Artykuł
Bolszewizm
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

Wybrane fragmenty pochodzą z: Bolszewizm, Nakładem Księgarni S. A. Krzyżanowskiego: Kraków 1920, s. 3-13 i 24-29. Przedruk: Antykomunizm polski. Tradycje intelektualne, (red.) B. Szlachta, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2000.

 

Podobno jedyną ozdobą pracowni Lenina jest wielki portret K. Marksa. Jego posiadacz napisał w sierpniu i wrześniu 1917 r., a więc na kilka tygodni przed objęciem władzy naczelnej w Rosji, którą dotąd sprawuje, broszurę Państwo i rewolucja […]. Rozumowanie przypomina wielce metody dowodzenia, rozpowszechnione w wiekach średnich, obecnie w literaturze naukowej zarzucone. Lenin rozprawia się z przedstawicielami innych szkół socjalistycznych. Wykazuje, że ich zapatrywania są sprzeczne, a jego zgodne z poglądami Marksa. Wynika stąd eo ipso niezbicie, bez potrzeby dalszego uzasadniania, że ich zapatrywania są w gruncie fałszywe, a jego prawdziwe. Nie sili się na wynajdywanie błędów logicznych lub faktycznych w pismach, które potępia z oburzeniem bezmiernym. Zdaniem Lenina wystarczy wykazać ich sprzeczność z ewangelią bolszewizmu, z pismami Karola Marksa. Od razu poznajemy w autorze człowieka czynu, fanatycznie wierzącego w swoje dogmaty, który nie odczuwa ani potrzeby badań, ani wątpliwości. […]

Leninowi nie podoba się nazywanie stronnictwa, któremu przewodzi „bolszewickim”. Słowo „komunizm” jest określeniem właściwym, ponieważ program stronnictwa sformułowali Marks i Engels w manifeście komunistów, ogłoszonym w roku 1848 w Brukseli. Ostatnie jego słowa: „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” drukują bolszewicy na swoich pieniądzach papierowych w kilku obcych językach, także w polskim. Chcąc poznać istotę bolszewizmu, nie zawadzi sięgnąć do manifestu komunistów, na który Lenin i jego zwolennicy ciągle się powołują. Twórcy manifestu nie starali się zbytnio o uwydatnienie przeciwieństwa między ich zapatrywaniami a poglądami obozu anty-socjalistycznego, czyli burżuazyjnego, bo nie widzieli potrzeby dowodzenia oczywistości. Natomiast główną część wywodów poświęcili przedstawieniu różnicy zachodzącej między komunistami a przedstawicielami innych stronnictw i szkół socjalistycznych, zwłaszcza polemice z socjalizmem utopistów. Potrzeba podkreślenia różnicy istotnie zachodzi, albowiem łatwo stwierdzić, że ostateczne cele komunistów, a nawet anarchistów, są wspólne. Manifest Marksa i Engelsa zapowiada zniknięcie z biegiem czasu, po rewolucji dawnego, burżuazyjnego społeczeństwa wraz z przymusem wywieranym przez władzę polityczną w interesie warstwy rządzącej przeciw innym, na rzecz dobrowolnego zrzeszenia wolnych jednostek, wykluczającego istnienie różnic, a zatem przeciwieństw stanowych między posiadającymi i nieposiadającymi. Wówczas zniknie, ujarzmiający człowieka, podział pracy, przeciwstawność pracy fizycznej i umysłowej, miasta i wsi, wszelkie źródła bogactwa społecznego popłyną potokiem nie krępowanym, a każdy będzie mógł dostatnio zaspokajać potrzeby przezeń odczuwane w zamian za pracę, która będzie stanowiła jedną z jego potrzeb, a nie środek do życia.

Ale jak dojść do tego raju na ziemi, nazwanego przez Marksa i Lenina „wyższą fazą społeczeństwa komunistycznego”, upragnioną przez jednego i drugiego? Ten twardy orzech do zgryzienia stał się punktem wyjścia rozłamu w obozie socjalistycznym. Manifest komunistów potępia zwolenników pokojowego załatwienia zatargu między proletariatem a burżuazją. Wyśmiewa odwoływanie się do rozumu i dobrej woli człowieka, wiarę w siłę przekonującą argumentów, której przeciwstawia wiarę w siłę pięści. „Dzieje wszelkiego, dotychczasowego społeczeństwa ludzkiego są dziejami walki klas”oto pierwsze słowa manifestu komunistycznego, którego zakończeniem zapowiedź dalszej walki biednych z bogatymi. Komuniści oświadczają otwarcie, że „cele ich mogą osiągnąć tylko w drodze gwałtownego przewrotu obecnego porządku społecznego”.

Któż go dokona? Rewolucja robotników zapewni proletariatowi władzę, którą zużyje na wydarcie stopniowe całego kapitału burżuazji na rzecz państwa, tj. proletariatu zorganizowanego jako warstwa rządząca. Tym sposobem będzie urzeczywistniona demokracja. Nawiasem mówiąc, to pojęcie demokracji przypomina mi anegdotę o rewolucji berlińskiej z roku 1848. Baba w łachmanach mówi do pięknie ubranej hrabiny: „Jutro będzie równość. Jutro ja będę nosić pani brylanty, a pani mój przyodziewek”. Nazwanie tego systemu demokracją nasuwa pytanie, czy pojęcie komunistyczne demokracji jest zgodne z dotychczasowym? Natomiast żadnej wątpliwości nie budzi we mnie termin: „dyktatura proletariatu”, później pojawiający się w pismach Marksa. We Włoszech z końcem wieków średnich lo stato oznacza równocześnie państwo i warstwę rządzącą. Rozumowanie komunistów polega na utożsamieniu obu pojęć. Hasło dyktatury proletariatu stało się ośrodkiem myślenia i działania bolszewickiego.

Zasadniczo jednak chodzi o środek do celu. Po zniesieniu własności prywatnej ludzie się zmienią siłą rzeczy. Będą pracować dobrowolnie, znikną przymus państwowy i stany. Zmiana nastanie sama przez się, siłą rzeczy, jako skutek zastąpienia dawnego ustroju społecznego nowym. Nie ma potrzeby obmyślenia środków osiągnięcia tej zmiany. Komuniści pojmują ją fatalistycznie. Uważają ją za nieuniknioną konieczność. Podobnie zresztą dyktaturę proletariatu. Zastosowanie maszyny parowej w przemyśle
i przewozie doprowadziło do powstania licznych, fabrycznych przedsiębiorców, zatrudniających tysięczne rzesze robotnicze. Nowa warstwa społeczna oczywiście musi podjąć walkę o uprzy­wilejowane stanowisko w państwie. […]

Na razie nie ma mowy o wcieleniu w czyn wyższej fazy komunizmu. Chodzi tylko o odebranie środków wytwarzania dotychczasowym właścicielom i powierzenie ich proletariatowi, zorganizowanemu jako państwu, uzbrojonemu, wyposażonemu we władzę. Chodzi o uspołecznienie środków produkcji. Okazało się, że dyktatura proletariatu jest łatwą do urzeczywistnienia w społeczeństwie politycznie tak mało wyrobionym i uzdolnionym jak Rosja. Znacznie trudniej dokonać radykalnego przewrotu istniejącego ustroju gospodarczego. Uspołecznienie środków produkcji udało się przeprowadzić w rozmiarach bardzo małych, a wyniki ekonomiczne tych zarządzeń okazały się nad wyraz ujemnymi.

Programy nowoczesnych socjalistów i komunistów odznaczają się, jak oni sami stwierdzają, położeniem nacisku na uspołecznienie środków produkcji, podczas gdy dawniejsi utopiści mówili ogólnikowo i nieściśle o wspólności całego mienia, głosili nieraz równy podział majątku. Praktyka rewolucji rosyjskiej dowiodła słuszności twierdzenia, wyrażanego niejednokrotnie przed jej wybuchem przez krytyków doktryny Marksa i jej pokrewnych, a wedle którego także i ta różnica między socjalizmem nowoczesnym a dawniejszym jest raczej pozorna. Kryje w sobie co najwięcej różnicę stopnia, nie zasadniczą. Stawiając sobie za zadanie ekonomiczne zrównanie ludzi czy też szybkie podniesienie dobrobytu warstw niższych, trudno ograniczać się do zaboru środków produkcji, choćbyśmy nawet do nich zaliczyli środki zarabiania bez własnej pracy. Nacisk opinii rządzącej, pobudzonej obietnicami przyspieszenia zamożności na korzyść nowych władców, nowych dzierżycieli aparatu państwowego, doprowadza do jego użycia także w kierunku uspołecznienia, a nawet podziału środków konsumpcji, o ile się do tego celu nadają. Gdy państwo przystępuje do konfiskaty fabryk, zabór domu, stanowiącego własność fabrykanta, jego prywatne mieszkanie staje się szybko rzeczywistością bez względu na to, na którym miejscu programu jest wymieniony. W Rosji niejednokrotnie zabór domu wyprzedzał konfiskatę fabryki. Jest rzeczą łatwo zrozumiałą, że warstwy nie posiadające uważają przede wszystkim dochody, nieuzyskane własną pracą, za bezzasadne. Także programy socjalistyczne potępiają dochody, płynące wyłącznie z wypożyczania, wynajmowania, wydzierżawiania kapitałów ruchomych i nieruchomych. Konstytucja sowiecka ustanawia obowiązek i głosi hasło: „Kto nie pracuje, niech nie je” (§ 8). […]

Manifest komunistyczny kończy się wezwaniem robotników do rewolucji, ponieważ nie mają nic do stracenia, prócz kajdan. Robotnik rosyjski, który temu uwierzył, doznał zawodu. Prawda, że wielu bogaczy pozbawionych zostało mienia, a nawet życia. Przeciwnicy socjalizmu głoszą: Le socialisme, c’est l’envie. Jak dotąd, tylko ten rodzaj socjalizmu wszedł w życie w Rosji. Rewolucja bolszewicka zadowoliła instynkt nienawiści, bo zubożyła burżujów bardziej niż robotników. Ale robotników nie wzbogaciła. Przeciwnie. Robotnik carski był bez porównania lepiej odżywiony i odziany. W zimie miał więcej opału. Pracował mniej godzin dziennie i bez narażania na surowe kary za opieszałość w wykonywaniu roboty. Dzięki korzystniejszym warunkom bytowania mniej podlegał chorobom. Rewolucja skróciła czas jego życia. Zwiększyła śmiertelność dzieci. A cóż mu dała? Pozory władzy, w rzeczywistości ześrodkowanej w ręku komisarzy, na których wybór nie ma prawdziwego wpływu, i nic więcej. Nie sprawdziła się materialistyczna historiozofia, utożsamiająca zwycięstwa polityczne z gospodarczymi także i dlatego, że chłop, choć upośledzony politycznie, wyszedł na tej rewolucji robotniczej lepiej niż robotnik. Dawniej ludność na wsi ciągnęła do miast za zarobkami, dziś miejska ucieka na wieś.

Niewątpliwie poziom odżywiania się chłopów obniżył się mniej niż mieszczan, ale, na ogół biorąc, zapewne nie poprawił się. Chłop ubiera się gorzej niż przedtem. Nie tylko miasta, ale i cała Rosja chodzi w łachmanach. Chłop za caratu miał więcej nafty, cukru. Mógł nabyć narzędzia rolnicze. „Rozporządza większą przestrzenią ziemi niż przedtem”. Prawda, atoli ci, co tym argumentem chcą dowieść poprawy stosunków w porównaniu z okresem powojennym, zapominają, że w Rosji była w toku reforma agrarna, powiększająca obszar gruntów chłopskich wolniej, ale za to bez gwałtownych wstrząsów, zapewniająca trwały postęp uprawy i koszt dobrobytu, czego nie można się dopatrzeć w obecnym przewrocie. Postanowiono znoszenie obszczyn, te podstawę uzdrowienia rolnictwa włościańskiego i wielce dodatnią działalność ziemstw. Chłop gospodarczo stracił. Któż więc zyskał? Wielu odpowiada: Żydzi, powołując się na liczny zastęp Żydów w niższej i wyższej biurokracji bolszewickiej. Ich dobrobyt poprzednio polegał właśnie na wykluczeniu od urzędów, zmuszającym do zajęcia się bardziej zyskownym handlem i przemysłem. Trudno zrozumieć, jakim sposobem zbiurokratyzowanie w społeczeństwie, którego ogół szybko ubożeje, miałoby się stać źródłem wzbogacenia, oczywiście, jak zawsze, pomijając wyjątkowe wypadki. W Rosji nastąpił ogromny spadek wytwórczości. Ubyło płodów górniczych, rolniczych, towarów przemysłowych w stopniu wyższym niż ludzi. Także i dobrobyt Żydów musiał ucierpieć razem z ogólnym obniżeniem się zamożności. Walka z burżuazją zwracała się zarówno przeciwko chrześcijańskiej, jak żydowskiej, a że Żydzi, bardziej zdolni do przystosowania się, zdołali zapewne częściej wyjść z opałów obronną ręką, to jeszcze nie dowodzi, jakoby na ogół ich dobrobyt wzrósł, nie mówiąc już o niebezpieczeństwie reakcji politycznej, wynikającym z ich obecnego stanowiska. Zresztą także i terror bolszewicki zwracał się w pewnej mierze przeciw Żydom, należącym do przeciwnych stronnictw. Pamiętny krwawym terrorem wrzesień 1918 r. w Moskwie był odwetem za zamach na Lenina, popełniony przez Żydówkę, walczącą po stronie eserów. W Rosji wzbogaciło się szczupłe grono paskarzy, ale ilość bardzo i średnio bogatych ludzi spadła. Zamożność ogólna obniżyła się na długie lata.

Czy to nie objaw chwilowy, wynik wojny i rewolucji, za który winić bolszewizm byłoby błędem? Bolszewicy sami jasno opowiedzieli się w tej kwestii. Ich polityka polega na szybkim i gruntownym odwracaniu się od haseł, początkowo głoszonych, ułatwiających zdobycie władzy, ale, jak trafnie zauważyli, utrudniających utrzymanie się przy niej. Oportunizmem przewyższyli wiele stronnictw „burżuazyjnych”. „Religia to opium dla ludu”. Podobno obecnie złagodzili prześladowanie religii. Zaraz po objęciu władzy powołali do życia komitety rolne na zasadzie powszechnego, bezpośredniego, równego i tajnego głosowania, bo to było potrzebne w danych warunkach. W kilka miesięcy później w konstytucji wyparli się tych haseł. Sowiety, liczne rady różnego pokroju w wojsku, w administracji cywilnej, w fabrykach, stworzone gwoli urzeczywistnienia zasady kolegialności władzy porzucają na rzecz jednoosobowych rządów. Pierwotnie opowiadali się za decentralizacją, przede wszystkim za samorządem gmin, komun, jak mówili, wzorując się na rewolucji paryskiej z 1871 roku. Wkrótce stali się zaciekłymi centralistami. Przestali mówić o komunizmie w rolnictwie, a głoszą zastosowanie się do zapatrywań chłopów. Wiemy, co zrobili w przemyśle. Gdy objęli władzę, wielu przepowiadało bolszewizmowi szybki upadek. Są w błędzie, sądząc, że pomylili się. Bolszewizm już upadł, ale bolszewicy są ciągle jeszcze u władzy, bo nie obstawali przy zastosowaniu swego programu. Im bardziej wytrwają na drodze porzucenia komunizmu, na którą weszli, tym szybciej i gruntowniej odbudują kraj gospodarczo. Najlepszym dowodem, jak wielkie straty ekonomiczne poniósł ogół społeczeństwa, jest powszechna zgoda w stwierdzeniu tego faktu. Angielskie stronnictwo robotnicze z pewnością nie podejrzane o brak sympatii dla bolszewizmu, którego członkowie w tej chwili nie chcą ładować amunicji dla Polski, wysłało delegatów do Rosji. Ich sprawozdanie jest zgodne z tym, co napisałem. Ze szczególnym naciskiem podnoszą zmniejszenie się dostaw ze wsi do miast.

Podobne klęski niestety nawiedziły także inne społeczeństwa, przede wszystkim w związku z nadmierną emisją pieniędzy papierowych, ale nigdzie, jak dotąd, nie przejawiły się w równie znacznym stopniu, ponieważ sytuacji nie pogorszyły eksperymenty komunistyczne i anarchia wewnątrz kraju. Nigdzie indziej nie zniesiono powszechnego głosowania i wolności konstytucyjnych. W Rosji dezorganizacja przemysłu i handlu, utrudniająca dostawy ze wsi do miast, była względnie mniej dotkliwą wobec tego, że procent ludności miejskiej jest mały. Podobna dezorganizacja w państwach przemysłowo wyżej rozwiniętych byłaby jeszcze większą klęską, bo najbardziej nią dotknięta ludność miejska stanowi w nich o wiele znaczniejszą część ogółu ludności.

Tyle o bilansie gospodarczym, o który bolszewikom najwięcej chodzi. A bilans moralny? Ten jest jeszcze boleśniejszy. Ogólne zubożenie, ubytek zarobków, zdobywanych uczciwą, usilną pracą, a wzrost przypadkowych, zbrodniczych zysków i strat musiały wywołać upadek moralny, powtarzający się zawsze w podobnych okolicznościach. Na dobitek bolszewicy poczęli na swój sposób urzeczywistniać wolność. Ograniczyli wolność gospodarczą i polityczną. Skrępowali wolność prasy i zgromadzeń w wyższym stopniu niż rząd carski. Wynagradzają ludowi te straty rozluźnieniem więzów moralnych. Niejednokrotnie usuwają sędziów zawodowych. Każą wyrokować wyłącznie wedle sumienia. Łatwo domyśleć się, co stąd wynika. W oczywistej konsekwencji zamykają wydziały prawa jako zbędne. Ułatwiają rozwody. Osłabiają autorytet rodziców i nauczycieli wobec dzieci. Niszczą część wartości rodzinnych i szkolnych. Karność w armii i fabryce przywracają bezwzględnie. Może zabiorą się do podobnej reformy własnych reform w szkolnictwie. Na razie o niej nie słychać. W najlepszym razie nieprędko naprawią bezmierne szkody, które wyrządzili. Zalecając ciągle przemoc jako właściwy sposób przeprowadzenia swych planów, podkopali poczucie prawa w społeczeństwie. Podkopali je twierdzeniem fałszywym, że prawo jest jedynie wyrazem materialnych interesów warstw rządzących. Tym sposobem obniżyli w oczach swych wyznawców autorytet prawa.

Nie wątpię, że są wśród bolszewików ludzie osobiście uczciwi, ożywieni jak najlepszymi chęciami, ale system ich jest w zasadzie niemoralny. Doktryna konieczności dziejowej, zgoła nie udowodniona, osłabia poczucie osobistej odpowiedzialności za swe czyny. Pojmowanie całych dziejów jako walki klas jest z pewnością mylne, choć od walki nieodłączne jest współdziałanie już choćby dlatego, że ludzie walczą grupami. Po wtóre, łącznikiem owych grup niekoniecznie bywa interes klasowy. Zbytnie położenie nacisku na element walki nie może mieć wpływu umoralniającego. W połączeniu z nauką o rzekomej konieczności dziejowej może łacno stać się uzasadnieniem najgorszych nadużyć. Do tego samego prowadzi zasadniczy rozdźwięk między środkami i celem, zawarty już w doktrynie walki klas, boć przecież zalecają ją tylko chwilowo, a marzą o wzmożeniu tym sposobem braterstwa między ludźmi, rozdźwięk, przejawiający się także w pojmowaniu stosunku państwa do jednostki: chcą znieść państwo, potęgując jego wszechmoc (wyższa i niższa faza komunizmu).

Rewolucja francuska, socjalizm francuski i angielski są rodzicami duchowymi komunizmu Marksa i bolszewików. Różnica tkwi w moralnym obniżeniu lotu. Sprawie, której bolszewicy poświęcili trud swego żywota, w obronie której nie wahali się wylać morza łez i krwi, zaszkodzili bezmiernie. Istotą uspołecznienia środków produkcji jest zastąpienie podziału dóbr, dokonującego się drogą wymiany w ustroju własności prywatnej, podziałem wedle norm przez państwo uznanych za sprawiedliwe. W rzeczywistości zniesienie wymiany doprowadziło w praktyce przede wszystkim do zastąpienia wymiany pieniężnej naturalną, co także w tym wypadku, nie pierwszym w dziejach, okazało się zgodne z teorią i dotychczasowym doświadczeniem źródłem ogólnego zubożenia. Zwolennicy liberalnej polityki ekonomicznej twierdzili zawsze, że próba zastosowania komunizmu będzie równoznaczna z ruiną gospodarczą i moralną. Przebieg wypadków w Rosji potwierdził w całej pełni ich przewidywania. Przed wojną liberalizm był w opinii publicznej zdyskredytowany. Eksperyment bolszewicki będzie miał swą rację bytu w dziejach, jeżeli stanie się lekcją poglądową szkodliwości socjalistycznego, a dobrodziejstw liberalnego ustroju, opartego na zasadzie własności prywatnej.

 

Najnowsze artykuły

O pośle i poselstwach

Krzysztof Warszewicki

Data dodania: 2017-07-18

Między Niemcami a Rosją czyli o Adolfie Bocheńskim (Wywiad)

Maciej Zakrzewski

Data dodania: 2017-07-13