Artykuł
Polska państwem rewizjonistycznym. Koncepcje geopolityczne Adolfa Bocheńskiego
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

 

Wielka erudycja historyczna, doskonała znajomość kilku języków obcych i studia w paryskiej Szkole Nauk Politycznych ukończone ze złotym medalem czyniły Adolfa Bocheńskiego świetnym kandydatem do kariery dyplomatycznej. Według Jerzego Giedroycia Bocheński miał o niej marzyć i dlatego w roku 1936 z polecenia naczelnego „Polityki” wyjechał na praktykę konsularną do Pragi czeskiej[1]. Już pierwsze kroki w dyplomacji ukończyły się jednak niepowodzeniem. Absolwent Science Po okazał się zbyt samodzielnym praktykantem. Jego publiczna krytyka działań rządu, konkretnie tego, że zmuszono Wincentego Witosa do udania się na emigrację polityczną, spotkała się z negatywną reakcją konsula[2].

W okresie późniejszym Bocheński jeszcze dwukrotnie wyjeżdżał za granicę jako oficjalny stypendysta MSZ. Pisali o tym w swoich wspomnieniach Jan Meysztowicz i Wojciech Wasiutyński. Ten ostatni opisuje wspólny wyjazd na MSZ-owski dziennikarski staż w Lidze Narodów, gdzie znów „prorządowy” konserwatysta przysparza administracji dyplomatycznej więcej kłopotów, niż endecki opozycjonista Wojciech Wasiutyński[3]. Indywidualizm Bocheńskiego kłócił się z koniecznością podporządkowania rygorom służby dyplomatycznej. Być może właśnie rodzaj niespełnienia leżał u źródeł świetnej publicystyki międzynarodowej jego autorstwa.

Pierwsze publikacje autora Ustroju a racji stanu na ten temat ukazują się w latach 1933-1935. Jest to czas wyraźnego wzrostu znaczenia politycznego Polski na arenie międzynarodowej i okres istotnych działań podejmowanych przez ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, wyznaczonego do tej roli przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Beck usiłował prowadzić politykę zbliżenia z sąsiadami, a zwłaszcza z Niemcami, nawet kosztem relacji z zachodnimi sprzymierzeńcami. W lipcu 1932 roku Polska podpisała pakt o nieagresji z ZSRR, a dwa lata później pakt z Niemcami, który oddalał niebezpieczeństwo grożące od strony zachodniego sąsiada. Bocheński wysoko oceniał politykę Becka, widząc w niej przede wszystkim walor samodzielności, wyrażający się między innymi w nieuleganiu naciskom Francji[4]. Wysunął tezę, że dzięki polityce ostatniego ministra spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej Polska uzyskała wyższy stopień niepodległości – przez co rozumiał praktyczną niezależność od czynników zewnętrznych, a co za tym idzie większy prestiż na arenie międzynarodowej. Dobra koniunktura polityczna stanowiła rezultat antagonizmu niemiecko-radzieckiego, który otworzył „najświetniejszy okres w pałacu bruehlowskim” – ministerium Becka[5].

W latach tych Adolf Bocheński poddawał krytycznej analizie „wielkie iluzje” polityki polskiej, które wydawały mu się najbardziej groźne dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Jego artykuły stanowiły w wysokim stopniu krytykę koncepcji wypracowanych przez Narodową Demokrację. W pierwszym rzędzie chodziło o znaczenie wielostronnych umów międzynarodowych dla bezpieczeństwa Polski, ze szczególnym uwzględnieniem znaczenia traktatów z Locarno. W artykule Dlaczego nie chcemy bronić Locarna autor wskazywał na słabość gwarancji lokarneńskich i rzeczywiste nastawienie polityki francuskiej[6]. Bocheński decydował się burzyć jeden z kanonów polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej Polskiej, jakim była wiara w moc gwarancji francuskich i siły III Republiki na arenie europejskiej. W jego opinii Francja była krajem do tego stopnia przeżartym „ideologią pacyfistyczną”[7], że użycie sił wojskowych wchodziło w rachubę tylko w razie fizycznej agresji na jej terytorium. Konkludując, pisał:

 

„Opinia polska musi nareszcie zdać sobie sprawę, że nie możemy liczyć w przyszłości na bagnety i karabiny maszynowe francuskie czy angielskie, a jedynie na własne wojsko. Jedynie własna samodzielna polityka może sprowadzić przedłużenie błogosławionego dla nas antagonizmu niemiecko - rosyjskiego. Jedynie własna polityka może nas uchronić od wiązania się z organizacjami politycznymi, które w chwili niebezpieczeństwa nie przyjdą nam z pomocą”[8].

 

Bocheński był kulturowym frankofilem; Józef Czapski wspomina go recytującego wiersze Baudelaire’a[9], przyjaciele ze studiów pisali o znakomitej znajomości języka Moliera[10]. „Francja jest wielkim krajem, reprezentantem wielkiej i wspaniałej, najwspanialszej dziś w Europie kultury” – pisał w jednym z tekstów, wyrażając sąd i uczucia, które dominowały wśród wykształconej części społeczeństwa[11]. Dominowało także przekonanie, że sojusz z Francją jest podstawą bezpieczeństwa narodowego Polski. Linię tę najwyraźniej prezentowała Narodowa Demokracja i Front Morges z Władysławem Sikorskim i Ignacym Paderewskim na czele. Adolf Bocheński uważał to stanowisko za produkt ideologizacji polityki zagranicznej, która przecenia sympatie historyczne[12].

W pasjonujących fragmentach Między Niemcami a Rosją autor dowodził istnienia nieuchronnej sprzeczności między interesem Rzeczypospolitej a polityką Paryża. Poddawał analizie stosunki polsko-francuskie na przestrzeni ostatnich trzech stuleci, charakteryzujące się tym, że Francja, poszukując najsilniejszego partnera do zrównoważenia zagrożenia ze strony Niemiec, dokonywała wyboru na rzecz Szwecji i Rosji kosztem Polski:

 

„Od szeregu wieków Francja jest zagrożona od wschodu. Bądź to obrona Francji od strony Renu, bądź to jej agresja w tym kierunku wymagały poszukiwania sprzymierzeńców przeciw Niemcom. Polska przez swe położenie geograficzne była często możliwym sprzymierzeńcem. Ale francuska racja stanu nakazywała poszukiwać nie tylko sprzymierzeńca, ale także sprzymierzeńca możliwie najpotężniejszego i jego interesom poświęcać aliantów mniej wartościowych. Otóż Polska w ciągu dziejów była bardzo rzadko tym możliwie najpotężniejszym sprzymierzeńcem. Co więcej, była prawie zawsze w zatargach z tymi cennymi, potężniejszymi sprzymierzeńcami, których poszukiwała Francja”[13].

 

Pacyfizm i poszukiwanie przez Francję najsilniejszego partnera na wschodzie kosztem Rzeczypospolitej obniżały realne znaczenie sojuszu polsko-francuskiego. W opinii Adolfa Bocheńskiego Polska mogła liczyć na dyplomatyczne poparcie w razie konfliktu z Niemcami i to poparcie stanowiło górną granicę francuskiego zaangażowania.

Druga iluzja to niemalże jednomyślna wiara polskiej opinii publicznej w „ostateczne unormowanie stosunków polsko-rosyjskich” i „bezwzględną trwałość pokojowego nastawienia sowietów do Polski”[14]. Pogląd ten został ukształtowany przez długoletnią pracę polityczną Romana Dmowskiego, który panował w tej dziedzinie nad przekonaniami znacznej części społeczeństwa. Zdaniem autora Wytycznych polskiej polityki zagranicznej wiara w trwałe ułożenie stosunków z Moskwą nie znajduje uzasadnienia w historii polityki rosyjskiej[15]. Niejednokrotnie już po falach zainteresowania problemami Dalekiego Wschodu, okresach koncentracji na polityce wewnętrznej, przychodził etap zwrócenia się rosyjskich dążeń imperialistycznych na zachód, w kierunku Polski.

Przekonanie o dynamice stosunków międzynarodowych prowadziło Bocheńskiego do wysunięcia tezy, że siła państwa jest funkcją osłabienia jego głównego w danej chwili rywala. Publicysta „Buntu Młodych”, w przeciwieństwie do Stanisława Cata-Mackiewicza i przedstawicieli młodego pokolenia narodowców, uznawał imperializm terytorialny za zamkniętą kartę historii z uwagi na wzrost tendencji nacjonalistycznych. „Imperializm po imperializmie” miał oznaczać demontaż sił głównego rywala przy wykorzystaniu silnej tendencji do tworzenia nowych państw na arenie międzynarodowej. Jak zdołamy się za chwilę przekonać, „relatywistyczne” ujęcie pozycji Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej miało charakter teoretycznej racjonalizacji ofensywnej polityki wschodniej, mającej na celu osłabienie Rosji sowieckiej.

Zanim ukaże się główne dzieło Adolfa Bocheńskiego, poświęcone geopolityce i strategii międzynarodowej Polski, publicysta odbywa podróż na Bałkany i do Turcji. Towarzyszy mu Mieczysław Pruszyński, z którym dwa lata później wyjedzie do Niemiec. Plonem tej podróży stało się kilka tekstów poświęconych sprawie tureckiej, między innymi Gdzie jest ambasador Lechistanu i Na śmierć Kemala Attaturka[16]. Drugi z tych artykułów stanowił pochwałę polityki aktywistycznej, stawiającej na własne siły i przeciwstawiającej się niekorzystnemu układowi zewnętrznemu. Wysoka oceny polityki pokonującej „bezwład stosunków międzynarodowych” była stałym motywem publicystyki Bocheńskiego[17]. Z tych też względów jego sympatia dla linii Becka była bardzo wyraźna. Jednak, gdy Jerzy Giedroyc zamierzał uzyskać dotację z biura prasowego MSZ na wydanie przygotowanej przez Bocheńskiego rozprawy zatytułowanej Między Niemcami a Rosją, autor zażądał wycofania dotacji pod groźbą rezygnacji z wydania książki. Nie chciał zaciągać zobowiązań, które stwarzałyby wrażenie zależności od ministerstwa. Książka ukazała się bez wsparcia środków rządowych i była wyrazem zwartej koncepcji obrony bezpieczeństwa państwa polskiego[18].

W Między Niemcami a Rosją Adolf Bocheński sformułował dwa teoretyczne założenia, które jego zdaniem decydowały o stosunkach międzynarodowych i ich mechanice. Pierwsze z nich kwestionowało znaczenie czynników ideologicznych w polityce zagranicznej. Autor dowodził wyższości racji stanu nad względami ideologicznymi, sympatiami historycznymi czy ustrojowymi, pisząc:

 

„Polityka zagraniczna państw jest niewątpliwie wypadkową całego szeregu najsprzeczniejszych i najbardziej skomplikowanych motywów. Niektóre z nich posiadają jednak stałą i niewątpliwą przewagę. W pierwszej mierze należy do nich tak zwana racja stanu, dążenie do potęgi państwa, do której pcha samo istnienie mechanizmu państwowego. Doświadczenie dziejowe wykazuje, że na ogół państwowa racja stanu wychodziła zwycięsko z konfliktów ideologicznych, czy to z motywami religijnymi czy też z sympatiami ustrojowymi. Najsilniejszym jej przeciwnikiem był niewątpliwie raczej interes dynastyczny. Od czasu pojawienia się na arenie dziejowej nowoczesnego nacjonalizmu i państw narodowych, potęga państwa jako cel polityki zagranicznej uzyskała potężny emocjonalny podkład ideologiczny. Dzięki temu w ciągu XIX wieku przewaga racji stanu nad innymi możliwymi celami polityki zagranicznej występuje jeszcze o wiele silniej jak dawniej”[19].

 

Argumentacja ta skierowana była przeciwko iluzji sojuszu z Francją i, szerzej, iluzji solidarności demokracji europejskich w polityce międzynarodowej. Istotniejsze było jednak przekonanie Bocheńskiego w kwestii możliwości sojuszu niemiecko-radzieckiego. Wbrew stanowisku przeważającemu w polskiej myśli politycznej uważał, że odmienność ideowych systemów nie wyklucza skierowanego przeciw Polsce sojuszu obu państw: „nie sposób liczyć na względy ideologiczne, które mają w nieskończoność przedłużać tak wygodny dla nas stan antagonizmu niemiecko-rosyjskiego. Za Pomorze warto Niemcom nawet dotknąć dłoni p. Dżugaszwilego”[20].

Druga teza książki opierała się na sprzeciwie wobec statycznego ujęcia układu relacji międzynarodowych Polski, reprezentowanego przez Narodową Demokrację. Teoria o wiecznym zagrożeniu Polski ze strony Niemiec i bezpieczeństwie polskiej granicy wschodniej pomijała doświadczenie historyczne i dynamizm stosunków międzynarodowych. Błąd szkoły Romana Dmowskiego polegał na uznaniu niezmienności stosunków Polski z sąsiadami, co stanowiło źródło fałszywego sądu, iż Niemcy są zawsze złym sąsiadem Polski, Rosja zaś zawsze dobrym[21]. Bocheński wskazywał na liczne przykłady zwrotów w polityce obu sąsiadów i zmieniające się stany dobrych bądź złych relacji Polski z Niemcami i Rosją. Zauważał, że wewnątrz obu państw ścierały się konkurencyjne wizje polityki zagranicznej. Statyczne ujęcie pozycji międzynarodowej Polski demobilizuje opinię publiczną, przeświadczoną, że istotne zagrożenie płynnie jedynie ze strony Niemiec, zaś czynnikom państwowym sugeruje jednostronność działań na arenie międzynarodowej. Tymczasem uznanie zmienności relacji polsko-niemieckich i polsko-rosyjskich stanowi warunek prowadzenia polskiej polityki zagranicznej:

 

 „Polska opinia publiczna powinna się liczyć ze zmianami zarówno w polityce niemieckiej, jak i w polityce rosyjskiej. Możliwe i, prawdopodobne są zarówno dobre, jak i złe stosunki między tymi państwami a Polską. Nie ma jakichś stałych i koniecznych stosunków, ale należy się liczyć z nawrotami zarówno ekspansji niemieckiej, jak i ekspansji rosyjskiej przeciw Polsce. Z tych konkluzji wynikają możliwości całego szeregu konstelacji politycznych”[22].

 

W roku 1907 ukazało się fundamentalne dzieło Romana Dmowskiego zatytułowane Niemcy, Rosja i kwestya polska, w którym przywódca Narodowej Demokracji poddawał analizie politykę niemiecką i rosyjską, wskazując na Rosję jako państwo, które powinno stać się sojusznikiem polskich aspiracji niepodległościowych[23]. Dmowski uważał działania rewolucyjne skierowane przeciwko Rosji za szkodliwe, bo prowokujące antypolski sojusz niemiecko-rosyjski. Ciekawe, że jego strategia była w roku 1905 wysoko oceniana przez ludzi, którzy odnosili się krytycznie do endecji wraz z jej ideami i działaniami podejmowanymi przez ten obóz[24].

Pozostający pod wpływem całkowicie odmiennej tradycji ideowej Adolf Bocheński szanował zasługi Romana Dmowskiego dla rozwoju polskiej myśli politycznej i nie wahał się nazywać go najwybitniejszym żyjącym pisarzem politycznym w Polsce. W opinii publicysty „Polityki” główną zasługą Dmowskiego było sformułowanie reguły, że pozycja Polski jest funkcją relacji niemiecko-rosyjskich. Antagonizm niemiecko-rosyjski jest korzystny dla Polski, jego wygaśnięcie oznacza ryzyko sojuszu niemiecko-rosyjskiego skierowanego przeciwko Polsce. Idąc za regułą Dmowskiego stwierdzał: „niezbitym bowiem faktem, dominującym nad położeniem Rzeczpospolitej jest „związek między nieistnieniem bezpośredniego niebezpieczeństwa niemieckiego i rosyjskiego i antagonizmem tych dwu państw”[25].

Publicysta „Polityki” był przekonany o nietrwałości dobrych relacji z Niemcami i Rosją Radziecką po 1934 roku. Zakładał, że ekspansjonizm niemiecki wróci poprzez podniesienie kwestii Śląska i Pomorza, a jeszcze silniej przekonany był o nawrocie rosyjskiego imperializmu przeciwko Rzeczypospolitej[26]. Dlatego też, poddawał krytyce teorię równowagi zakładającej utrzymywanie pozytywnych relacji z oboma sąsiadami ze wskazaniem na mocniejsze wsparcie dla słabszej w tym czasie i chcącej uniknąć konfrontacji Rosji. W oczach Bocheńskiego strategia ta miała pasywny charakter i nie oddalała w czasie ponownego sojuszu niemiecko-rosyjskiego. Zakładała również implicite, że Polsce zostanie udzielona realna pomoc w wypadku agresji któregoś z sąsiadów[27].

Według Bocheńskiego Polska miała znajdować się w pozycji kraju rewizjonistycznego, w pozycji państwa, które powinno być zainteresowane zasadniczą zmianą układu międzynarodowego wokół siebie przez osłabienie jednego z dwu potężnych sąsiadów:

 

„Otóż musimy sobie dobrze uświadomić, że konserwacja za wszelką cenę obecnego układu sił w Europie zawiera w sobie dla nas bardzo poważne niebezpieczeństwa na przyszłość. Musimy się liczyć z powrotem ekspansji niemieckiej i ekspansji rosyjskiej na terytoria Rzeczypospolitej... Polska nie jest państwem zainteresowanym w utrzymaniu status quo europejskiego. Polska jest typowym państwem rewizjonistycznym. Jeżeli trudno przypuścić, abyśmy zmiany mogące utrwalić nasze stanowisko mocarstwowe mogli sami spowodować, to w każdym razie jest pewne, że ich zapowiedź z innej strony musimy witać z najwyższym zadowoleniem. Konieczność zmiany stosunku sił Niemiec i Rosji z jednej strony, a Polski z drugiej, jest dla nas podstawowym aksjomatem i dlatego musimy uważać Rzeczypospolitą za państwo rewizjonistyczne. O ile te zmiany nie nastąpią, to nowy okres porozumienia niemiecko-rosyjskiego może być dla Rzeczypospolitej połączony z największym niebezpieczeństwem”[28].

 

W myśl tej koncepcji „relatywizacja” otoczenia międzynarodowego Polski miała być zrealizowana poprzez osłabienie Rosji i doprowadzenie do powstania nowych organizmów państwowych, przede wszystkim niepodległej Ukrainy. Autor Między Niemcami a Rosją sądził, że ze względu na narastającą siłę nacjonalizmów istnieje prawdopodobieństwo zajścia procesów dezintegracji Rosji sowieckiej. Uważał również, iż kardynalnym obowiązkiem Rzeczypospolitej jest sprzyjanie wytworzeniu nowych organizmów państwowych w Europie Środkowej. Specjalny rozdział pracy poświęcony był „polityce naddunajskiej”, stawiając wyraźną tezę o pożytkach płynących z poparcia państwowych aspiracji Słowaków i doprowadzenia do wspólnej granicy polsko-węgierskiej – co, jak wiemy, stało się faktem z chwilą zajęcia przez Węgry Rusi Zakarpackiej[29].

 „Proniemieckość” koncepcji zagranicznych Adolfa Bocheńskiego miała zatem czysto funkcjonalny charakter. Jego polityka zbliżenia z Niemcami w jego ujęciu charakteryzowała się pewną intencją zaczepną, zmierzającą do podsycania ich konfliktu z Rosją. Bocheński odrzucał sojusz z Niemcami „w każdych warunkach”; miał ostrą świadomość niebezpieczeństwa ekspansji niemieckiej[30], nie dostrzegał też silnych motywów ekonomicznych, które miały przemawiać za ścisłą współpracą polsko-niemiecką. Tym jego postawa różniła się od bezkrytycznie germanofilskich poglądów, jakie głosił na przykład Władysław Studnicki – zwolennik polsko-niemiecko-węgierskiego wspólnego obszaru celnego.

 

Adolf Bocheński był przeciwnikiem imperializmu terytorialnego i federalizmu zakładającego hegemonialną rolę Polski. Błędem jest zatem lokowanie przez profesora Krzysztofa Kawalca środowiska „Polityki” w gronie anachronicznych rzeczników „naiwnego” imperializmu[31]. W Dziejach polskiej myśli politycznej 1918-39 r. młodzi konserwatyści postawieni zostali na jednej płaszczyźnie z publicystami narodowo-radykalnymi, którzy w drugiej połowie lat trzydziestych wznawiali program imperialny poza obszarem wskazań Romana Dmowskiego.

Kwalifikacja ta nie znajduje podstaw w analizie myśli politycznej Bocheńskiego. Wprawdzie w Między Niemcami a Rosją cieszył się on z doktrynalnego rozkładu „dmowszczyzny”, którego wyrazem miało być odchodzenie młodego pokolenia ruchu narodowego od geopolitycznych wskazań założyciela obozu politycznego[32], ale książka wyraźnie zwracała się przeciw „nierozumnemu imperializmowi” młodych narodowców. Imperializm młodej endecji stanowił jeden z wielu efektów kryzysu ideowego tej formacji. Program imperialny wysuwał między innymi Jędrzej Giertych, który na łamach „Polityki Narodowej” przedstawił plan ofensywy mającej na celu objęcie przez Polskę regencji opolskiej, kilku powiatów dolnośląskich i znajdujących się na Pomorzu[33]. ONR „Falanga” Bolesława Piaseckiego przyjęła radykalny program imperializmu, który stawiał przed państwem polskim cel objęcia „swoim zasięgiem kulturowym i politycznym i swemi granicami wszystkie ziemie, zamieszkałe zwartą masą przez Polaków, oraz pozostające pod wpływem polskiej cywilizacji”[34]. W imię specyficznie pojmowanego imperializmu należało pokonać Niemcy i oprzeć granicę państwa na Odrze, co było niewątpliwie powtórzeniem postulatu endeckiego, zaś w wojnie z drugim sąsiadem stworzyć narodowe państwa buforowe związane z Polską[35].

Rafał Matyja, autor pracy poświęconej wątkom imperialistycznym w polskiej myśli politycznej lat trzydziestych, słusznie zauważył, że oenerowcy dokonali „nieskomplikowanej operacji, uzupełniając maksymalistyczny program narodowców najśmielszymi postulatami Piłsudczyków”[36]. Te właśnie koncepcje spotkały się z ostrą krytyką Adolfa Bocheńskiego, sądzącego, iż tego rodzaju propaganda imperialna pozostaje „bezsensowną tromtadracją”, a „imperializm na wszystkie strony” jest szkodliwy z punktu widzenia państwa i dodatkowo kompromituje ofensywny program polskiej polityki zagranicznej[37].

W przeciwieństwie do Stanisława Cata Mackiewicza[38] i młodych narodowców, Bocheński uważał, że w momencie wzrostu tendencji nacjonalistycznych i tworzenia państw na narodowej podstawie świat wszedł w fazę postimperialną. „Z powodu wzrostu znaczenia idei narodowych, epoka imperializmu terytorialnego na terenie Europy właściwie należy do przeszłości” – stwierdzał publicysta „Polityki”, wskazując na komunizm jako jedynego realnego konkurenta idei narodowej. W tej sytuacji doktryna „relatywizmu” politycznego jest jedyną realną formą osiągnięcia zasadniczej poprawy pozycji Rzeczypospolitej przy wykorzystaniu dezintegrującej funkcji nacjonalizmów.

Odrzucenie imperializmu terytorialnego i koncepcji federacyjnej
z hegemonialną pozycją Polski nie oznaczało wygaśnięcia sympatii do tradycji Polski jagiellońskiej ani pogodzenia się z ideą państwa jednolitego pod względem narodowym. Trafnie zauważył Józef Czapski, że idea Polski w myśli Adolfa Bocheńskiego związana była z myślą o „wielkim wielonarodowym państwie”[39] Jednakże jako dojrzały pisarz polityczny Bocheński miał świadomość, że prymitywny imperializm może zniszczyć ofensywne perspektywy polityki polskiej. Dlatego też trudno zgodzić się z surową oceną jego twórczości dokonaną przez Krzysztofa Kawalca[40].

Wspomniany pogląd Bocheńskiego legł u podstaw doktryny „neofederalizmu”, czyli dobrowolnego wiązania z Polską aspiracji państwowych narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Neofederalizm Bocheńskiego był opcją państwa nowoczesnego, które chce współpracować ściśle i na partnerskich zasadach z narodami o bliskich tradycjach kulturowych i wspólnych politycznych interesach. „Dzięki federacyjnemu połączeniu dwu narodów ich rzeczywista potęga wzmaga się nieproporcjonalnie w stosunku do istotnej siły każdego z osobna i obu razem” – pisał w świetnym tekście Niepodległość czy samoistność, który z powodzeniem mógłby wzbogacić współczesną dyskusję o znaczeniu państwa suwerennego w Unii Europejskiej[41].

Bocheński uważał, że pojęcie niepodległości państwa jest stopniowalne i zależy od tego, w jakim stopniu określony naród może narzucać swą wolę innym narodom. Rzecznicy państwa samoistnego sądzą, że niepodległość tożsama jest z suwerennością państwa narodowego, która rozwiązuje wszelkie związki z innymi państwami. Tymczasem pogląd ten zarówno pomija całą gamę ustrojowych form dochodzenia do suwerenności, jak i przecenia samą formalną suwerenność, która częstokroć skrywa polityczną zależność od jakiegoś zewnętrznego ośrodka. W tej optyce nie ma miejsca na Królestwo Kongresowe, „częściowo niepodległe”, a przesadnie zawyżona jest ocena suwerenności państwa czysto narodowego[42]. Według Bocheńskiego samoistność dyktowała politykę defensywną, przeciwną rozwiązaniom federacyjnym, dzięki którym państwo nie tylko nie traci niepodległości, ale może pomnożyć jej zakres awansując w międzynarodowej hierarchii.

 

„Samoistność państwa ma dla stopnia niepodległości narodu wtedy wpływ dodatni, gdy zwiększa jego siłę, czyli możność narzucania woli innym narodom. Jeżeli natomiast wprowadzenie samoistności, koniec federacji z jakimś innym narodem czy państwem, nie tylko danego narodu nie wzmacnia, ale jeszcze go osłabia, wtedy możemy mówić, że samoistność jest sprzeczna z niepodległością”[43].

 

Neofederalizm zwracał się zarówno przeciwko „samoistności państwa” oraz kultowi asymilacji narodowej, jak i przeciw politycznemu eksponowaniu idei jagiellońskiej[44]. W pierwszym przypadku polska polityka zostaje zamknięta w okowach etnicznych; w drugim zniechęca sąsiednie narody, wywołując wspomnienia hegemonii politycznej Polski i jej przytłaczającej atrakcyjności kulturowej. Bocheński przekonywał, że polska polityka zagraniczna potrzebuje dodatkowego oręża w postaci idei moralnej o międzynarodowym znaczeniu. Kult centralizmu i polityka asymilacji narodowej nie dają się pogodzić z dążeniem do uzyskania wysokiego miejsca w Europie Środkowo-Wschodniej. Kartą wizytową polskiej polityki miała być idea federacyjna, połączona z praktycznym liberalizmem w stosunku do zamieszkujących Polskę mniejszości:

„Jeżeli pragniemy, aby małe państwa i małe narody uważały nas za puklerz przed imperializmem niemieckim i rosyjskim, musimy najpierw udowodnić, że potrafimy żyjącym z nami pod jednym dachem państwowym narodom dać pełny rozwój kulturalny, polityczny i gospodarczy”[45]. „Neofederalizm świadomie odrzucał stare formy i powrót do idei jagiellońskiej, która dla małych narodów jest >>największym straszakiem<< i >>symbolem imperializmu polskiego<<”[46]. „Twierdzę, że posługiwanie się terminem >>idea jagiellońska<< ożywia i odnawia nadzieję na powtórzenie tych procesów, które we własnym interesie powinniśmy jako zupełne mrzonki czym prędzej zlikwidować” – pisał polemizując w tej kwestii z Stanisławem Catem Mackiewiczem i Włodzimierzem Bączkowskim[47].

Neofederalistyczna koncepcja Adolfa Bocheńskiego zwrócona była ku perspektywom niepodległości Ukrainy, kwestię białoruską przedstawiając jako znacznie mniej realną[48]. Publicysta uważał, że dążenie Ukraińców do posiadania własnego państwa oraz interes Rzeczypospolitej polegający na radykalnym osłabieniu Rosji powinny działać w tym samym kierunku: „Polska musi mieć wielkie cele – jedne zamykające się w granicach państwa, drugie daleko poza nie wybiegające. Te cele zagraniczne muszą iść na wschód, bo tędy tylko wiedzie droga do naszej wielkości. Na tę drogę możemy wejść jedynie w sojuszu polsko-ukraińskim”[49]. Zdania te oznaczały poparcie dla utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego nad Dnieprem. Bocheński miał świadomość wielorakich konsekwencji uformowania się nowego państwa ukraińskiego. Nie pomijał zagrożeń związanych z ewentualnym sojuszem niemiecko-ukraińskim oraz z roszczeniami nowego państwa do Galicji Wschodniej i Wołynia. Dowodził jednak, że powstanie niepodległej Ukrainy wydatnie osłabia Rosję i tworzy wielopodmiotowy układ relacji międzynarodowych, który obniża niebezpieczeństwo sojuszu niemiecko-rosyjskiego: „Myśląc o tych zmianach, które mogłyby nastąpić na terenie Europy wschodniej, musimy mieć ciągle na uwadze koalicję niemiecko-rosyjską, do której zaistnienia automatycznie prowadzi obecne status quo”[50]. Bocheński uznawał Ukraińców za pełnowartościowy naród, a nacjonalizm ukraiński – za jedyną siłę zdolną do powołania niezależnego państwa ukraińskiego. W istocie jego propozycja oznaczała poszukiwanie sojuszu dwóch nacjonalizmów, czy – jakbyśmy dziś powiedzieli – patriotyzmów: polskiego i ukraińskiego.

 

Federacja polsko-ukraińska pomyślana była jako optymalny model relacji między oboma narodami. Bocheński zastrzegał jednak, że musi ona być związkiem dobrowolnym i akceptowanym przez dwa narody. W tekście Niepodległość czy samoistność pisał, iż federacja między Polską a Ukrainą „będzie tym łatwiejsza, im bardziej silny i pełnowartościowy czuć się będzie naród ukraiński”[51]. Neofederalizm zakładał zatem odrzucenie imperializmu terytorialnego i wszelkich planów asymilacji narodowej Ukraińców. Chodziło o związek dobrowolny, ukonstytuowany „celem wspólnej obrony, bez panowania jednego państwa i jednego narodu nad drugim”[52]. Autor stawiał więc znak równości między „relatywizacją” międzynarodowego otoczenia Polski a nowym ujęciem idei prometejskiej, podnoszącej kwestię samostanowienia narodów sąsiadujących z Polską.

 

Historia odgrywała w myśli politycznej Bocheńskiego rolę ogromną. Józef Czapski twierdził, że „korzenie konserwatyzmu Adolfa Bocheńskiego tkwiły w pragnieniu przeskoczenia dwustu lat upadku Polski”[53]. W myśli autora Między Niemcami a Rosją historia nie spełniała jednak funkcji sentymentalnej, choć sam sądził, że taką właśnie rolę odgrywała w historii narodów europejskich. Wskazywał na znaczenie dziewiętnastowiecznej historiografii niemieckiej i na prace Heinricha von Treitschkego, które przyczyniły się w dużym stopniu do poparcia opinii publicznej w Niemczech dla polityki kanclerza Bismarcka. Podawał przykład wpływu Ernesta Renana i Hipolita Taine’a na ukształtowanie się nowoczesnej francuskiej myśli politycznej[54]. Wreszcie przypominał znaczące oddziaływanie polityczne krakowskiej szkoły historycznej oraz polityczne konsekwencje pojawienia się Polsce historiografii zrywającej z historycznym pesymizmem stańczyków[55]. Wszystko to stanowiło wyraz przekonania o silnym wpływie historii na zapatrywania opinii publicznej i elity rządzącej: „Nie tyle jest tu ważna historia jaka była w istocie, ile taka jaką ją widzą ludzie znajdujący się u steru rządów w danym państwie” – pisał w tekście poświęconym argumentacji historycznej w polityce[56].

Bocheński rozumiał rolę historii, ale nie traktował jej jako czynnika, który powinien tworzyć pozytywne programy polityczne. Największe znaczenie przywiązywał do analizy aktualnego położenia państwa i „do rozumowań logicznych opartych na tym położeniu”, nie zaś do analogii historycznych, które „mogą być traktowane raczej jak ilustracje niż argumenty”[57]. Analogie historyczne napotykają bowiem na trudność polegającą na wysokim stopniu złożoności stosunków międzynarodowych. Duża liczba czynników zmiennych wyklucza ich prostą aplikację w procesie formowania myśli politycznej. Również ogólne prawa relacji międzynarodowych, jak „relatywistyczna” reguła wzrostu znaczenia państwa na skutek osłabienia przeciwnika, nie powinny znajdować bezwzględnego zastosowania. Tak więc argumentom przypadałaby raczej rola negatywna, falsyfikująca uproszczone tezy polityczne. Tego typu rozumowanie odnajdywaliśmy w myśli politycznej Adolfa Bocheńskiego, gdy wskazywał on na zmienność w czasie polityki narodowej poszczególnych głównych państw europejskich. Doświadczenie historyczne legło u podstaw dynamicznego spojrzenia na politykę międzynarodową, które uchylało tezy o niezmiennych kierunkach strategii zagranicznej głównych aktorów międzynarodowej sceny. Bocheński zwracał uwagę na konkurencyjność różnych kierunków polityki zagranicznej wewnątrz narodów i państw, wskazując na potrzebę odpowiedniego kierowania akcją propagującą stanowisko państwa polskiego zagranicą.

Historia pozwalała wreszcie uchwycić główne tendencje epoki, wobec których polityka, abstrahując do ocen moralnych, pozostaje bezbronna i bezsilna. Dotyczyło to między innymi nacjonalizmu, czyli coraz silniejszego udziału czynnika narodowego w polityce państw, dezawuującego skuteczność asymilacji narodowej i imperializmu terytorialnego.

 „Historyczne nachylenie” myśli politycznej Adolfa Bocheńskiego nie uchroniło jej od pewnych słabości. Podobnie jak inni przedstawiciele szkoły konserwatywnej definiował on rację stanu w kategoriach militarno-dyplomatycznej pozycji państwa, a pomniejszał znaczenie czynników cywilizacyjnych czy gospodarczych w ukształtowaniu ich międzynarodowej pozycji. W Rewizji polityki narodowej stwierdzał kategorycznie: „Korzystam z okazji by w tym miejscu stwierdzić, że jedynie los i wielkość polityczną narodu wiążemy tak bezwzględnie z interesem państwa, natomiast nie odnosi się to bynajmniej do dziedziny ekonomicznej czy kulturalnej”[58]. Zdanie to zawiera bardzo daleko idącą redukcję definicji racji stanu, która to definicja w dobie ekonomizacji polityki zagranicznej odchodziła do historii. Wypada zauważyć, że rówieśnicy autora Między Niemcami a Rosją, Stefan Kisielewski i Wojciech Wasiutyński, mieli świadomość wieloaspektowości interesu narodowego współczesnego państwa i zagadnieniom cywilizacyjnym poświęcili niejedną stronę swej powojennej publicystyki[59].

Pewna staroświeckość analizy historycznej Bocheńskiego przeszkadzała mu w zrozumieniu „nadzwyczajności” systemów totalitarnych i logiki ich działania na arenie międzynarodowej. Wprawdzie widział w komunizmie żywotną doktrynę, która jest w stanie nadać nową dynamikę imperializmowi rosyjskiemu, wciąż jednak Rosja sowiecka pozostawała w jego oczach kontynuacją białego caratu, by przywołać terminologię z tytułu słynnej pracy Jana Kucharzewskiego[60]. W ogóle zadziwia słaba obecność tematyki komunizmu w konserwatywnej myśli politycznej. Mamy wprawdzie katastroficzne i dotykające istotnych elementów bolszewizmu pisma Mariana Zdziechowskiego[61], ale prac analizujących totalizm komunistyczny jako system jest bardzo niewiele. Wypada wskazać na pisma Ignacego Czumy i Wiktora Sukiennickiego[62]. W przypadku Adolfa Bocheńskiego pewną rolę mogła odegrać niechęć do rosyjskiej kultury i jej nieznajomość, o której wspominał Jerzy Giedroyc[63]. Więcej znaczenia przyznałbym jednak intelektualnemu zaniechaniu konserwatystów, którzy traktowali marksizm i komunizm jako skrajną postać dziewiętnastowiecznego socjalizmu, nie zdając sobie sprawy z „nadzwyczajności” systemu radzieckiego[64].

W jeszcze większym stopniu komentarza wymagają wypowiedzi Adolfa Bocheńskiego odnoszące się do nazizmu i polityki hitlerowskich Niemiec. Publicysta „Polityki” nie stosował taryfy ulgowej wobec polityki wewnętrznej Adolfa Hitlera i ostro oceniał pojawiające się reakcje sympatii pod adresem nazistowskich Niemiec. Wciąż jednak nazizm był w jego oczach skrajnym niemieckim nacjonalizmem, który nie wypadnie z torów „starego imperializmu”[65]. Po aneksji Sudetów pisał, że imperializm nowoczesnego państwa nie jest nieograniczony i że błędem jest przypuszczenie, „jakoby państwo współczesne mogło się zwiększać ad infinitum”[66]. Nie był to pogląd odosobniony; w innej wersji wyrażał go reprezentujący endecję Stanisław Kozicki, który twierdził w roku 1938, że Hitler zaniecha planów dalszych zmian terytorialnych w Europie ze względu na potrzebę długotrwałego pokoju[67]. Bocheński nie dostrzegał „nadzwyczajności” nazizmu, mimo że już wtedy pojawiły się prace widzące w nim rewolucję nihilizmu, zjawisko jakościowo odmienne od dziewiętnastowiecznego narodowego imperializmu. Tak ujmował nazizm Herman Rauschning, autor Rewolucji nihilizmu, widzący w tym zjawisku niszczycielską i rewolucyjną władzę partii państwa. Niemiecki konserwatysta pisał, że państwo w tradycyjnym sensie przestaje istnieć, a polityka zagraniczna państwa totalnego stanie się domeną irracjonalnych żywiołów, burzących dotychczasowe formy międzynarodowych konfliktów[68].

Doświadczenie historyczne sugerowało Bocheńskiemu tradycyjne rozumienie imperializmu. Jednak logika działania państw totalitarnych całkowicie temu zaprzeczyła. Dziewiętnastowieczny świat dyplomacji odszedł do lamusa wraz z wybuchem II wojny światowej. W latach 1938 i 1939 młodzi konserwatyści bronili polityki Józefa Becka, w czasie, w którym spotykał się on z coraz większą krytyką swojej linii postępowania, nawet w środowiskach konserwatywnych[69]. Adolf Bocheński poparł aneksję Śląska Cieszyńskiego i uznał za korzystne stworzenie granicy polsko-węgierskiej.

Trzeba jednak przyznać, że Bocheński był uważnym i trzeźwym obserwatorem nowych faktów. W roku 1938 przebywał w Niemczech wraz z Mieczysławem Pruszyńskim, który wspominał, że obaj byli pod wrażeniem impetu gospodarczego i zbrojeniowego Niemiec[70]. Coraz poważniej liczył się z możliwością agresji Niemiec przeciwko Polsce. W roku 1939 pisał, że „polityka ustępstw wobec żądań niemieckich byłaby dla Polski samobójstwem”[71]. W czasie odnowienia gwarancji brytyjskich i francuskich zwracał uwagę na to, by ich nie przeceniać; uwagi te dotyczyły zwłaszcza militarnego zaangażowania Francji. Opublikował również artykuł poświęcony propagandzie polityki polskiej na Zachodzie, domagając się przedstawienia odmowy oddania Gdańska jako kroku, który oddalił w czasie niemiecką agresję na Zachód[72].

W opinii historyka myśli politycznej Krzysztofa Kawalca opinia publiczna, jak i większość polskich publicystów, żywiła przekonanie o zachowaniu przez ZSRR neutralności na wypadek agresji Niemiec. Adolf Bocheński ponownie wskazywał na to, że sprzeczność ideologiczna między komunizmem a nazizmem nie powstrzyma Związku Radzieckiego od agresji na Polskę[73]. W ostatnim numerze „Polityki”, cztery dni przed wybuchem wojny, postulował traktowanie wojny jako konfrontację z nazizmem, a nie całym narodem niemieckim[74]. Ta dystynkcja miała ułatwiać w przyszłości polską akcję propagandową. Z chwilą wybuchu wojny Bocheński porzucił pióro dla broni. Znakomity polski historyk Piotr Wandycz pisał, że Polska, chcąc zachować niepodległość państwową, a nie będąc mocarstwem, była zdana na prowadzenie polityki „jak gdyby mocarstwowej”[75]. Koncepcje autora Między Niemcami a Rosją stanowiły jedną z najciekawszych prób przezwyciężenia tego napięcia.



[1] J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1994, s. 67.

[2] A. Kosicka-Pajewska, Adolf Bocheński o ustroju i racji stanu Rzeczpospolitej. Wybór tekstów ze wstępem, Warszawa 2000, s. 11. Odmienną opinię wyraził Józef Czapski pisząc, że Adolf Bocheński został usunięty z dyplomacji za publiczną obronę oskarżonego w tzw. sprawie myślenickiej Adama Doboszyńskiego, za którym ujął się mimo głębokiej różnicy poglądów politycznych. J. Czapski, Ppor. Adolf Bocheński, „Orzeł Biały”, 23 lipca 1944 r.

[3] „We wrześniu z inicjatywy profesora Strońskiego otrzymałem zaproszenie na tzw. staż dziennikarski w Lidze Narodów. MSZ postawiło Lidze warunek, że musi być z Polski drugi stażysta, prorządowy. Został nim Adolf Bocheński. Mieli z nim więcej kłopotu niż ze mną. Musiałem go np. odwodzić od całkiem poważnego zamiaru spoliczkowania Litwinowa”. W. Wasiutyński, Prawą stroną labiryntu, Gdańsk 1996, s. 164. Znajomość z Wasiutyńskim nabrała bardziej bliskiego charakteru: latem 1938 roku odwiedził on Adolfa Bocheńskiego w Ponikwie. Patrz także: J. Meysztowicz, Czas przeszły dokonany, Warszawa 1989.

[4] A. Bocheński, Niepodległość czy samoistność, „Bunt Młodych” 1935, nr 19-20.

[5] Tegoż, Co to jest polityka?, „Polityka” 1939, nr 7. Adolf Bocheński był zdecydowanym przeciwnikiem polityki ministra Augusta Zaleskiego ze względu na jej zależność od Francji: „kiedy w okresie p. Zaleskiego całość granic Polski była zbyt silnie uzależniona od pomocy francuskiej, odczuwaliśmy to w formie zbyt protekcyjnego stanowiska naszego sojusznika. Podobnie zresztą było i za czasów Napoleona i Księstwa Warszawskiego”. Tegoż, Niepodległość czy samoistność, dz.cyt. Polityka Augusta Zaleskiego została poddana gruntownej analizie w pracy Piotra Wandycza, Z Piłsudskim i Sikorskim. August Zaleski minister spraw zagranicznych w latach 1926-32 i 1939-1941, Warszawa 1999.

[6] A. Bocheński, Dlaczego nie chcemy bronić Locarna, „Bunt Młodych” 1936, nr 5.

[7] „Francja jest niewątpliwie państwem tak przeżartym ideologią pacyfizmu, że nie zdolnym do >>recours aux armes<< aby użyć lokarneńskiego eufemizmu, innym wypadku jak w razie bezpośredniej agresji na jej własne terytorium, jest to dla nas rzecz najzupełniej niewątpliwa. Jakie wobec tego znaczenie może mieć dla nas sojusz z Francją i czegóż możemy się po niej spodziewać, gdy wskutek antyniemieckiej polityki staniemy znów przed żądaniami koalicji obu sąsiadów”. Tegoż, Dlaczego nie chcemy

[8] Tamże.

[9] J. Czapski, dz.cyt.

[10] Wspomnienia Romana Czartoryskiego, [w:] A. Majewski, Zaczęło się w Tobruku, Lublin 1980, s. 27.

[11] A. Bocheński, Dlaczego nie chcemy

[12] Tamże

[13] Tegoż, Między Niemcami a Rosją, Warszawa 1937, s. 68.

[14] Tamże, s. 15.

[15] Tegoż, Wytyczne polityki polskiej, „Bunt Młodych” 1934, nr 3.

[16] Tegoż, Od Envara do Karachana, „Polityka” 1937, nr 6; Gdzie jest ambasador Lechistanu?, „Polityka” 1937, nr 7; Na śmierć Kemala Attaturka, „Polityka” 1938, nr 27.

[17] Tegoż, Na śmierć Kemala Attaturka, dz.cyt.

[18] J. Giedroyc, dz.cyt., s. 67.

[19] A. Bocheński, Między Niemcami a Rosją, dz.cyt., s. 28.

[20] Tamże, s. 29.

[21] Tamże, s. 8-9.

[22] Tamże, s. 30.

[23] R. Dmowski, Niemcy, Rosja, kwestia polska [w:] tegoż, Wybór pism, t. 1, Nowy Jork 1988.

[24] S. Kisielewski, Polityka i sztuka, Kraków-Warszawa 1949.

[25] A. Bocheński, Między Niemcami a Rosją, dz.cyt.

[26] Tamże, s. 35-38.

[27] Tamże, s. 20.

[28] Tamże, s. 31.

[29] A. Bocheński, Imperializm i obrona w polityce dzisiejszych Węgier, „Polityka” 1939, nr 20; Czy Polska może zawrzeć pakt o nieagresję z Węgrami, „Polityka” 1939, nr 21.

[30] Elżbieta Kaszuba zwróciła uwagę na to, że Adolf Bocheński nie kierował się złudzeniami co do polityki Niemiec w przyszłości. W tekście Adolf Bocheński o III Rzeszy w polityce polskiej pisała: „Uważał wręcz za aksjomat, że Polska prędzej czy później będzie musiała liczyć się z powrotem tego państwa do ekspansji wzdłuż Bałtyku i próbami połączenia na nowo Prus Wschodnich z resztą Rzeszy”. E. Kaszuba, Adolf Bocheński o III Rzeszy w polityce polskiej, „Sobótka” 1984, nr 2. Wypada zwrócić uwagę na różnicę zachodzącą między koncepcją Adolfa Bocheńskiego a poglądami przywoływanego już Jana Bobrzyńskiego, który sądził, że ze względu na bliskość cywilizacyjną Polski „walka z Niemcami choćby najbardziej zacięta musi mieć jako cel ostateczny porozumienie”. J. Bobrzyński, Na drodze walki. Z dziejów odrodzenia myśli zachowawczej w Polsce, Warszawa 1928, s. 158. Trudno zatem akceptować pogląd Janusza Farysia, że polityczne koncepcje Adolfa Bocheńskiego tłumaczyć należy jego aksjomatyczną antyradzieckością. J. Faryś, Konserwatyści a polityka zagraniczna, „Zeszyty Naukowe Akademii Rolniczej”, Szczecin 1979.

[31] K. Kawalec, Spadkobiercy niepokornych. Dzieje polskiej myśli politycznej 1918-1939, Wrocław i in. 2000.

[32] A. Bocheński, Między Niemcami a Rosją, dz.cyt., s. 45. W innym miejscu, w artykule Szlaki grunwaldzkie pisał: „Z radością spostrzec można, że młode pokolenie polskie staje się coraz to bardziej rewizjonistyczne. Nasi rówieśnicy rozumieją coraz to lepiej, że Polacy muszą dążyć do gruntownego przekształcenia mapy Europy wschodniej, gdyż inaczej zostanie ona przekształcona na naszą niekorzyść”. Tegoż, Szlaki grunwaldzkie, „Polityka” 1937, nr 9.

[33] J. Giertych, Regiony polskie w Niemczech, „Polityka narodowa” 1939, nr 4-6.

[34] ONR Falanga, Deklaracja z 15 kwietnia 1934 r.

[35] Tamże.

[36] R. Matyja, Wizje mocarstwowości Polski w programach środowisk młodego pokolenia prawicy w ostatnich latach II Rzeczpospolitej, Warszawa 1992.

[37] A. Bocheński, Aktualność idei jagiellońskiej, „Bunt Młodych” 1937, nr 2.

[38] Na różnicę zachodząca między Stanisławem Catem Mackiewiczem a młodymi konserwatystami zwrócił uwagę biograf redaktora „Słowa” Jerzy Jaruzelski: „Należy chyba powiedzieć, że ekspansjonizm terytorialny głoszony przez >>Słowo<< nie miał popleczników. Grupa >>Buntu Młodych<< wiązała ideę mocarstwową z wewnętrznym wzmocnieniem państwa”. J. Jaruzelski, Stanisław Cat-Mackiewicz, Warszawa 1987, s. 201. Dla pełnego obrazu zagadnienia wypada dodać, że w pierwszym okresie istnienia środowiska wypowiedzi niektórych jego reprezentantów świadczyły o imperializmie terytorialnym. Warto jednak podkreślić, że w przeciwieństwie do Cata odrzucano program asymilacji narodowej. Trzeba w tym kontekście wymienić teksty, które ukazały się jeszcze przed rokiem 1930. R. Piłsudski, Myśl Mocarstwowa, „Myśl Mocarstwowa” 1927, nr 1. K. Troczyński, Zagadnienie elementów polskiej racji stanu, „Myśl Mocarstwowa” 1927, nr 7. A. Bocheński, Imperializm państwowy a imperializm nacjonalistyczny, „Myśl Mocarstwowa” 1928, nr 7.

[39] J. Czapski, dz.cyt.

[40] K. Kawalec, Spadkobiercy niepokornych..., s. 257.

[41] A. Bocheński, Niepodległość czy samoistność, dz.cyt.

[42] „Państwo suwerenne jest tylko jednym z etapów na drodze do idealnej niezależności – nie jest zaś ani jedynym, ani nawet jej etapem końcowym. Na przykład autonomia jest wprawdzie etapem znacznie mniejszym, ale jednak etapem na drodze do zmniejszenia niezależności. Pełna niepodległość i niezależność nie da się właściwie pomyśleć”. Tegoż, Rewizja polityki narodowej, „Droga” 1934, nr 7-8. Adolf Bocheński uważał, że Polska przed zamachem majowym znajdowała się w stanie częściowej zależności od Francji. Dopiero polityka Józefa Becka uwolniła politykę zagraniczną i państwo ze stanu tej zależności.

[43] Tegoż, Niepodległość czy samoistność, dz.cyt.

[44] Tamże.

[45] Tegoż, Polski imperializm ideowy, „Polityka” 1938, nr 3.

[46] Tamże.

[47] Tamże.

[48] „Polska racja stanu winna raczej skłaniać się ku równoległości rozwiązania sprawy ukraińskiej i białoruskiej”. Tegoż, Między Niemcami a Rosją, dz.cyt.

[49] Tegoż, Zagadnienie polsko-ukraińskie (tekst odnaleziony w CAW i opracowany przez Jana Kęsika).

[50] Tamże.

[51] Tegoż, Niepodległość czy samoistność, dz.cyt.

[52] Tamże.

[53] J. Czapski, dz.cyt.

[54] W publicystyce Adolfa Bocheńskiego znajdziemy znacznie więcej przykładów wpływu, jaki prace historyczne wywarły na kształt polityki narodów. Wskazywał na przykład Golli Pekarza w Czechach. W artykule Historia i polityka pisał: „Polemika o Tabor i jego przywódcę Żiżkę ciągnąca się od czasów Palackiego poprzez Pekarza stała się niejako kamieniem probierczym polityki czeskiej, a stosunek do niego stanowił tę linię podziału, według której rozgraniczały się przez lat kilkadziesiąt dwa wielkie prądy czeskiej ideologii politycznej”. A. Bocheński, Duch dziejów Polski, [w:] M. Król, Historia i polityka. Adolf Bocheński, Warszawa 1989.

[55] Tamże.

[56] A. Bocheński, Argumenty historyczne w polityce zagranicznej, „Polityka” 1939, nr 3-4.

[57] Tamże.

[58] Tegoż, Rewizja polityki narodowej, dz.cyt.

[59] S. Kisielewski, dz.cyt. W. Wasiutyński, Źródła niepodległości, Warszawa 1987.

[60] J. Kucharzewski, Od białego do czerwonego caratu, Warszawa 1935.

[61] M. Zdziechowski, W obliczu końca, Warszawa-Ząbki 1999. Tegoż, Widmo przyszłości, [w:] tegoż, Wybór pism, Kraków 1993.

[62] I. Czuma, Państwo sowieckie, [w:] Antykomunizm polski. Tradycje intelektualne, red. B. Szlachta, Kraków 2000. W. Sukiennicki, Marksowsko-leninowska teoria prawa, „Wileński Przegląd Prawniczy” 1935, [w:] Antykomunizm polski...

[63] „Bardzo różnił nas stosunek do Rosji, której Adzio nie znał i nie lubił. Zarzucał Czapskiemu i mnie, że jesteśmy pod zbyt wielkim wpływem Rosji i języka rosyjskiego, co on jako Europejczyk uznawał za nieporozumienie. Nie było to tak skrajne jak u Wacka Zbyszewskiego, ale jego nastawienie było pełne nieufności i niechęci wobec Rosji”. J. Giedroyc, dz.cyt., s. 68-69.

[64] O źródłach tego stanu rzeczy pisał Michał Jaskólski w pracy poświęconej krakowskim konserwatystom: „konserwatysta krakowski, gotowy sprawnie parować argumenty socjalistyczne na forum parlamentarnym, zwłaszcza wtedy gdy dotyczyły one problematyki ekonomiczno-politycznej, wykazywał słabą znajomość pryncypiów socjalizmu”. M. Jaskólski, Kaduceus polski. Myśl konserwatywna konserwatystów krakowskich 1866-1934 r., Warszawa-Kraków 1990, s. 98.

[65] A. Bocheński, Niemcy-Polska-Rosja, „Polityka” 1939, nr 13.

[66] Tamże.

[67] O stanowisku Stanisława Kozickiego pisze Rafał Matyja w pracy Wizje mocarstwowości Polski w programach środowisk młodego pokolenia prawicy w ostatnich latach II RP, dz.cyt.

[68] H. Rauschning, Rewolucja nihilizmu, Warszawa 1938.

[69] A. Bocheński, Bilans zysków i strat polskiej polityki zagranicznej, „Polityka” 1939, nr 6.

[70] M. Pruszyński, Migawki wspomnień, Warszawa 2002.

[71] „Przykład Schuschinga i Chwalkowskiego jest tak wymowny, że nie ma w Polsce nikogo, kto by pragnął wejść na tę drogę w stosunkach do naszego zachodniego sąsiada. Na wszelką próbę pomniejszenia naszego terytorium możemy odpowiedzieć tylko zbrojnie”. A. Bocheński, Wyjaśnienie, „Polityka” 1939, nr 8.

[72] Tegoż, Propaganda polska w Europie Zachodniej, „Polityka” 1939, nr 25.

[73] „Natomiast iluzją byłby przypuszczenie, że słynne >>różnice ideologiczne<< mogłyby powstrzymać ZSRR od prób, przejściowych zresztą, porozumień z III Rzeszą. Pochlebiamy sobie, że nie przywiązywaliśmy przesadnego znaczenia owym >>różnicom ideologicznym<<. Stanowią one doskonałe narzędzie propagandowe dopóki względy ideologiczne pokrywają się z państwowa racją stanu, taką jak ją pojmują kierownicy odnośnych państw”. Tegoż, Niemcy-Polska-Rosja, dz.cyt.

[74] Tegoż, Z kim prowadzimy walkę, „Polityka” 1939, nr 27.

[75] P. Wandycz, Z dziejów dyplomacji, Londyn 1988.

Najnowsze artykuły

Szukałem w źródłach innej Polski (wywiad)

Krzysztof Kawalec

Data dodania: 2017-04-05

Fascynujący wiek XIX i pokusy historii najbliższej (wywiad)

Tomasz Gąsowski

Data dodania: 2017-04-05