Artykuł
Rosja i Europa (fragmenty)
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Henryk Kamieński, Rosja i Europa

 

Fragmenty książki H. Kamieńskiego przytoczone za wydaniem: Warszawa 1999, s. 83-87, 113-120.

 

 Ze wszystkich zdań o Rosji najmylniejszym podobno jest to, które jej przypisuje «urzeczywistnienie utopii rewolucyjnych», bo sądzi być «jej godłem zniesienie dziedziczenia i równy podział gruntów», które czyni, że «ta zasada, jedna z najgłówniejszych narodowego życia», zabezpiecza Rosją od zaburzenia podobnego do tych, których na wschodzie można się lękać. Lecz nie dosyć, że zdanie takie wyrzekł jeden człowiek, zaczęto jednomyślnie za nim je powtarzać, a nawet je przesadzać, zapędzając się znacznie dalej od niego samego. Komunizm w Rosji zaczął uchodzić za rzecz niewątpliwą, żadnych już dowodów nie potrzebującą. Niepodobna  byłoby odszukać i zebrać wszystko, co w tym duchu pisano w książkach, zeszytach (broszurach) i czasopismach. Nie możemy jednakże przemilczeć o najwymowniejszym organie podobnych mniemań, który jest znamienitością europejską pierwszego rzędu.

 [...] «Jedno słowo wszystko tłumaczy, a to słowo Rosję zawiera».

«Życie rosyjskie to komunizm».

«On jest kształtem jedynym, wyłącznym tego społeczeństwa, prawie bez wyjątku».

 [...] Zbijanie zdań dopiero co przytoczonych nie powinno być trudniejszym, jak zbijanie poprzedzających; przypuszczamy wszakże, że okazać się może pracowitszym, a lękamy się, ażeby dla czytelnika nie było powabnym. Jeżeli łatwiej przychodziło dowodzić, że gmina nie jest wolną, to nie dlatego, żeby rzecz oczywistszą była i żeby na odwrót to, co teraz utrzymujemy, nie było tyle prawdziwym, lecz dlatego tylko, że było do czynienia  z rzeczą niewątpliwego znaczenia, albowiem doskonale wiadomo (w tym przynajmniej razie, jeżeli nie we wszystkich), co znaczy wolność, nie tam jakaś oderwana, ale po prostu gminna. Łatwo rozpoczynać zapasy tam, gdzie przedmiot sporu jest stanowczo dany i niewątpliwie określony, a tego właśnie nam braknie. Cóż to bowiem jest komunizm? Różni tłumaczą go różnie, każdy po swojemu; komu tutaj wierzyć? Czyje określenie przyjąć? Co sobie począć z tymi ogólnikami nieujętnymi, nie mającymi jeszcze wyraźnych kształtów ani w oczach ich zwolenników, ani też w oczach ich przeciwników? Pytamy się, czymże są w istocie utopie europejskich rewolucjonistów? Jakimże sposobem możemy, już nie mówimy wyrobić sobie sąd o ich wartości, ale przynajmniej ustalić się w uznaniu ich przedmiotu? Gdzie można ich dotknąć w określeniu naukowym wyraźnym albo w zastosowaniu rzeczywistym? W tym cała trudność, że takie oznaczenia jak komunizm, rewolucyjne teorie są czymś lotnym, nieścisłym, o czym niepodobna rozumować w tym stanie, w którym są. O, gdyby one były wyrobionymi i przypuszczenia czy tam twierdzenia swoje uczyniły prawdziwie wyraźnymi, określając stanowczo takowe, daleko łatwiej byłoby nam z nimi. Nie w tym bowiem leży trudność, żeby przemóc wzmiankowane powyżej twierdzenia, ale żeby je ująć w ich niewyraźnym przedmiocie.[...]

Oto pokrótce zebrane nasze mniemania, o ile się dadzą naprzód wypowiedzieć:

 Posiadanie i podział ziemi w Rosji nie są wcale urzeczywistnieniem wyższego stanu społecznego, to jest takiego, który Europa ma przed sobą albo który przynajmniej przypisują jej lub też nadać chcą twórcy lub zwolennicy rewolucyjnych utopii; przeciwnie zaś, są urzeczywistnieniem niewątpliwie i faktycznie niższego stanu pod wszelkimi względami, który tak już dawno zostawiła za sobą, że o nim nie pamięta.

 Zdania przeciwne wynikają z optycznego złudzenia, które każe brać to, z czego się wyszło, za to do czego się dąży.

Dodamy jeszcze jedną ogólną uwagę. Rosja może bardzo wiele nauczyć przez analogię badacza przeszłości, ale nie przyszłości. Niejeden rys obyczajowy i społeczny sprzed kilku wieków pośród niej się dochował – można ją uważać pod wieloma względami za swojego rodzaju Herkulanum i Pompeję, ale dlatego właśnie w niej nie trzeba szukać rzeczy nowych, bądź to przymiotów, bądź też wad, które wynikają z postępu. Urzeczywistnienie zaś jakiekolwiek rewolucyjnych teorii miewa miejsce chyba w narodach naprzód posuniętych, nie zaś co najbardziej cofniętych.

 Fakty, na których opiera się mniemanie o komunizmie w Rosji, są materialnie prawdziwymi, ale pan von Haxthausen, który dotąd jest jedynym w tym względzie źródłem, przyznaje im zakres większy niż ten, który istotnie mają, a nade wszystko przypisuje im znaczenie mylne, które wszyscy za nim przyjęli. Wiadomo, że w Rosji stan najliczniejszy, ludność rolnicza, jest w stanie poddaństwa, tj. nie posiada nawet własności swoich osób, które należą do dziedziców ziemi – że ludzie są tylko nieodzownym do niej dodatkiem, jak stado bydła itp., ale czego nie domyślano się przed panem von Haxthausen, to tego, że znajdzie się ktoś taki, który pomiędzy nimi upatrzy stosunki, na które świat oświecony nie potrafiłby się zdobyć. Albowiem nie w całym narodzie, ale tyko pomiędzy tymi biednymi niewolnikami mają się urzeczywistnić utopie rewolucjonistów, którzy zresztą nie mają powodu się żalić na pisarza, ponieważ on to mówi w pochlebnym dla nich znaczeniu. Stan rzeczy jest następujący: ziemia należąca do gromady, czyli gminy, która, nie zapominajmy o tym, sama do siebie nie należy, chyba w rzadkich wypadkach jak jeden z tysiąca, ziemia, mówimy, nie ma stałych posiadaczy, używających praw własności, ale bywa dzieloną co lat kilka lub kilkanaście na części, niekoniecznie równe, ale stosunkowe do rozkładu ciężarów nałożonych na rzecz dziedzica i ziemi, i ludzi, który to rozkład oraz odpowiedni jemu dział ziemi bywają przez samych włościan uskutecznianymi, jeżeli pan ich na to przyzwolił; w razie bowiem przeciwnym on sam ją dzieli, a raczej nie dzieli, ale dowolnie, stosownie do swego interesu lub zachcenia, rozdaje albo narzuca, który to ostatni wypadek tj. narzut ziemi, trzeba brać pod rozwagę, ponieważ on znacznie zmienia postać rzeczy. Zresztą pojętną rzeczą, że dziedzic może od kogo zechce ziemię odbierać na to, żeby ją dać innemu, niektórym nawet nic jej zgoła nie dać, co się często zdarza. Oto są fakty, na które się z panem von Haxthausem zgadzamy nie tylko w ogólności, ale podobno we wszystkich tu przytoczonych szczegółach, które tylko do kupy zestawiamy niekoniecznie w ten sam sposób. Jednakże nie tylko różnie, ale wprost przeciwnie rzeczy widzimy! Jak tu dojść, czyja prawda! Zdaje się nam najwłaściwiej  szukać przyczyny owych faktów, która powinna zawierać w sobie ich znaczenie i tłumaczyć następstwa; spodziewamy się zaś ją znaleźć głównie w stosunkach pana i poddanego, a podrzędnie w stanie rolnictwa kraju, w którym ludność nie jest odpowiednią jego przestrzeni. Wymieniamy zaś naprzód wypadek naszego poszukiwania, co nas wszakże nie zwalnia od należytego wywodu.

 Tą przyczyną nie jest komunizm.

 Tą przyczyną jest poddaństwo.

 W nim znajdziemy tłumaczenie wszystkich stosunków, które przypisywano komunizmowi, i wielu innych jeszcze. Jeżeli nie ma w Rosji stałego posiadania ziemi przez rolnika, to dlatego tylko, że go poddaństwo nie dopuszcza do własności. [...]

 Przypominamy, że całe gminy nie używają stałego posiadania ziemi, którego zatem nie mogą udzielać. Rozumie się, że jeżeli siła wyższa, jeżeli wola dziedzica naruszy ogólną przestrzeń ornego pola wsi, dosyć tego, ażeby także upadł dawny jego rozdział pomiędzy rolników, lecz nastręcza się pytanie, dlaczego nowe podziały roli zaprowadzać, jeżeli się taki wypadek nie zdarza? Dlaczego zmieniać używanie pojedynczych osób wtenczas nawet, kiedy się używanie ogólne nie zmienia? Czy to wewnętrzna skłonność gminy, która się przebija? Nie, to zewnętrzna konieczność, której nie jest w stanie się oprzeć; to nie jest w niej komunizm, ale nad nią poddaństwo. […]

 Gdyby od włościan zależało utrwalenie posiadania ziemi pod warunkami stałymi, a przynajmniej zapewniającymi dla nich korzyść z niej słuszną, nie ma wątpliwości, że jednomyślnie by się na takie zgodzili, uważając je za dobrodziejstwo bezwyjątkowe; lecz póki panuje narzucone z góry nietrwałe jej posiadanie, nie jest w sile nie tylko pojedynczych, ale nawet wszystkich, nawet gmin, ustrzec się od jego następstw. Nie trzeba myśleć, że oni mogą utrzymać raz zaprowadzony podział roli, póty przynajmniej, póki nie zajdzie wyraźna przeszkoda ze strony nieograniczonego pana, dziedzica. Dajmy na to, że nie ma zewnętrznej przeszkody, ależ to nie wszystko: trzeba by do tego jeszcze idealnej doskonałości. Zaiste, społeczeństwo nie związane prawami nie znajduje w materialnej niemożności rządzenia się tak, jak gdyby je miało, a jednakże taki wypadek liczy się do rzędu rzeczy niemożebnych ze  względu na ludzką ułomność. Nie zapominajmy o tym, że ci sami rolnicy, którzy by w interesie własnym zgodzili się, wszyscy bez wyjątku, na ustalenie wieczyste posiadania, będą na odwrót także w interesie własnym starali się wszelkimi siłami, każdy bez wyjątku, o naruszenie istniejącego podziału, ilekroć tylko widzieć będą w tym własną osobistą korzyść. Nie jest to dziwne: prawo bowiem ma dwie strony; z jednej jest rękojmią, z drugiej hamulcem; ludzie wzdychają do niego jako do rękojmi dla siebie samych, nie zaś jako do hamulca przeciwko sobie, i ci, którzy w interesie własnym pragną prawa, ci sami, dopóki go nie uzyskają i związani nim nie będą, dopuszczać się będą bezprawia. Gmina w ogóle pragnąca stałego posiadania ziemi, wzdychająca do prawa własności, musi ulegać samolubnemu dążeniu każdej rodziny, które to dążenie czyni podział ziemi zmiennym, to jest nie pozwala gminie nadania mu chwilowej przynajmniej trwałości.

 Może nam zarzucą: ale to właśnie tłumaczenie komunizmu, któremu zaprzeczasz, a który mimowolnie wyświecasz.

 Odpowiemy:

 Pozwalamy na jakiekolwiek określenie i rozumienie komunizmu, czy podług jego zwolenników dosyć się między sobą różniących, czy podług jego przeciwników niekoniecznie także zgadzających się na jego pojmowanie. Nie tylko o wyrażenia, ale nawet o najznaczniejsze odcienie się nie targujemy. Niech tam sobie będzie, czym kto chce, złem czy dobrem, groźbą czy nadzieją, w to nie wchodzimy; pozwalamy wybrać jakie tylko chcieć jego określenia, w jakimkolwiek duchu czynione, i użyć ich przeciwko nam, a śmiało utrzymujemy, że nie naruszą naszego twierdzenia, że pod żadnym względem nie można w niestałym posiadaniu ziemi przez moskiewskich włościan dopatrzyć się komunizmu. Jedynym zastrzeżeniem, którego nam trzeba, jest, ażeby na karb jego nie kłaść rzeczy wprost jemu przeciwnych, których zdrowy rozsądek nie tylko jego zwolenników, ale także największych jego przeciwników nie pozwala mu przypisywać.

 To czego się jedni spodziewają, czego wyglądają jak zbawiennej zorzy mającej zaświecić dla ludzkości i co usiłują sprowadzić – to zaś, czego na odwrót drudzy się lękają jak odwiecznych ziemskich ciemności, co chcą wszelkimi siłami odpierać jednym słowem komunizm, jest, podług rozumienia i pierwszych, i drugich, czymś takim, co mogłoby nastąpić po dzisiejszym porządku towarzyskim, opartym na własności. Oczywiście zaś ani przedmiotem nadziei jednych, ani obawy drugich nie jest stan pierwotny społeczeństwa, w którym jeszcze się nie wyrobiła własność, a po którym nastąpił dzisiejszy, ale jakiś tam nowy, nieznany, który ma albo też mógłby po nim dopiero nadejść. Zdaje się, że zwolennicy i przeciwnicy komunizmu na to jedno przynajmniej muszą się zgodzić ze stanowiska prostego zdrowego rozsądku. Komunizm albo jest niczym , a w takim razie nie ma co mówić o nim, albo jest przed nami, jeżeli nie koniecznością, to przynajmniej możebnością; ten zaś stosunek, który widzimy w moskiewskiej gminie poddanych, jest daleko za nami. Tylko w przeszłości możemy dopatrzyć się czegoś podobnego za pomocą dziejowych badań. Widzimy u włościan w Rosji taki sam, jak niegdyś wszędzie, brak rękojmi i zabezpieczenia, brak praw jednym słowem, z którego to braku wynikał stan nietrwałego posiadania ziemi, który to stan wyprzedzał ustanowienie własności, a przed nią nikł i, że tak powiemy, topniał, skoro tylko ona się stawała możebną, nie mogąc się oprzeć jej wyższemu wpływowi. Dosyć było własność obok niego postawić, aby go zwyciężyć; przewaga tej pierwszej tak wielką była, że nawet do walki przychodzić między nimi nie mogło. Takiemu to stanowi społeczeństwa nic wspólnego z komunizmem przyznać nie mogą ani ci, którzy się go lękają i przyznają mu przez to jakąś siłę, ani tym bardziej jeszcze ci, którzy pokładają w nim nadzieję.

 Oczywiście, że to, co widzimy w gminie rosyjskiej, nie jest dzisiejszą własnością, ale znowu czy wszystko, co nie jest dzisiejszą normalną własnością, ma być koniecznie komunizmem albo rewolucyjną utopią? Czy nie może być ich odwrotnym biegunem? Największe pomyłki mogą być popełnionymi, jeżeli będziemy brali za wszystko jedno wprost przeciwne wyrazy, np. jeżeli między innymi będziemy mieszać to, co daleko za nami, z tym, co tylko przed nami widzieć albo przypuścić można, jeżeli dochowana jakaś resztka przeszłości wśród nieoświeconego narodu wyda się nam ziarnem przyszłości.

 Z jakiejkolwiek innej strony poczniemy się przypatrywać owym włościańskim stosunkom, ujrzymy w nich tylko cechy wprost przeciwne komunizmowi ziemi, nie dozwalające przypuścić jego istnienia. Jakkolwiek można go rozmaicie pojmować w jego szczegółach, potrzeba jednakże w każdym razie wesprzeć go na tej zasadzie, że ziemia ma należeć do wszystkich. Jakże można było zapomnieć o tym, że w gminie moskiewskiej ziemia nie należy do nikogo, a należy do jednego będącego wysoko ponad gminą?

 Z założenia naszego, by nie wikłać przedmiotu rozprawianiem o samym komunizmie, wynika, że musimy się godzić na wszystkie przypuszczenia o nim, których nie chcemy zbijać, a nie potrzebujemy wyjaśniać. Podług jego przeciwników wprowadzenie jego gwałciłoby interes rolnika, pociągałoby za sobą przymus i niszczyłoby wolność. Dajmy więc na to, że tak jest; lecz o tym jednakże nie zapominajmy, że wszystkie przez niego zamierzone kiedykolwiek urządzenia, złe czy dobre, chybione czy trafne, miały zawsze za cel dobro wszystkich, a te urządzenia, które nas tu zajmują, mają za cel dobro jednego – pana ziemi i ludzi. Komunizm gruntowy może być nigdy nie wykonalnym, a może tylko nie został jeszcze wynalezionym, ale czymkolwiek jest, złem czy dobrem, próżną marą czy też możebnością, w każdym razie jest jednym z najśmielszych pomysłów demokracji, którego przejawów nie można szukać w stanie rzeczy, który jest najsilniejszym wyrażeniem stosunku arystokratycznego w najgorszym jego znaczeniu. Nie ma bowiem wątpliwości, że najzawziętsi stronnicy możnowładztwa w wykształconym dzisiejszym wieku jednomyślnie by je potępiali. Nowo wschodząca potęga ludowa, tak jak wszystkie jej poprzedniczki, może błądzić: nie tylko jej przeciwnikom, ale także jej zwolennikom się godzi obawiać jej usterek i wolno przypuszczać, że komunizm do ich rzędu należy, ale o tym zapominać nie trzeba, że nawet same błędy nowe nie mogą być podobnymi do dawnych. Komunizm, dziecię demokracji, choćby najbardziej miał dolegać społeczeństwu, nie może mieć nic wspólnego z poddaństwem.

 Gdyby utrzymywano, że to, co w Rosji widzimy, jest komunizmem zupełnie innego rodzaju, odrzeklibyśmy, że wyrazy do tego służą, aby wyobrażenia odróżniać, nie zaś do tego, aby wprost przeciwnie pod jedną nazwą ukrywać. Nie godzi się wprowadzać dwuznaczników, aby się za nimi chować z rozumowaniami pozornymi.

Gdyby mówiono: dawniej kiedyś tam istniał wszędzie komunizm ziemi w najrozleglejszym znaczeniu, kiedy nie była jeszcze niczyją własnością; dlaczegóż by chociaż cząstka jego nie mogła się w Rosji dochować – odrzeklibyśmy: mogło się coś z tego stanu pierwotnego niewłasności dochować, jakoż się i dochowało, jak się to okazywać będzie, ale komunizmu w nim nie było wcale i nie ma. Komunizm znaczy wspólna własność, nie zaś niczyja własność. Komunizm wiec nie był wcale możebnym, dopóki do tego nie przyszło, że ziemia mogła się stawać własnością, bo mu brakło po prostu przedmiotu. Cofanie jego do takich czasów jest rodzajem anachronizmu. Ziemia nie mogła być własnością wspólną, póki się poprzednio nie wylęgło i nie uprzedmiotowało wyobrażenie własności ziemi, którego kiedyś tam nie było, tak jak dziś nie ma wyobrażenia własności powietrza, światła itp. Jeżeli wreszcie powiedzą, że się komunizm objawia w swoich następstwach, «ponieważ nie ma biednych w Rosji, dlatego, że każdy moskal ma jakąś gminę i prawo do kawałka ziemi» i że to prawo stanowi jakby «zachętę do przychodzenia na świat», odpowiemy, że wydział roli uskuteczniony nie dla dobra obdzielonych nią wcale od ubóstwa nie chroni, lecz przeciwnie, że zmniejsza dostatek pracownika. Zaiste, że nie ma biednych w Rosji, jak ich nie ma w Ameryce, jak ich być nie może w żadnym kraju,  w którym wynagradzanie pracy jest ogromne, cena żywności mała, lecz to się dzieje pomimo, nie zaś z powodu stosunków włościańskich mianowanych bezzasadnie komunizmem, które są jedną z przyczyn, dla których kraj tak hojnie obdarzony nie przychodzi do swego normalnego bogactwa. Przyroda uczyniła tyle, że człowiek nie dał rady wszystkiego popsuć, ale tego dzieła zniszczenia nie godzi się wspak tłumaczyć i wynosić. – Zaiste, że ludność także, a szczególniej rolnicza, wzrasta w szybszym stosunku niż w jakimkolwiek europejskim państwie, lecz to dlatego, że przyroda ludowi temu dała mnóstwo ziemi żyznej, nie zaś dlatego, by on miał mądrze nią się dzielić. We wszystkich krajach rolniczych, nie obfitujących w ludność, dzieciństwo człowieka nie jest ciężarem, ale dobrodziejstwem; rodzina w miarę przybywania liczby dzieci staje się coraz bogatszą. W tym dostateczna zachęta do przychodzenia na świat, innych szukać nie trzeba. Pan von Haxthausen utrzymuje, że urzeczywistnienie rewolucyjnych teorii w Rosji  chroni ją od rewolucji, której Europa się lęka; my zaś utrzymujemy, że krajowi bogatemu do zbytku nie może zagrażać wstrząśnienie powodowane bądź to chęcią, bądź to istotną potrzebą zaradzenia nędzy, lecz przypominamy zarazem, że inne nad nim wisi niebezpieczeństwo z powodu innego zupełnie niedostatku. Jużci że w Rosji chłop syty nie będzie wołał tak jak proletariusz głodny: chleba, ale biada, jeżeli go nie uprzedzą, a dopuszczą do tego, żeby on sam po wolność sięgał, bo stąd wyniknie bezprzykładna w dziejach rewolucja i swoim ogromem, i swoim okrucieństwem. Zaprawdę niemożebnym są w Rosji socjaliści, Fourrierowie, Louis Blancowie i inni, ale dlatego, że tam właśnie jest pole dla Spartakusów i Pugaczowów.

Nie trzeba mówić, że zaradzonym jest temu, co się pojawiać nie mogło, boć przecie wiadomo, że socjalizm wywołanym bywa przez nędzę; nie trzeba mówić, że urzeczywistnionymi zostały jakiekolwiek utopie tam, gdzie grozi wstrząśnienie straszniejsze jak gdziekolwiek indziej z powodu braku najprostszych i wszędzie wprowadzonych praw. Nie dlatego dostatek panuje w Rosji, iżby tam miała istnieć latorośl socjalizmu, komunizm, lecz na odwrót, o socjalizmie nie może tam być wzmianki z powodu niesłychanego dostatku.

 

Lecz na odwrót moglibyśmy się zapytać: w czymże chcecie upatrywać komunizmu? Czy może w urzędowych kształtach? Ależ przecie gmina nie ma prawnego istnienia w dobrach prywatnych, do których największa część rolniczej ludności jest przydzieloną, a w dobrach zależących od rządu jest tylko udaniem, złudzeniem; jeżeli zaś w jednych i drugich obrazuje się istotna gmina, bez urzędowego istnienia, to dla łatwiejszego ponoszenia ciężkich dolegliwości, dla rozkładu wspólnych ciężarów, a komunizmu przedmiot jest zupełnie odmiennym i wprost przeciwnym, mianowicie zaś uczynienie dobra wspólnym i podział takowego.

Uczynimy w tym miejscu uwagę, że nie ma podobno  narodu, w którym by przy dobrej chęci nie można było w rzeczywistym jego życiu wykryć mniej  albo więcej, ale zawsze cóśkolwiek komunizmu. Nieźle jednak wiedzieć, a raczej przypomnieć sobie rzecz powszechnie wiadomą, że najwięcej go można znaleźć nie w ciemnych i cofniętych społeczeństwach, ale w oświeconych i naprzód posuniętych, bo w tych ostatnich wszystkie utopie rewolucyjne prędzej stają się możebnymi i prędzej się ziszczają w swoich wykonalnych szczegółach. Wolno jak chcieć każdemu oceniać wedle swego sumienia i dobroć wewnętrzną, i stosowność rzeczy postępu, pomiędzy którymi być mogą, nawet muszą, niektóre błędne, ale trzeba ich szukać z biegiem, nie zaś przeciwko biegowi ludzkości. Jeżeli koniecznie trzeba komunizmu dla powszechności europejskiej, czemu go nie brać tam, gdzie jest – pomiędzy nią samą gdziekolwiek? Komu, na przykład, obcą jest Szwajcaria. Komuż trudno byłoby okiem rzucić na jej urządzenia gminne? Porównanie ich zaś z rosyjskimi więcej może w tym przedmiocie nauczyć niż najdłuższe rozumowania.

Gmina szwajcarska posiada zazwyczaj swój własny majątek, którego dochodami rządzi. Co z nich zbywa od jej ogólnych wydatków, bywa dzielone między jej członków; mienie więc gminy jest mieniem zarówno każdego, nie oderwanym albo przenośnym znaczeniu, ale w najprostszym, ścisłym. To nie jest urojenie, którym się każą cieszyć gromadzie, przedstawiając jej na papierze pęknie zrównoważone liczby przychodu i rozchodu albo pokazując jej nietykalne mienie wspólne, w którym każdy ma udział w teorii, ale niekoniecznie w wykonaniu (w praktyce). Obywatel szwajcarski ma słuszniejsze powody wierzenia, ze majątek gminny także do niego należy, bo go nie używa platonicznie, ale rzeczywiście; gdyby miał jakąś wątpliwość w tym względzie, zaraz by ją zbiły wymowne dowody w postaci albo gotowych pieniędzy wpływających do jego kieszeni, albo też dochodu w naturze, np. drewna, siana itp. Nikt nie może takiego swego prawa odstąpić na korzyść osoby trzeciej, tak jakby zwyczajną własność, lecz każdy całkowicie je przekazuje każdemu po szczególe ze swoich następców. Wszyscy przychodzą na świat z równymi prawami do tego wspólnego majątku, a każdy jest posiadaczem dożywotnim stosunkowej jego części. Stan taki daje się uiszczać utopie rewolucyjne, tym bardziej, że rozdawnictwo dochodu odbywa się poniekąd stosownie do potrzeb, ponieważ gmina z obowiązku swego zaczyna od wpierania niedostatnich.

Gmina rosyjska znaczy wspólny ciężar, szwajcarska wspólne mienie; prawdziwie wspólne, bo przez każdego jej członka posiadane, chociaż nie prawem zwykłym naszej własności. Należeć do bogatej gminy jest taką samą korzyścią, jak mieć udział w przedsiębiorstwie, któremu się powodzi. Prawo chce, aby każdy był członkiem jakiejś gminy, lecz zarazem pozwala być członkiem kilku jednocześnie i przekazywać wszystkim swoim następcom prawo do wszystkich, co się często zdarza, a co jest w swoim rodzaju podobnym położeniem do posiadania kilku własności. Gdyby Moskal mógł nie należeć do żadnej, jakżeby rad był temu, bo nie interes go do niej ciągnie, ale potrzeba zmusza albo przymus napędza. Nienależenie do żadnej jest przywilejem, którego używają tylko wyższe stany nie podlegające obowiązkom spadającym na lud prosty, który, celem łatwiejszego wyduszenia z niego takowych, został podzielonym na urzędowe gminy, a wtenczas tylko do ich nie należy, kiedy jest prywatną własnością, tj. kiedy ma dziedzica, który odpowiada za wszystkie ciężary. Gminy są środkiem rządu przeciwko ludowi, który do nich jest niejako przykutym; nikt bowiem nie może się od żadnej z nich uwolnić celem przejścia do innej lub też do innego stanu, nie otrzymawszy od niej na to przyzwolenia. Przyczyna tego bardzo pojętna, gminie bowiem z ubyciem jednego członka nic nie ubywa ogólnego ciężaru; tyleż musi dostarczyć żołnierzy Carowi, tyleż pieniędzy skarbowi, tyleż powinności odbyć drogowych i innych, nawet tyleż daniny niby to tajemnej urzędnikom złożyć.

Tam szukać komunizmu, gdzie powszechnie istnieje niewątpliwy majątek wspólny, nie zaś tam, gdzie go wcale nie ma lub gdzie przynajmniej jest nadzwyczaj rzadkim wyjątkiem. Nie idzie o to wcale w tym miejscu, jak wielkimi bywaj te majątki wspólne w Szwajcarii, dosyć, że w nich wyraża się zasada, której podciąganie pod komunizm nie miałoby przynajmniej nic rażącego.

Najnowsze artykuły

Literatura a życie polskie

Stefan Żeromski

Data dodania: 2017-11-27

Kongres Wiedeński

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27

Skarbiec Historii Polski - przedmowa

Karol Sienkiewicz

Data dodania: 2017-11-27