Jakuba Rousseau. Pełne brzmienie w orginale: Le plus fort n’est jamais assez fort pour être toujours le maître, s’il ne transforme sa force en droit et l’obéissance en devoir czyli: Najsilniejszy nie jest nigdy dość silnym, by zostać na zawsze panem, jeżeli nie przekształci swej siły w prawo a posłuszeństwa w obowiązek.

[18] Fiodor Martens (1845-1909), rosyjski prawnik i dyplomata.

[19] Mikołaj Korkunow (1853-1904), rosyjski prawnik i filozof prawa.

[20] Chodzi o pokój preszburski z 1805 r., pomiędzy Napoleonem I a cesarzem Austrii Franciszkiem I Habsburgiem, na mocy którego Austria, pokonana w bitwie pod Austerlitz, straciła na rzecz Francji Wenecję, Istrię i Dalmację, zaś na rzecz Bawarii Tyrol i Vorarlberg, zyskała natomiast księstwo salzburskie, Berchtesgaden i ziemie Zakonu Krzyżackiego, co jednak nie zrównoważyło strat i znacznego osłabienia jej pozycji w Rzeszy. Sankcja Pragmatyczna – wydany w 1713 r. edykt cesarza Austrii Karola VI Habsburga o niepodzielności ziem cesarstwa.

[21] Po przegranej Szwecji w wojnie z Rosją o Finlandię, w 1809 r. powstało autonomiczne Wielkie Księstwo Finlandii, z carem Rosji jako władcą i własnym parlamentem, rządem, sądownictwem, administracją i wojskiem. W praktyce Rosjanie notorycznie łamali autonomię Finów, choć natężenie tych działań zależało od osoby władcy – było mniejsze za rządów Aleksandra II, gdy po raz pierwszy zwołany fiński parlament i udzielono zgody na upowszechnienie języka fińskiego i wprowadzenie osobnego systemu monetarnego; nasiliło się zwłaszcza za panowania Mikołaja I i Aleksandra III. Księstwo istniało do 1917 r., gdy Finlandia ogłosiła niepodległość.

[22] Summum ius summa iniuria (łac.) – szczyt prawa to szczyt bezprawia. Popławski posługuje się tylko drugą częścią tej sentencji rzymskiej.

[23] Łac.: Aż do końca.

Najnowsze artykuły

Literatura a życie polskie

Stefan Żeromski

Data dodania: 2017-11-27

Kongres Wiedeński

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27

Skarbiec Historii Polski - przedmowa

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27