Artykuł
Czym dla Polski sojusz z rewolucją moskiewską a czym z radykalizmem europejskim
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
- Czym dla Polski sojusz z rewolucją moskiewską a czym sojusz z radykalizmem europejskim

 

Zawsze wiedzieć trzeba, czego się chce i do czego się dąży, a kto jeno ma myśl czerstwą i męską wolę, nie może podobać sobie w ciemnościach. Nie dość na tym, człowiek zupełny powoduje się sercem, to oczywiste, słucha jednak rozumu i nigdy uczuciowości, ani marnych wymysłów wyobraźni własnej, nie stawia w miejsce prawdy, doświadczenia i obowiązku. Wszystko to są rzeczy utarte, więcej powiemy: pospolite, i nie przypominalibyśmy ich tak często, gdyby nie przeświadczenie, że nastały znowu czasy, w których najprostsze i najniezawodniejsze pojęcia popadły jakoby w niełaskę i rzadkich jeno liczą zwolenników. Dziś zamęt zdań ogromny i praktyka osobliwa. Tam, gdzie należy rozpatrywać, rozbierać i obliczać, ludzie odwracają oczy i uwagę, a gdzie trzeba prostego i zdrowego uczucia, że nie powiemy: instynktu, zapuszczają się w najwytworniejsze sofizmaty. Prąd jest silny, gwałtowny, trudno naprzeciw niemu skutecznego coś uczynić; my przecież wedle tego, jak postępowaliśmy zawsze, chcemy i teraz wypowiedzieć słowo ostrzeżenia i jeśli się da (niestety, u nas o to najtrudniej), wywołać uczciwą dyskusję. O dobro wspólne tu chodzi, o dobro publiczne i w takim razie każde zdanie z przekonania idące, u ludzi sumiennych, choćby byli jak najmocniej uprzedzeni, posłuchanie znaleźć powinno.

Wszyscy Polacy ufają w słuszność sprawy narodowej, wszyscy oczekują jej ostatecznego zwycięstwa, nie wszyscy jednak w ten sam sposób środki i ich możebną doniosłość, dalej, położenie obecne świata i konieczną zależność rzeczy polskich od polityki europejskiej rozumieją.

Dla nas nadzieje polskie, a więc i obowiązki polskie, mieszczą się przede wszystkim w zakresie robót organicznych. My sile moralnej więcej ufamy niźli wytężeniom fizycznym, które, jeśli często a bezskutecznie powtarzane, osłabiają niezmiernie organizm narodowy i przyszłość narażają. Niezwyciężonymi czynią nas jedynie tradycja religijna, obyczajowa i historyczna, oświata, zamożność, a także poważna dojrzałość ducha publicznego. Zapewne i my przewidujemy w przyszłości chwilę, w której może będzie trzeba wysilenia zbrojnego; wszelako to wysilenie naonczas tylko możliwe, kiedy kraj spotężnieje moralnie, tak, że zewnętrzny nacisk sam się niejako rozpryśnie, kiedy rozkład społeczny dotknie nieprzyjaciół naszych albo kiedy nastaną pomyślne okoliczności i polityka zagraniczna pomocy skutecznej udzieli.

W Polsce nie brak przywiązania do sprawy, nie brak zapału; brak cierpliwości i wytrwałości w pracy. Po każdym wstrząśnieniu przychodzi zastanowienie się i wtedy mądrzy wobec szkody, wszyscy prawie, rzucamy się do usiłowań organicznego kierunku. Czas jakiś idzie dobrze, siła dynamiczna kraju wzmaga się i zmusza do ustępstw, do kompromisów (szczerych lub nieszczerych, mniejsza o to) nawet zawzięcie nieprzychylną władzę obcą; nagle, na hasło z boku lub skoro byle jaki ognik błędny zaświeci, zapalają się wyobraźnie, ochota do wytrwałych mozołów upada, stygnie poczucie obowiązku, to, co rozumiano i ceniono, co było w poszanowaniu, odrzucone zostaje niby cacko, które się już sprzykrzyło, i znowu – mimo ostrzeżeń przeszłości, mimo oczywistych przeszkód i niepodobieństw – wszystko, co żwawsze w narodzie, wraca z uniesieniem do środków mechanicznych, do sprzysiężeń, do fatalnych porozumień z rewolucją zagraniczną tudzież do przygotowań mogących pociągnąć dalej nad zamiar większą liczbę i wybuch nieuchronnym, ba, nawet zależnym od woli nieprzyjaciół uczynić. Co najgorsza, to to, że ludzie roztropni, ludzie zdolni zastanawiać się, ustępują; że ci, co ruszali ramionami na niedorzeczne i tyle dla nas zgubne wyrazy: „jakoś się to zrobi”, dają się wciągać w prostą szulerkę polityczną; że trzeźwi wprzódy, doświadczeni, od razu zaczynają przyjmować za rzeczywistość najdowolniejsze przypuszczenia i urojenia, i że wytrawni a dojrzali powoli zniżają się do potakiwania już nie gorącości ducha, jeno rozumowaniom młodzieży. Słychać mówiących coraz głośniej: „nie pojmuję, co się dzieje, ale zaczynam wierzyć, że nam młodzi odzyskają ojczyznę”, albo: „tu nie ma co zastanawiać się; źle, jeśli kto nie czuje, że nadchodzi dzień zmiłowania Bożego”. Nas te wszystkie oznaki przerażają. Wiemy, co się dzieje, kiedy mistycyzm polityczny, wygodny środek dla chłodnych machinatorów, zajmie miejsce czerstwej ufności w Bogu i surowego obowiązku, kiedy podniesienie wyobraźni zastąpi męską siłę myśli, a niecierpliwa rzutkość drogę wytrwałej pracy zagrodzi; że zaś nauczeni jesteśmy doświadczeniem smutnym, bardzo smutnym, obawiamy się zwykłych, możemy powiedzieć: nieuniknionych, następstw takiego stanu rzeczy. Istotną siłę dzisiejszą kraju łatwo zrujnować; owoż pamiętać należy, że lew i za kratami jest lwem, tylko że wielka różnica między lwem czekającym w poczuciu, że wiele może, a lwem rzucającym się ciągle na żelazne zapory, krwawiącym się bezustannie i wycieńczonym wprzód, nim nadejdzie pora wyzwolenia.

Wielorakie niebezpieczeństwa czernieją na horyzoncie naszym, niebezpieczeństwa religijne, towarzyskie, polityczne. My dziś o dwóch mówić chcemy: o niebezpieczeństwie sojuszu z rewolucją moskiewską i o niebezpieczeństwie wiązania się z radykalizmem europejskim; bo nam się te dwa najgroźniejszymi w chwili obecnej wydają.

Słyszymy powtarzających ciągle, że rewolucja w Rosji dojrzewa, że bliska wybuchu i że trzeba się z nią porozumieć, trzeba uczynić przymierze. Nam dziko brzmią mowy takie, my podobne pojęcia uważamy za zdradę przeciw cywilizacji zachodu, przeciw Kościołowi katolickiemu i przeciw dziejowej tradycji starej Polski. Polska bądź co bądź wyobrażała prawdę religijną, oświatę, swobodę, czystość pojęć i środków, a Rosja przedstawiała i przedstawia pychę i chytrość buntu bizantyjskiego, nicość moralną i umysłową, przymus, niewolę, podstęp i wszelką nikczemność sposobów. Światło i ciemność nie mogą zbratać się ze sobą; albo światło zwycięży, albo ciemność ogarnie wszystko. I my mamy się brać za ręce z Moskalami, my, rodacy świętego Kazimierza[1], świętego Stanisława[2] i błogosławionego Józefata[3], rodacy Zawiszów Czarnych[4], Żółkiewskich[5], Sobieskich[6], i to jeszcze z rewolucjonistami moskiewskimi? Zaprawdę, wszelki radykalizm zły i niebezpieczny, wszakże najgorszy i najniebezpieczniejszy – radykalizm rosyjski.

W radykalizmie europejskim tkwią jeszcze jakieś pierwiastki chrześcijańskie, które bezwzględni przeobraziciele, jak na przykład Proudhon[7], Stirner[8], Bruno Bauer[9] i inni podobni, przesądami mienią; w radykalizmie europejskim pełno niekonsekwencji uczuciowej i zawsze więcej namiętności niż obrachowania, szału niż zwierzęcego okrucieństwa. Przeciwnie u radykalistów Moskali, tam na spodzie nienawiść naga, chłodna i zwierzęca, nienawiść nie miarkowana żadnymi względami, nie powstrzymana żadnym poruszeniem serca. U Moskali starej szkoły napotyka się i dobroduszność słowiańską, i pobożność gorącą acz zabobonną, i współczucie dla nieszczęścia, i litość, i uczynki miłosierne; u radykalistów moskiewskich wszystko się do wymagań nieubłaganego systematu stosuje. Otchłań to nieskończona, którą jeno bliższa znajomość historii rosyjskiej rozświecić może. Jedna Moskwa była w stanie wydać Iwana Groźnego[10] i Pugaczowa[11].

Nawet uczucia narodowego nie znają moskiewscy radykaliści. Nigdy Polak nie będzie systematycznie nędz swoich współbraci i kraju swojego odkrywał. Podniesie skargę w chwili rozdrażnienia, potem pożałuje popędliwości swojej i odstąpi. Rosjanin wykształcony, czy radykalista czy nie, ale szczególniej radykalista, czuje osobliwe zadowolenie, gdy mu przychodzi odkrywać rany ojczyzny swojej i gniazdo swoje kalać.

Polacy w zbliżeniu z Rosjanami stracić jeno mogą. Niestety, powiedzmy sobie, już wiele stracili. Z jakiegoż to natchnienia idą u nas morderstwa polityczne, gdzie źródło tej żelaznej, ale srogiej logiki rewolucyjnej, objawiającej się czynami, na jakie wzdrygała się zawsze stara zacność polska i chrześcijański zmysł narodu? Wszystkiego tego nauczyli się rodacy nasi od Moskali. Mistrzami byli tu ci, co kazali zapalać pożary petersburskie i co pisali w odezwach: „chwyć za topór i zabijaj”.

W podwójny, a zawsze przymusowy, o ile idzie o nieszczęśliwych ziomków naszych, sposób zetknęli się i stykają Polacy z Moskalami. Jednych nieubłagana srogość rządu posyła ciągle na Sybir i w głąb Rosji, drudzy służą w wojsku rosyjskim, urzędują w biurach rosyjskich lub słuchają nauk na rosyjskich uniwersytetach. Tamci idą na wygnanie, często w usposobieniu religijnym, niekiedy wytrawieni przeciwnością i dojrzewający nieszczęściem, zawsze uzbrojeni tarczą serdecznego patriotyzmu. Ci wynoszą z sobą albo wyrabiają w sobie ujemne jedynie uczucia: nienawiść dla ciemięzców i chęć odwetu. Stąd dwa nowe żywioły w społeczeństwie polskim: żywioł sybirski, starszy, poważny, wytrawny, głęboko uczuciowy, trochę zbyt mistyczny, ale uderzająco szlachetny – i żywioł młodszy, bardziej ruchliwy, energiczniejszy, wojskowy lub cywilny, nachylający się ku mniemaniom, że zręczność i hart wszystkim, że moralność konwencją a religia przesądem, i że przyszła epoka odnowienia świata drogą burzenia i krwawego przymusu. Niektórzy w tym kierunku dochodzą do postawienia ekonomii politycznej w miejsce chrześcijaństwa i do ubóstwienia interesu, większa jednak część pozostaje w obrębach szlachetniejszego ideału. Nie przeczymy, iż u wychowanków polskich rosyjskiej szkoły wyrobiło się wiele przymiotów nieznanych dawniej Polakom, że mają oni więcej hartu, konsekwencji, niezłomnej wytrwałości; wszelako to, co przynoszą, jest w każdym razie bardzo niebezpieczne dla Polski. Sybiracy dodają moralnej siły w kierunku historycznej myśli narodu; tamci drudzy przeciwnie, odzierają życie z tradycji i ze świadomością albo nieświadomie przysposabiają ruinę wszystkiego, co nam najdroższe, na korzyść jakiejś ogólnej humanitarnej idei.

Co się tyczy właściwego politycznego przymierza z rewolucją rosyjską, w każdym razie wyszłoby ono na niekorzyść ojczyzny naszej. W dzisiejszym położeniu rzeczy Polacy mogliby jedynie być wzięci za narzędzie, za karczowników. Daleko roztropniej czekać, aż rozkład społeczny w Rosji posunie się dalej, osłabi jej organizm i porę sposobną nastręczy. Po co zawsze wyprzedzać wypadki wyobraźnią i czynem i przez tę niespokojną skwapliwość narażać kraj na ciężkie, często niepowetowane straty i na wycieńczenie?

Niektórzy z marzących o zemście już nie po długich wiekach, jak w Irydionie, ale prędko, natychmiast prawie, jak u Wallenroda, mówią rzeczy przypominające słowa Almanzora:

Pocałowaniem wszczepiłem w duszę

Jad, co was będzie pożerał,

Patrzcie ach patrzcie na me katusze,

Wy tak musicie umierać.

Najsamprzód, to mówił Muzułmanin, a my jesteśmy dzieci narodu chrześcijańskiego, co sprowadzał zawsze błogosławieństwa na sąsiadów swoich i tylko tymi samymi podnieść się mógł czynnikami, za pomocą których w pełni istnienia swego żył i działał; a po wtóre, przecież my wcale nie chcemy umierać jak Almanzor, ginąć, byle by tylko zemstę zaspokoić. Wiele jadowitych stworzeń marnieje po ukąszeniu; to nie nasze przeznaczenie, nie nasza z wolnego i oświeconego wyboru dola.

O zgubnych następstwach bliskiego związku z radykalizmem europejskim mówiliśmy nieraz. Radykalizm ten świadomie lub nieświadomie dąży do zniweczenia wszystkiego, co istnieje, aby na ruinach wznieść nowy, wielki organizm. Radykaliści ufają, że mogą porządkować i budować; my przekonani jesteśmy, że tkwią w błędzie i że chcąc nie stopniowych przemian i godziwych ulepszeń, co słuszne, jeno całkowitego przewrotu, gotują, w przypuszczeniu, że się im powiedzie, zgubę europejskiemu społeczeństwu. Kościół nie zginie, Kościół z oświatą, w ślad za nim idącą i potrzebującą od niego soków żywotnych, przeniesie się gdzie indziej i może w podobnym razie Ameryka się przed nim otworzy; ale towarzystwo europejskie znikczemnieje i upadnie w zapasach anarchii z despotyzmem. I niech nikt nie twierdzi, że w radykalizmie są odcienie i stopnie; twierdzenie takie dowodzi jeno zaślepienia lub dobrodusznej chęci zaspokojenia siebie i drugich. Obszerną jest niwa radykalizmu a pochyłą, i bądź co bądź Garibaldiego[12] i Wiktora Hugo[13] ciągną Mazzini[14]Ledru-Rollin[15], tych trzymają socjaliści, a na samym dnie znajdują się, potężni bezwzględnością swoją, skrajni hegliści[16] i Proudhon. Nie dość na tym, wszystko tam powiązane jest w jeden organizm wolnomularski i węglarski, którego środek ciężkości dziś jeszcze jest blisko wierzchołka góry, ale jednak powoli stacza się ku przepaści. Otóż Polacy w tej sferze albo się czują obcymi i opuszczają ją co prędzej, albo się psują do gruntu. Najpiękniejsze strony duszy polskiej: wiara, przywiązanie do narodowości, cześć dla tradycji historycznej i starego obyczaju, uważane są przez radykalistów za zabobony, których czasem używają jako środka, ale których niebawem chcą się pozbyć na zawsze. W tej mierze wszystko jasno i oczywiście uderza i mniemamy, że obszerniejszy wykład byłby zbyteczny dla takich, którzy mają uszy do słuchania i dobrą wolę ku zrozumieniu prawdy. Rzeczywiście sojusz z rewolucją, czyli inaczej mówiąc z radykalizmem, zamieszanie tylko, rozdwojenie i zepsucie do ducha polskiego wprowadzić może. Sojusz podobny jest zarazem niepolityczny, bo zraża i odstręcza te wszystkie żywioły, potężne istotnie, które połączone są z nami najsilniejszymi węzłami, bo węzłami wiary, historycznych wspomnień i oświaty wspólnej.

Od radykalistów europejskich wiele już rzeczy, i to rzeczy niedobrych, pożyczono sobie u nas. Nie wspomnimy o niedowiarstwie, luźności pojęć co do obyczajów, o wstręcie do wszelkiej reguły, o skwapliwości do byle jakiej opozycji i o lekceważeniu wszelkiej władzy jako władzy, bo te wszystkie rzeczy zajmowały nas już wielokrotnie i jeszcze pewnie wrócimy do nich nieraz. Obecnie na niektóre tylko, niekoniecznie nowe, ale wybitniejsze w czasie naszym, złe lub błędne usposobienia nacisk położymy.

Uważaliśmy już od dawna i wspominaliśmy to kiedyś, że ci, którzy najmocniej (a mieliby słuszność, gdyby tak było) zarzucają Jezuitom hołdowanie maksymie „cel uświęca środki”, sami teraz rozgrzeszają wszystko, pozwalają na wszystko i użyliby wszystkiego, skoro idzie o domniemaną korzyść sprawy narodowej. My gorąco pragniemy, aby w sumienie narodowe wkorzenił się niezawodny i bezpieczny pewnik, że i największy cel nie „odwszetecznia podłych dróg”, jak pięknie mówi poeta[17], i dlatego bolejemy nad rozbratem, który spostrzegamy u nas między szlachetnym często uniesieniem i gorliwą, zdolną do poświęceń ochotą, a wiernością dla prawd nigdy, nigdzie i dla żadnej rzeczy nie ulegających i nie mogących ulec zmianie.

Idźmy dalej. W naszym nieszczęśliwym położeniu powinni byśmy, nie poświęcając zasad, mieć wiele wymiarkowania jedni dla drugich, powinni byśmy naśladować rozrzucone po świecie dzieci Izraela; tymczasem między nami dzieje się inaczej, zwłaszcza od strony wyznającej opinie skrajne. Polacy mówią dużo o tolerancji, a zwykle nie rozumieją, co to jest tolerancja, i z samegoż błędnego stawiania kwestii ucisk, przymus i rozdwojenie wyprowadzają. Tolerancję, w uczciwym wyrazu tego znaczeniu, mieć może ten jedynie, który żywi w sobie głębokie przekonanie i dla miłości bliźniego powściąga się czy w postępowaniu, czy nawet w objawianiu myśli swojej. Obojętny nie toleruje, tylko nie dba. Owóż póki umysły i serca polskie były silnie i wyłącznie prawie zaprzątnięte kwestiami religijnymi, godziło się o tolerancji religijnej mówić, zalecać tolerancję religijną. Dziś można tylko zalecać tolerancję polityczną, dlatego, że dziś wszystkie namiętności i prawie całe zajęcie umysłowe przeniosły się na pole polityczne. Kto obecnie o tolerancji religijnej rozprawia, nietolerancję zarzuca, tolerancją się popisuje, pokazuje, że jest człowiekiem słabych lub zgoła żadnych przekonań religijnych i że wymaga od drugich, aby już nie rozerwania unikali, jeno ustępowali z przekonań swoich. W polityce, u ludzi, których nie dzielą wprost przeciwne sobie pojęcia, tolerancja bardzo jest potrzebna; tymczasem w polityce nie ma tolerancji, ponieważ radykalizm nie wyrzekający się ani religii ani narodowości, a zatem nie ujemny i tylko posługujący się zdaniami i środkami ujemnego radykalizmu europejskiego, nie rozumie innego sposobu, jak terroryzm.

Innym fatalnym objawem jest dziwne u wielu przekonanie, iż młodzież najlepiej rozumie sprawę narodową, iż ona nią najlepiej pokierować zdolna. Że młodzież sama tuszy dobrze o sobie, to rzecz naturalna, tak było od początku świata; ale że starsi, wbrew mądrości narodów i doświadczeniom historii, powtarzają niebaczne obietnice i niebaczne słowa Ody do młodości, albo śpiewają w kościołach: „wspieraj zamiary szlachetnej młodzieży”, to przechodzi wszelkie pojęcie, to każdego głębiej rzeczy biorącego ciężko trapi.

Jesteśmy chrześcijanami, wierzymy, że w księgach Starego i Nowego Zakonu tkwi natchnienie Ducha Świętego; patrzmy, co Pismo święte trzyma o radzie od młodych. W I Księdze Królewskiej (XII, 13-15) czytamy: „Odpowiedział król ludowi srogo, opuściwszy radę starszych, którą mu byli dali, i mówił do nich według rady młodzieńców [...] bo się był Pan odwrócił od niego”. W II znowu Księdze Kronik (X, 8.10.14) znajdujemy, co następuje: „Opuścił radę starszych, a z młodymi zaczął radę. I mówił do nich [...] a oni odpowiedzieli jako młodzieńcy [...] I król opuścił radę starszych i uczynił wedle woli młodzieńczej”. W obu razach nastąpiły klęski. A nie tylko Pismo święte, ale wszyscy mędrcy, historycy, moraliści przestrzegają przed radami i zamiarami, które od młodych, niedoświadczonych pochodzą. Skądże nam mniemanie, że się bieg przyrodzony świata odmienił?

I to nas kłopoce, że się już w Polsce nauczono w piemonckiej szkole używać systematycznych kłamstw, aby działać na opinię publiczną w kraju i zagranicą. Broń to zatruta i zawsze się w ręku złamie.

Wskazujemy raczej niźli zgłębiamy; dziś nie czas na obszerne wywody.

Na zakończenie jedna uwaga dla tych, co pracują w kierunku organicznym. Ich położenie najcięższe i najtrudniejsze; mozolą się, trwają przy robocie, nagle przychodzi zawierucha i obala wszystko, co wypracowali. Nie dość na tym, nie dla nich wziętość i chwała ziemska, nie dla nich zaufanie współziomków. Całą zasługę patriotyzmu gorącego przypisują sobie i za swój przywilej wyłączny uważają ci, co się trzymają kolei tajnych związków i mechanicznych wysileń. Niechaj to wszystko nie zraża ludzi obowiązku. Ich dolę ciężką, to prawda, co chwila trzeba na nowo rozpoczynać; ale ich zasługa wysoka. Jeżeli nie mają bezinteresowności opartej na rzeczywistej chrześcijańskiej podstawie, jeśli szukają siebie, sukcesu lub głośnego uznania, nie są dobrymi sługami ojczyzny.

My w każdym razie chcemy się jeszcze spodziewać, że u nas ludzi istotnego poświęcenia, ludzi z odwagą cywilną nie brak i że się im uda niebezpieczeństwa już czerniejące na horyzoncie oddalić.

 



[1] Św. Kazimierz Jagiellończyk (1458-1484), syn Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, patron Polski i Litwy.

[2] Por. przypis 22 w tekście Rozprawa z ojcem Gagarinem.

[3] Por. przypis 19 w tekście Rozprawa z ojcem Gagarinem.

[4] Zawisza Czarny z Garbowa herbu Sulima (ok. 1380-1428), rycerz, uczestnik wojen z Turkami i Zakonem Krzyżackim.

[5] Stanisław Żółkiewski (1547 lub 1550?-1620), hetman wielki koronny, kanclerz wielki koronny; walczył z Moskwą, Szwecją, Turcją i Tatarami; poległ w bitwie pod Cecorą.

[6] Jan III Sobieski (1629-1696), od 1668 hetman wielki koronny, król Polski od 1674. Dowodził wojskami polskimi pod Podhajcami (1667) i Chocimiem (1673 r.). W marcu 1683 zawarł przymierze z cesarzem Leopoldem I, zwrócone przeciw Turcji; wywiązując się ze swych traktatowych zobowiązań, na czele armii udał się na odsiecz Wiedniowi.

[7] Pierre Joseph Proudhon (1809-1865), francuski myśliciel polityczny, ekonomista, dziennikarz; przedstawiciel socjalizmu reformistycznego, postulował zniesienie pieniądza, klas społecznych i zastąpienie państwa przez federację gmin wytwórców.

[8] Max Stirner (właśc. Caspar Johann Schmidt, 1806-1856), główny teoretyk anarchoindywidualizmu, autor książki Jedyny i jego własność.

[9] Bruno Bauer (1809-1882), niemiecki teolog, filozof i historyk; przedstawiciel lewicy heglowskiej, negował autentyczność Ewangelii i historyczność Jezusa.

[10] Iwan IV Groźny (1530-1584), wielki książę moskiewski (1553-1547), koronowany na cara (1547), słynący z terroru („opricznina”), a zarazem sprawny wódz i administrator kraju.

[11] Jemieljan Iwanowicz Pugaczow (1740 lub 1742-1775), przywódca powstania chłopskiego w Rosji 1773-1775 (tzw. wielkiej wojny chłopskiej); wywodził się z dońskich Kozaków, brał udział w wojnie siedmioletniej (1756-1763) i rosyjsko-tureckiej (1768-1770).

[12] Por. przypis 4 w tekście Dwa bałwochwalstwa

[13] Victor Marie Hugo (1802-1885), francuski pisarz, poeta, dramaturg i polityk, uznawany za najważniejszego przedstawiciela literatury francuskiego romantyzmu. Autor takich powieści jak Dzwonnik z Notre Dame czy Nędznicy.

[14] Por. przypis 3 w tekście Dwa bałwochwalstwa…

[15] Alexandre Auguste Ledru-Rollin (1807-1874), polityk francuski, prawnik; obrońca w procesach politycznych, przywódca opozycji za monarchii lipcowej, od 1841 deputowany; 1848 w rewolucji lutowej minister spraw wewnętrznych Rządu Tymczasowego; przeciwnik Ludwika Napoleona; jako członek Radykalnych Republikanów występował w Zgromadzeniu Narodowym o powszechne prawo wyborcze.

[16] Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770-1831), niemiecki filozof, twórca idealistycznego systemu obejmującego logikę, filozofię przyrody i filozofię ducha; zakładał, że rzeczywistość kształtuje się wg jednej, dialektycznie rozwijającej się idei, stanowiąc proces realizowania się absolutu. Za życia uważany za największego myśliciela swych czasów, zdobył wielu uczniów i wywarł ogromny wpływ na filozofię dziewiętnastowieczną, stając się inspiracją m.in. dla Karola Marksa.

[17] Zygmunt Krasiński, Psalm miłości, [w:] Psalmy przyszłości.

Najnowsze artykuły

Myśl polityczna u progu Wielkiej Wojny (wywiad)

Andrzej Chwalba

Data dodania: 2017-05-16

Szukałem w źródłach innej Polski (wywiad)

Krzysztof Kawalec

Data dodania: 2017-04-05

Fascynujący wiek XIX i pokusy historii najbliższej (wywiad)

Tomasz Gąsowski

Data dodania: 2017-04-05