Artykuł
Exposé Pana Ministra Spraw Zagranicznych Konstantego Skirmunta na posiedzeniu sejmowym w dniu 31 maja 1922 r.
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

Wysoki Sejmie!

Powróciwszy do Polski po dwumiesięcznej bytności zagranicą, obfitującej w ważne wydarzenia polityczne, poczytuję sobie za najpilniejszy obowiązek zapoznać Sejm, a za jego pośrednictwem kraj i społeczeństwo, z przebiegiem i wynikami mojej podróży, odbytej w charakterze ministra spraw zagranicznych, a zarazem kierownika delegacji polskiej w Genui. W szczegółach będę miał sposobność oświetlić w razie potrzeby sytuację przed komisją sejmową. Tutaj pragnąłbym przede wszystkim dać obraz ogólny całokształtu konferencji genueńskiej, sprawy uznania naszych granic wschodnich, ukształtowania się stosunków naszych z państwami obcymi i obecnej sytuacji międzynarodowej. Doniosła rola informacyjna spełniona przez naszą prasę pozwoli mi poświęcić niniejsze sprawozdanie omówieniu tylko momentów zasadniczych lub nie dość znanych i wyciągnięciu z nich właściwych konsekwencji.

Przed przystąpieniem do zobrazowania konferencji genueńskiej podkreślić muszę dwie okoliczności:

Linia naszego postępowania w Genui, wypływająca z zasadniczych wskazań naszej polityki zewnętrznej, nakreślonych i stosowanych już z dawna za zgodą Sejmu, wydawała mi się stale tak prostą i jasną, że mimo napotkanych komplikacji rola delegacji polskiej nie nasunęła mi w żadnym wypadku poważniejszych wątpliwości. W tych warunkach, jeżeli nasz bilans genueński uznany zostanie za dodatni, to zawdzięczać to należy w małym tylko stopniu szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, lub takim czy innym zasługom delegacji Polski. W moich oczach, decydującym czynnikiem skuteczności naszej akcji w Genui było przeświadczenie, nie tylko moje własne, ale tych, z którymi traktowałem, że polityka nasza jest wiernym odbiciem potrzeb i dążności całego narodu polskiego. W najniebezpieczniejszych i w najważniejszych dla nas chwilach powołać się mogłem zawsze w mych oświadczeniach na jego niezłomną i jednomyślną wolę, czując za sobą zaufanie i poparcie Sejmu i społeczeństwa. Jest moim obowiązkiem podkreślić tu z naciskiem całą doniosłość tego faktu.

Jak wiadomo, udawaliśmy się do Genui po przeprowadzeniu starannej pracy przygotowawczej. Polegała ona zarówno na zapewnieniu sobie należytej dokumentacji, jak na stworzeniu ram politycznych, w jakich obracać się miała działalność delegacji polskiej. Nasz sojusz z Francją będący niezmiennie kardynalnym wskazaniem zewnętrznej polityki Polski, musiał być, rzecz jasna, punktem wyjścia tej działalności. Jej program uzupełniony został ścisłym porozumieniem osiągniętym w Bukareszcie i Belgradzie z rządami Małej Ententy, oraz układem warszawskim z państwami bałtyckimi.

Znaczenie tych przygotowań doceniane było już wówczas u nas i zagranicą. Dzisiaj po konferencji stwierdzić mogę nawet, że przeszło moje oczekiwania. Zawdzięczyć to należy nie tyle uzgodnieniu programu odnośnych rządów w konkretnych zagadnieniach gospodarczej odbudowy Europy środkowej i wschodniej, jak samemu faktowi solidarnego zachowania się pewnej grupy państw.

Pamiętać należy, że konferencja genueńska, jakkolwiek z nazwy ekonomiczna, była pierwszym po przełomie lat ostatnich zgromadzeniem wszystkich państw europejskich, zwycięskich i zwyciężonych, i że jej program, zakreślony w Cannes dawał w gruncie rzeczy pole do najszerszej interpretacji, przewidując w 2 i 3 punkcie ustalenie pokoju na trwałych podstawach i przywrócenie wzajemnego zaufania. Stąd wynikało niebezpieczeństwo przedsięwzięcia, które zamiast wspólnymi siłami utrwalić istniejący porządek rzeczy mogło łatwo doprowadzić do naruszenia jego podstaw i zamiast ogólnej pacyfikacji, wnieść do stosunków europejskich większy jeszcze zamęt i zarzewie nowych konfliktów.

Niebezpieczeństwom tym należało przeciwstawić solidarną wolę szeregu zgrupowanych państw i temu właśnie zadaniu uczyniły zadość z naszej strony podjęte przed konferencją przygotowania.

Udając się w końcu marca i w pierwszych dniach kwietnia do Paryża, Londynu i Brukseli, miałem zatem już w ręku konkretny plan akcji, którego nie omieszkałem przedstawić rządom mocarstw sprzymierzonych, otrzymując od nich w zamian szczegółowe wyjaśnienia co do programu ich działalności. Skoro w przeddzień otwarcia konferencji odbyliśmy stosownie do umowy, już w Genui ostatnią przedwstępną naradę z przedstawicielami Rumunii, Czechosłowacji i królestwa Serbów, Kroatów i Słoweńców, mogliśmy sobie jasno zdać sprawę z charakteru możliwych korzyści i widocznych niebezpieczeństw mających się rozpocząć rokowań, mogliśmy ustalić w szczegółach naszą wspólną linię postępowania i uniknąć błędów i iluzji przy ocenie ogólnej sytuacji.

Działalność konferencji genueńskiej rozpada się na dwa działy: polityczny i ekonomiczny. Pierwszy, zbiegiem okoliczności nierównie ważniejszy, skupił największą uwagę i zainteresowanie wszystkich państw uczestniczących i skoncentrował całokształt zagadnienia rosyjskiego.

Program nasz w dziedzinie politycznych prac konferencji był zupełnie prosty i jasny. Składały się nań przede wszystkim dwa punkty: l) wpłynąć wszelkimi środkami na utrzymanie solidarności między państwami dążącymi do zapewnienia pokojowego rozwoju Europy w drodze uszanowania dzieła obowiązujących traktatów. 2) zapobiec rozbiciu prac konferencji i przyczynić się do uzyskania przez nią możliwie najwydatniejszych wyników, szczególnie w dziedzinie sanacji stosunków w Europie wschodniej. Nie będę tu przedstawiał dość już znanych warunków, wśród których danym było delegacji polskiej wziąć bezpośredni udział w pracach politycznych konferencji i w poufnych naradach przedstawicieli głównych państw. Nie mogę wszakże pominąć milczeniem paru zasadniczych momentów w rozwoju naszej czynnej roli pokojowej, sięgającej poza ramy własnych interesów państwowych.

Powodując się streszczonymi przed chwilą wytycznymi naszego programu, zajmować musieliśmy w Genui na ogół, wobec ujawnionych tam poważnych trudności, stanowisko pośredniczące i łagodzące. Czyniliśmy to z całą konsekwencją i świadomością, w interesie ogólnym, a czyniąc to nie naruszyliśmy w niczym naszego sojuszniczego stosunku z Francją, opartego na głębokiej, serdecznej i trwałej przyjaźni i wspólności interesów dwóch narodów. Stwierdzić pragnę stanowczo — a nie brak mi na to i obcych dowodów — że sojusz polsko-francuski wyszedł z naszej codziennej niemal i najbliższej kolaboracji z delegacją francuską w Genui tylko zacieśniony i wzmocniony. (Oklaski).

Ale sojusz dobrze zrozumiany polega nie na ślepym uzgadnianiu stanowisk sojuszników, lecz na wzajemnym zaufaniu i szczerym porozumieniu się co do zajęcia takich stanowisk, które, by odpowiadając poszczególnym interesom stron obu, zmierzały do wspólnego celu. Tego akcentu szczerości i zaufania, tego warunku porozumienia, nie zabrakło wśród nas nigdy.

Chciałbym tu przytoczyć jeden typowy przykład. W niektórych kołach wywołał zdziwienie fakt, że nie identyfikowaliśmy się z Francją i Belgią w wysunięciu wobec Sowietów żądania bezwarunkowego zwrotu zabranego mienia i że nie poparliśmy zatem tezy naszych sojuszników i przyjaciół, zasadniczo nam sympatycznej, gdyż broniącej podstawowych zasad prawa własności. Otóż stanowisko, jakie zająłem w tej sprawie, w pełnym porozumieniu z obu rządami sprzymierzonymi, było tylko wykładnikiem naszej specjalnej sytuacji. Traktat ryski unormował był już bowiem uprzednio tę sprawę, o ile chodzi o stosunki polsko-sowieckie.

Tej naszej specjalnej sytuacji z tytułu naszych traktatowych stosunków z Rosją i Ukrainą, poświęcić tu winienem słów parę. Jakkolwiek traktat pokojowy ryski unormował nasze stosunki sąsiedzkie ze Wschodem i w przeciwstawieniu do szeregu innych państw reprezentowanych w Genui, przesądził o uznaniu przez nas Sowietów de jure, nie odbierało to i nam żadną miarą prawa i możności uczestniczenia w obradach genueńskich nad zagadnieniem rosyjskim. Przecież te ostatnie dotyczyły przede wszystkim kwestii gospodarczej odbudowy Rosji nierozstrzygniętej dla nas gdzieindziej, tak blisko nas obchodzącej i wymagającej w każdym razie naszej współpracy. Rozumiano to dobrze przy wyborze Polski do podkomisji politycznej znaczną liczbą głosów stwierdzałem to sam niejednokrotnie na posiedzeniach konferencji i wykazałem zresztą samej delegacji sowieckiej, bądź to w naszej z nią wymianie not, bądź w czasie obrad. P. Cziczerin przyznać musiał, że nasz w nich udział był okolicznością nie tylko zrozumiałą i naturalną, ale nawet dla interesów Rosji raczej pożądaną.

Niemniej jednak staranne przestrzeganie zobowiązań traktatu ryskiego zmuszało delegację polską do zachowywania w dyskusji nad sprawami rosyjskimi pewnej rezerwy. Rezerwa ta odnosić się musiała w pierwszym rzędzie do warunków stawianych w Genui Sowietom, warunków ustalonych już w stosunkach polsko-sowieckich traktatem z 18 marca 1921 r. Przy tym, jak miałem sposobność stwierdzić to niejednokrotnie, traktat ryski, zapewniając nam w stosunku do Rosji klauzulę największego uprzywilejowania, pozwoliłby nam automatycznie korzystać z uprawnień przyznanych innym państwom przez Sowiety.

Jeżeli w tych warunkach udział delegacji polskiej w opracowaniu żądań stawianych Rosji nacechowany był rezerwą, to na odwrót nie wahaliśmy się odegrać czynnej roli w propozycjach robionych Rosji w związku z jej gospodarczą odbudową. Stwierdzić nawet mogę, że inicjatywa sprecyzowania programu międzynarodowej kolaboracji w odbudowie Rosji, pochodzi od delegacji polskiej (oklaski). Zgłosiła też ona w konkretnej formie gotowość Polski uczestniczenia w zamierzonej akcji odbudowy. Życzyłbym sobie, by poprzez nasze wschodnie granice, ciężko doświadczony naród rosyjski dostrzegł i zrozumiał ten krok rządu polskiego nie tylko jako posunięcie taktyczne, zdolne ułatwić rokowania genueńskie, ale jako szczery objaw istotnej chęci ulżenia niedoli ludu rosyjskiego.

Mówiąc o specjalnych zobowiązaniach wzajemnych, powstałych dla Polski i Rosji z tytułu traktatu pokojowego ryskiego, nie mogę przemilczeć tutaj sprawy tzw. protokołu ryskiego z 30 marca r. b. Wynikłe na ten temat bałamutne poglądy prostowałem już parokrotnie zagranicą, specjalnie w Genui, opierając się z całą jasnością i z całą szczerością na zasadniczym programie rządu, jak niemniej na literze i treści protokołu ryskiego. Korzystam z tej sposobności, by po raz ostatni, w sposób oficjalny, rozwiać niejasności, przy pomocy których starano się nadużyć dobrej wiary rządu polskiego i utrudnić położenie jego przedstawicieli w Genui.

Protokół ryski, którego ogólna tendencja pokojowa pokrywała się wprawdzie z linią polityki polskiej szedł w swych szczegółach za daleko i nie odpowiadał swemu istotnemu zadaniu. Nie był on też niczym innym jak sprawozdaniem z wymiany zdań delegatów, którzy zetknęli się w Rydze, sprawozdaniem ujętym w formie opinii, względnie zaleceń do poszczególnych rządów. To też rząd polski nie czuł się w żadnej chwili związany tym protokołem i od początku dał wyraźny i szczery wyraz swemu stanowisku.

Zanim ukończę relację o najważniejszych momentach związanych z obradami nad zagadnieniem rosyjskim w Genui, poświęcić muszę słów parę traktatowi niemiecko-sowieckiemu w Rapallo.

Nie należeliśmy do tych, dla których ów traktat był rewelacją nowego stanu rzeczy, to też nie zmienił on w niczym naszej dotychczasowej linii politycznej. Na konferencji samej nie omieszkaliśmy razem ze współzainteresowanymi delegacjami wyciągnąć z traktatu w Rapallo formalnych konsekwencji w odniesieniu do procedury dalszych rokowań z Sowietami. Ustalono też solidarnie z naszej inicjatywy, że niezależnie od konferencji, odnośne rządy zachowują sobie całkowitą swobodę oceny traktatu w Rapallo i odniesienia się doń, na wypadek stwierdzenia, że narusza on zaciągnięte przez jego autorów ich międzynarodowe zobowiązania.

Dlatego też uważaliśmy za konieczne uczynienie wobec komisji odszkodowań w Paryżu zastrzeżenia podanego do wiadomości konferencji oraz delegacji niemieckiej i sowieckiej w Genui, że traktat w Rapallo nie może w żadnym razie naruszyć praw Polski do odszkodowań przyznanych jej art. 116 traktatu wersalskiego z tytułu byłego zaboru rosyjskiego.

Od czasu podpisania traktatu w Rapallo pojawiły się ze strony obu kontrahentów zapewnienia, że nie ukrywa on żadnych tajnych zobowiązań wymierzonych przeciw innym państwom. Gdyby tak nie było, musielibyśmy stwierdzić wobec świata, że pokojowa polityka Polski, jak niemniej dowody jej szczerej chęci poprawnego współżycia ze wszystkimi sąsiadami nie dały i nie dadzą żadnych powodów, do nieprzyjaznych względem Polski zamierzeń, których odpowiedzialność i skutki w żadnym razie na nas spaść by nie mogły. Jestem przeświadczony, że mówiąc to wyrażam także pogląd naszych sojuszników.

Przechodząc z kolei do oceny rezultatów politycznego działu konferencji genueńskiej, wypada się zastanowić nad jej dwoma zasadniczymi uchwałami: 1) nad zwołaniem do Hagi komisji w sprawach rosyjskich, 2) nad czasowym paktem nieatakowania dla tych, którzy na wyniki obrad genueńskich zapatrywali się bez iluzji, i którzy zdawali sobie sprawę z trudności dojścia do porozumienia, osiągnięte wyniki są mniej nikłe niż pozornie mogą się wydawać. Głęboka różnica koncepcji politycznych i gospodarczych, jaka dzieli komunizm od panujących na zachodzie zasad ekonomicznych, tłumaczy sama przez się trudności napotkane w czasie rokowań między Rosją sowiecką a innymi państwami Europy. Przy tym, w Genui przeciwstawiały się wyraźnie dwie różne metody dyskusji: gdy z jednej strony dążono do jasnego precyzowania warunków porozumienia, z drugiej utrzymywano się w dziedzinie uogólnień i teorii.

W tych warunkach rokowania genueńskie zdawały się parokrotnie skazane na rozbicie i do końca wejść nie mogły na drogę konkretną. Pamiętam, że w jednym z najtrudniejszych bodaj momentów, zdarzyło mi się powiedzieć, że nie chciałbym powrócić do kraju z dobytkiem rozbitych rokowań i nowopowstałych, a mogących nam zagrażać sojuszów. Taki dobytek wywołałby nie tylko niepokój i groźne rozczarowanie w całym świecie, ale oznaczałby i to dla nas w pierwszymi rzędzie zachwianie mozolnie budowanych gwarancji spokoju i bezpieczeństwa.

Wówczas to rzuciłem poufnie myśl zawieszenia obrad konferencji i wysłania do Rosji międzynarodowej komisji, która by ustaliła, czy i w jakiej mierze wewnętrzne stosunki tego kraju dozwoliłyby w drodze dalszych rokowań zapewnić mu pomoc finansową zagranicy, dając jej w zamian niezbędne zadośćuczynienie i gwarancje. W końcu doszliśmy do znanego i przyjętego projektu angielskiego powołania dwóch komisji rzeczoznawczych w Hadze dla dalszych rokowań technicznych.

Sądzę, że i w stosunku do obrad haskich powinniśmy wystrzegać się złudzeń. Jeżeli nawet, jak tego szczerze życzę, przyniosą wynik pomyślny, to z własnych doświadczeń pamiętać musimy, że między osiągnięciem porozumienia a realizacją jego skutków jest jeszcze cała przestrzeń, którą wypełnia wykonania powziętych zobowiązań. Niemniej jednak nauki konferencji genueńskiej, nabyta tam znajomość trudności i przeszkód, a nawet samo ograniczenie pola nowych negocjacji i możliwe wyeliminowanie z nich pierwiastka politycznego, rokują obradom haskim większe szanse powodzenia, niż to miało miejsce w Genui.

Nie przesądzając dziś jeszcze roli, jaką Polsce wypadnie zająć w tych dalszych pracach, ograniczę się tu tylko do stwierdzenia, że nasza dotychczasowa zasadnicza linia postępowania i tam znaleźć by musiała swe zastosowanie.

Wypowiem też życzenie: rząd polski byłby szczęśliwy powitać przy pracy nad odbudową Europy gdziekolwiek i w jakichkolwiek warunkach by ona miała miejsce. Stany Zjednoczone, których czynny udział w dziele pokoju nie byłby mniej pożądany ani mniej skuteczny niż w przechyleniu szali wojny światowej, a dla których naród polski żywi uczucie szczerej przyjaźni i wdzięczności.

O pakcie nieatakowania, który przeszedłszy w Genui różne koleje wyraził się wreszcie w formie krótkoterminowego aktu kolektywnego — nie będę tu mówił obszerniej. Przypomnę tylko, że przystąpiliśmy doń powodowani uczuciem solidarności i zrozumienia wagi, jaką aktowi temu nadaje właśnie jego cecha międzynarodowej kolektywności.

Ale zaznaczyć tu pragnę, że ze swojej strony rząd polski nie dopuszcza w ogóle w stosunkach międzynarodowych uwzględnienia napaści, od których wypadałoby się zabezpieczać w drodze specjalnych zobowiązań. Swą polityką pokojową, okupioną niejednym poświęceniem, Polska dowiodła przed światem, że napadać nikogo nie myśli. To też, gdy w trakcie dyskusji na jednym z posiedzeń konferencji uczyniono aluzję do potrzeby chronienia granic Rosji od napaści z Zachodu, nie mogłem w odpowiedzi nie powołać się na znaną bajkę o wilku i jagnięciu.

W naszych z Rosją stosunkach, traktat ryski stanowi wzajemną gwarancję, szerszą w treści i trwaniu od paktu genueńskiego, Konstatując to oficjalnie, delegacja polska nie omieszkała zastrzec, że nasze przystąpienie do paktu nie może w niczym zwęzić lub naruszyć dwustronnych zobowiązań przewidzianych traktatem ryskim.

Przystąpię z kolei do krótkiego zobrazowania gospodarczych wyników prac konferencji genueńskiej. Są one na ogół, zdaniem moim, niedoceniane. Przy ich osiągnięciu uniknięto przede wszystkim jednego zasadniczego i poważnego niebezpieczeństwa, które wyraża się w tendencji ograniczenia suwerenności gospodarczej państw słabszych i wspomaganych ekonomicznie — na rzecz międzynarodowej reglamentacji.

 Zgodnie z podziałem konferencji na komisje, jej rezolucje gospodarcze rozpadają się na trzy główne działy: finansowy, ekonomiczny i transportowy. Zacznę od pierwszego.

Przewodniczący komisji finansowej wnosząc w dniu 3 maja na plenarnym posiedzeniu konferencji wniosek o zatwierdzeniu rezolucji tej komisji, nazwał je kodeksem finansowym świata i porównał co do znaczenia z kodeksem Justyniana. Nie jestem kompetentny, by zaopiniować, czy historia potwierdzi to śmiałe porównanie, ale nawet dla laika nie ulega wątpliwości, że w Genui uchwalono zasady ogólne, które przyjęte być muszą jako kamień węgielny zdrowej polityki finansowej i gospodarczej wszystkich krajów.

Na próżno byśmy szukali w tych decyzjach, a raczej wskazaniach, jakichś cudotwórczych środków, które w krótkim czasie miałyby przywrócić zdrową sytuację przedwojenną w miejsce stanu finansowego złego, często tragicznego, wyczerpanych wojną krajów. Przeciwnie, droga wskazana jest długa i żmudna, a opiera się na indywidualnych wysiłkach każdego państwa, na jego usilnej wytężonej pracy, na powolnym składaniu środków pochłoniętych przez wojnę.

A więc przede wszystkim zrównoważenie budżetów, nie tylko przez naciskanie śruby podatkowej, lecz przez wprowadzenie najdalej idących oszczędności. Naturalnie przewidziano, że w pewnych wypadkach, na przykład w Polsce, równowaga budżetowa nie dałaby się osiągnąć bez wydatnej pomocy zewnętrznej w formie długoterminowych kredytów.

Osiągnięcie równowagi budżetowej jest pierwszym krokiem ku uzdrowieniu sytuacji walutowej, jako następny zalecono w Genui wstrzymanie druku pieniędzy papierowych, uniezależnienie banków emisyjnych od wpływów politycznych i oparcie ich działalności na zasadach zdrowej i ostrożnej polityki bankowej. Wówczas będzie można myśleć o powrocie ku oparciu walut na pokryciu kruszcowym, mianowicie na pokryciu emisji złotem.

Oprócz tych zasad ogólnych, komisja finansowa zdobyła się na zupełnie nowe koncepcje, które w razie ich przyjęcia przez większą grupę państw mogłyby mieć doniosłe znaczenie praktyczne w przyszłym rozwoju międzynarodowego życia finansowego świata. Chodzi mianowicie o zawarcie międzynarodowej konwencji, mającej na celu skoncentrowanie i uregulowanie cyrkulacji złota na rynku międzynarodowym. Sprawa jest wielkiej wagi i wymaga dokładnego i szczegółowego zbadania. Dlatego też proponowane jest zwołanie w najbliższym czasie przez Bank Angielski konferencji banków centralnych z udziałem Stanów Zjednoczonych dla praktycznego jej rozwiązania.

Komisja wypowiedziała się dalej przeciw sztucznej kontroli operacji dewizowych.

W sprawach kredytów, najważniejsza jest uchwała zalecająca utworzenie konsorcjum międzynarodowego opartego na narodowych syndykatach, którego zadaniem byłoby dostarczenie długoterminowych kredytów państwom, niemogącym bez pomocy zewnętrznej pokonać powojennych trudności finansowych.

Z tego pobieżnego streszczenia widać, że w sprawach finansowych konferencja spełniła poważne zadanie, które przyjąć należy z uznaniem.

Komisja ekonomiczna rozpatrywała środki i zarządzenia z dziedziny polityki handlowej, zmierzającej do ułatwienia obrotu towarowego i unormowania stosunków ekonomicznych między państwami, które brały udział w konferencji.

Wśród zleceń komisji ekonomicznej, do najważniejszych zaliczyć należy ustalenie w każdym państwie stałych i niepodlegających ciągłym zmianom taryf celnych, możliwe ograniczenie opłat wywozowych, zniesienie, względnie zredukowanie, zakazów i reglamentacji wwozu i wywozu i powrót do wolnego handlu, oparcie traktatów handlowych na zasadzie klauzuli największego uprzywilejowania, ułatwienia w podróżach i wydawaniu paszportów dla kupców i przemysłowców itd. Większość zaleceń konferencji genueńskiej z dziedziny ekonomicznej została już w Polsce w ciągu ostatniej zimy w czyn wprowadzona, co zostało podniesione z uznaniem w mowie włoskiego ministra handlu p. Rossiego, wygłoszonej na komisji ekonomicznej. Jeśli, jak stąd widać, Polska hołduje zasadom wolnej gospodarki handlowej, zmierzającej do ułatwień dla handlu międzynarodowego, to natomiast w innej dziedzinie zleceń konferencji genueńskiej, a mianowicie stabilizacji przepisów handlowych, niezmienności rozporządzeń celnych i wwozowo-wywozowych, Polska nie osiągnęła jeszcze celów wskazanych przez konferencję. Życzyć należy, żeby w tej dziedzinie ze względu na politykę międzynarodową jak najprędzej postęp dał się zauważyć.

Obok komisji ekonomicznej istniał w Genui specjalny komitet dla spraw pracy, w którym Polska żywy brała udział, reprezentując oprócz siebie również i państwa Malej Ententy. Szereg wniosków i projektów polskich został tam przyjęty.

Komitet pracy podkreślił wagę i znaczenie współpracy szerokich warstw robotniczych, mężczyzn i kobiet w dziele ekonomicznej odbudowy świata i podkreślił konieczność zarządzeń zmierzających do walki z bezrobociem, stanowiącym dzisiaj jedne z największych klęsk całego świata.

Komisja transportowa, w której delegacja polska brała bezpośredni udział, zajmowała się sprawami, dotyczącymi ulepszenia międzynarodowych komunikacji lądowych i wodnych i uznała przede wszystkim, że jest rzeczą pierwszej wagi, aby państwa europejskie dokładały i nadal wszelkich sił do odbudowy środków komunikacji i do ułatwienia międzynarodowych transportów, przy czym należy się kierować jedynie względami handlowymi i technicznymi. Dalej stwierdzono w powziętej rezolucji, że państwom nierozporządzającym dostatecznymi środkami do odbudowy swych środków komunikacji, należy dać pomoc i że w tym celu państwa potrzebujące pomocy mogą zarządzać inspekcje, które będą przeprowadzane przez kompetentnych ekspertów.

Wyrażono życzenie, aby wszystkie państwa europejskie, które podpisały konwencję, zawartą w Barcelonie w kwietniu 1921 r., jak najprędzej tę konwencję ratyfikowały i aby państwa, które w tej konwencji udziału nie brały, zobowiązały się jednakowoż do jak najrychlejszego zastosowania jej postanowień. Również i postanowienia konwencji berneńskiej mają być jak najprędzej znowu zastosowywane, a zasady ogólne układu, zawartego w Porto Rose w listopadzie 1921 r. i obowiązującego państwa sukcesyjne monarchii austro-węgierskiej zostały również przyjęte przez inne państwa europejskie.

 W celu najspieszniejszego przywrócenia międzynarodowych transportów, co najmniej w tak samo zadawalających warunkach jak przed wojną, zarządy kolei żelaznych francuskich zostały zaproszone do zwołania konferencji przedstawicieli technicznych wszystkich zarządów kolejowych Europy w celu stworzenia możliwie bliskiej współpracy, naturalnie bez naruszania autonomii poszczególnych sieci i nie mieszając się do atrybucji egzystujących już międzynarodowych związków. Na porządek dzienny tej konferencji ma być wniesiona w pierwszej linii sprawa taryf międzynarodowych i zmniejszenia niedogodności, związanych z wahaniami walutowymi. Zwołani przedstawiciele techniczni mają się też pomiędzy innymi zastanowić nad stworzeniem stałej konferencji zarządów kolejowych unifikacji i polepszenia warunków urządzenia i ruchu kolei żelaznych w celu ułatwienia międzynarodowych przewozów.

Wreszcie wyrażono życzenie, aby odnośne organy techniczne Ligi Narodów badały od czasu do czasu osiągnięte postępy w rozwoju międzynarodowych transportów i zwoływały w tym celują zgodą państw i zainteresowanych specjalne zebrania ekspertów.

Niektóre delegacje, głównie delegacje państw, które nie brały udziału w układzie barcelońskim, albo nie są członkami Ligi Narodów zgłosiły zastrzeżenia do tych rezolucji, po większej części formalnej natury. Delegacja polska do żadnych zastrzeżeń powodu nie miała.

Tak więc ogólny bilans prac całej konferencji genueńskiej, nie może być w żadnym razie poczytywany jako ujemny. Przedstawiłem już jego korzyści natury ogólnej, utrzymanie solidarności państw zainteresowanych w zachowaniu obecnego porządku rzeczy uniknięcie zerwania konferencji wraz z jego konsekwencjami pozostawienie drogi do porozumienia z Rosją.

Ponadto dla Polski korzyści konferencji wyrażają się nie tylko w uniknięciu poważnych niebezpieczeństw, lecz w rozszerzeniu umocnieniu naszych stosunków z innymi państwami i w wyzyskanej sposobności wykazania naszej czynnej, konstruktywnej polityki pokojowej.

W końcu podkreślić pragnę niewątpliwy wzrost naszego autorytetu międzynarodowego.

Wypada mi z kolei omówić nasze sprawy terytorialne i graniczne, z którymi w ciągu mej podróży miałem wielokrotnie do czynienia.

Jak wiadomo, art. 87 traktatu wersalskiego zleca głównym mocarstwom sprzymierzonym zadanie ustalenia granic Polski tym traktatem nieokreślonych. Zadanie to rozumieć należy nie tylko jako prawo, lecz jako obowiązek tych mocarstw, którego wypełnienie miało niewątpliwie na celu zaspokoić potrzeby i zabezpieczyć interesy odbudowanego państwa polskiego.

Okoliczności sprawiły, że w ciągu trzech lat, jakie nas dzielą od zawarcia traktatu wersalskiego, państwo polskie o otwartych w znacznej części granicach, znalazło się w możności i w konieczności nie tylko określenia tychże i obronienia ich siłą własnego oręża, ale regularnego ich unormowania w drodze międzynarodowych traktatów — specjalnie traktatu ryskiego — z zainteresowanymi sąsiednimi państwami. W ten sposób wypełniony już został istotny przedmiot odnośnego postanowienia traktatu wersalskiego, zgodnie z jego duchem.

Wszakże rząd polski, jakkolwiek świadomy dokonanego już załatwienia sprawy naszych granic wschodnich, pozbawionego dotąd jedynie formalnej sankcji mocarstw, dba jednak o skrupulatne wykonanie postanowień traktatu, na którym opiera się niepodległość państwa. Dlatego też nie uważał tymczasem za wygasły tytuł głównych mocarstw sprzymierzonych do oznaczenia wschodnich granic Polski, mającego się wyrazić w formalnym usankcjonowaniu i uznaniu pokojowo, regularnie ustalonego, obecnego stanu rzeczy.

Wnioskując na zasadzie rozmów przeprowadzonych z miarodajnymi czynnikami za Zachodzie, że nadchodzi chwila, by przygotowywać wypełnienie art. 87 traktatu wersalskiego, rząd polski nawiązał w tym względzie w kwietniu urzędową, przedwstępną korespondencję z rządami Francji, Anglii, Włoch i Japonii, celem wspólnego sprecyzowania terminu i procedury. Celowość tego kroku potwierdzona została w Genui, gdzie ułatwiła mi skuteczne odparcie zakusów wniesienia naszych spraw granicznych przed niekompetentne w tym względzie forum konferencji. Stwierdzić tam mogłem mianowicie z należytą siłą, że Polska z uwagi na swe słuszne prawa, rozważenia tych kwestii się nie obawia, że przemycać ich międzynarodowego usankcjonowania pod przygodną formułką nie myśli i że sama podjęła inicjatywę dokonania tej sankcji we właściwej drodze.

W obecnym stanie rzeczy sprawa uznania naszych granic określonych traktatem ryskim, znajduje się w stadium wstępnego porozumienia się między głównymi mocarstwami sprzymierzonymi. Rząd polski ma na nią zwróconą najbaczniejszą uwagę i utrzymuje swój postulat jej zgodnego z naszym interesem załatwienia.

Sprawa wschodniej części Małopolski nie była mimo różnych usiłowań traktowana w jakiejkolwiek bądź formie na konferencji w Genui, nie była też z mej strony zagranicą przedmiotem żadnych zobowiązań ani nawet wiążących rozmów.

Stan prawny tej sprawy jest w naszych oczach analogiczny do przedstawionego przed chwilą prawnego położenia sprawy naszych granic wschodnich. Rząd polski uważa, że suwerenność nad całą dzielnicą Małopolską należy bez zastrzeżeń do państwa polskiego. Z chwilą uznania tego stanu rzeczy przez powołane do tego główne mocarstwa sprzymierzone, rząd nie omieszka przedłożyć Sejmowi Ustawodawczemu w Warszawie projektu prawa, które by zapewniło głównym narodowościom zamieszkującym wschodnią część Małopolski, korzystanie w ramach samorządowych z najszerszych swobód zgodnych z rozwojem tych narodowości i potrzebami całego państwa.

Nie mogę tu pominąć sprawy stosunków polsko-litewskich. Podobnie jak czyniłem to stale na zachodzie w odpowiedzi na roszczenia rządu kowieńskiego do Ziemi Wileńskiej, skonstatuję tu raz jeszcze, że w oczach rządu polskiego przynależność ziemi tej do Polski została ostatecznie przesądzona aktem złączania z dnia 22 marca r. b., opartym na nieskrępowanym wyrazie woli ludności miejscowej. Jedyną przeszkodą w nawiązaniu przyjaznych stosunków polsko-litewskich jest uporczywe nieliczenie się rządu litewskiego z tym faktem. Z naszej strony, świadomi uczuć, jakie żywi naród polski dla narodu litewskiego, nie cofniemy wyciągniętej doń w każdej chwili, a gotowej do pojednania, dłoni. Co do mnie, mogę tylko z tej trybuny powtórzyć słowa wypowiedziane na ostatnim plenarnym posiedzeniu konferencji genueńskiej, w odpowiedzi na nieuzasadnione groźby delegata litewskiego: zgodnie ze swym zobowiązaniem powziętym wobec Rady Ligi Narodów, Polska na Litwę nie napadnie. Jesteśmy zawsze gotowi wejść z rządem litewskim w bezpośrednie rokowania, celem unormowania stosunków dobrego sąsiedztwa, a nawet gotowi jesteśmy uznać rząd litewski de jure.

W konkluzji chciałbym uwydatnić w paru słowach na czym polega, moim zdaniem, ujawniony w ostatnich czasach postęp w położeniu naszych spraw terytorialnych i granicznych.

Widzę go nie tylko w fakcie zdjęcia spraw tych z porządku dziennego konferencji genueńskiej, na skutek jasnego i stanowczego stanowiska zajętego przez nas i naszych przyjaciół. Widzę niemniej ten postęp w okoliczności, że nasze sprawy terytorialnej graniczne mogły być przez nas postawione już tylko jako przedmiot sankcji głównych mocarstw sprzymierzonych. Samo bowiem rozstrzygnięcie tych spraw zostało dokonane, bądź to w drodze bezpośredniego układu z państwami ościennymi, bądź w drodze wypowiedzenia się ludności. W końcu podkreślić winienem, że rząd polski wyklucza możność dopełnienia przez mocarstwa tego ich ważnego zadania, inaczej jak zgodnie z wolą Polski i przy jej pełnym współdziałaniu.

Wzmiankowałem już w tym przemówieniu rozszerzenie się i korzystne ułożenie międzynarodowych stosunków Polski z okazji konferencji genueńskiej. Celem konkretniejszego zobrazowania tego stanu rzeczy, chciałbym tu w krótkich słowach scharakteryzować nasze obecne stosunki z obcymi rządami.

Zacznę od Włoch, których gościnne przyjęcie i świetne zorganizowanie techniczne obrad genueńskich zyskały ogólne uznanie i wdzięczność, do jakich rad jestem się tu w imieniu rządu polskiego przyłączyć. Z Włochami zbliżyła nas w ciągu konferencji wspólna troska i wspólne zabiegi o jej możliwie pomyślny rezultat. Niezależnie od obrad ogólnych, doprowadzony też został w Genui do skutku układ handlowy polsko-włoski, drugi z rzędu nasz układ gospodarczy z wielkim mocarstwem, który przyczyni się niewątpliwie w drodze ożywienia i utrwalenia stosunków ekonomicznych między obu krajami do zacieśnienia więzów wzajemnej sympatii.

Miałem już sposobność mówić tutaj o ścisłej współpracy, jaka łączyła nas w Genui z delegacją francuską! Współpraca ta była naturalnym wyrazem sojuszu polsko-francuskiego, opartego nie tylko na tradycyjnej i głębokiej przyjaźni obu narodów, ale na wspólności ich najistotniejszych interesów. Polityki będącej wykładnikiem tego stosunku, rząd polski przytrzymywał się niezmiennie i przytrzymywać się będzie na przyszłość. Rad jestem, że mogę tu podkreślić serdeczne stosunki, jakie wiążą nas z Belgią, a które znalazły swój wyraz w konkretnej współakcji i trwałym zbliżeniu uświęconym na konferencji genueńskiej.

W ciągu ostatniego okresu rząd angielski, jak to z żywym zadowoleniem mogłem skonstatować, wykazał względem nas najlepsze i pełniejsze zrozumienie nie tylko naszych potrzeb i naszego położenia, ale także czynnej i pokojowej roli Polski. Przekonać się o tym mogłem osobiście w przyjaznych rozmowach z angielskimi mężami stanu, których oświadczenia w starannej chowam pamięci. (Głosy: nareszcie). Za objaw szczególnie pomyślny poczytuję ujawnioną wobec mnie parokrotnie, z autorytatywnej strony angielskiej, zdecydowaną wolę Anglii utrzymania solidarności między państwami sprzymierzonymi, która w oczach rządu polskiego jest najlepszą gwarancją pokoju, odbudowy ekonomicznej oraz zabezpieczeniem obecnego ustroju Europy.

Z prawdziwą przyjemnością mogliśmy się w Genui przekonać, że z Japonią łączą nas nie tylko stosunki wzajemnej sympatii, ale i możność konkretnej, korzystnej współpracy politycznej i gospodarczej.

Nasze porozumienie z Małą Ententą wydało w Genui nadzwyczaj pomyślne rezultaty. Było ono nowym dowodem znaczenia siły solidarności w międzynarodowych stosunkach, której sam przykład, nie mniej jak czynna akcja czterech, opartych na porozumieniu rządów, podziałał niewątpliwie korzystnie na rozwój prac konferencji i układ ogólnych stosunków.

Nie mogę też pominąć tutaj dodatniej naszej współpracy w Genui z państwami bałtyckimi. Wspólność wielu interesów między tymi państwami a Polską były oczywistą na konferencji. Ufam, że i na przyszłość, wbrew pewnym, mam nadzieję, chwilowym trudnościom, jakie się ujawniły w zaprzyjaźnionej z nami Finlandii, ta nasza wspólność interesów da nam pole do dalszej owocnej współpracy.

Z tzw. państwami neutralnymi, w pierwszym rzędzie ze Szwajcarią i Holandią łączyły nas również w Genui wspólne wysiłki w kierunku pomyślnego wyniku prac ogólnych. Jestem przekonany, że zadzierzgnięte nie od dziś przyjazne więzy z tymi państwami i coraz lepsze poznanie przez nie naszej roli i dążeń, przyniosą nam w przyszłości niemniej korzystne wyniki, jak nasze współdziałanie na terenie genueńskim.

Nie wahałem się skorzystać ze sposobności, jaką stanowił nasz wspólny z Niemcami pobyt w Genui, by omówić z nimi obecny stan naszych wzajemnych stosunków. Rad byłem spotkać się z ich strony z oświadczeniem, że wobec definitywnego załatwienia sprawy śląskiej, rząd niemiecki wyraża swą gotowość wszczęcia rokowań, mających ustalić normalne warunki współżycia gospodarczego Polski i Niemiec i że przystąpi do zniesienia zakazów wywozowych, naruszających traktat wersalski. W tych warunkach sądzę, że te różnolite i rozległe rokowania gospodarcze polsko-niemieckie będą się mogły rozpocząć w bliskim czasie.

Z naszej strony stwierdzić tu pragnę, że w ramach ścisłego wykonania obowiązujących traktatów i uszanowania istniejącego stanu rzeczy, Niemcy napotkają zawsze w Polsce sąsiada gotowego do normalnej współpracy, szczerze i lojalnie pracującego nad rozwojem poprawnych, pokojowych stosunków sąsiedzkich.

Dodam słów parę o stosunku naszym do naszych wschodnich sąsiadów, Rosji i Ukrainy. W moim sprawozdaniu z konferencji genueńskiej miałem już sposobność wykazać, że nasza rola w Genui, dyktowana interesem tak własnym jak ogólnym, daleką była od jakiejkolwiek wrogości względem Sowietów.

Ich delegacja mogła się nawet naocznie przekonać, że nieraz ta rola okazywała się zbieżną z interesami Rosji. Sądzę, że w Moskwie i Charkowie nasza konsekwentna polityka pokojowa znajdzie zrozumienie i że Sowiety ocenią nie tylko właściwą treść i wagę stosunku Polski do nich, lecz uwzględnią znaczenia, jakie mieć musi w ustosunkowaniu się do nich innych państw europejskich skrupulatne wypełnianie przez Rosję i Ukrainę powziętych traktatowych zobowiązań.

Wysoki Sejmie!

Obecne położenie wewnętrzne i międzynarodowe Polski pozwoliło naszej polityce zagranicznej wyjść poza ciasne ramy własnych tylko i bezpośrednich interesów państwowych i okazać zrozumienie i czynne zainteresowanie się dla wielkich zagadnień polityki światowej. Dlatego niech mi wolno będzie zakończyć niniejsze moje exposé paroma uwagami o poglądzie rządu polskiego na te sprawy. Polska odczuwa silniej niż ktokolwiek potrzebę ogólnego, trwałego pokoju, jako nieodzownego warunku stabilizacji międzynarodowych stosunków i gospodarczej odbudowy Europy. W naszym przekonaniu, to wielkie dzieło oprzeć się może tylko na pełnym utrzymaniu w mocy obowiązujących traktatów, gdyż na próżno byśmy mówili o powrocie do naruszonej przez wojnę równowagi ekonomicznej, gdybyśmy dopuścić mieli do rewizji istniejącego porządku rzeczy.

To też, trzymając się konsekwentnie swej dzisiejszej linii politycznej, rząd polski będzie i nadal przeciwdziałał wszelkimi siłami w porozumieniu i współpracy ze swymi sojusznikami, prądom zmierzającym do utworzenia w Europie nowych konstelacji politycznych, opartych na nowym programie i zmienionych podstawach.

Mówiąc to, nie mam na myśli tylko ustosunkowania się wielkich mocarstw. Obchodzi nas również z bliska rozkład sił i stosunków w Europie środkowej, jako tej części naszego kontynentu, która przeszła od wielkiej wojny największe przeobrażenia polityczne i gospodarcze. Stosunek nasz obecny do państw Małej Ententy, oparty na indywidualnym i różnym z nimi zbliżeniu, ujętym w formę kolektywnego współdziałania, wydał widoczne i nadspodziewanie pomyślne rezultaty. Nie zamierzając na razie nadawać mu formy odmiennej, rząd polski sądzi, że ten stosunek nie przestanie i na przyszłość być czynnym wykładnikiem polityki pokojowej, zmierzającej do utrzymania istniejącego i zawarowanego traktatem stanu rzeczy w Europie środkowej. W tym samym zrozumieniu, rząd polski z radością przyjmuje zapowiedź bardziej konkretnego zbliżenia między dwoma bliskimi mu sojuszniczymi rządami Francji i Rumunii.

Ze szczególnym zainteresowaniem odnosi się rząd polski do położenia Austrii, której gospodarcze trudności, miałem ostatnio sposobność bliżej poznać osobiście z okazji nadzwyczaj przyjaznego przyjęcia, jakiego doznałem w Wiedniu. W ocenie poważnych konsekwencji politycznych i społecznych, jakie mieć by mogły w międzynarodowych stosunkach trudności, przeżywane przez Austrię, rząd polski nie omieszka, zgodnie z zasadniczym programem swej polityki zewnętrznej, współdziałać w tej sprawie z czynnikami, którym zależy na utrzymania ładu i pokoju w Europie środkowej.

Niemniej przejętym jest rząd polski świadomością koniecznej i rychłej sanacji stosunków na wschodnich kresach Europy. Złożywszy tego dowody w ciągu konferencji genueńskiej, nie cofnie się on przed dalszą akcją, która by miała na celu umożliwienie solidarnego przyjścia z pomocą ludności Rosji oraz przygotowania powrotu tego kraju do niezbędnej gospodarczej współpracy z innymi państwami Europy.

Wysoki Sejmie!

Przedstawiłem działalność naszą na konferencji w Genui, sprawę naszych granic, nasze obecne położenie polityczne i międzynarodowe ustosunkowanie. Dałem wreszcie obraz poglądów rządu na ogólną sytuację w polityce międzynarodowej i zarysowałem jego zamierzenia na przyszłość w dziedzinie polityki zewnętrznej. Ocena wartości i skutków działalności ministra spraw zagranicznych nie do mnie należy. Jednak sądzę, że wolno mi w poczuciu spełnionego obowiązku spokojnie stwierdzić, iż wraz z delegacją polską w Genui przyłożyłem wszelkich starań, by wykazać światu rolę i zadania Polski a imię Jej stawić wysoko! (Oklaski).

 

Konstanty Skirmunt (1866-1949) - prawnik i dyplomata, w latach 1919-1921 poseł w Rzymie, w latach 1921-1922 minister spraw zagranicznych, w latach 1922-1934 poseł, a następnie ambasador w Londynie.

Najnowsze artykuły

O imponderabiliach i trudnych wyborach politycznych (wywiad)

O polskiej polityce zagranicznej w okresie II RP z prof. Markiem Kornatem rozmawia dr Maciej Zakrzewski.

Marek Kornat

Data dodania: 2017-10-23

Solidarność jako doświadczenie (wywiad)

Zbigniew Stawrowski

Data dodania: 2017-09-05